dzi1a
11.06.09, 21:22
Choć w Słowinie od kilku miesięcy szeptano, że proboszcz lubi chłopców, to
dopiero niedawno jedna z mieszkanek wsi opowiedziała policji, co ksiądz robił z
jej synem. Policjanci na plebanii znaleźli pisma gejowskie oraz kasety i płyty
DVD z pornograficznymi filmami.
Słowino to mała wieś w powiecie sławieńskim w województwie zachodniopomorskim.
Tamtejszy proboszcz obsługuje trzy kościoły: w Słowinie, Karwicach i
Boleszewie. Od dwóch lat parafią kieruje 52-letni ksiądz Jerzy U. Do Słowina
przyjechał z Zarańska koło Drawska Pomorskiego. W dużej plebanii zamieszkał
sam. - Nie potrzebuję żadnych czarownic - mówił o kobietach, gdy chciały się u
niego zatrudnić jako gospodynie. Niektórym mieszkańcom wsi wydawało się to
dziwne, ale inni chwalili go za oszczędność, tym bardziej że ksiądz proboszcz
szybko wziął się do remontu kościoła.Nie wszystko jednak na plebanii robił sam.
Czasem korzystał z pomocy. Jednym z jego pomocników był Jacek (imię zmienione
na życzenie matki), 12-latek ze Słowina, pochodzący z niezamożnej rodziny.
Halina (imię zmienione), jego matka, nie miała nic przeciw temu, bo w domu się
nie przelewa i każdy zarobiony grosz się liczy. Nie były duże sumy - od pięciu
do dwudziestu złotych. Jacek chodził na plebanię pół roku. Pod koniec kwietnia
matka dowiedziała się, że ksiądz poskarżył się w szkole, że Jacek ukradł mu 20
złotych. Halina tak się zdenerwowała, że postanowiła chłopakowi wybić z głowy
wszelką myśl o złodziejstwie. Dzięki paskowi szybko dowiedziała się od syna, że
rzeczywiście skusił się na 20 złotych, które zobaczył w otwartej saszetce
proboszcza na plebanii, ale ksiądz złapał go na kradzieży, więc chłopak od razu
pieniądze oddał. Ksiądz zakazał mu przychodzić pomagać. Chłopiec jednak nie
mógł się pogodzić z tym, że ksiądz poszedł do szkoły z donosem na niego, więc
jeszcze płacząc wyznał matce, że ma na proboszcza "haka". Opowiedział, że
ksiądz się do niego "dobierał" - rozpinał mu spodnie, wkładał ręce w majtki, a
potem wąchał i lizał swoje palce oraz proponował kąpiel.
- Jacek był przejęty. Przysięgał, że mówi prawdę. Płakał i zarzekał się, że tak
było. Czułam, że mówi prawdę. Postanowiłam, że nie puszczę tego płazem -
opowiada Halina. Poszła i o wszystkim opowiedziała wychowawczyni Jacka. Ta
obiecała, że sprawą się zajmie. Po kilku dniach wezwała ją dyrektorka szkoły.
Zapytała, czy Halina chce, aby o całej sprawie powiadomić policję. Zgodziła
się. Kilka dni później Jacek w obecności psychologa opowiedział policji o
poczynaniach proboszcza.To wystarczyło, aby policja razem z prokuratorem udała
się na plebanię. Tam - jak poinformował młodszy inspektor Janusz Mielczarek,
komendant policji w Sławnie - funkcjonariusze znaleźli 13 filmów DVD z
gejowskimi treściami pornograficznymi oraz kasety wideo i pisma pornograficzne
o podobnej zawartości. Księdz trafił do aresztu.Każdy może błądzić1 czerwca w
Słowinie odbyła się msza święta. W zastępstwie proboszcza odprawił ją ksiądz z
zewnątrz. Wierni stawili się licznie w kościele. Czekali na komentarz do
niedawnych wydarzeń. Nie doczekali się. W kazaniu kapłan wspomniał jedynie, że
każdy może pobłądzić i trzeba to zrozumieć. Wieś się podzieliła. Jedni bronią
proboszcza i sugerują, że Halina mści się na księdzu za źle wychowanego syna.
Inni uważają, że sprawę trzeba do końca wyjaśnić. - Ksiądz ma różne rzeczy na
sumieniu. Już kiedyś krzyczał podczas kazania, że jak mu się coś zarzuca, to
trzeba to udowodnić. Wtedy nie wszyscy rozumieli, o co chodziło, ale teraz
sprawy stają się jasne - uważa czterdziestolatka, mieszkanka Słowina.
Jedna z sąsiadek plebanii pamięta, że gospodyni poprzedniego proboszcza
ostrzegała matki, aby uważały na chłopców. - Przez jakiś czas mówiło się, że
mamy księdza-pedała, ale potem wszystko ucichło - dodaje.Poprzednioteż
dotykałDzień po aresztowaniu proboszcza ze Słowina w Głosie Pomorza ukazał się
artykuł Tomasza Ogonowskiego, który poinformował nie tylko o aresztowaniu
kapłana, ale również o wynikach dziennikarskiego śledztwa. Z tekstu wynika, że
także w innych przypadkach oraz w poprzednich parafiach, gdzie sprawował on
posługę kapłańską, próbował lub dopuszczał się molestowania seksualnego
nieletnich chłopców - zwłaszcza ministrantów. Wprost powiedziała to
dziennikarzowi Elżbieta N. z Boleszewa, której syna ksiądz próbował ściągnąć na
noc do plebanii. Z kolei 23-latek ze wsi Żółte, która należy do parafii
Zarańsko, skąd ksiądz Jerzy został przeniesiony do Słowina, opowiedział
dziennikarzowi o tym, jak kapłan podstępem sprowadził go na noc na plebanię,
gdzie najpierw go podglądał przy myciu, a potem, dysząc, próbował się do niego
dobierać w nocy.
Z kolei obecni ministranci księdza Jerzego, których grupa z miesiąca na miesiąc
malała, zwierzyli się, że ksiądz próbował ich dotykać albo na powitanie kazał
pocierać nos o nos. Niektórzy tak się go boją, że gdy rodzice każą im iść do
kościoła, dostają bólów brzucha albo wręcz mdleją.Co na to biskup?Mirosław
Gałuszkiewicz, sołtys Słowina jest wstrząśnięty tymi wszystkimi rewelacjami.
Nie potępia jednak księdza. - To jest chory człowiek. Chorego należy leczyć, a
nie chować i bez uprzedzenia przesuwać z parafii do parafii. Dziwię się, że
ksiądz biskup na to wszystko pozwala. Nie wierzę bowiem, że przez tyle lat nie
dotarły do niego żadne niepokojące sygnały - uważa.W obecnej sytuacji nie
wyobraża sobie także, aby ksiądz Jerzy mógł powrócić do Słowina i znów
odprawiać msze i głosić umoralniające kazania dla wiernych. - Po tym wszystkim
myślę, że Kościół katolicki powinien jednak poważnie rozważyć możliwość
rezygnacji z celibatu. Gdyby księża mieli żony, mogliby ludziom pokazać dobre
wzorce małżeńskiego życia. To byłoby lepsze niż obecne skandaliczne zachowania -
dodaje sołtys Gałuszkiewicz.Tymczasem ksiądz doktor Krzysztof Zadarko,
dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Kurii Biskupiej w Koszalinie powiedział
dziennikarzom, że do tej pory do kurii nie dotarła żadna skarga na księdza
Jerzego U. Nic nie zgłaszano też podczas niedawnej wizytacji biskupiej w
parafii w Słowinie.