'wojna' angielsko-francuska

13.09.05, 11:51
Czy to prawda, czy kolejny stereotyp, że Anglicy nie znoszą Francuzów i vice
versa? Widziałam taki dowcip: wyszukiwarka Google.co.uk, ktoś wpisał hasło:
french military victories a odpowiedź brzmiała: Did you mean 'French military
defeats. Your search 'french military victories' did not match any documents.

Zauważyłam, że jest tu dużo mniej francuskich produktów czy firm. Czy to
tylko uwarunkowania ekonomiczne, czy rzeczywiście jakieś antypatie?
    • jagienkaa Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 11:55
      zdecydowanie antypatia:) nie lubi się tu Francuzów, a oni z wzajemnością (we
      Francji trudno się porozumieć po angielsku, chyba dla zasady hehe)
      Mój mąż też się niewybrednie wyraża o Francuzach, ale to raczej z przekory.
      • jennifer_e Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 12:10
        Że już nie wspomnę o tym, że jak Anglik wybiera się do Francji to płynie przez
        English Chanell, a jak Francuz płynie do Anglii to przez Kanał La Manche ;)

        Ale to prawda, jest mnóstwo przykładów na tę dziwną relację.
        Też mnie strasznie irytowało w Paryżu, że porozumieć się po angielsku nie można
        było za cholerę. Próbujesz coś zamówić w knajpie i widzisz, że kelner rozumie
        po angielsku, ale odpowie Ci po francusku.
        Mój trochę mówi po francusku i naprawdę się starał, ale oni za cholerę nie
        pomogą.
        Pamiętam kiedyś artykuł w gazecie na temat ustawy wprowadzonej przez Chiraca,
        która nakazywała zastąpienie francuskim takich słówek jak "walkman", "CD" i
        innych anglojęzycznych.
      • princessjobaggy Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 12:29
        O porozumiewaniu sie w jezyku angielskim we Francji wiele opowiesci juz
        slyszalam. I to nie tylko od samych Brytyjczykow. We Francji bylam jakies 9 lat
        temu, byla to jednak organizowana wycieczka, wszystko mialam podstawione pod
        nos, wiec nie musialam jako tako rozmawiac z Francuzami. Choc pamietam, ze w
        samym Paryzu ciezko bylo znalezc kogokolwiek kto mowil po angielsku.

        Znajoma Greczynka mieszkajaca od ponad 6 lat w Anglii kilka lat temu pojechala
        z kolezanka do Francji. Udaly sie na zakupy i kiedy doszlo do placenia, chciala
        jeszcze o cos zapytac. Wiedzac, ze Francuzi doceniaja wysilek sklecenia paru
        zdan po francucku, postanowila zbudowac kilka prostych pytan, ale jej to nie
        wychodzilo, wiec przeszla na angielski. Sprzedawczyni ja w tym momencie
        najzwyczajniej zignorowala i zwrocila sie do jej kolezanki, ktora francuski
        znala znacznie lepiej.

        W maju tego roku znajoma z pracy wyjechala z chlopakiem na dlugi weekend do
        Paryza i plan byl taki, ze mieli sie w tym jakze romantycznym miescie zareczyc.
        I wiecie co? Wrocili niezareczeni, poniewaz z nikim nie mogli sie dogadac i na
        kazdym kroku byli przez Francuzow ignorowani, co skutecznie popsulo im nastroje.

        Wiem, ze Anglicy to w wielu momentach ignoranci. Nie przejmuja sie nauka innych
        jezykow, bo tyle osob porozumiewa sie w ich jezyku. Ale sa tez tacy, ktorzy
        ucza sie jezyka innego niz francuski. Czasy, kiedy francuski byl 'na topie' juz
        DAWNO minely, a Francuzi zyja wciaz w jakims chorym przekonaniu o swojej
        waznosci (przynajmniej tak sie zachowuja). Fakt, ze wiecej Francuzow mowi po
        angielsku niz Anglikow po francusku, ale to nie wynika z francuskiej
        wspanialomyslnosci. Teraz to angielski jest 'na topie' i oni nie moga sie z tym
        pogodzic. Wychodza z zalozenia, ze jestes we Francji- mow po francusku. W takim
        razie niech oni bedac np. w Polsce mowia po polsku.
    • stafylokokus Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 12:09
      Mhm, jeden moj znajomy Angol twierdzi, ze Francja bylaby calkiem milym krajem
      gdyby nie byla pelna Francuzow :) A niedawno przeciez byla afera kiedy Paryz i
      LOndyn m. in. rywalizowaly o olimpiade i pan Chirac sobie pozwolil na jakies
      drwiace i faktycznie dosc glupie uwagi o Anglikach, chyba przez tydzien to w
      gazetach przezywali bardzo intensywnie. Ewidentnie istnieje silna wzajemna
      animozja. Nawiasem mowiac ja jestem za Francja :)))))))
      • jennifer_e Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 12:20
        ps. z jednej strony rozumiem Francuzów, bo też mnie czasem denerwują te
        angielskie imperialistyczne pozostałości
        (kiedyś wdałam się z kolegą Angolem w dyskusję o Jałcie i okazało się, że
        Churchill tak naprawdę był tam wielkim dobroczyńcą Polski (!)
        a z drugiej strony przypomina mi to trochę takie dziecięce przepychanki.
        • grkl Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 12:58
          "z jednej strony rozumiem Francuzów, bo też mnie czasem denerwują te
          angielskie imperialistyczne pozostałości"
          - przypominam tylko, że Francja też miała imperium, którym zarządzała
          brutalniej niż Anglia.
          • monia72 Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 14:04
            Jak na forum Polki w Anglii ... Coz jestem z wyksztalcenia romanistka i
            wybaczcie ale jakies oklepane frazesy tutaj padaja. Nie dlatego, ze znam
            francuski ale dlatego, ze wielokrotnie bylam we Francji ( a zastrzelil mnie
            tekst o niemoznosci zareczyn z braku romantycznego miejsca, hi, hi). Poki co
            sprowadzil sie ten temat do problemu dlaczego ci niedobrzy Francuzi nie chca
            mowic do tych innych biedakow po angielsku (tutaj proponuje wyobrazic sobie
            analogiczna sytuacje w Polsce w sklepie). Z doswiadczenia zyciowego wiem, ze
            tylko i wylacznie w zyciu zalezy od ludzi samych jak sa traktowani i na jakich
            ludzi trafiaja. Ja mialam to szczescie, ze trafilam na fajnych, milych,
            wyksztalconych i mowiacych po angielsku ludzi (co bylo wazne dla mojego meza:)
            Doceniam ich kuchnie, dobre wino (niekoniecznie za tak zabojcze ceny jak w
            Anglii), piekny jezyk :) To na tyle (zawodowo sie zezlilam)
            • jennifer_e Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 14:13
              monia, chyba trochę się nie zrozumiałyśmy, w tym wątku są aż dwa głosy za
              Francją ;)
              nikt tu nie twierdzi, że ci niedobrzy Francuzi to czy tamto.
              Ja mam bliskiego przyjaciela Francuza, francuska kultura, kuchnia bardzo mi się
              podoba no i pomimo tego, że nie mogliśmy się dogadać z kelnerami w Paryżu to
              rozważamy przeniesienie się gdzieś na południe Francji za kilka lat (po
              dogłębnym kursie językowym oczywiście)

              Ja uważam, że obie strony są równie zacięte w tym sporze, wystarczy spojrzeć na
              mapy, gdzie ten sam kawałek wody jest nazywany różnie, zależnie od tego czy
              mapa drukowana po jednej czy po drugiej stronie Kanału.
              • werrka Re: 'wojna' angielsko-francuska 16.09.05, 13:26
                A trudno lubic Anglików będących w Paryżu gdzie moje dziecię studiuje. A dlaczego? Jej przykre problemy z Anglikami zaczęły się w Dysneylandzie, miała 18 lat i była to jej pierwsza praca, a grubiaństwo Anglików, tak kobiet jak i mężczyzn, ją porażało. Jej szefem w pracy był też Anglik, cudowny, wspaniały człowiek , który wstydził się za swoich rodaków. Potem utarł się taki schemat dziecię-Anglicy- awantura - reakcja szefa- och! to znowu byli Anglicy??
                Teraz studiuje, a wolnym czasie pracuje Planet Hollywood i jedyna nacja wychodząca bez płacenia rachunków to Anglicy.
                W Paryżu (we Francji) nie znosi się Anglików z roznych powodów... patrz powyżej. Moje dziecko polubiało ich w Londynie, ale na ziemi francuskiej są nie do strawienia.
                Co do znajomości angielskiego to dziwne to jest faktycznie, Francuzi prywatnie okazują się pilnymi uczniami z bogatym słownictwem, doskonała gramatyką, kiepskim akcentem :))), a publicznie czyli w sklepie, na ulicy, w urzędzie totalna niemoc językowa :).
                Z drugiej strony mi się to na swój sposób podoba, przynajmniej nie mają wymagań by sprzątaczka na lotnisku znala angielski, u nas dokładnie odwrotna paranoja ..... buchachacha.
                • werrka Re: 'wojna' angielsko-francuska 16.09.05, 13:37
                  Acha! jeszcze jedno... Francuzi(kobiety i mężczyźni) są aroganccy w stosunku do wszystkich cudzoziemców, tylko mnie spotkał zaszczyt, że zawsze zachowywali się przyzwoicie i byli pomocni, nawet przy dźwiganiu bagazy w metrze :))), ale ja z nimi rozmawiałam mową ciała, gesty i miny, chicholi zawsze nieprzeciętnie ale pomagali. Aroganckie zachowania to spotkały mnie od mieszkających we Francji Afrykanek, to są dopiero okazy chamstwa niezwykłego. No.. ale dla mnie to nie są Francuzi w kulturowym rozumieniu tego słowa. I mało mnie obchodzi czy to poprawne politycznie czy nie. Zresztą ja mieszkając we Anglii też nie będę Angielką, nawet mając ichniejszy paszport.
            • lee.loo żeby jeszcze dolać oliwy do ognia 13.09.05, 14:14
              1. Czym różni się patriota francuski od Yeti?
              - Podobno Yeti był przez kogo¶ widziany.

              2. Na aukcji internetowej wystawiono francuski karabin z II Wojny Światowej,z
              opisem "Nie strzelany, raz upuszczony".

              3. Jak się nazywa facet z kamizelk± kuloodporn± chroni±c± tylko plecy?
              - Jacques Chirac

              4. Dlaczego francuski samolot my¶liwski nazywa się Mirage?
              - Bo nikt go nigdy nie widział na polu bitwy.

              5. Jaka jest różnica między żółtodziobem a Francuzem?
              - Z żółtodzioba zrobisz żołnierza.

              6. Po co posadzono tyle drzew dookoła Pól Elizejskich?
              - Żeby Niemcy mogli maszerować w cieniu.

              7. Dlaczego w Euro Disneylandzie nie ma fajerwerków?
              - Bo za każdym razem, jak je wystrzeliwano, Francuzi się poddawali.

              8. Dlaczego Francuzi byli przeciwko atakowi na Saddama?
              - Nienawidzi USA, uwielbia cudze żony i nosi beret. On jest Francuzem.

              9. Dlaczego francuska armia nakazuje żołnierzom codzienne pranie podkoszulek w
              wybielaczu?
              - Żeby ich białe flagi były lepiej widoczne

              10. Dlaczego dobrze być Francuzem?
              - Poddajesz się na pocz±tku wojny, a USA wygrywaj± j± za ciebie.

              11. Co powiedział mer Paryża do niemieckiego dowódcy po wkroczeniu wojsk
              IIIRzeszy do miasta?
              - Stolik dla stu tysięcy, proszę Pana?

              12. Co po niemiecku znaczy "Maginot"?
              - Witajcie!

              13. Jak nazwać 100 000 Francuzów z podniesionymi rękami?
              - Armia

              14. Dlaczego francuskie czołgi maj± lusterka boczne?
              - Żeby obserwować pole bitwy.

              15. Ilu Francuzów potrzeba, by obronić Paryż?
              - Nie wiesz? Ja też nie wiem... nikt nie wie - bo nigdy nie próbowano.

              16. Francuskie czołgi maj± 3 biegi do tyłu i jeden do przodu.
              - Po co im ten do przodu? Na wypadek, gdyby wróg zaskoczył ich od tyłu.

              17. W jaki sposób przekonać Francuzów, żeby zaangażowali się w akcję militarn±
              w Iraku?
              - Powiedzieć im, że znaleziono tam trufle.

              18. Dlaczego w Paryżu zabronione jest rzucanie petard?
              - Bo jak słychać huk petard to się s±siedni garnizon poddaje.

              19. Dlaczego Francuzi nie pomogli Amerykanom wyrzucić Saddama Hussajna z Iraku?
              - Głupie pytanie, przecież nie pomogli nawet w wyrzuceniu Adolfa Hitlera z
              Francji.

              20. Jak się nazywa najkrótsza ksi±żka ¶wiata?
              - Poczet francuskich bohaterów wojennych.

              "Z tego co wiem, wojna zawsze oznacza porażkę".
              Jacques Chirac

              "Wolę mieć niemieck± dywizję przed sob±, niż francusk± za sob±".
              George Patton
            • princessjobaggy Re: do Moni 13.09.05, 14:50
              Akurat w przypadku tych niedoszlych zareczyn nie masz racji. Tam nie chodzilo o
              brak romantycznego miejsca. Znajomi zgubili sie w Paryzu, chodzili w te i
              spowrotem, nie mogac trafic, nikt im nie chcial i/lub nie potrafil pomoc, w
              restauracjach nie mogli sie dogadac i ogolnie trafili na malo zyczliwych ludzi.
              Z tego tez powodu dochodzilo do spiec miedzy nimi i czar prysl. W takich
              okolicznosciach tez nie chcialabym sie zareczac.

              Oczywiscie nie byla to wina wszystkich Francuzow razem wzietych, a raczej
              konkretnych osob, na ktore trafili znajomi w trakcie swego pobytu. Nikt nie
              lubi byc ignorowany, zawsze mozna sie dogadac na migi. Tyle, ze ta druga strona
              musi chciec, a nie machnac reka i odejsc, bo ktos nie zna jezyka. Chcialabys
              zostac w restauracji, gdzie kelner nie mial nawet ochoty pomoc Ci w zamowieniu
              potrawy i stal nad Toba ze znudzona mina, przytupujac noga ze
              zniecierpliwienia, kiedy Ty probujesz mu wyjasnic o co Ci chodzi. To nie sa
              tylko oklepane frazesy, te opinie skads sie przeciez biora. Widocznie zdarza
              sie to w stosunku do obcokrajowcow czesciej niz w innych krajach. Pomijam juz
              tzw. konflikt brytyjsko-francuski, bo takie opinie slyszalam nie tylko z ust
              Brytyjczykow. Jakos nic takiego nie slyszalam np. o goscinnosci Wlochow czy
              Grekow.

            • eballieu Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 14:52
              Effata - w Angli jest najwyzsza sprzedaz francuskiech produktow, poza Francja.
              Tu jest bardzo posh i snobistycznie w pewnych gronach kupowac to co francuskie
              i jezdzic do Francji na wakacje, zakupy i weekendy. O tym jak jest to dobrze
              widziane mozna sie przekonac ogladajac reklamy - ot przyklad z ostatnieogo
              weekendu - reklama Lacoste w "Style" (dodatek do The Sundey Times) - napisane
              po francusku "un peu d'air sur terre". Po co? Bo lepiej brzmi dla angielksiego
              snoba:-)Tak samo z innymi reklamami. Ot widzialma w broszurze RHS GArden
              uzywanie francuskiego slowa "Voila" (sorki za brak akcentu,ale nie mam
              klawiatury) - tam mozna sobie kupic kule do gry w "petanque" (znow przepraszam
              za brak akcentu) i uczynic w ogrodzie kawalek francuskiego raju czy cos:-)
              Ja to widze nagminne, jak bardzo Anglicy uwielbiaja to co francuskie. Bo gdyby
              nie uwielbiali i znali sie troche na tym co rzeczywiscie dobre, to nikt by nie
              zaplacil 12 funtow za wino stolowe w Waitrose, ktore po prostu jest
              najzwyklejszym winem, jakie we Francji w upalny dzien chlop po pracy w polu czy
              biurze wypija schlodzone do obiadu i placi za nie 1,5 euro:-)Nie jest to zle
              wino, nie zrozumncie mnie zle, ale za 12 funtow, czytaj 16 euro to juz sie
              kupuje bardzo dobre wino. A czasem nawet doskonale - ocena zalezy od tego co
              kto lubi.
              Ja uwielbiam obserwowac, to jak przemykajac przez wsie francuskie i zatrzymujac
              sie w lokalnych sklepach na zakupy (a jezdzimy autem z napisem GB) jestesmy
              odbierani, jak nas komentuja Francuzi. Generalnie stereotypowe komentarze o
              Anglikach. I odczekamy zawsze chwile z mezem i witamy sie po francusku z
              lokalnymi mieszkancami i pania w sklepie. Och jak im glupio wtedy, strasznie.
              Ba trafili nie na Anglikow. To samo w Belgii - tam bardzo nie lubia Anglikow.
              Oj strasznie. Maja bardzo zla opinie - pijakow, wandali - no coz kibice nie
              jeden pociag juz rozwalili, niejedna witryne w Brugii itp. I my znowu z tym
              autkiem z angielska rejestracja i sluchamy po wsiach - a wtedy juz maz ma
              niezly ubaw - bo odpowiada na komentarze w dialekcje zachodniej Flandrii. Oj
              pala wtedy cegle, pala. A pozneij rozmaiwaja wspolni eo tym co Anglicy i ja
              tylko sie domyslam, ze dobrze nie mowia:(
              Ale po angielsku kazdy moze zostac obsluzony w Belgii. Zreszta mi sie nie
              zdarzylo, zeby ktos w turystycznym miejscu we Francji nie obsluzyl mnie po
              angielsku - w hotelowej recepcji itp. Fakt w restauracjach nigdy nie
              probowalam.
              Ja uwielbiam obserwowac te dwa narody. I ukrywac nie bede, ze z opinia
              prezydenta Francji o kuchni angielskiej sie zgadzam, co nie znaczy ze podobal
              mi sie sposob w jaki to ujal. I jemu nie wypada. W koncu nie oszukujmy sie
              jesli chodzi o kulinaria to w czolowce swiatowej Anglia nie jest (Francja tez -
              spytajcie Szwajcara lub Flamanda - dowiecie sie dlaczego), oraz o to co
              przecietny mieszkaniec ma na talerzu w codzienny dzien - no tez do najlepszych,
              najzdrowszych to nie nalezy. A we Fracji jest prosto, ladnie i taniej niz tu.
              No i ta jakosc jedzenia dla przecietnego czlowieka. W tym krajow takich jak
              Belgia, Francja, WLochy, Hiszpania, Portugalia i Grecja nikt nie pobije.
              Za co lubie Francje - za serwis, wiem ze siadajac na kawie zostane obsluzona,
              dostane szklanke wody do popicia, ciasteczko czy slodkiego migdala. Za to, ze
              ciagle jeszcze jest mnostwo rodzinnych knajp, kawiarenek, piekarni, ciastkarni,
              sklepow z wedlinami, serami, warzywami, miesem, rybami - gdzie znowu dba sie o
              klienta i jakosc. Ze po swieze produkty nei musze isc do supermarketu. Lubie
              tez Francuzow za ich niefrasobliwosc i tempo zycia - szczegolnie na poludnie od
              PAryza - "poczta zamknieta do 15, jesli o 15 nie bedzie otwarta to o 15.30 -
              uwielbiam ten ich popoludniowey odpoczynek))Tego wszystkiego brakuje mi tu w
              Anglii. I wiem ze Anglik przyzwyczajony do papierowego kubka i samoobslugi nie
              jest w stanie tego zrozumiec.
              To sa takie drobne rzeczy, ale sporbuj tu w piekarni powiedziec - prosze mi
              zapakowac to ciasto, bo ide z wizyta i to jest upominek dla gospodarzy - nie
              beda mieli w co. No chyba ze wejdziesz do francuskeij piekarni w Londynie.
              Sprobuj poprosic o zapakowanie perfum w Bootsie, zapomnnij o tym, kupic mozesz
              torebeczke prezentowa.
              Przylaczajac sie do "wojny" - powiem tylko gdzie bym wolala zyc - we Francji.
              Nie dlatego ze sie naogladalam bajek o tym jakie tam cudowne zycie. Po prostu
              bardziej odpowiada mi mentalnosc ludzi. Ceny - dostosowane do jakosci jedzenia.
              I to co mnie cieszy w zyciu - swieze pieczywo na sniadanie, miska salaty do
              obiadu, wino. Tego mi strasznie tu w Anglii brakuje.
              • eballieu Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 14:59
                Ja mam jeszcze jedna uwage - co do Francuzow w PAryzu. Otoz tak samo jak
                angielskiego Londynczyka trudno spotkac na ulicy w Londynie, tak samo Francuza
                na ulicy w Paryzu.
                I co do restauracji - ja mialam za to inny przypadek. W pieknej i dobrej
                restauracji w centrum Paryza - (to nie czesto sie zdarza ze wzgledu na
                turystyke) kelner pomylil sie i moje danie podal panu obok. Pan juz zaczal je
                konsumowac, a my otrzymalismy nasze dania pozniej - ja otrzymalam danie pana
                obok. Za te pomylke nie zaplacilismy za butelke szampana. Oby czesciej tak
                wynagradzano pomylki w restauracjach.
                Mysle, ze gdyby ludzi tak strasznie cuzli sie we Francji, to by przychod z
                turystyki w tym kraju malal, a obserwuje sie cos odwrotnego. Fakt sami Francuzi
                malo podrozuja - wola odwiedzac wlasny kraj.
                • jagienkaa Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 15:56
                  eballieu, jak to mówi Joey z Friends, i ja: ja się nie dzielę jedzeniem:) i tę
                  butelkę szampana to by sobie mógł kelner nie powiem w co wsadzić, ja bym wolała
                  moje danie:)
                  my pojechaliśmy do Paryża na krótki 'honeymoon' po ślubie, na 4 dni ale w
                  lutym. NIe zachwyciło mnie to miasto, ani tymbardziej mieszkańcy, ale tak jak
                  napisałaś - na pewno w innych regionach jest inaczej (jak w Anglii, Londyn jest
                  bardzo nieangielski). Na pewno pojadę znowu do Francji, ale mam inne kraje do
                  odwiedzenia na liście:)
              • jennifer_e Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 15:48
                dobrze gada kobita, wódki jej dać! albo winka francuskiego ;)))

                eballieu, czy ja już mówiłam, że lubię Cię czytać?
                no, to mówię ;)
    • basia313 Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 14:55
      Wydaje sie mi, ze Francuzi owszem nie sa zbytnio przyjaznie nastawieni do
      Brytyjczykow, ale tez nie czuja sie ich wrogami. To ze chca by we Francji mowic
      po francusku, to tak rzeczywiscie jak w polskim sklepie, sklepowa mowi
      wylacznie po polsku.
      Anglicy natomiast sami w sobie chyba jakos zazdroszcza Francuzom bycia
      niezaleznymi. Szanuja natomiast ich kuchnie, maja wielu swietnych francuskich
      pilkarzy, ktorych kochaja.
      No a co do nazwy kanalu, to przeciez podobnie jest z M. Baltyckim, ktore
      Anglicy nazywaja inaczej niz my.
      Anglicy zdecydowana antypatie czuja do Japonczykow i Niemcow. Pozostalosc po II-
      giej wojnie swiatowej.
    • princessjobaggy Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 15:09
      Oczywiscie gdybym miala wybierac, to zdecydowanie bardziej wolalabym mieszkac
      we Francji niz w Anglii. Francja nie jest moim wymarzonym i ulubionym panstwem,
      ale o wiele jej blizej do Europy niz strasznie zamerykanizowanej Anglii.
    • tiffany7 Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 16:27
      Ah, uwielbiam ten temat!!!
      Skad ten konflikt? Dawno, dawno temu byla sobie Wojna Stuletnia, ktora
      faktycznie trwa do dzisiaj :).
      Ja w calej tej grosteskowej sytuacji jestem proangielska, bo podoba mi sie jak
      Angole swoim humorem wyprowadzaja Francuzow z rownowagi; ci z kolei nie kumaja
      nawet nie zdaja sobie sprawy ze ci drudzy sie z nich nabijaja (klasyczny
      przyklad "excuse my French" w przypadku kiedy uzywa sie nieeleganckiego, czyt.
      wulgarnego angielskiego).
      Francuzi maja wiele powodow do irytacji np. z tytulu jezyka. Przyklad: w
      czasach kolonialnych Imperium Brytyjskie prowadzilo tzw. posrednia polityke
      jezykowa. Chodzi o to, ze j. angleiskiego miala uczyc sie tylko mala grupka
      ludzi zatrudnionych w administracji, natomiast francuskiego nauczano wszystkich
      w koloniach. Jednak nawet z taka polityka francuzi przegrali walke o prym
      jezykowy.
      Oj, mozna by pisac...
      Ekstremalne nastroje antyfrancuskie mozna znalezc na www.fuckfrance.com (zeby
      bylo smieszniej, to jest chyba strona amerykanska). Ostrzegam, moze byc rude!
    • monikaj Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 17:02
      Jeszcze w zeszlym roku mieszkalam w Kanadzie i bedac na wycieczce w Montrealu
      bylam bardzo rozdzarowana (pomimo calego uroku tego miasta) ze jest ono i cala
      prowincja tak francuskie. W Kandzie obowiazuja dwa oficialne jezyki angielski i
      francuski. O ile we wszystkich prowincjach poza Quebec przewaza angielski to
      wszystko jest napisane lacznie ze znakami drogowymi i opakowaniami z jedzeniem
      w obu jezykach. Na stanowiska rzadowe, obslugi klienta i wiele innych wymagana
      jest znajomosc obu jezykow. Sytuacja ta nie dotyczy Quebecu gdzie francuski
      dominuje i angielski jest potraktowany per noga.
      Sama wczesniej slyszalam wiele historii o zachowaniu Francuzow, ich narodowej
      arogancji i wywyzszaniu sie w stosunku do innych narodow, w tym szczegolnie
      Anglikow.
      Odkad przeprowadzilam sie do Anglii moje zdanie jednak uleglo pewnej zmianie,
      kiedy zauwazylam ze Brytyjczycy pod tym wzgledem zachowuja sie podobnie do
      Francuzow. Czytalam niedawno pewna humorystyczna ksiazeczke o Anglikach, w
      ktorej bylo napisane, ze Anglicy wspolczuja ludziom inych narodowosci ze mieli
      tego wielkiego pecha urodzic sie poza Wielka Brytania. Moze i bylo to
      powiedziane zartobliwie, niemniej oddaje stosunek wielu Brytyjczkow do innych
      nacji.
      Po tych doswiadczeniach doszlam do wniosku ze Anglicy i Francuzi sa siebie
      warci i niech sie tluka jak im to pasuje a ja bede pic francuskie winko i
      angielska herbatke i przyjaznic sie z... Australijczykami ;)
      • annamaria0 Angielska ambiwalencja 13.09.05, 17:23
        Znajomi Anglicy czesto zartuja z Francuzow, wytykaja im tchorzostwo w czasie
        wojny, ale jednoczesnie chetnie jezdza tam na wakacje, a niektorzy nawet
        rozwazaja przeniesienie sie tam na stale, w slad za tysiacami, ktorzy juz to
        zrobili...

        • annamaria0 Re: Angielska ambiwalencja 13.09.05, 17:29
          ogladalam kiedys program oparty na podobnej zasadzie co Wife Swap, tyle, ze tu
          rodziny wymienily sie domami. Typowa angielska rodzina z typowa francuska.
          Anglicy wypadli fatalnie - nie sprzatneli domu, zostawili kosz pelen smieci,
          nieposcielone lozka, na przywitanie zostawili francuskiej rodzinie pieniadze na
          pizze itd.
          Francuska rodzina wysprzatala dom na blysk, w lodowce zostawila szampana i
          przygotowany wykwintny obiad, na lozkach dzieci (poscielonych) lezaly slodycze,
          a na stole w kuchni instrukcje, jak maja odebrac z cukierni pyszny tort.
          Bedac juz w Anglii, Francuzi potrafili sie porozumiec po angielsku, Anglicy zas
          mowili do Francuzow wylacznie po angielsku lub na migi.
          Zal mi bylo tej bardzo sympatycznej francuskiej rodziny.
          • kasia799 Re: Angielska ambiwalencja 13.09.05, 22:58
            Ogladalam chyba ten sam program ale odcinek, w ktorym rodzina angielska
            wymieniala sie z wloska.
            Tam Anglicy wypadli (w sensie sprzatania) duzo lepiej
            Ale za to Wlosi wspaniale poslugiwali sie jezykiem angielskim, i w ogole byli
            jakos sympatyczniejsi.

            A co do Francji to pamietam, ze beda w Paryzu nie mialam wiekszych problemow z
            komunikacja. Starsi to raczej mniej ale mlodzi ludzie znaja angielski.
            Francuski znalam wtedy bardzo szczatkowo i do tego wstydzilam sie mowic, wiec
            zostawal tylko angielski ;-)
    • eballieu Re: 'wojna' angielsko-francuska 13.09.05, 17:45
      A mi sie najbardziej podoba to jak my Polacy na emigracji - w Anglii czy we
      Francji doskonale wtapiamy sie w takie wojny. To ze chyba ktos w tej wojnie
      jest proangielski swiadczy o tym, ze zaaklimatyzowal sie. I z calym szacunkiem
      dla obu nacji - gratuluje tym co sie w pewnym stopniu zasymilowali. To chyba
      jedyna droga do dobrego samopoczucia gdzie indziej.
      Musze nadrobic braki w tutejszym menu telewizyjnym. Nie wiem o czym do mnie
      mowicie kiedy przytaczacie jakies programy czy filmy:( Dobrze, ze wyjasniacie
      co nieco.
      A Paryza to tez nie lubilam po pierwszej wycieczce. Dopiero kiedy mialam okazje
      tam pobyc 3 tygodnie i poznac to miasto z francuskimi znajomymi - spodobalo mi
      sie. I jesli ktos bedzie jechal, to moge polecic trzy dobre restauracje - tam
      gdzie jeszcze jedzenia w mikrofali nie podgrzewaja.
      I o jedno Was prosze - nie rezerwujcie wakacji we Francji przez angielskie
      biura podrozy - nie bierzcie wakacji z ofert dla Anglikow. Bedziecie strasznie
      zawiedzeni. Potraktuja was na wstepie jak tych co za byle co beda placic jak za
      zloto. Omijajcie takie miejsca. Trudno, ale mozliwe do zrobienia.
    • lillek Re: 'wojna' angielsko-francuska 15.09.05, 19:36
      Jednym z niezlych 'dowcipow' Anglikow jest to, ze Francuzi przyjezdzajacy do
      Londynu Eurostarem, wysiadaja na stacji.... Waterloo. Uwazam, ze to naprawde
      rewelacyjny policzek na dzien dobry :)
      • neeki Re: 'wojna' angielsko-francuska 15.09.05, 21:08
        ja tam tej niecheci nie zauwazylam. w koncu tu duzo jest francuzow.
        a co do niecheci francuzow o angielskiego to raczej mi sie wydaje, ze jest to
        zwiazane z francuska arogancja. wydaje im sie ze wszyscy powinni mowic w ich
        jezyku, a przy okazji niewielu francuzow sie posluguje jakims jezykiem obcym.
        opowiadal mi kolega jak probowali kupic we francji cos w mcdonald's, i gdy
        poprosili po angielsku to laska ich po prostu olala i zaczela obslugiwac
        nastepna osobe.
        • monia72 Re: 'wojna' angielsko-francuska 15.09.05, 21:12
          A mnie zawsze zastanawia co by bylo gdybym tutaj w restauracji usilowala cos
          zamowic po francusku albo nie daj bog po polsku. Calkiem niedawno dzwonilam do
          bardzo ekskluzywnego hotelu w Kent i NIKT nie mowil po francusku ( przez
          telefon slychac bylo panike...), a niby w hotelach sie wymaga. Wiec dlaczego
          wymagac, ze w McDonald we Francji ktos bedzie mowil po angielsku?
          • neeki Re: 'wojna' angielsko-francuska 15.09.05, 21:29
            coz jezeli to jest w paryzu... i smiem twierdzic ze angielski jest bardziej
            popularny niz francuski. nie mniej jednak to juz nie chodzi o znajomosc
            angielskiego, w koncu mcdonalds ma na calym swieci takie same smeici w ofercie.
            chodzi o fakt ze laska uslyszala angielski i totalnie olala ludzi, przy okazji
            to byli polacy ktorzy nie poslugiwali sei francuskim. zwykla uprzejmosc wymaga
            zeby sie starac pomoc. tak jak np gdy w anglii pojawi sie ktos nie mowiacy
            tutejszym jezykiem
    • mgna Re: 'wojna' angielsko-francuska 15.09.05, 21:21
      Effata:
      Your search 'french military victories' did not match any documents.

      Przeciez Francuzi wlasnorecznie nigdy nie zwyciezyli. Wola sie podstosowac i
      innym wojny wojowac...Anglicy i Amerykanie twierdza ze tchorzostwem to smierdzi.

      Czy Anglicy i Francuzi sie nie lubia? One-on-one pewnie lubia sie, ot jak to
      zawsze, czasami wpadniesz na kogos z kim sie zgrasz, a czasami nie. Ogolnie
      jednak piszac, na tlach politycznych, to na pewno sie nie lubia.

      W moich stykach z Francuzami uwazam ze sa bardzo mili (oprocz Paryzan -
      bezczelne, zarozumiale i leniwe ropuchy) i milo sie z nimi balowalo (szkoda
      tylko ze dezodorant nie zostal jeszcze "odkrytym" przez nich). Wkrecili sie w
      nasze towarzystwo bardzo latwo. Na tlach politycznych nie znosze
      Francji...brrrrr socialisci....to the guillotine!
      • neeki Re: 'wojna' angielsko-francuska 15.09.05, 21:31
        co do opinii o mieszkancach paryza to sie zgadzam.
        poza tym protestuje. wiem ze mowi sie o francuzach ze sa niedomyci, ale mam
        bardzo dobra kolezanka ktora jest super zadbana dziewczyna., zawsze swietnie
        ubrana. i dobrego kolege ktory posmierdza egoiste chanel.
    • princessjobaggy Re: Francuzi i mydlo 15.09.05, 22:55
      No wlasnie, co z tym srednim zuzyciem mydla na jednego Francuza. Niedawno ktos
      mi pokazal jakies dane statystyczne i sie okazalo, ze Francuzi zuzywaja bardzo
      malo mydla. Nigdy wczesniej nie zetknelam sie z opiniami o Francuzach, ze sa
      niedomyci!
      • monia72 Re: Francuzi i mydlo 15.09.05, 23:04
        Jak na forum Polki w Anglii to ladnie, ladnie :) A podobno to nieladnie zle o
        innych nacjach sie wyrazac. Pozdrawiam Iza
        • eballieu Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 09:55
          Mydlo wysusza skore. Francuz nie moczy sie w wannie godzinami jak Anglik.
          No i zelu pod prysznic uzywa, a nie jakiegos mydla na szarym sznurze do zlewu
          przyczepionego.
          Hi hi hi,
          to tak zeby rozweselic nieco ta dyskusje o myciu lub nie myciu sie Francuzow.
          • tiffany7 Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 13:56
            ... a ja dodam, ze mlotczki do zabijania pchel w perukach to wynalazek
            Francuzow z czasow Ludwika XIV :))
            • annamaria0 Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 14:00
              A pamietacie poczatek "Pachnidla" Suskinda? Opis tego, jak smierdzial Paryz; nie
              mam ksiazki pod reka, ale pamietam, ze bylo o tym, iz krol wonia przypominal
              starego kozla, a krolowa - koze:-)
              • eballieu Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 14:26
                Pamietamy, czytalam to po francusku.
                I wiecie co, Francuzi ktorych ja znam na serio mowia o tym, ze nacja ich
                moglaby wiecej mydla zamiast perfum uzywac.
                Co do tego jacy sa?
                Mysle ze gburowaci, zadufani w sobie, dla tych co nie mieli mozliwosci wejscia
                w ich srodowisko, bycia w ich domach, itp. A tego bez lokalnej "wtyczki" chyba
                trudno dokonac.
                Sprobujcie wejsc do domu angielskiej rodziny, bez posiadania angielskiego
                chlopaka, meza, super bliskiego przyjaciela. Jest ciezko. Ja nie mowie o
                znajomych z klubow, zajec, z ktorymi wychodzi sie pozniej do kina, knajpy, a
                czasem nawet wyjezdza na weekend.
                Ja mysle o tym ze ktos zaprosi cie do domu na kolacje, obiad, herbate.
                • glasscraft Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 14:50
                  A czy nie byloby rownie ciezko dostaz odpowiednik takiego zaproszenia w Polsce,
                  USA, Holdanii i gdziekolwiek indziej?
                  • mgna Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 22:55
                    Nie w USA. Amerykanie sa o wiele przyjazniejsi niz Europejczycy sa. W Polsce
                    nie wiem jak naprawde jest, czasami Polacy wydaja mi sie bardzo chlodnym i
                    bezczelnym narodem, a czasami wydaja mi sie bardzo serdeczni, pomocni i goscini
                    (zwlaszcza do obcych z zagranicy).
                    • mgna Re: Francuzi i mydlo 16.09.05, 23:06
                      W Angli i w Szwecji trudno jest sie wkrecic w ich srodowisko, chyba ze sie zna
                      kogos kto do nich "nalezy" lub jesli samemu jest sie zasimilowanym w ich
                      spoleczenstwo. W krajach biedniejszych (poludniowa Europa, poludniowa Ameryka i
                      Azja) i u biedniejszych ludzi z tych spoleczenstw (oprocz Mniejszej Azji i
                      polnocnej Afryki gdzie nawet zamozni ludzie sa bardzo goscinni), ludzie wydaja
                      sie bardziej serdeczni i goscinni, drzwi do ich domow stoja otworem...moze to
                      ma nie tak do zeczy z narodowoscia jak z ekonomiczymi sytuacjami danej rodziny?
                      Wiadomo w krajach zachodnich (a zwlaszcza w krajach protestanckich) ludzie sa
                      bardziej zamozni niz w kraja wschodnich...moze im wiecej ludzi w danym
                      spoleczenstwie jest zamozna tym mniej sa chetni na "kolezenstwo" z obcymi?
              • mgna Perfume 16.09.05, 22:52
                "In the period of which we speak, there reigned in the cities a stench barely
                conceivable to us modern men and women. The streets stank of manure, the
                courtyard of urine, the stairwells stank of moldering wood and rat droppings,
                the kitchens of spoiled cabbage a nd mutton fat; the unaired parlors stank of
                stale dust, the bedrooms of greasy sheests, damp featherbeds, and the
                pungently sweet aroma of chamger pots. The stench of sulfur rose form teh
                chimneys, the stench of caustic lyes from the tanneries, and from the
                slaughterhouses came the stench of congealed blood. People stank of sweat and
                unwashed clothes; from their mouths came the stench of rotting teeth, from
                their bellies that of onions, and from their bodies, if they were no longer
                very young, came the stench of rancid cheese and sour milk and tumorous
                disease. The rivers stank, the marketplaces stank, the churches stank, it stank
                beneath the bridges and in the palaces. The peasant stank as did the priest,
                the apprentice as did his master's wife, the whole of the aristocracy stank,
                even the king himself stank, stank like a rank lion, and the queen like an old
                goat, summer and winter. For in the eighteenth centry there was nothing to
                hinder bacteria busy at decompostion, and so there was no human activity,
                either constructive or destructive, no manifestation of germinating or decaying
                life that was not accompanied by stench. And of course the stench was foulest
                in Paris, for Paris was the largest city of France. And in turn there was a
                spot in Paris under the sway of particularly fiendish stench: between the rue
                aus Fers and the rue de la Ferronnerie, the Cimetiere des Innocents to be
                exact. For eight hundred years the dead had been brought here form the Hotel-
                Dieu and from the surrounding parish churches, for eight hundred years, day in,
                day out, corpses by teh dozens had been carted here and tossed into long
                ditches, stacked bone upon bone for eight hundred years in the tombs and
                charnel houses. Only later - on the eve of the Revolution, after several of the
                grave pits had caved in and the stench had driven the swollen graveyard's
                neighbors to more than mere protest and to actual insurrection - was it finally
                closed and abandoned. Millions of bones and skulls were shoveled into the
                catacombs of Montmartre and in its place a food market was erected. Here, then,
                on the most putrid spot in the whole kingdom, Jean-Baptiste Grenouille was born
                on July 17, 1738."

                Wspaniale ta ksiazka sie zaczyna....jedna z moich ulubionych :)
    • jaleo Re: 'wojna' angielsko-francuska 18.09.05, 13:53
      Ja tez sie zgadzam z eballieu - niby Anglicy nie lubia Francuzow, a tak
      naprawde wszystko, co francuskie bardzo im imponuje, jest symbolem
      wyrafinowania, dobrego smaku i "obycia".

      Natomiast bardzo mnie zdziwily opowiesci, jakoby we Francji podrozowanie
      samochodem z brytyjska rejestracja wiazalo sie z nieprzyjaznymi "komentarzami"
      na temat Anglikow. My bardzo duzo podrozujemy po Francji, dzieci wysiadajac z
      samochodu wiadomo, robia zamieszanie po angielsku, i nigdy nigdzie nie
      slyszalam, zeby ktos na nasz temat cos komentowal, a potem "spalil cegle" jak
      sie okaze, ze po francusku mowie. Tak mnie te opowiesci, ze nawet sie
      zapytalam kolezanki Francuzki, z ktora pracuje, i ktora rowniez do Francji
      jezdzi z mezem Francuzem autem z brytyjska rejestracja - ona tez nigdy sie nie
      spotyka z sytuacjami opisanymi przez eballieu. Podobnie kolega Belg, ktory
      pochodzi z Brukseli, a mieszka w UK na stale.

      Wydaje mi sie, ze ludzie w dzisiejszych czasach sa na tyle obyci, zeby nie
      wyciagac wnioskow po rejestracji samochodu, a tym bardziej glosno cokolwiek
      komentowac, bo pozory bardzo czesto myla.
    • jaleo A Year in the Merde 22.09.05, 23:04
      Przypomnialo mi sie, jest taka przesmieszna ksiazka "A Year in the Merde"
      (Stephen Clarke), ktora opisuje losy Anglika na rocznym kontrakcie w Paryzu.
      Mozna sie posiusiac ze smiechu :-))))
Pełna wersja