Szukam Cegiełki

IP: *.jmdi.pl 17.04.07, 13:51
Podobno ten gośc kręci się na WOLI. Prośba o infa

www.forum.moja-ostroleka.pl/viewtopic.php?t=1377
Jestem z Warszawy, przynajmiej w tej chwili tam stacjonuję. Pomogłem raz
człowiekowi właśnie z Ostrołęki. Który chyba mnie zawiódł. Podkreślam chyba,
bo cały czas czekam na telefon od niego. Wiem, że Ostrołęka to piękne miasto i
nie tak wielkie, więc ktoś może zna tego gościa. Nic złego mu nie chcę zrobić,
choć pożyczyłem mu ponad dwie stówy. Jak przepadną, trudno. Bardziej chodzi mi
o ratowanie tego człowieka.
Chodziłem raz po Starówce koło Zamku Królewskiego i zaczepił mnie gość, młody,
tak około 27-28 lat. Na pewno przed trzydziestką. Miał w ręku pojemnik na olej
samochodowy. Powiedział mi, że miał stłuczkę, policja zabrała dokumenty,
poniósł jakieś koszty. I został bez pieniędzy. A zaczepił mnie, bo miałem w
ręku Sun Tzu "Sztukę wojny". A niech stracę dałem 5 złoty. Może rzeczywiście
chłop w potrzebie. I gadamy tak sobie może godzinę. Kierowcą jest z zawodu, ma
brata, matka jest kaleką. Brat nie ożeniony nie mieszka razem. A on pracuje na
własny rachunek coś ludziom wozi po kraju. Rzadko za granicę. Matula przyjmuje
zlecenia w domu na telefon. Po godzinie trochę mu uwierzyłem nie do końca, ale
na tyle by dołożyć 20 złotych. Dałem adres swój, telefon.
Jak wygląda. Czarne włosy, wzrost około 170. Ubrany w bluzę granatową dresową.
Raczej schludnie, nie jakiś menel. Z przodu brakuje mu z jeden dwa, zęby u
góry. Nie jest to szpecące. Prawie nie widać. Może być po jakiś przejściach,
sanatorium lub leczył dłuzej jakieś zaburzenia kiedyś, nie koniecznie, ale
trochę widziałem ludzi z takimi zaburzeniami z racji zawodu. Przypominał mi po
głosie Cegiełkę z "Podróż za jeden uśmiech". Z wyglądu trochę. Chropowaty
głos. Wygadany i inteligenty ponadprzeciętnie.
Wpadł następnego dnia do mnie do domu. Pojechałem z nim po olej do jego
samochodu na Ursusie przez całe miasto. Autobusem. I gadaliśmy jeszcze 2-3
godziny. Coś nie do końca się zgadzało. Nie rozgryzłem go. Nie dało rady. A
próbowałem. Myślę sobie, albo grubszy cwaniak, albo rzeczywiście potrzebujący,
tego nie roztrzygnąłem. Wiem jedno, jest z Ostrołęki, bo dobrze zna to
miasto!! Kupiłem mu coś do jedzenia, do picia, bilet autobusowy. Miał na
Ursusie znajomego, co olej silnikowy tanio miał mu sprzedać. Potrzebował więc
jeszcze sto parę złotych. Miałem wątpliwości, ale wziąłem z bankomatu i mu
dałem. Czekałem na niego przed Kościołem na Ursusie a on załatwiał ten olej.
Za pól godziny wrócił, że brakuje mu 20m złotych. Dałem 7 złotych, bo tyle mi
zostało. Czekałem na niego 2 godziny, miał przyjechać tym naprawionym wozem i
miał mnie odwieżć na Białołekę. A forsę miał przesłać pocztą. Oczywiście
umówiliśmy się też wcześniej, że zadzwoni. Czekałem, marzłem 2 godziny na
Ursusie nie pojawił się. I do dziś nie zadzwonił. Ale znajdę go. I wcale nie
po to, żeby wyciągnąć kasę, którą mu pożyczyłem. Miał coś w sobie.
Jestem łatwowierny? Nie jestem, długo z nim rozmawiałem, choć nie rozgryzłem.
Ale pomogłem, mimo to. Pomóżcie go odnaleźć, Proszę. Nie wiem ile z jego gadki
o rodzinie jest prawdą, ale może sobie ktoś go skojarzy. Proszę o listy na
maila lub forum

abstroniusz.adam@gmail.com




Rycerz_Ni
Dołączył: 26 Paź 2005
PostWysłany: Dzisaj o 10:42,
Masz miękkie serce więc wnioskuję że musisz mieć twardą dupę. Przykro mi to
stwierdzić ale prawie napewno padłeś ofiarą naciągacza. A dlaczego to mówię?
Otóż nie dalej jak miesiąc temu byłem w Warszawie swoim samochodem na
ostrołęckich rejestracjach. Było to na Woli. Podszedł do mnie koleś
wyglądający podobnie do opisywanego przez Ciebie. Rozmowę zaczął od radości że
spotkał rodaka z Ostrołęki:) Po czym zaczął opisywać swoją historię jakoby to
popsuł mu się samochód niedaleko (urwał wachacz czy coś w tym stylu) i
potrzebuję 200 zł na naprawę. Mówił że też jest z Ostrołęki i że muszę mu
pomóc bo przecież jesteśmy z tego samego miasta i że odda mi kasę w Ostrołęce.
Ja niestety mam miękką dupę ale twarde serce więc odpowiedziałem mu że nic nie
muszę i żeby spadał bo nie dam mu nic oprócz kopa w dupę. Skończyło się na
bluzgach które posłał za mną jak odchodziłem. Tak więc myślę że znajdziesz go
prędzej w Wawie niż tutaj. A jak go już znajdziesz to weź od niego swoje
pieniądze i daj mu w zęby od siebie i ode mnie. Pozdrawiam.


Dołączył: 17 Kwi 2007
PostWysłany: Dzisaj o 11:10
Jeśli tak mówisz i jest to naciągacz, to pozdrowię go od Ciebie. Znajdę go
spokojnie. Dam znać. Do końca życia zapamięta tę lekcję jaką mu dam.
Wygląd zgadza się? Przy jakiej ulicy go spotkałeś, namierzę go.

[ Dodano: 11:20, 17.04.2007 ]
Miał podobno na imię Jarosław.
    • Gość: Abstron Szukam Cegiełki IP: *.jmdi.pl 17.04.07, 21:14
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=298&w=60893702
      Nie pomogę ci w tej sprawie, ale napiszę, że poniekąd rozumiem twoje
      zachowanie.Często m.in. w kontaktach z innymi ludźmi nie musi być chłodnej
      kalkulacji, nie wszystko jest czarno-białe i czasami robi się coś z wewnętrznej
      potrzeby,pozornie bez sensu. I nie zawsze w takiej sytuacji trzeba czuć się jak
      frajer.
      Powodzenia życzę.
      ---
      I myślę że go znajdziesz.
      Gość


      Tak poniekąd było. Ja miałem wątpliwości, ale nie zaciekawiła mnie niesamowita
      pewność siebie. Rozważałem, nie można kantować i być tak pewnym siebie, żadnego
      drgnienia powieki. Zapłaciłem frycowe, trudno, ale już i tak sporo się nauczyłem
      o życiu. Nie wykluczam, że jeszcze raz dam się naciągnąć za rok dwa. A co będzie
      jak nie pomożesz, a gość naprawdę będzie w potrzebie...
      I odczuwałem potrzebę pogadania z nim. To głupie. Ale dobrze się czuję jako
      frajer. On był niezła bystrzacha, mówię Wam. Wiadomo miał zawodówkę góra, ale o
      życiu to wiedział sporo. Profesorek taki niby.

      Znajdę. Wiem że znajdę!!!!!

      ABSTRON
    • Gość: Abstron Re: Szukam Cegiełki IP: *.jmdi.pl 18.04.07, 14:27
      Autor: dorsai68
      Data: 18.04.07, 10:45

      Musisz jedynie przyjechać do Warszawy w piątkowy wieczór i wybrać się w okolice
      Placu Teatralnego. Facet podobny do tego z Twojego
      rysopisu, biega z kluczykami "od auta", banieczką i czymś jeszcze po okolicy i
      naciąga ludzi próbując sprzedać im bajkę o
      uszkodzonym wozie.
      Niestety, dla siebie, ma słabą pamięć do twarzy. Zaczpił mnie dwukrotnie, raz
      jeszcze w marcu, drugi raz kilka dni temu i żenił tę
      samą bajkę. Albo więc gość łże jak pies, albo ma bardzo awaryjny samochód.

      Re: Znajdzdziesz, znajdziesz...
      Autor: Gość: Abstron
      Data: 18.04.07, 13:30

      Dzięki, już jest mój. Tą lekcję zapamięta do końca życia!!. Zamieszczę ją tutaj.
      Znam jego słaby punkt. Wszystko zgodne z prawem ludzkim i polskim prawem.
      I odda co do grosza!!!

      Napiszę to o tej słodkiej zemście...

      Abstron
Pełna wersja