Dodaj do ulubionych

Polskie dziwactwa

18.06.05, 17:24
Popytajcie swoich angielskich mężów/partnerów/żony/przyjaciółki/znajomych co
dziwi ich w nas, w Polsce, naszym jedzeniu, itp...
Obserwuj wątek
      • agazat Re: Polskie dziwactwa 19.06.05, 10:27
        Herbata z cytryna.
        Brak czujnikow przeciwpozarowych w mieszkaniach.
        Gniazdka w lazience.
        Fakt, ze w niewielkim mieszkaniu moze mieszkac rodzina z trojka dzieci.

        Oj, i wlasnie mi sie przypomnialo ... Polski chleb. Kupowalam takie male
        podluzne bochenki zytniego chleba pod nazwa "Firmowy". Kiedys Andrew sam sobie
        robil sniadanie, ja bylam w pracy i pech sprawil, ze akurat w chlebie byl
        zakalec, mokry i wstretny. Biedak go zjadl, bo myslal, ze to juz taka natura
        polskiego chleba i do tej pory ma uraz.

        I jeszcze jedno, jak kupil najdrozsze piwo w Lublinie. Czy zauwazylyscie, ze tu
        w UK jak sie wrecza pieniadze do placenia to sie mowi "thank you"?? No wiec w
        Polsce Andy placil za piwo, dal kelnerce banknot 20 zl i powiedzial "dziekuje"
        (to z jego niezbyt bogatego polskiego slownika). Kelnerka radosnie sie
        usmiechnela, odpowiedziala "o, dziekuje bardzo" i Andrew reszty nie zobaczyl. A
        piwko kosztowalo tylko 6zl.
        • lol21ndm Re: Polskie dziwactwa 19.06.05, 13:28
          Pociesz Andrew - nie On jeden. Juz kiedys o tym pisalam na innym forum, wiec
          nie bede sie powtarzac, ale i mi sie przydarzylo w ten sam sposob dac
          nieswiadomy napiwek w restauracji. Placilam za dwudaniowy obiad + picie, za
          trzy osoby, a napiwek wyszedl poltora raza wiekszy niz rachunek... Grr...
    • deadeasy Re: Polskie dziwactwa 19.06.05, 10:55
      1. Rozmowy Polakow brzmia dla niego jakby za chwile rozmawiajacy mieli rzucic
      sie sobie do gardel - a oni tylko o pogodzie rozmawiaja.

      2. "Salatka" serwowana do wszystkiego nawet do "chinszczyzny".

      3. Zalewanie pizzy galonami ketchupu.

      4. Ludzie wydaja sie zbyt zabsorbowani tym co robia i nie maja czasu na
      przystaniecie i zagadanie (sprzedawcy do klientow i nawzajem). Nie maja czasu
      na drobne uprzejmosci i usmiech.

      5. Grupy mezczyzn w srednim wieku gromadzacych sie w waskich uliczkach albo na
      tylach domow pijacych piwo, wino.

      6. Mezczyzni siedzacy razem w kawiarence pijacych kawe i jedzacy paczki albo
      inne W-Z'ki.

      • jagienkaa Re: Polskie dziwactwa 19.06.05, 14:22
        deadeasy - mój mąż ma prawie identyczne spostrzeżenia, zwłaszcza z tą surówką -
        do teraz ma jakiś uraz:)
        zaraz męża popytam co jeszcze mu przeszkadza - mieszkał w Polsce kilka lat, to
        na pewno ma kilka ciekawych komentarzy.
        • jagienkaa Re: Polskie dziwactwa 20.06.05, 22:40
          oprócz tych, co wy wymieniałyscie, mój mąz dodał że wszystkie kolejki w Polsce
          są w kształcie banana - że się najpierw stoi zaraz za kimś (najlepiej
          podsłuchując) w linii prostej a potem kolejka zakręca.
          I dlaczego jest mleko w woreczkach?
          zdenerwował mnie, wygoniłam go;)
          • neeki Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 19:39
            to mleko w workach to dla mnie takze jakis nieodgadniony fenomen. ani to wygodne
            ... pamietam jak moja mama sie przy nim upierala dlugo jeszcze po tym jak
            pojawily sie mleka w kartoniku. ze niby zdrowsze. ale jak moja mama sobie cos do
            glowy wbije ;)
    • derka1 Re: Polskie dziwactwa 19.06.05, 16:56
      Czasami sobie mysle, ze moj maz, absolutnie rasowy Anglik, w poprzednim
      wcieleniu byl Polakiem, bo wszystko co polskie mu odpowiada i nic nie dziwi,
      wszystko oprocz jednego; pojac nie moze dlaczego mezczyzni z tej samej rodziny
      (ojciec, dziadek, bracia, wujowie itd) czasami caluja sie na powitanie i
      pozegnanie.
      Jest absolutnie przerazony gdy po przyjezdzie do Polski, tato moj, czy dziadek,
      rzucaja sie na niego z nieukrywana radoscia :-))
      • agazat Re: Polskie dziwactwa 19.06.05, 18:10
        Jagienka napisala w innym linku, ze nie ma gdzie isc na lody. Bo w Polsce pelno
        jest takich miejsc, gdzie mozna po prostu wypic kawe i zjesc ciacho, o roznych
        porach dnia. Mojego meza zawsze dziwilo, ze ja z kolezankami szlam na kawe (i
        ciacho obowiazkowo)nawet poznym popoludniem, kiedy dla niego to beer o'clock. I
        nie rozumie, ze na kawe i ciacho z psiapsiolkami kazda pora jest dobra. Jak ja
        za tym tesknie!!!!!!
    • effata Re: Polskie dziwactwa 20.06.05, 09:24
      Oto co dziwilo moich angielskich znajomych:

      1. maly fiat 126 (ale to chyba ewenement nie tylko dla Anglikow)

      2. "kiosk" - taka mala budka, cala okratowana, w ktore siedzi pani i sprzedaje
      wszyskto od gazety po szampon pokrzywowy

      3. fakt, ze malo kto uzywa rodzajnikow i ze dla Polakow 'book', 'a book' i 'the
      book' to jedno i to samo (uwazali, to za jedno z najwiekszych 'zaburzaczy'
      komunikacji)

      4. to, ze mimo iz jestesmy biednym krajem nikt nie oszczedza ani wody, ani
      pradu i ze nikt nie segreguje smieci (generalnie rzecz biorac)

      5. bazar w samym centrum stolicy

      6. to, ze Polki zawsze sa 'odstawione' na tip-top, jakby szly na nie wiadomo
      jaka impreze, a to tylko 'wyprawa' do pobliskiego warzywniaka (przesadzali,
      moim zdaniem)

      7. calowanie kobiet w reke

      8. ze jemy cos takiego jak kasza gryczana (kojarzylo sie im to z pasza dla
      swin :)))
      • deadeasy Re: Polskie dziwactwa 20.06.05, 09:40
        > 6. to, ze Polki zawsze sa 'odstawione' na tip-top, jakby szly na nie wiadomo
        > jaka impreze, a to tylko 'wyprawa' do pobliskiego warzywniaka (przesadzali,
        > moim zdaniem)


        ha-ha

        Moj maz zauwazyl to samo. Szosta rano a Polskie kobiety "odwalone", fryz
        zrobiony, makijaz (ehem!) "widac" ;) - stoja w kolejce w spozywczym.
    • mama5plus Re: Polskie dziwactwa 20.06.05, 15:54
      Moj w zasadzie jest caly zachwycony Polska
      ale wiem, ze w czasie pobytu gdy odwiedzalismy
      licznych krewnych i znajomych zalazlo mu powaznie za skore
      ostre namawianie do jedzenia.

      Szczegolnie nabral awersji
      do `polskiego dania narodowego`;): chleb, wedlina i pomidor z cebulka ;)
      I nakladanie na talerzyk przez gospodarza i gospodynie na zmiane ;)
      A ze mama (jego wlasna) go uczyla, ze jedzenia sie nie zostawia to jadl
      wszystko co mu nalozyli. Az sie biedny zle poczul :/ ;)
      Poza tym chmary komarow i much, ktore gonil wieczorami,
      nie wyobrazajac sobie spania w pokoju, w ktorym takie cudo latalo .
      Mucha i sio to slowa ktore do dzis swietnie pamieta - wlacznie z odpowiednia
      gestykulacja i akcentem ;)
      Z innych jeszcze: sliczne, spi, nie spi, je nie je, jedz, jedz jedz!!!! ;)

      A w najwieksze oslupienie wprawila go promocja przed jednym z lodzkich sklepow.
      Zostal zaczepiony przez dziewczyne zachecajaca do zakupu wody kolonskiej.
      Dziewcze produkuje sie po polsku bez przystanku.
      Ja sie nie wtracam ;)
      Wreszcie udalo mu sie wtracic slowko a raczej zapytac mnie o co chodzi.
      Tu dziewcze zawiedzionym glosikiem cos w stylu (dalej po polsku oczywiscie):
      ooo pan z Anglii!!! To tam ma lepsze kosmetyki a nie takie g**** jak nasze :/

      :DDD Swietna reklama ;)

      • edavenpo Re: Polskie dziwactwa 20.06.05, 20:34
        Moj Liam ogladal z zainteresowaniem polska telewizje mimo ze po angielsku ni w zab.

        Po paru dniach zapytal dlaczego w polskiej telewizji jest tylu ksiezy i facetow w trzyczesciowych
        garniturach...?

        Okazalo sie ze chlopak jak sam wlaczal telewizor to TV Maryja wskakiwala na jedynke bo moja mama
        zle zaprogramowala telewizor ;-))))))))

        • akamas Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 00:12

          Lektor czytajacy (od lat) dialogi w filmach. Czyta tym samym monotonem role
          kobiece, measkie i malolatow. Zawsze jest wielka uciecha z tego powodu :)

          Herbata w szklankach.

          Ilosc pochlanianego chleba. Namawianie do jedzenia i ze 'nie' znaczy 'tak' przy
          stole.

          Picie niepasteryzowanego mleka (na wakacjach).

          Zjezdzanie na pobocze jezdni (poza pas) zeby inni mogli wyprzedzic.

          Dawno temu horror i ilosc komentarzy od obcych osob a ulicy na widok
          naszych 'nie ubranych' dzieci jesienia tzn bez czapek i cieplych kurtek :)


      • deadeasy reklamy papierochow 29.06.05, 23:12
        Przypomnialo mi sie a propos reklam. Tesciowej (zagorzalej palaczce) oczy o
        malo na szypulach nie wyszly kiedy bawiac w Polsce, siedzac w pewnej klubio-
        kawiarni zagadala nas jedna dziewczyna promujaca papierosy. Dala Annie cala
        paczke na sprobowanie. Rzecz nie do pomyslenia w Anglii bo tu sie nie rekamuje
        papierosow nawet na "bilbordach" - nie mowiac o wciskaniu paczek papierosow
        wszystkim napotkanym osobom.
        :)
      • agazat Re: Polskie dziwactwa 20.06.05, 23:01
        Moj za to pol na pol Anglik i tasmanski Australijczyk, ale dusza w nim czysto
        angielska ... Polski boczek to nie to samo ....
        Kiedy przyjechal do Polski moze 3 raz, pojechalismy na Wielkanoc do moich
        rodzicow. I co?? I on myslal, ze cale to nasze biesiadowanie bylo na jego
        czesc!!!! Zaliczyl z moja rodzina 3 Wielkanoce i 2x1 listopada (tak sie sklada,
        ze zwyczaj rodzinny kaze spotkac sie przy stole wieczorem), ale nie wiem, w
        ktorym dokladnie momencie dotarlo do niego, ze te cale imprezy/wyzerki to nie z
        powodu jego przyjazdu.
    • gosiash Re: Polskie dziwactwa 29.06.05, 23:44
      1. Mój mąż zwrócił mi na to uwagę i teraz też mnie to do szału doprowadza, że w
      sklepach często (zbyt często) nie mają wydać reszty. I to bez względu czy się
      podaje 100, 50, 20, czy 10 złotych. Nie mówiąc już, że jak jest końcówka 99
      groszy to najczęściej pytają o te 99 groszy zamiast wydać 1 grosz! Tu może
      przesadziłam, ale chodzi mi o zasadę, że łatwiej byłoby wydać resztę, niż tą
      końcówkę w portfelu znaleźć. No i pomimo, że się intensywnie odzwyczajam, to
      jeszcze zdarza mi się, że chcę tu w Anglii tych końcówek szukać, zamiast
      spokojnie czekać na wydanie reszty.
      2. Może nie do końca dziwactwo, a raczej udogodnienie - ilość taksówek w Polsce
      (przynajmniej w Warszawie). Rzadko kiedy trzeba czekać dłużej niż 10 min, lub
      wystarczy machnąć ręką.
      • deadeasy Taksowki 29.06.05, 23:51
        To rzeczywiscie, tu w Liverpool dzwonie do firmy, slysze bedzie "as soon as" i
        czekam 20 minut i mnie szlag trafia; raz "zapomnieli" na lotnikso w
        Manchesterze przyjechac (musielismy czekac, oprocz tego co juz wystalismy,
        dodatkowa godzine). W Polsce jak powiedza "5 minut" to jest 5 minut i biora
        tego pasazera, ktory zamowil taryfe a nie piwrszwgo lepszego podchmielonego.
        :)
      • deadeasy dziwactwa juz historyczne moze :o) 30.06.05, 00:18
        O linoleum juz marudzilam w Angielskich dziwactwach.

        Czas przyszedl na boazerie. U mamy do tej pory przedpokoj jest "w drewnie" -
        nosze sie z zamiarem pomalowania wszystkiego na bialo z dodatkiem zotlych
        elementow albo blekitnych. Na razie przedpokoj wyglada jak ciemna nora.

        Kula u nogi w supersamie w postaci obowiazkowego koszyka (zluzowalo sie juz na
        szczescie).

        Regaly z "barkiem". Do dzis mam awersje do tego typu umeblowania. :o)

        Brak zaslonki w lazience przy wannie, biorac prysznic zalewalo sie cale
        pomieszczenie.

        Puszczenie psow samopas na masowa skale (sama nie jestem bez grzechu).
        :o)
        • eballieu Re: dziwactwa juz historyczne moze :o) 30.06.05, 12:28
          1. calowanie sie mezczyzn przy roznych okazjach, a ze w Wigiliach pracowniczych
          uczestniczyl kilka razy to sie scalowal na cale zycie:) (Wlosi tez tacy
          wylewni, Francuzi)
          2. ze na weselach tradycyjnych wszystko stoi na stole. Ze od razu jest wedlina,
          ryba w galarecie, ciasto i owoce, a pozniej nikt tego nie je, bo juz zakurzone
          od tanca i nieswieze. Pochodzi z dosc tradycyjnej rodziny Flamandzkiej i
          jedzenie jest ich perelka, ale nie ma marnotrastwa.
          3. Picie wodki do posilkow. Dobrze, ze zawsze dodaje, no u zony w domu tak nie
          robia, ufffffff. U nich ichniejsza wodke podaje sie na koniec, do kawy, na
          trawienie:)
          4. rozmowy przy jedzeniu - najczesciej o dietach, a nie o tajnikach kulinarnych
          i tym co zostalo przygotowane
          5. ze reklamuja Tyskie jako popularne w Gent (nikt nie slyszal o Tyskim w
          Belgii:))
          6. Ze sie idzie do kogos na obiad i sie nic nie przynosi dla gospodarzy, ciocie
          zawsze byly w szoku, ze niby po co te kwiaty, co to za okazja???
          7. staly zestwa obiadowy" kotlet, surowka(!!!) zmieniaki, ze nawet w zime kiedy
          zimno to surowka musi byc!
          8. Masowe posiadanie psow, ze jak to z psem w mieszkaniu......
          9. Dziwilo go ze zawsze plucze mieso i jego rowniez gonilam zeby plukal zanim
          zacznie przygotowywac. Przestal sie dziwic gdy zaczal odwiedzac sklepy miesne.
          I mial okres kiedy koledzy zwozili mu mieso z Belgii bo nie mogl zrozumiec
          czemu mieso plywa w krwi. I czemu boczek wyglada jak slonina, ze czemu taki
          tlusty
          10. Dzwilo go zawsze, ze takie piekne ogrodki - tarasy, ze wszystkie sa
          drewniane i bardzo zadbane. Chwalil za brak plastikowych krzesel! Koledzy z
          pracy na pamietke pobytu w Polsce kupili stoliki Zywca i krzesla, bo dobrze
          wykonane i ten sentyment
          11. Nade wszystko uwielbia pstragi w Polsce i wegorze! I golonke, i zurek i
          bigos!
          12. Ze jak pyta sie kogos kto przyszedl do nas na obiad czy jeszcze sobie zyczy
          i slyszy sie nie dziekuje - to nie jest czas na zabranie talerzy ze stolu. Dzis
          mowi: trzeba spytac trzy razy!!! Nie zapomne pierwszego grila jakiego
          zrobilismy w naszym mieszkaniu i po pierwszych szaszlykach (kazdy zjadl po
          jednym) maz sie spytal: czy jeszcze ktos cos sobie zyczy? Szwagier i tato
          moj: "nieeeeeeee, dziekujemy". I maz zaczal sprzatac talerze i myslec o
          deserze..... A oni oczy wielkie postawili, ja wyszlam z toalety i widze jak moj
          sprzata talerze, a tamci cicho siedza. Oj bylo smiechu! A rzeczy na grlia
          przygotowanych bylo duzo, tylko u niego sie nikogo nie namawia do jedzenia -
          jak sie slyszy, ze ktos mowi "nie dziekuje" to wiadomo ze NIE.


    • effata Głębokie wózki 26.08.05, 23:17
      Jak bylam teraz w Polsce, to uswiadomilam sobie, ze rozsmieszaja mnie glebokie
      wozki. W Polsce to norma, a tu chyba tylko raz widzialam (to pewnie byla Polka).
      Generalnie to bylam przerazona, jak te biedne angielskie maluchy sa wozone w
      jakiejs takiej pokreconej pozycji w spacerowkach albo ciagle w tym foteliku
      samochodowym z travel system. Uwazam, ze taki gleboki wozek jest wygodniejszy
      dla dziecka, ale jak w Polsce zobaczylam te tlumy wozkow (jakos tak mi sie
      rzucaly w oczy) i te mamy sunace majestatycznie, z piersia wypieta, powoli
      popychajac przed soba te landary to mi sie smiac chcialo.
      • violus22 Re: Głębokie wózki 26.08.05, 23:36
        tez to zauwazylam jak bylam w polsce:) i jeszcze wiekszosc tych wozkow jest tak
        dziwnie sprezysta, ze wystarczy dotknac i juz caly wozek sie trzesie. rodzice
        pozyczyli od kogos taki wozek na czas naczego pobytu. maly w nim spal i jak
        tylko sie poruszyl to caly wozek sie bujal.
        • edavenpo Re: Zakuoy 27.08.05, 01:44

          Nie wiem czy sie z tym spotkalyscie ale do niektorych sklepach w Polsce (supermarket Piotr&Pawel w
          moim rodzinnym miescie) nie mozna wchodzic z zakupami zrobionymi gdzies indziej. Ochroniarz
          zawrocil mnie i meza i wskazal jakas szafke gdzie moglam wlozyc moje zakupy i zakluczyc za kaucje 2
          zlote. To oczywiscie zeby zapobiegac zlodziejstwu. Dla mnie byl to nowy obyczaj ale nie przejelam sie
          tym. Mojemu mezowi oczy wyszly i prawde mowiac sie zdenerwowal.. "To oni mysla ze ja bede kradl,
          co za chamstwo itd" bo z jego z typowo angielska uczciwoscia i poczuciem prywatnosci nie moglo mu
          sie to w glowie zmiescic, ze jakikolwiek sklep mialby czelnosc sugerowac swoim klientom ze sa
          potencjalnymi zlodziejami. "It's like they are questioning my integrity itd.." I ja go w sumie rozumiem
          bo jak sie na to spojrzy z tej strony to niech po prostu maja wiecej ochroniarzy i niech zainwstuja w
          CCTV a nie stwarzac udogodnienia dla 99.9% klientow ktorzy sa uczciwi...


          • kasia799 Re: Zakuoy 27.08.05, 12:03
            Ten zwyczaj to juz od dosyc dawna jest
            U mnie w Szczecinie szafki sa w kilku supermarketach
            W Gean dodatkowo jak nie chcesz korzystac z szafki, przy wejsciu ochroniarze
            moga twoje zakupy zafoliowac.
            Choc ostatnio jak bylam to juz im sie nie chce i pytaja tylko, czy sa paragony
            na zakupione towary (to w razie watpliwosci).
            • annamaria0 Re: Zakuoy 27.08.05, 12:31
              Meza zdziwilo:
              puszczanie psow samopas
              pociag do natychmiastowego przetwarzania swiezych owocow i warzyw na przetwory -
              czyzby zapobiegliwosc zwiazana z surowszym klimatem i przymus przygotowania sie
              do zimy?
              milosc do ziemniakow a jednoczesnie brak wiedzy na temat roznych gatunkow i brak
              odpowiedniego oznaczenia w sklepach
              pozytywnych wrazen tez mial oczywiscie wiele, ale skoro mowa o rzeczach nieco
              dziwnych czy niecodziennych - smakowal mu sok z brzozy
        • kasia799 Re: Głębokie wózki 27.08.05, 11:57
          Wozek Ryana w porownaniu do innych wozkow tutaj, jest raczej duzy ale jak
          pojechalam do Polski to tam byl jednym z mniejszych ;-)

          W ogole to troche mnie smiesza te watpliwosci niektorych polskich mam, czy
          spacerowka dla rocznego dziecka bedzie odpowiednia?
          bo dziecku pewnie tam strasznie niewygodnie bedzie??? ;-)
    • pyza_uk Re: Polskie dziwactwa 20.12.05, 17:48
      Znalazlam! Szukalam tego watku od jakiegos czasu i nareszcie sie udalo, i
      usmialam sie po pachy, bo to prawie w 100% spostrzezenia mojego meza i
      znajomych. Jeszcze moze dodam od siebie:
      - nie mozna sie rozlozyc na trawce w Lazienkach i polezakowac (a moze juz
      mozna???)
      - cctv w sklepach roznych, w postaci naburmuszonej pani po 50 lub wasatego
      mlodzienca, drepczacych po pietach klientow.

      Jest troche swiezych osob na forum, moze jeszcze ktos cos dopisze?
      • evian5 Re: Polskie dziwactwa 20.12.05, 20:25
        moj maz jak przyjechal po raz pierwszy do polski (jeszcze nie bylismy
        malzenstwem) byl to czas wielkanocy, byl zapraszany do wszystkich moich
        znajomych i kuzynow. chodzilismy od domu do domu, wszedzie stol zastawiony,
        wszedzie musial wszystkiego sprobowac no i w dodatku wszedzie byl alkohol
        wysokoprocentowy. moj maz nie przywykl do picia wodki 'po polsku' ale musial
        niestety bo tak naciskano na niego, ze ...krzywil sie ale pil, w koncu na koniec
        dnia jak wracalismy do domu to pierwszy raz w zyciu widzialam go pijanego, tak
        ze az sie lekko zataczal. a to wszystko z grzecznosci ;-))
            • duende1 Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 10:24
              to, ze w pubie polacy uparcie probuja placic za kazdego swojego drinka, zamiast
              kazdy kupic kolejke raz na jakis czas.

              herbata z cytryna, albo herbata z sokiem malinowym - kev uwaza, ze pomaga na
              przeziebienia tylko polakom ;)

              gniazdka w lazience.
              kanapki na sniadanie i kolacje.

              to, ze nie mowi sie dziekuje 4 razy w jednej wymienie zdan, na przyklad przy
              zakupie piwa.


              i moi znajomi tez kupili kiedys bardzo drogie piwo - w krakowie w ratuszowej
              zaplacili 200zl banknotem za 3 piwa, 6zl kazde...i podziekowali. ja uwazam, ze
              kelner byl skur....bo chyba musial wiedziec, ze nikt nie dalby mu celowo
              napiwku, ktory dziesieciokrotnie przewyzsza wartosc rachunku...
    • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 17:38
      Tak wiec od poczatku;)
      1. Golabki-kiedys tak zartowalam ze my jemy "golabki" i ze to okej, i niestety
      moj maz nie zrozumial zartu i ze zdziwieniem patrzyl na moja rodzine ktora sie
      tym daniem zajadala. Jak juz w koncu wytlumaczylismy co i jak.. i tak nam nie
      uwierzyl:) teraz wierzy ale trzyma sie od Golabkow z daleka
      2. Ze zawsze w sklepie prosza go o reszte a jak mowi ze nie mowi po Polsku to
      mowia glosniej i wolniej
      3. Ze w niedziele ludzie stoja w kosciele a jak nie ma juz miejsca to na
      zewnatrz, a jak sie msza skonczy to tyle samo ludzi wchodzi nowych co wyszlo.
      4. Ze mimo max tloku w autobusie, kierowca i tak sie zatrzymuje i czeka az sie
      wszyscy doslownie wepchna
      5. Ze w autokarach z Zakopanego do Krakowa- jak juz nie ma miesc to trzeba stac
      6. Ze znajomym w tramwaju kazali wysiasc i pojsc na inny przystanek bo sie
      trasa skonczyla(a oni sie pomylili), motorniczy zrobil kolko-nie zatrzymuujac
      sie ani na chwile, podjechal na ten przystanek i znowu ich wpuscil!
      7. Ze zwykli ludzie pija piwo w Parkach na laweczce i nie sa bezdomnymi
      8. Ze na weselach sie pije, je, pije, je.. pije.. je...
      9. Ze mamy lektora w TV
      10. Ze jak byla zima to byl zmuszony zalozyc kalesony (Zakopane -25C)a potem
      nie chcial sie z nimi rozstac
      11. Ze na slubie moja meska strona rodziny jak i Polscy koledzy obcalowali go,
      a potem nie wiedzac czy to tak wlasnie trzeba zrobic, jego meska czesc rodziny,
      jak i jego znajomi anglicy obcalowali go:))he he wszystko jest na filmie
      12. Ze w zime moze byc az tak zimno, a w lato az tak goraco
      13. Ze babcia sprzedaje pietruszke i pumex na ulicy
      14. Podroz pociagiem
      - ze nigdy do konca nie wiadomo czy konkretny pociag jezdzi czy nie jezdzi, a
      wszystkie sa na rozkladzie
      - ze kobieta w okienku nie mowi po angielsku
      - ze jak podchodzisz do okienka i kupujesz bilet stoi bezdomny i czeka na twoja
      reszte
      - ze w pociagu spotkal rezerwistow ktorzy pili i wymiotowali w wc i tak non stop
      - ze w ubikacji jest dziura przez krora mozna zobaczyc tory:)
      - ze jak (niestety) zlapalismy pociag 2 w nocy byl tlok, biedny myslal ze nikt
      o tej porze nie jezdzi, ze ludzie raczej nie spali a w jednym przedziale
      starsze malzenstwo przywiazali lancuchem drzwi do polki na walizki. Glowil sie
      dlaczego??:)
      oj.. pewnie moglabym jeszcze powymieniac
      ALe bardzo lubi Polske i zawsze chce tam pojechac zeby cos nowego zobaczyc:)
      • annamaria0 Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 19:03
        deszczowawyspa napisała:

        > Tak wiec od poczatku;)
        > 1. Golabki-kiedys tak zartowalam ze my jemy "golabki" i ze to okej, i niestety
        > moj maz nie zrozumial zartu i ze zdziwieniem patrzyl na moja rodzine ktora sie
        > tym daniem zajadala. Jak juz w koncu wytlumaczylismy co i jak.. i tak nam nie
        > uwierzyl:) teraz wierzy ale trzyma sie od Golabkow z daleka

        Moj M nauczyl sie przygotowywac "little pigeons" i wychodza mu lepsze niz mojej
        mamie:-)
      • neeki Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 20:02
        14. Podroz pociagiem
        - ze kobieta w okienku nie mowi po angielsku
        a czemu tu sie dziwic ? czy w anglii baba w okienku na stacji mowi jakims innym
        jezykiem niz angielski ?
        to mnie akurat dziwi i wkurza u anglikow ze oczekuja iz kazdy wszedzie bedzie
        mowil po angielsku. kiedys w pubie goscie narzekali ze pojechali do
        hiszpanskiego miasteczka i nikt nie mowil po angielsku. zapytalam sie czy na
        wiosce w anglii mowia po hiszpansku i czy sami znaja jakies jezyki to byli
        wielce zdziwieni. zreszta co tu o wsiach gadac przewazajaca wiekszosc anglikow
        nie zna zadnego jezyka obcego a sie madrza
        • jagienkaa Re: Polskie dziwactwa 21.12.05, 20:45
          co do pociągów, to jak mieszkaliśmy jeszcze w Warszawie to mąż jeździł 2-3 w
          tyg do Krakowa i uwielbiał to, że można zegarek nastawić z czasem odjazdu a
          pociągi się rzadko spóźniały. Poza tym zaprzyjaźnił się z jakimś pucybutem i
          specjalnie nie czyścił butów żeby tamten mu je wyszorował:) podobało mu się też
          że raz jechał w przedziale z Andrzejem Wajdą i go poznał:)
        • ralphos Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 00:10
          neeki napisała:
          > to mnie akurat dziwi i wkurza u anglikow ze oczekuja iz kazdy wszedzie bedzie
          > mowil po angielsku.

          Neeki, ja Anglikiem nie jestem, ale mnie też wkurza jak jadę na południe Belgii
          albo do Francji i z nikim nie mogę się dogadać po angielsku - najczęściej nie
          znają, a ci nieliczni co znają złośliwie udają że nie znają. Dlaczego wszystkie
          francuskojęzyczne narody są tak negatywnie nastawione do ludzi którzy nie znają
          ich języka? We Flandrii czy Holandii mogę po angielsku porozmawiać naprawdę z
          każdym - motorniczym w tramwaju, sprzątaczką w szkole, starą babcią na ulicy itd.
          Czy komuś to się podoba czy nie trzeba się pogodzić z faktem że angielski jest
          językiem międzynarodowym i każdy powinien go znać.
          • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 00:19
            he he no wlasnie zapomnialam o Holandii, kiedys sie zagubilam na dworcu i stary
            dziadek ktory sprzatal peron miotla potrzedl do mnie i zapytal sie czy mi nie
            moze w jakis sposob pomoc. Jak wytlumaczylam o co chodzi, wszystko mi pokazal,
            na wlasciwy peron odprowadzil i opowiedzial w miedzyczasie o miescie;)bardzo mi
            bylo milo.
          • neeki Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 00:50
            wiesz co moze i sa upierdliwi. wiem ze jadac do paryza trudno sie dogadac po
            angielsku. ale cenie ich dume narodowa. rowniez wkurza mnie nastawienie anglikow
            i ich oczekiwanie ze kazdy powinien sie z nimi dogadac bo to przeciez ich jezyk
            jest taki wazny. duzo wiecej ludzi mowi po hiszpansku i jakos nie oczekuja ze
            gdzie pojada tam ich beda rozumiec.
            oczywiscie jezeli ktos potrzebuje pomocy zawsze staram sie pomoc. ale jak ktos
            ma nastawienie : o jezu jak tu sie z tymi ludzmi dogadac to mam podejscie, bujaj
            sie bubku trzeba sie bylo jezykow uczyc albo siedziec na tylku w domu ;)
        • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 00:15
          neeki napisała:
          a czemu tu sie dziwic ? czy w anglii baba w okienku na stacji mowi jakims innym
          > jezykiem niz angielski ?
          > to mnie akurat dziwi i wkurza u anglikow ze oczekuja iz kazdy wszedzie bedzie
          > mowil po angielsku
          no nie wiem,ale mi sie wydaje ze to przesada, rozumiem na jakiejs malej stacji,
          ale .. moj maz kupowal bilet w Warszawie na dworcu centralnym, sama go wyslalam
          a kobieta raz- slowa po angielsku nie umiala z siebie wydusic a dwa- poniewaz
          sie nie mogla dogadac wykrzyknela nastepny i ruchem reki wygonila go z kolejki!
          Wcale nie chodzi tutaj czy jest jakims nadentym angielskim madrala, moglby byc
          po prostu obcokrajowcem- wszystko jedno z jakiego kraju.
          Z Dworca Centralnego pociagi jezdza za granice do Niemiec, do Pragi..itd,
          czesto slychac komunikaty po rosyjsku, niemiecku i pewnie tez po angielsku.
          Poza tym wiedziala ze mowi po anglielsku i mogla kogos zawolac. Rozumiem ze
          zaczal by sie o cos wypytywac, ale on tylko powiedzial "2 tickets to
          Kracow"przeciez tyle mozna sie nauczyc.
          Do Warszawy duzo turystow przyjezdza i jada z W-wy do Krakowa, Gdanska i w duzo
          innych miejsc. Tu wlasnie tkwi problem, to Warszawie powinno zalezec na
          przyciaganiu turystow zagranicznych. Ja uwazam ze powinni zatrudnic kogos przy
          okienku kto zna jezyk angielski i bedzie potrafil sprzedac bilet, pokierowac
          ludzi to w storne muzeum, lazienek, starego miasta (no moze nie w tym samym
          okienku). Zreszta jacy kolwiek turysci, hiszpanie, francuzi, wlosi, japonczycy
          beda probowac kupic bilet mowiac wlasnie po angielsku, bo jest to przeciez
          miedzynarodowy jezyk!

          >kiedys w pubie goscie narzekali ze pojechali do
          > hiszpanskiego miasteczka i nikt nie mowil po angielsku.
          A to prawda, kiedys widzialam taki program o angielskich dresiarzach, ktorzy na
          wakacje do Hiszpanii jezdzili i mowili do kamery "CZy mozecie w to uwierzyc,
          trzeci raz sie pytam o Fante a oni nie moga zrozumiec, nikt tutaj po angielsku
          nie umie mowic czy co f*ing kraj":)krzyczala cycasta, odstawiona panna!!
          >przewazajaca wiekszosc anglikow nie zna zadnego jezyka obcego "
          To tez prawda, moi znajomi tez nie znaja, ale jak to wyjdzie w rozmowie to oni
          raczej sie tego wstydza niz wymadrzaja.
          Najlepsi sa francuzi, jak ja mowilam w Paryzu po angielsku-odpowiadali mi po
          angielsku, jak moj maz- odpowiadali mu po francusku:)

          15. dodam ze jak moj maz z kolega jechali autobusem to byli w wielkim szoku jak
          konduktorzy (mowiacy po angielsku- coz za niespodzianka) kazali im wysiasc i
          powiedzieli ze bilet ktory posiadaja jest falszywy!Moi zaczeli sie tlumaczyc,
          ze nie moze byc bo kupili w kiosku, a kontroler na to ze 50 zl zalatwi sprawe!:)
          WIec moi na to, ze nic z tego i na Policje poczekaja jak musza. Kontrolerzy nic
          wiecej nie mogli zrobic, wiec pouczyli i puscili wolno, zabierajac bilet. Moi
          szli na piechote bo w okolicy nie bylo zadnego kiosku;)

          • neeki Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 00:45
            wiesz co... moze i dworzec centralny itd. ale nie czarujmy sie ze sprzedawanie
            biletow w kasie jest jakas poplatna profesja. i nie jestesmy powiedzmy krajem
            skandynawskim gdzie angielskiego kazdy sie uczy na rowni z jezykiem narodowym.
            jestesmy krajem w ktorym jakis czas temu obowiazkowy byl jezyk rosyjski. i tak
            juz niedlugo trzeba bedzie miec mgr zeby zamiatac ulice. wiec nie wymagajmy zeby
            pani w okienku na dworcu znala jezyk angielski.
            przynam szczerze - wkurza mnie bardzo ten kompleks wschodnioeuropejski. ze nie
            wszyscy mowia u nas po angielsku ? to wynika z przeszlosci naszego kraju. i z
            niegociagniec w nauczaniu bo sorry ale jezyka to sie w szkole trudno nauczyc.
            wiec trzeba na kursy a to kosztuje a w kraju bieda. ludzie i tak juz pracuja za
            gowniane pieniadze, a jeszcze tutaj takie wymagania.
            mowisz : Powinna wiedziec bo to tylko 2 tickets to... wiesz co ci na to powiem ?
            to wlasnie twoj maz jak juz tu przyjezdzam mogl sie nauczyc rownie prostego :
            dwa bilety. wiele go by to nie kosztowalo. powiedz sama pojechalabys do kraju
            gdzie nie znasz jezyka< WLOzylabys troche wysilku zeby sie dogadac ? wystarczy
            wziac ze soba jakis slownik.
            my mozemy sie wysilic zeby mowic po angielsku ? tak samo kazdy obcokrajowiec
            moze wlozyc troche wysilku przyjezdzajac tutaj.
            • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 01:32
              wlasnie gadalam z mezem i powtorzyl "dwa bilety do Krakowa prosze" nawet ladnie
              mu to wyszlo, tylko ze nastepne bedzie ..jaki pociag, na ktora godzine, miejsca
              dla Palacych czy nie.. za miejscowke trzeba dodatkowo zaplacic wie pan?, to
              bedzie razem.., ma pan 4 zlote i.. wtedy to moj maz bylby juz w stresie:)
              Musze przyznac ze kilka razy sam probowal cos tam powiedziec niby jedno slowo,
              zdanie, a Polacy zawsze wtedy mysla ze on mowi dobrze po Polsku i zaczynaja
              wtedy z nim rozmowe.Niestety potrafi powiedziec tylko pare slow, typu noga
              stonoga, idz do domu itp. DLatego on woli od razu po Angielsku.
              Duzo wiecej rozumie jak rozmawiam po Polsku(raczej lapie sens), wiec czesto nie
              tlumacze.
              > juz niedlugo trzeba bedzie miec mgr zeby zamiatac ulice. wiec nie wymagajmy
              zeby pani w okienku na dworcu znala jezyk angielski.
              A ja ci powiem ze jak otwierali Biblioteke Uniwersytecka to przyszly tony CV
              aby pracowac w szatni. Czytalam w gazecie ze wybrali panie emerytki po studiach
              podobno ze znajomoscia jezykow obcych:)smiac sie czy plakac- do czego to
              dochodzi w naszym kraju!
              A ja caly czas jestem za pania w okienku na dworcu centralnym w W-wie ktora
              powinna znac jezyk angielski:)(w stopniu podstawowym bedzie dobrze)
              Znowu mi sie przypomnialo
              16. Znajomy chcial do Toalety, po zaplaceniu z gory 2 zl, pani wreczyla mu
              odmierzony kawalek papieru toaletowego:))
            • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 01:47
              >WLOzylabys troche wysilku zeby sie dogadac ? wystarczy wziac ze soba jakis
              slownik.
              Hmmm nie jestem do tego przekonana jezyk Polski nie nalezy do najlatwiejszych,
              szczegolnie jesli chodzi o wymowe!Pomysl sobie ze stoisz w kolejce po bilet za
              jenym takim ktory czyta z rozmowek angielskich i nie za bardzo mu wychodzi.
              I kobieta w okienku krzyczy, przepraszam nic nie rozumiem, prosze mowic po
              Polsku. Przeciez nie wszyscy anglicy przyjezdzaja do Polski bo maja tu
              znajomych, wtedy cale takie doswiadczenie nie byloby dla nich mile.
              DO tego wszystkiego Polacy tez nie naleza do uprzejmych, jeden zaraz by
              przeklnal nie raz stojac w kolejce..wiadomo jak to jest.
              Cale szczescie ze prawie zawsze znajdzie sie ktos kto po ang. mowi i
              obcokrajowcowi pomoze kupic ten bilet, ale czy to jest rozwiazanie??!
              A gdyby taki anglik pojechalby np. do Moskwy- to nawet slownik niewiele by mu
              pomogl.
      • deadeasy Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 01:08
        10. Ze jak byla zima to byl zmuszony zalozyc kalesony (Zakopane -25C)a potem
        nie chcial sie z nimi rozstac

        Carl to samo jak bylismy w Zakopcu, zimno, sniegu po pachy. Ja napieralam,
        napieralam zeby zalozyl a on "nie" i "nie" a jak polecial w dzinsach na gorke,
        jak mu nozie zsinialy to tez ich potem z D. nie zdejmowal ;o)
        Teraz juz nie uwaza to za dziwactwo, tzn. noszenie kalesonow.
        • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 22.12.05, 01:51
          hi hi hi
          Moj maz kalesony zakupil w UK, w paczce byly 3 pary-kolor niebieski:)
          W 2 parach chodzil w jednej spal:)
          Teraz jak przegladamy zimowe ciuchy, patrzy na nie z sentymentem...ah co to
          byly za czasy:))
        • aniek133 Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 10:55
          To, ze trudno w polskiej szkole nauczyc sie jezyka to fakt. Nie ma to jak
          maksymalnie dwie godziny tygodniowo :) I to w szkole, gdzie nawet dodatkowych
          materialow nie mozna kserowac, bo szkoly na to nie stac..... (Nie wiem, czy
          wiecie, ale w wielu szkolach to wlasnie uczniowie zaopatruja toalety w papier i
          mydlo, bo szkoly nie stac).

          Ja rosyjskiego uczylam sie przez 8 lat (!!!) i nie umiem kompletnie nic. Coz...
          wtedy juz jezyk ten byl na wymarciu w szkolach i nikt do niego nie przywiazywal
          wagi, z nauczycielami wlacznie....

          Apropos kasy biletowej. Kto z Was, chcialaby pracowac na Centralnym? :)
          Rozumiem, ze dobrze by bylo, aby ktos sprzedajacy blety w kasie miedzynarodowej
          znal angielski, ale nie dziwie sie, ze nikt taki pracowac tam by nie chcial.
          Zreszta, zachowanie pan pracujacych na dworcach daje do zrozumienia, ze pracuja
          one za jakis marne gorsze. A moze sie myle?
          • ewmag Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 11:20
            To, jak sie ktos zachowuje i traktuje klientow czy interesantow nie zalezy od
            pensji, ale od tego, jakim sie jest czlowiekiem. Nie dziwne, ze pani w kasie
            nie zna angielskiego (w miedzynarodowych chyba znaja), ale dziwi, ze nie moze
            byc uprzejma, nie tylko dla obcokrajowca, ale w ogole, dla ludzi. Bzdura jest
            to, ze nie moze sprzedac biletu, jak nie rozumie, co ktos mowi, mozna sie
            dogadac na migi, napisac nazwe, godzine, w koncu siedzi taka pani w kasie po
            to, zeby bilety sprzedawac. Nie potrzeba wielkiej filozofii, zeby sie domyslic,
            ze ktos bilet chce kupic. Troche dobrej woli wystarczy.
            • aniek133 Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 11:36
              Oczywiscie, ze masz racje. Zadna sytuacja nie uzasadnia chamstwa i
              nieuprzjemosci.

              Ja tylko potrafie zrozumiec te ludzka slabosc, ze jak pracujac na pelen etat
              zarabiasz tyle, ze nie stac cie na utrzymanie rodziny, na jedzenie, rachunki
              itd. to czlowiek jest ogolnie sfrustrowany i zachowuje sie tak, a nie inaczej.
              I mu nie zalezy na tym, zeby sie starac w pracy.

              Ktos, kto przebywa w UK od lat moze nie jest juz w stanie sobie wyobrazic, jak
              niezaplacony rachunek potrafi dobic czlowieka...

              Tutaj nawet pani w markecie sie usmiecha, bo po pierwsze tu jest
              taka "usmiechnieta" kultura, a po drugie, latwiej byc w dobrym nastroju myslac
              o tym, ze nastepne wakacje spedzi sie w Hiszpanii niz myslac o niezaplaconych
              rachunkach.

              Czy to tak trudno zrozumiec? Wiem, ze trudno , zyjac tutaj.....

              Ja nie usprawiedliwiam braku kutury, ja probuje zrozumiec przyczyny.... I wcale
              mnie nie dziwi, ze jestesmy takim zestresowanym, agresywnym spoleczenstwem.
              • ewmag Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 11:57
                > Ktos, kto przebywa w UK od lat moze nie jest juz w stanie sobie wyobrazic,
                jak
                > niezaplacony rachunek potrafi dobic czlowieka...

                Alez ja to sobie nie tylko wyobrazic potrafie. Wynikajaca z tego frustracje
                moze trudno jest wyobrazic sobie komus, kto w Polsce nigdy nie pracowal, tylko
                np. od razu po szkole czy studiach wyjechal. Ja nie siedze w UK od lat,
                pracowalam tez w Polsce, przez wiele lat. Zdaje sobie sprawe z tego, ze jak
                ktos malo zarabia, a jeszcze moze ma wrednego szefa to jest zly na caly swiat.
                Ale to nie usprawiedliwia chamstwa opryskliwej pani w kasie czy innym urzedzie.
                Jej by tez lepiej bylo, gdyby byla mila dla ludzi, ona by sie usmiechnela, ktos
                by ten usmiech odwzajemnil i juz by to troche oslodzilo rzeczywistosc. A nie
                musi w kasie siedziec, jak ludzi nie lubi, moze sprzatac dworzec.
          • deszczowawyspa Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 13:20
            Ja to widze tak, ze jak masz w tym swoj wlasny interes to i pare slow po
            angielsku, rosyjsku,niemiecku sie nauczysz. W Krakowie-sukiennicach, monostwo
            ludzi sprzedaje ludowe pamiatki. Od takiej starej babinki kupowalismy jakies
            drewniane cuda i mowila "one, two..ok, ten zloty, bye bye",byla super bezzebna
            a usmiechnieta, zaraz za nami stali niemieccy turysci- jak skonczyla z nami to
            zaczela mowic po niemiecku pare slow.
            Rozumiem ze za marne grosze nie jest to w interesie pani na centralnym uczyc
            sie angielskiego, ale uwazam ze panstwo powinno sie tym zainteresowac,
            wprowadzic jakies bezplatne lekcje godzine tygodniowo- za darmo w ramach pracy:)
            Tylko tak zeby znac podstawy. Ale.. kogo ja tutaj bede oszukiwac, nie maja ani
            czasu ani pieniedzy na takie"inwestycje" a szkoda.
            A Moze jest jakies inne rozwiazanie. Jak kiedys odprowadzalam mame na lotnisko
            w Liverpoolu to kobieta bukujaca ja na samolot spytala sie czy pakowala sie
            sama, czy nic nie przewozi, czy nic ostrego-metalowego nie ma w podrecznym.
            Ale spytala sie zbyt szybko i moja mama nie zrozumiala, kobieta zauwazyla to i
            wyciagnela kartke gdzie to samo pytanie bylo w kilku rozych jezykach napisane i
            tez po Polsku. Dala mojej mamie do przeczytania. MOja mama oczywiscie nie miala
            okularow wiec powiedzialam jej- "powiedz tak":) hmmm
            Moze wlasnie cos takiego powinni zrobic dla kobitek sprzedajacych na stacjach
            bilety. Taka mini scenke z rozmowek angielsko- polskich. Nie potrzeba jest
            znajomosc jezyka,nie ma stresu-zawsze mozna pokazac palcem:)
            CIekawostka,jakies 2 tyg. temu bylam w Budapeszcie.
            Stoje sobie z mezem w centrum i podchodzi do nas jakis wegier sprzedajacy
            gazete, wiec my od razu ze nie mowimy po Wegiersku. A on "a po angielsku", a my
            ze tak.. no to on zaczal mowic ze jest bezdomnym i chodzi i sprzedaje gazete,a
            my.."ile kosztuje?", a on "a to juz wasza wola ile dacie", a my okej, tu sa
            pieniadze "ale gazety nie chcemy bo czytac nie bedziemy mogli", a on.. "nie
            nie, chwileczke... i wyjmuje angielska wersje":)mial jeszcze Niemiecka,
            Hiszpanska,Wloska, Francuska i Rosyjska;)
            BYlam w szoku!

            -
            Sebastian
            • annamaria0 Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 13:36
              Hmm, jechalam raz z Pragi (czeskiej) do W-wy. Na dworcu w Pradze pan w okienku
              mowil, niezbyt plynnie ale jednak, po angielsku, natomiast jak poszlismy do kasy
              miedzynarodowej na Centralnym, to pani niestety ani be, ani me. Bylo to ponad 2
              lata temu, moze cos sie zmienilo, oby.
              • annamaria0 Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 13:39
                Zapomnialam dodac, ze jechalam z przyjaciolka z Nowej Zelandii. Gdyby nie ja,
                nie wiem, czy udalo by sie jej kupic bilety na Centralnym, bo nie chciala po
                prostu powrotnego - rano chciala pojechac do Krakowa, spedzic tam dzien, i potem
                wieczornym pociagiem wrocic do Pragi. To juz bylo ponad mozliwosci jezyka migowego.
                • agazat Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 15:16
                  Uwazam, ze nie tylko na Centralnym w warszawie powinien byc ktos znajacy
                  angielski w kasie. Wezmy np Lublin - niby to Polska B, ale jednak najwieksze
                  miasto na wschodzie Polski. Dwa uniwerki wypuszczajace co roku dziesiatki
                  anglistow; koledze jezykowe w rejonie; szkol jezykowych chyba wiecej niz aptek.
                  Jeszcze trzy wyzsze uczelnie organizujace miedzynarodowe zjazdy czy sympozja. I
                  obrazek z poczty glownej w centrum miasta - czeska para nie moze sie dogadac z
                  pania w okienku w zadnym jezyku, nawet lamanym polsko-czeskim. Chodzi im
                  niestety o cos bardziej skomplikowanego niz kupienie znaczka. Pani najwyrazniej
                  nie wykazuje zadnej ochoty do dogadania sie z nimi. Spadlam im z nieba, bo po
                  angielsku mowili dobrze. Inny obrazek - obcokrajowiec chce zadzwonic z poczty
                  zagranice, probuje zamowic rozmowe. Pani cierpliwie slucha, po czym mowi YES i
                  wola kolezanke. Kolezanka znow cierpliwie slucha, po czym patrz jak wyzej. Przy
                  czwartej pani zlitowalam sie nad biedakiem.
                  Jasne, nie wymagajmy od kazdej pani, w kazdej kasie, w kazdym Pcimiu Dolnym,
                  znajomosci angielskiego, ale w wiekszych miastach, zwlaszcza tych z ambicjami
                  rozwoju, az wstyd widziec takie scenki.
                  • aniek133 Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 15:33
                    Wiesz, Agnieszka.... Niby masz racje, ale... System mielismy , jaki mielismy i
                    miejmy nadzieje, ze nastepne pokolenie bedzie w wiekszej mierze anglojezyczne
                    niz obecne pracujace na pocztach, dworcach itd.

                    Ale zastanow sie, czy gdybys pojechala na Ukraine, na Wegry czy gdzies i nie
                    moglabys sie dogadac po angielsku to zaraz krytykowalabys tamto spoleczenstwo
                    za to, ze nie umie jezyka, ktory Ty umiesz? Bo ja raczej nastawilabym sie na
                    to, ze to ja nie umiem wegierskiego czy innego i kupila rozmowki. Owszem,
                    szukanie odpowiedniego zwrotu moze zabierac czasu i ktos moze nie miec tyle
                    cierpliwosci przy kasie, ale... skoro jestem na Wegrzech i ide na poczte to
                    sobie przygotowuje te rozmowki na odpowiednim dziale i zaznaczam te zdania,
                    ktore beda pasowac do mojej sytuacji. Nawet wymowa nie jest problemem -
                    wystarczy pokazac. A jak panienka z okienka bedzie miala dodatkowe pytania to
                    odnajdzie dany zwrot i nam pokaze :)

                    Z jednej strony narzekamy na zbyt wysokie wymagania pracodawcow (w stylu
                    dwujezyczna sekretarka z piecioletnim doswiadczeniem i magistrem, wiek do 25
                    lat), a z drugiej wymagamy, zeby pani w okienku znala jezyk obcy...

                    • neeki Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 17:12
                      ja nie wiem czemu sie mamy wstydzic za pania na centralnym skoro w madrycie na
                      lotnisku miedzynarodowym kolega sie nie mogl dogadac po angielsku. jasne trzeba
                      sie rozwijac ale uwazam ze polacy zdecydowanie za duzo sie wstydza.
                      co do wegier to jak moja siostra tam byla ( dodam ze zna angielski perfekcyjnie
                      ) nie mogla sie dogadac z nikim wiec wziel kartki napisali nazwe miasta potem
                      to do ktorego chcieli jechac potem strzalke w dwie strony. ze chcialo jechac 5
                      osob wiec napisali to piec razy ale pani sie pokumala i bilety nabyli. i nie
                      stali tam i nie wzdychali nad znajomoscia jezykow pani w okienku.
                      • jaleo Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 17:49
                        neeki napisała:

                        > ja nie wiem czemu sie mamy wstydzic za pania na centralnym skoro w madrycie na
                        > lotnisku miedzynarodowym kolega sie nie mogl dogadac po angielsku.

                        A z kim on sie probowal dogadywac? Z pasazerami? Bo akurat na madryckim
                        lotnisku czesto bywam, i jeszcze mi sie nie zdazylo sie nie dogadac po
                        angielsku, czy to w informacji, czy to w biletach, czy to w kafeterii.
                        Podobnie jest na lotnisku w Barcelonie i w Maladze.

                        Padaly tu rowniez stwierdzenia, ze Anglicy jezykow nie znaja itp. Otoz, jak to
                        zwykle w zyciu, sa dwie strony medalu. W firmie, w ktorej pracuje, przyjmowani
                        sa do pracy przede wszystkim ksiegowi lub absolwenci Finansow z biegla
                        znajomoscia jezyka europejskiego. I wyobrazcie sobie, ze takich ludzi
                        przyjmuja tu bardzo duzo. I nie sa to zadni filologowie, tylko absolwenci
                        Finansow, Business Studies, itp, ktorzy na tyle biegle znaja
                        francuski/hiszpanski/wloski/niemiecki, ze w tym jezyku potrafia prowadzic
                        ksiegowosc, robic prezentacje, przeprowadzac szkolenia, prowadzic skomplikowane
                        projekty.

                        Ciekawa jestem, ilu jest polskich absolwentow, ktorzy to potrafia - juz pal
                        licho jezyki europejskie, ale nawet ten nieszczesny angielski. Ucza sie ejzyka
                        latami, ale jakby im kazali zrobic prezentacje przed anglikami to wiekszosc by
                        wymiekla. Bo co innego jest znac angielski, zeby sie "dogadac", a co innego
                        prowadzic w tym jezyku skomplikowane przedsiewziecia.

                        Co wiecej, zauwazam, ze wsrod Brytyjczykow, jak ktos juz ma zaciecie do jezykow
                        i zdolnosci w tym kierunku, to zwykle nie jednym, ale dwoma, lub trzema obcymi
                        jezykami operuje. Mamy ludzi w pracy, ktorzy potrafia pracowac np. we
                        francuskim, hiszpanskim i wloskim, a przy okazji sa kwalifikowanymi
                        ksiegowymi. Ja naprawde jestem pod wrazeniem, a mamy tych ludzi w budynku
                        kilkaset, wiec nie sa to odosobnione przypadki.

                        Ja nie wiem, skad sie bierze wsrod Polakow taka buta jesli chodzi o jezyki
                        obce. Z napotkanych tu przeze mnie Polakow moglabym na palcach jednej reki
                        policzyc tych, ktorych angielski byl "przyzwoity". A nie zapominajmy, ze to sa
                        ludzie, ktorzy sie swiadomie zdecydowali na rpzyjazd tutaj, i wiedzieli, ze od
                        ich umiejetnosci jezykowej zalezy, badz co badz, ich zycie i status tutaj.
                      • deszczowawyspa Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 17:59
                        Podobno wegrzy to prawie w ogole nie mowia po angielsku, zreszta w zwyklym
                        sklepie ciezko jest sie dogadac w kazdym jezyku. Nie mowie oczywiscie o drogich
                        restauracjach gdzie zatrudnieni kelnerzy musza znac angielski i niemiecki.
                        Znam kogos kto tam mieszka juz ponad rok i pomimo nauki wegierskiego caly czas
                        ciezko jest sie dogadac bo jak juz powiesz slowo to w odpowiedzi zalewaja cie
                        potokiem slow. Najsmieszniejsze jest to ze na zapoznanie sie ze sprzataczka
                        mowie -Kasia, a ona.. mowila po wegiersku do mnie chyba z 2 minuty:)
                        Tak troche zupelnie z innej beczki o znajomosci Europejskich krajow
                        Kiedys jak bylam na lotnisku w Paryzu, chcialam zakupic znaczek na kartke do
                        Polski i mowie facetowi..znaczek do Polski, a on "gdzie??" a ja do Polski, a
                        on "yyyyy" no to ja.. "Polska, Europa" a on "Aaaaa Europa prosze oto znaczek"!
                        Ostatnio tez moj maz dzownil odnosnie zmiany mojego obywatelstwa.. do Home
                        Office, i w sekcji spraw z zagranica rozmawial z facetem ktory sie go pyta: To
                        jak ta pana zona przyjechala do UK
                        maz: na wize turystyczna, potem na wize studencka
                        fatet: a potem??, maz: potem Polska weszla do EU i nie potrzebowala wizy,
                        facet: taaaak, chwileczke musze to sprawdzic,po dziesieciu minutach facet: ma
                        pan racje Polska jest w UE :) :)

                        Ale.. odbieglismy od watku glownego, wiec zostawmy juz temat pani w okienku i
                        jej(i nie jej) znajomosci jezykow obcych, bo ile ludzi tyle opinii;)
                        • annamaria0 Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 18:30
                          Rzeczywiscie w Budapeszcie trudno sie dogadac po angielsku - zwykle, jesli
                          probujesz, odpowiadaja po niemiecku, ktory przez lata byl tam duzo bardziej
                          popularny niz angielski, co zwazywszy na historie, jest zupelnie zrozumiale.

                          W ostatnim rankingu znajomosci jezykow wsrod obywateli wszystkich czlonkow UE UK
                          uplasowalo sie na przedostatnim miejscu, na ostatnim byly Wegry. Niestety nie
                          pamietam, ktore miejsce zajela PL, ale bylismy, przynajmniej wg oficjalnych
                          statystyk, lepsi niz oba te kraje.

                          • jaleo Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 20:42
                            annamaria0 napisała:

                            > W ostatnim rankingu znajomosci jezykow wsrod obywateli wszystkich czlonkow
                            UE U
                            > K
                            > uplasowalo sie na przedostatnim miejscu, na ostatnim byly Wegry. Niestety nie
                            > pamietam, ktore miejsce zajela PL, ale bylismy, przynajmniej wg oficjalnych
                            > statystyk, lepsi niz oba te kraje.
                            >

                            Polska jest na czwartym od konca, przed UK, Irlandia (znajomosc Irlandzkiego
                            nie byla brana pod uwage) i Wegrami. Wiec nie ma sie czym chwalic, tak
                            naprawde. Zwlaszcza, ze z tej czworki "w ogonie" to akurat Polakom i Wegrom
                            najbardziej by sie przydala znajomosc jezykow, bo Irlandczycy i Brytyjczycy
                            wladaja angielskim, ktory czy chcemy, czy nie chcemy, jest we wspolczesnym
                            swiecie Lingua Franca.
                            • annamaria0 Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 20:51
                              Jaleo, widze, ze nie pozostawisz zadnego mojego postu bez komentarza.
                              Podalam jedynie informacje w kontekscie komentarzy o UK i Wegrach w watku, wcale
                              nie chwalac Pl, bo nie ma za co, poza tym poprawianie sobie nastroju tym, ze
                              inni sa gorsi nie ma sensu.
                            • neeki Re: Nie dziwactwo tylko bieda 23.12.05, 09:46
                              sluchaj ty piszesz o jakiejs elicie brytyjczykow ktorzy tam moze znaja kilka
                              jezykow. ale to rzadkosc generalnie umieja sie tylko dogadac po swojemu.
                              co do znajomosci angielskiego w hiszpanii to sorry ale ja akurat przyjaciol w
                              hiszpanii mam i wiem ze ze znajomoscia angielskiego to u nich bardzo cienko.
                              buta polakow ? a wiesz co ? polacy szczegolnie mlodzi znaja angielski czesto
                              bardzo dobrze. mysle ze naprawde mamy byc z czego dumni biorac pod uwage jaki
                              byl u nas system i na przyjazn z kim sie kiedys stawialo.
                              wczoraj bylam z moim chlopakiem i grupka znajomych na piwie. wszyscy ze wzgledu
                              na niego mowili po angielsku. i nikt nie mial z tym problemow.
                              nie ma sensu wpedzac polakow w kmpleksy bo na tle panstw UE po angielsku mowimy
                              dobrze.
                              • jaleo Re: Nie dziwactwo tylko bieda 23.12.05, 18:12
                                neeki napisała:

                                > co do znajomosci angielskiego w hiszpanii to sorry ale ja akurat przyjaciol w
                                > hiszpanii mam i wiem ze ze znajomoscia angielskiego to u nich bardzo cienko.

                                Ja nie pisalam na temat Hiszpanii jako calosci, tylko na temat lotnisk
                                miedzynarodowych, gdzie rzeczywiscie po angielsku mozna swobodnie sie
                                porozumiec. Natomiast "w glebi" Hiszpanii to juz jest zupelnie inna sprawa, w
                                Madrycie np. raczej tylko po hiszpansku, a juz w Barcelonie, ktora jest
                                bardziej turystyczna, mozna po angielsku. Ale trzeba przyznac, ze nawet w
                                Madrycie w odwiedzanych przez obcokrajowcow miejscach typu Prado czy Reina
                                Sofia, cala obsluga mowi po angielsku plynnie. I chyba o to chodzilo wczesniej
                                piszacym o Polsce - zeby tam, gdzie czesto bywaja obcokrajowcy, obslugiwal ktos
                                ze znajomoscia angielskiego.
                            • neeki Re: Nie dziwactwo tylko bieda 23.12.05, 09:50
                              nie no pewnie po co sie beda uczyc jezykow skoro ich inglisz jest oficjalny na
                              calym swiecie. to zwykla wymowka. znasz kogos z kanady? oni tez mowia po
                              angielsku i czesto znaja kilka innych jezykow. bo taki jest system edukacji. i
                              anglicy wychosza tu na leni. i jeszcze czesto wie madrza,ja sie wtedy zawsze
                              pytam : a ile ty jezykow znasz. nikomu nie dam sie wpedzic w kompleksy a jak ty
                              masz jakis kompleks wschodnioeuropejski to juz trudno. szkoda ze polacy maja
                              taka maniere
                              • princessjobaggy Re: Nie dziwactwo tylko bieda 23.12.05, 17:08
                                neeki napisała:

                                > nie no pewnie po co sie beda uczyc jezykow skoro ich inglisz jest oficjalny na
                                > calym swiecie. to zwykla wymowka. znasz kogos z kanady? oni tez mowia po
                                > angielsku i czesto znaja kilka innych jezykow. bo taki jest system edukacji.

                                Oficjalnymi jezykami Kanady sa angielski i francuski. Nie jest sztuka mowic po
                                angielsku w kraju, w ktorym jest to jezyk urzedowy. Ale juz mieszkancy
                                angielskojezycznych obszarow Kanady rzadko mowia po francusku.

                    • agazat Re: Nie dziwactwo tylko bieda 22.12.05, 20:41
                      Ania, jasne, ze jakbym pojechala do wegierskiej wioski to bym od nikogo
                      angielskiego nie wymagala. Ale juz duze miasto to co innego ... Budapeszt na
                      przyklad, czy inne przyciagajace turystow miejsca. Na dworcu w Budapeszcie
                      spodziewalabym sie moc kupic bilet po angielsku. Ukraina chce wejsc do Unii
                      Europejskiej ... to niby dlaczego nie moglibysmy w Kijowie dogadac sie na
                      dworcu kolejowym po angielsku??
                      Tu w Anglii obcokrajowiec w szpitalu ma prawo do tlumacza. Ja wiem, ze sytuacja
                      jest nieporownywalna - np operacja ratujaca zycie a kupno biletu na dworcu -
                      ale od pacjentow znajomosci angielskiego nikt nie wymaga. A gdyby tak na
                      poczcie czy na Centralnym w Warszawie czy Krakowie byla taka osoba, ktora
                      bylaby w stanie pomoc biednej kasjerce w dogadaniu sie z obcokrajowcem... Albo
                      kasa dla obcojezycznych z osoba mowiaca po angielsku. Albo jedna lub dwie, na
                      zmiane (czy to duzo??) panie w okienku na poczcie w Lublinie, ktorych znajomosc
                      angielskiego bylaby przyzwoita i nie doprowadzalaby do zenujacych sytuacji??
                      Mozna znalezc jakies rozwiazania. Poczta Polska chyba do najbiedniejszych firm
                      nie nalezy. Taka kasjerka z jezykiem moglaby miec jakis ekstra dodatek do
                      pensji, moze to by zmobilizowalo innych do uczenia sie jezykow??
                      Jeszcze raz mowie - nie moje rodzinne Starachowice, gdzie nie uswiadczysz na
                      dworcu obcokrajowcow w zabojczych ilosciach, ale miasta takie jak Warszawa,
                      Krakow czy nawet Lublin powinny zapewnic lepsze uslugi dla tych biedakow z
                      zagranicy, ktorzy nie wladaja polskim.
                      • ebola_zaire a moze powrot do glownego tematu? 23.12.05, 21:58
                        Ale.. odbieglismy od watku glownego, wiec zostawmy juz temat pani w okienku i
                        jej(i nie jej) znajomosci jezykow obcych, bo ile ludzi tyle opinii;)

                        --------

                        Odbieglismy jakies 30 postow wstecz :> wiekszosc tematow fajnie sie zaczyna i fajnie sie czyta NA TEMAT. Moze pozwole sobie zaproponowac stworzenia odnosnikow do prowadzenia dyskusji na temat posredni typu "pani z okienka". Np. Piszemy na temat Dziwactwa Polakow a ktos kto chce porozmawiac nie na temat ma odnosnik do innego watku gdzie mozna podzielic sie pogladami.Nie byloby latwiej? sympatyczniej? W co drugim watku na tym fajnym forum po kilku postach na temat jest...zmiana tematu i juz nie chce sie czytac. Jesli jest tyle osob ktore chce sie wymienic pogladami....to moze chat jest lepszym rozwiazaniem? Prosze o opinie :) .... nie w tym watku.

                        Pozdrawiam szanowne forumowiczki


                        ----
                        Ostatni wyjezdzajacy z kraju gasi swiatlo...
                        • aniek133 Re: a moze powrot do glownego tematu? 23.12.05, 22:24
                          Nie sadze, zeby to bylo takie proste jak Ci sie wydaje.... Nie jestes w stanie
                          kontrolowac dyskusji i nigdy nie wiesz, w jakim kierunku sie rozwinie. A poza
                          tym, dlaczego nie zalozylas osobnego watku, zeby nam to wszystko powiedziec
                          tylko zmieniasz temat?
                          • ebola_zaire Re: a moze powrot do glownego tematu? 23.12.05, 22:46
                            > A poza
                            tym, dlaczego nie zalozylas osobnego watku

                            ----
                            Dlaczego zalozylas ze jestem kobieta ? :D

                            ----
                            > tylko zmieniasz temat?

                            Temat juz zostal zmieniony...30 postow wstecz, a ja chce tylko do niego powrocic. Moze zacytuje siebie " Prosze o opinie :) ....
                            nie w tym watku." bo jestem ciekawy jak Polacy sa postrzegani przez Anglikow.

                            ---
                            Ostatni wyjezdzajacy z kraju gasi swiatlo...



                            ----
    • effata kaloryfery bez regulacji 11.01.06, 02:48
      Ale się umęczyłam w te święta, jak odwiedziłam swoich teściów. Chodzi o ...
      kaloryfery (gdzieżbym śmiała pisać coś złego o samych teściach:)))
      O ile już w nowym budownictwie (po 90 r. mniej więcej) są kaloryfery z
      (działającą czasami) regulacją, o tyle w starszych blokach te koszmarne
      hajcujące potwory są w stanie wykończyć (czyt. wysuszyć) każdego. Wszyscy
      złapaliśmy katary. Jak się otworzy okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza,
      to z kolei wpada taki mrożny strumień powietrza, że dzieciaki spędzające
      głównie czas na podłodze siędzą akurat w samym środku przeciągu.

      Co za koszmar!
      Zdecydowanie wolę angielskie piece (jak nie są zepsute miesiącami oczywiście ;-)
      które mogę sobie ustawić programatorem kiedy chcę i wyłączyć kiedy chcę.

      --
      Don't guess.
      • eballieu Re: kaloryfery bez regulacji 11.01.06, 08:55
        A tescie nie moga sobie wymienic kaloryferow tudziez samych regulatorow. Ten
        ostatni zabieg kosztowny nie jest, a im zycie ulatwi. No chyba ze lubia tak
        bez mozliwosci regulacji. Jak znam zycie, to zrobia to kiedy beda placic za
        tyle ciepla za ile zuzyja. I wtedy Effata bedzie przyjemnie 20 - 21 stopni
        ciepla:-)
        • effata Re: kaloryfery bez regulacji 11.01.06, 10:59
          Cały dowcip w tym dziwactwie jest właśnie w tym, że ludzie nie wymieniają. Jak
          spółdzielnia dała, tak ma zostać. A poza tym to nie wpływa na rachunki, bo w
          wielu miejscach płaci się ryczałtem np. do podziału na cały blok :( Naprawdę
          sporo jest jeszcze takich miejsc :( a nawet i liczniki na wodę jeszcze nie
          wszędzie są, choć to się jednak szybko zmienia.
          --
          Don't guess.
          • eballieu Re: kaloryfery bez regulacji 11.01.06, 11:43
            A no widzisz kochana, niektorych jednak nie wlasny komfort mobilizuje do
            pewnych zmian,ale wlasnie to ze beda placic za to ile ciepla pobiora. No nic,
            to trzymam kciuki, zeby wprowadzili podzielniki ciepla. tym samym beda i
            pokretla. I wtedy bedziesz zakrecac w trosce o dzieci, a tesc odkrecac w trosce
            w wnuki i tak przez caly pobyt.
            Maja swoje uroki te nasze pobyty u rodzicow, maja:-)
            • effata Re: kaloryfery bez regulacji 11.01.06, 11:54
              > Maja swoje uroki te nasze pobyty u rodzicow, maja:-)
              Mają, mają. Ale trzeba umieć rozegrać wszystko strategicznie - góra dwa dni, a
              tak na prawdę to jeden cały. Przyjazd wieczorem (już wszyscy zmęczeni, myśli
              się o spaniu, a nie o kłótniach czy innych głupotach :))), następny dzień i tak
              mija głównie na jedzeniu, wyjazd trzeciego dnia z rana. (to oznacza co prawda
              dwa noclegi, ale cóż, noc bywa bezpieczniejsza niż dzień :)))
              --
              Don't guess.
      • ralphos Re: kaloryfery bez regulacji 11.01.06, 21:39
        A mnie za to denerwuje, że w Anglii nie ma regulacji kaloryferów w domach - jest
        ogólny regulator temperatury sterujący piecem, ale nie ma możliwości zmiany w
        którym pokoju kaloryfer ma być cieplejszy, a w którym chłodniejszy. Efekt jest
        taki, że w salonie można się ugotować, a w moim pokoju nad ranem marznę.
    • effata Potrącanie 11.01.06, 02:50
      Po Londynie Warszawa wydała mi się miejcem niemalże wyludnionym,
      Nie zmieniało to faktu, że co chwila mnie ktoś trącał, pukał, popychał, walił
      plecakiem/torebką/workiem po kostkach, plecach, ramionach itp.
      Może nie jest to jakieś wielkie polskie dziwactwo - nie twierdzę, że jest to
      polska cecha narodowa :) ale jednak b. rzuciło mi się to w oczy.
      --
      Don't guess.
      • ania.eastwood Re: Potrącanie 11.01.06, 18:58
        effata napisała:

        > Po Londynie Warszawa wydała mi się miejcem niemalże wyludnionym,
        > Nie zmieniało to faktu, że co chwila mnie ktoś trącał, pukał, popychał, walił
        > plecakiem/torebką/workiem po kostkach, plecach, ramionach itp.
        > Może nie jest to jakieś wielkie polskie dziwactwo - nie twierdzę, że jest to
        > polska cecha narodowa :) ale jednak b. rzuciło mi się to w oczy.
        > --

        moj maz tez to zauwazyl - mowi, ze 'polacy nie umieja chodzic po ulicach' :) a
        moim zdaniem to kolejny objaw okazywania braku szacunku dla innych - tak jak
        przeklinanie czy plucie na chodnik..... smutne....
        > Don't guess.
    • effata Pouczanie 11.01.06, 03:00
      Nienawidzę, jak ktoś mnie poucza. Oczywiście nie mówię o dawaniu rad, przez
      znajomych. Ale denerwuje mnie jak co chwila (przynajmniej raz na dzień!) ktoś
      mi mówił jak mam ubrać dziecko (nie ktoś z rodziny), gdzie mam stanąć, czy mam
      zostawić wózek przed sklepem czy nie, jak się mam ustawić w autobusie, o
      wcięciu się jakiejś przechodzącej paniusi do mojej (owszem burzliwej, ale bez
      przemocy :))) rozmowy z dziećmi nie wspomnę.
      Fakt, że tu są przegięcia w drugą stronę np. nastolatki słuchające na cały
      regulator muzyki w metrze i do tego wyjące ni do rymu ni do taktu na cały
      przedział i nikt nie piśnie słówka. Już sama nie wiem, co gorsze.

      Ale wydaje mi się, że to pouczanie to taka polska cecha właśnie - bo ja wiem
      najlepiej, co jest dla ciebie idealnym rozwiązaniem i nie omieszkam cię
      natychmiast o tym poinformować :(
      --
      Don't guess.
      • eballieu Re: Pouczanie 11.01.06, 08:58
        Chcialoby sie spytac: W Hiszpanii bylas, we wschodnich Niemczech, w Italii, a
        moze w Polsce?
        Kochana, mi obcy ludzie dzieciaka na ulicy w Hiszpanii ubierali, bo 24 stopnie
        to stanowczo za zimno zeby dziecko bez skarpet bylo:-)
        To tak zeby cie pocieszyc:-)
    • greentea2 Re: Polskie dziwactwa 11.01.06, 23:11
      Najbardziej zaskoczylo mojego meza to, ze tak latwo jest o wizyte u lekarza i zrobienie roznorodnych
      badan. W UK nie chcieli mu zrobic przeswietlenia, w Polsce podszedl do okienka, potrzebuje
      przeswietlenie i 20min pozniej bylo gotowe, za jedyne 35zl.
      Teraz to wszystkim opowiada i sie smieje, ze z operacja serca jest pewnie tak samo, masz ochote, placisz
      i ci robia:)))
    • korasi Re: Polskie dziwactwa 15.01.06, 13:31
      Co zauwazyl moj mezczyzna:
      Kawa z fusami (oczywiscie nie w domu tylko gdzies w pensjonacie czy barach
      przydroznych)
      psy bezpanskie walesajace sie po ulicach
      obcy ludzie proszacy o kilka zlotych na piwo (rozbrajajaca szczerosc)
      "Jak mozna jesc rybe na deser?" (chodzi o karpia po zydowsku na slodko w
      galarecie z rodzynkami i migdalami na swieta)
      Oczywiscie dokladanie jedzenia, dolewanie alkoholu bez pytania (oczywiscie
      wszystko musi byc zjedzone i wypite - a potem sie zali)
      Popychanie, potracanie na ulicy bez przepraszania
      Ludzie, ktorzy sie nie usmiechaja
      Ludzie, ktorzy wstydza sie mowic po angielsku przy Angliku

      Alez on narzeka :) Dopiero teraz sobie to uswiadomilam jak spisalam. Ciekawa
      tylko jestem dlaczego w takim razie gdyby mogl wybierac wolalby mieszkac w
      Polsce? :)






      • deszczowawyspa Re: Polskie dziwactwa 15.01.06, 13:59
        znowu mi sie przypomnialo
        Warszawa, stare, nowe miasto:
        Ludzie(zbierajacy na wino-wodke) stojacy na parkingach, "pomagaja zaparkowac
        samochod", a potem wyciagaja reke po pare zlotych dajac ci do zrozumienia.. ze
        popilnuja samochodu, a jak nie.. to roznie moze byc:-/sa przeciez takie czasy
        ze wszystko sie moze przydazyc;)hmmm..
    • effata Metro Warszawa - Metro Londyn 30.01.06, 01:33
      To nie są może dziwactwa, ale ostatni weekend sporo się tłukłam londyńskim
      metrem i takie mnie naszły refleksje, czy raczej żartobliwe (!) porównanie.

      1. Gdzie stoją Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) na schodach ruchomych?
      a. wszędzie
      b. po prawej stronie

      2. Co robią Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) na peronie, jak czekają na metro?
      a. przestępują z nogi na nogę, zerkają na zegarek co 2 sekundy, fukają,
      krzywią się (że to metro nie nadjeżdża), przemierzają peron wzdłuż i wszerz ...
      b. cierpliwie czekają w miejscu

      3. Co jedzą Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) w metrze?
      a. nic
      b. wszystko (ach, uwielbiam mój płaszcz o zapachu chińszczyzny, albo włosy with
      vinegar "fragrance")

      4. Co czytają Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) w metrze?
      a. notatki z wykładów (pewnie się uczą na pamięć nazw państw i ich stolic ;)))
      b. gazety

      5. Co robią Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) jak zadzwioni im komórka (choć w
      Warszawie to bardziej dotyczy autobusów)?
      a. szepczą: Nie mogę teraz rozmawiać, bo jestem w autobusie i się rozłączają
      b. na cały regulator rozmawiają o wszystkim, bez żadnych oporów omawiając
      publicznie szczegóły swojego prywatnego życia.

      6. Dokąd jadą metrem Warszawiacy (a)/Londyńczycy (b) w piątkowy wieczór?
      a. na Ursynów (warszawską sypialnię), zaszyć się w zaciszu swojego domku
      b. na Oxford street, poprzedzierać się trochę przez dziki tłum zakupowiczo-
      balangowiczów :)))


      --
      Don't guess.
        • werrka Re: Metro Warszawa - Metro Londyn 30.01.06, 03:23
          POLSKIE DZIWACTWO W WIELKIM MIEŚCIE

          A mnie do prowadza do szału na tzw. mieście przechodzenie ławą na przejściach dla pieszych:((((( i idzie taka ława z jednej i drugiej strony na zderzenie czołowe. Ja zawsze idę prawą stroną, wreszcie u nas ruch prawostronny, i czy dziecko czy babcia z cała stanowczością idę na zderzenie czołowe jak ktoś bezprawnie znalazł się na moim pasie ruchu. Nie ma we mnie już litości bo od 20 lat nie widzę by coś się w tej kwestii zmieniało.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka