wesolabuzia1
29.07.06, 10:42
Cały wypadek to pasmo nieszczęść.
Miesiąc temu Mateuszek został potrącony przez samochód, którym jechała 27-
letnia dziewczyna z kupionym prawem jazdy i zwałszowanym zaświadczeniem
lekarskim żeby je otrzymać. Póżniej bezduszna jej rodzina,ktora znalazła sie
pierwsza na miejscu wypadku zaczęła przekładać ciało żeby zatuszować
ślady.Jaby tego było mało w szpitalu gdzie się znalazł stracił oddech bo za
póżno go zaintubowali.Dziś w nocy zmarł.
Rodzicom Mateuszka nie chciano udostępić akt sprawy. Dopiero jak mama
powiedział,że chce to mieć na piśmie to cudem się znalazły.Policja ewidentnie
została przekupiona.W aktach po 3 tyg od zdarzenia nie było żadnych
konkretów: nie została określona predkość z jaką jechała sprawczyni, samochód
też nie został poddany badaniom.Nie ma w ogóle opisu jak wyglądało całe
zdarzenia.Jedynymi świadkami na których są oparte zeznania to rodzina tej
dziewczyny. Panuje zmowa milczenia w tej małej miejscości.Mąż tej dziewczyna
jest jakim radnym (DUPKIEM).
Jak mam działać?Co robić? Szpitalem w którm Mateuszek stracił oddech też chce
się zająć.
Myśle,że mogło być wszystko inaczej.Pomóżcie.