minisufka
27.04.06, 09:39
zastanawialam sie ile z nas pprzyjechalo tu z zamiarem zeby zostac na stale?
ile z nas tylko na chwile? kto jeszcze nie wie? kto czuje sie tu jak w domu?
kto czuje sie jak na wakacjach? i jak to jest u was z tesknota?
u mnie ciagle zmiany - przyjechalam z nastawieniem, ze tu bedzie nasz dom, po
pol roku moj maz stwierdzil, ze chce przez pare lat pomieszkac w polsce. jak
tylko sie do tej mysli przyzwyczailam, nastawilam sie na to calkowicie,
zaczelam wszystko planowac rok na przod. ze wroce tam do ukochanej pracy, ze
znow bede z rodzina i przyjaciolmi, bo tak strasznie, starsznie tesknie.... a
tu nagle znow zmiana - szef mojego meza odszedl z pracy, wiec moze jednak
zostaniemy tu dluzej? o ile dluzej? nie wiadomo, moze kilka lat? moze, moze,
moze....
nie lubie niepewnosci, lubie sobie przynajmniej czesciowo zaplanowac co
bedzie sie dzialo za kilka miesiecy, a teraz nie moge....
jedyne co moge zrobic to wykupic sobie loty do krakowa do konca roku - latam
co 6 tygodni i nie wyobrazam sobie pracy w biurze i zwyklego urlopu, tak
niewielu wolnych dni... oszalabym , po prostu musze byc w krakowie dosc
czesto - zeby nie zwariowac.... bo moj dom jest nadal tam, choc anglie kocham
za wiele rzeczy i choc zawsze chcialam tu przyjechac i mieszkac,to moje serce
nalezy do krakowa. choc nasze mieszkanie tutaj jest naszym domem i jest
sliczne i czuje sie w nim bezpieczniei u siebie, i oboje je uwielbiamy, to
jednak jest to wyspa - wokol pustka, brak rodziny, przyjaciol, niestety brak
tez poczucia przynaleznosci.....
czy to chwilowe? czy to minie? czy ktos z was tez tak mial/ma?