plany na przyszlosc.....

27.04.06, 09:39
zastanawialam sie ile z nas pprzyjechalo tu z zamiarem zeby zostac na stale?
ile z nas tylko na chwile? kto jeszcze nie wie? kto czuje sie tu jak w domu?
kto czuje sie jak na wakacjach? i jak to jest u was z tesknota?

u mnie ciagle zmiany - przyjechalam z nastawieniem, ze tu bedzie nasz dom, po
pol roku moj maz stwierdzil, ze chce przez pare lat pomieszkac w polsce. jak
tylko sie do tej mysli przyzwyczailam, nastawilam sie na to calkowicie,
zaczelam wszystko planowac rok na przod. ze wroce tam do ukochanej pracy, ze
znow bede z rodzina i przyjaciolmi, bo tak strasznie, starsznie tesknie.... a
tu nagle znow zmiana - szef mojego meza odszedl z pracy, wiec moze jednak
zostaniemy tu dluzej? o ile dluzej? nie wiadomo, moze kilka lat? moze, moze,
moze....

nie lubie niepewnosci, lubie sobie przynajmniej czesciowo zaplanowac co
bedzie sie dzialo za kilka miesiecy, a teraz nie moge....

jedyne co moge zrobic to wykupic sobie loty do krakowa do konca roku - latam
co 6 tygodni i nie wyobrazam sobie pracy w biurze i zwyklego urlopu, tak
niewielu wolnych dni... oszalabym , po prostu musze byc w krakowie dosc
czesto - zeby nie zwariowac.... bo moj dom jest nadal tam, choc anglie kocham
za wiele rzeczy i choc zawsze chcialam tu przyjechac i mieszkac,to moje serce
nalezy do krakowa. choc nasze mieszkanie tutaj jest naszym domem i jest
sliczne i czuje sie w nim bezpieczniei u siebie, i oboje je uwielbiamy, to
jednak jest to wyspa - wokol pustka, brak rodziny, przyjaciol, niestety brak
tez poczucia przynaleznosci.....

czy to chwilowe? czy to minie? czy ktos z was tez tak mial/ma?
    • tamara_t Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 09:45
      Ja jeszcze w ojczyźnie, ale mój znajomy [od 4 lat w UK] mówi, że o ile przez
      pierwszy rok mówił na UK "hotel", tak teraz role się odwróciły. Kiedy jest tam -
      chce na chwilę do Polski, kiedy jest tu - liczy dni do wyjazdu.

      Ja planuję wyjazd na stałe. Może na starość wrócę do Polski, ale to wcale nie
      jest powiedziane.
      • gosica37 Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 10:00
        Mialo byc na chwile,przeciagnelo sie do paru juz lat. Teraz ze wzgledow
        zdrowotnych rozwazam powrot do Polski na jakis czas. Nie wykluczam rozwniez
        wyjazdu gdzie indziej. Lubie Londyn za to m.in ze blisko stad do Hiszpanii i za
        dostep biletow lotniczych gdzie tylko zechce za rozsadne ceny. Nie wyobrazam
        sobie zamieszkania na stale w Polsce,nie znosze mentalnosci Polakow i ich
        przygnebionych ,zmeczonych twarzy oraz polityki panstwa wyznaniowego. Odwiedzam
        jednak rodzine raz na pol roku choc zawsze czuje sie troche dziwnie. Kocham
        jednak polskie krajobrazy i mam nadzieje powracac do Polski chocby tylko na
        wakacje.
        • tuti Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 10:49
          wyjechalam na stale, tyle ze moja rodzina niebardzo jeszcze o tym wie, i
          spodziewaja sie ze wroce jakos tak po wakacjach(ze niby na rok pojechalam
          podszkolic jezyk, jakbym nie zdobyla pracy to mialam wracac od razu). ale
          pewnie na stale do momentu jak mi sie zwiazek nie rozpadnie!
          Poza facetem, ktory w Anglii jest niestety nieco uwiazany, niewiele mnie tu
          trzyma, a jedzenie to juz na pewno nie. Nie jest to kraj moich marzen (zreszta
          nie wiem czy taki w ogole jest, niestety jestem makabrycznie nudna
          racjonalistka, i i tak swoje wiem, ze mieszkanie gdziekolwiek bedzie mialo
          minusy i plusy, jezyk tez mnie tu nie trzyma,w paru innych krajach europy
          dalabym sobie tez rade)
          choc troche latwiej, kiedy slonce nie zachodzi o 16,(I o dziwo juz 3dni nie
          padalo!) i kiedy moge wieczory spedzac w ogrodzie dlubiac przy roslinkach
          (czyli tak jak teoretycznie mialabym spedzac czas w domu w polsce - z tymze tam
          pewnie, bym spedzala czas przy komputerze , wiec tu jednak wychodzi ze tryb
          zycia zdrowszy prowadze! :)
          Domy mam dwa, w momentach krytycznych (srednio raz na dwa dni) jecze ze "Ja
          chce do domu" , na co nie-maz odpowiada: przeciez jestes w domu:)
          W
          • natalia.brzeska Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 11:07
            tuti napisała:

            > ale
            > pewnie na stale do momentu jak mi sie zwiazek nie rozpadnie!
            > Poza facetem, ktory w Anglii jest niestety nieco uwiazany, niewiele mnie tu
            > trzyma,

            I to jest tez moja odpowiedz!!!

            PS. Sorki za brak polskich znakow, ale jak sie pewnie domyslacie jestem teraz u
            Ukochanego :-)
          • beesok Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 11:29
            "Domy mam dwa, w momentach krytycznych (srednio raz na dwa dni) jecze ze "Ja chce do domu" , na
            co nie-maz odpowiada: przeciez jestes w domu:)"
            Skad ja to znam??? :) Tylko za ja naprawde nie wiem co to jest dom....urodzilam sie w Krakowie ale jak
            mialam 2 lata moi rodzice postanowili wyjechac z Polski i tak od tej pory jezdze po swiecie i dziwnym
            przypadkiem milosnym trafilam do londynu. Mam nadzieje, ze tym razem chocby na kilka lat bo mam
            juz dosyc tych przeprowadzek :) dobrze, ze nauczylam sie nie przywiazywac zbytnio do rzeczy
            materialnych!
            Nie wiem, gdzie jest moje "dom", w Krakowie mieszkaja rodzice (wrocili) i mam przyjaciol, ale tych mam
            porozrzucanych po calym swiecie. Uwielbiam to miasto i czesto bywam w Polsce (szczegolnie, ze teraz
            mam tak blisko) ale lapie sie na tym, ze tesknie za Londynem i chyba nie potrafilabym wrocic juz na
            stale do Polski.
            Poki co szczesliwa jestem tutaj, Londyn zaczyna mi sie podobac coraz bardziej, powoli sobie ukladam
            zycie ale dolaczam do wiekszosci z Was, tak naprawde "trzyma mnie" tu ukochany i bardzo szczesliwy
            zwiazek.
            Moi przyjaciolka smiela sie kiedys, ze moj "dom" to chyba zawsze bedzie samolot gdzies miedzy
            Europa a Bliskim Wschodem :)
    • formaprzetrwalnikowa Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 10:04
      niekoniecznie tu na stale, bo mamy plany zamieszkania na poludniu europy, jak
      juz sie w koncu dorobimy tego domu na pd europy i jachtu w zatoce :)
      z cala pewnoscia nie chce wrocic do polski- z bardzo wielu wzgledow. moj dom
      jest teraz tutaj. zreszta ja od zawsze tak mialam - swoj dom (w sensie
      emocjonalnym) nosze ze soba. podoba mi sie w UK z wielu wzgledow, uwielbiam
      swoja prace, ale chociaz zamierzamy kupic dom - w sensie materialnym - nie
      przywiazuje sie specjalnie do idei pozostania tuy na dluzej. czuje sie
      europejka, jak juz kiedys pisalam, a jezyk - rzecz nabyta
      • formaprzetrwalnikowa Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 10:07
        ps. zapomnialam napisac: wyjazd z polski byl zaplanowany na stale od samego
        poczatku i ta stalosc jest stala.
        • tamara_t Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 12:15
          >>zreszta ja od zawsze tak mialam - swoj dom (w sensie
          emocjonalnym) nosze ze soba.

          Forma, jakbyś wyjęła mi to z ust :)
          • chihiro2 Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 12:37
            Ja mam tak samo - dom jest tam, gdzie jest moj ukochany.
            Przez caly pobyt w liceum mialam w planach, ze kiedys wyjade z tej Polski na
            stale. Wyjechalam na rok do Australii po trzech latach polskich studiow, potem
            na rok do Berlina. A poniewaz moj chlopak zaczal drugie studia w Oxfordzie,
            zjawilam sie tutaj. I nie zaluje, i nie chce na razie sie przenosic poza
            Anglie. Przeprowadzam sie okola lata do Londynu i b. sie ciesze. Lubie wielkie
            anonimowe miasta, Londyn wydaje mi sie idealny do zycia tak jak lubie - duzo
            sztuki i kultury, na kluby i bary przymykam oczy, bo nie wychodze do takich
            miejsc. Polska jest dla mnie za ciasna, za prowincjonalna. I w sumie nigdy nie
            biore jej jako porownania dwoch modeli zycia. Raczej porownuje Anglie z
            Niemcami.
            Nie wiem, czy chce w Anglii zostac na zawsze, ale tez nie zakladam, ze bede w
            jakims miejscu ZAWSZE mieszkac. Chcialabym wykonywac zawod, ktory nie bylby
            uzalezniony od miejsca zamieszkania, mam na razie wiele pomyslow, co robic, ale
            zaden nie jest na wylacznosc...
            • gobisha Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 14:02
              moj dom jest tam gdzie moj maz i (jak twierdzio On sam) nawzajem. Zgadzam sie z
              tym, ze jezyk to rzecz nabyta.
              Z Polski wyjechalismy do Belgii "na troche" ponad 4 lata temu. Po poltora
              miesiaca bylismy juz w Londynie i tak na razie jest i bedzie, aczkolwiek nie
              wiadomo jak dlugo. Mam wiele powodow, dla ktorych chce wrocic kiedys tam do
              Polski, ale nie wykluczone, ze po drodze zahaczymy o inne miejsca na ziemi i w
              Ojczyznie wyladujemy dopiero na emeryturze :o). Jecyne miejsce na ziemi w
              kazdym razie , ktore okreslic moge jako docelowe, to Polska.
    • princessjobaggy Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 13:49
      Moje plany na przyszlosc wiaze z Anglia i choc chcialabym powiedziec, ze
      zostane tu na stale, az boje sie to zrobic, poniewaz w moim zyciu kiedy
      mowie 'nigdy/zawsze' jakims dziwnym trafem wszystko uklada sie odwrotnie. A
      chcialabym tu zostac, jest mi dobrze :)
    • anya.po.prostu Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 14:05
      W Londynie mam swoj dom ale na stale napewno w UK nie zostane, nie wyobrazam
      sobie starosci tutaj.
      Za Polska tesknie , ale po tylu latach emigracji niewiele juz tam dla mnie
      zostalo.
      Ktos kiedys pisal o emigracyjnym "okraku", i ja tak wlasnie sie czuje.
      Gdy jestem tu to ciagle obecna jest tesknota za Polska, jak nieodlaczny
      towarzysz, do ktorego sie juz przyzwyczailam.
      Gdy jade do Polski czy mysle o powrocie to dociera do mnie, ze tesknie za
      wspomnieniami, czyms nieuchwytnym i ze zbyt wiele wiezi sie pourywalo i nie
      wiem czy tak naprawde potrafilabym tam wrocic na stale.
      • duende1 Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 14:29
        anya, ja czuje dokladnie tak samo. tez mam syndrom "okraku" i zawsze jestem
        pomiedzy, w polsce tesknie za anglia, w anglii za polska. nie wiem czy chce
        zostac w u.k na stale, wolalabym hiszpanie:) jestem tu glownie ze wzgledu na
        druga polowe.
        ale jestem coraz bardziej swiadoma tego, ze moja tesknota za polska jest
        tesknota za miejscem, czasem i okolicznosciami, ktore juz nie wroca. kiedy
        teraz jestem w polsce, jest juz zupelnie inaczej i nie da sie do pewnych rzeczy
        wrocic.
    • aniek133 A ja wracam :))) 27.04.06, 14:18
      A ja tu przyjechalam bez specyzowanych planow na przyszlosc i nawet przez
      chwile rozwazalam pozostanie tu na dlugo, moze na stale. Ale to byla tylko
      chwila, bo okazalo sie, ze jednak nie potrafie byc tutaj szczesliwa, ze to nie
      moj swiat. Osiagnelam tutaj juz chyba wszystko, co moglam osiagnac (praca w
      szkole), nauczylam sie jezyka i dojrzalam do podjecia decyzji o powrocie.
      Wracam za niecale 2 miesiace, chociaz wiem, ze w Polsce nie bedzie mi wcale
      latwiej zyc. Opuszczam wyspe i wracam do ZYCIA :))

    • hwyl Re: plany na przyszlosc..... 27.04.06, 16:20
      Podobnie jak pare osob wczesniej wiaze swoje plany z tym krajem. "Okrak" jest mi
      znany, czasem zdarza mi sie zatesknic za Polska, za czyms bardzo konkretnym tak
      jak spacer po Sopocie, albo smakiem makowca :). Gdy przyjezdzam to czesto jednak
      licze dni do powrotu do domu - wiele rzeczy mnie w Polsce i polskiej mentalnosci
      zwyczajnie irytuje i ze smutkiem dostrzegam ze troche idealizuje nasz kraj bedac
      za granica (to chyba klasyczny syndrom emigranta).

      Wracajac z ostatnich Swiat zauwazylem w sobie istotna zmiane - wyjazd do Polski
      zaczalem traktowac jako cos ekscytujacego, jak zagraniczna wycieczke (dziwne ze
      o wlasnym kraju mysli sie jak o zagranicy - myslalyscie o tym kiedys?) do
      zupelnie innej rzeczywistosci. Anglia to juz oswojona bestia, ktora po prostu
      stala sie moja codzienna rzeczywistoscia. Z przyjemnoscia zabieram swoich
      brytyjskich znajomych na krotkie wypady do kraju - Polska jest ciekawym miejscem
      na wakacje, ale o powrocie i zyciu tam 'na powaznie' nie mysle.
    • moniska11 Re: plany na przyszlosc..... 28.04.06, 13:46
      Maz wyjechal pierwszy od razu z zamiarem, ze przeniesiemy sie do Anglii na
      stale. Ja przyjechalam po miesiacu bedac w 8 miesiacy ciazy i urodzilam tutaj
      corke. Pozniej wrocilam skonczyc studia. Teraz od roku jestesmy juz razem i
      wiemy, ze do Polski juz na pewno nie wrocimy. Byc moze nas jeszcze gdzies
      poniesie, moze do cieplejszych krajow, ale nie do Polski. Nie sadze, ze w
      naszej ojczyznie cos sie zmieni na lepsze. Nie widze tam szans dla swego
      dziecka i nigdy nie chcialabym aby moja corka tulala sie po swiecie tak jak ja.
      Mysle, ze w Anglii jest wiecej mozliwosci i mam nadzieje, ze moje dzieci beda
      umialy z tego skorzystac. W Polsce ostatni raz bylam w sirpniu, a teraz lece na
      poczatku maja. Tesknie jedynie za rodzina. Poza tym nic mnie tam juz nie
      trzyma.
      • yadrall Re: plany na przyszlosc..... 28.04.06, 20:00
        My w Anglii jestesmy niespelna rok,wiec caly czas sie aklimatyzujemy.
        Wyjezdzajac z Pl postawilismy wszystko na jedna karte... Powoli zamykamy za
        soba wszystkie furtki w Polsce. Jezeli faktycznie uda mi sie w czerwcu na
        urlopie sprzdac (kupiec juz umowiony,ale czy sie nie rozmysli?) nasz polski dom
        to w zazadzie caly kawal zycia zostanie zamkniety. Tu w Anglii raju nie ma,ale
        jest normalne zycie. Pracujemy na stanowiskach ponizej naszych mozliwosci (oj,
        ten jezyk),ale pomimo to stac nas na wynajecie mieszkanka (ladne i w dobrym
        miejscu), nie oszczedzamy na jedzeniu (nie ma wiecznych rozterek z Polski-kupic
        ksiazke lub film czy mieso na obiad), do Polski jezdzimy na urlopy, tam
        pozostaje nasza rodzina i znajomi. Wiec jest dobrze,a mam nadzieje,ze bedzie
        lepiej. Tym bardziej,ze weszcie zdcydowalismy sie,ze bedziemy starac sie o
        dziecko (w Polsce ciagle byl strach czy nie zostaniemy bez srodkow do zycia-
        pracowalismy w jednej firmie). Maluch w jakis sposob przewroci nasze zycie do
        gory nogami i spowoduje,ze na tej malej istotce skupi sie wiekszosc naszej
        uwagi. Owszem-bedziemy zdani sami na siebie,ale w Polsce wzasadzie byloby tak
        samo. Jedyna roznica to problemy jezykowe-w Polsce zawsze bylam wygadna i
        potrafilam szystko zalatwic tu czasami potykam sie na jezyku. Jednak mam
        nadzieje,ze i to sie zmieni.

        PS.dlaczego nie wyobrzezcie sobie emerytury w UK? Pytam,bo moi rodzice planuja
        wlasnie teraz przeniesc sie do UK. Mama nie pracuje i wkrutce bedzie emerytka,a
        ojciec ma taka prace,ze ciagle jest poza domem,wiec wszystko jedno czy wyrusza
        z Polski czy z UK (w UK chyba ma nawet wieksze szanse,ze bedzie wiecej w
        domu),a i zarobki pozwola im na wmiare spokojne zycie w UK. Tylko,ze ojciec
        popracuje jeszcze jakis czas (5lat napewno,a byc moze dluzej-jest fachowcem i
        ostatie 20 lat pracowal w roznych krajach),ale co potem???
        • aniek133 Re: plany na przyszlosc..... 28.04.06, 21:12
          Twoja mama chce zyc z polskiej emerytury w UK? Pytam, bo jakies malo
          prawdopodobne mi sie to wydaje......No, chyba, ze ojciec tyle zarabia, ze jej
          emerytura nie ma znaczenia.... Tak sobie tylko rozmyslam nad tym, bo nigdy sie
          jeszcze nie spotkalam z przypadkiem, zeby ktos wybieral sie na emerture do UK.
          Ludzie na emeryturze raczej uciekaja stad gdzie pieprz rosnie :)
          • jagienkaa Re: plany na przyszlosc..... 28.04.06, 21:26
            cóż ja to najchętniej spakowałabym się i wyjechała stąd do Polski już jutro.
            Nie dość że nie chcę tutaj emerytury spędzać to coraz bardziej się boję o
            Dominika:P no ale wybrałam 7 lat temu przyjeżdżając tutaj do męża i nie mam
            wyboru, a na rozwód się nie zanosi. To, co kiedyś ceniłam w Anglii teraz jakoś
            mnie coraz bardziej tu denerwuje, a to czego w Polsce nie lubiłam zmienia się
            na lepsze. Coraz bardziej (na stare lata haha) brakuje mi mojej kochanej
            rodziny i przyjaciół, wolności, mieszkania w...centrum miasta.
            Pozdrawiam mało optymistycznie:)
            • leggetta Re: plany na przyszlosc..... 28.04.06, 21:40
              mozesz napisac co masz na mysli piszac: boje sie o Dominika?
              • jagienkaa Re: plany na przyszlosc..... 28.04.06, 22:58
                nic konkretnego, po prostu brytyjska młodzież mnie zaczyna przerażać coraz
                bardziej (tak wiem co mi zaraz połowa napisze że wszędzie tak jest w Polsce też
                bla bla) i te wszystkie gangi i pedofile i cudzoziemcy wypuszczeni z
                więzienia;)))
                • robak.rawback Re: plany na przyszlosc..... 29.04.06, 17:47
                  z tego co slysze to ta mlodziez brytyjska jest jednak bardziej agresywna. wiec
                  sie nie dziwie jagience. pewnie sama do takich wnioskow dojde
    • izabelski Re: plany na przyszlosc..... 29.04.06, 22:19
      piszac
      "nie wyobrazam sobie pracy w biurze i zwyklego urlopu, tak
      niewielu wolnych dni... oszalabym "
      masz chyba na mysli, ze teskno ci za Polska
      bo przeciez moglabys mieszkac w Krakowie i miec 4 tygodnie urlopu (czyli mniej
      niz ja tutaj) - a zdania takiego pewnie nie napisalabys ....
      • minisufka Re: plany na przyszlosc..... 01.05.06, 20:41
        izabelski napisała:

        > piszac
        > "nie wyobrazam sobie pracy w biurze i zwyklego urlopu, tak
        > niewielu wolnych dni... oszalabym "
        > masz chyba na mysli, ze teskno ci za Polska
        > bo przeciez moglabys mieszkac w Krakowie i miec 4 tygodnie urlopu (czyli
        mniej
        > niz ja tutaj) - a zdania takiego pewnie nie napisalabys ....

        -----------> nie do konca rozumiem to co napisalas, tzn.drugiej czesci nie
        rozumiem. w kazdym razie gwoli wyjasnienia - nie wyobrazam sobie pracy w biurze
        w UK i tak niewielu wolnych dni, bo nie moglabym wtedy jezdzic do PL tak czesto
        jak jezdze.
        a w krakowie w biurze tez nie chcialabym pracowac - nie ze wzgledu na urlop,
        ale ze wzgledu na to, ze odkad skonczylam 17 lat robilam wszystko zeby pracowac
        w szkole jako nauczyciel, a nie w biurze. i tego nauczycielowania tez bardzo mi
        brakuje tutaj w UK, ale i tak jestem zadowolona, ze dzieki pracy term-time moge
        jezdzic do krakowa co 6 tygodni (czasem czesciej)
    • mgna Re: plany na przyszlosc..... 29.04.06, 23:35
      Hmm...moje zapatrywania nieco sie zmienily w ostatnich miesiach...

      Jak to naprawde bylo: przyjechalam na 6 miesiecy zeby odetchnac od NYC, od
      pracy z ktorej zrezygnowalam i przed przeprowadzka do Kaliforni. Dwa miesiace
      po przeprowadzce do Angli dowiedzialam sie ze jestem w ciazy, w trzecim
      miesiacu ciazu stracilam 6 znajomych w 9/11, sama bylam wtedy na Krecie i nie
      moc skontaktowania sie z rodzina i ze znajomymi przerazila mnie. Pamietam
      siedzac na lozku jednego popoludnia i prawie wyrywajac wlosy, bo juz od
      tygodnia ani sluchu od nikogo, telefony rozlaczone itp wyszeptalam: "na jaki to
      ja swiat dziecko przynosze..." W czwartym miesiacu ciazy dowiedzialam sie ze
      moga byc komplikacje ze zdrowiem mojego dziecka i tak wazac wszystko,
      przestraszona zdrowiem dziecka i zmianami jakie zaszly tam gdzie dom
      postanowilam zostac, lub nic nie postanowilam tylko zostalam.

      Jakie zapatrywania mialam przed zmiana moich zapatrywan: Anglia owszem podobala
      mi sie zawsze (i nadal podoba) ale tylko na wakacje (a czemu nie!? wakacje od
      slonca np, jesli za chmurami sie stesknilo ;). Lubie tutejsza nature, male
      miasteczka i wioski. Jedna z pierwszych zeczy ktore musialam zobaczyc w Angli
      to byly murki kamienne dzielace pole od pola. Zachwyt byl co nie miara kiedy je
      na wlasne oczy zobaczylam, tak jak z lat dzieciecych poraz pierwszy widzialam
      je w All Creatures Great And Small, zawsze wydawaly mi sie urocze... Ale znow z
      tematu zbiegam i plece zaduzo.... wiec zanim zmienilam zapatrywania, lub moze
      dokladniej, zanim zobaczylam swoje tutaj zycie w innym swietle, uwazalam ze w
      Angli jestem na tymczasowo.

      Jakie zapatrywania mam teraz odkad zobaczylam swoje zycie w innym swietle?
      Zapewne ze wzgledu na synka i jego wiezi z Tata zostane tutaj tak dlugo az
      synek bedzie samodzielny, wiec i pewnie na stale. Prawdopodobnym jest iz
      gdziekolwiek zycie mnie rzuci, to w Angli jakis dom (w sensie: home) bede tutaj
      miala. Ja swoje zycia zawsze widzialam w fazach, wiec teraz jestem w fazie
      matczyno-zmieniajcej kierunek zycia_do nastepnej fazy... Jaka ta faza bedzie,
      nie wiem, ale z moimi pomyslami mam nadzieje ze ekscytujaca! Wiec w pewnym
      sensie jest to faza przygotowywacza. W niej koncenturje sie bardziej nad tym co
      mnie robi szczesliwa, a nie co mi przynosi korzysci materjalne (materjalna faza
      poprzedzila terazniejsza faze). Anglia pod tym nie-materjalnym wzgledem wydaje
      mi sie idealna, poniewaz ludzie tutaj sa bardziej przyziemscy niz skad ja
      pochodze, co ulatwia mi zadanie w podazaniu za nie-materjalnym. Czy czuje sie
      tutaj jak w domu? Hmmm....chyba coraz czesciej tak, ale duzy wplyw na to maja
      osoby ktore napoczatku wydawaly sie tylko przelotem wkroczyc w moje zycie, a
      jednak pozostaly w nim i wiezi ktore mnie lacza z nimi wiem ze pozostana na
      stale. Wiec ja nie chce byc przelotem w ich zyciu.

      Tesknota? ALEZ OCZYWISCIE!!!! I TO JAKA!!!!! Tesknota za rodzina, za znajomymi,
      za stylem zycia jaki kiedys prowadzilam, za.....materjalistycznym
      swiatem.....nawet czasami (szalenstwo szalenstw) za karjera ktora opuscilam,
      ach i za wszystkimi seksownymi facetami na ulicach mojego miasta za ktorymi nie
      raz szyje skrecilam (takich okazow w Angli niestety baaaaaardzo malo), tesknie
      rowniez za wolnoscia ktora tam mialam.
      • liley11 Re: plany na przyszlosc..... 01.05.06, 19:34
        Pare lat temu nieznosilam brytyjskiego angielskiego a sama Anglia wydawala mi
        sie strasznie sztywna i mdla... i powiedzialam "nigdy" - to magiczne slowo,
        ktore pokierowalo zyciem mi na przekor.
        Jakze sie zdziwilam i zachwycilam Anglia. Do dzis pamietam to wspaniale uczucie
        luzu i wytchnienia,kiedy pierwszy raz postawilam stope na Hammersmith.. ahahah
        teraz , kon by sie usmial... Po dwoch latach lOndyn stal sie za duszny, za
        tloczny, za glosny, za smrodliwy, za przestepczy, za anonimowy...za szybki.
        Starosc..? Teraz male misteczko, mili i sedeczni ludzie. Nikt sie nie spieszy.
        Nawet Polak do Polaka sie garnie...:)) i kto by pomyslal?:)

        Dobrze mi tutaj

        Do Polski, jak na zagraniczna wycieczke. Pobyc, popatrzec, wysciskac sie z
        rodzina, ze znajomymi, ale byc odcietym, zdystansowanym do spraw gsopodarki
        Polski i problemow zycia codziennego...i odetchnac z ulga, ze to juz mnie, nas
        nie dotyczy...

    • musztarda_ziolowa Re: plany na przyszlosc..... 02.05.06, 12:11
      Jestem tu od 4 miesiecy. O ile w pierwszej chwili bardzo mi sie podobalo, o
      tyle teraz przechodze okres totalnej negacjii wszystkiego co angielskie...
      Moze mi to minie, licze na to, bo ciezko tak zyc, gdy kazdy poranek zaczynam od
      mysli, ze chce do domu, do Krakowa, do rodziny, przyjaciol, swojego mieszkanka,
      swoich bibelotow, ksiazek, mebelkow i swoich kątow.
      Tesknie bardzo za Polska, za Krakowem, za swym zyciem, za atmosfera tamtejsza.
      Nie jestem typem podroznika - ale o tym moglam sie dowiedziec dopiero
      wyjezdzajac gdzies. Myslalam tak: skoro zyje sie mi dobrze, skoro jestem
      szczesliwa w Krakowie, to w innym miejscu bede pewnie tez szczesliwa. Okazuje
      sie, ze nie jest tak.
      Pewnie niemale znaczenie ma rowniez fakt, ze trafilismy do wyjatkow paskudnej
      dziury (Sheffield) i mi sie tutaj po prostu nudzi. Po paru tygodniach znam
      wszystkie atrakcje tego miejsca.
      To tyle. Wszystkich oczarowanych Anglia przepraszam za ton swoj wypowiedzi. Ale
      mam prawo do wlasnych ocen i swojego zdania. Pozdr
      • effata Re: plany na przyszlosc..... 02.05.06, 17:24
        Moje nastroje odnośnie Anglii (i w związku z tym planów na przyszłość)
        zmieniają się w zależności od dnia i od tego jak bardzo mi jakiś angielski
        urzędnik albo przepis dopiecze.
        Na pewno nie jest to zdecydowanie kraj moich marzeń, ale nie dlatego, że tak
        bardzo tęsknię za rodziną czy znajomymi (bo jednak często mamy kontakt). Po
        prostu wielu rzeczy tu nie lubię i są małe szansze, że polubię, choć po dwóch
        latach zaakceptowałam większość z rzeczy, które mnie na początku doprowadzały
        do furii, jako 'dobrodziejstwo inwentarza'.
        Są dni kiedy myślę sobie: Kurczę, mieszkam w Anglii, ale często (coraz rzadziej
        mimo wszystko) bym spakowała walizki i wyjechała stąd.
        Problem tylko gdzie?
        Bo do Polski to mi się na razie nie uśmiecha zupełnie, bo musiałabym tak znowu
        zaczynać wszystko od zera i bez nadziei na powodzenie.
        Codziennie sobie obiecuję, że nie będę czytać wiadomości z Polski i się
        denerwować, ale ... chyba mam jakieś skłonności masochistyczne :)
        Czyli krótko mówiąc żadnych konkretnych planów. Ale chyba nie 'okrak'. Bo
        raczej na pewno zostaniemy tu przez parę ładnych lat.
        Choć mam tak Jagienka (martwię się o moje dzieciaki), tylko razy 3 :)
        --
        Don't guess.
Pełna wersja