malwes
19.11.05, 00:07
Witam,
Na wstępie chciałabym podziękować właścicielce forum za dostęp nie tylko do
czytania - ale i za możliwość wyrażania własnych opinii i szukania wsparcia.
Bo w zasadzie po to tu jestem - trochę po wsparcie a chyba bardziej po
wylanie na "papier" :) swoich wątpliwości.
Otóż dostałam propozycję pracy w Londynie - z londyńskiego oddziału firmy, w
której obecnie pracuję w Polsce. Nie znam jeszcze dokładnie szczegółów
kontraktu ale "mniej więcej" wiem, co mi zostanie zaproponowane. I tak
naprawdę to czuję się szczęśliwa, że z kilkunastu krajów w których działa
firma i które miały dostęp do rekrutacji grupowej wybrali właśnie mnie a z
drugiej tak naprawdę się nie cieszę, bo to jest najtrudniejsza decyzja w moim
życiu. Nie powinnam Was pewnie pytać, jak się żyje w Anglii bo to sobie mogę
złożyć czytając Wasze wątki. Problem w tym, że teraz żyje mi się tu w Polsce
dobrze a tam owe warunki pracy są moim zdaniem naprawdę dobre - ale dla
jednej osoby - a ja mam męża i małe dziecko (2 lata). I niestety mąż jest z
profesji, w której tu ma dobrą pracę, a tam byłoby mu ciężko znaleźć
cokolwiek sensownego.
To co firma oferuje to pomoc przy realokacji, nienajgorsze wynagrodzenie,
jakiś car allowance, pension scheme i prywatną opiekę medyczną i rozesłanie
CV męża po znajomych agencjach. Ale nie na tyle, żebym dała radę utrzymać 4
osoby - założyłam najbardziej pesymistycznę wersję, że mąż nie dostanie
pracy w zawodzie a na przedszkole czy nianię to w ogóle nie będzie mnie stać
i zabiorę nianię z Polski. Nie chcę wyjeżdżać, jeśli mój mąż miałby zostać w
domu z dzieckiem albo iść do pracy fizycznej - ma tu dobrą pracę na którą
ciężko pracował i nie powinien się jej pozbywać z powodu mojej "szansy na
rozwój". Stanowisko jest z tych "permanent". Miałby być to 2 latni kontrakt.
Przekonałam się też, że na wsparcie macierzystej firmy nie mam co liczyć. To
akurat jest "typowo polskie" ;)
Plusy i Minusy?
Plusy? Na pewno szansa na popracowanie w innej kulturze, niewiele innej ale
na pewno innej: mniej nadgodzin, więcej szacunku do pracownika, miła
atmosfera. Na pewno szansa na naukę i doświadczenie - na zobaczenie jak takie
same procesy mogą być różnie organizowane i zarządzane w tej samej spółce w
różnych krajach. Na pewno okazja do doskonalenia języka. Na pewno piękne
miasto, które ma mnóstwo możliwości i tylko od człowieka zależy na ile je
wykorzysta. Na pewno szansa na wyjazd z kraju, gdzie ekipa rządząca nigdy nie
była mi tak daleka ideologicznie jak teraz. Na pewno szansa dla dziecka na
złapanie klimatu i języka....może na lepsze warunki, życia, gdyby nam się
udało. Na pewno kraj w pełni kapitalistyczny, co jest zgodne z moim poczuciem
sprawiedliwości. Na pewno jakaś szansa na rozwój zawodowy w przyszłości -
pewnie szybszy i lepszy niż tu w Polsce.
Ale to ciągle kontrastuje z ogromnym lękiem przed całkowitym wykorzenieniem
męża z kariery i ciężko wypracowanej pozycji, na pewno strach przed
terroryzmem (szczególnie strach o dziecko), na pewno lęk, że będę za krótko
aby dziecko na tym skorzystało a odczuje tylko lęk, że nagle przestało
rozumieć odgłosy otoczenia (to musi być ogromny stres)... i poczucie, że nie
rozumiem i nigdy nie rozumiałam skąd w Polakach ten "zachwyt" zagranicą. Ja
mam ogromny szacunek do naszego kraju i dorobku i "cywilizacji" i wciąż
uważam, że Anglii, Ameryce, Niemcom, Francji i innym "super-krajom" pod
wieloma względami daleko do Polski.
"kasa i metro" - czy jestem przyziemna? :))Kasa jest dla mnie "ważna" - bo to
wybór między: Zyję teraz dobrze, stać mnie na spokój, pomoc starym, chorym
rodzicom a przede wszystkim na wychowanie dziecka we względym dostatku - a -
cofam się do poziomu zastanawiania się, czy stać mnie na zdrowe jedzenie dla
dziecka i mieszkanie, do którego będę chciała wrócić nie jak do hotelu, tylko
jak do "domu". I I poczucie, że wszystko co mamy zawdzięczamy sobie, włąsnej
pracy, nikt nam nic nie dał i nie pomagał - i jakoś się udało a teraz możemy
to stracić dla przygody. "Metro" to oczywiście przenośnia - zwłaszcza, jak
wiemy o tym, co w tym metrze może moje dziecko spotkać....
Czego oczekuję od tego wątku? Nie wiem. Może jednynie podzielenia się Waszymi
odczuciami sprzed decyzji o wyjeżdzie. każdy głos i każda opinia kogoś, kto
był poza Polską jest dla mnie ważna. Choć wiem, że nikt nigdy nie podejmie
tej decyzji za mnie.
I to tak....się wyprodukowałam.