List Donalda Tuska

02.02.17, 11:24
Przed UE stoją wyzwania groźniejsze niż kiedykolwiek. Europa mierzy się z trzema zagrożeniami o dużej skali - alarmuje w liście do 27 państw UE Donald Tusk. I podkreśla, że Europa nie może być już pewna wsparcia USA. Publikujemy list szefa Rady Europejskiej w całości.

weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21323769,donald-tusk-w-liscie-do-27-panstw-ue.html#MT
Jakie jest wasze zdanie o stosunku naszych rządzacych do tego listu?
    • czuk1 Re: List Donalda Tuska 02.02.17, 13:11
      Ile w sobie trzeba mieć fałszu i obłudy by mówić , że ten list - jego intencje i treść - w czymkolwiek szkodzą UE. Przecież , przeciwnie .... są w żywotnym jej interesie, w interesie wszystkich państw zrzeszonych w UE. Przecież w tym liście nie powinno mieć miejsca i miało - gadanie o potrzebie modernizacji UE. A to zarzuca Tuskowi nasz rząd.
      Mam pytanie co w nim złego ?
      Wg mnie. Taki odważny i uczciwy list powinny wziąć sobie do serca władze Polski. Tusk prosi, błaga i krzyczy :

      ....Wybaczy mi może iryska ale .... nie każdy ma list przed oczyma...
      " Szanowni Państwo!
      Abyśmy byli jak najlepiej przygotowani do naszych dyskusji na Malcie o przyszłości Unii Europejskiej mającej się składać z 27 państw członkowskich i wziąwszy pod uwagę rozmowy przeprowadzone z niektórymi z Państwa, chciałbym podzielić się pewnymi refleksjami, które - jak sądzę - większość z nas podziela.
      Wyzwania, wobec których stoi obecnie Unia Europejska są groźniejsze niż kiedykolwiek od czasu podpisania Traktatów Rzymskich. Mamy dziś bowiem do czynienia z trzema zagrożeniami, które wcześniej - przynajmniej w takiej skali - nie występowały.
      Pierwsze, zewnętrzne, związane jest z nową sytuacją geopolityczną na świecie i wokół Europy. Coraz bardziej, nazwijmy to, asertywne Chiny, szczególnie na morzach, agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy i jej sąsiadów, wojny, terror i anarchia na Bliskim Wschodzie i w Afryce - w tym istotna rola radykalnego islamu - oraz niepokojące deklaracje nowej administracji amerykańskiej czynią naszą przyszłość w wysokim stopniu nieprzewidywalną. Po raz pierwszy w naszej historii coraz bardziej wielobiegunowy świat zewnętrzny staje się jawnie antyeuropejski lub, w najlepszym przypadku, eurosceptyczny. Szczególnie zmiana w Waszyngtonie stawia Unię Europejską w trudnej sytuacji; nowa administracja zdaje się kwestionować ostatnich 70 lat amerykańskiej polityki zagranicznej.
      Drugie zagrożenie, wewnętrzne, wiąże się ze wzrostem nastrojów antyunijnych, nacjonalistycznych, coraz częściej ksenofobicznych, w samej Unii. Egoizm narodowy staje się dla wielu atrakcyjną alternatywą dla integracji, a tendencje odśrodkowe dodatkowo żywią się błędami tych, dla których ideologia i instytucje stały się ważniejsze niż interesy i emocje ludzi.
      Trzecie zagrożenie to stan ducha proeuropejskich elit. Zanik wiary w sens politycznej integracji, uległość wobec populistycznych argumentów i zwątpienie w fundamentalne wartości liberalnej demokracji stają się coraz bardziej widoczne.
      W świecie pełnym napięć i konfrontacji potrzebne są odwaga i determinacja i polityczna solidarność Europejczyków. Bez nich nie przetrwamy. Jeśli sami nie uwierzymy w siebie, w głęboki sens integracji, dlaczego inni mają w to uwierzyć? W Rzymie odnowić powinniśmy tę deklarację wiary. W dzisiejszym świecie państw-kontynentów z setkami milionów mieszkańców, każdy kraj europejski z osobna waży niewiele. Ale UE ma potencjał ludnościowy i gospodarczy, który czyni z niej równorzędnego partnera największych potęg. Dlatego najważniejszym sygnałem, jaki powinien popłynąć z Rzymu, jest gotowość 27 do bycia razem. Sygnał, że nie tylko musimy, ale i chcemy być razem.
      Pokażmy naszą europejską dumę. Jeśli będziemy udawać, że nie słyszymy słów i nie dostrzegamy decyzji wymierzonych w UE i naszą przyszłość, ludzie przestaną traktować Europę jako swoją większą Ojczyznę. Co równie groźne, przestaną nas szanować globalni partnerzy. Obiektywnie nie ma żadnego powodu, aby Europa i jej liderzy przypochlebiali się mocarstwom zewnętrznym i ich przywódcom. Wiem, nie należy nadużywać argumentu godności w polityce, to często budzi konflikty i złe emocje. Ale dziś musimy upomnieć się mocno o naszą godność, godność zjednoczonej Europy. Niezależnie od tego, czy rozmawiamy z Rosją, Chinami, USA czy Turcją. Miejmy zatem odwagę być dumnymi z własnych osiągnięć, które uczyniły nasz kontynent najlepszym miejscem na Ziemi. Miejmy odwagę przeciwstawić się retoryce demagogów, którzy głoszą, że integracja europejska jest korzystna wyłącznie dla elit, że prości ludzie tylko na niej stracili i że każdy kraj z osobna poradzi sobie lepiej niż wszystkie razem.
      Musimy patrzeć w przyszłość. To najczęściej powtarzane przez Was zalecenie w czasie naszych konsultacji w ostatnich miesiącach. Każdy zgodzić się musi z tym postulatem. Ale nie powinniśmy w żadnym wypadku zapomnieć o najważniejszych powodach, dla których 60 lat temu postanowiliśmy jednoczyć Europę. Słyszymy często argument, że pamięć o tragediach podzielonej Europy nie jest już argumentem, że nowe pokolenia nie pamiętają źródeł naszych inspiracji. Ale zanik pamięci nie unieważnia tych inspiracji i nie zwalnia nas z obowiązku nieustannego przypominania tragicznej lekcji z historii podzielonej Europy. Powinniśmy w Rzymie powtórzyć mocno te dwie oczywiste, choć zapomniane dziś prawdy: po pierwsze, zjednoczyliśmy się po to, by uniknąć kolejnej dziejowej katastrofy, a po drugie, że czas zjednoczonej Europy był najlepszym okresem w całej wielowiekowej historii Europy. Należy wyraźnie podkreślić, że rozpad UE nie doprowadziłby do przywrócenia mitycznej, pełnej suwerenności jej krajów członkowskich, ale do realnego uzależnienia każdego z nich od wielkich potęg światowych: Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin. Niezależni możemy być tylko razem.
      Musimy zatem podjąć stanowcze i spektakularne kroki, które by zmieniły zbiorowe emocje i ożywiły dążenie do podniesienia integracji europejskiej na wyższy poziom. W tym celu musimy przywrócić obywatelom Unii poczucie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego oraz dobrobyt społeczno-ekonomiczny. Wymaga to definitywnego uszczelnienia granic zewnętrznych Unii; usprawnienia współpracy służb odpowiedzialnych za zwalczanie terroryzmu oraz za utrzymanie porządku i spokoju na obszarze bez granic wewnętrznych; zwiększenia wydatków na obronę; wzmocnienia polityki zagranicznej Unii jako całości oraz lepszego koordynowania polityki zagranicznej poszczególnych państw; a także - co nie mniej ważne - sprzyjania inwestycjom, włączeniu społecznemu, wzrostowi, zatrudnieniu oraz korzystania ze zmian technologicznych i konwergencji zarówno w strefie euro, jak i w całej Europie.
      Zmianę handlowej strategii USA wykorzystajmy intensyfikując rozmowy z zainteresowanymi partnerami, pilnując przy tym naszych interesów. Unia nie powinna rezygnować z roli handlowego supermocarstwa, otwartego na innych i równocześnie skutecznie chroniącego własnych obywateli i własne przedsiębiorstwa oraz pamiętającego, że wolny handel to uczciwy handel. Twardo powinniśmy także bronić ładu międzynarodowego opartego na regułach i prawie. Nie możemy też poddać się tym, którzy chcą osłabić lub unieważnić transatlantycką oś, bez której globalny porządek i pokój mogą nie przetrwać. Naszym amerykańskim przyjaciołom powinniśmy przypomnieć ich własne hasło: United we stand, divided we fall. "




      Dyktatorzy są przekonani o własnych kompetencjach i wyższości moralnej, nie liczą się z kosztami własnych decyzji i lubią o sobie mówić, że odpowiadają tylko przed Bogiem i historią. ....
      Dopóki relacje społeczne nie staną się bardziej równościowe ? dopóty dyktatorskie zapędy ludzi władzy nie spowodują masowego sprzeciwu Polaków. PROF. KRYSTYNA SKARŻYŃSKA
      • aga-kosa Re: List Donalda Tuska 02.02.17, 13:52
        Widzisz, a dzisiaj "Kukizowy" w Trójce twierdzi, że Tusk napisał ten list żeby sobie załatwić stołek.
        Jeśli sami swoich tak oceniamy, to nie dziwię się, ze w piekle tylko kocioł z Polakami nie musi być przykryty. sad aga
      • car_fox Re: List Donalda Tuska 02.02.17, 17:51
        Widać ze Tusk zaczyna w końcu nazywać rzeczy po imieniu i otwarcie mówi ze jak się EU nie weźmie w kupę to się rozleci z hukiem jak ZSRR co nie jest dalekie od prawdy.
        Odważnie i otwarcie bo nie ma czasu na "dyplomacje". Wygląda ze Trump narzuca nowy "jezyk dyplomacji" no wiec uderzył w ta sama strune. Jeszcze sie musi nauczyc "ćwierkać" smile
        A Tusk zdaje sobie sprawe ze takim odwaznym posunieciem niewiele ryzykuje -jak pozwoli sie Uni rozleciec to stolka i tak nie bedzie a jak sie utrzyma to stolek na zloty kolor mu pomaluja.
        Pytanie jedak pozostaje - co Unia zrobi i czego nie zrobi aby sie utrzymac? Przez dlugi czas EU stala stabilnie poniewaz opieral sie na 3 solidnych nogach - a taka struktura nigdy sie nie chwieje. Teraz jedna noga praktycznie wyciagnieta z brexitem i zastapiona/podparta spruchnialym drazkiem wloskim. No jak sie za 3 miesiace druga noga zachwieje po wyborach we Franacji to stolek poleci.. Unia nie ma innej opcji jak zamienic te wszytkie 3 nogi na inny sposob podparcia ktora moze bedzie sie czasem kolysac ale bedzie w stanie utrzymac konstrukcje dluzej i latwo wtedy wymienic 1 czy 2 takie nogi. Np zamiast 3 grubych nog podstawiec 10 "cienkich" i na pewno nie pozwolic aby oparcie na jedej bardzo grubej w srodku a dookola te 10 cienkich - srodek lepiej zostwic pusty a ten gruby slup przeciac wzdluz i zrobic z niego 4 podobne do reszty bo inaczej ten gruby slup bedzie siebie uwazal ze to on jest trzonem i reszta ma mu jedynie pomagac.

        Zobaczymy jak zareaguja kraje Uni na ten apel Tuska.
        (Osobiscie go nie lubie i uwazam ze to puppet Markelowej ale tutaj musze przyznac ze postepuje dosc rozsadnie i jkaby wybiegal przed tlum ?- czyzby liczyl ze jej czas sie konczyl ?)
        • iryska2604 Re: List Donalda Tuska 02.02.17, 21:06
          Trudno ci nie przyznać racji. Tusk bardzo mądrze sformułował apel do krajów Unii bo To co sie obecnie dzieje nie sprzyja jej interesom. A do tego Trump mówi o przyszłości UE w sposób negatywny. Takiego głosu z Waszyngtonu jeszcze nie było. Bez wsparcia USA nie doszłoby do integracji europejskiej. Stany zawsze ją wspierały ze względów geopolitycznych. A teraz się od UE odwracają.- Część państw europejskich żyła w błogostanie, wierząc, że USA zawsze będą w stanie nas uratować. Teraz Donald Trump mówi, że niekoniecznie tak będzie. Mało tego - po prostu wspiera eurosceptyków, którzy chcą rozpadu Unii. Pierwszą osobą, z którą się spotkał po wyborze, był lider UKiP Nigel Farage. Potem rozmawiał z Marine Le Pen i z liderem holenderskich faszystów. I mówił, że Brexit to dobra wiadomość. Moze dla niego ale póki co to z niego ani dyplomata ani polityk. I moze wiecej złego zrobic Ameryce i nam również.
Pełna wersja