Młoda Polonia

24.10.05, 17:29
Jak ktoś głosował w ambasadzie w Londynie, to może otrzymaliście ulotkę od
chłopaka, który twierdził, że w WB jest potrzeba powstania Młodejej Polonii.
cytat z ulotki: " My chcemy czuć się w Anglii nie tylko Polakami, lecz aż
Polakami.

I co o tym myślicie?
Czy jest potrzeba tworzenia 'młodej Polonii'. Czy w ogóle uważacie za
sensowne angażowanie się w życie Polonii?

--
Don't guess.
    • jagienkaa Re: Młoda Polonia 24.10.05, 17:33
      a co my tu robimy na forum, hę?;)
      • effata Re: Młoda Polonia 24.10.05, 18:23
        Właśnie nie wiem, czy to jest 'budowanie' Polonii. Polonia kojarzy mi się z
        promowaniem polskiej kultury, wspólnymi imprezami, kultywowaniem polskich
        tradycji itp. Oni piszą, że zorganizowali w Londynie marsz papieski, chcą
        sprzątać groby na cmentarzu Gunnersbury, chcą razem spędzić Andrzejki i
        Sylwestra. Mnie osobiście takie imprezy niezbyt ineresują.
        I zastanawiam się, czy w ogóle coś takiego jak Polonia jest potrzebne?
        Nie mówię, że nie - po prostu jestem ciekawa Waszych opinii.

        My na forum ... hmmm, jesteśmy Polkami (Polakami) w Anglii, indywidualnymi,
        porozrzucanymi po całej WB kobitkami (i facetami też) - czy to jest Polonia?
        Czy to jest 'młoda Polonia'?
        --
        Don't guess.
        • princessjobaggy Re: Młoda Polonia 24.10.05, 20:34
          effata napisała:

          > Oni piszą, że zorganizowali w Londynie marsz papieski, chcą
          > sprzątać groby na cmentarzu Gunnersbury, chcą razem spędzić Andrzejki i
          > Sylwestra. Mnie osobiście takie imprezy niezbyt ineresują.
          > I zastanawiam się, czy w ogóle coś takiego jak Polonia jest potrzebne?
          > Nie mówię, że nie - po prostu jestem ciekawa Waszych opinii.

          Mysle, ze jednym jest potrzebne, innym nie. Ja podobnie jak Ty, Effato, nie
          bylabym raczej zainteresowana wyzej wymienionymi imprezami.

          Czuje sie jak jeden z wielu Polakow rozsypanych po Wielkiej Brytanii i nie
          uwazam sie za jakas wielka reprezentantke naszego kraju. Pewnie zalezy to od
          stopnia zwiazania z Polska, u jednych jest on wiekszy, u innych mniejszy. Nie
          ciagnie mnie do spotkan z innymi Polakami tylko dlatego, ze nimi sa.

