Dodaj do ulubionych

Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zmarł

17.01.06, 08:07
głupi narod. stoi i sie gapi
Kiepscy po prostu
Obserwuj wątek
      • Gość: Domcia Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: 81.210.116.* 17.01.06, 08:54
        Teraz po prostu nie ma prawdziwych zim i nie da się wylać lodiwiska na dworze.
        Pamiętam czasy, kiedy w każdą zimę chodziłam na łyżwy na takie właśnie szkolne
        lodowisko. Ale to było 20 lat temu... Takie przyjemności skończyły się mniej
        więcej 17 lat temu, kiedy się ociepliło i nawet na sankach już nie można było
        tak często zjeżdżać... Smutne, ale to tylko natura.
        Trzeba zbudować więcej sztucznych lodowisk - to jedyna rada.
        • Gość: gosik Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: *.pse.pl / *.pse.pl 17.01.06, 09:39
          w tym artykule jest przekłamanie. To nieprawda że stała tam grupa gapiów. Gapie
          pojawili się dopiero jak przyjechała karetka, straż i dziennikarze. Wczesniej
          był tylko mój tata i jakies dzieciaki. Łatwo jest wygłaszać bohaterskie gadki w
          komentarzach! Chyba nie uważacie, że grupa ludzi bezczynnie by się gapiła na
          tonące dzieci! Bezsilność i bezradność doprowadza do szału i na pewno nie
          pozwala stać bezczynnie. Nie dało się nic zrobić. Byłoby totalną głupotą, gdyby
          mój tata bez żadnej asekuracji tam wszedł, bo w pobliżu nie było nikogo innego!
        • Gość: Gość. Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: *.fuw.edu.pl 17.01.06, 10:39
          > Nie ma co zwalać na szkoły, wypadki zawsze się zdarzały i zawsze będą się
          zdarz
          > ać.

          Ale jest to ewidentna wina rodzicow. Nie dopilnowali gó..arzy.

          > Wściec się jedynie można na tych sk...ów, którzy stali obok i się gapili.

          Wygodnie tak napisać, nie? Złe geny same się eliminują, nie zamierzam narażać
          własnego życia dla czyjejś głupoty i bezmyślności.
          • Gość: Gość Wyjasnienie I IP: 195.85.249.* 17.01.06, 14:03
            Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
            pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
            zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
            miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
            jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
            się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
            jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
            dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
            zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
            moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
            tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
            na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
            nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
            przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
            niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
            przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
            dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
            • ulapod Re: Wyjasnienie I 17.01.06, 20:32
              > Jest mi przykro że zanim
              > przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
              > dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.

              To fakt. Smutne to jest.
              Ja maiłąm podobną historię. Spcerowałam z wózkiem po osiedlu i zobaczyłam w jednym z bloków ludzi na balkonach gapiących się na cos. Podchodzę a na uliczce lezy jakiś dziadek, głowę ma we krwi. Oddychał ale był nieprzytomny. Pytam się czy koś zadzwonił po pogotowie. Cisza. Proszę aby ktos zadzwonił po pogotowie (nie miałam komórki), na to jedna pani z balkonu: 'To pewnie jakiś pijak a na pogotowiu trzeba podać swój adres!' Ręce mi opadły, krzyczałam do ludzi, którzy stali na balkonach i nikt nie zadzwonił! Dopiero jedna para, która przechodziła zadzwoniła na pogotowie z komórki. Dziadek nie był na pewno pijany.
              Straciłam zupełnie zaufanie do ludzi.
      • Gość: A.W-wa Gocław Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: *.acn.waw.pl 17.01.06, 15:53
        byłam nad tym jeziorkiem wczoraj przed 16. Nic się nie działo ,ludzie jeździli
        na łyżwach, jakieś stare dziadki łowiły ryby...jakaś babcia stała sobie na tym
        lodzie z wnuczkami...lód był naprawdę bardzo cienki - przy brzegu jak się
        mocniej nadepnęło to wypływała woda. Brak wyobraźni...dobra stało się ! Ale nad
        jeziorkiem zawsze dużo ludzi! Czemu nikt nie pomógł ?!
        [*] :'(
    • mch1983 Typowa warszawska znieczulica 17.01.06, 10:29
      Jakieś 10 lat temu poszedłem w podobnym czasie na spacer z psem nad żoliborski
      kanałek.
      Towarzyszył mi ojciec i koleżanka z bloku (również wzieła psa).
      Kanałek był skuty grubym lodem, bo jeździli na nim łyżwiarze i dużo ludzi
      chodziło po nim.
      Jednka w pewnym momencie pies koleżanki - Max wpadł pod lód - chodził pod
      jednym z mostków nad kanałkiem.
      Ojciec odrazu pobiegł ratować Psa, ale zaczął zarywac się pod nim lód, bo
      ojciec ważył z 90 kg.
      Całe szczęscie, że ojciec jest wysoki więc miał możliwość "odbicia" się od dna
      kanałku i wydostanie się z psem na powierzchnie.
      NIKT Z WIDZÓW TEGO ZAJŚCIA NIE POMÓGŁ MOJEMU OJCU. WSZYSCY SIĘ GAPILI I
      ROZMOAWIALI MIĘDZY SOBĄ, A LUDZI W TYM CZASIE BYŁO SPORO NAD KANAŁKIEM.
      NIKT PALCEM W BUCIE NIE KIWNĄŁ ABY POMÓC MOJEMU OJCU.
      kompletna znieczulica.
      • Gość: Gosc. Re: Typowa warszawska znieczulica IP: *.fuw.edu.pl 17.01.06, 10:36
        > NIKT Z WIDZÓW TEGO ZAJŚCIA NIE POMÓGŁ MOJEMU OJCU. WSZYSCY SIĘ GAPILI I
        > ROZMOAWIALI MIĘDZY SOBĄ, A LUDZI W TYM CZASIE BYŁO SPORO NAD KANAŁKIEM.
        > NIKT PALCEM W BUCIE NIE KIWNĄŁ ABY POMÓC MOJEMU OJCU.

        Widocznie wsrod ludzi znalazl sie tylko jeden idiota - Twoj ojciec. Nie
        zamierzam popełniać samobojstwa i zostawiac rodziny dla jakiegoś pasa.
        • Gość: kizia Re: Typowa warszawska znieczulica IP: *.aster.pl 17.01.06, 11:11
          te wszystkie jeziorka sa mocno eksploatowane, szczegolnie w ferie

          jesli przez tydzien trzyma -7 i jezdzi na lyzwach kupa ludzi, to mozna sie nie
          obawiac - jak widac pozornie. ale skoro takie sa fakty - ze lodowisk mamy za
          malo, a lud (dzieci) spragniony sportu - to w zimie jeziorka moglyby byc w jakis
          sposob monitorowane czy zabezpieczane. tak jak strzezona plaza - ratownik (z
          bojerem? z sankami?) i flaga: jest -7. w koncu to mieszkancy miasta korzystaja z
          tego, wladze dzielnicy doskonale o tym wiedza i moze lepiej promowac bezpieczne
          lyzwiarstwo niz kazac 'gowniarzom' siedziec w domu?

          dobre "rozwiazanie" (w cudzyslowie, choc ten park ktos kiedys zaprojektowal z
          glowa!) jest w parku skaryszewskim: male jeziorko (nie mowie o kamionkowskim) ma
          max 1 metr glebokosci, wiec nawet jak lod sie zalamie, to mozna sprobowac wylezc

          do jeziorek czesto spuszczana jest tez ciepla woda - z roznych przyczyn. powinno
          to byc monitorowane, przeciez robi to ktos, jakas instytucja, a nie duchy

          kiedys na wisle funkcjonowaly legalne strzezone kapieliska i to jest taka sama
          historia

