Dodaj do ulubionych

Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć";)

18.01.06, 21:11
Ja wiem, że to jest przewrotne pytanie ale czy ktoś mi jest w stanie
powiedzieć ile netto rocznie/miesięcznie jest potrzebne 4 osobowej rodzinie
(np. 2 dorosłych, jeden dwulatek i jedna nastolatka), zeby żyć przyzwoicie.
Wiem, że to można różnie definiować ale może tak:
- wynajem 2 bedrooms (dzieci we własnych pokojach, rodzice w salonie) - na
to liczę ok 250GBP tygodniowo
- starsze dziecko się nie uczy (dziekański, itp) - opiekuje się młodszym
więc nie ma kosztów niani czy przedszkola
- rodzice z tych co to nie muszą chodziś po nkajpach, kinach, imprezach.
- Chcą mieć na normalne jedzenie bez udziwnień, czyste ubranie do pracy i
ubrania dla dzieci

A krótko tłumacząc - zakłądając najgorszy wariant, że ja sama mam prace w UK,
dobrą, fajną legalną ale mąż nie może znależć nic dla siebie i z mojej
utrzymujemy się w czwórkę - to ile mi jest potrzebne na życie zakłądając, że
chcę żyć schludnie i bez szaleńst, w czystym mieszkaniu - i nie chcę się
jakoś szczególnie "dorabiac" bo za dwa lata wracam.

Wiem, że można mieć pracę za 18.000 GBP rocznie na osobę i za 60.000 GBP
rocznie na osobę - mój szef np. twierdzi, że on sobie nie wyobraża życia w
Londynie za mniej niż 80.000GBP na 3 osobową rodzinę łącznie a ja polemizuję,
że za 40.000 GBP na czwórkę też się da :))))))))))))
No więc kto ma rację ;) ?
Obserwuj wątek
    • jagienkaa Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 21:25
      po pierwsze to ważne gdzie:) bo np w moich okolicach (Derbyshire)
      mieszkanie/dom 2 bed już za 400 funtów spokojnie wynajmiesz za miesiąc, a w
      Londynie to dwa razy więcej co najmniej.
      Do tego trzeba myśleć o dojazdach itp.
      Myślę że w waszym przypadku, gdzie nie macie wydatków na opiekę nad dzieckiem
      płaca typu 20k na rok wystarczy (poza Londynem) - mniej więcej 1000 funtów na
      rękę. Oczywiście im więcej tym lepiej - ale jeśli do tego mąż by coś dorabiał
      to już by wam było lepiej.
      To moje zdanie:)
      • malwes Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 21:36
        To niestety jest Londyn :( Praca w centrum. Dojeżdzać mogę ale w granicach
        rozsądku. Generalnie jakoś tak, żebym w pół godziny dostała się do Paddington.
        Z cenami mieszkań jest różnie, to wiem ale założyłam, że na to pójdzie około
        250 GBP tygodniowo.
        Nie mam pojęcia jak też na szybko przeliczyć brutto na netto - tak na okrągło
        zakładam, że dostaję 70% płacy brutto. Policzyłam mniej więcej tak (w GBP
        rocznie
        12000 mieszkanie (wynajem)
        1200 council tax
        2400 metro dla 2 osób
        1200 opłaty mieszkaniowe (tv, gaz, elektr. internet)
        10080 jedzenie (??? 70 GBP na osobę tygodniowo?

        Zakłądając jeszcze jakieś tam kredyty w Polsce to się zastanawiam, czy np. za
        30.000 GBP netto (czyli około 45.000)GBP to da się w miarę sensownie
        (oszczędnie ale bez biedowania) żyć? - generalnie wzięłam z gazety
        statystyczną, "zwykłą" średnią płacę po 20.000GBP brutto rocznie na
        przeciętnego obywatela z dzieckiem na utrzymaniu. Czyli generale pytanie - czy
        statystyczna 4 osobowa rodzina w UK, w Londynie, przeżyje za 40.000GBP brutto
        rocznie (bez kosztów opłat za opiekę i szkołę dzieci)
        • monika701 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 11:52
          Ja sie wybieram do Londynu z mezem i synkiem i z moich obliczen wynika, ze
          przezyc moja rodzinna moglaby za 45,000 GBP brutto rocznie (mieszkanie z 2
          sypialniami w niezlej dzielnicy, bez samochodu) ale to jest raczej niski
          standart zycia (porownujac z moim obecnym jest nizzszy). Tak wiec zeby zyc na
          poziomie potrzebowalibysmy jakis 80,000 GBP brutto rocznie...
      • ania.eastwood Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 21:37
        jagienkaa napisała:


        > Myślę że w waszym przypadku, gdzie nie macie wydatków na opiekę nad dzieckiem
        > płaca typu 20k na rok wystarczy (poza Londynem) - mniej więcej 1000 funtów na
        > rękę.

        nie chce sie wymaderzac, ale mnie sie wydaje, ze 1000 na reke na miesiac dla 4
        osob to w zyciu nie wystarczy. ja dostaje na reke jakies 700, ale maz placi za
        mieszkanie + wszystkie rachunki, dojezdzam autobusem do pracy, a nie metrem. i
        mysle, ze gdybym miala oplacic te rachunki sama, to bym nie bardzo dala rade
        zyc....
      • malwes Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 21:38
        aniaheasley napisała:

        > Ja bym raczej byla sklonna zgodzic sie z szefem....

        Hi,.hi...ja informatykiem nie jestem i nie ten zawód :) ale właśnie widzę, że
        statystyczny inrformatyk w Londynie zarabia około 20.000 GBP rocznie - czyli
        małżeństwo dwóch informatyków z dziećmi nie ma szansy przeżyć?
        A jak sobie radzą Ci z dochodami np. po 18.000 GBP rocznie? Nie ma takich w
        Londynie?
        • steph13 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 21:56
          Za £40K rocznie przezyjecie w Londynie - liczne angielski rodziny zyja za wiele
          mniej. Z trudem, ale jakos w koncu zyja w tym miescie nauczyciele, pielegniarki
          oraz masa niewykwalifikowanych ludzi o zarobkach rzedu £18/25k. Nie bedziecie
          oczywiscie mieszkac w Kesington czy Chelsea ani balowac po lodynskich
          restauracjach, barach itp. Jesli musisz dojezdzac do Paddington to patrz wzdluz
          linii metra, moze np w strone Greenford. Nie jest tam najpiekniej i
          przerazliwych prostakow z Polski masa, ale sa podobno niezle ulice gdzie da sie
          zyc. Nie wierz, ze wszyscy tutaj zarabiaja po 80 tysiecy rocznie bo to nie jest
          prawda.
          • princessjobaggy Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 22:03
            steph13 napisała:

            > Za £40K rocznie przezyjecie w Londynie - liczne angielski rodziny zyja za
            > wiele
            > mniej. Z trudem, ale jakos w koncu zyja w tym miescie nauczyciele,
            pielegniarki
            >
            > oraz masa niewykwalifikowanych ludzi o zarobkach rzedu £18/25k. Nie bedzi
            > ecie
            > oczywiscie mieszkac w Kesington czy Chelsea ani balowac po lodynskich
            > restauracjach, barach itp. Jesli musisz dojezdzac do Paddington to patrz
            wzdluz
            >
            > linii metra, moze np w strone Greenford. Nie jest tam najpiekniej i
            > przerazliwych prostakow z Polski masa, ale sa podobno niezle ulice gdzie da
            sie zyc. Nie wierz, ze wszyscy tutaj zarabiaja po 80 tysiecy rocznie bo to nie
            jest prawda.

            Wreszcie ktos cos madrego w tej sprawie napisal.

            Jak czytam na roznych forach te wszystkie wypowiedzi, ze nikomu na nic nie
            starczy, to sie tak zastanawiam jakim cudem Brytyjczycy normalnie funkcjonuja,
            jesli wg forumowiczow zawsze jest za malo, za malo, za malo...
    • jaleo Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 22:00
      Wiesz, najpierw piszesz "zyc przyzwoicie", a potem "przezyc". To w koncu o
      jakie "zycie" chodzi?

      Te 45K rocznie, ktore sobie wyliczylas, starczy na skromne zycie dla czworki,
      ale to bedzie skromne tylko i wylacznie. Na wakacje (takie prawdziwe, tzn. nie
      do Polski do rodziny), wypady do restauracji, kina, wyjazdy weekendowe i inne
      przyjemnosci - raczej bedzie ciezko. I bedziecie musieli kazdy grosz ogladac z
      kazdej strony.

      Oprocz tych wydatkow, ktore podliczylas, sa jeszcze nieprzewidziane: sprzety
      domowe, zajecia dla dzieci, ubezpieczenie mienia, ubezpieczenie na zycie,
      prywatna emerytura (chyba, ze pracodawca zaplaci, a jesli nie, to radze nie
      liczyc na panstwowa) i milion innych rzeczy, ktore ni stad i zowad sie
      pojawiaja.
      • princessjobaggy Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 22:10
        jaleo napisała:

        > Wiesz, najpierw piszesz "zyc przyzwoicie", a potem "przezyc". To w koncu o
        > jakie "zycie" chodzi?
        >
        > Te 45K rocznie, ktore sobie wyliczylas, starczy na skromne zycie dla czworki,
        > ale to bedzie skromne tylko i wylacznie. Na wakacje (takie prawdziwe, tzn.
        nie do Polski do rodziny), wypady do restauracji, kina, wyjazdy weekendowe i
        inne przyjemnosci - raczej bedzie ciezko. I bedziecie musieli kazdy grosz
        ogladac z kazdej strony.
        >

        Jaleo, rozumiem, ze swiatowa kobieta z Ciebie, ale nie nazywaj zycia bez super
        wakacji, wypadow weekendowych czy czestych wypadow do restauracji skromnym
        zyciem. Zycie, o jakim piszesz, to po prostu zycie bez wiekszych atrakcji.
        Ludzie zyjacy skromnie nie takich rzeczy musza sie wyrzec.
        • steph13 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 22:19
          Masz racje princess. Poza tym, przecietna rodzina, z dwojgeim dzieci nie smiga
          naogol na weekendy do Rio czy wakacje do Meksyku; nawet przy naprawde mizernych
          zarobkach wszyscy wala latem do Hiszpanii/Grecjii/Turcji chociaz czesto oznacza
          to diete typu baked beans & fishfingers przez caly rok.
          A zdecydowana wiekszosc tutejszych Polakow, chociaz napewno sa wyjatki, spedza
          wakacje w ... Polsce. A wiec o czym tutaj mowa.
      • eballieu Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 19.01.06, 09:55
        A co do wakacji w Polsce. Teraz to pewnei mi sie dostanie:-) no i pewnei kazdy
        sobie pomysli, ze mam strasznie okrutna rodzine, co to finansowac mojego pobytu
        nie chce.
        Jesli ktos pojmuje wakacje, jako odkrywanie, zwiedzanie, poznawanie, to przykro
        mi bardzo, ale takie wakacje w Polsce kosztuja prawie tyle co za granica.
        Przyklad z ostatniej chwili - weekend Wielkanocny w Krakowie kosztuje tyle samo
        co w Barcelonie. Biorac pod uwage to, ze chce sie go spedzic na tym samym
        poziomie, miec dobre miejsce w ktorym chce sie zatrzymac, zjesc cos co jest
        swiateczne itp., itd.
        Tygodniowe wynajecie czegos o europejskim standardzie nad Baltykiem, kosztuje
        tyle samo co nad Atlantykiem.
        Ale to tylko w temacie tego, zeakacje w Polsce nie kosztuja.
    • gosiash Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 18.01.06, 22:49
      Chyba nikt nie jest w stanie odpowiedziec za ile da sie przezyc w Londynie, bo
      kazdy ma inne standardy zycia, jak widac z powyzszej dyskusji. Ja moze tylko
      dwa slowa na temat Twoich wyliczen
      mieszkanie: 250/tydz, czyli ok 1000 miesiecznie za two bedroom w Londynie,
      bedzie ciezko, ale da sie znalezc, zalezy gdzie jaki standard, itd. Mozesz miec
      problemy z agencja bo beda sie upierac, ze jak to dwojka dzieci (jak
      zrozumialam, chlopiec i dziewczynka), to powinny byc trzy sypialnie. Im jest
      trudno wytlumaczyc, ze w salonie tez mozna spac. Ale powinno sie udac
      przejazdy: tego nie znam, ale na www.tfl.co.uk (bodajze) powinnas znalezc
      cenniki
      wyzywienie: 70 funtow na osobe to duzo, zakupy da sie za mniej zrobic.
      Wszystkie supermarkety maja zawsze jakies promocje, a cztero osobowa rodzina
      nie kosztuja tyle samo co cztery pojedyncze osoby. Nie trzeba przeciez jedzenia
      kupowac w M&S, tesco tez ma smaczna zywnosc, a i ubrania tez sie da, zwlaszcza
      dla dziecka to juz na prawde tesco wystarczy.
      Poza tym to jest tak, jak nie mam ani grosza w portfelu to ide z mala na spacer
      do parku i karmie kaczki, jak mi maz da 5 funtow to w drodze powrotnej z parku
      ide do lokalnego sklepu i wydaje te 5 funtow, jak mam 20 to ide dalej i wydaje
      20. I zazwyczaj tak mam, ze wydam tyle ile mam, taka juz natura czlowieka.
      Prawda jest taka, ze Anglia na pewno jest bardziej konsumpcyjna niz Polska,
      wiecej sie wydaje tak w ogole. Ale jest tez duzo rzeczy ktore mozna robic nawet
      jak sie ma skromna pensje. I tak mi sie wydaje, ze te 45 rocznie, to powinno
      Wam wystarczyc. Rozumiem tez ze maz bedzie szukal pracy, wiec jest szansa, ze
      bedzie jeszcze dodatkowe zrodlo dochodu.
      Jezeli nie chodzi Wam o to, zeby sie dorobic, a cala rodzina zdaje sobie
      sprawe, ze moze byc czasami troche ciezej, bo np. nie bedzie na kino, ale mozna
      bedzie pojsc do darmowego muzeum, to chyba warto wyjechac i pomieszkac, gdzies
      indziej.
      Tak czy inaczej, powodzenia zycze :)
    • aniek133 Nie na temat, ale wlasnie tutaj ;) 19.01.06, 09:11
      Dopiero teraz, po przeczytaniu tego watku zaczynam rozumiec, dlaczego wiele z
      Was sie tak dziwi, ze ja chce wracac do Polski. Ale mnie oswiecilo ;))

      My nie mamy nawet 18 tys. miesiecznie.... A o tym, co wy regularnie piszecie na
      forum (zakupy w drogich sklepach, domy, podroze, drogie hobby itd.) ja moge
      tylko... poczytac ;) Dlatego tez upieram sie przy powrocie do Polski, do
      wlasnego kraju i do zycia, ktore przeciez wiele sie nie rozni od tego
      brytyjskiego (w sensie finansowym). Zyje na tym samym poziomie, czy w Polsce
      czy tutaj (smiem powiedziec, ze w Polsce nawet na lepszym), a jestem w domu, w
      swoim kraju i kulturze.
      Wybacz, Malwes, ze w tym watku tak troche nie na temat Twojego postu.. Dziekuje
      za niego, bo dzieki niemu zrozumialam wreszcie to, czego w ciagu miesiecy
      zrozumiec nie potrafilam ;)
      • eballieu Ja sie chyba zgodze z Jaleo 19.01.06, 09:47
        Moze nie o wypadach, ale o tych nieprzewidzianych wydatkach.
        Strajk metro musisz dotrzec do pracy? Jak dotrzesz? Ile cie to bedzie kosztowac?
        Choroba, zlamany zab - jedynka? Co robisz?
        I wcale nie uwazam, ze to ma jakikolwiek zwiazek ze swiatowoscia.
        Poslesz dziecko do przedszkola, szkoly, wszyscy beda robic urodzinowe party dla
        swoich dzieci. Tez bedziesz musiala. To jest rzeczywistosc, ktorej nie
        unikniesz.
        I jeszcze o tym planie wynajecia mieszkania za ta kwote w przyzwoitej
        londynskiej dzielnicy.
        Moja przyjaciolka ze studiow mieszka na Canada Water. Wynajmuje tam pokoj z
        lazienka w domku, za 800 funtow miesiecznie. Tam czuje sie bezpiecznie. Miala
        juz tansze pokoje, ale co z tego, kiedy bala sie wracac z pracy, kiedy konczyla
        po zmroku.
        Powiem tak - poza Londynem owszem. Ale nie w Londynie. To miasto za te
        pieniadze moze w was po prostu zniszczyc to co nazwac mozna "checia zycia".
        jakikolwiek optymizm jaki posiadacie, marzenia. Macie dwojke dzieci, jesli
        starsze nadaje sie do opieki nad mlodszym jak napisalas, to moze warto dla jego
        lepszej przyszlosci i jakis perspektyw w zyciu zainwestowac w inne
        doswiadczenie zawodowe dla niego? Co mu fundujesz, jakie perspetywy zamykajac
        go w domu jako opiekuna do Waszego dziecka? To nie on musi to robic w pelnym
        wymiarze godzin, daj mu szanse robic cos innego, jestes odpowiedzialna za jego
        przyszlosc.
        No i to o czym napisala Jaleo. Ja bym nie liczyla na panstwowa emeryture w tym
        kraju. Jesli pracodawca nie gwarantuje prywatnej i na nia nie odklada za nas,
        to po to wlasnie sie placi nizszy podatek, aby moc te pieniadze zainwestowac w
        przyszlosc.
        • malwes Kilka dodatkowych informacji 19.01.06, 10:10
          Tych "dodatkowych" wydatków nie liczę bo za to płaci firma. Mam ubezpieczenie
          na życie, fundusz emerytaln, prywatną opiekę zdrowotną dla rodziny, itp. Car
          allowance albo car (do wyboru). Podliczyłam tylko te wydatki, mniej więcej,
          które muszę ponieść.
          Poza tym, tak jak napisałam w pierwszym poście - to jest tak, że ja mam pracę,
          zagwarantowaną bo to jest transfer z mojej macierzystej spółki w Polsce. Mąż i
          dzieci jadą ze mną przy czym nie wiemy jeszcze, czy mąż dostanie też transfer u
          siebie w firmie czy nie a nie wiadomo, jak to by było, gdyby musiał się tu
          zwolnić i tam szukać pracy (już pisałam wątek na ten temat).
          Jestem realistką i zanim podejmę decyzję chcę założyć wariant najgorszy, czyli
          on nie ma pracy i ma problem ze znalezieniem i wtedy z mojej pensji musimy
          przez dwa lata żyć wszyscy w czwórkę. Próbuję sobie oszacować przy jakim
          poziomie oferty mogę się decydować na wyjazd a przy jakim dać sobie spokój.
          Oczywiście, że do tego mąż miże mieć pracę i nie ma dylematu ale kontrkt to
          kontrakt io należy rozważyć wszystkie najgorsze scenariusze bo potem trudno się
          wycofać. A w Polsce kredyt do spłacenia też jest ;)
          Dziękuję Wam wszystkim za wypowiedzi i oczywiście zapraszam do dalszej dyskusji.
          I nie przepraszajcie pls za dygresje od tematu bo każde przemyślenia na temat
          życia w Londynie są dla mnie na wagę złota!
          Pozdrawiam
          • aniaheasley Re: Kilka dodatkowych informacji 19.01.06, 10:42
            Na podstawie wszystkiego co napisalas o Waszej rodzinie mysle, ze jednak wypady
            weekendowe poza Londyn i inne wyjscia bardzo by Was kusily - w koncu przez dwa
            lata w obcym kraju wypadaloby ten kraj troche poznac.
            Pensje informatykow typu £18-20 tysiecy rocznie, owszem, takie sa, na poczatek,
            dla mlodych ludzi, ktorzy absolutnie nie maja zamiaru utrzymywac za te
            pieniadze rodziny, tylko zyc na zasadzie dopoki jest kasa to sie bawimy, potem
            biedujemy do kolejnej wyplaty. Rodzina z dwojka dzieci na takie myslenie raczej
            sobie pozwolic nie moze. Owszem sa brytyjczycy ktorzy za takie pieniadze zyja i
            utrzymuja rodziny, ale co to za zycie.
            Jezeli chcesz kupowac zdrowa zywnosc, to £70 na tydzien na cala rodzine moze
            byc za malo.
            Popieram tez Eballieu w sprawie przyjec urodzinowych i innych imprez dla
            dzieci. Przeciez bedziecie chcieli cos swojemu mlodszemu dziecku zorganizowac,
            jakies atrakcje typu adventure playground, basen, no nie wiem cokolwiek. Mysle,
            ze jezeli tylko Ty mialabys pracowac na cala czworke, to jakies £45 tysiecy
            minimum powinno to byc plus rozne dodatki socjalne o ktorych pisalas.
    • jaleo Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 19.01.06, 20:30
      Jeszcze jedno chcialam dodac, bo wczoraj zapomnialam to dopisac. Owszem, tak
      jak piszecie, jest wiele brytyjskich rodzin, ktore utrzymuja sie w 4 osoby za
      mniej, ale one nie placa 1000+ funtow za wynajem, tylko maja swoje domy z
      pozyczka niewielka, bo kupione w latach przed eksplozja cen domow, albo w ogole
      splacone (zwlaszcza, jak maja dzieci w wieku nastoletnim). Albo wynajmuja od
      councilu. Obawiam sie tez, ze 1000/miesiac w Londynie nie wynajmie Wam niczego
      zachwycajacego na potrzeby 4 osob. Moja znajoma wynajmuje 2-bed flat na
      Putney, w bardzo ladnym miejscu i w swietnym stanie, za 1,200 miesiecznie, ale
      prawde powiedziawszy nie wyobrazam sobie 4-osobowej rodziny w czyms takim.

      I sa tez rodziny, ktore sie za 20K w cztery osoby utrzymuja, ale to sa z reguly
      ludzie bez wyksztalcenia, ktorzy maja inne potrzeby zyciowe, i wystarcza im do
      szczescia 2 tygodnie smazenia sie na czerwono i picia piwa w Torremolinos za
      200 funtow od osoby (to podaje jako przyklad, a nie wnikliwa analize, zeby nie
      bylo, ze uogolniam).

      No i oczywiscie sa Polacy, utrzymujacy sie za wiele, wiele mniej, ale ich tryb
      zycia tez nie okreslilabym jako "normalny" w tutejszym tego slowa znaczeniu.
      Zreszta, spanie w living-roomie tez nie jest w warunkach
      brytyjskich "normalne", podobnie jak wynajmowanie jednego mieszkania przez dwie
      niespokrewnione ze soba rodziny z dziecmi.

      Poza tym, duzy wplyw na wydatki ma to, czy zostajecie tu na stale, czy np.
      tylko na 2 lata, i nie myslicie "przyszlosciowo".
      • jagienkaa Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 19.01.06, 21:45
        wiesz ewuniu to trochę jest to o czym zawsze piszę.
        Po co ludzie wyjeżdżają? trzeba sobie zadać takie pytanie zanim się wyjedzie (z
        rodziną). Czy się jedzie zarobić i za kilka lat wrócić, czy jedzie sie z opcją
        zostania na dłużej...bo to zmienia styl bycia i mieszkania tutaj. Jeśli ktoś
        faktycznie chce tu przyjechać do Anglii na 2 lata i wie że wróci, to można
        przeżyć za najniższą stawkę, bo się wtedy nie jeździ na egzotyczne urlopy, nie
        je się w restauracjach - ale też za niską stawkę nic się nie odłoży. Trzeba
        znać swoje priorytety.
        Bo stres związany z przeprowadzką do innego kraju, tęsknota za krajem i
        rodziną, zmiany w rodzinie (np kompletna zmiana otoczenia dla nastolatki, która
        jeszcze na dodatek będzie się musiała zajmować rodzeństwem), fakt że mąż pewnie
        będzie niedowartościowany brakiem pracy i nie byciem głównym zarabianiem kasy -
        to wszystko musi być wyrównane, zrekompensowane w jakiś sposób.
        Trzeba pamiętać że w tym wszystkim też są dzieci, że jak małe dziecko zachoruje
        to ktoś będzie musiał z nim pójść do lekarza, ktoś znający (dobrze) angielski,
        a zmiana otoczenia może mieć ciężki wpływ na dziecko, nawet to dojrzałe.
        To trudna decyzja i trzeba się ciężko zastanowić po co się wyjeżdża.
      • malwes Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 00:04
        To też nie do końca tak - nie chcę aż tak w szczegółach opisywać mojej sytuacji
        ale ja nie mam dwójki dzieci. Ja mam jednego dwulatka a nastolatka to ktoś
        bliski z mojej rodziny, kto będzie właśnie po maturze i przed studiami i
        pojedzie z nami zająć się Szymkiem. Dla niej - nawet jak nie zyska (a zyska:
        przygodę, poznanie kraju, język i utrzymanie przez rok,dwa) - to ten wyjazd nie
        niesie żadnego ryzyka. Ona tak to widzi i my tak widzimy. Łatwo nie będzie ale
        traumy też nie będzie :)
        Ja wiem po co jadę: nie jadę dorobić. Jadę zdobyć doświadczenie zawodowe
        widziane w perspektywie poszerzania wiedzy, kontaktów itp. Nie chcę zostać -
        jestem oddelegowana na dwa lata, mam jak na jedną osobę bardzo dobre warunki
        pracy - wracam za dwa lata bo muszę, bo kontrakt tego wymaga. Ja nie tracę nic.
        Ale ja to nie ja - tylko ja i moja rodzina. O dziecko zaczynam być spokojna bo
        będzie z najbliższą mi i jemu rodziną. Jedyny problem to mąż - przy czym albo
        on też pojedzie w ramach swojej firmy i będzie miał równie dobre warunki, albo
        nie - nie wnikając w szczegóły, może wylądować tam bez pracy. Jesli będzie bez
        pracy i będziemy widzieć, że tej pracy NIE znajdzie - to nie ma sensu
        trzymać "niani" - tylko mąż się zajmie dzieckiem. Z drugiej strony - nie będzie
        szukał pracy z dzieckiem pod pachą więc przez jakiś czas "niania" być musi.

        Ja teraz pomijam wszelkie kwestie motywacyjne do wyjazdu - pomijam zyski i
        straty dla nas obojga. Na ten temat już mam określone zdanie, wiemy jakie są
        alternatywy. Przemyśleliśmy wszystko i wiemy czego od tej sytuacji chcemy.

        Jednye co mi jest potrzebne - to realna ocena co będzie jeśli zdarzy się
        wariant, w krórym wyjechaliśmy, a pracy dla niego tam nie ma i musi jej długo
        szukać - i ja z mojej pensji muszę utrzymać 4 osoby. Próbuję się właśnie
        zorientować, przy jakiej stawce będę musiała jeść beans a przy jakiej, bez
        szaleństw, będę żyła oszczędnie ale nie w totalnej biedzie.
        Nie umiem tego oszacować sama - oczywiście za moment tax advisor mi powie ile z
        tego będę miała na rękę w przypadku a) jestem rezydentem, b) nie jestem
        rezydentem - ale tax advisor nie żyje z dnia na dzień w Londynie - nie on,
        tylko Wy - i dlatego liczę na to, że Wy jesteście mi w stanie choć odrobinę
        nakreślić realia życia tam.

        Jedyne co wiem, że pewne decyzje muszę podjąć na początku - i taką na pewno
        będzie wynajęcie mieszkanie, które będzie "solidne". Mieszkanie w kilka osób w
        jednym pokoju na materacu w Londynie przerabiałam w czasach studenckich. Teraz
        interesuje mnie czyste min. 2 bedrooms - mogę spać w salonie, ale chcę, żeby
        maluch i "niania" mieli swój kąt.

        Stąd moje pytania.
        • gosiash Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 00:38
          Mnie sie tez tak wydawalo, ze akurat Twoj przypadek wyjazdu to wiecej plusow
          niz minusow.
          Nie moge sie chwilowo rozpisywac, zeby uzasadnic, zreszta co ja Ci bede
          uzasadniac. Ale tak:
          - w kwestii mieszkania, moze poszperaj w internecie i zobacz jakie sa te ceny
          dowmow/mieszkan w okolicy ktora Cie interesuje, np. tu www.rightmove.co.uk
          - kwestia meza ;) - to jest chyba Wasza najwieksza zagwozdka, bo zeby czlowiek
          obiecywal nie wiadomo co, to i tak nie wiadomo jak sie zachowa w konkretnej
          sytuacji. Na pewno byloby mu trudno nie pracowac, przez dwa lata i byc na
          utrzymaniu zony, jezeli do tej pory pracowal i jak rozumiem zarabia calkiem
          dobrze. Zajmowanie sie dzieckiem tez nie jest najlatwiejszym zajeciem. Ale
          najwazniejsze, ze zdaje sobie sprawe, ze taka opcja moze sie pojawic. Zreszta
          pewnie to juz macie obgadane na wszystkie strony
          Czyli tak Twoje glowne koszty, ktorych nie znasz to mieszkanie - poszukaj
          konkretnych ofert, do tego musisz dodac kaucje (najczesciej miesiac) i oplaty
          (jak poszperasz to znajdziesz tu informacje nt. council tax, swiatlo/gaz, itp)
          A jezeli chodzi o zywnosc to wejdz na strony tesco, chyba www.tesco.co.uk,
          albo .com, tam jest cos takiego jak zestawienie cen produktow roznych
          hipermarketow. Sama najlepiej wiesz co kupujesz, wiec sobie sprawdzisz ile Cie
          to bedzie w uk kosztowalo. Owszem jak bedziesz chciala kupowac organic, albo
          jedzenie w M&S to wydasz duzo wiecej. Ale np. u takiego Turka lub Hindusa tez
          mozna kupic bardzo dobre warzywa i owoce, zreszta tam to mozna tez kupic
          jedzenie polskie, jakbyscie sie na poczatek do Angielskiego nie mogli
          przyzwyczaic ;)
            • malwes Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 08:33
              Hi, hi...pisałam przecież, że mam tax advisora więc będę to wiedzieć przed
              decyzją.
              Poza tym zmieniły się przepissy dotyczące rezydentury i to, że wstępna opcja
              wyjazdowa jest na 2 lata to firma może zrobić co tylko chce i przedłużyć to na
              20lat. Poprzednio pracowałam w firmie wielkiej piątki i tam sesondmenty są na
              porządku dziennym - są zupełnie różne zasady w przypadku dual assignments - jak
              jesteś właśnie poniżej dwóch lat to wprawdzie dopłacasz - ale za to odpisujesz
              od podatku mnóstwo rzeczy. Na beans nikomu nie zabrakło :)
              • hopplik rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 10:51
                Moje spostrzeżenia: opieka nad dzieckiem w polskiej rodzinie nie ma nic
                wspólnego z poznawaniem obcego kraju, języka. Byłam nastolatką po maturze i
                wydaje mi się, że najgorsze jest zamknięcie się w jednym środowisku z rodakami,
                albo sprzątanie(jeśli nie robi się nic innego poza tym). Już lepiej wyjechać na
                krócej, np. wakacje-poznać ludzi, pozwiedzać, itp. Chodziłam do college'u z
                hiszpanką - au pair w świetnie sytuowanej hiszpańskiej rodzinie w Londynie. Jak
                ona nam zazdrościła 'normalnej' pracy ;). Pomimo,że ludzie u których pracowała
                bardzo dobrze ją traktowali w sensie finansowym również. Dodatkowo zwiedziła
                kawał świata z nimi- podróżować bardzo lubili. W końcu zrezygnowała z tej
                posady.
                Poza tym - osoby zadowolone ze swej sytuacji nie koniecznie zaczynają od
                kokosów, zwykle od ciężkiej pracy i determinacji, by osiągnąć zamierzone cele.
                Zwykle też szybko integrują się z otoczeniem, poprzez pracę i kontakty z
                tubylcami właśnie. Opieranie się na kalkulacji z tax advisorem to w moim
                odczuciu zbyt powierzchowne i nie obraź się, trochę naiwne podejście do tematu,
                tak jak wycena wynajęcia mieszkania w Londynie dla 4 za 1000 gbp/msc.
                Jest dość duża grupa Polaków odnoszących prawdziwe sukcesy w Londynie. Z
                Twoimi możliwościami możesz przecież do nich dołączyć. Nie myśląc aż tak
                asekuracyjnie... No i ten 'baked beans' też mi nie pasuje do rewelacyjnej
                ścieżki kariery ;)
                • natalia.brzeska Re: rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 12:47

                  Malwes, po pierwsze tax advisor to doradca podatkowy.

                  Po drugie, gdyby firma była poważna, to wzięłaby pod uwagę to, że jedziesz z
                  mężem i dzieckiem i dałąby Ci taką pensję że spokojnie by Ci starczyło.
                  Niektóre firmy płacą też za "przeprowadzkę" kilka biletów rocznie na odwiedziny
                  w kraju, szkołę dla dziecka, o wynajmie mieszkania już nie wspomnę.
                  Mogę Ci na priv przesłac ofertę szkoły (!!!) a nie firmy z wielkiej piątki,
                  która własnie taką propozycję składa swoim przysżłym nauczycielom (plus jeszcze
                  opłata studiów podyplomowych).


                  Uważam też, że są to rzeczy, która powinnaś wynegocjować. Może nie wszystkie,
                  ale chociaż niektóre. To fima powinna Ci szukać mieszkania i dać namiary na
                  szkoły dla dziecka.

                  Ja bym poniżej 50k nie schodziła.
                  • west69 Re: rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 13:06
                    Tzn wiesz, to, ze ktos ma wieksza czy mniejsza rodzine czy jest sam, to jednak
                    jest w pewnym rodzaju jego decyzja prywatna, takie hobby raczej ;) Czyli firma
                    nie musi znaczaco brac tego pod uwage, bo z kolei singiel moze powiedziec: ''no
                    dobra, ja jestem sam ale mam bardzo drogie hobby, pilotuje samoloty, dlaczego
                    mam zarabiac 40k a ktos, kto ma 2 dzieci 50?''. Pewna pomoc zawsze jest, ale to
                    nie jest najlepszy argument przetargowy. Wlasnie probuje relokowac goscia z
                    Holandii do UK - facet ma 4 dzieciakow + psa i 5bdm house w Holandii. Przeciez
                    nie zaplace mu £120k tylko dlatego, zeby mial taki sam standard zycia jak tam,
                    skoro jego praca warta jest 50k! Tak wiec pomoc iowszem, ale na wielkie
                    wsparcie bym nie liczyl...
                    • lee.loo Re: rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 14:24
                      Sorry West ale Natalia ma dużo racji. Jeżeli firma szanuje pracownika powinna
                      zapewnic mu oraz jego rodzinie życie na odpowiednim poziomie.
                      No a skoro przyrównujesz posiadanie rodziny i dzieci do drogiego hobby to chyba
                      nie wiesz o czym mówisz. Z dogiego hobby zawsze można zrezygnować w razie
                      finansowego kryzysu. A czy z powodu niewystarczających funduszy zrezygnujesz z
                      dzieci?
                      Oczywiście,ze ile (i czy w ogóle ) kto ma dzieci jest jego prywatna sprawa,
                      jednak przy transferze pracownika (szczególnie takiego, na którym firmie
                      zalezy) trzeba to wziąć pod uwagę. Ludzie od zawsze cenili sobie wygode, choć
                      kazdy zapewne inaczej ja definiuje.
                      Jednak ciekawa jestem kto by się zgodził na zrezygnowanie z życia do którego
                      jesteśmy przyzwyczajeni (nie mówie tu o cotygodniowym wypadzie na Bahamas i
                      kupownie nowych butów od sergio rossi w każdą sobotę) na totalne zaciskanie
                      pasa w imie przygody życia i poznawania świata? Nie myślc tylko o siebie ale
                      całej rodzinie.
                      • west69 Re: rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 15:31
                        Rany, nie bierzcie tego tak serio, nie przyrownuje dzieci do hobby w sensie
                        ogolnym (choc moglbym, wlasciwie dlaczego nie, przeciez to decyzja, ktora sie
                        swiadomie podejmuje, a nie jest na nia automatycznie 'skazany' - pozostawiam
                        rzecz jasna na boku 'wpadki'). Jednak z punktu widzenia pracodawcy trzeba
                        pamietac o koniecznosci rownego traktowania/wynagradzania pracownika za taka
                        sama prace. W zwiazku z tym wszelkie benefity dostepne dla pracownikow majacych
                        duze rodziny wlasciwie powinno sie w innej formie przyznac takze singlom, bo na
                        jakiej podstawie nie? Pracodawca to nie panstwo, nie ma obowiazku ani tez
                        specjalnego interesu w prowadzeniu polityki prorodzinnej - jesli uwazasz
                        inaczej, to wyjasnij mi to prosze. I prosze zostaw swiete oburzenie na boku, bo
                        ja nie prowadze dysputy filozoficznej o wyzszosci wychowywania gromady dzieci
                        nad chodzeniem na kolacje za 200 funtow. Rozmawiamy o tym, co i jak mozna
                        wynegocjowac, a ja przedstawilem pewne ograniczenia, ktore powoduja, ze
                        potrzeby rodzinne pracownika niekoniecznie musza spowodowac u pracodawcy
                        wyrzuty sumienia owocujace podwojeniem pensji, 'bo przeciez oni musza godnie
                        zyc'. Firma owszem pomaga, ale to nie instytucja charytatywna wiec na kokosy
                        proponuje nie liczyc. Ale co sie wynegocjuje to sie ma - moja rada, wszystko
                        negocjowac przed podjeciem decyzji i wszystko na papier. UK to UK, slowo sie
                        liczy, ale management sie zmienia...

                        Ostatniej czesci sorry, ale nie bardzo zrozumialem. Ja nie sadze, ze oni jakos
                        specjalnie zbiednieja na tej zamianie (zwlaszcza jesli, patrz post wyzej,
                        malzonek podejmie jakas prace), ale moze Twoja uwaga jest bardziej ogolnej
                        natury.
                        • lee.loo Re: rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 20:44
                          West69 napisał:
                          > Rany, nie bierzcie tego tak serio
                          Coś Ty, ja sie wcale nie unosze ;) choć temperamentna czasem bywam :), po
                          prostu nie zgadzam sie z niektórymi Twoimi wypowiedziami, więc sie wdałam w
                          dyskusje. Aczkolwiek nadal uważam,że ta o hobby i dzieciach jest co najmniej
                          nietaktowna.

                          >Pracodawca to nie panstwo, nie ma obowiazku ani tez
                          > specjalnego interesu w prowadzeniu polityki prorodzinnej
                          Zgadzam się z Toba w zupełności. Jednocześnie uważam,że firma powinna brać pod
                          uwagę status rodzinny pracownika przy przenoszeniu go gdzie indziej. Nie musi
                          zaraz ponosić nie wiadomo jakich kosztów (za prywatne szkoły dla dzieci czy
                          masażyste dla żony). Chodzi tylko o takie zabezpiecznie finansowe pracwnika,
                          żeby utzrymac poziom zycia. Bo za przeproszeniem, po cholere, mam się
                          przeprowadzać gdzie indziej, jak mi się będzie gorzej wiodło i zamiast
                          poszerzania horyzontów będe siedział w domu na kanapie, bo nawet wypad do kina
                          i na lody to będzie szczyt rozrzutności.
                          To w takim wypadku wole juz siedziec w karaju a w ramach poznawania nowych
                          kultur i obyczajów pojade na Wyspy w wakacje.
                          • west69 Re: rozważna czy romantyczna ? 25.01.06, 12:56
                            OK, zamiast hobby moglem po prostu uzyc 'stylu zycia' - jedne zakladaja
                            wychowywanie dzieci, inne nie. Nie widze nic nietaktownego w tym, ze
                            podkreslam, iz nie wszyscy chca/moga miec dzieci, ale nie powinien to byc powod
                            do dyskryminacji. Place dostaje sie za prace, zasilki dostaje sie za sytuacje
                            rodzinna.

                            Niestety, sa dwa sposoby przenoszenia pracownika. Jeden to expatration - i
                            tutaj jest dokladnie tak jak mowisz, czyli bierze sie standard zycia w kraju A
                            i tak kalkuluje sie pakiet wynagrodzenia, aby utrzymac ten standard w kraju B.
                            Najczesciej na tych zasadach przenoszeni sa Amerykanie do Europy (wynajem
                            duzego domu, drugi samochod dla zony, szkola dla dzieci itp), ale oczywiscie
                            nie tylko. Na ogol pozostaja tez na payrollu w kraju A. Drugi system jest
                            prostszy: bierzesz nowe stanowisku w nowym kraju na lokalnych warunkach - moga
                            byc lepsze lub gorsze od tych ktore masz ( i to tez zalezy od stylu zycia czyli
                            koszyka produktow i uslug, ktory dla Ciebie jest wazny). Przechodzisz wtedy na
                            kontrakt i payroll kraju B. Pensja i pakiet jest taki, jaki dostaja lokalni.
                            Jesli wydaje Ci sie gorszy, to wtedy rozwazasz czy stanowisko jest dla Ciebie
                            krokiem w rozwoju kariery i w zwiazku z tym czy warto 'zainwestowac' (czyli
                            stracic na pensji) aby popchnac kariere. Wiesz, nie wszyscy patrza tylko i
                            wylacznie na kase, dla niektorych wazny jest tez rozwoj zawodowy, nie tylko
                            zwiedzanie kraju. Zreszta czasem takie 1-2 letnie wypady daja 'doswiadczenie w
                            pracy w srodowisku miedzynarodowym' co czesto przyspiesza awans wiec per saldo
                            czesto sie oplaca.

                            Pozdrawiam!
                      • west69 Re: do west69 - na wesoło proszę odebrać 20.01.06, 15:35
                        Alez biore, to mnie akurat najmniej martwi, bardziej ten jego 5bdm dom w
                        Holandii - przeciez tutaj mu pensji na to nie starczy, nie mowiac o zyciu. No,
                        chyba, ze chce dojezdzac do Surrey z Highlands, ale to troche daleko jak na
                        codzienny commuting :)

                        Ja zawsze na wesolo, chyba, ze ktos chce na powaznie, to tez potrafie:)
                          • west69 Re: do west69 - na wesoło i nie tylko 20.01.06, 16:09
                            Wiesz, ja tego chlopaka ze wszystkim tutaj przeprowadze i zaplacimy oczywiscie
                            za transport wyposazenia, rzeczy osobistych itp, kurcze, nawet kawrantanne psa
                            i szczepienia mu oplacimy (LOL), tylko po prostu koszty nieruchomosci go
                            zabija. Do tego chlopak sobie wymyslil, ze powinnismy mu w pelni oplacic szkole
                            miedzynarodowa dla 4 dzieciakow, bo on ich do szkol publicznych nie pusci.
                            Wychodzi jakes....ca £100k rocznie ekstra. To za te pieniadze + jego pensja ca
                            £50 to ja mam lekka reka 'duzego Dyrektora albo 'malego' VP, a nie managera.
                            Nie ma mowy! Tak wiec watpie aby sie zdecydowal, ale to juz jego sprawa.
                            Najwyzej bedzie siedzial tu jakies 4 dni w tygodniu, jak w tej chwili, i
                            mieszkal w Holandii.

                            Milego rowniez (cos sie rozgadalem dzisiaj, jak nigdy tutaj...:)
                  • hopplik Re: rozważna czy romantyczna ? 20.01.06, 13:46
                    Z pewnością Malwes wie kim jest tax advisor. Są jednak sprawy poza jego
                    zasięgiem, np. kaprys - super buty, które zobaczysz i zapragniesz mieć. Oj buty
                    to potrafią czasami zrujnować rodzinny budżet;). Lunch z przyjaciółmi z pracy
                    (nie business lunch). Zakładanie, że omijamy restauracje nie jest zbyt
                    fortunne. Szczególnie, jeśli zależy Tobie na nawiązaniu kontaktów. Generalnie
                    chodzi mi o to, że emigrując decydujesz się na zmianę swego stylu życia,
                    tkwienie w podobnym do obecnego zapewne nie przyniesie ci satysfakcji. Z
                    uwagi,że większość manager'ów w big 5 to obcokrajowcy z GB lub Irlandii, wiesz
                    przecież dobrze czego się spodziewać. pozdrawiam.
                • west69 Kilka spostrzezen.... 20.01.06, 13:00
                  Hej,

                  Bardzo duzo cennych rad powyzej. W kwestii mieszkania mozesz tez rozwazyc
                  miasta poza Londynem, ale za to z bardzo dobrym polaczeniem kolejowym. Ja teraz
                  (jeszcze) mieszkam w Woking, skad w 28 minut mozesz dojechac pociagiem do
                  London Waterloo, tam przesiadka w metro i jestes gdzie chcesz. Zaleta
                  mieszkania w takich miejscach jest to, ze 2bdm bedzie Cie spokojnie kosztowac
                  ponizej £1000. Ja place £950 + Council Tax ale to jest nowka, w pelni
                  umeblowana wlacznie z talezami, sztuccami, posciela itp, 12 minut spacerem od
                  stacji, miejsce parkingowe w cenie czyli jak na lokalne warunki full wypas :).
                  Nawet mi sie wtedy nie bardzo chcialo negocjowac bo nie bylo czasu wiec
                  zjechalem tylko o chyba 50 czy 70 funtow na miesiac a mozna chyba bylo to
                  wyrwac za jakies 900. Ale spokojnie mozna za jakies 700-850 funtow (+CT)
                  poszukac 2 bdm albo malego segmentu. Jesli chcesz blizej miasta to rozejrzyj
                  sie np. w Wimbledonie - w miare fajna i bezpieczna dzielnica a ceny nizsze niz
                  w Richmond czy Putney (sorry znam glownie zachodni Londyn). Polecam pociagi, sa
                  naprawde czysciutkie, cichutkie, klimatyzowane (w kazdym razie South-West
                  Trains) i szybkie. Niezbyt tanie ale w L. nic nie jest tanie poza British
                  Museum ;)

                  Martwi mnie tylko w Twoich wypowiedziach Malwes jedno....Przepraszam, ze sie
                  wtracam, to nie moja sprawa, ale ciagle piszesz o swoim mezu w taki sposob,
                  jakby z gory bylo zalozone, ze on tu absolutnie nie ma szans na znalezienie
                  pracy. Albo starasz sie po prostu obliczyc najczarniejszy scenariusz, albo nie
                  wiem...Wiesz, jakos nie moge sobie wyobrazic informatyka ze znajomoscia
                  angielskiego przez 2 lata bez pracy w Londynie. A nawet jak nie w zawodzie, to
                  co, korona spadnie? Bez urazy, please, ja bym wolal w pubie pracowac albo
                  sklepie niz siedziec w chalupie i gapic sie w setny program jak kupic dom i nie
                  zarobic na tym ani funta. Jesli chce ja znalezc i nie ma wygorowanych wymagan
                  finansowych - w waszym przypadku zbawienne byloby nawet gdyby lyknal jakies 18k
                  rocznie, zwlaszcza, ze facet w mieszkaniu bez pracy to dosyc wybuchowa
                  mieszanka....W ciagu ostatnich 14 lat spedzilem w domu 3 miesiace podczas
                  nieplanowanej zmiany pracy i malo nie wpadlem w alkoholizm wtedy, nie mowiac o
                  zaniechaniu golenia i innych takich sprawach...;). Tak wiec ja bym rozwazyl na
                  wszelki wypadek motywacje malzonka - nie gniewaj sie, nie chce Ci wlazic z
                  butami do zycia, ale cos mi po prostu niejasno to brzmi....Oczywiscie nie
                  odpowiadaj, raczej do prywatnych przemyslen dla Ciebie...

                  Pozdrawiam i zycze powodzenia!

                  PS. Ktos wyzej pisal, ze przed przyjazdem trzeba rozwazyc czy na stale czy
                  dorobic sie. Jest jeszcze trzecia wersja, ktora ja akurat uprawiam - po prostu
                  zyc tutaj przez jakis czas. Dokladnie tak samo jak zylbym w W-wie, Brukesli,
                  Madrycie, Krakowie czy Poznaniu. Jesc, pic, bawic sie, chodzic do kina,
                  odkladac troche pieniedzy, itp., itd. Moze stad wyjade za kwartal, a moze
                  nigdy? Kto to dzisiaj wie, gdzie na czlowieka czeka nastepna ciekawa oferta?
                  Albo co mu sie jutro zachce robic w zyciu? A wszedzie sa szkoly miedzynarodowe
                  + im wiecej dzieciaki poznaja jezykow tym lepiej. Przyklad? Nasz President
                  stwierdzil, ze NIKT nie dostanie awansu dyrektorskiego bez znajomosci MINIMUM
                  jednego jezyka poza angielskim. VP - min 3 jezyki, sorry folks! I, niestety
                  obawiam sie, ze moj polski moze nie byc zaliczony jako drugi, a co dopiero
                  mowic o trzecim...). No, ale to juz temat na oddzielny watek. Pozdrowka!
                  • jagienkaa Re: Kilka spostrzezen.... 20.01.06, 14:39
                    west - jak się jest samemu to nie ma takiego znaczenia na jak długo zostajesz i
                    jak chcesz żyć.
                    Ale mając rodzinę trzeba myśleć - bo jeśli właśnie ktoś jedzie poszerzyć
                    horyzonty, nie myśli o oszczędnościach a potem się okazuje że jednak chce
                    zostać, chciałby kupić dom ale nawet na depozyt nie ma...
                    Ja sama byłam tzw expatriate (tyle że w Polsce hehe) i wiem ile jest dziwnych,
                    ukrytych kosztów, np pieniądze nam wpłacali na brytyjskie konto a wypłacając w
                    Polsce była pobierana prowizja (potem zmieniliśmy konto na Nationwide, oni nie
                    biorą prowizji). Właśnie loty do Polski na śluby/święta, do tego taksówka,
                    kupowanie nowych sprzętów bo nie ma typu durszlak albo ściereczki do mycia
                    naczyń...a jeśli na dodatek wypłatę pierwszą się dostanie po miesiącu
                    pracowania, to przez ten miesiąc też trzeba za coś żyć.
                    Malwes mówiła że za większość rzeczy będzie płaciła firma, ale też zwykle jest
                    tak że firma ZWRACA - więc najpierw trzeba wyłożyć. Czy za instalacje
                    internetu, depozyty też będzie płacić?
                    • west69 Re: Kilka spostrzezen.... 20.01.06, 15:18
                      Jagienkaa, ale ja pisalem o oszczedzaniu tez, nie tylko o wydawaniu. To zreszta
                      byla uwaga nt roznych sposobow patrzenia na zycie za granica, niekoniecznie
                      propozycja dla malwes. Chodzilo mi o to, ze nie trzeba wyjazdu za granice
                      traktowac jakos specjalnie inaczej niz przenosin z Krakowa do Wroclawia. I tu,
                      i tu, chcesz po prostu zyc. Poprawa moze polegac na tym, ze masz ten sam
                      standard zycia ale wiecej odkladasz, albo odkladasz tyle samo (lub nic nie
                      odkladasz) ale prowadzisz ciekawsze zycie. Ale moze tez byc zamiana leb-w-leb w
                      sensie finansowym (mniej wiecej jak u mnie), natomiast wyjazd jest szansa
                      zawodowa i frajda mieszkania w innym kraju/miescie.

                      Oczywiscie jest cala masa rzeczy do przeanalizowania - ja przed wyjazdem po
                      prostu zrobilem sobie arkusz excela ze wszystkim co mi przyszlo do glowy.
                      Oczywiscie i tak rzeczywistosc potrafi zaskoczyc, niekoniecznie negatywnie (np.
                      wlasnie spora ilosc mieszkan kompletnie wyposazonych w absolutnie wszystko,
                      wlacznie z recznikami itp. - kupujesz tylko chemie i papier toaletowy i cos do
                      lodowki). Na pewno na wejscie trzeba miec sporo kasy wolnej - samo mieszkanie
                      na dzien dobry pochlonelo w moim wypadku chyb £2,300 czy cos takiego. No, ale
                      malwes teraz przeciez tez pracuje, maz rowniez, wiec raczej nie jest tak, ze
                      nie maja na taksowke z Heathrow.

                      Wiem, ze z rodzina jest trudniej, nawet z samym mezem/zona, bez dzieci, tez
                      niekoniecznie latwo (niespecjalnie zaglebiajac sie w temat powiem, ze z 2bdm
                      przeprowadzam sie chyba do 1bdm/studio :) Ale to sa wybory, ktore kazdy
                      podejmuje juz absolutnie samodzielnie i wydaje mi sie, ze wiekszosci wypadkow
                      akurat najmniej sa one zwiazane z pieniedzmi a bardziej z roznymi emocjami,
                      tesknotami itp.

                      OK, wracam do pracy, bo mnie wyekspediuja do W-wy za gross misconduct :)

                      Pozdrowka!
    • izabelski Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 13:53
      moje komentarze
      jedzenie na tydzien dla rodziny - £120-140
      1 w roku party dla dziecka do 10 roku zycia - max £200
      rachunki ~100/mies
      council tax - u mnie ~1100/rok

      przy zarobkach 45K - na reke dostaje sie ok £2600

      wg mnie przy takich dochodach i pomocy firmy przy przeprowadzce w obie strony +
      ew.bilety + samochod lub pieniadze - nie balabym sie waszego wyjazdu

      powodzenia

      oczywiscie, ze mozna miec 80K/rok i nie miec pieniedzy - bo wydaje sie je na
      bierzaco
      • malwes Jesteście wspaniałe....! 20.01.06, 17:11
        Bardzo dziękuję za Wasze uwagi - wszystkie są dla mnie bardzo cenne i ważne.

        Tak w odpowiedzi pokrótce:

        Do Natalii Brzeskiej - wiem, że tax advisor to doradca podatkowy :))) Nie
        bardzo zrozumiałam komentarz bo właśnie kto inny jak nie d.p. ma mi powiedzieć
        czy w całokształcie mojej sytuacji prawno-podatkowej będę tam traktowana jako
        rezydent czy nie-rezydent i dodatkowo jak gross pensji przełoży się na net w
        obu tych opcjach. A niestety zupełnie inaczej to wygląda dla tych alternatyw.
        Dzięki niemu wiem, jeśli się dowiem z jaką opcją skończę, czy dostanę na rękę
        więcej czy mniej.

        Do West: Nie mam nic przeciwko pytaniom o męża. Ja jak najbardziej zakładam
        opcję taką, że znajdzie pracę i że każda jaką by miał da mu jakieś wymierne i
        niewymierne korzyści. Więrzę głęboko, że się uda, i że nie będzie na tym
        stratny. Jestem po prostu takim trochę "ostrożniakiem" który próbuje oszacować
        swoją i całej rodziny sytuację, gdyby się sprawdził najgorszy wariant.

        Co do transferów rodzinnych czy nie - niestety, bez względu na stopniu chęci
        posiadania pracownika u siebie - poza czołowym Zarządem Spółki - transfery
        pozostałych nie są aż tak prorodzinne. To działa w obie strony - firma wie, że
        jedzie rodzina więc pomaga "częściowo": child voucher, szkoła publiczna powyżej
        3 lat, koszty przejazdu dla całej rodziny, pomoc agencji w znalezieniu
        mieszkania, tydzień zakwaterowania na czas urządzania się, doradztwo zawodowe
        dla współmałżonka - opcji wiele w zależności od firmy. Ale tak naprawdę trudno
        oczekiwać, że da X razy wyższą pensję albo dużo wyższą na dane stanowisko niż
        osobie "samotnej" czy "lokalnej z rodziną" bo z drugiej strony od kogoś, kto
        aplikuje na taki transfer oczekuje się, że aplikując przemyślał sytuację i
        liczy się z ryzykiem i trudami decydując się na zmianę kraju wraz z całą
        rodziną. Wiadomo - o pomoc prosić trzeba - ale nie oczekiwałabym też
        wyjątkowych przywilejów.

        Jagienko - masz rację. Trzeba najpierw wydać, potem prosić o zwrot. Jest coś
        takiego jak "settling allowance" w tej firmie chyba w EUR na osobę dorosłą i na
        dziecko albo jako % od basic salary. Muszę się dowiedzieć jak to działa.

        Dziękuję raz jeszcze za wszystkie komentarze i uwagi.
        • malwes I jeszcze o kosztach 2 bedrooms 20.01.06, 18:54
          Chciałabym tylko dopytać dlaczego twierdzicie, że nic sensownego nie wynajmę w
          Londynie za 250 GBP tygodniowo? W jednym z wątków (link poniżej) napisane jest,
          że właśnie 2 bdr w Londynie kosztuje średnio 200-250GBP na tydzień a poza
          Londynem sporo mniej.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29377&w=24678704&v=2&s=0
          Może macie namiary na strony www sprawdzonych agencji mieszkaniowych - to bym
          jeszcze popatrzyła na cenniki, itp. Nie znalazłam to nic na forum ale mogłam
          przeoczyć.
              • natalia.brzeska Jak zdecydować? 20.01.06, 19:49

                Proponuję spisać wszystkie Wasze polskie wydatki. Najlepiej robić to przez
                okres 3-5 miesięcy, ale zdaję sobie sprawę, że możesz nie mieć tyle czasu.
                Po prostu każdą wydaną złotówkę, czy to na gazetę, gumę, bilet tramwajowy,
                wyjście do kina, itp spisujesz. W taki o to sposób dokładnie wiesz na co
                wydajesz.

                Robisz listę swoich zakupów/kosztów, dodajesz do tego wynajem mieszkania w
                UK/council tax/ i inne wydatki, które będziesz miała w UK, a w Polsce ich nie
                masz.
                Następnie z różnych stron internetowych (oraz forum) szukasz cen dla tych
                swoich wydatków (w sieci znajdziesz ceny wszystkiego!!!). I będziesz wiedziała
                ile mniej więcej będziesz potrzebowała pieniędzy.

                PS. Pamiętaj o dokładności. Nie piszesz "zakupy", tylko: "chleb, mleko, krem do
                twarzy, papier toaletowy itd..."

          • jaleo Re: I jeszcze o kosztach 2 bedrooms 20.01.06, 23:38
            malwes napisała:

            > Chciałabym tylko dopytać dlaczego twierdzicie, że nic sensownego nie wynajmę
            w
            > Londynie za 250 GBP tygodniowo? W jednym z wątków (link poniżej) napisane
            jest,
            >
            > że właśnie 2 bdr w Londynie kosztuje średnio 200-250GBP na tydzień a poza
            > Londynem sporo mniej.

            W Londynie mozna 2-bedroom wynajac nawet za mniej. Wszystko zalezy, w jakiej
            dzielnicy, a nawet na jakiej ulicy w danej dzielnicy.
        • princessjobaggy Re: Jesteście wspaniałe....! 21.01.06, 14:17
          malwes napisała:

          >
          > Tak w odpowiedzi pokrótce:
          >
          > Do Natalii Brzeskiej - wiem, że tax advisor to doradca podatkowy :))) Nie
          > bardzo zrozumiałam komentarz bo właśnie kto inny jak nie d.p. ma mi
          powiedzieć czy w całokształcie mojej sytuacji prawno-podatkowej będę tam
          traktowana jako rezydent czy nie-rezydent i dodatkowo jak gross pensji przełoży
          się na net w obu tych opcjach.

          Podejrzewam, ze Natalia uczepila sie w tym wypadku dlatego, ze uzylas
          angielskiego odpowiednika zamiast polskiego.
    • inspiracja1 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 21:58
      (jakby co to nie ja tylko mój mąż :))


      Musialem sie wlaczyc do dyskusji:)
      Jestem moze dosc mlody, 28 lat, mimo wszystko uwazam ze mam spore doswiadczenie
      w swojej dziedzinie( jestem patern cutter'em).Nie jest to moze praca marzen i
      pewnie nie zostane krezusem ale pracujac w bardzo znanych firmach odziezowych
      w Londynie zarabiam ok.24-25k. Z tego co piszecie to "pensja glodowa":((
      To i tak 2 razy wiecej niz np.sprzedawca w sklepie. Zaczynam przy was wpadac w
      kompleksy. Ciekawi mnie czym sie zajmujecie, ze zarabiacie 45k?
      Moze powiniennem sie przekwalifikowac??:)
      Ciekawe.
      Ja naprawde jestem strasznie ciekaw czym zajmuja sie forumowicze, to nie jest
      pierwszy watek, gdzie padaja kwoty o ktorych moge teraz pomarzyc, nie wspominam
      watku o "przecietnej" angielskiej rodzinie(country house, polowania, itp...).Ja
      na polowaniu bylem raz z ojcem jak mialem 10 lat, u wojka na wsi, w Polsce
      oczywiscie( i nie bazanty).
      • effata Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 22:55
        Mężu Inspiracji, ja się nie przyznam, za jaką sumę tu żyjemy. Powiem ci, że
        taka suma jeszcze tu nie padła (i nie mówię o górnej granicy :)))) No, ale
        chwilowo nie pracuję. A jestem z zawodu nauczycielką i teoretycznie (cha, cha)
        mam szansę dociągnąć do max 39k. :)))Patrz: pensje nauczycielskie

        W kompleksy wpadać nie musisz. Przekfalifikowywać się? Jak nienawidzisz swojej
        pracy, to dlaczego nie. A po to, by
        sie porównywać z innymi - nie warto.
        Każdy ma swoje normy i standardy. Oczywiście, że lepiej jest zarabiać więcej
        niż mniej.
        Moim zdaniem bierz poprawkę na to, że osoby piszące na tym forum chyba nie są
        statystycznie reprezentacyjne ani dla angielskiej polonii, ani dla, hmmm,
        samych Anglików. Tak mi się wydaje. Na kobiecą intuicję. Badań nie prowadziłam.
        --
        Don't guess.
      • edgar2005 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 20.01.06, 23:02
        Gdybym wyjeżdzał sam, to zgodziłbym się na zgodną z kwalifikacjami pracę w
        zawodzie za 20K (w Londynie +3K London allowance). Jednak wyjeżdżam z żoną i
        malutkim dzieckiem. Szukając pracy postawiłem poprzeczkę 25K, na przetrwanie,
        oczywiście poza Londynem. Dostałem sporo więcej, ale i za 25K bym się zgodził.
        Najważniejsze jest jednak żeby się w pracy rozwijać i żeby za 5 lat móc
        zarabiać 2 razy tyle, a za 15 lat, 3 razy tyle. U mnie tak wygląda perspektywa.
        Teraz, gdy kupimy dom, nie będzie z czego odłożyć, za 5 lat wystarczy na lepszy
        dom, wakacje, szkołę dla dzieci i emeryturę. W Polsce też mógłbym dostać pracę
        w Warszawie za podobne pieniądze (uwzględniając parytet siły nabywczej), ale z
        5 lat mógłbym mieć mniej, albo w ogóle starcić pracę, albo się wykończyć
        pracując po 14 godzin. Choć to trochę niena temat, przy takich decyzjach liczy
        się perspektywa i inwestycja. Na przykład, przed wyjazdem do UK wolałem w
        Polsce pracować za pół darmo i nawet na jedzeniu oszczędzać, lecz zdobywać
        umiejętności, niż kosić grubszą kasę ale tylko dla samej kasy. Ale moja
        dziedzina to tzw. Research and Development, w Polsce, jako kraju pół-
        kolonialnym, nie ma zbyt wielu możliwości dalszego rozwoju, choć takie
        możliwiści są np. w sprzedaży. No nic, trzeba wracać do roboty...
      • duende1 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 21.01.06, 11:36
        mezu inspiracji..mnie takie same refleksje naszly. ja serio znam mase ludzi,
        ktorzy utrzymuja rodziny za zdecydowanie mniejsze pieniadze niz te o jakich tu
        mowa (tak polskie jak i angielskie) i nie narzekaja...i tez mnie troche
        zastanowilo, ze wyglada na to, ze tu wszyscy zarabiala po 40K. ale chyba, tak
        jak effata napisala, towarzystwo tu nie jest reprezentacyjne. nie ma sie co
        zalamywac..;)
      • basiak6 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 21.01.06, 21:47
        W moim zawodzie zaczyna sie zwykle od 30-35K, w gore (pracuje jako analityk
        finansowy w City).

        Edgar, tak juz tutaj jest ze jak sie wiecej zarabia to sie wiecej wydaje, my po
        6 latach pracy zarabiamy o wiele wiecej niz na poczatku po studiach, a teraz
        wydajemy o wiele wiecej.Zeby odlozyc na dobra emeryture, wyksztalcic w dobrych
        szkolach prywatnych np 2 dzieci, wyjechac na fajne wakacje, to i z 100K bedzie
        na styk (licze srednio 300 funtow miesiecznie w pension fund, 1000-2000 na
        school fees na 2 dzieci, zalezy na jakim etapie edukacji, i jedne na rok dobre
        wakacje 500 miesiecznie, plus oplata za kredyt za dom np 1500, plus za auto/auta et)
        • edgar2005 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 02:57
          To zależy od filozofii życia. Ja mam generalnie antykonsumpcyjne podejście do
          życia zbliżone do filizofii Wschodu. Wakacje to mogą być i za grosze. Moje
          najlepsze wakacje w życiu to była wyprawa stopem przez Europę, z namiotem na
          dziko :) Oczywiście wiek zmienia upodobania, ale to wiek a nie zamożność. Ja
          nie jestem podatny na marketing i nawet bestsellery ignoruję bo i tak mam mało
          czasu żeby przeczytać zaniedbaną klasykę dostępną na pensy. Samochód to dla
          mnie zło konieczne, teraz będę szczęśliwy bo będę chodził do pracy piechotą lub
          jeździł rowerem, a okolica ekologiczna, bez spalin. Natomiast wykształcenie
          dzieci, to się zgodzę, może pochłonąć majątek. I to nie tylko szkoły, ale i
          podróże, hobby itp. Tak samo nieruchomość to nie wydatek tylko inwestycja. Ale
          co do emerytury to mam inną strategię. Nie stać mnie będzie na 300F składki, bo
          będą inne priorytety. Planuję na emeryturę zarabiać ok. 10 lat przed emeryturą,
          kiedy oczywiście będę więcej zarabiać :) i mniej konsumować. Ja mam zbyt dużą
          awersję do ryzyka i nie wierzę w rynki kapitałowe za 30 lat. A w krótkim
          terminie można będzie wykupić anuitet. Po prostu przyjść z walizką pieniędzy
          (albo sprzedać nieruchomość) i wykupić dożywotnią polisę. Może też zdecyduję
          wykupić tę "polisę" u własnych dzieci, pomagającim na starcie. A na samej
          emerturze to będę mógł się poświęcić ascezie i medytacji, a to nie kosztuje :)
          Ale podstawa to żyć zdrowo, w swoje zdrówko inwestować, bo opieka będzie w
          przyszłości kosztować tyle, że pochłonie wszelkie oszczedności (ubezpieczenia
          pielęgnacyjne to nie jest głupia sprawa, w UK chyba mało popularna).
          • basiak6 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 09:24
            Pewnie ze nie trzeba jezdzic na super drogie wakacje, ja tylko podalam przyklad
            jak nawet na wyzszej pensji pieniadze potrafia sie rozejsc szybko:)
            Co do emerytur, najlepiej jesli pracodawca cos doklada (moj jest dosc hojny wiec
            korzystam), co do zgromadzenia pension fund w ciagu ostatnich 10 lat przed
            emerytura, pewnie ze tak, czemu nie. Ale ryzyko jest wieksze przez mozliwosci
            utraty pracy, oraz przez to ze akurat pechowo trafimy na czas kiedy sprzedanie
            domu moze nie byc najlepszym pomyslem. Ja z drugiej strony chyba nie chcialabym
            sie pozbywac domu na ktory pracowalam tyle lat. Mowi sie ze pension fund taka w
            miare ok to 250-300K.
            Poza tym zuzywamy caly ewentualny spadek dla dzieci:))
              • basiak6 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 13:43
                Wydaje mi sie ze 40K to duzo dla kogos kto swiezo przyjechal z Polski, wynajmuje
                w jakiejs z tanszych dzielnic Londynu za np 500-700 funtow i w sumie nie ma
                wielu wydatkow poza transportem i jedzeniem.
                Sytuacja sie zmienia kiedy chce sie czegos dorobic, zechce kupic dom/mieszkanie
                (musi uzbierac gotowke na Stamp Duty tax lub wziac przez to wieksza pozyczke,
                etc), umeblowanie, etc. Zaczyna splacac kredyt ktory pochlania spora czesc
                dochodow (np domek w St Albans, 300 tys, 5% interest, zero depozytu, to 1700
                miesiecznie na 25 lat), potem chce sie kupic auto, jedno lub dwa. Zarabia sie
                wiecej, wydaje sie wiecej;) 40K wtedy to juz na pewno za malo.
                • jaleo Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 14:29
                  Sytuacja jest inna rowniez, kiedy sie przyjezdza z relatywnego komfortu w
                  Polsce - wlasne dom, wyjazdy zagraniczne, samochody. Oczywiste jest, ze dla
                  kogos, kto siedzi na bezrobociu, ma piecioro dzieci na utrzymaniu, wszyscy w
                  jednej izbie sie gniota (scenariusz a la Soup-Nazi - patrz watek ponizej ;-),
                  praca za 20K w UK bedzie wybawieniem.
                • princessjobaggy Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 16:27
                  basiak6 napisała:

                  > Sytuacja sie zmienia kiedy chce sie czegos dorobic, zechce kupic
                  dom/mieszkanie
                  > (musi uzbierac gotowke na Stamp Duty tax lub wziac przez to wieksza pozyczke,
                  > etc), umeblowanie, etc. Zaczyna splacac kredyt ktory pochlania spora czesc
                  > dochodow (np domek w St Albans, 300 tys, 5% interest, zero depozytu, to 1700
                  > miesiecznie na 25 lat),

                  Basiak6, rzadko kiedy w UK zaczyna sie od domu za 300 tys. Po latach pobytu w
                  UK jest sie juz na jakims szczeblu 'property ladder' i chyba nie powiesz mi, ze
                  bedziesz miala zerowy depozyt przy braniu kredytu na kolejny dom? Jesli tak, to
                  gratuluje bezmyslnego zarzadzania wlasnymi pieniedzmi.
                  • basiak6 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 18:32
                    Mozesz blizej wyjasnic te niby 'bezmyslnosc' i na czym ona mialaby polegac i
                    dlaczego nie moglabym wejsc na property ladder z 100% kredytem na 300K?

                    Tonu twojej wypowiedzi i gratulacji nie bede komentowac bo moze po prostu nie
                    potrafisz wyrazac sie inaczej.

                    Nasz dom jest drugim z kolei, pierwszy sprzedany 2 lata temu ale nie bede pisac
                    o cenach i za ile go kupilsmy bo nie ma to zwiazku. Na drugi dom dzieki
                    sprzedazy pierwszego mielismy 40% depozytu, na pierwszy 2%.
                    Nie widze tez nic dziwnego w braniu 100% kredytu na dom wart 300tys jesli
                    zarabia sie np 100K rocznie. Wiele osob bierze 100% kredyt tylko dlatego aby
                    miec dodatkowe pieniadze np na remont, maja kase ulokowana gdzie indziej, etc.
                    Czesto biora kredyt dajac np 20% depozytu, po czym zwiekszaja mortgage nawet
                    wyzej niz 100% aby zfinansowac np rozbudowe domu.
                    Moim celem bylo pokazanie przykladowej kalkulacji, bez kontekstu.
                    • princessjobaggy Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 22.01.06, 23:29
                      Rzeczywiscie, moze ton mojej wypowiedzi nie byl zbyt przyjemny, za co
                      przepraszam.

                      Nie zmienia to faktu, ze watek powstal po to, zeby pomoc forumowiczce okreslic
                      czy tyle i tyle pieniedzy miesiecznie wystarczy na zycie dla 4-os. rodziny, a
                      nie czy £45k to duzo czy malo. To chyba naturalne, ze im wiecej zarabiasz, tym
                      wieksze staja sie potrzeby. Nie mieszajmy jednak do tego wszystkiego kupna
                      domu, bo dziewczyna przyjezdza sluzbowo na 2 lata i zadnego domu kupowac nie
                      bedzie.
                      • basiak6 Re: Ile GBP netto na 4 osobową rodzinę, żeby "żyć 23.01.06, 20:46
                        Napisalam tak glownie w odpowiedzi na post Edgara, ogolnie dywagujac ;)
                        Rowniez dlatego ze moi znajomi z Niemiec wlasnie tak zrobili, przyjechali bo maz
                        dostal swietny kontrakt i od razu kupili dom, chyba ok 250K na 100%, to bylo
                        pare lat temu i liczyli ze przez te 5-6 lat mieszkania tutaj cos jednak na tym
                        zarobia;) Wiec uzylam tego jako przykladu, bardziej jako kalkulacji splat
                        miesiecznych.
                        Nie doczytalam tez ze autorka pierwszego postu przyjezdza tylko na 2 lata.
                        • malwes Jeszcze trochę kosztów.... 25.01.06, 09:08
                          A powiedzcie mi proszę ile kosztują jeszcze takie "drobiazgi" jak:
                          - pranie garnituru w pralni (ile za sztukę odzieży?)
                          - ile litr benzyny?
                          - ile godzina jazdy z instruktorem żeby chociaż zparę godzin pokręcić się "po
                          lewej" stronie jezdni?
                          - może ktoś ma jakieś dane o tym gdzie można sobie policzyć koszty
                          ubezpieczenia samochodu?
                          - może ktoś korzystał z usług krawca (coś trzeba skrócić, zwęzić) i ile to
                          mniej więcej?
                            • agazat Re: Jeszcze trochę kosztów.... 25.01.06, 11:20
                              Moj instruktor bral ode mnie £17 za godzine, ale to tak po sasiedzku, normalnie
                              ok £20, pewnie zalezy od instruktora. Poza tym tu nie musisz uczyc sie jezdzic
                              z instruktorem, wystarczy jakikolwiek wykwalifikowany kierowca i oznaczony
                              samochod (L - choc to wlasciwie dla tych, ktorzy dopiero sie ucza i nie maja
                              prawa jazdy; na prawo mam, nawet brytyjskie, ale po 14 latach niejezdzenia
                              samochodem to tak jakbym sie uczyla od nowa; teraz juz cwicze sama z mezem lub
                              kolezanka i choc teoretycznie nie musze miec elki na samochodzie, to jednak
                              wole dac znac innym kierowca, aby byli ze mna ostrozni)
                          • agazat Re: Jeszcze trochę kosztów.... 25.01.06, 11:24
                            Ubezpieczenie samochodu www.confused.com, tam podadza Ci ceny kilku(nastu)
                            ubezpieczycieli za jednym zamachem i nie bedziesz musiala wpisywac tych samych
                            danych danych sto razy. Przy ubezpieczaniu mojego samochodu maz twierdzil, ze i
                            tak najlepiej wybrac kilka firm i po prostu do nich podzwonic, bo nie ma to jak
                            rozmowa z zywym czlowiekiem, ktory Ci wyjasni drobiazgi i watpliwosci. Dla mnie
                            najlepsza oferte mial Budget, ale wszystko zalezy od okolicznosci (samochod,
                            jak dlugo prawo jazdy itp). Nie wiem jak to jest z ubezpieczeniem samochodu np
                            gdy sie ma polskie prawo jazdy, wiec moze faktycznie lepiej zadzwonic i
                            porozmawiac ze specem.
                            • lucasa Re: Jeszcze trochę kosztów.... 25.01.06, 11:33
                              agazat napisała:

                              Nie wiem jak to jest z ubezpieczeniem samochodu np
                              > gdy sie ma polskie prawo jazdy, wiec moze faktycznie lepiej zadzwonic i
                              > porozmawiac ze specem.

                              nam Direct Line uznal polskie znizki na ubezpieczenie - musielismy przestawic
                              zaswiadczenie z polskiej firmy o bezwypadkowej jezdzie (na inny samochod
                              oczywiscie) plus nasze tlumaczenie,
                              teraz mam prawo jazdy wymienione na brytyjskie, ale z polskim tez nie bylo
                              problemu u nich.
                              A

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka