Gość: dema22
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.11.06, 21:10
W piątek wieczorem przejeżdżałam z cóką około 20 tej ul. Połczyńską z Centrum.
Przed Geantem na wysokości zajezdni tramwajowej na środkowym pasie siedział na
jezdni śliczny, żółto-brązowy gładkowłosy pies. Był potrącony przez samochód,
miał złamane tylne nogi i nie dał rady zejść z jezdni.Widok był przerażający -
jadące samochody i pies błagalnie wzrokiem proszący o pomoc. Wróciłam pomóc
psu. W międzyczasie jakiś przejeżdżający pan zniósł pieska na trawnik po
prawej stronie ale niestety pojechał... Chwała tej osobie - uratowała pieska
od śmierci przez przejechanie a nie było to łatwe bo piesek był troche
pokrwawiony i ciężki. Niestety zniesiony i pozostawiony w takim stanie na
trawniku był w zasadzie skazany na powolną śmierć. Tam nie było ludzi był
tylko cmentarz i tory tramwajowe. Nie było komu mu pomoc. Nikt z osób które
przejeżdżały nie zadał sobie trudu ratowania go. Wszyscy odjechali. Kiedy
podeszłam do pieska, próbował wstać ale połamane nogi uniemożliwały mu to.
Próbowałam przez prawie godzinę szukać dla pieska pomocy, dzwoniąc na
wszystkie możliwe telefony alarmowe ale nikt nie odbierał( na nr 112 po 15
minutach oczekiwania zrezygnowałam). Zauważyłam przejeżdżającą Straż Miejską i
poprosiłam o ratunek dla pieska. Podjechali do pieska i obiecali mu pomoc a
mnie i mojej 9 letniej córce kazali już iść. Wierzę, że panowie zajęli się
pieskiem właściwie. Kiedy wracałam po pół godzinie tą trasą - pieska nie było
na trawniku.
Piszę o tym po to, aby uwrażliwić ludzi na takie cierpiące zwierzęta potrącone
przez samochody. Nie zostawiajcie ich na bez pomocy!!!.