          do roboty dzielnicowe mloty! organizowac dzieciom ferie, a nie grzac sie przy
          biureczkach! dyzur strazakow nad jeziorkiem i juz byloby bezpieczniej
          • Gość: Jerry Re: Typowa warszawska znieczulica IP: *.chello.pl 17.01.06, 15:51
            Na kanałku na Kępie Potockiej jest genialny lód i jest bezpiecznie.Jeżdzimy tam
            z dziećmi na łyżwach od wielu lat. Większość kanałku jest płytka do 0,5m -ale są
            miejsca gdzie jest głębiej. Moim zdaniem miejsca głębsze powinny być trwale
            oznakowane, natomiast tam gdzie lód jest prawie do dna-czyli na ogromnych
            obszarach kanałku - miejsca te powinny być zagospodarowane - wystarczy je
            oznaczyć oraz zbudować(postawić) kilka ławek. Ideałem byłoby, gdyby wyrównać
            taflę lodu urządzeniem do tego przeznaczonym-otrzymalibyśmy setki metrów
            kapitalnego lodowiska- ale i bez tego jest super! Brakuje jednak tej
            organizacji-i wiary, że ktoś czuwa nad bezpieczeństwem. Ciągle nagłaśnia się
            lodowisko pod Pałacem-jaka to dobroć dla mieszkańców-a nie dostrzega
            zmarnowanych możliwości zagospodarowania naturalnych-jakby stworzonych do
            rekreacji-obiektów.
      • Gość: Swiadek Sprostowanie IP: 195.85.249.* 17.01.06, 13:53
        Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
        pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
        zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
        miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
        jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
        się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
        jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
        dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
        zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
        moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
        tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
        na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
        nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
        przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
        niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
        przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
        dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
      • Gość: kiza jeszcze o monitorowaniu IP: *.aster.pl 17.01.06, 11:17
        w holandii odbywaly sie kiedys cale maratony lyzwiarskie po kanalach (o ile zima
        pozwalala) - jestem pewna, ze w jakis sposob monitorowane i zabezpieczane.
        promujmy bezpieczny sport w miescie (a wiele dzieci nie wyjezdza) w miare
        mozliwosci. publicznych lodowisk doczekamy sie za 50 lat, a wladze dzielnic po
        prostu udaja, ze nie wiedza o eksploatacji jeiorek. to nas cofa o nastepne 50 lat :)
        • Gość: kizia strzezonego pan Bog strzeze IP: *.aster.pl 17.01.06, 12:47
          ludzie reaguja jak ludzie. przecietnie, normalnie, jak zawsze. ja bym ich nie
          potepiala, tak to jest

          nalegam, zeby redakcja zastanowila sie nad teza "strzezonych jeziorek". niechze
          dzielnice cos organizuja i beda odpowiedzilane takze za rozrywkowo-rekreacyjna
          czesc zimowego zycia, skoro juz naturalnie dostaly taka fajna rzecz jak
          jeziorka, ktore tylko zaniedbuja i "udziczaja" z rownie durnej bezwladnosci i
          lenistwa, jak ten bierny tlumek stojacy na brzegu

          patrole policji spisujacej pijacych piwko nad jeziorkiem na goclawiu spotkac
          mozna nawet o 22. niech sobie pija to piwko. lepiej by popilnowali lyzwiazy
          miedzy 8 a 16, kiedy rodzice w pracy



      • Gość: Gość JA MAM IP: 195.85.249.* 17.01.06, 13:55
        Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
        pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
        zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
        miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
        jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
        się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
        jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
        dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
        zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
        moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
        tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
        na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
        nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
        przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
        niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
        przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
        dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
      • Gość: Swiadek Wyjasnienie IP: 195.85.249.* 17.01.06, 13:54
        Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
        pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
        zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
        miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
        jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
        się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
        jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
        dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
        zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
        moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
        tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
        na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
        nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
        przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
        niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
        przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
        dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
      • Gość: naka Re: Dlaczego gapie mu nie pomogli?? IP: *.chello.pl 17.01.06, 14:15
        moze twoim zdaniem wszyscy powinni rzucić sie na lód, bo w końcu każdy kiedyś
        oglądał jakiś film akcji typu "rambo", więc tym samym można powiedzieć, ze
        kazdy jest fachowo przeszkolony do akcji ratowniczych na lodzie??!

        a moze chodzi o to zeby kazdy wskoczył od wody - żeby po 15 minutach potrzebne
        było 15 karetek a nie 2???

        idz na jakikolwiek kurs pck dotyczący pierwszej pomocy to sie dopwiesz ze jesli
        jest zagrożenie życia dla ratownika, to musi czekac na fachową pomoc - bo
        martwy ratownik to nie ratownik!

        najpierw zadaj sobie pytanie co bys zroibil/zrobila w tej sytuacji a dopiero
        pozniej krytykuj innych!
    • Gość: Świadek Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: 195.85.249.* 17.01.06, 13:43
      Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
      pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
      zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
      miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
      jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
      się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
      jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
      dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
      zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
      moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
      tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
      na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
      nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
      przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
      niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
      przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
      dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
    • Gość: Swiadek TO NIE TAK IP: 195.85.249.* 17.01.06, 13:45
      Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
      pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
      zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
      miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
      jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
      się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
      jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
      dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
      zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
      moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
      tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
      na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
      nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
      przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
      niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
      przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
      dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
    • Gość: Gość TAK NAROD JEST GLUPI IP: 195.85.249.* 17.01.06, 13:55
      Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
      pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
      zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
      miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
      jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
      się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
      jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
      dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
      zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
      moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
      tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
      na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
      nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
      przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
      niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
      przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
      dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
          • tvtotal2 Re: Czym jest życie? dwie postawy, 17.01.06, 20:54
            te dwie wypowiedzi: Moniki i Geronimo obrazują sytuację, rolę jakąodegrali
            zgromadzeni na brzegu. Monika trzeźwo i asekuracyjnie, Geronimo społecznie i
            solidarnie. Która postawa słuszniejsza? Trudne ocenić, a na pewno dyskutować.
            Gdyby dorośli zgromadzeni tam wiedzieli, ze woda ma głębokosść 1,5m, to każdy by
            tam wskoczył - ale to ryzyko nie posiadając takiej wiedzy. Wiele było zdarzeń,
            że spontaniczny ratownik ponosił śmierć - zaś wytyczne ratownictwa jasno mówią
            >> najpierw bezpieczeństwo ratownika.

            Głosy, żeby tych którzy byli zgromadzeni przy brzegu pociągać do
            odpowiedzialności karnej za bezczynność to bzdura. Z takiej nauki wnioski mogą
            być taki: widzę jakąś tragedie >> odwracam sie na pięcie i byle oddalić się
            przed przybyciem służb.

            Gapie - stali. A co mieli robić? Zadzwonić po pomoc i pójść na obiad? Stali i
            tyle. A wogle to warto zainteresować sie zagadnieniami z zakresu psychologii
            tłumu. Powiem tyle >> zachowali się typowo, choć chwała bohaterom, którzy w
            takich chwilach ratują cudze życie za wszelką cenę. Ten chłopiec który utonął -
            on własnie wskoczył aby ratować młodszego. Młodszy przeżył, ratownik nie...
          • Gość: Ktoś Re: Czym jest życie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 22:24
            > Monika,
            > Nie powinnaś tak myśleć . Czy jeśli to twoje dziecko topiłoby Sie pod lodem
            > powinienem je ratować czy nie? Dziecko to dziecko tak jak życie to życie nie
            > można tak mówić . Każdy powinien wszystko, co w jego mocy, aby pomóc...

            Różnica jest taka, że moje dziecki nigdy nie znalazłoby się lodzie. Za bardzo
            kocham moją żonę, aby ją zostawić samą.
          • Gość: Monika Re: Czym jest życie? IP: *.europe.hp.net 18.01.06, 08:47
            Masz rację, każdy powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, by pomóc. Ale jeśli
            sytuacja zostanie przeze mnie oceniona jako zbyt ryzykowna, to czy powinnam
            ponieść to ryzyko? Moim zdaniem nie. Nie oznacza to też, że jestem osobą, która
            nie chce pomagać innym, która odwróci się na pięcie i udaje że nie widzi. Po
            prostu zawsze trzeźwo oceniam sytuację i nie ryzykuję.
            Sporo osób tu mówi, że ludzie potrafią tylko stać i się gapić, a ciekawe jak oni
            zachowaliby się wobec takiego ryzyka. Bo krowa która dużo ryczy.....
      • Gość: gosik Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: *.pse.pl / *.pse.pl 17.01.06, 16:27
        zrozum, tam nie było nikogo, kto mógłby pomóc! Był tylko jeden mężczyzna i
        dwójka innych dzieciaków! Nie miał kto pomóc, myślisz że oni nie próbowali???
        Oczywiście, że próbowali, ale nie narażali własnego życia! Jeśli jest jedna
        dorosła osoba, to tylko nie ma możlwiości ratowania, bo było wręcz wiadome, że
        lód się zarwie a nie było asekuracji drugiej dorosłej osoby. jak przyjechali
        policjanci przystąili do ratowania - było ich dwóch więc jeden drugiego mógł
        trzymac za nogi. Dzięki temu jednego chłopaka udało się uratować. Gapie zeszli
        się dopiero, jak policjanci zaczęli akcję. wcześniej nie było tam nikogo oprócz
        wspomnianych wyżej.
        • toja_73 Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm 18.01.06, 10:40
          1. dookola jeziora rosnie cala masa malych drzewek, zamarzniete bardzo latwo
          zlamac (szczegolnie jak sie wazy 90 kg) i podrzucic tonacym..
          2. tuz przy jeziorku jest budowa, otoczona ogrodzeniem z blachy. Wyjecie jednego
          kawalka nie jest specjalnie trudne - 5 minut to az nadto, a 20??
          3. na tym jeziorku "w dawnych czasach" jezdzila na lyzwach masa ludzi, tak jak w
          pobliskim Parku Skaryszewskim. Teraz czesto przesiaduja tam wedkarze, choc w tym
          roku jeszcze sie ich nie widuje - ogolnie rzecz biorac, jak oni sa, to znak, ze
          lod jest gruby.
          4. nie wierze, zeby przez te 20 minut nikt poza jedna osoba i dziecmi tam nie
          przechodzil, takie cuda to w tamtym miejscu tylko w nocy moga sie przytrafic.

          S.
    • Gość: Geronimo Czy tak powinno byc? IP: *.chello.pl 17.01.06, 19:24
      Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
      pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
      zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
      miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
      jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
      się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
      jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
      dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
      zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
      moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
      tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
      na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
      nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
      przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
      niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
      przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
      dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
    • Gość: G Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmni IP: *.chello.pl 17.01.06, 19:33
      Byłem tam i brałem udział w całej akcji przynajmniej do jakiegoś etapu. Po
      pierwsze znalazłem się tam zaraz po przyjeździe policji. Jakaś kobieta
      zatrzymała mój samochód krzycząc abym pomógł dzieciakom bo się topią . Ponieważ
      miałem drabinę ( niestety małą ) w samochodzie zabrałem ją i pobiegłem nad
      jeziorko. Policjantów było dwóch z czego tylko jeden leżał na lodzie szarpiąc
      się z pierwszym dzieciakiem. Już wtedy nie widziałem drugiego chłopca. Prawdą
      jest że policjant wykazał się dużą odwagą wchodząc na lód. Udało mu się
      dociągnąć pierwszego chłopca do brzegu. Właśnie w tym momencie przejąłem go i
      zacząłem rozbierać z mokrych ciuchów nałożyłem na niego kurtkę policjanta i
      moją. Potem pojawił się jakiś facet z folią i owijaliśmy chłopaka aby nie
      tracił ciepła następnie zanieśliśmy go na mojej drabinie do karetki pogotowia
      na tym moja rola się skończyła. Niestety pierwszy wóz strażacki nie posiadał
      nurka nie wiem dlaczego dopiero kolejny przyjechał z nim, pierwsza karetka
      przyjechała moment po pierwszym wozie strażackim
      niestety druga błądziła po osiedlu z 10 min. Jest mi przykro że zanim
      przyjechałem nikt z gapiów ( oprócz policjantów ) nie pomagał w wyciagnięciu
      dzieci z wody to straszne że żyjemy w takim społeczeństwie.
    • goody przeciez mamy becikowe! 17.01.06, 22:24
      czyli zamiast edukowac bedzie sie dzieci produkowac. to dziecko zginelo przez glupote rodzicow i innych doroslych, ktorzy nie nauczyli lub/i nie pomogli ale oni sobie zrobia nastepne dzieci wiec wyjdzie na zero.

      rozpacz.
    • Gość: naka Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: *.chello.pl 17.01.06, 23:40
      a co może zrobić człowiek który nie ma żadnego doświadczenia i przeszkolenia??
      rzucić się do tej "1,5 metrowej" wody??

      czy by było lepiej - gdyby jeden z gapiów w pierwszym odruchu rzucił do "1,5
      metrowej" wody, a po chwili on sam by potrzebował pomocy - przypmina to znaną
      historię - jak w egipcie wpadła kura do studni - a na ratunek pospieszył jej
      właściciel, następnie jego brat, szwagier i teść - wszyscy utonęli w studni, a
      strażacy uratowali kurę.

      wszyscy krytykują, że nikt nic nie zrobił - ale odpowiedzcie sobie SZCZERZE -
      co byście zrobili widząc to zdarzenie.
    • Gość: Milenka Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: *.acn.waw.pl 17.01.06, 23:45
      Gdyby nie ludzie Tomek by żył...przecież to byli mieszkańcay tamtejszej okolicy
      wiedzieli że jeziorko ma półtora metra głębokości...ale po co lepiej popatrzec
      cholerni gapie 20 minut bezczynnego stania i patrzenia na śmierć :(...policjanci
      to bohaterowie nie wiedzieli przeciez co ich czeka...oby takich funkcionariuszy
      jak MARCIN I GRZEGORZ było ow iele wiele więcej...podziwiam was panowie

      [']
    • Gość: Mr G WINĘ PONOSZĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE RODZICE!!! IP: *.acn.waw.pl 18.01.06, 01:37
      Życie ukarało ich bardzo srogo. Starcili dziecko - największy skarb!!!!
      Szczerze mówiąć mocno bym się zastanawiał czy wskoczyć na ratunek (nie zważając
      na swoje bezpieczeństwo) z prostej przyczyny MAM DLA KOGO ŻYĆ !!!!!!!!!
      Nie zapominajmy że lód/jeziorko/kanał to jakby nie patrzeć "żywioł - Woda" tylko
      uśpiony bo nigdy nie wiadomo co się kryje pod lodem - jest metr wody czy 20 m a
      może wystające ostre pręty nikt tego nie wie.
      A gapie są zawsze i wszędzie. Tacy jesteśmy - fascynuje nas "groza". Wiele jest
      głosów że ratowałbym - skoczył bym na lód, a pewnie jeśli do zdarzenia by doszło
      nikt z tak potępiających tych gapiów nie kiwnął by nawet palcem.
      Szkoda tylko tego bezsensownie "zgaszonego" życia ludzkiego - szkoda [i]
    • Gość: Ntla głupota IP: *.chello.pl 18.01.06, 08:26
      gdyby nie głupota chlopcow ...gdyb oni nie wchodzili na ten lod i nie wariowali
      (lod na takim mrozie nie zarwal by sie od tak) Ci chlopcy zyli by...
      a gapie sa wszedzie tylko szkoda tylu ich bylo i nikt nie pomogl...takie
      czasy..zawsze mosisz liczyc tylko na siebie bo na kogo innego??
      • kajkai Re: głupota 18.01.06, 10:03
        Człowiek to stworzenie stadne...
        Jego reakcja jest uzalezniona od reakcji reszty stada.
        Im więcej osób tym mniejsze prawdopodobienstwo jakiegos dzialania...
        • Gość: abc Re: głupota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.06, 01:17
          zgadzam sie z Toba.
          Tak rzeczywiscie jest.Ja tez nie wskoczylabym,nie weszla na lod bo uwazam tak
          jak wiekszosc,ze byloby tylko wiecej ofiar ale do cholery przeciez to nie
          pustynia!
          Czy tak ciezko wziac galaz,cokolwiek,obok budowa...
          Moja pierwsza mysl byla wslasnie taka-dlaczego nikt nic nie podal?
          Nie piszcie,ze inaczej by sie kazdy zachowal gdyby tam byl,bo naprawde to nie
          jest tak.NIe jest trudno podac cokolwiek aby te dzieci mogly sie zlapac.
          To nie jest wina rodzicow.To nie byly male dzieci ktorych trzeba pilnowac.
          Ja tym rodzicom wspolczuje z calego serca.
          Jest to wina wylacznie gapiow ktorzy naprawde mogli pomoc.
          Oni nie mieli zadnego odruchu.
          Mial go dopiero ten,ktory tu opisuje te akcje i dwaj policjanci.
          Oby wiecej takich ludzi.
    • Gość: Roberto Re: Wypadek na zamarzniętym jeziorku, chłopiec zm IP: 217.17.37.* 19.01.06, 11:11
      Szkoda chlopakow ale jest to niestety skutek uboczny zmotoryzowanego
      spoleczenstwa. A co ma piernik do wiatraka? Zapyta sie niejeden z was,
      nieprawdaz? Otoz, kilkanascie lat temu na boisku szkolnym bylo rokrocznie
      wylewane lodowisko. Od kilku lat na jednym boisku parkuja samochody a drugie
      jest sluzy jako plac manewrowy nauki jazdy. I tak postepujaca ekspansja
      motoryzacyjna powoduje wzrost smiertelnosci nie tylko na drogach.
      • mazeb do Roberto/i inne odniesienia 19.01.06, 15:24
        >Otoz, kilkanascie lat temu na boisku szkolnym bylo rokrocznie
        > wylewane lodowisko.

        ----ale to bylo kilkanascie lat temu - zima sie zmienila! - wyjatkowo teraz
        mamy takie mrozy (-10)...
        Lodowisko na boisku juz sie nie utrzyma przez cala zime... Tez zaluje lodowiska
        na boisku, ale czasy sie zmienily...

        Co do innych:
        ----tez mialam skojarzenie z "Dekalogiem" Kieslowskiego, ech.

        ----moze jednak WOŚP - i plany zapoznania uczniow z tematyka pierwszej pomocy -
        wejda w zycie i dzieki temu kolejni chlopcy nie beda ginac na jeziorkach; bo
        jesli uczen bedzie mial taki przedmiot w szkole, to:
        1. nie bedzie wlazil na nieznany lod, oby!
        2. rodzice sie tymi zajeciami zainteresuja, oby! i poszerza swa wiedze...

        ---zamiast pomstowac i gdybac, pomodlmy sie za chlopca i jego rodzine... Tlumu
        sie nie zmieni.

        ---sama bije sie z myslami, co bym zrobila (bylam harcerka, jestem dosc
        sprawna, ale... mam dwuletnie dziecko). Musialabym tam byc, bo na sucho
        przewidziec sie nie da...

        ----kolejna rzecz - INFORMACJA - nie kazdy lod jest bezpieczny, nawet na
        plytkim stawie - szczegolnie w miescie - wplywajaca do stawu woda moze byc
        ciepla, a to narusz lod, poza tym niektore zbiorniki to tylko "spowolniona"
        rzeczka, czyli woda w ciaglym ruchu itp., itd.

        to tyle moich "madrosci".
        Dzieciaki i mlodziezy - badzcie ostrozni.
        Dorosli - badzcie doroslymi...

        pozdrawiam
        M.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka