Mamy nowy tygodnik!

12.09.05, 07:03
Pierwszy nr wydawnictwa diecezji warszawsko-praskiej pt. „Idziemy”, łamie
dotychczasową szarość i monotonność tygodników katolickich. Ładna szata
graficzna, całość wydana b. starannie, może się podobać i zainteresować. Z
racji swych upodobań historycznych z uwagą przeczytałem teksty: Pawła
Elszteina „Dorożką do albertynów” (s. 28) oraz Anny Dołęgiewicz „Tu zaczynała
się stolica” (s. 29) i do nich chciałbym się odnieść.
W pierwszym widać pióro profesjonalisty. Może to zasługa większej objętości
szpalt, którą przeznaczono dla Autora na publikację jego tekstu? Myślę, że
można było wygospodarować więcej miejsca dla Autorki drugiego artykułu przez
dokonanie pewnych skrótów, np. rezygnację ze zdjęcia czarno-białego, które
nic szczególnego nie wnosi tym bardziej, że nawet podpis jest nieprawdziwy,
bowiem zdjęcie przedstawia stan dewastacji budynku sprzed kilku lat a nie
widok przedwojenny. Być może umożliwiłoby to Autorce rozwinąć temat, w tym
np. wątek owych osobistych historii pani Katarzyny. Mam nadzieję, że nie były
one intymne i mogłyby Prażan a także Grochowian zainteresować. Odczułem z
tego powodu pewien niedosyt. Redakcja tego artykułu także pozostawia wiele do
życzenia. Przy tak krótkiej publikacji powtórzenia w pierwszym i drugim
akapicie mogą razić uważnych Czytelników.
Bardzo wartościowe jest natomiast kalendarium historyczne (s. 41).
W sumie nie jest źle, przecież to pierwszy numer, więc nie należy być zbyt
surowym krytykiem i życzyć Redakcji rozwinięcia skrzydeł!
Pozdrawiam

    • pol-a Następne w drodze 12.09.05, 07:30
      Gdzie można zdobyć to wydawnictwo? Jak cena? Co piszą tam o sprawach Pragi
      Południe? Jask rozumiem Elsztein o Albertynach, a ten drugi artykuł
      też "grochowski"?
      Przy okazji: z dobrze poinformowanego źródła wiem, źe wkrótce nasz dzielnica
      wzbogaci się o dwa lokalne periodyki. Miał teź wystartować trzeci pt. "Na
      Pragie", ale póki co skończyło się chyba na koloportowanych wsród publiczności
      ulotkach reklamowych.
      • andrzej_b2 Re: Następne w drodze 12.09.05, 08:02
        Kupiłem wczoraj w kościele przy Ostrobramskiej, cena 3 zł. O sprawach Pragi
        dużo, dużo więcej niż o Grochowie.
    • Gość: mlp Re: Mamy nowy tygodnik! IP: 193.41.113.* 12.09.05, 10:39
      Za inicjatywę wielkie brawa, póki co pismo wygląda ma mutację "Niedzieli", która
      jednak miała ograniczony zasięg odbioru. Myślę, że łączenie spraw Kościoła i
      miasta /a raczej całej diecezji ze wskazaniem na Pragę/ to dobry pomysł. Ja w
      każdym razie życzę sukcesu.
      • andrzej_b2 Mamy drugi nr tygodnika 19.09.05, 18:12
        Przejrzałem nr Drugi tygodnika „Idźmy’ i skupiłem się na artykule Wojciecha
        Świątkiewicza; pt. „Poszła za nim młodzież”. Konstrukcja publikacji jest dobra i
        utrzymana w wartkiej, umiejętnie stopniowanej atmosferze dramaturgii. Widać w
        tym wprawione pióro Autora. Niepokoi mnie jednak podanie kilku informacji, które
        są półprawdami, a czasem rozmijają się z podanymi przez Stanisława Konarskiego –
        biografa ks. Ignacego Skorupki (Polski Słownik Biograficzny, z. 157, W-wa 1998).
        A oto one:
        1. Str. 12, szp. 3, w. 25 od dołu. „Zdolny kleryk w 1914 r. został wysłany przez
        władze kościelne do Akademii Duchownej w Petersburgu”.
        Taka informacja daje Czytelnikowi podstawę domniemania, że ks. Ignacy ukończył
        studia. W istocie jednak, w r. 1916, wskutek kłopotów rodzinnych nie zaliczył
        jednego egzaminu i stracił prawo kontynuowania nauki. (Tak, tak, nie pieścili
        się wtedy ze studentami!)
        2. Ibid., w. 2 od dołu: „Był też kapelanem ogniska Rodziny Maryi...”.
        Z racji, że publikacja znajduje się w tygodniku warszawsko-praskim, wypadałoby
        dodać, że Ognisko to mieściło się przy ul. Zamoyskiego 30, co z pewnością byłoby
        miłe każdemu Prażaninowi.
        3. Str. 13, szp. 1, w. 13 od dołu: Ciało Skorupki przywieziono do Warszawy nie
        16sierpnia, ale 17 sierpnia, jak podaje Konarski, ponadto nic nie mówi o
        mianowaniu Skorupki pośmiertnie majorem WP.
        Wobec powyższego, uważny Czytelnik staje na rozdrożu, nie wiedząc komu wierzyć,
        nieświadomy zaś wierzy bezkrytycznie podanemu słowu. I to jest problem
        kardynalny. W przypadku charakterystyk znanych postaci należałoby oczekiwać od
        Autorów nie tylko wprawnego pióra, ale i większej dbałości o prawdę obiektywną.
        W przeciwnym bowiem przypadku stają się oni nieuprawnionymi twórcami nowych kart
        historii.
        Pozdrawiam
        • pantalon Re: Mamy drugi nr tygodnika 20.09.05, 13:27
          "[...]Przejrzałem nr Drugi tygodnika „Idźmy’ [...]