          Wydaje mi sie, ze Polonia to cos wiecej niz tylko bycie Polakiem za granica i
          nie czuje sie czescia tzw. Mlodej Polonii.
          • mgna Re: Młoda Polonia 24.10.05, 21:03
            czy nowo przybyli nie powinni sie bardziej przejmowac asymilacja w nowym
            panstwie, niz podkreslaniem (wiadomego) tym kim sa i zawsze beda?
            • chihiro2 Re: Młoda Polonia 24.10.05, 21:08
              Na pewno nie asymilacja, bo asymilacja zaklada rezygnacje z wlasnej kultury.
              Chodzi ci pewnie o integracje, czyli pokojowe wspolistnienie obok siebie przy
              zachowaniu wszelkich obyczajow, obrzedow, norm zachowan, oczywiscie w rozsadnym
              zakresie.
              • mgna Re: Młoda Polonia 24.10.05, 21:15
                Tutaj nowa burze otworze: ja jestem przekonania ze tradycje sa wazne, ale z
                moich obserwacji bez asymilacji integracja jest licha (zlwaszcza w UK). Tz.
                tradycje mozna zachowac we wlasnym domu, poza domem powinno sie przystosowac do
                kultury nowo zaadoptowanego panstwa. Wiec wazac (i na mysli majac zycie w UK)
                bardziej asymilacja niz integracja.
                • basiak6 Re: Młoda Polonia 24.10.05, 21:31
                  Zgadzam sie z Toba, Mgna.
                  Uwazam ze pielegnowanie korzeni to jedno, a asymilacja to drugie, i jednak
                  asymilacja chyba powinna byc wazniejsza, chyba ze ktos z gory wie ze jedzie na
                  okreslony czas i wraca do Polski.
                  Jesli planuje osiedlic sie w danym miejscu, wazniejsze byloby dla mnie aby np
                  moje dziecko nie czulo sie obco. Dziwne byloby dla mnie np urodzic sie w jakims
                  kraju i czuc sie tam obco.
                  Zwlaszcza ze w UK tak wazny jest ten element znajomosci, dzieci od poczatku ucza
                  sie 'kontaktow towarzyskich', ciagle sa zapraszane na przyjecia, i sila rzeczy
                  np tu gdzie mieszkam, sa to przede wszystkim kontakty z lokalnymi rodzinami i
                  dziecmi. Osobiscie czuje sie blizsza mojej lokalnej grupce przyjaciol na mojej
                  wsi niz polonii, ktora jest bardziej 'wirtualna' niz na co dzien;)
                  • jagienkaa Re: Młoda Polonia 24.10.05, 21:49
                    wydaje mi się że to raczej ma sens dla tych, którzy tutaj w UK są z innych
                    powodów niż wyjazd 'za chlebem' czy gdy urodzili się w Anglii a rodzice są
                    Polakami. Wtedy tacy Polacy, urodzeni za granicą, będą chętniej próbować szukać
                    kontaktu z innymi.
                    Ale ja akurat nie mam nic przeciwko polskim klubom itp.
                • mgna Re: Młoda Polonia 24.10.05, 22:32
                  Ja nie mam nic przeciwko klubom polskim czy jakim kolwiek innym, rozumiem ze na
