emigracja do UK - za i przeciw

09.10.05, 11:25
Przepraszam, jeśli taki wątek już był. Nie znalazłam.
Na pewno w Waszych postach przewija się (np. fajny jest wątek o pozytywach
życia w Anglii, zwłaszcza dla takich jak ja), ale może zechcecie kilka zdań
skrobnąć. Chciałabym sobie to przeczytać w jednym miejscu jak będę własną
listę robić.

Bo zaczynam mięknąć...

Napiszcie co dla Was było "za" wyjazdem, co "przeciw". Co Wam się z tych
oczekiwań sprawdziło. Nad czym radzilibyście się zastanowić komuś, kto myśli
o wyemigrowaniu (może na stałe, może na jakiś czas)

Wieczorem postaram się też dopisać te "za" i "przeciw", które mi się w głowie
kołatają. To może ktoś mi napisze, jak bardzo to oderwane od rzeczywistości
angielskiej, którą tak naprawdę słabo znam.
    • natalia.brzeska Re: emigracja do UK - za i przeciw 09.10.05, 11:51
      Hej,
      Podobny wątek jest tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29377&w=24393135&wv.x=1&v=2&s=0
      jednak chyba nie jest wyczerpany do końca, więc mam nadzieję, ze dziewczyny
      pewnie coś dorzucą.

      Ja za chwilkę coś napiszę.
      • youmou Re: emigracja do UK - za i przeciw 09.10.05, 17:34
        Podczytywałam ten wątek...

        Tylko że tam chodzi bardziej o decyzję powrotu do Polski..
        a mnie chodzi o decyzję o wyjeździe.

        Znajomi mi mówią, że wyjedziemy, popracujemy, może coś zaoszczędzimy..
        wrócimy i będziemy zaczynać od zera.

        Myślę, że nie mamy szans na dobą pracę w UK, bo mój przyszły mąż - Ukrainiec,
        słabo zna angielski, a ja właśnie kończę studia i jestem właściwie bez
        doświadczenia zawodowego. Można się dalej kształcić, iść na wolontariat
        (doświadczenie, referencje), jasne. Tylko myślę, że to ma sens, jeśli byśmy się
        zdecydowali na dłuższy pobyt lub zostać na stałe. Bo w Polsce te kwalifikacje
        mogą nie być honorowane.. No i pieniądze.. Inwestując w dalszą edukację, nic
        nie zaoszczędzimy...
        W dodatku, ja - po psychologii, próbuję własnie swoich sił w dziennikarstwie
        (pisanie + fotografia) i jestem generalnie niezbyt zorientowana, czy mój
        wymarzony zawód ma jakąś przyszłość tu czy tu. Co mnie pociesza, zawsze
        chciałam też pracować z uchodźcami, imigrantami.. więc może jednak bym coś dla
        siebie w Londynie znalazła..

        Mój narzeczony może pracować jako masażysta (dalsza perspektywa ze wzg. na
        język), nauczyciel (jeszcze dalsza), a na początek - na budowie.
        Tylko jak taka praca przełoży się na nasze życie po powrocie do Polski?
        A teraz wchodzą do nas nowe fundusze strukturalne. Kraków bardzo się rozwija.
        Ukraina jest w okresie transformacji lub tuż przed. Może to nie jest dobry
        czas, żeby wyjeżdżać.

        Uwielbiam podróżować, ale emigracja to zupełnie inna bajka.
        Do niedawna byłam przekonana, że chcę i że muszę.
        A teraz sama już nie wiem... Może jechać na próbę?
        • formaprzetrwalnikowa Re: emigracja do UK - za i przeciw 09.10.05, 17:58
          mysmy nie mieli takich dylematów. ja dośc krótko po decyzji, ze wyjeżdzamy i to
          najlepiej od razu po mojej specjalizacji - dostałam bardzo fajną ofertę pracy.
          wyjechalismy pod koniec czerwca. moj narzeczony- pojechał w ciemno, znając
          język dośc słabo, z prawem jazdy na ciezarówkę i wózek widłowy w portfelu.
          ja jestem bardzo zadowolona z pracy (jestem lekarzem), on - jeszcze nie
          pracuje, w poniedziałek idzie na jakąs rozmoe, ale prawdę mówiac jeszcze nie
          zaczął na dobre szukac pracy (miał inne sprawy do załatwienia). mógł sobie na
          to pozwolić, bo zarabiam tyle, ze zyjemy zupełnie spokojnie, nie oszczędzając
          na niczym i jeszcze zostaje.
          oboje zapisalismy sie na kursy w collegu (on takze na jezyk).
          mysle, ze druga głowna róznica polega na tym, ze nie zamierzamy wrócic. ja
          uwazam, ze nie miałabym do czego wracac; on - nie chce (sytuacja polityczna).
          A dlaczego chcesz wracac?
          • youmou Re: emigracja do UK - za i przeciw 09.10.05, 18:18
            Dlaczego chcę wracać?

            Myślę i myślę, i przychodzi mi do głowy tylko to, że tu jest moja rodzina, moi
            przyjaciele, moje korzenie. Mówię we własnym języku. Mniej więcej rozumiem,
            dlaczego ludzie zachowują się jak się zachowują. Nawet jak się na kogoś
            wściekam, to mogę sobie wyjaśnić, że źle zarabia itd.
            Walczą też we mnie dwa przekonania - 1) że warto budować ten kraj, bo jest
            nasz; 2) że może lepiej poszukać lepszej przyszłości gdzieś indziej. Tak
            żebyśmy mogli godnie żyć.
            Ale tak naprawdę, chyba się boję, że wszystkiego uczyć się będzie trzeba od
            początku.

            Byłam też na półrocznym stypendium w Holandii, gdzie wydawało mi się, że ciągle
            się muszę zmagać z jakimiś stereotypami Holendrów na nasz temat. Trzymałam się
            z Indonezyjczykami, poznałam przefajnych Sudanczyków, którzy kiedyś w PL
            studiowali, ale wszyscy byliśmy tam OBCY i GORSI.
            Może przesadzam.. Przesadzam?

            Polskie gazety rozpisują się o tym, jak polscy pracownicy sa chwaleni w UK.
            Tymczasem koleżanka, która była na 4-miesięcznym stażu w Plymouth, mówiła, że
            angielskie gazety piszą coś innego.
            • formaprzetrwalnikowa Re: emigracja do UK - za i przeciw 09.10.05, 21:14
              czytuję tylko Economista I Timesa - obie gazety piszą o polsce i polakach, ja
              powiedziałabym w neutralny sposób. było trochę martwienia się co dalej z tą
              polską przed i po wyborach parlamentarnych. była jakas wzmianka w Economiscie o
              tym, ze polscy przybywają gromadnie i zajmują tanie mieszkania, wiec popyt na
              tanie mieszkania w kiepskich dzielnicach bedzie. pamiętam tez pozytywne
              wzmianki, ze polacy są dobrymi pracownikami i takie, ze biorą kazdą robotę -
              nawet a zwąłszcaz taką, której zaden anlik nie wezmie. słyszałam tez rozmowę
              kilku anglików, ze polacy i w ogole przybysze z nowej unii są OK, w
              przeciwienstwie do przybyszów z indii a zwłąszcza pakistanu i
              innych 'kolorowych', którzy przyjezdzają tu, zeby 'claim benefit'; polacy
              przyjezdzają pracować.
              ja poznałam sporo fajnych anglików. nie powiem, ze sie z nimi zaprzyjazniłam -
              zrezstą, w pracy jest praca a nie przyjaznienie sie (moja zasada); ale nie
              wykluczam,, ze sie zaprzyjaznię z jakims anglikiem.

              Uczyc sie wszystkiego od początku? nieee.. az tak zle w poslce nie jest. tu
              jest inaczej, ale to wciaz ta sama Eropa. az tak bardzo sie nie róznimy. To
              sudanczycy i indonezyjczycy róznią się bardziej ;)
              Język - rzecz nabyta; mozna sie nauczyć rozumienia zachowan ludzkich- tak jak
              się nauczyłas robiec to w ojczystym języku i kulturze: przez obserwację.
              więcej: to ciekawe, bo tym razem mozesz sie uczyc tego swiadomie i obserwować
              samą siebie :)
              Ja nie zmagam sie z zadnymi stereotypami. jedynie z tymi, których sie
              naczytałam o anglikach - na szczęscie na korzyc tych zywych brytyjczyków :)
              Kazdy napsize ci trochę inną wersje tego, jak sie zyje polakom na wyspach -
              zaleznie od swojej historii i swojego sposobu myslenia (tak naporawdę to
              pierwsze moim zdaniem zalezy od tego drugiego).
              Moje korzenie? 'To, ze urodziłem się w stajni nie znaczy, ze jestem koniem'
              Cieszę się, ze mogłam wybrac kraj na następny kawałek zycia - nie miałam juz
              siły 'budować nowej polski' i 'czekać na lepsze czasy' zaciskajac pasa. tym
              bardziej, ze znając rodaków poczułam, ze to moze trwac następnych 30 albo nawet
              50 lat.
              • sulasia13 Re: emigracja do UK - za i przeciw 09.10.05, 22:50
                formaprzetrwalnikowa napisala:
                > Moje korzenie? 'To, ze urodziłem się w stajni nie znaczy, ze jestem koniem'

                Super sentencja. Podzielam twoje zdanie, co do wyboru miejsca do zycia i braku
                zwiazku tego z miejscem urodzenia. Wielu ludzi strasznie sie dziwi, gdy mowie,
                ze nie chce wracac do Polski, ale JA dokladnie nie widze zwiazku miedzy
                miejscem urodzenia i koniecznoscia pozostania tam przez cale zycie.
                • youmou Re: emigracja do UK - za i przeciw 10.10.05, 09:35
                  Mnie to zdanie też się podoba..

                  Tylko że to, że nie jestem koniem, nie znaczy, że nie będę tęsknić za stajnią..
                  • aniek133 Re: emigracja do UK - za i przeciw 10.10.05, 10:17
                    I pociagne dalej.... :)

                    To, ze nie jestem koniem, nie znaczy, ze bede potrafila byc szczesliwa poza
                    stajnia :)

                    Ale jak nie sprobuje to nie bede wiedziala :) A do stajni zawsze mozna wrocic.
                    A lepiej zalowac, ze sie cos zrobilo, niz zalowac, ze sie tego nie zrobilo :)))
                    • ceziu Re: emigracja do UK - za i przeciw 10.10.05, 10:31
                      jestem przed piędziesiątka,jak tu napisano budowalem ten kraj tylko teraz nie
                      wiem dla kogo? co zbudowalem dla siebie, w moim wieku jestem poza nawiasem
                      rynku pracy, doświadczenie, kogo to obchodzi,muwia jestes za stary, dlatego
                      zdecydowalismy się z żona na wyjazd, narazie ja, jezeli oczywiscie cos znajde
                      jako kierowca, muśle tez o swoich dzieciach co im mogę zaoferować siedzac na
                      tylku, dusza jeszcze młoda i żyć sie chce, może znajdziemy swoje miejsce na
                      świecie, takie w ktorym ludzie w moim wieku nie sa traktowani jak ? no wlaśnie
                    • youmou Re: emigracja do UK - za i przeciw 10.10.05, 14:29
                      Aniek, swietnie to pociagnelas.. ;)

                      Udalo mi sie wczoraj chwilke porozmawiac z narzeczonym i on, na szczescie, wie
                      czego chce i co powinnismy zrobic. Na ten moment plan jest taki, ze jedziemy do
                      UK na ok. 2 lata, pozniej w wymarzna podroz po swiecie. A pozniej wracamy
                      walczyc.. ;)

                      Moze po drodze spodoba nam sie jakas "obora" zamiast "stajni".. i zostaniemy

                      Dzieki Wszystkim, juz mi lepiej... :)))
Pełna wersja