Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego wieku

04.09.09, 11:11
Czas temu jakiś na „forum kobita” poniżyłem się wobec użytkowników do zwierzeń, mówiąc o swoich problemach ze znalezieniem tzw. drugiej połówki. Chodziło z grubsza o to, że mam wszelkie powody, by sądzić, że jest to spowodowane moim skromnym wykształceniem formalnym – mam mianowicie jedynie maturę; świadectwo, nawiasem mówiąc, zgubiłem. Wkleję może link do rzeczonego tematu:
 

forum.gazeta.pl/forum/w,16,99768470,99768470,Brak_wyzszego_wyksztalcenia_a_szanse_na_zwiazek.html
 
Kilka rezolutnych użytkowniczek poradziło mi, bym po prostu skończył studia, nad czym się zacząłem poważnie zastanawiać. Właściwie to faktycznie – można by rozpocząć coś w rodzaju politologii czy socjologii, zaocznie rzecz jasna, i nie byłoby to technicznie biorąc większym problemem. Po jakimś czasie miałbym upragniony przez płeć piękną tytuł magistra, o czym – w razie gdyby na randce padło o to pytanie – mógłbym śmiało i z nieskrywaną dumą poinformować. Tyle że jest jeden szkopuł: mam już swoje lata. Co prawda zauważa się obecnie modę na uzupełnianie wykształcenia, i ludzie mający 30-40 lat poczynają owczym pędem uczęszczać do szkół, ale obawiam się jednego – tego, że popadnę w śmieszność. Podobnie jak panuje dziś wszechobecna moda na chodzenie w japonkach, spodniach w kratę, różowych koszulkach i obowiązkowo z telewizorami na pół ryja, ale przecież ja, ignorując tym samym szczegółowe zalecenia przyjemniaczka Jacykówa i jego koleżki, w życiu nie ubrałbym się do tego stopnia paradnie! Uczestnictwa w grotesce należy wszak skrzętnie unikać.

A teraz tak. O ile pamiętam beztroskie lata szkolne, cała impreza polegała mniej więcej na tym, że siedziało się w ławce, pisało klasówki i że trzeba było podnieść dwa place, w razie gdy chciało się pyszałkowato pochwalić wobec nauczyciela zaczątkami wiedzy, iść na siku czy donieść na kolegę. Pamiętam ponadto: wywoływanie do tablicy, worki z obuwiem zamiennym i ich posiadania skrupulatną kontrolę, obowiązek starannego prowadzenia zeszytu (również objęty kontrolą), tornister, piórnik, pojemnik z drugim śniadaniem, kawały jednostronne, które - jak nazwa wskazuje - były śmieszne tylko dla jednej strony… i tak dalej. Swoją drogą, mimo że to przecie była komedia, ostatecznie nauczyłem się czytać, pisać i jako tako rachować, co czyni zadość zasadzie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Moje pytanie brzmi: czy szkoła, w której nauczają socjologii tudzież politologii w trybie zaocznym, wygląda podobnie do tej, jaką pamiętam z lat dziecięcych? A jeśli tak – czy trzydziestoletni z górą mężczyzna powinien w czymś takim uczestniczyć i czy przypadkiem nie graniczy to już z regresją, która, jak pouczają specjaliści, nie świadczy najlepiej o stanie psychicznym jednostki człowieczej? Tunku, tunku, tunku! Co robić?!
    • Gość: 123,5 Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.09, 11:58
      Nie przejmuj się. Moda na posiadanie papierka jak każda inna przeminie i to już
      niebawem z tej prostej przyczyny że rynek nie wchłonie wszystkich magistrów z
      czym juz jest problem. W zyciu liczy się to co potrafisz a nie "diploma". A
      panienki też różne bywają, nawet takie bez wygórowanych wymagań i często te są
      lepszym materiałem na drugą połowę.
    • bertrada Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w 04.09.09, 13:18
      Na uczelni nie trzeba mieć butów na zmianę, nie trzeba się pytać jak się chce
      wyjść na siku (po prostu się wychodzi i nic nie mówi), nikt nikogo nie pyta przy
      tablicy (wiedza sprawdzana jest na kolokwiach, o ile w ogóle, mówimy wszakże o
      studiach zaocznych i prywatnych), nawet na zajęcia chodzić nie trzeba. A wykłady
      jak to wykłady, siedzi się i słucha albo śpi. Raz na pół roku zdaje się egzaminy.
      Znam osobę, która jest po 50 i będzie studia zaczynać. ;))
      • bugmenot2008_2 Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w 04.09.09, 13:27
        > nikt nikogo nie pyta przy tablicy

        Mój brat powiada, że owszem, chodził do tablicy, jako student.