                  obczyznie bardzo sie teskni za bratnimi duszami, za bratnim jezykiem i razniej
                  jest posrod tych ktorzy rozumieja jak to jest. Z moich obserwacji jednak przy
                  klubach powstaja male getta, gdzie kultywuje sie znane tradycje, a mniej (lub
                  wogole) pomaga sie w zrozumieniu i dostosowaniu sie do zwyczajow nowej
                  ojczyzny... i zastanawiam sie, jak kolwiek waznym dla duszy jest wiez z
                  tradycjami, czy nie wazniejszym bylaby pomoc nowym imigrantom w integracji a
                  nastepnie w asymilacji? Czyz nie lepszy start by mieli gdyby ktos/klub im
                  pomogl w zrozumieniu tego co nowe?

                  Co do roznic pokoleniowych pomiedzy imigrantami, a 1 pokoleniem (czy bylo
                  bardzo mlode kiedy sie przeniesli czy juz urodzone w nowej ojczyznie): smutne
                  jest kiedy te dwie generacje nie moga sie ze soba dogadac poprzez roznice
                  kulturowe lub nawet jezykowe!
    • duende1 Re: Młoda Polonia 24.10.05, 22:51
      Mnie sie zdecydowanie wydaje wazniejsza pomoc w asymilacji. Ale wiele rzeczy da
      sie pogodzic, mozna w gronie polonijnym obchodzic Wielkanoc, ale przy okazji
      ogladac fajerwerki na okolicznosc Guy Fawkes Day i wiedziec skad ta tradycja.
      Rozumiem, ze niektorym ludziom z dala od kraju brakuje wielu rzeczy bardziej
      niz mnie, albo po prostu innych rzeczy. Mnie brakuje twarogu, innym marszy
      papieskich. Ale nie rozumiem Polakow, ktorzy przyjezdzaja tu z zamiarem
      mieszkania na stale i ogladaja tylko polskie programy na cyfrze plus, a nie
      wiedza zupelnie co sie dzieje w angielskiej polityce, nie wiedza co to
      eastenders itd. (Nie uwazam, ze eastenders to super wartosciowa rozrywka, ale
      na pewno czesc popkultury i zawsze mozna se z panem kierowca w autobusie albo
      pania w kiosku pogaworzyc.) Ja jem full english w niedziele rano, a we wtorek
      gotuje bigos. Czytam gazety angielskie i polskie i dzieki temu, ze wyciagam
      reke do tej kultury, nie czuje sie tu obco. Dla mnie idealem bylaby polonia,
      ktora sie wspiera i dzieli rozne wartosci, ale przy okazji jest swiadoma
      rzeczywistosci, w ktorej tu zyje i dzieki temu jest bardziej pelnoprawna
      czescia spoleczenstwa. Zreszta wiecie, jak sie zastanowie, widze, ze czasem z
      wieloma przedstawicielami polonii dziele tylko narodowosc. W Polsce przeciez
      tez nie czujecie sie emocjonalnie zwiazane ze wszystkimi obywatelami z osobna.
      • latarnik Re: Młoda Polonia 25.10.05, 00:20
        Zabawne, czytajac Wasze powyzsze wypowiedzi doszlo do mnie jeszcze wyrazniej,
        ze nie nastawiam sie na pozostanie w UK. Ze sam siebie traktuje niejako jako
        goscia w tym kraju.

        Nie znaczy to, ze ignoruje zwyczaje tu panujace, polityke, czy angielska
        mentalnosc. Wrecz odwrotnie. Ucze sie jej. Ale to jak uczenie sie obcego jezyka
        dla mnie - potrafie sie w nim porozumiewac, moge nawet docenic wartosc poezji,
        ale zawsze bedzie to dla mnie drugi jezyk.
        Najsmieszniejsze jest to, ze mimo iz jestem tu tylko na jakis czas, wiem ze
        kawalek serca zostawie tu na zawsze. Jest to juz drugi kraj, do ktorego sie
        przyzwyczajam i wiem, ze kiedy wyjade, to bedzie mi brakowac pewnych rzeczy,
        sytuacji, zachowan, zwyczajow. Ale to chyba zawsze tak jest, ze w kazdym
        miejscu w ktorym sie mieszkalo, zostawia sie kawalek siebie.
      • chihiro2 Re: Młoda Polonia 25.10.05, 00:40
        I wlasnie na tym, co opisalas, opiera sie integracja :) Czerpiesz najlepsze
        (dla ciebie) z obu kultur i nie zastanawiasz sie, czy trzeba i warto sie
        samookreslac i wybierac jedna kulture ponad druga. Ja mam dokladnie tak samo -
        biore sobie z Polski i Anglii to co uwazam za najciekawsze dla mnie, przy
        okazji zahaczajac o kilka innych kultur. I irytuje mnie, gdy ktos mnie
        pyta: "Kim sie czujesz?", "Gdzie jest twoj dom?". Nie mam potrzeby zapuszczania
        korzeni, moj dom jest tam, gdzie moj ukochany, a czuje sie Europejka. Dla mnie
        nie ma granic, w rzeczywistosci, gdy tak wielu ludzi z roznych powodow zyje nie
        tam, gdzie sie urodzili, poczucie tozsamosci narodowej wydaje mi sie troszke
        bez sensu. Kiedys przynalezalo sie do wsi, pozniej do regionu, miasta, jeszcze
        niedawno i dla niektorych teraz takze - do kraju. Dla mnie juz - do kontynentu.
        Mieszkalam w Australii rok i czulam sie niezle, ale jakby daleko od domu, jakby
        na koncu swiata. Zas mieszkajac w trzech krajach Europy wszedzie czulam sie jak
        w domu, wszedzie u siebie.
        Mloda polonia wydaje mi sie niepotrzebna. Takie cos mialo sens, gdy kultura
        polska byla zagrozona wymarciem, gdy nie mozna bylo miec z nia kontaktu na
        biezaco. Teraz, gdy wszedzie jest dostep do polskiej kultury, gdy mozna jezdzic
        do Polski ile dusza zapragnie, zalozenia stowarzyszenia mijaja sie z celem.
        Poza tym wielu ludzi wlasnie chce stworzyc sobie wlasna kulture, bedaca
        mieszanka roznych, a nie kultywowac slepo kulture jednego kraju. Ja takze mam
        wrazenie, ze z wieloma Polakami dziele jedynie narodowosc. I taki sam mam
        stosunek do Polakow jak do Grekow czy Niemcow, moge miec bardzo wiele wspolnego
        z obywatelem kazdego kraju, ale moge i bardzo malo. To indywidualna kwestia i
        na czlowieka trzeba patrzec jak na czlowieka, a nie jak na obywatela danego
        kraju.
        • seven_sisters Re: Młoda Polonia 25.10.05, 11:00
          czesc! czy moglybyscie podac mi namiary na tego czlowieka od ulotki? z gory
          dziekuje :)
          • effata Re: Młoda Polonia 25.10.05, 11:54
            emigracja2005@o2.pl
            --
            Don't guess.
            • seven_sisters Re: Młoda Polonia 25.10.05, 12:04
              dzieki effata :)
        • effata Integracja 08.11.05, 00:52
          Dopisuję się tutaj, bo w wątku filozoficznym zrobiło się poetycko.
          A ja właśnie ostatnio ciągle myślę o tym zintegrowaniu, asymilacji, polskości
          itp.
          Chyba mam kryzys bycia w Anglii, bo stwierdzam, że ja się nigdy nie zasymiluję.
          Nie dlatego, że nie chcę, ale nie potrafię. Nie wyobrażam sobie, żeby to było
          możliwe. Chociaż nie wiem ile wysiłku bym w to nie włożyła.
          Ostatnio było wiele wątków na forum, a to o akcentach, a to o teście 'na
          brytyjczyka', a teraz o tym owocowaniu ...
          Ja mam właściwie bardzo mały kontakt z rodowitymi Anglikami, tylko raz w
          tygodniu na kursie. I jak tak się dosiadam, przysłuchuję rozmowie, to ...
          stwierdzam, że ja jestem z innego świata. Ja ich nie rozumiem (nie jest to
          kwestia języka), bo nie rozumiem całego tego podłoża kulturowego (choć trochę
          tam się znam :))). A oni mnie tym bardziej by nie zrozumieli.
          Może inaczej jest jak się ma męża/żonę 'stąd', może inaczej się to odbiera po
          paru, parunastu latach na Wyspach, nie wiem. Na razie czuję się obco, strasznie
          obco w tym kraju. I się zastanawiam, czy kiedykolwiek będę miała siłę, czy
          będzie mi się chciało włożyć tyle energii, czy zobaczę kiedyś sens integrowania
          się i asymilacji. Bo przecież Angielką nigdy nie będę ...
          Europejką .... nie czuję się - to dla mnie jakieś puste słowo (bo proszę mi
          podać definicję Europejki? A z drugiej strony proszę mi podać definicję Polki,
          cha, cha - mówiłam już, że mój ulubiony film to Skrzypek na dachu?)

          Więc może to jest po prostu lenistwo i to lenistwo jest powodem skupiania się
          we własnych kręgach kulturowych na emigracji?

          A co do owocowania na obczyźnie (wiem, to już daleko idąca parafraza wiersza
          Szymborskiej), to ... ja jednak myślę, że każde drzewo wydaje owoce wg swojego
          rodzaju. Owszem, są gruszki na wierzbie (podobno w Kurniku pod Poznaniem), ale
          to są 'przeszczepy'. A ja jestem jabłonką z Polski :)
          Nie sądzę, że mi (może komuś tak, ale mi na pewno nie) uda się zapomnieć o tym
          wszystkim, co mnie z Polską łączy, co powoduje moje 'owocowanie', że się stanę
          kiedykolwiek w pełni zintegrowana z tym krajem :(
          --
          Don't guess.
          • jagienkaa Re: Integracja 08.11.05, 09:39
            Droga Effato.
            Myślę, że trudno Ci się zasymilować (między innymi) z dwóch powodów. Po
            pierwsze - prawdopodobnie ludzie na Twoim kursie są z zupełnie innych światów
            jak Ty, czyli - mnie też troszkę trudniej się zrozumieć ze studentami na
            uniwersytecie, którzy nie mają dzieci, biegają na imprezy, po prostu...są
            studentami. Może jakbyś chodziła na jakieś spotkania mam z dziećmi miałabyś
            więcej zrozumienia?
            Druga sprawa, z którą możecie się nie zgodzić...myślę, że każdy (inteligentny)
            Polak, który pamięta lub ma rozeznanie w dziejach Polski, zwłaszcza po II
            wojnie Światowej, patrzy na Anglię i Anglików na zasadzie: wy nawet nie wiecie,
            jak macie dobrze. Ja mam tu do Brytyjczyków w pewien sposób taki żal
            (resentment) że oni nie cieszą się jaki mają kraj, dobrobyt, że nie mieli stanu
            wojennego, pomarańcze zawsze były w sklepach(nie mówię o latach powojennych)..i
            dlatego nigdy do końca nie zasymiluję się z nimi. Wczoraj rozmawiałam z dwoma
            koleżankami, i one mówiły jak to w niektórych krajach milicja bije ludzi bez
            powodu, były tym wszystkim zszokowane, korupcją, rasizmem. I zaczęłam im mówić,
            jak to było w Polsce jeszcze 20 lat temu a one patrzyły na mnie z
            niedowierzaniem...
            i czasem opowiadam o polskich tradycjach (święto zmarłych), czy o tym że w
            Polsce pomidory nadal są uprawiane w ziemii (a nie w żelu), i często sobie
            myślę: co ty wiesz o zabijaniu;)
            to takie moje ranne przemyślenia:)
          • chihiro2 Re: Integracja 08.11.05, 09:45
            A dlaczego mialabys zapomniec o tym, co Cie z Polska laczy?
            I dlaczego tak bardzo chcesz sie zasymilowac? Poszukaj ludzi Tobie podobnych.
            Zaloze sie, ze siedzac w warszawie pod blokiem wsrod dresiarzy tez odniesiesz
            wrazenie, ze nie rozumiesz tych ludzi, ze pochodza z innego swiata.
            Kultura to nie jest cos, co jest ograniczone granicami panstwowymi, kultura to
            caly system zachowan, tradycje, obrzedy i zwyczaje, jezyk i sztuka
            charakteryzujaca dana grupe spoleczna. Czesc tego (jezyk, tradycje np.)
            pokrywaja Ci sie z reszta Polakow, ale wiekszosc wcale nie musi. Tak jak nie
            wszyscy Polacy sa tacy sami, tak samo nie wszyscy Anglicy sa z tej samej
            kultury. Dlatego mysle, ze w dzisiejszym swiecie okreslanie siebie przez
            narodowosc mocno stracilo na znaczeniu i wlasciwie nic nie znaczy (poza
            obywatelstwem). Nie lepiej okreslac sie przez cos innego? Niekoniecznie w ogole
            nawiazywac do kraju i miejsca pochodzenia / zamieszkania.
          • basia313 Re: Integracja 08.11.05, 11:58
            Mysle, ze kazdy z nas w pewnym momentcie przechodzi przez taki okres, kiedy juz
            sie nie jest Polka, ake nadal nie Brytyjka. A moze wlasciwie jest to czas,
            kiedy jest sie obiema, bo pewnie wiele rzeczy w nas sie zmienia powoli i nawet
            nie zauwazamy, ze jestesmy inni. Potem podroz do Polski, ale cos juz moze byc
            nie tak. Zaczynaja nas denerwowac ludzie pchajacy sie na nas, mniej uzywajacy
            slowa przepraszam(bo w Polsce sa inne zwyczaje w tej matrii) i tak w pewnym
            momencie czujemy, ze jednak musimy wracac do Anglii, bo tam jest nasz dom.
            Wlasciwie to opisalam tu moje wlasne przezycia. I tak samo nadal nie czuje, ze
            jestem stad. PEwnie juz zawsze bede troche polska a troche angielska. Czesto
            martwie sie o moje dzieci, bo nie chce zeby one nie wiedzialy kim sa. JEdna z
            moich corek czuje sie dobrze wszedzie, o ile jestesmy razem, a druga mimo, ze
            starsza(ale obie urodzily sie w Anglii)to czuje sie Polka i tam zdecydowanie
            chce mieszkac i chodzic do szkoly. PEwnie teraz w dobie latwej komunijacji
            lotniczej swiat po prostu stal sie mniejszy i juz trzeba sie nauczyc,, ze
            jestesmy obywatelami swiata, a nie Polski.
            Pamietam tez z jednej lekcji geografii pani nam opowiadala, ze Polakow mozna
            spotkac doslownie wszedzie, nawet na najmniejszej wyspie i wszedzie przeklinaja
            jak szewc:)a zatem wszedzie mozna spotkac ludzi, ktorzy czuja tak samo, jak my.
Pełna wersja