angielska nieslownosc?

13.07.06, 15:26

    • duende1 nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 15:32
      nie wiem czy ja mam pecha i to co mi sie przytrafia jest czysto koincydentalne,
      czy moze nieslownosc jest jednak angielska cecha?
      bardzo czesto ludzie obiecuja mi, ze cos zrobia (i nie zawsze na zasadzie
      takiej, ze wyswiadczaja mi przysluge) w okreslonym czasie i nigdy nie dochodzi
      to do skutku. "wpadne po to w sobote po poludniu" - jest poniedzialek i wciaz
      nie wpadla. "wysle pani wszystkie informacje jutro" - 3 tygodnie pozniej ja
      wciaz czekam. i to serio w przeroznych okolicznosciach - prywatnych,
      zawodowych, komercyjnych..
      czy ktos jeszcze odniosl podobne wrazenie?
      ja spodziewalam sie tego po nacjach poludniowych, z natury "laid back", gdzie
      wszystko sie dzieje manana (w hiszpanii) albo next week (w portugalii).
      natomiast myslalam, ze anglicy - stereotypowo uprzejmi - beda rowniez slowni...
      • tuti Re: nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 16:04
        przyznam ze rownie czesto spotykam sie nieslownoscia w anglii, jak w
        polsce...niesety to nie tyle cecha narodowa, co osobowa...
        • duende1 Re: nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 16:24
          no ja wlasnie z reguly unikam takich okreslen jak "cecha narodowa", ale faktem
          jest, ze odkad zamieszkalam w anglii to spotykam sie z tym zjawiskiem wrecz
          nagminnie.
          • edavenpo Re: nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 17:23


            Zgadzam sie jesli chodzi o niektore firmy choc nie wiem czy mowiesz o tej samej
            sytuacji. Trend centralizacji i konsolidacji w duzych (i mniejszych)
            organizacjach ktory mial na celu zaoszczedzenie pieniedzy spowodowal ze
            jednostkom odebrano odpowiedzialnosc za pojedynczych klientow/projekty/przypadki
            itp.

            Efektem ubocznym jest to ze ludzie nie biora indywidualnej odpowiedzialnosci za
            klienta, szczegolnie jesli takie contact centres/call centres nie sa zarzadzane
            prawidlowo. Czesto po prostu ludzie nie maja wlasciwego przeszkolenia, wiedzy
            czasami checi.

            Stad na przyklad ni cholery nie dodzwonisz sie do odzdzialu swojego banku czy
            poczty, dzwonisz w tej samej sprawie kilka razy i za kazdym razem usilujesz
            wytlumaczysz ta sama sprawe ktora tlumaczylas juz piec razy pieciu innym osobom
            podczas poprzednich rozmow z firma.

            Tak na marginesie to kilka zadzwonilam do Islington Council z prostym pytaniem
            ‘Ile osob zostalo ukaranych za niesprzatanie po swoim psie w Islington w 2005’
            Council oczywiscie ma contact centre – zadnych indywidualnych telefonow. W
            contact centre facet nie mial pojecia kto by to wiedzial wiec zrobil to co
            daloby mu szybkie wyjscie z sytuacji ‘I will log your call and someone will get
            back to you’ Pytam kiedy. Facet nie wie, bo to nie jego odpowiedzialnosc – I
            will pass it on and they should get back to you. Naciskam – kiedy. Odpowiedz I
            don’t know…

            Prawie identyczna sytuacja z Inland Revenue ostatnio jak mi pokickali tax code…

            Oczywiscie nikt sie do mnie nie odezwal i nie odezwie bez nastepnych kilku
            telefonow i emaila z zazaleniem.
      • anya.po.prostu Re: nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 18:59
        mnie na poczatku tez dosyc irytowalo to, szczegolnie w stosunkach prywatnych.

        "zadzwonie do ciebie jutro", "spotkamy sie w nastepny weekend", "wpadne w
        przyszlym tygodniu" - te zwroty wydaja sie oznaczac tyle co po prostu inna
        forma pozegnania.
        Nie lubie tego, ale czasem tez lapie sie na tym, ze rzucam do kogos na
        pozegnanie "zadzwonie w tygodniu" chociaz wcale nie mam zamiaru dzwonic. Po
        prostu po to aby milo zakonczyc rozmowe. Wydaje mi sie, ze jest to raczej na
        zasadzie "how are you", zwrotu grzecznosciowego, gdzie tak naprawde nikt nie
        oczekuje odpowiedzi.

        Ciekawie ktos to ujal wczesniej, nie pamietam czy to na tym forum czy nie. Ze
        jak rozmawiasz ze znajomym Anglikiem to oczywiscie zapraszaja cie do siebie
        serdecznie. Ale jak juz chcesz skorzystac z tego zaproszenia to przewaznie im
        nie pasuje albo zbywaja cie tym "zadzwon jak juz bedziesz na miejscu". Przy
        czym to wcale nie oznacza, ze do spotkania dojdzie.

        Coz, dawno temu kilka razy nacielam sie biorac te angielska uprzejomosc i
        zyczliwosc zbyt doslownie. Nauczylam sie tez, ze aby byc uwazanym za osobe
        przyjazna i mila to trzeba wlasnie takie rzeczy mowic mimo iz wcale sie tak nie
        czuje/mysli.
        Moze dlatego sporo osob mowi o tym, ze trudno im o jakies glebsze przyjaznie z
        Anglikami.
        • mama5plus Re: nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 19:21
          > Nie lubie tego, ale czasem tez lapie sie na tym, ze rzucam do kogos na
          > pozegnanie "zadzwonie w tygodniu" chociaz wcale nie mam zamiaru dzwonic. Po
          > prostu po to aby milo zakonczyc rozmowe. Wydaje mi sie, ze jest to raczej na
          > zasadzie "how are you", zwrotu grzecznosciowego, gdzie tak naprawde nikt nie
          > oczekuje odpowiedzi.

          Tak mi sie wlasnie nasunelo, ze to moze troche jak polskie `zdzwonimy sie`?
          Choc bardziej adekwatne pewnie by bylo `keep/stay in touch` albo cos w tym
          stylu.
          Z drugiej strony w relacjach prywatnych przy pozegnaniu np tez slysze cos
          takiego albo nawet sama mowie. I wtedy w sumie jest to jak najbardziej szczere,
          ale pozniej rzeczywistosc bierze gore i jakos tak sie rozchodzi po kosciach, bo
          to, bo tamto wypada.
          Z jedna znajoma Polka tak sie wlasnie `umawiamy` i teraz juz przypadkowym
          spotkaniu tylko kwitujemy to smiechem i pokiwaniem glowa bo jak jest kazda z
          nas wie ;)

          Z innymi znajomymi tez na pozegnanie rzucamy sobie `bedziemy w kontakcie` albo
          przez telefon `musimy sie kiedys umowic`, a w praniu to roznie wychodzi. Zwykle
          raz na rok ;)
          No bo w praniu roznie wychodzi.
          A nic na sile.
          Z moim bratem podobnie.
          Moze juz nam sie ta nieslownosc udzielila ;)
          Ale w sumie to cieszy mnie jesli w takich prywatnych relacjach jest to
          niezobowiazujace takie. Pozbede sie wyrzutow sumienia ;)
          Gorzej jesli urzedowo tak ktos deklaruje.
          Jedna taka agencje nieruchomosci pamietam :?
      • jaleo Re: nieslownosc, a nie BEZslownosc ;) 13.07.06, 20:35
        Jesli chodzi o wszelkie dostawy do domu, albo wizyty "pana z gazowni" albo
        innego montera czy hydraulika, to niestety wlasnie jest ta kiepska "customer
        service".

        Duzy wplyw, jesli chodzi o sektor publiczny, maja tez rozne
        durnowate "targets" - np. w councilu moze byc target zeby kazdy telefon odebrac
        w ciagu x minut zamiast zeby oddzwonic do klienta w jakims tam czasie. Nie
        mowiac juz o roznych "targets" w NHS-sie - oprocz fatalnego zarzadzania
        finansowego one chyba beda przyczyna upadku tej instytucji.
    • jagienkaa Re: angielska nieslownosc? 13.07.06, 17:32
      hmmm a ja się zgadzam z duende - w Polsce to przeważnie mówią że to tyle i tyle
      zajmie, wg mnie rzadziej kłamią. Raczej coś podają na wyrost niż odwrotnie jak
      tutaj...tutaj jest standartowe 'we will get back to you' i potem cisza - to
      najwiecej widać zwłaszcza w sprawie pracy i napraw.
      • mysz2006 Re: angielska nieslownosc? 13.07.06, 20:29
        anya.po.prostu napisala

        >Ciekawie ktos to ujal wczesniej, nie pamietam czy to na tym forum czy nie. Ze
        >jak rozmawiasz ze znajomym Anglikiem to oczywiscie zapraszaja cie do siebie
        >serdecznie. Ale jak juz chcesz skorzystac z tego zaproszenia to przewaznie im
        >nie pasuje albo zbywaja cie tym "zadzwon jak juz bedziesz na miejscu". Przy
        >czym to wcale nie oznacza, ze do spotkania dojdzie.


        na temat powyzszej wypowiedzi przypomnial mi sie idiom wykuwany na lekcjach
        angielskiego 'my home is my castle'- cos w tym jest
Pełna wersja