          w kwestii formalnej :)
          to w koncu Idziemy czy idzmy?
          Forma idzmy jest bardziej kategoryczna :)

          sciskam

          PanTalon
          • andrzej_b2 Re: Mamy drugi nr tygodnika 21.09.05, 08:50
            Oczywiście „Idziemy”, przepraszam za przejęzyczenie.
            Przy okazji warto wiedzieć, że są dwie wersje śmierci ks. Skorupki, jedna
            heroiczna, druga, zwykła żołnierska. Ta pierwsza znana jest z komunikatu Sztabu
            Głównego WP z dn. 16.VIII. 1920 r. i podkreśla bohaterską śmierć słowami; „w
            stule i z krzyżem w ręku przodował atakującym oddziałom”. Potwierdza to ppor.
            M. Słowikowski pisząc, że wyraził zgodę na wzięcie udziału ks. Skorupki w
            ataku, i że widział moment upadku księdza. Natomiast W. Pobóg–Malinowski pisze,
            że ks. Ignacy „ ugodzony został zbłąkaną kulą w chwili, gdy w jakichś
            opłotkach, pochylony nad ciężko rannym żołnierzem udzielał mu ostatnich posług
            religijnych”. Nie mnie rozstrzygać, która wersja prawdziwa. Ważne, że obie nie
            umniejszają doniosłości czynu kapłana.
            Pozdrawiam
            • andrzej_b2 Trzeci nr tygodnika 26.09.05, 11:35
              Ks. M. Stolarczyk, Autor artykułu pt. Ksiądz zabiera głos” w Nr 3
              tygodnika „Idziemy”, podjął się jednozdaniowej charakterystyki ks. Eugeniusza
              Okonia, co przy złożoności postaci jest dość ryzykowne. Warto bowiem wiedzieć,
              że Jego bohater to niepokorny ksiądz, b. kontrowersyjna i złożona osobowość:
              działacz ruchu ludowego, poseł na sejm i radykalny w swych poglądach i czynach
              publicysta. Wraz z Tomaszem Dąbalem twórca tzw. Republiki Tarnobrzeskiej, w
              łonie której zaczął rozwijać silny ruch roszczeniowy przeciw dworom,
              właścicielom ziemskim, naczelnikom administracji publicznej i urzędnikom.
              Założyciel Chłopskiego Stronnictwa Radykalnego (ChSR), w 1919 r. poseł na sejm
              z woj. Tarnobrzeskiego. Za głoszone poglądy, na przełomie 1918/19 zawieszony
              przez kurię biskupią w czynnościach kapłańskich. Od 1920 r. wydawał
              czasopismo „Chłopska Sprawa”. Zajmował stanowisko zbliżone do lewicy sejmowej,
              co nie przeszkadzało mu krytykować rządy W. Witosa, zwalczać socjalistów,
              komunistów, piastowców, prawicę i … hierarchię kościelną. W 1927 r. po
              wygaśnięciu mandatu został aresztowany i pod groźbą wytoczenia procesu wycofał
              się z życia publicznego. W 1929 r. potępił swą dotychczasowa działalność i
              ślubował być dobrym kapłanem. Po odbyciu pokuty władze kościelne zezwoliły mu
              na wykonywanie czynności kapłańskich. To tylko daleki skrót biografii ks. E.
              Okonia. (Dane na podstawie biogramu opr. przez Witolda Stankiewicza).
              Pozdrawaiam
              • andrzej_b2 Czwarty nr tygodnika 03.10.05, 11:21
                Przeczytałem większość artykułów w najnowszym, Nr 4 „Idziemy”. Dostrzegłem w
                nim nową rubrykę „Od naszych czytelników” a w niej listy pełne pochwał, od
                których odcina się umiarkowany ton listu ks. prof. Jerzego Lewandowskiego. Do
                tej wypowiedzi i ja bym dołączył, tym bardziej, że znów dostrzegłem pewne
                nieścisłości historyczne, na które jestem uwrażliwiony. Dotyczy to informacji
                podanych w artykule Alicji Wysockiej pt. „Brzydsza połowa legendarnej pary”, na
                str. 3 „Wojna za wojną”, w którym Autorka dość swobodnie potraktowała
                chronologię tworzenia parafii na Pradze.
                W rzeczywistości parafia praska powstała w XIV w. jako parafia na Kamionie, w
                XVII w. przeniesiona do Skaryszewa , a w początkach XIX w. na Pragę. Zmiana
                organizacji kościelnej na Pradze nastąpiła w XX w. Pierwszą, wydzieloną z
                parafii praskiej (1913) była parafia MB Różancowej (ul. Białołęcka), drugą
                (1915) parafia Św. Floriana, trzecią (1917) parafia Bożego Ciała na Kamionku
                (ul. Grochowska), a czwartą (1919) parafia Najśw. Serca Jezusowego (ul.
                Kawęczyńska). Resztę szczegółów można znależć w
                www.diecezja.waw.pl/dokument.php?id=5.Pozdrawiam
                • andrzej_b2 Re: Piąty nr tygodnika 10.10.05, 10:20
                  Tygodnik >Idziemy< rozwija się, ale mam wrażenie, że zaczyna powoli ewoluować w
                  stronę mniej wybrednych gustów. Dobrze przynajmniej, że w nr 5 zrezygnowano z
                  rubryki listów od czytelników. Pełne afirmacji opinie już na początku, nie
                  powinny przesłaniać pewnej dozy samokrytycyzmu Redakcji. Osobiście odczuwam
                  niedosyt artykułów o charakterze historycznym i biograficznym. Uważam za pewne
                  niedociągnięcie, brak mocniejszego eksponowania przez tygodnik warszawsko-
                  praski związków zasłużonych dla Kościoła osób z naszą diecezją. Okazja taka
                  była pominięta przy podaniu, niestety b. zdawkowego, rysu osobowego o. Honorata
                  Koźmińskiego (s. 24). W zawiązku z tym pozwolę sobie ów rys w tym miejscu
                  uzupełnić:

                  O. Honorat Koźmiński w 1857 r. wraz z s. Zofią Truszkowską założył w Warszawie
                  zgromadzenie Sióstr Felicjanek Felicjanki, które wkrótce utworzyły liczne
                  placówki w Królestwie Polskim (obec. Prowincja Warszawska mieści się w Wawrze,
                  ul. Kościuszkowców 85). Po 1864 r. przeniosły się one do zaboru austriackiego.
                  W 1881 r. w Zakroczymiu, o. Honorat dał początek późniejszym zgromadzeniom
                  sióstr serafitek. Brał też udział w misjach organizowanych na Podlasiu przez
                  bpa Beniamina Szymańskiego, propagując tu, i w innych miejscach, kult maryjny.
                  Pod koniec życia miał wiele przykrości z powodu odstępstwa mariawitów (łac.
                  Mariae vitae – [czciciele] życia Marii) od Kościoła – pod przewodnictwem s.
                  Felicji Kozłowskiej, która w początkach swej działalności pozostawała pod
                  duchową opieką o. Koźmińskiego. Z tego właśnie powodu oskarżano go o popieranie
                  ruchu w początkowym okresie, czemu wielokrotnie dawał zdecydowany odpór.

                  Zdanie mojego komentarza na marginesie:
                  Gdyby dziś, w czasach ekumenizmu, wyłonił się ruch mariawityzmu sądzę, że nie
                  doszłoby do bolesnego rozłamu.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: KaWa Re: Mariawici IP: *.elle.com.pl 10.10.05, 18:17
                    Nie moge zgodzić sie z teza jakoby w dobie zaawansowanego ruchu ekumenicznego, doktryny
                    koscioła mariawickiego nie miałyby spowodować rozłamu w Kościele rzymsko-katolickim.
                    Wspólnota mariawitów powstała pod wpływem objawień (tzw. prywatnych) siostry Franciszki
                    Kozłowskiej, z zadaniem szerzenia kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy i ciagłej adoracji
                    Najświętszego Sakramentu. Była zgromadzeniem zarowno męskim jak i żeńskim. Początkowo
                    kapłani wyroźniali się pobożnością i bezinteresownoscią, za czym szła ostra krytyka poziomu
                    moralnego duchowieństwa. Papież Pius X rozwiązał zgromadzenie, ale mariawici nie
                    podporządkowali się tej decyzji. Z czasem reformy przeprowadzene w zgromadzeniu przez
                    teologa Jana Michała Kowalskiego nosiły wszelkie znamiona herezji, czego przykładem jest
                    szczególne "credo", zgodnie z którym modlitwa do siostry Franciszki stała się warunkiem
                    koniecznym do... zbawienia. W latach trzydziestych powstała bluźniercza modlitwa do siostry
                    Kozłowskiej "małżonki Chrystusowej, rownej Najswiętszej Marii Pannie". Warto jeszcze wspomnieć
                    o małżeństwach między zakonnicami i zakonnicami, którym nadawano status "mistycznych", a
                    potomstwo z nich zrodzone uznawano za poczęte bez grzechu z nakazu Bożego.
                    W 1938 roku nastąpił podział ruchu na dwa zwalczające się odłamy, różniące się między sobą
                    m.in. zakresem kultu dla założycielki wspólnoty i stosunkiem do wyświęcania kobiet.

                    Pozdrawiam
                    • Gość: KaWa Re: Mariawici- errata IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.05, 19:19
                      "Między zakonnicami i zakonnikami" - małżeństwa były oczywiście dwupłciowe :-)
                      • andrzej_b2 Re: Mariawici 10.10.05, 21:41
                        Chapeaux bas
                        • andrzej_b2 Szósty nr >Idziemy< 17.10.05, 11:09
                          Jestem trochę zawiedziony nr 6 >Idziemy<. Po okładce sądziłem, że będzie to nr
                          okolicznościowy, poświęcony Papieżowi. W niedzielę przecież cały Kościół i
                          wszyscy wierni w Polsce obchodzili Dzień Papieski. Jakie było moje zdumienie
                          gdy, w tygodniku znalazłem tylko kilka artykułów, gdzieś głęboko zaplątanych w
                          tekście.
                          Wyobrażałem sobie uwypuklenie pobytu Ojca św. na Pradze i w Radzyminie, może
                          wywiady ze stypendystami naszej diecezji, którzy korzystają z funduszy
                          społecznych gromadzonych z okazji Dnia Papieskiego i in.

                          W dziale moje miasto, Redakcja ciągle nie może wyjść z kręgu Centrum Pragi,
                          omijając inne jej rejony. Przykładem jest artykuł Moniki Różyckiej >Różyc,
                          czyli Syfon praski<. Odnosząc się do treści, mam wątpliwość, czy część
                          biograficzno-historyczna oparta jest o wiarygodne lektury. Używając określenia
                          > niejaki Różycki<, napisano o osobie jakby o bliżej nieidentyfikowalnej,
                          podczas gdy była to postać popularna – Nr 1 Pragi przełomu XIX/XX w.
                          Dwojga imion: Julian Józef (1834-1919), mgr farmacji, właściciel aptek,
                          filantrop i przedsiębiorca. Dzięki umiejętnemu lokowaniu kapitałów, stał się
                          już na początku kariery właścicielem aptek przy Brukowej 31 i Targowej 52.
                          Założył na terenie Pragi Kasę Groszowych Oszczędności i Bezpłatną Czytelnię.
                          Był opiekunem Ochronki Warszawskiego Tow. Dobroczynnego przy ul. Sprzecznej i
                          Ogródka Dziecięcego przy ul. Szerokiej, współfinansował budowę szpitala NMP na
                          Pradze. W 1884 r. uzyskał zgodę na założenie 8-klasowego gimnazjum męskiego
                          (proj. W.A. Kozłowski) – od 1915 r. Gimnazjum im. Władysława IV. Uruchomił
                          pierwszą w naszej dzielnicy Wytwórnię Sztucznych Wód Mineralnych. W domu przy
                          ul. Brzeskiej 16 zainstalował Krajową Fabrykę Plastrów Chemicznych. Był głównym
                          udziałowcem Tow. Budowy Kolei Dojazdowych. To za jego staraniem zbudowano
                          Kolejkę Marecką. Był właścicielem kilku posesji i domów: Targowa 52 i 54,
                          Ząbkowska 8 i 10, Brzeska 23/25. Jakby mimochodem ok. 1900 r. zorganizował
                          targowisko, wyposażone w stałe stoiska do handlu pod nazwą >Bazar Różyckiego<.
                          To tylko niektóre dokonania p. Różyckiego.
                          Kwestionowanie w artykule daty powstania >Bazaru Różyckiego< jako 1901 r.
                          wydaje się być niesłuszne. Dane na tablicy są zbieżne z informacjami Stanisława
                          Konarskiego – biografa J. J. Różyckiego, na których i ja opierałem się, podając
                          ww.
                          Pozdrawiam

                          • pantalon Rozyc 17.10.05, 13:15
                            Ksiazka i Wiedza wydala chyba w ubieglym roku ksiazke pt. Blekitny syfon (nie
                            jestem pewien tytulu) to historia bazaru Rozyckiego spisana na podstawie
                            wspomnien. Na poczatku jest czesc historyczny przyblizajaca p. Juliana Jozefa
                            Rozyckiego.
                            Ogolnie ksiazka mnie deko rozczarowala.
                            Gros materialu to wspomnienia cicnkciarzy i innych sprzedajacych w latach
                            70-tych i 80tych.
                            no ale to juz zupelnie inna bajka i zupelnie inna Praga :)

                            sciskam

                            PanTalon
                          • Gość: KaWa Re: Szósty nr >Idziemy< IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.10.05, 19:56
                            Mimo wszystko nie odczuwam niedosytu, moim zdaniem temat papieski dominuje w
                            numerze szóstym, i jakkolwiek żaden z artykułów nie odnosi się wprost do Dnia
                            Papieskiego i Dzieła Nowego Tysiąclecia jakie stworzono dla uczczenia Jego
                            pontyfikatu, to przecież czuje się Jego obecność prawie na każdej stronie. To
                            prawda, że aż się prosiło by podkreslić doniosłość wizyt Ojca Świętego po
                            naszej stronie Wisły, w katedrze św. Floriana i w Radzyminie, byłoby to
                            oczywiste dla kazdego prażanina zatrudnionego w redakcji.
                            Wspaniale Andrzeju, że przypomniałeś postać Juliana Różyckiego. Przy tej okazji
                            chaciałabym zacytować przysiegę jaką składał będąc na najniższym szczeblu
                            kariery: "Ja, niżej podpisany, Julian, syn Adama Rożyckiego, przysięgam Panu
                            Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że jako pomocnik aptekarski
                            wszelkie dotąd wydane dla aptek i osób w nich użytych przepisy, jako też na
                            przyszłość wydać się mające, z należytą ścisłością, gorliwością i sumiennością
                            wykonywać będę; słowem, tak się zachowam, jak uczciwemu i ważność powołania
                            swego znajacemu człowiekowi przystoi. Tak mi Panie Boże dopomóż i niewinna Syna
                            Twego Męko". Warszawa 4/16 listopada 1853 r.
                            Miał wtedy 19 lat, dyplom magistra farmacji uzyskał 6 lat później.
                            Cytat podaję za Piotrem Kuleszą, który dotarł do świadectwa ukończenia szkoły
                            aptekarskiej.
                            Pozdrawiam :-)
                            • andrzej_b2 W obronie pamięci 18.10.05, 09:58
                              Dziękuję, za zabranie głosu w obronie pamięci Juliana Józefa Różyckiego. Nie
                              mogę jednak oprzeć się refleksji, że los zadrwił sobie z J. J. Różyckiego,
                              bowiem nawet nie wiadomo, gdzie jest jego miejsce ziemskiego spoczynku, poza
                              tym, że został pochowany w 1919 r. na Cm. Powązkowskim.
                              • andrzej_b2 Nr siódmy Idziemy, 24.10.05, 07:48
                                jak na ironię prezentuje wyłącznie śladowe związki treści z środowiskiem
                                praskim, nie mówiąc o szerszym kontekście terytorialnym. W numerze znalazłem
                                już tylko jeden artykuł, w którym są dalekie odniesienia treści do Pragi i
                                Wawra. Pismo coraz wyraźniej ewoluuje w kierunku uniwersalizmu, z nazwy tylko
                                pozostając jako warszawsko-praskie. Najwięcej warszawskie, a najmniej praskie a
                                terytorialnie żadne. Pokazane na okładce zdjęcie, mające w swym zamyśle
                                reklamować czasopismo w środowisku wiejskim, ale ciągle warszawsko-praskim –
                                stoi w całkowitym kontraście do treści. Jak dobrze pamiętam, tygodnik nie tylko
                                miał być wydawany przez kurię warszawsko-praską, ale i zawierać stosowną
                                tematykę terytorialną.
                                Czyżbym się mylił, a może to wina moich fałszywych oczekiwań, co o tym myślicie?
                                Pozdrawiam
    • szalaput Re: Mamy nowy tygodnik! 26.12.05, 00:47
      O tygodniku „Idziemy”, czasopiśmie Diecezji Warszawsko-Praskiej