        > Znam osobę, która jest po 50 i będzie studia zaczynać. ;))

        A czy ta osoba nie doznała jakichś traum, w wyniku których nastąpiła u niej, w ramach reakcji obronnej, regresja?
        • bertrada Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w 04.09.09, 13:30
          Na dziennych czasem można zostać wyrwanym do tablicy. Ale na prywatnych i
          zaocznych to się raczej nie zdarza.

          > > Znam osobę, która jest po 50 i będzie studia zaczynać. ;))
          >
          > A czy ta osoba nie doznała jakichś traum, w wyniku których nastąpiła u niej, w
          ramach reakcji obronnej, regresja?

          ;D
          Nie mam pojęcia. Jest to dość ekscentryczna osoba. Nigdy w życiu nie pracowała i
          teraz sobie wymyśliła, że jak zrobi studia to dostanie pracę.
          • bugmenot2008_2 Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w 04.09.09, 13:37
            > Na dziennych czasem można zostać wyrwanym do tablicy. Ale na prywatnych i
            > zaocznych to się raczej nie zdarza.

            Tyle dobrze, bo czegoś takiego raczej już bym nie zniósł.

            > Nigdy w życiu nie pracowała i
            > teraz sobie wymyśliła, że jak zrobi studia to dostanie pracę.

            Nie chodzi o "dostanie pracy". Ponadto oddaję się obszernym lekturom, refleksjom i przemyśleniom - nie chodzi zatem również o rozwój intelektualny. Zresztą powątpiewam, czy w szkołach weekendowych w ogóle można się rozwinąć. Chodzi po prostu o zajęcie wyższego szczebla drabiny społecznej. A i to przecie nie dla siebie, tylko dla kobiet.
            • Gość: 123,5 Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.09, 17:46
              A cóż to takiego ten "wyższy szczebel drabiny społecznej"? Moim zdaniem ta
              drabina ma dwa szczeble, na dolnym są idioci na górnym mądrzy (nie mylić
              mądrości z wykształceniem). Popatrz na piramidę Maslowa, powyżej potrzeby
              bezpieczeństwa zaczyna się wyścig szczurów a co za tym idzie utrata
              człowieczeństwa. Wszystko co powyżej w tej piramidzie prowadzi do kablarstwa,
              włazidu..wa, oszustwa, przestępstwa i całej reszty negatywnych poczynań
              zwierzęcia zwanego człowiekiem. Niby zwykła potrzeba miłości i przynależności do
              grupy juz prowadzi do rywalizacji rodzeństwa między sobą a ludzi do lizusostwa.
        • Gość: pw Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.09, 16:21
          Na studiach się chodzi do tablicy jak najbardziej, a na tych technicznych to
          normalna rzecz. Oprócz wykładów są ćwiczenia , laboratoria , projekty. Nie da
          się schować przez pół roku czekając na egzaminy końcowe ;)
    • Gość: przechodzien Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.09, 12:25
      Na nauke nigdy nie jest za pozno ale czy na pewno dla każdego?
    • easyprude Re: Dorośli w szkołach, czyli uniwerek drugiego w 08.09.09, 21:53
      Ja nie mam nawet matury (za sprawą młodzieńczego buntu), i nie zamierzam mieć,
      chyba że coś mi odbije (mam dopiero 23 lata, kto wie, może pójdę na uniwerek
      trzeciego wieku za jakieś 50 lat). Moje ambicje (jeśli tak to można nazwać)
      sięgają nieco dalej niż zdobycie papierka z uczelni (aczkolwiek nikt nie
      zaprzeczy, że studia są piekielnie ważne dla kogoś, kto chce zostać np.
      lekarzem). Jestem w szoku, że dziewczyny spławiały cię z tak lichego powodu. W
      ogóle w głowie nie potrafi mi się pomieścić, bugmenocie, że ludzie potrafią tak
      zawęzić drugiego człowieka i samo życie, które można spędzić na miliony różnych
      innych sposobów, niż tylko powielać ten sam mało wartościowy schemat. Czytałam
      wiele twoich postów, i wydajesz się być inteligentnym mężczyzną. Jak dla mnie,
      tak od serca napiszę, żebyś nie robił nic wbrew sobie. Jeżeli dziewczyny które
      spotykasz, ignorują cię tylko z powodu braku studiów - powinieneś uznać, że w
      twoim wypadku rezygnacja z pójścia na studia była jedną z najbardziej udanych
      decyzji w twoim życiu.

      PS Pamiętasz "Martina Edena" Londona? Bohater miał podobny problem. Ten to miał
      przes..., na końcu popełnił samobójstwo. Jak nie czytałeś, skuś się.
Pełna wersja