taka_sobie_2
30.08.09, 09:26
Już mnie to zaczyna wkurzać. Od paru ładnych lat każde wakacje spędzam z narzeczonym nad ciepłym morzem - bo chce mieć gwarancję ładnej pogody, bo uwielbiam pływać w turkusowym morzu, poznawać inną kulturę, kuchnię, zabytki. Oprócz tego w ciągu roku robimy sobie czasem krótkie wypady samolotowe w różne miejsca Europy. W moim środowisku pracy, w sąsiedztwie obserwuję u wielu modę na wczasy w Polsce - OK, to niech sobie ludzie jeżdżą do Polski na wakacje jak chcą, czy ja im bronię? Niektózy nawet po 10 razy jeżdżą w te samo miejsce, dla mnie to już ograniczenie ale oczywiście nie mówię im tego. Oni dają mi do zrozumienia, że zamiast panoszyć się po świecie powinnam pojechać do Zakopca (nie mniej zatłoczonego niż Majorka) czy nad Bałtyk (z rodzicami za dzieciaka byłam tam z 15 razy). Rodzinka sugeruje, że może nie powinnam tyle wydawać na podróże bo niedługo ślub, bo nie mamy mieszkania (na razie wynajmujemy bo miasto naszego pobytu to nie jest ostateczne miejsce gdzie będziemy mieszkać). Tak sobie myślę: co was to k... obchodzi. Oboje mamy bzika jesli chodzi o podróże, razem zarabiamy 6 tysięcy na rękę więc od nikogo nie żebramy, sami ciężką pracą zapewniamy sobie wakacje. Na ślub czy mieszkanie nie mam zamiaru wyciągać pieniędzy od rodziny, poradzimy sobie sami. W pracy mnie pytają gdzie jadę na wakacje? Jak słyszą, że na Majorkę to robią wielkie oczy. Na dwa tygodnie? To już w ogóle szok! Zawsze biorę min. 3 tygodnie urlopu i to tez już jest rozpusta dla niektórych. Większośc bierze po 2 tygodnie. Dla mnie to cholernie mało. No przeciez mam prawo wziąc ile chce! Mam 26 dni... to mój urlop! Koleżanka mi mói: ty to masz dobrze, mnie nawet na kilka dni w górach nie stać. Staram się jej nie opowiadać jak to było w Grecji bo po co? Jeszcze uzna, że się chwalę... Specjalnie szukałam lepszej pracy, żeby mieć pieniądze na podróże(jestem po historii!!- żadna rewelacja) Czy ja jej bronię zmienić pracę, w któej ma tysiaka na rękę? Co o tym myślicie? Macie też takich ludzi wokół?