natalia.brzeska
27.11.05, 23:02
Biegnąc do pociągu, ukochanemu wypadła komórka i ślad po niej zaginął.
Myślał, że to koniec. Kilka minut po północy (gdyż działo sie to wszystko w
nocy) jakaś babka zadzwoniła z tejże komórki do jego rodziców i powiedziała,
że albo zostawi ją na "information" na stacji albo jeszcze zadzwoni. No więc
ukochany rano pojechał na stację, komórki brak, babka nie oddzwaniała, ani
nie odbierała telefonu. Już myśleliśmy, że pewnie jednak postanowiła ją sobie
zostawić, albo oddała na stacji, a osoba ze stacji ją sobie przywłaszczyła.
Wreszcie, po 21 zadzwoniła, że jest na stacji i zostawia komórkę w
information. Ukochany tam pojechał, komórkę odebrał lecz nawet nie miał
okazji podziękować tej kobiecie...
Ja zrobiłabym tak samo, gdybym znalazła czyjąś komórkę, jednak wiem, że
takich ludzi jest mało. Ciagle nie mogę uwierzyć, że miał takie szczęście...
I nie chodzi tu o komórkę, ale o wszystkie kontakty, które w przypadku nie
odnalezienia, już nie byłyby do odzyskania...