jaga_22
12.12.08, 15:54
Co sobota pastowałam ojcu buty. Wyciągałam z mamą pościel, zanim poszła do
magla, i szorowałam półki w kuchni. Za zbyt śmiałą ripostę dostawałam w tyłek,
a kiedy skończyłam dwanaście lat, klaps zamienił się w raz ścierką do naczyń -
opowiada Monika. Ona i jej mąż wychowali się w tradycyjnych śląskich
rodzinach. - Miałam szanować rodziców i znać swoje miejsce. Swoje dzieci
chciałam traktować inaczej. Być dla córek przyjacielem, wychowywać je po
partnersku. Od małego dawałam Róży wybór, żeby czuła, że jest ważna i miała
wysokie poczucie wartości. Kolor sukienki, kotlet czy zupa - to były jej
decyzje. Nie podnosiłam głosu, nie mnożyłam zakazów, starałam się wychodzić
naprzeciw jej potrzebom.
------------------------------------
No właśnie i co z tego wynikło.
Tak samo powiedziała sobie moja córka,a teraz ma problem,ale
dalej uważa,że to ona ma rację.
dziecko.interia.pl/news/kto-tu-rzadzi,1226114