Gość: znerwicowana
IP: *.chello.pl
14.04.10, 19:06
Na placu zabaw, miedzy blokami (Gocław, na razie bez podawania ulic) zbiera
się kwiat polskiej młodzieży. Miejsce jakże stosowne dla dawno już raczej
pełnoletnich, rosłych chłopów i, najczęściej dwóch niewiast. Plac jest
otoczony blokami, więc to tzw. studnia. I co wieczór do późnych godzin lecą
soczyste ka i cha, śmiechy, wrzaski. Piją, palą, oddają mocz.. a co, wolno im.
Nikt nie zwraca uwagi, mimo, że z placu korzystają dzieci. Straż miejska
sprawę olewa - zgłaszałam. W końcu niska szkodliwość czynu.. A ja już nie mam
siły. Okna nie można otworzyć, a i przez zamknięte wszystko słychać. Nie wiem
już co robić. W końcu nie wytrzymam (taki mam charakter) i do nich pójdę,
chociaż należę raczej do tych cherlawych i drobnych. Ale ile mozna? Co innego
pozostaje?