Od Calineczki do rozwodu

13.03.12, 18:44
Katarzyna Pawłowska-Salińska: Czytałam ostatnio mojemu synkowi "Calineczkę" i mocno mnie ta bajka zaniepokoiła.

- Dlaczego?

Bo Calineczkę ciągle ktoś zmusza do małżeństwa: najpierw syn ropuchy, potem chrabąszcz, wreszcie kret. A gdy na końcu znajduje swego księcia, od razu rzuca się w jego ramiona.

Więcej... wyborcza.pl/1,75515,11327519,Od_Calineczki_do_rozwodu.html?as=1&startsz=x#ixzz1p1FvO9LR


Bardzo fajny artykuł - fakt, u nas do tej pory istnieją takie stereotypy - dziewczynce się kupuje określone zabawki, robi sie z niej małą kobietkę.uczy pewnych nawyków i zachowań- i tak samo chłopców, broń, samochody...Oni maja byc macho. Czy to słuszne? Chyba nie do końca bo:
[i]"Mój mąż nie posprząta, nie upierze, nie nakarmi dzieci, jeśli go o to nie poproszę" - mówiła bohaterka reportażu opublikowanego niedawno w "Wysokich Obcasach". A on na to: "Ja tak funkcjonuję, że jak nie ma przymusu, to nie robię rzeczy, których nie mam nawyku robić".

- A niby czemu miałby mieć ten nawyk? Kto go nauczył, że w domu też trzeba pracować? Prawie nikt takich rzeczy od synów nie wymaga. Ani on, ani jego ojciec nie pomagali mamie nakrywać do stołu ani z niego sprzątać. Ona po obiedzie szła do kuchni, a oni spali albo oglądali telewizję. Chłopak nigdy nie miał wśród zabawek bobasa do przewijania ani kuchenki. Mężczyźni nie dostali narzędzi ani wskazówek, jak postępować w takich sytuacjach.

No i potem klops. Cos wiem na ten temat.Mogę sie pochwalic ze nauczyłam swoich synów trochę "babskich robót" i teraz synowe sa zadowolone bo jak trzeba to wszystko zrobią i pomagaja w domu.
    • wiesia650 Re: Od Calineczki do rozwodu 14.03.12, 11:05
      Ja swojego syna też nauczyłam wszystkiego,a właściwie to tak jakoś wyszło,że nauczył się przy okazji.W domu zrobi wszystko,dziewczynki kąpał,przewijał,karmił.Myślę,że teraz z synową świetnie się uzupełniają.
      • anoagata Re: Od Calineczki do rozwodu 14.03.12, 13:54
        To ja jestem chyba 'oryginał' tej bajki,bo syna nie nauczyłam z tych rzeczy niczego,ja po prosu wychowywałam.Dobrowolnie uczył się gotować wodę na herbatę,która przypalał łącznie z czajnikiem,jajecznicę mi smażył bez tłuszczu,którą zdrapywałam z patelni.Nie miałam możliwości lub nie widziałam takiej potrzeby.Nauczyło Go małżeństwo i teraz to ja mogę od niego czegoś się nauczyć.
        • jaga_22 Re: Od Calineczki do rozwodu 14.03.12, 14:35
          Niczego nie żądałam, nie nakazywałam,
          bo lubię jak każdy sam to rozumie.Teraz synowie pomagają swoim dziewczynom
          gotują,piorą,pytają mnie o przepisy.
          Trzeba jednak przyznać,że widzieli pomoc w domu ze strony własnego ojca.
          • iryska2604 Re: Od Calineczki do rozwodu 14.03.12, 19:26
            No i o to chodzi zeby sami chcieli. Pamiętam jak jeszcze niewiele nad stół wystawali - jak robiłam pierogi to oni na taboretach wałkowali ciasto i kleili swoje. Jak robiłam na drutach to chcieli żeby im pokazac jak sie to robi. Przyszywanie guzików i takie tam rożne...Oczywiscie mieli i swoje obowiązki. posprzatac swój pokój, wyrzucić śmieci. Przydało im sie. Czasem ojciec wrzeszczał że baby z nich robię.
Pełna wersja