Dodaj do ulubionych

Aparat (szyna, rozwórka) koszli - garść porad

04.07.08, 23:41
Witam
przeżyłyśmy z małą Koszlę, stąd ten post. Sama szukałam pomocy w necie i teraz
postaram się spisać to, co wydaje mi się, że warto wiedzieć:

1. do ortopedy idź jak najwcześniej. My poszliśmy na USG bioderek, gdy mała
miała 3 tygodnie i bardzo nas lekarz chwalił. Podobno zasada jest taka, że
aparat zakłada się co najmniej na dwukrotność długości życia dziecka (jak ma 3
tygodnie - aparat na 6, jak 6 tygodni - to aparat na 12 itd.)

2. wypłacz się (płakałam cały dzień i pół nocy), ale potem zaciśnij zęby. Gdy
jestes zdenerwowana, Twoje maleństwo też. żartuj z aparatu, może daj mu
śmieszną nazwę, nie myśl o nim źle (mi się nie bardzo udało, ale się starałam
i czasem pomagało). Wyjasniaj dzidzi, że to dla zdrowych nóżek. Maleństwo może
i nie zrozumie, ale Tobie to pomoże, a i głos bedziesz miała łagodniejszy.

3. Ubranka - warto kupić body (lub koszulki) z kołnierzykami, by nie obcierały
szyjki dziecka oraz spodenki i skarpetki, ewentualnie rajstopki. Nasza mała
miała aparat ciepłą wiosną, więc rajstopek nie zakładaliśmy, bo uważałam, by
jej nie przegrzać. Nie kupuj: śpiochów, pajaców, półśpiochów raczej też nie,
ani ubranek z zatrzaskami na ramionkach (będą ugniatać).


4. zakładanie i przerwy - jest kilka szkół. Jedna, która mówi, by zakładac
po przewijanium, ale przed jedzeniem. Dziecko zajmie się piersią i zapomni o
aparacie. Druga - zakładac najedzonemu dziecku, szczególnie na początku
noszenia aparatu. Stosowaliśmy raczej tę drugą, czyli: jedzenie, trochę
odpoczynku (czasem też kupka), zdjęcie aparatu przewijanie, trochę machania
nóżkami (w instrukcji jest zalecenie stosowania przerw do 4 godz.),
zakładanie. Mała nie płakała, szybko można było odwrócić jej uwagę. Czasem
jednak trzeba było przewinąć, założyć i dopiero karmić, Wówczas bardzo płakała
i zakładając czekałam na moment, aż ze złości podkurczy nóżki (by nie zginać
na siłę). Uspokajała się jedząc.
Dość dokładnie mierzyliśmy czas przerw, większość zostawiając na wieczór
(szczególnie na kąpiel). Nie wiem, czy to dobrze, ale rano mała raczej spała,
na spacerze też spała, więc aparat jej nie przeszkadzał.

5. Karmienie: kładlam małą na pleckach, korzystałam z poduszki "fasolki".
Nauczyła się jeść z główką zwróconą ku mojej piersi i teraz też tak chętnie
je. Karmię wyłącznie piersią, nie dokarmiam. W Koszli przeżyłyśmy kryzys
laktacyjny 6. tygodnia. Da się, choć z "fotela karmicielskiego" wstwałam
raczej rzadko smile

6. Bekanie (odbijanie). Mała nauczyła się odbijać w aparacie (wczesniej nie
umiała). MOże to przypadek, ale może nie. Po karmieniu brałam do pionu,
odbijała prawie natychmiast, Teraz jest trochę trudniej, więc chyba jednak
zasługa aparatu...

7. spanie - łóżeczko od strony główki nieco wyżej, do tego ręcznik na płąsko
pod główką (a nie poduszka), by mała się nie zakrztusiła ulewając. Nauczyła
się ulewać na boki, leżąc na wznak.

8. Uspokajanie - opierałam się leżąc na wysokiej poduszce, małą kładłam na
brzuszku na swoim mostku (lub na brzuchu), i spałyśmy elegancko. Mała lubiła
tak leżeć (teraz też lubi).

9. Nie lituj się niemądrze. Pamiętaj, że rzadsze niż należy nakładanie aparatu
powoduje przedłuzenie okresu jego stosowania i cała praca Twojego maleństwa na
nic!

