de_ogon
05.02.07, 15:36
Kilka dni temu wybuchł groźny pożar na Radiowej. W tym czasie w płonącym
bloku była moja kuzynka, osoba samotna, starsza i schorowana. Strażacy
ewakuowali wszystkich mieszkańców, ale wśród nich nie było mojej krewnej.
Pozwolono nam dostać się do jej mieszkania, by sprawdzić czy np. nie
zasłabła. Nic z tego. Szukaliśmy jej wszędzie. Pytaliśmy sąsiadów,
patrolowaliśmy okolicę, sprawdziliśmy w pogotowiu w straży pożarnej i straży
miejskiej, policji. Czas płynął a nikt nie potrafił nam pomóc. W końcu
zadzwoniliśmy do komendy policji na Bemowie z prośbą, by rozejrzeli się po
okolicy, bo może w szoku oddaliła się z miejsca pożaru i gdzieś się błąka. Po
jakimś czasie zadzwonił do mnie na komórkę policjant i powiedział, że taka
osoba została odwieziona przez pogotowie do szpitala! Miły funkcjonariusz był
zaskoczony, że angażujemy w to lokalną komendę skoro informację o losie
kuzynki musiały mieć i straż i pogotowie i każda jednostka policji! Ja też
tego nie rozumiem. Szczęśliwie wszystko się wyjaśniło, ale cztery godziny
nerwów, to był horror. Chociaż tyle, że na Bemowie policja działa szybko i
sprawnie.
kinga