gapuchna
01.07.09, 18:09
Trochę na serio.
Ostatnio bardzo dużo jeżdżę. Bardzo. W ciągu kilku dni, może ośmiu, pokonałam
chyba dobre tysiąc kilometrów. I nie jest to jazda do pracy i z powrotem.
Zaryzykuję smutne stwierdzenie: polscy kierowcy są źli. Tak po prostu źli. Na
te 8 powiedzmy dni, 4 razy zajechano mi centralnie drogę - w każdym przypadku
kierowca miał przynajmniej informację o własnym podporządkowaniu. Wczoraj
staranowałby mnie autobus - kierowca miał na swoim pasie roboty drogowe, ale
co to dla niego - przecież jest mój pas! A że ja się nie mieszczę, phi, to już
mój problem :(
W niedzielę z polnej drogi wyskoczył mi na pięknym motorze motocyklista. Z
polnej! czy raczej leśnej! drogi.... Nie widział mnie. Żeby wyhamować, musiał
położyć się na ziemi. To co, ze mi serce zamarło. Przecież świadomość, ze za
chwilę we mnie uderzy naprawdę paraliżuje.
Dziś, prawie przed chwilą- z podporządkowanej, na dużym, szerokim
skrzyżowaniu, ze znakiem stopu - to samo, dokładnie to samo. Ja mijam
skrzyżowanie i on jedzie równolegle ze mną. Odbiłam gwałtownie na lewą stronę.
A gdyby z naprzeciwka jechał ktokolwiek - nie miałabym żadnych szans. Jechałam
szybko, chyba 100 - ale działo się to na krajowej jedynce! Nie w mieście.
Chyba nie ma dnia, bym nie zaliczyła takiego zdarzenia. A kiedy przed
szpitalem źle zaparkowałam, bo nie dostzregłam kierunku parkowania, tylko
postawiłam auto ot tak, no .... byle jak, od razu wyrósł przede mną jakiś
facet z buzią ....Czy pani nie zna zasad użytkowania parkingów.... i tak dalej
i tak dalej....
Chyba to pasuje na zakończenie wątku:
w908.wrzuta.pl/audio/6dlzJPwS8dq/fryderyk_chopin_-_marsz_zalobny