10. Kontrola. Lekarz zalecił noszenie aparatu przez 6 tygodni. Po dwóch dniach
od zakupu popędziliśmy do niego, by sprawdzić, czy dobrze zakładamy. Do
kontroli poszliśmy po trzech tygodniach (a nie po 6), gdyż tak jest napisane w
instrukcji aparatu (w końcu dzieckjo szybko rośnie, może trzeba coś zmienić
itp). I wiecie co? Okazało się, że Maleńka była zdrowa!!! Owszem, nosiła
aparat jeszcze 3 tygodnie + tydzień na noc, ale z przerwami do 8 godzin
łącznie! A świadomość, że jest zdrowam dodała nam skrzydeł.

Wam również życzę tak wspaniałych wiadomości, a wcześniej wytrwałości i
powodzenia!
I dziękuję za porady, które tu znalazłam
Alina
Obserwuj wątek
    • exylia Re: Aparat (szyna, rozwórka) koszli - garść pora 06.07.08, 14:04
      Ad. 1

      Ja się spotkałam z inną zasadą - leczenie trwa tyle, ile dziecko miało w chwili
      rozpoczęcia leczenia. Od każdej zasady są jednak wyjątki. Dysplazja to sprawa
      bardzo indywidualna, stąd te terminy należy traktować raczej orientacyjnie i
      absolutnie nie nastawiać się na nie. Każde dziecko jest inne i nawet przy
      identycznej wadzie, wykrytej w identycznym wieku i leczonej identycznym aparatem
      czas leczenia może być różny. Czyli zasadą jest, że na dysplazję nie ma reguły;D.

      Ad. 2

      Oczywiście nie taki diabeł straszny... Początki są najgorsze, a później po
      zakończeniu leczenia przychodzi taki moment, że masz ochotę uciekającemu z
      przewijaka piskorzowi znów założyć szynę (ja przewijałam Małą w aparacie)wink.

      Ad. 3

      Wszystko zależy od tego, czy lekarz pozwolił zdejmować aparat. W przypadku
      większych wad (u nas obustronne zwichnięcie) nie można go zdejmować wcale. Mała
      miała założony aparat na gołe nóżki, a szelki na ubranko. W takim przypadku zimą
      i wiosną sprawdzały się właśnie rozpinane na całej długości pajace, rozpinane w
      kroku śpiochy czy ogrodniczki zakładane właśnie na aparat (śpiochy i ogrodniczki
      zakładałam Małej przez głowę). Wszystko to kwestia wprawy - ja Małą kąpałam też
      w aparacie. Ubranka pod szelki zakładałam bez ich odpinania (nawet bodziaki tak
      wciągałamsmile). Ubranka nie koniecznie muszą być z kołnierzykami - można na szelki
      uszyć ochraniacze (takie jak np. na pasy w wózku, czy w foteliku).

      Ad. 4

      Jak już wcześniej pisałam: o tym czy można aparat zdejmować decyduje lekarz
      biorąc pod uwagę wielkość wady. Im mniej się go zdejmuje, tym szybciej zakończy
      się leczenie i dziecko nie będzie się denerwować przy jego zakładaniu. Kiedy
      mogłam zdejmować już aparat do kąpieli moja Mała czuła się bez niego bardzo
      niepewnie. Po założeniu go dziecku powracała pewność siebie. Kiedy zaś miała
      koszlę zakładaną tylko na noc, to wraz z upływem czasu coraz mniej się na to
      godziła.

      Ad. 5

      Nie miałam problemów z karmieniem. Najwygodniej karmiło mi się na leżąco.
      Dawałam nawet radę karmiąc Małą na wyciągu, więc karmienie w koszli to dla mnie
      mały pikuśsmile


      Ad. 6

      Moja Mała nie musiała odbekiwać. Ot, taki typ. Kolek nie miała (z wyjątkiem
      jedynej w życiu na wyciągu).

      Ad. 7

      Dzieci odruchowo odwracają głowę ulewając. Na szczęście moja nie ulewała.

      Ad. 8

      Tu było gorzej. Jedynie rączki i noszenie w pionie, bo Młoda musiała wszystko
      widzieć. Leżenie na brzuchu, nawet na mnie, było dla niej nie do przyjęcia.

