Dodaj do ulubionych

Co myślicie o III L.O (Sowiński) ?

IP: *.aster.pl 30.12.04, 18:32
Według mnie świetna szkoła, fajna atmosfera, ale chyba nie do końca
sprawiedliwa jeśli chodzi o ucznia. Wasze opinie
Obserwuj wątek
    • Gość: kasia Re: Co myślicie o III L.O (Sowiński) ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 11:38
      Ja bardzo miło tę szkołę wspominam, chociaż kończyłąm ją chyba w 1997.
      Najfantastyczniejsi i tacy naprawdę mądrzy ( co niestety nieczęsto się zdarza
      nawet na studiach) nauczyciele: Alicja Naglik (od historii - już chyba nie
      uczy) i Piotr Skorupiński (jęz. polski - chyba uczy). Ale pamiętam tez innych
      zjawiskowych nauczycieli - p. Dworakowska (chemia); p. Kozera (my mieliśmy z
      nim wos), p. Wojciech Bargiełł (j. francuski). Sama do siebie sie uśmiecham
      wspominając te czasy...i tęsknię, tesknię i i szkoda że było, minęło. Takie
      życie. Pozdrawiam
    • mycha Re: Co myślicie o III L.O (Sowiński) ? 26.01.05, 14:37
      ja kończyłam w 1994 roku. dodam z profesorów: gawlikowskiego (historyk - bardzo
      specyficzny typ z dziwnym poczuciem humoru), filipską(biologia - blond fryzura
      i mocherowe bluzeczki w kolorze turkusu lub amarantu:))) ) i pamiętam jeszcze
      plastyka, który często przychodził na zajęcia ze swoim psem - seter irlandzki.
      pozdrawiam
    • leea Re: Co myślicie o III L.O (Sowiński) ? 17.02.05, 00:51
      Ja też super wspominam sowina. matura 2001. najfajniejsza klasa na świecie -
      mocno zakręcona, ale wszystko potrafiliśmy wykombinować :-)
      Moim ulubionym nauczycielem był dr Wróblewski - ma swój własny niepowtarzalny
      świat, poza tym wesoły człowiek z niego ;-)
      Atmosfera w szkole niepowtarzalna (nie wiem jak teraz, ale wtedy na pewno)!
      pozdrawiam "sowińszczaków" :-)
    • Gość: Misiek Re: III L.O (Sowiński) a czasy 13 grudnia IP: *.chello.pl 13.12.05, 21:07
      Oj chyba się starzeję, bo mi się na wspominki zeszło, ale dziś taka data, więc
      wybaczcie.
      A więc do rzeczy: Jak na pewno kolumbowie rocznik 70 pamiętają III LO stało
      zawsze w sprzeczności z panującym w Polsce do 1989 roku ustrojem. Pani Dyrektor
      Anna Sławatyniec (Ś.P.) zawsze umiała zarządzać szkołą tak, by nikt z
      nauczycieli ani uczniów cechujących się tzw. apolitycznością [mianem
      apolityczny w PRL-u określano osoby dość silnie związane z polityką tylko
      niestety sprzeczną z ówczesną polityką rządu] nie był prześladowany przez
      organy ścigania bardziej niz to bezwzględnie konieczne. Stąd na liście
      nauczycieli Sowińskiego znalazły się nazwiska osób, którzy mówiąc prosto
      mieliby poważne kłopoty ze znalezieniem pracy w innych "prawożądnych" szkołach.
      Ale czas sobie nieubłaganie płynął, przyszedł rok 1988 i pani Dyrektor odeszła
      na emeryturę. Nastał nowy rozdział w dziejach szkoły. Dyrektorem została Pani,
      która z ramienia ówczesnych władz została skierowana od szkoły aby w reszcie
      wstawić ją na "właściwych" torach. Osoba ta pełna zapału zaczęła wcielać w
      życie ideę przewodniej roli partii:
      - A teraz drogie dzieci wszystkie zapiszecie się do ZSMP - te słowa padły przed
      całą klasą na godzinie wychowawczej w sali PO na parterze.
      - A gó..! - dało sie słyszeć z końca sali.
      - Co? Kto to powiedział?
      - A gó.. - tym razem ryknęło pół klasy
      Ups... Wot i probliem. I się nie udało!
      Owszem były namowy, kuszenie wyjazdami, nagrodami, nie powiem część się dała
      kupić, ale większość jednak wytrwała. Chodziło się raczej na spotkania na
      strych. A na strychu to były dopiero imprezy. Przynajmniej 3 gitary: ET z
      Osiedla Przyjaźń, Natalka z Jelonek, Aśka z Bemowa i wiele, wiele niepokornych
      dusz. Później dołączył Tomek, Radek i wielu innych z młodszych roczników.
      Reperuar oczywisty: Mury, Nasza Klasa, Każdy Twój Wyrok itp itd, krótko mówiąc
      Okudżawa, Lach, Kaczmarski, Gintrowski, Wysocki, Daukszewicz. Przemek
      Gintrowski to nawet był kiedyś u nas osobiście. Pani Dyrektor wiedziała.
      Wiedziałą, że śpiewamy. Wiedziała, że to jest politycznie niepoprawne.
      Wiedziała, że nic z tym nie może zrobić. A grupa rosła w siłę.
      Początek roku 1988 Ulęgło się paru zapalonych "fotografów". W szkole w piwnicy
      była sobie stara ciemnia. Od kilku lat nie użytkowana, ale w niezłym stanie. Do
      spółki z Wojtkiem, Radkiem i Kołkiem postanowiliśmy wyrwać klucz i się ową
      ciemnią zaopiekować. Dostaliśmy zgodę.
      - Tylko, żeby tam było grzecznie i bez żadnej polityki, panowie!!! - Pani
      Dyrektor już nas znała. Przyrzekliśmy solennie, że oczywiście. Czy Dyrektorka
      uwierzyła nie wiem. Szczerze mówiąc nie sądzę, ale klucz mieliśmy w kieszeni.
      Oczywiście zdjęcia także wywowywaliśmy - głównie z imprez: pomarańczowej
      alternatywy, mszy za ojczyznę, placu przezd kościołem Wizytek, gdzie układano
      słynny krzyż po przeniesieniu go z placu Zwycięstwa.
      Jak przyzna ktażdy, kto kiedyś był młody, człowiek młody nie zawsze umie
      znaleźć granice swoich działań. Ciemnia stała się nie tylko miejscem, gdzie
      chodziliśmy po lekcjach, ale także w czasie lekcji.
      - Where is Wojtek? - pytała Pani Ewa od angielskiego, rodzicielka jednej z
      obecnych przesympatycznych aktorek polskich.
      - He is ill in bed - wszyscy odpowiadaliśmy
      - It's rubbish. I have seen him at school!!
      - Yes, we know, he is at the darkplace - musieliśmy w końcu przyznać, że nasz
      obłożnie chory kolega mając trzeci tydzień zwolnienie na zapalenie oskrzeli
      siedzi w ciemni i tłucze... wiadomo co.
      Ta sytuacja niestety powtarzała się nie tylko w odniesieniu do Wojciecha, ale
      także do innych osób i to na przeróżnych lekcjach. W końcu na ciemnie
      przypuszczono szturm. Pani Dyrektor, Pani Kierownik Administracyjna - pani
      Zosia wparowały znienacka do środka. Jak weszły mało nie zemdlały zasłona dymna
      od fajek, nie widać nic!!! I dobrze!! W owym momencie koledzy z trudem zdążyli
      zatrzymać powielacz i rzucić w kont niezły zapas bibuły. Że o trzech kumplach w
      tym dwóch na zwolnieniacgh i jednym na regularnych wagarach nie wspomnę! Na mój
      łeb to owe Ciało Pedagogiczne świetnie zdawało sobie sprawę co się święci.
      Dostaliśmy 3 dni na posprzątanie pomieszczenia i klucz musieliśmy zdać do
      Dyrekcji. Zdaliśmy kopię, ale już po 3 dniach nasz oryginał nie pasował do
      zamka.
      I w końcu przyszedł rok 1988. Rocznica rewolucji październikowej.
      - Drogie dzieci przygotujecie akademię - to nie była propozycja.
      To my na strych i burza mózgów. Akademia OK, ale rewolucja NIGDY W ŻYCIU.
      - Pani Dyrektor możemy zrobić akademię, ale niech to będzie w ogóle o
      wyzwoleniu - oczywiście Władymir Ilicz też się wyzwalał spod ucisku. Słuchajcie
      dostaliśmy zgodę.

      Próby trwały niemal 24 godziny na dobę. Nauczyciele wyganiali nas do domów
      nieraz dobrze po 22.00. Przyszedł dzieł akademi. Aula pełna, nauczyciele na
      honorowych miejscach, uczniów ful, z korytażem włącznie. Miały być tylko
      delegacje z klas, ale w pewnym momencie spostrzegliśmy się, że wszystkie klasy
      są puste. A na scenie nielegalnie, ale już nie w podziemiu "40 lat ramię prawa
      dłoń prawodawcza dławi, a wy z powaga katona mówicie nam BĄDŹCIE PRAWI!". To
      śpiewała urocza czarnulka z aksamitnym głosem niestety imienia nie pamiętam.
      Atmosfera była podniosła. Słuchajcie te słowa nie oddaja tego - żadne nie
      oddadzą. Aje jak Aśka zagrzmiała "Janek Wiśniewski padł!" To już było samo
      sedno. Dyrakcja wyszła z sali. Nauczyciele zasłaniali twarze. Aniu, Stefan,
      Wojtek - płakaliście! Wszyscy to widzieli i płakali razem z Wami.
      A potem przyszedł rok 1989, czerwiec. Ogólna euforia. Znaczki solidarność w
      klapach. Wszystko co było nielegalne stało się legalne. Ogromna radość i ulga.
      I późną jesienią informacja - trzęsienie ziemi w Armenii. Mielismy wówczas
      wspaniałą polonistkę - Panią Annę - żonę znanego dziś polityka i
      parlamentarzysty. Zbieramy dary jesteśmy z Nią i z kumplami w podziemiach
      kościoła na Żytniej. zbieramy, segregujemy, pakujemy. W pewnym momencie
      Wojciech wraca z podwórza z informacją:
      - MSW przyjechało!
      Wszyscy zamarliśmy. Gonitwa myśli: co robić, gdzie uciekać? Wszyscy
      skamienieliśmy na dobrą sekundę, ale wydawała się ona wiecznością!
      - To chyba dobrze, że przyjechało - niśmiało wyksztusiła któraś z koleżanek -
      chyba Bromba, ale pewien nie jestem.
      I oddech rzeczywiście, bardzo dobrze. Żołnierze MSW samochodami przewozili dary
      na lotnisko wojskowe i z tamtąd leciały do zniszczonej żywiołem Armenii. Ale do
      tego, że MSW nie znaczy pały musieliśmy jeszcze trochę przywyknąć.
      A potem przyszedł maj 1990 roku. Matura. I rozbiegliśmy się poświecie.

      Co się stało z naszą klasą? - Pytam siedząc przy komputerze.
      • Gość: mimi -matura90 Re: III L.O (Sowiński) a czasy 13 grudnia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.12.05, 21:25
        Tak, to byly czasy... Smutno, ze wszystko juz za nami...
        Pamietam jak nasza klase zawiesili po obejrzeniu "Zabic ksiedza" ...
        I te zachety pani Z. Ale nawet 5 z rosyjskiego nie pomagaly, twarde bylysmy (bo
        same baby - z IV D).
        Dzieki za te wspomnienia, milo bylo poczytac, powspominac:)
        Teraz gdy spotykam kogos ze swojej klasy to juz nie to co kiedys. Kazdy zyje
        swoim zyciem, nowym zyciem i nie ukrywa, ze nie ma czasu na wspomnieniowe
        wieczory. No wlasnie, co sie stalo z nasza klasa???

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka