iryska2604
04.08.16, 19:51
Mały ruch graniczny spełniał więc misję cywilizacyjną, przybliżał ludzi po obu stronach kordonu. Ale obecne władze w Warszawie nie są w stanie tego zrozumieć. Kiedy w grudniu 2011 r. poprzednia ekipa podpisywała z Rosjanami porozumienie o małym ruchu, była minister spraw zagranicznych Anna Fotyga (PiS) protestowała, mówiąc, że Kaliningrad to "siedziba zorganizowanej przestępczości, poważne problemy społeczne, zagrożenia". Minęło prawie pięć lat, kaliningradczycy odwiedzili nas miliony razy (ponad 1,3 mln w zeszłym roku) i jest spokojnie, żadnych incydentów.
Ale teraz, gdy zaszła "dobra zmiana", można zmienić na gorsze także sytuację na granicy - zgodnie ze swymi fobiami i głęboką niewiedzą.
Przykro, że Warszawa, szkodząc swoim obywatelom i sąsiadom, rozprawia się z tym, co w trudnych stosunkach polsko-rosyjskich ułożyło się dobrze, wykorzystując jako okazję wizytę papieża.
wyborcza.pl/1,75968,20496402,warszawa-sie-wychlostala.html#BoxGWImg
Komentarz chyba zbędny. Budujemy stosunki dobrosąsiedzkie - z jednej i z drugiej strony.