      Ad. 9

      Zaakceptowanie noszenia przez dziecko aparatu to połowa sukcesu. Ja pamiętam,
      jakie dziwne wydawały mi się dzieci bez aparatów. Kiedy pogodziłam się z
      sytuacją, leczenie w końcu zaczęło iść do przodu. Nasze nastawienie ma bardzo
      duże znaczenie.

      Ad. 10

      Częstotliwość kontroli zależy od stopnia wady i wieku dziecka. Im większa wada i
      im młodsze dziecko tym częstsze powinny być kontrole. W naszym przypadku na
      początku leczenia kontrole odbywały się co tydzień. Później już rzadziej.

      --
      Życie jest często twarde, od Ciebie zależy,
      czy Cię zetrze na proszek, czy wypoleruje.
      Nasza Natasza
      Natasza ma już
      • malina510 Re: Aparat (szyna, rozwórka) koszli - garść pora 07.07.08, 08:31
        no tak, to powinnam napisać na początku - wszystko zalezy od wieku malucha i od
        stopnia dysplazji. My zaczelismy leczenie w trzecim tygodniu (sama miałam
        poważne zwichnięcie, więc silne wskazanie do badań), a dysplazja była niezbyt
        duża - II a minus. Oczywiście też od zaleceń lekarza - nas - dr Sieliwończyk -
        zalecił trochę ruchu, stad te przerwy.
        Pozdrawiam i życzę szybkiego wyzdrowienia Maluszkom z tego forum.
        • migotka-25 Re: Aparat (szyna, rozwórka) koszli - garść pora 10.07.08, 21:31
          Witam,

          Dziś najszczęśliwszy dzień, koniec z rozwórką!!!
          Na początku było trudno. Szok, potem płacz, a potem tak jak napisałaś zacisnęłam
          zęby i jakoś poszło. Myślę, że mojej Malinie ta rozwórka przeszkadzała dużo
          mniej niż mnie. Jedno do czego musiała się przyzwyczaić to spanie na plecach, bo
          wcześniej spała głównie na boku zwinięta w kłębuszek. Mogłyśmy zdejmować
          rozwórkę do kąpieli i przewijania, a karmiłam zazwyczaj przed lub po
          przewinięciu, więc jadłyśmy normalnie. Wyszłam z założenia że jedzenie to
          przyjemność i nie chcę robić z tego męczarni, ani dla mnie ani dla Maliny.
          Nosiła rozwórkę od 7 tygodnia i do końca 3 miesiąca bez sprzeciwu. Ale potem
          poczuła niesamowitą potrzebę ruchu i zaczęła się złościć. Chciała się
          przekręcać, a nie mogła. Najgorszy był ostatni - 3 miesiąc noszenia, mała
          szalała ze złości, a ja modliłam się żeby najbliższe USG wykazało poprawę. I
          wykazało. Obydwa biodra zdrowe i żegnamy rozwórkę. Niesamowita ulga. Cieszę się
          i jestem jednocześnie z nas dumna, że dałyśmy radę. Że byłam konsekwentna i
          wytrwała. Było warto. Teraz mogę tulić moją pszczółkę i nic nas nie uwiera. No i
          możemy fikać.
          Życzę wszystkim "rozwórkowym mamom" wytrwałości i konsekwencji. Naprawdę warto.
          A moja małą nazwalam córką rozwórką.

          Aneta

          P.S. Szkoda, ze nie trafiam na taki post jak twój na początku mojej przygody z
          tym sprzętem. Idealnie to opisałaś.
          • malina510 Re: Aparat (szyna, rozwórka) koszli - garść pora 11.07.08, 15:49
            hej,
            gratuluję Tobie i córeczce! To wspaniała wiadomość smile Też miałam wrażenie, że
            aparat bardziej przeszkadza mnie, niż małej i też niesamowicie cieszyłam się,
            gdy mogłam przytulić całą małą, bez aparatu smile))
            Właśnie dlatego, by trochę pomóc innym mamom, napisałam tego posta. MOże na
            wyrost - że garść porad - ale chciałam podsumować doświadczenia, bo po
            wiadomości, że jest dysplazja, sama przesiedziałam pół nocy, by znaleźć
            cokolwiek...
            Pozdrawiam serdecznie smile
            Alina
    • roszpunka_2018 Re: Aparat (szyna, rozwórka) koszli - garść pora 03.05.18, 19:33
      Witam,
      Ponieważ sama czytałam ten post, postanowiłam, że opiszę jak to było u nas smile Może komuś się przyda.

      Ad.1

      Czasem warto iść do 2 lekarzy i sprawdzić poprawność wykonanego badania. U nas lekarz nie zauważył dysplazji i straciliśmy około 3 tygodni.. Czas jest bardzo ważny, gdyż wada się pogłębia, a raczej bioderka muszą więcej "nadrobić".

      Ad. 2

      Dziecko nie będzie pamiętało epizodu z koszlą. Tak jak napisała Alina - wypłacz się i zaciśnij zęby. To najlepsze rozwiązanie.

      Ad. 3

      Pajace i półśpiochy nie sprawdzają się - mogą ciągnąć malucha. U nas najlepsze były za duże spodenki lub rampersy z długimi nogawkami. Zwracaliśmy uwagę, żeby nogawki były dość długie, gdyż przy założeniu koszli materiał bardzo się podciąga.

      Ad. 4

      Nasza córka początkowo nie denerwowała się przy zakładaniu koszli. Niestety po jakimś czasie zaczęła prostować nóżki uniemożliwiając założenie rozwórki. Denerwowała się bardzo i płakała. Dlatego u nas sprawdził się taki system:
      Zdejmujemy koszlę --> przewijamy (lub po zabawie) --> bawimy się, córka macha nóżkami, leżymy na brzuchu --> zakładamy koszlę --> jemy*
      Mieliśmy nosić rozwórkę przez 20 godzin na dobę. Po przeliczeniu czasu, przy sprawnej organizacji udało się wygospodarować:
      4 przerwy po 20 minut w ciągu dnia (potem 4 karmienia) - 80 minut
      2 przerwy po 20 minut w nocy (na czas przewijania i karmienia zdejmowaliśmy koszlę) - 40 minut
      1 przerwa na przewijanie, karmienie i krótki spacer (z rozwórką córka nie mieściła się do gondoli) - 60 minut
      1 przerwa na zabawę, kąpiel i karmienie (czasem jedliśmy bez koszli) - 60 minut
      W sumie wychodziły 4 godziny. Oczywiście zawsze można było uciąć z przerwy po 5 minut i dołożyć do spaceru wink

      Dodatkowo (po konsultacji z lekarzem) nosiłam małą w chuście. Wiązanie podwójny x pozwala na włożenie dziecka z koszlą do chusty! Natomiast Pani od chust stwierdziła, że mogę córkę nosić w chuście bez koszli, gdyż nóżki są wystarczająco szeroko. Tak też robiłam, ale my mieliśmy małą wadę.
      *w tamtym okresie córcia rzadko robiła kupę po jedzeniu

      Ad 5

      Karmiłyśmy na poduszce w pozycji futbolowej. Bez problemu smile

      Ad 6

      Odbijałyśmy w aparacie. Daje radę nawet z koszlą smile

      Ad 7.

      Nasza nie ulewała dużo. Łóżeczko pod główką było podniesione.
      Ale --> podobno koszla nie wpływa za dobrze na brzuszek i żeberka. Warto w przerwach leżeć na brzuszku.

      Ad 8
      Różnie

      Ad. 9

      Często wracałam myślami do punktu nr 9 napisanego przez Panią Alinę - "Nie lituj się niemądrze."

      Ad 10.

      My mieliśmy kontrolę zaleconą po 6 tygodniach, ale poszliśmy po 3 tygodniu. Okazało się, że jest dobry postęp i to dodało nam skrzydełsmile

      Koszlę odłożyliśmy parę tygodni temu i szczerze powiem, że już zaczynam o niej zapominać!
      Wytrwałości i powodzenia dla wszystkich rodzicówsmile Naprawdę da się przetrwać koszlę.

      Pani Alino bardzo dobry pomysł na post - na początku przygody z koszlą niezmiernie mi pomógł.

      Anna

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka