Mity na temat pracy w Anglii

17.10.05, 20:38
Zauważyłam, że teraz na stronie głównej jest link do forum Praca w Anglii
(chyba wzięli Anglię na tapetę :)) i naszła mnie taka refleksja - też po
lekturze wielu tutejszych wątków.

Jak to jest z tą pracą w Anglii? Bo mi się wydaje, że coraz trudniej. A może
łatwiej jest tylko tym, którzy mają tu jakąś konkretną pomoc, rodzinę,
przyjaciół, tak że nie muszą się troszczyć o to, że jak nie znajdą przez 2
miesiące pracy to wrócą z kwitkiem i poczuciem porażki do Polski.

Wydaje mi się, że bardzo dużo ludzi ma wyidealizowane spojrzenie na ten
temat. I czy nasze forum się do tego nie przyczynia? Bo rzeczywiście jest tu
spora grupa osób, którym się udało.
Mam więc pytanie: czy nie czas odmitologizować przekonanie, że Anglia to raj
dla szukających pracę.
A może jednak warto nadal zachęcać ludzi, by tu przyjeżdżali, próbowali za
wszelką cenę, zostawiali swoje prace w Polsce, ryzykowali itp.

Jestem ciekawa waszych opinii.

--
Don't guess.
--
Always look on the brigh side of life.
    • deadeasy Re: Mity na temat pracy w Anglii 17.10.05, 21:06
      Ja osobiscie nie robila zaraz apeli "walcie tu smialo, roboty w brod" ;o) ale
      jesli juz ktos podejmie decyzje i przyjedzie tutaj to zachecam do starania sie
      o prace na wszystkich frontach (bo jest tu pare). Znajoma na poczatku
      raczej "niesmialo" podchodzila do skladania podan i dzwonienia i wydawalo sie,
      ze wszyscy rzucaja klody pod nogi. Pewnie ze wzgledu na problemy jezykowe,
      nieznane srodowisko i pare innych czynnikow. Teraz nabrala smialosci i sklada
      podania (bez pomocy i tlumaczenia), jest zapraszana na rozmowy wstepne i
      dostaje propozycje jedna za druga. Nie sa one "w zawodzie" wyuczonym, ale od
      czegos trzeba zaczac. Zwlaszcza, ze w i Polsce nie miala zbyt rozwinietej
      kariery.
      :)
    • star_sand Re: Mity na temat pracy w Anglii 17.10.05, 21:27
      Statystyki mowia, ze w Anglii bezrobocie siega 4-5%. Porownujac z bezrobociem w
      Polsce jest wrecz bajkowo. Jest jednak pewne ale. Zauwazylam, ze kto chce
      pracowac ten prace bez watpienia znajdzie. Od zaraz i bez wiekszych kwalifikacji
      mozna sprzatac, myc garnki w restauracji itd. Co wiecej za pieniadze z tego typu
      prac mozna sie na w miare przyzwoitym poziomie utrzymac. Jesli wiec nawet ktos
      przyjezdza "w ciemno" jest spora szansa, ze uda sie gdzies zalapac. Oczywiscie
      zawsze lepiej miec jakis punkt zaczepienia czy to w postaci rodziny czy
      przyjaciol, ktorzy wespra nie tylko finansowo ale i duchowo w czasie trudnych
      chwil. Rodzi sie jednak pytanie czy wszyscy tak chca zaczynac?
      I tu moge powiedziec, ze jest juz nieco gorzej. Z wlasnego doswiadczenia wiem,
      ze szukanie czegos ambitniejszego wymaga nieco wiecej wysilku a co za tym idzie
      czasu i pieniedzy. Bo przeciez jakos trzeba przetrwac okres pomiedzy kolejnymi
      rozmowami. Inny aspekt to cierpliowsc i wiara w siebie. Moja pierwsza prace
      biurowa znalazlam po ponad dwoch miesiacach poszukiwan. Trzeba pamietac, ze
      czesto pracodawcy nawet jesli nie zaprosza nas na rozmowe czesto przechowuja w
      archiwach nasze CV i niespodziewanie mozemy dostac telefon, ze oto wlasnie jest
      dla nas miejsce.
      Kolejna sprawa to lokalizacja. Londyn jest najczesciej wybieranym miejscem
      docelowym z racji na ilosc potencjalnych miejsc pracy. Problem polega na tym, ze
      trzy czwarte populacji naszego globu mysli identycznie w zwiazku z czym
      slyszalam o skandalicznie niskich placach i wyzyskiwaniu pracownikow. Polecam
      zatem mniejsze miejscowosci, ktore moze nie oferuja kokosow ale i koszty
      utrzymania sa tam znacznie nizsze.
      Poza tym wystepuje cos takiego jak sezonowosc. Okres wakacji jest chyba
      najgorszym z mozliwych na poszukiwanie pracy. Juz od czerwca zaczynja zjezdzac
      sie studenci ze wszystkich stron swiata pragnacy dorobic sobie w ten czy inny
      sposob.
      Dlatego przed podjeciem decyzji kiedy, gdzie i jak szukac warto przeanalizowac
      te wszystkie czynniki i wybrac najlepsza dla siebie opcje.
      • latarnik Re: Mity na temat pracy w Anglii 17.10.05, 22:04
        Przy okazji tylko dopowiem, ze stopa bezrobocia na poziomie 5% oznacza ze w
        praktyce bezrobocia nie ma. Juz nie pamietam, wedlug ktorej to bylo teorii, ale
        generalnie w przecietnym spoleczenstwie zawsze jest okolo 4-5% obywateli
        pozostajacych bez pracy - czy to z okazji przebranzawiania sie, czy z okazji
        wczesniejszych emerytur, czy tez po prostu z niecheci do pracy.

        A jesli mowa o mitach, to chcialbym napisac jedna rzecz. Troche niedoceniana
        przez przyjezdzajacych tu Polakow. Z moich obserwacji wynika, za Anglicy maja
        zupelnie inne poczucie czasu. Tak wiec szukanie ambitnej pracy przez 3-4
        miesiace to wcale nie jest dla nich dlugo. Ja przyjechalem do Anglii
        praktycznie na gotowe, ale po pol roku postanowilem podniesc sobie poprzeczke i
        z pracy operacyjnej przeniesc sie do troche bardziej ambitnej. Niestety mojemu
        managerowi niezbyt sie to spodobalo i natychmiast mnie zwolnil. Uznalem ze tak
        widac mialo byc, zakasalem rekawy i zabralem sie do szukania, dzwonienia,
        wysylania CV... Mam kwalifikacje i praktyke w swoim zawodzie, wiedze jak na
        swoj wiek tez dosc duza. A jednak szukanie zajelo mi 4 miesiace i powoli
        przestawalem juz wierzyc, ze cos znajde. W miedzyczasie dorabialem pracami
        fizycznymi, po ktorych ciezko bylo przestawic sie na tryb autopromocji i
        pewnosci siebie podczas rozmow kwalifikacyjnych...
        Ale wracajac do tego poczucia czasu - rekruterzy byli zdziwieni: gdzie Ci sie
        spieszy? Firma chce sie miesiac czy dwa namyslec przed podjeciem decyzji - to
        pojedz sobie na wakacje, odpocznij, poczekaj... Na moje argumenty, ze nie mam
        za co, odpowiadali ze mam wziac kredyt z banku, jak dostane prace to splace.
        Coz, w sumie tak sie skonczylo - jezdzenie na rozmowy kwalifikacyjne po calej
        Anglii bylo za drogie na moj budzet mimo dorabiania sobie to tu to tam. Ale w
        koncu sie udalo.

        Co do Londynu jako lokalizacji - ma jeszcze jeden plus, ktory trzeba wziac pod
        uwage. Nie zwracaja wielkiej uwagi na pochodzenie. Wszyscy tu sa przyjezdni,
        wielu to obcokrajowcy. Moi potencjalni pracodawcy w Southampton, Colchester,
        Yorku czy Liverpoolu mieli watpliwosci, czy znam rynek brytyjski i realia
        wystarczajaco, zeby poradzic sobie z praca. Nie chcieli uwierzyc w moje
        zapewnienia, ze juz zaadoptowalem sie do realiow. W Londynie nikt na to nawet
        nie patrzyl.

        Podsumowywujac - trzeba miec duzo samozaparcia i determinacji zeby przetrwac
        tutaj okres szukania pracy. Oczywiscie, czesci ludzi udaje sie szybciej - maja
        szczescie, trafiaja na swoje okazje wczesniej. Ale wydaje mi sie ze wszyscy
        moga sobie tu poradzic, pod warunkiem ze sie nie poddadza. Pomoc (chocby
        mentalna) bliskich mile widziana. Bo jednak realia sa diametralnie rozne od
        tych w Polsce.
    • mabmab Re: Mity na temat pracy w Anglii 18.10.05, 20:15
      Wydaje mi się, że jest rzeczywiście coraz trudniej z pracą, ale czy forumowicze
      mogą ponosić odpowiedzialność za to, jakie ktoś wyciaga wnioski z tego co inni
      piszą na forum?
      Poza tym to to forum odwiedzaja raczej tacy, co nie szukają pracy chodząc od
      kafejki do kafejki bez grosza w kieszeni. Takie mam wrażenie.
      Czytałam gdzieś, że w Londynie jest teraz ok 150.000 POlaków, więc pewnie
      różowo nie jest. A czy rynek pracy już się nasycił? Chyba nie?
      Pzdr.
    • basiak6 Re: Mity na temat pracy w Anglii 18.10.05, 21:42
      Zalezy chyba w jakich zawodach, ja moge mowic tylko o swoim. Zawsze bylo trudno
      dostac prace w lepszych instytucjach w City, z reguly ludzie przychodza z
      okreslonych uczelni, a zmieniajac prace przechodza z jednej instytucji do
      drugiej, glownie przez znajomosci. Nie ukrywam ze u mnie jest inaczej, walka
      odbywa sie jedynie tuz po studiach, jak juz sie gdzies wejdzie i pracuje sie tak
      jak tego wymagaja, jest ok (chyba ze jest recesja tak jak w 2001 i zwalniaja
      wszystkich po czym znow zatrudniaja;))
      Wejscie Polski do Unii niewiele tu zmienilo, ci pojedynczy Polacy ktorzy byli
      dobrzy i po dobrych studiach i bez bycia w Unii mogli dostac dobra prace, firmy
      zalatwialy pozwolenia.
      Czy jest trudno? Na pewno, w Anglii jestem od ponad 10 lat, studia BA i MSc
      tutaj, jezyk ciagle doksztalcany, w liceum przyjezdzalam tutaj do szkoly i wiem
      ze nie moglabym wykonywac mojej pracy znajac jezyk gorzej. Wrecz przeciwnie,
      nadal sie ucze i chyba zawsze bede.
      Stad uwazam ze to zalezy jaki zawod, sa takie gdzie nawet super zajomosc jezyka
      z Polski nie pozwoli na wykonywanie pracy.

      Wydaje mi sie ze wiele osob idealizuje to co tutaj jest, wszystko jest ok dopoki
      sie zarabia i przejada sie to co sie zarobi. Jak sie chce osiasc, kupic
      mieszkanie, zaczac oszczedzac na jakas normalna w miare emeryture, wyjezdzac na
      jakies fajne wakacje, okazuje sie ze wcale tak kolorowo nie jest, bo zwyczajnie
      jest bardzo drogo.
      Niektorzy wychodza z zalozenia ze z tego wszystkiego lepiej sie meczyc w Polsce
      niz w obcym kraju.
    • ewmag Re: Mity na temat pracy w Anglii 19.10.05, 18:50
      Anglia to nie raj, a juz na pewno nie dla szukajacych prace. Nie widze tez
      powodu, zeby ludzi zachecac do przyjezdzania, ryzykowania za wszelka cene.
      Chyba nikt nie podejmie decyzji o wyjezdzie tylko dlatego, ze sobie poczyta
      opinie na forum. No wiem, sa i tacy, co przyjezdzaja bez zadnych informacji,
      wysiadaja na dworcu i... dziwia sie, bo praca nie przyszla... Jednak zazwyczaj
      decyzja o wyjezdzie zalezy od bardzo indywidualnej sytuacji osoby, ktora sie na
      taki wyjazd decyduje. W Londynie moze i jest ciezko, bu przyjezdza duzo osob,
      ale Latarnik ma racje, ze poza Londynem moze byc duzo ciezej, mam wrazenie, ze
      wiele rejonow Wielkiej Brytanii to zascianki, gdzie ludzie mysla w bardzo
      prowincjonalny sposob i dla nich owszem moze sobie taki przyjezdny pracowac
      fizycznie, ale do "lepszej" pracy juz sie nie nadaje, bo przeciez nie zna
      realiow... I nie dociera do nich, ze bardzo czesto taka osoba bylaby swietnym
      nabytkiem dla firmy. Wracajac do tematu, nie wiem, czemu forum mialoby
      zachecac/ zniechecac ludzi do przyjezdzania do Anglii. Mozna jedynie napisac o
      swoich doswiadczeniach, cos komus poradzic, albo podyskutowac. Mam jeszcze
      pytanie do osoby, ktora napisala, ze ludzie piszacy na forum to tacy, ktorzy
      bez grosza w kieszeni paletaja sie po kafejkach internetowych. Skad Ci cos
      takiego przyszlo do glowy? Nie sledze moze zbyt uwaznie wszystkich watkow, ale
      mam wrazenie, ze sporo osob piszacych na forum pracuje, studiuje albo robi i to
      i to. A czesc, m. in. ja siedzi w domu, bo np. ma male dziecko. Juz widze, jak
      by mi moje Malenstwo pozwolilo siedziec w kafejce internetowej hehe, wystarczy,
      ze wejde do sklepu na spacerze, a juz krzyczy;-)
      • aniek133 Do ewmag 19.10.05, 19:10
        "Poza tym to to forum odwiedzaja raczej tacy, co NIE szukają pracy chodząc od
        kafejki do kafejki bez grosza w kieszeni."

        Effata, zapisz ten postulat o czytaniu ze zrozumieniem :))))))) Zartuje,
        oczywiscie ;))))
        • ewmag Re: Do ewmag 20.10.05, 12:11
          No widzisz, jakie czepialstwo ze mnie wyszlo?! Zwracam honor i przepraszam,
          rzeczywiscie bez zrozumienia przeczytalam;-) Co z czlowieka potrafi zrobic taki
          maly rozesmiany przez pol nocy (i nie dajacy spac!) stworek... Juz przestaje
          kumac powoli...
    • effata Re: Mity na temat pracy w Anglii 22.10.05, 01:39
      Przeglądałam starsze wątki i stwierdzam (odpowiadając sama sobie :))), że chyba
      jednak stawiamy sprawę jasno

      --
      Don't guess.
      --
      Always look on the bright side of life.
Pełna wersja