Gość: adpa
IP: *.dynamic.chello.pl
15.07.12, 08:21
Niedługo jesień. I znowu zacznie się trucie części Grochowa i Saskiej Kępy przez działkowców z Waszyngtona. Notoryczne spalanie liści staje się zmorą każdej jesieni. Jeżeli ktoś się zastanawia, skąd ten charakterystyczny zapach, to są to węglowodory aromatyczne, mające działanie rakotwórcze. Rzekoma "oaza w środku miasta" jest zwykłym mydleniem oczu i bujdą na resorach. Pooddychajcie sobie tzw. "świeżym powietrzem" jesiennymi popołudniami w okolicach ogrodu działkowego. Wolałbym mieć za sąsiada elektrownię węglową, z ogromnym kominem, przestrzegającą norm emisji dwutlenku węgla niż ten pseudoekologiczny potworek, tzw. "ogród".
Czy ktoś ma jakiś pomysł na skuteczne wyeliminowanie tego problemu? Dzwonienie na straż miejską i śledztwo, na terenie którego konkretnie ogórka spalana są liście wydaje się nie najlepszym pomysłem, zwłaszcza, wieczorem.