      Prośba o katolickie „M jak miłość”

      W kościołach diecezji warszawsko-praskiej księża podczas mszy odczytali dziś, 25
      grudnia 2005 r., list pasterski naszego biskupa (Sławoj Leszek Głódź) na Boże
      Narodzenie. Część listu biskup poświęcił tygodnikowi „Idziemy”, którego każdy
      numer staram się przejrzeć. Arcybiskup pisze o „Idziemy”: „Jesteśmy w tej dobrej
      sytuacji, że od kilku miesięcy mamy nasz diecezjalny Tygodnik “Idziemy”, który
      został życzliwie przyjęty przez samego Ojca Świętego. Jest to pismo dynamiczne i
      nowoczesne, którego nie trzeba się wstydzić, czytając je w miejscach
      publicznych. Cieszymy się, że jest ono obecne nie tylko w kościołach, ale
      również w kioskach, na lotnisku i w parlamencie”.

      Niech wolno mi podzielić radość Księdza Arcybiskupa, iż pismo zostało życzliwie
      przyjęte przez Ojca Świętego oraz że ma dobrą dystrybucję. I właśnie atut dobrej
      dystrybucji redakcja powinna wykorzystać do maksimum, robiąc pismo ciekawe a
      bliskie wiernym. A „Idziemy” daleko do nowoczesności i dynamiczności, przez co
      daleko mu do wielu katolików.

      Pismo dynamiczne, tygodnik katolicki, na bieżąco udziela rad, wskazówek, daje
      odpowiedzi na pytania nurtujące wiernych. Z okazji Bożego Narodzenia redakcja
      mogłaby pokusić się chociażby o następujące materiały: Jakie dzisiaj przesłanie
      dla wiernych niesie Narodzenie Pańskie? Jaki drogowskaz w życiu daje? Jaką
      ukrytą, głęboką treść zawierają kolędy? Skąd pojawiły się w Polsce
      bożonarodzeniowe zwyczaje (choinka, postna wigilia, Mikołaj)? Dlaczego Boże
      Narodzenie obchodzimy w grudniu? Przeglądając świąteczny oraz wcześniejsze
      numery odnosiłem wrażenie, że „Idziemy” adresuje swoje teksty w próżnię albo do
      czytelników, który zna niemal z imienia i nazwiska; jakby redakcja nie brała pod
      uwagę, że po pismo sięgnie taki człowiek jak ja, zbłąkana nieco owieczka.

      „Moim pragnieniem jako pasterza diecezji jest, aby Tygodnik Warszawsko-Praski
      “Idziemy” był obok Pisma Świętego cotygodniową lekturą w każdej naszej rodzinie.
      Niech zawarte w nim teksty budzą nas z duchowego marazmu. Niech pokazują dobro,
      które można i trzeba realizować. Niech mobilizują do przyśpieszenia kroku w
      drodze ku Chrystusowi. Niech będą światłem, które prowadzi do Betlejem” – pisze
      Arcybiskup Głódź.
      W pełni podzielam pragnienie Księdza Arcybiskupa, aby tygodnik był cotygodniową
      lekturą, by budził wiernych, wątpiących, zbłąkanych w codzienności. Należy
      jednak postawić pytanie, które teksty w „Idziemy” obudziły nas z duchowego
      marazmu? I czemu owe przebudzenie należy zawdzięczać?

      Proszę, by redaktorzy pisma wyobrazili sobie przeciętną warszawską rodzinę
      (badania o warszawiakach Anno Domini 2005 były omawiane w prasie). A w niej:
      rodziców pochłoniętych zarabianiem, pracą, troską o jej utrzymanie,
      zestresowanych, urobionych po łokcie w domu, zajętych dziećmi, zmagającymi się z
      codziennością w przychodniach zdrowia i szpitalach etc. W takiej sytuacji
      potrzeba naprawdę ciężkiej pracy nad bardzo dobrymi tematami, by wierni
      zmęczeni, znerwicowani, zagubieni nie sięgali po prasę czysto komercyjną.

      Proszę redaktorów „Idziemy”, by wzięli pod uwagę, że tzw. prasa komercyjna
      wymaga gigantycznej pracy. Łatwo sobie wyobrazić, że dobrze zrobiona gazeta
      katolicka wymaga jeszcze większej. Moim marzeniem jest, by redakcja zrobiła
      prasowy odpowiednik serialu „M jak miłość”, serialu, który ogląda około 10
      milionów Polaków. Ilona Łepkowska, jego twórczyni mówi („Rzeczpospolita”, 24-26
      grudnia 2005 r., rozmowa Szymona Hołowni z Iloną Łepkowską, „Godzina lepszego
      świata”):
      - „…ludzie są zagubieni w tym nowym, dzikim kapitalizmie, szukają jakiejś oazy,
      kotwicy,, małego okienka, przez które choćby godzinę dziennie będą mogli patrzeć
      na świat tradycyjnych, normalnych wartości. Przez które będą widzieli normalne,
      dobre życie”.
      - „Liczba widzów moich seriali zbliża się chyba do liczby Polaków, którzy
      regularnie, co niedzielę, chodzą do kościoła. Ale może często to ci sami ludzie?
      Którzy w szkole, w telewizji i w kościele chcą, by ten, kto do nich mówi, nie
      zatrzymywał się na sygnalizowaniu problemu, ale pokazał też jego modelowe
      rozwiązanie”.
      - „Wiem, że życie miewa i ciemne strony i wśród tysięcy uczciwych ludzi trafi
      nam się wampir. Ale ja jestem od tego, żeby wybić mu zęby. A następnie zbadać,
      czy go mamusia nie biła, czy go ktoś w dzieciństwie nie trzymał w piwnicy. I on
      się zaraz zacznie zmieniać na lepsze”.

      Dlaczego, pytam redaktorów „Idziemy”, pismo nie jest (przynajmniej w mojej
      skromnej ocenie) oazą, kotwicą, małym okienkiem? Czy nie tego życzyłby sobie
      Jezus? Czyż za takim pismem nie podążyliby wierni? Dlaczego „Idziemy” nie dość
      wystarczająco pokazuje chrześcijańskie modele rozwiązywania dzisiejszych
      problemów? Dlaczego nie pokazuje furtek do wyjścia z małych i dużych grzechów?
      Czy tylko ja tego nie widzę?

      „Idziemy” nie jest także pismem nowoczesnym. Pismo nowoczesne na bieżąco
      aktualizuje swoją stronę internetową, tymczasem aktualizacja strony
      www.idziemy.com.pl zatrzymała się w październiku 2005 r., co w przypadku
      tygodnika jest rzeczą niedopuszczalną. Tygodnik decydując się na istnienie w
      internecie, a nowoczesność tego wymaga, powinien w taki sposób dbać o stronę, by
      wierni, ateiści, agnostycy, osoby innych wyznań z chęcią wchodzili na stronę
      www.idziemy.com.pl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja