obys cudze dziei uczyl...

01.10.06, 12:27
praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3644840.html
Wyobrazam sobie ten stress. Ale bede brutalna...Nie wyobrazam sobie sytuacji,
aby osoba uczaca moje dziecko jezyka ojczystego nie potrafila odroznic
gumkiod linijki...
    • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 12:51
      No ale podobno "Brytyjczycy z roznych czesci krolestwa KOMPLETNIE nie moga sie
      ze soba dogadac" :-)))
      • ralphos Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 19:58
        jaleo napisała:
        > No ale podobno "Brytyjczycy z roznych czesci krolestwa KOMPLETNIE nie moga sie
        > ze soba dogadac" :-)))

        Hmm... czasem nie mogą. Akurat kilka godzin temu rozmawiałem z kobietą, która
        się urodziła w Anglii (i całe życie w niej spędziła, żeby nie było wątpliwości),
        a jednak narzekała, że kiedyś odwiedził ją daleki kuzyn ze Szkocji i o ile
        normalnie nie ma żadnego problemu ze zrozumieniem Szkotów, to z nim w ogóle nie
        była w stanie się porozumieć.
    • anya.po.prostu Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 13:52
      "(...) Rząd specjalnie to wspiera, aby uczyć młodych Brytyjczyków tolerancji dla odmienności kulturowej.(...)"

      Buahahahaa! I z tego samego powodu zapewne sprowadza się pielęgniarki, dentystów, kierowców autobusów i opiekunów do domów starców! Chyba zaraz padnę ze śmiechu!
      • tuti Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 15:20
        a juz kolezanka do poczytania w internecie polecala..
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29377&w=47340923
    • izabelski Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 15:46
      absolwentka filologii Uj, hmmmm ...
      "zamiast powiedzieć "Stop chatting to me" (przestań mnie zagadywać) mówię
      uczniowi "stop chatting me up" (przestań mnie podrywać), wywołując salwę
      śmiechu całej klasy"
      • 101krotka Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 21:07
        no,musze sie tutaj z toba zgodzic...niemoznosc odroznienia "chat somebody up"
        od "chat to somebody" jest troche,hmmm,dziwna,bynajmniej...

        ale moze nie wieszajmy tak ostatnich kotow na naszej rodaczce,w koncu jest
        nauczycielem tutaj.a ze "slangiem" sie wyrobi;)
    • deadeasy Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 15:57
      "Ale do Polski wrócę. Za jakiś czas. Jestem zbyt wielką patriotką."

      No nic tylko laske strzelic w ten glupi pusty leb.
    • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 18:58
      Szkola, w ktorej uczy, reprezentuje zapewne wysoki poziom... Ja osobiscie nie
      bylabym zadowolona, gdyby moje dziecko mialo w szkole Francuza czy innego
      Chinczyka jako wykladowce jezyka polskiego, ale moze niektorym to nie
      przeszkadza...
      • 101krotka Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 21:09
        ola nie uczy w jednej szkole,tylko wielu,na tym polega supply teaching...

    • derka1 Re: obys cudze dziei uczyl... 01.10.06, 21:17
      No wlasnie. A skoro jest supply to uczy nie tylko angielskiego. Mnie kiedys w
      jednej szkole wyslali na zablocona murawe by "uczyc" PE. A tak ladnie poszlam
      wtedy do pracy ubrana...
      A jesli nie daj Bog trafi do jakiejs "ciekawej" secondary school to zajmuje sie
      nie nauka tylko pilnuje by uczniowie w czasie lekcji sobie czegos nie zrobili.

      Hm, supply to ciekawe doswiadczenie,przynaje, ale chyba niekoniecznie warte
      powtorzenia, przynajmniej w moim przypadku :-)
    • whenthevancomes Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 09:27
      Ale wy psy na tej biednej kobiecie wieszacie. Przynajmniej babka przyznaje
      sie ,ze nie jest 'perfect', jak wy pewnie o sobie myslicie... Jesli chodzi o
      akcenty, to pracuje w biurze z dwoma angielkami i bardzo czesto dzwonia do nas
      Walijczycy (firma w ktotrej pracuje ma tam filie). Moje kolezanki maja czesto
      duze problemy ze zrozumieniem walijskiego akcentu, tak zreszta jak i ja. Moj
      luby (Anglik z krwi i kosci;-) w zeszlym tgodniu nie mogl porozumiec sie z
      pewnym Szkotem. Wiec nie ma w tym nic dziwnego!!!
      A wy wszystkie pewnie jestescie bardziej angielskie od Anglikow, i lepiej
      mówicie po angielsku. He he.
      • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 10:22
        Akcent... (Chyba nie za bardzo zrozumialas tekst w linku :-). Tu chodzi raczej
        o znajomosc jezyka angielskiego osoby po filologii angielskiej (uniwerek w PL),
        ktora uczy w UK j.angielskiego Anglikow.


        • czokibiki Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 12:18
          Nie wiem czy rozsadnym jest oceniac znajomosc angielskiego osoby po filologii na
          podstawie jej kilku pomylek.
          Polacy niestety maja smutna sklonnosc do krytykowania o oceniana innych ludzi :-(
          • aniaheasley Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 12:23
            Chyba przeceniacie troche cudotworcza moc studiow filologicznych w Polsce.
            Jezeli byl to 3letni licencjat to juz w ogole bez komentarza, jezeli 5letnia
            filologia, to tam sa zajecia z jezykoznawstwa, lingwistyki stosowanej,
            gramatyki porownawczej, ze skladni Chomsky'ego, z metodyki nauczania jezyka, z
            psychologii (po polsku) z pedagogiki (po polsku), nie wspominajac o literaturze
            brytyjskiej od Beowulfa, amerykanskiej od Scarlett Letter czy czegos tam, potem
            przez ostatni raz to wlasciwie juz tylko pisze sie prace magisterska. Wiekszosc
            z tych zajec jest prowadzona przez wykladowcow Polakow poslugujacych sie grubo
            ciosanym akcentem tak z pomiedzy Bugiem a Chicago.
            • minisufka Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 15:06
              aniaheasley napisała:

              > Chyba przeceniacie troche cudotworcza moc studiow filologicznych w Polsce.
              > Jezeli byl to 3letni licencjat to juz w ogole bez komentarza, jezeli 5letnia
              > filologia, to tam sa zajecia z jezykoznawstwa, lingwistyki stosowanej,
              > gramatyki porownawczej, ze skladni Chomsky'ego, z metodyki nauczania jezyka,
              z
              > psychologii (po polsku) z pedagogiki (po polsku), nie wspominajac o
              literaturze
              > brytyjskiej od Beowulfa, amerykanskiej od Scarlett Letter czy czegos tam,
              potem
              > przez ostatni raz to wlasciwie juz tylko pisze sie prace magisterska.


              -------> tak gwoli wyjasnienia - w czasie studiow licencjackich na UJ (NKJO UJ)
              tez jest jezykoznaswtwo, lingwistyka, gramatyka porownawcza, metodyka,
              psychologia i pedagogika. i beowwulfa tez sie przerabia. a wczasie magisterki
              na UJ pedagogika i psychologia sa po angielsku.
            • 101krotka Re: obys cudze dziei uczyl... 05.10.06, 12:38
              Ja naprawde nie rozumiem co to za paranoja z tym akcentem!!!Wykladowca owszem
              moze miec okrutny polski akcent ale nie oznacza to ze nie zna sie na rzeczy!!!
              Ich znajomosc jezyka (zarowno w sensie lingwistycznym jak i praktycznym)z
              pewnoscia przewyzsza niejedna osobe,ktora owszem,majac swietne "ucho" potrafi
              znakomicie nasladowac obcy akcent ale tez robi bledy!Na UJ w Krakowie sa tacy
              wykladowcy ale mam dla nich ogromny szacunek nie bynajmniej dla ich akcentu ale
              dla wiedzy merytorycznej.

              nie rozumiem tonu wiekszosci wypowiedzi osob jako komentarza do postu o
              Oli.myslalam ze jakos mamy sie wspierac a tutaj komus sie udalo i nagle lawina
              krytyki...
              czyzbysmy tak bardzo sobie,Polakom wyksztalconym nie ufali ze potrafimy cos
              dobrze zrobic?
              przerazaja mnie ci polscy rodzice,ktorzy twierdza ze wszystko co angielskie
              (patrz angielscy nauczyciele) to najlepsze a to co polskie (patrz polscy
              nauczyciele) to przeciez sie nie umywaja...
              smutne to troche.
              • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 05.10.06, 13:00
                Taka juz uroda forum, ze kazdy moze sobie napisac co mu sie podoba. Mam inne
                zdanie niz ty - czy to zle? Nie krytykowalam bohaterki artykulu, wyrazilam
                tylko swoja PRYWATNA opinie, bo po to jest forum, miedzy innymi, a nie TYLKO po
                to, zeby sie wspierac. I to dotyczy wszystkich tematow, nie tylko nauczania.
                Zycze wszystkim jak najlepiej i nie podniecam sie jak ktos ma wlasna opinie na
                dany temat. Pozdrawiam.
          • whenthevancomes Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 12:27
            Zgadzam sie z Toba w 100%!
            • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 06.10.06, 17:45
              Mialas chyba juz tu wiecej nie pisac! Liczylam, ze chociaz nika sobie
              zmienisz :-)
          • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 12:28
            Widzisz ja juz troche jestem poza Polska i wiem ile trwa nauka angielskiego tak
            naprawde. Jak wyjezdzalam to nie zdawalam sobie z tego sprawy.
            Bardzo duzo wymagam od siebie... ale rowniez od otoczenia :-)
            I te pare bledow przekreslilo by te pania jako nauczycielke jezyka ojczystego
            mojego dziecka. Ale sa tacy (jak widac, ktorym to nie przeszkadza). Wiec tej
            pani nauczycielce bezrobocie raczej nie grozi :-)
            • czokibiki Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 13:02
              > Widzisz ja juz troche jestem poza Polska i wiem ile trwa nauka angielskiego tak
              >
              > naprawde. Jak wyjezdzalam to nie zdawalam sobie z tego sprawy.
              > Bardzo duzo wymagam od siebie... ale rowniez od otoczenia :-)
              > I te pare bledow przekreslilo by te pania jako nauczycielke jezyka ojczystego
              > mojego dziecka. Ale sa tacy (jak widac, ktorym to nie przeszkadza). Wiec tej
              > pani nauczycielce bezrobocie raczej nie grozi :-)

              Rozumiem, ze zarowno po polsku jak i po angielsku znasz kazde slowko :-) Nie
              wiem rowniez co ma do rzeczy, ze jestes poza Polska tak dlugo. To nie jest dla
              mnie kryterium, sa osoby, ktore cale zycie mieszkaja w USA czy UK i ledwie mowia
              po angielsku, a sa takie, co ani filologii ani stazu w UK nie maja a gadaja
              swietnie. Ja jestem anglofilka z wielkiego zamilowania od wczesnej mlodosci.
              Kiedys (po maturze) bylismy z moim mezem na naukach jezyka przez 2 lata w UK,
              teraz wrocilismy cala juz rodzina. Maz skonczyl filologie, mi niestety wzgledy
              zdrowotnie nie pozwolily.
              Tak jak aniaheasley pisze wykladowcy na uczelniach sa rozni. Bardzo duzo jest
              native speakers co nie zawsze oznacza lepszy poziom, tyle ze po angielsku mowia
              doskonale.:-)

              Nie chodzi o to, ze mi nie przeszkadza, ale wydaje mi sie przesadnym ocenianie
              kompetencji pani na podstawie paru bledow.
              • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:07
                > Rozumiem, ze zarowno po polsku jak i po angielsku znasz kazde slowko :-)

                Nie, ale nie ucze ani ang. ani pol. Robie w kazdym razie co moge, ze by moj
                angielski byl siwtny :-)

                >Nie wiem rowniez co ma do rzeczy, ze jestes poza Polska tak dlugo.

                Nie zakladam np. takich humorystycznych watkow o Anglikach, ktorzy nie zwracaja
                uwage na wyglad :-)
                • czokibiki Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 18:52
                  > >Nie wiem rowniez co ma do rzeczy, ze jestes poza Polska tak dlugo.
                  >
                  > Nie zakladam np. takich humorystycznych watkow o Anglikach, ktorzy nie zwracaja
                  >
                  > uwage na wyglad :-)

                  Twoja zlosliwosc jest naprawde zbedna i nieprzyjemna. Tak sie sklada, ze
                  Anglicy, z ktorymi mam do czynienia maja te cechy, moze Twoje obserwacje sa
                  inne, nie bede dociekac, bo z milego watku zaraz zrobi sie kolejna pyskowka, kto
                  jest tu dluzej i kto wiecej wie o Anglikach.

                  > Nie, ale nie ucze ani ang. ani pol. Robie w kazdym razie co moge, ze by moj
                  > angielski byl siwtny :-)

                  Cale szczescie, bo patrzac na te literowke, to duzo bys pewnie nie nauczyla ;-)
                  • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 20:05
                    > > angielski byl siwtny :-)

                    Za literowki przepraszam, praca to nie wkacje :-)

                    W sumie przy tak 'szerokim' horyzoncie to musi faktycznie w oczy lupac :-)
                    • czokibiki Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 21:32
                      > W sumie przy tak 'szerokim' horyzoncie to musi faktycznie w oczy lupac :-)
                      E tam, mnie nie lupie, ale zlosliwa chcialam byc specjalnie dla Ciebie. :-) No
                      offence :-)
        • whenthevancomes Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 12:26
          Rzeczywiscie, twoj post byl o znajomosci jezyka angielskiego. Nastepna
          odpowiedz (od Jaleo) byla o porozumiewaniu sie ''"Brytyjczycy z roznych czesci
          krolestwa KOMPLETNIE nie moga sie
          ze soba dogadac" :-)))'' No, niektorzy nie moga i dziewczyna ma racje.
          Przykre, ze tak negatywnie ten artykul odebralyscie. Co wam kobieta zawinila?
          Nie wiem nawet, dlaczego jej tak bronie. Moze dlatego, ze sama konczylam
          anglistyke;-)
          • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 13:48
            whenthevancomes napisała:

            > "Brytyjczycy z roznych czesci
            > krolestwa KOMPLETNIE nie moga sie
            > ze soba dogadac" :-)))'' No, niektorzy nie moga i dziewczyna ma racje.

            Gdzie ona to zaobserwowala? Ja mieszkam w UK i Irlandii lacznie juz ponad 20
            lat, zjechalam oba kraje wzdluz i wszez i nigdy nie zaobserwowalam, zeby sie
            Brytyjczycy czy Irlandczyczy KOMPLETNIE nie mogli dogadac z osoba z mowiaca
            innym akcentem. Co wiecej, mnie sie to tez nie zdarzylo, chociaz rodowita
            Brytyjka nie jestem ;-)

            Owszem, zdazaja sie sytuacje, kiedy ktos kogos prosi o powtorzenie, albo nie
            kuma jakiegos lokalnego zwrotu czy okreslenia, ale to sa raczej sytuacje
            traktowane z humorem, a nie blokada do komunikacji (tzn. kompletnie
            nierozumienie sie nawzajem). Np. moj maz jak pojedzie na poludnie, to mu
            (zwlaszcza kobiety) kaza powtarzac niektore wyrazy, np. spoon, bo akurat to
            slowo wymawiane przez Northerners podobno brzmi bardzo seksy :-) Ale
            KOMPLETNIE to nie moze sie dogadac tylko z polskimi kelnerami/barmanami ;-)

            Cale szczescie, ze w UK ludzie nie maja problemu z akcentami, bo strach by
            pomyslec, jak by to panstwo funkcjonowalo z taka roznorodnoscia lokalnych
            akcentow, gdyby sie ludzie nawzajem nie rozumieli.

            W wywiadzie po prostu dziewczyna przesadzila jak marchewke na grzedzie.
            • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 13:55
              PS. Ta gadka o nierozumieniu ludzi mowiacych innym akcentem jest bardzo
              czesto "sprzedawana" obcokrajowcom w ramach pocieszenia, ze nie tylko oni maja
              problemy. Co nie znaczy, ze rodowici Brytyjczycy nie rozumieja sie nawzajem.
              • whenthevancomes Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 15:48
                He, he dobre ''PS. Ta gadka o nierozumieniu ludzi mowiacych innym akcentem jest
                bardzo czesto "sprzedawana" obcokrajowcom w ramach pocieszenia, ze nie tylko
                oni maja problemy. Co nie znaczy, ze rodowici Brytyjczycy nie rozumieja sie
                nawzajem.''
                No to w takim razie jak wytlumaczysz sytuacje, ktorych bylam naocznym
                swiadkiem, gdzie dwie osoby, oboje rodowici Brytyjczycy, nie mogli sie dogadac…
                Moze I dziewczyna przesadzila masz racje, ale ja to to nie raz to
                zaobserwowalam. My mieszkamy w Surrey i czesto jestem swiadkiem sytuacji, gdzie
                nasi 'tubylcy' nie moga dogadac sie z ludzmi z 'up North' ;-) Mnie nikt nie
                musi pocieszac, bo ja akurat na moja znajomasc jezyka nie narzekam.

                Mi glownie chodzilo o to, ze Ty zinterpretowalas jej wypowiedz bardzo
                negatywnie. Ja natomiast zinterpretowalam jej wypowiedz myslac o tych moze
                czesto drobnych, ale lokalnych nieporozumieniach! Wciaz nie rozumiem dlaczego
                tak ja wszyscy zaatakowali. Mi tam rybka!

                Chyba szkoda mi czasu na pisanie na forum gdzie bede byc moze kiedys
                skrytykowana jak ta biedna nauczycielka.. Wiec znikam!! ;-))
                • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:01
                  whenthevancomes napisała:

                  > > Mi glownie chodzilo o to, ze Ty zinterpretowalas jej wypowiedz bardzo
                  > negatywnie.

                  Moja interpretacja to "no ale podobno". Reszta to cytat z artykulu :-))

                  Ale abstrahujac od sprawy akcentow regionalnych. Nie wiem, dlaczego ludzi
                  dziwi, ze obcokrajowcy ucza w podstawowkach. W UK to wcale nie jest
                  niespotykane zjawisko. W szkole mojego syna, bardzo malej zreszta, uczy jedna
                  Wegierka i jedna Hiszpanka. I to na etat, nie mowiac juz o supply teachers.
                  Mnie tylko rozbawilo to "pocieszanie sie" przez bohaterke artykulu, ze
                  Brytyjczycy i tak sie nawzajem nie rozumieja, wiec nie ma sie co przejmowac, ze
                  ona nie zna dobrze angielskiego.
                  • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:25
                    Mnie nie dziwi, ze obcokrajowcy ucza w szkolach, niech sobie ucza: matematyki,
                    biologi itd. Ale, tak jak pisalam wyzej - w Polsce zyczylabym sobie, aby moje
                    dziecko uczylo sie jez. polskiego od rodowitego Polaka, w UK - jez.
                    ankielskiego od rodowitego Brytyjczyka. I tyle.
                    • aniaheasley Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:31
                      No ale przeciez te dzieci nie ucza sie angielskiego jako jezyka obcego. W
                      szkolach srednich tez wiele Polakow uczy 'angielskiego' tzn omawia z
                      brytyjskimi nastolatkami literature. A dostaja te prace bo na pokazowych
                      lekcjach w ramach interview bija na glowe innych kandydatow. Tutaj polska
                      anglistyka sie przydaje.
                      • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:35
                        • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:37
                          Przeciez chodzi tu o szkole dla dzieci z wykladowym angielskim, a nie uczace
                          sie ang. jako drugiego jezyka
                          • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 17:04
                            No nie wiem, moze zmienia mi sie poglady w przyszlosci, bo moje dziecko
                            rozpocznie edukacje za kilka lat, ale na dzien dzisiejszy wolalabym aby nauka
                            j. angielskiego w szkole brytyjskiej w UK odbywala sie za posrednictwem
                            Brytyjczyka. Male dzieci nie ucza sie w szkole literatury tylko wymowy,
                            alfabetu i takich tam (moze sie myle?). Jesli chodzi o mlodziez i nauke
                            literatury bryt. - to wykladowca moze byc Japonczyk, Polak itd. Taki mam
                            kaprys, chyba moge, prawda ;0)
                            • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 17:09
                              pyza_uk napisała:

                              > go w szkole brytyjskiej w UK odbywala sie za posrednictwem
                              > Brytyjczyka. Male dzieci nie ucza sie w szkole literatury tylko wymowy,
                              > alfabetu i takich tam (moze sie myle?).

                              Z tego, co zrozumialam, ona uczy w KS2 (dziesieciolatki chyba). Co do Key
                              Stage 1, to masz racje, zwlaszcza teraz, czyli od zeszlego roku kiedy sie uczy
                              czytania kladac nacisk na fonemy, raczej by nie zatrudnili kogos, kto nie
                              potrafi odroznic "ruler" od "rubber", bo nawet brytyjskim rodzicom trzeba
                              tlumaczyc, jak wymawiac gloski, zeby dzieciom sie nie pomylilo - czyli
                              bezdzwieczne szeptem, a dzwieczne bez dodatkowych "sladowych" dzwiekow przed i
                              po.

                              Pisze "raczej by nie zatrudnili", ale nie wiem, jak to w praktyce wyglada, bo
                              wiem, ze jest ogromny brak nauczycieli w tzw. inner city schools gdzie
                              Brytyjczycy nie chca pracowac.
                              • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 17:16
                                Dzieki za uswiadomienie. Dla mnie cala ta brytyjska edukacja, poziomy, stopnie
                                (KS2) itd to jedna wielka zagadka jeszcze, wszystko przede mna. Niech sobie
                                dziewczyna uczy starsze dzieciaki, na zdrowie, jak dzieci sa zadowolone,
                                rodzice i ona tez.
                            • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 17:24
                              > j. angielskiego w szkole brytyjskiej w UK odbywala sie za posrednictwem
                              > Brytyjczyka.

                              A ja chyba jednak bym sie zgodzila na poczatku edukacji na nawet nie-Brytjczyka
                              (nawet nie musi byc z OZ, NZ, IE, ZA, czy US), ale niech fenemenalnie zna
                              angieslki, osobowosc, kompetencje i iskre boza :=)
                      • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 16:37
                        aniaheasley napisała:

                        > No ale przeciez te dzieci nie ucza sie angielskiego jako jezyka obcego. W
                        > szkolach srednich tez wiele Polakow uczy 'angielskiego' tzn omawia z
                        > brytyjskimi nastolatkami literature.

                        Dokladnie - to nie jest nauka angielskiego jako takiego, tylko literacy czyli
                        czytania ze zrozumieniem, umiejetnosci streszczenia, wylapywania stylu i tonu
                        tekstu, i czego tam sie jeszcze 10-latki ucza. Artykul ma tytul taki a nie
                        inny dla przykucia uwagi.
                      • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 17:07
                        > A dostaja te prace bo na pokazowych
                        > lekcjach w ramach interview bija na glowe innych kandydatow. Tutaj polska
                        > anglistyka sie przydaje.
                        No to 'nasza gwiazda' by tu raczej zgasla. Jak dla mnie tajska, chinska,
                        hilijska angilstka brzmi rownie dobrze. Ale niech to nie bedzie lama, ktora
                        uczac dzieci 7-11 nie potrafi odroznic gumi, od linijki, a uspokajac ucznia:
                        mowi nie podrywaj mnie...
                        • mimbla.londyn Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 18:04

                          No i jeszcze ten uroczy "reporter",ktory mowi:"Mimo ,ze nosza mundurki,nie
                          mozesz im stawiac ocen." Na milosc Boska! Co za logika,perfekcjonista w
                          wyciaganiu wnioskow!
                          Taaak,co niektorzy maja polot. Ale polot strusia.Pozwala im biec-ale nie
                          wzlatywac.

                          Pozdrowka.
                          Mimbla
                          ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                          Zmiana formy powoduje zmiane mentalnosci.
                          Noam Chomsky ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        • 101krotka Re: obys cudze dziei uczyl... 06.10.06, 14:55
          u25 napisała:

          > Akcent... (Chyba nie za bardzo zrozumialas tekst w linku :-). Tu chodzi raczej
          >
          > o znajomosc jezyka angielskiego osoby po filologii angielskiej (uniwerek w
          PL),
          >
          > ktora uczy w UK j.angielskiego Anglikow.

          a mnie sie wydaje ze to ty nie zrozumialas do konca artykulu.ola pisala wlasnie
          o niezrozumieniu dialektu Yorkshire,o niemoznosci wylapania dla niej roznicy
          pomiedzy podobnymi w wymowie (w tamtejszym dialekcie) dwoma slowkami.
          troche za szybka jak na moj gust jest twoja ocena znajomosci jezyka i ogolnie
          kwalifikacji oli tylko na podstawie jedego artykulu o niej.zreszta ola podala
          te pare sytuacji jako anegdote,bo w koncu milo dodac do artylulu cos zabawnego.

          nie rozumiem tez twojego lekcewazacego tonu jesli chodzi o polski uniwersytet
          ("uniwerek w PL"),nie wiem,moze nalezysz do tych ludzi,ktorzy bedac za granica
          juz jakis czas uwazasz,ze wszystko co polskie rowna sie niskiej jakosci,a co
          brytyjskie to swietne.

          jesli chodzi o zawod nauczyciela,to naprawde wiele czynnikow wplywa na to,czy
          jestes dobrym nauczycielem,z pewnoscia znajomosc przedmiotu ale nie widze
          korelacji pomiedzy poziomem nauczania a narodowoscia nauczyciela.pozdrawiam.

          • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 07.10.06, 08:54
            Akcent :-) A czy to nie jest tak, ze zlej baletnicy przszkadza nawet rabek u
            spodnicy? Jak studiowalam na uniwerku informe (w moim kregach studenckich tak
            potocznie mowilismy o uczelni, tak apropos:

            > nie rozumiem tez twojego lekcewazacego tonu jesli chodzi o polski uniwersytet
            > ("uniwerek w PL"),nie wiem,moze nalezysz do tych ludzi,ktorzy bedac za
            granica
            > juz jakis czas uwazasz,ze wszystko co polskie rowna sie niskiej jakosci,a co
            > brytyjskie to swietne.

            To mialam kolezanke na na aglistyce i z tego co pamietam na czawartym (moze
            piatym roku) spora czesc jej grupy miala problem ze zdaniem CPE!! Taki CPE jak
            dla mnie to wykladnik DOBREJ jedynie znajomosci ang. (Od osoby, ktora chce
            uczyc Anglikow angielskiego spodziewalabym sie wiecej... Powtorze sie: spora
            czesc jej grupy tego egzaminu nie mogla zdac :-)

            Jak na czawrtm roku uniwerku dorabialam sobie uczeniem angielskiego dzieci w I
            klasie angielskiego. Pamietam jak przybiegaly sie pochwalic, ze dzisiaj to np.
            pomidorowka byla na obiad. Tutejsze dziecko pewnie przybiega i mowi, ze dzisiaj
            mialo np. BLT sandwich na lunch, a ze pani nie zna tutejszych realiow, to
            pewnie pyta sie ucznia to jest spore praw-bienstow, ze spyta: a co to jest
            BLT!! ;-) I pytanie za sto punktow: Kto tu jest nauczycielem, a kto uczniem?

            • 101krotka Re: obys cudze dziei uczyl... 07.10.06, 11:51
              u25 napisała:

              Jak na czawrtm roku uniwerku dorabialam sobie uczeniem angielskiego dzieci w I
              > klasie angielskiego. Pamietam jak przybiegaly sie pochwalic, ze dzisiaj to
              np.
              > pomidorowka byla na obiad. Tutejsze dziecko pewnie przybiega i mowi, ze
              dzisiaj
              >
              > mialo np. BLT sandwich na lunch, a ze pani nie zna tutejszych realiow, to
              > pewnie pyta sie ucznia to jest spore praw-bienstow, ze spyta: a co to jest
              > BLT!! ;-) I pytanie za sto punktow: Kto tu jest nauczycielem, a kto uczniem?

              ja mysle,ze w porownaniu do tego,co ten nauczyciel ma do zaoferowania tym
              dzieciom,w sensie do nauki,nawet jesli nie wie,co to BLT sandwich to jest to
              marginalna sprawa.a co zlego jest w tym ze nauczy sie od dzieci spraw
              zwiazanych z kultura angielska?a gdzie ma sie tego nauczyc jesli nie przez
              przebywanie tutaj?

              wiesz,ja wcale nie twierdze ze wszyscy,ktorzy skonczyli anglistyke swietnie
              znaja jezyk,z pewnoscia nie ten potoczny no bo gdzie sie go maja nauczyc?ale
              pozbadzmy sie tej sklonnosci do uogolniania.poza tym nie wiem na
              jakim "uniwerku" byla ta anglistyka, o ktorej piszesz.

              no i jak pisalo tu juz pare innych ludzi,brytyjscy nauczyciele tez sie myla,tez
              nie wiedza wzystkiego,tylko ze jak oni zrobia blad to nikt nie powie,ze to
              dlatego ze sa obcokrajowcami.
              • mysz2006 Re: obys cudze dziei uczyl... 07.10.06, 12:59
                a propos BLT i innych

                oczywiscie wiekszosc rodowitych Anglikow bedzie wiedziec co to znaczy BLT ale
                rozwazcie inne realia
                w pewnych regionach Anglii na bulke (taka miekka, okragla) mowi sie bap, w
                niektorych cob, w niektorych tea cake. Na kanapke z bekonem w niektorych
                okolicach mowi sie po prostu bacon sandwich - gdzie indziej bacon butty. Wiec
                rodowita Angielka z Essex moze nie zrozumiec dziecka z okolic Birmingham
                (chyba) mowiacego ze jadlo na lunch np cheese cob a nauczycielka pochodzaca z
                East Anglia dziecka w Yorkshire mowiacego ze jadlo ham tea cake/butty. :-))

                tak samo jak na kostium kapielowy na polnocy mowi sie cosy
                a na spodnie - keks
                na gips (taki po zlamaniu np reki) - pot
                itd itp :-))) wiec narodowosc nauczycielki w pewnych sytuacjach jest zupelnie
                niewazna bo istnieja regionalizmy
                • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 07.10.06, 16:51
                  mysz2006 napisał:

                  > a propos BLT i innych
                  >
                  > > w pewnych regionach Anglii na bulke (taka miekka, okragla) mowi sie bap, w
                  > niektorych cob, w niektorych tea cake. Na kanapke z bekonem w niektorych
                  > okolicach mowi sie po prostu bacon sandwich - gdzie indziej bacon butty. Wiec
                  > rodowita Angielka z Essex moze nie zrozumiec dziecka z okolic Birmingham
                  > (chyba) mowiacego ze jadlo na lunch np cheese cob a nauczycielka pochodzaca z
                  > East Anglia dziecka w Yorkshire mowiacego ze jadlo ham tea cake/butty. :-))

                  E tam. Przecwiczylam na mezu - rozumie wszystkie te okreslenia (mnie tez sa
                  znane, wiec skoro obcokrajowiec je zna, to tym bardziej native). Chyba
                  przeceniasz co nieco "czarna magie" regionalizmow.

                  A tak btw, Yorkshire tea cake to nie jest zaden chleb/bulka na kanapki!!

                  Jesli jestesmy przy temacie chleba/bulek, to oczywiscie sa regionalne nazwy na
                  specyficzne rodzaje chleba, np. stottie, podobnie jak regionalne potrawy np.
                  slynny stargazer pie z Kornwalii, ktore dla mieszkancow innych regionow moga
                  byc nieznane, ale to sa takie bardziej specjalistyczne okreslenia. Natomiast
                  potoczne wyrazenia regionalne sa znane ogolowi.


                  >
                  > tak samo jak na kostium kapielowy na polnocy mowi sie cosy
                  > a na spodnie - keks
                  > na gips (taki po zlamaniu np reki) - pot
                  > itd itp :-))) wiec narodowosc nauczycielki w pewnych sytuacjach jest zupelnie
                  > niewazna bo istnieja regionalizmy
                  >

                  Zdziwil mnie ten "cosy", bo mnie sie zawsze wydawalo, ze "cosy/cossie" to jest
                  takie zdrobnienie kostiumu, podobnie jak present - prezzie, uzywane w calym UK,
                  a nie regionalizm.

                  Keks to raczej nikt na codzien nie mowi, chyba ze zartobliwie, i rowniez to
                  okreslenie jest znane w calym UK.

                  To wszystko oczywiscie zupelnie off-topic, ale temat regionalizmow jest bardzo
                  interesujacy.

                  Co do tematu glownego, to ja nie widze nic zdroznego w tym, ze dzieci mialyby
                  tlumaczyc nauczycielce, co to jest BLT - dzieciom nic z tego w glowach nie
                  ubedzie, a nawet przybedzie, bo sobie pocwicza alternatywne
                  okreslenia/zdolnosci opisowe.
                  • u25 Re: obys cudze dziei uczyl... 07.10.06, 18:19
                    > Co do tematu glownego, to ja nie widze nic zdroznego w tym, ze dzieci mialyby
                    > tlumaczyc nauczycielce, co to jest BLT - dzieciom nic z tego w glowach nie
                    > ubedzie, a nawet przybedzie, bo sobie pocwicza alternatywne
                    > okreslenia/zdolnosci opisowe.

                    Tak zaczna od BLT, potem zafunduja kursik typowo angielskiej grzecznosci (tylu
                    jak ktos na Ciebie wpada na ulicy to tez masz powiedziec sorry), potem kursik
                    zycia: jak bedziesz pozytywny, usmiechniety i naduzywal "that's fantastic" to
                    ludzie beda sie do Ciebie lepic jak muchy do smoly hehe...
                    I moze z tego nauczyciela cos jeszcze bedzie :-)

                    Tylko, ze pewnie teacher (teach), czy nauczyciel (nauczac) nie bez kozery tak
                    sie nazywaja... Takiego partnera-nauczyciela to chyba na studiach dopiero bym
                    sobie zyczyla (jakbym mogla wybierac). Ale nie dla mojego 7-latka...
                  • mysz2006 Re: ginnel & buffet 07.10.06, 19:56
                    Nie Jaleo, nie przesadzam wlasnie w czwartek rozmawialam z sasiadka ktora
                    pochodzi z Essex (i nie zalicza sie do stereotypowej Essex girl grupy) na ten
                    wlasnie temat. To ze Wy z mezem obcokrajowcy znacie te synonimy, moze dzieki
                    podrozom po UK, nie znaczy to ze wiedza to wszyscy tubylcy, wiec duzy plus dla
                    Was.

                    Btw, mylisz sie jednak co do tego tea cake and cosy w Yorshire. Keks faktycznie
                    czesciej przy zwracaniu sie do dzieci. Przetestuj jeszcze ginnel and buffet. :-
                    ))
                    • aniaheasley Re: ginnel & buffet 07.10.06, 20:34
                      Sorry, ale jezeli gdzies tam mowia na bap tea cake to jak nazywaja tea cake? Bo
                      przeciez to sa dwie rozne rzeczy....
                      • jaleo Re: ginnel & buffet 07.10.06, 22:25
                        aniaheasley napisała:

                        > Sorry, ale jezeli gdzies tam mowia na bap tea cake to jak nazywaja tea cake?
                        Bo
                        >
                        > przeciez to sa dwie rozne rzeczy....

                        Masz racje Ania.
                    • jaleo Re: ginnel & buffet 07.10.06, 22:25
                      mysz2006 napisał:

                      >To ze Wy z mezem obcokrajowcy znacie te synonimy, moze dzieki
                      > podrozom po UK, nie znaczy to ze wiedza to wszyscy tubylcy, wiec duzy plus
                      dla
                      > Was.

                      Moj maz jest Anglikiem i wlasnie nauczycielem z wyksztalcenia (z tym, ze juz od
                      paru lat nie uczy w szkole).

                      Przetestuj jeszcze ginnel and buffet. :-
                      > ))
                      >

                      No bez przesady, jak zaczniemy teraz wyciagac slowa typowo dialektowe, ktorych
                      nikt w jezyku codziennym nie uzywa, to bedziemy tu siedziec do rana :-) Cala
                      rozmowa zaczela sie od tego, jakoby ludzie z roznych czesci UK nie moga sie
                      kompletnie dogadac - owszem, byloby to prawda, gdyby ludzie operowali w kazdym
                      zdaniu slownictwem typu gillet, bairn, docy czy bampot, a wszyscy wiemy, ze tak
                      nie jest.
                  • minisufka bulka :) 08.10.06, 08:18
                    jaleo napisała:


                    > A tak btw, Yorkshire tea cake to nie jest zaden chleb/bulka na kanapki!!
                    >
                    ----------> a wlasnie ze jest. maz mi mowil pare miesiecy temu (bo nie
                    wiedzialam - boze, chyba sie zapadne pod ziemie), a jego rodzice sa z
                    yorkshire :)
                    • jaleo Re: bulka :) 08.10.06, 09:21
                      minisufka napisała:

                      > jaleo napisała:
                      >
                      >
                      > > A tak btw, Yorkshire tea cake to nie jest zaden chleb/bulka na kanapki!!
                      > >
                      > ----------> a wlasnie ze jest. maz mi mowil pare miesiecy temu (bo nie
                      > wiedzialam - boze, chyba sie zapadne pod ziemie), a jego rodzice sa z
                      > yorkshire :)

                      Dobra, jeszcze raz.

                      To jest tea cake:
                      www.glutafin.co.uk/ImageResizeCache/db90b0cd7cfb3f8b1bf25c10ad773071.jpg
                      Z tego sie nie robi kanapek!!

                      To jest Yorkshire tea cake:
                      www.britsuperstore.com/acatalog/Yorkshire_Tea_Loaf_Cake_400g.jpg
                      Z tego rowniez nie robi sie kanapek!
                      • minisufka Re: bulka :) 08.10.06, 10:56
                        jaleo,

                        tez probowalam znalezc to na necie i wyskakiwaly mi tylko linki podobne do
                        twoich. ale powtarzam jeszcze raz: ludzie mieszkajacy w yorkshire przez
                        kilkadziesiat lat (mowie o moich tesciach i ich znajomych) mowia na bulke, taka
                        kanapkowa bulke jak bap - tea cake. wiadomosc z pierwszej reki :)
                        • minisufka p.s. bulkowo once more 08.10.06, 11:13
                          link ktory zamiescilas powyzej to tea LOAF cake. jak pojdziesz do fish n chips
                          shop w huddersfield i poprosisz o tea cake dostaniesz bulke typu bap.
                        • mysz2006 Re: tea cake 08.10.06, 11:29
                          oczywiscie Minisufka (nb piekny nick) ze masz racje.

                          taki tea cake jak na pierwszym linku Jaleo to logicznie nazywa sie dla
                          odroznienia fruit tea cake albo fruity tea cake

                          www.ciao.co.uk/Warburtons_Fruity_Teacakes__6514050
                          a czasem nawet currant tea cake!

                          Vive la difference!
                        • anya.po.prostu Re: bulka :) 08.10.06, 12:32
                          haha, z rozbawieniem przeczytałam cały ten bułkowy spór!

                          Jak widać minisufko Twoi teściowie i ich znajomi mogą mówić na bułki jak chcą ale to i tak nie przekona naszych forumowych wyroczni i "specjalistek" od tutejszych realiów.

                          Zastanawia mnie tylko skąd tyle tego na tym forum? Licytacji kto jest tu dłużej i udowadniania kto wie lepiej i wie więcej, spierania się do upadłego czy Anglicy to są tacy czy siacy.
                          • minisufka Re: bulka :) 08.10.06, 13:05
                            anya.po.prostu napisała:

                            > haha, z rozbawieniem przeczytałam cały ten bułkowy spór!
                            >
                            > Jak widać minisufko Twoi teściowie i ich znajomi mogą mówić na bułki jak chcą
                            a
                            > le to i tak nie przekona naszych forumowych wyroczni i "specjalistek" od
                            tutejs
                            > zych realiów.
                            >
                            > Zastanawia mnie tylko skąd tyle tego na tym forum? Licytacji kto jest tu
                            dłużej
                            > i udowadniania kto wie lepiej i wie więcej, spierania się do upadłego czy Angl
                            > icy to są tacy czy siacy

                            -----------> no ja wlasnie nie wiem :) dla mnie to w ogole nie ma sensu - ja
                            sie generalnie nie wlaczam w spory, wkurza mnie tylko jak ktos sie
                            autorytatywnie wypowiada na dany temat (niekoniecznie bulkowy - powyzej byl
                            watek o uczelniach) czasem majac troche racji czasem w ogole (nie mowie ze
                            jaleo nie ma w ogole racji, bo przeciez przytoczyla dowody). i nie ma
                            mozliwosci zeby te osoby przyznaly sie do bledu lub nie bycia
                            wszystkowiedzacym. ech... moze to ta pogoda niestabilna tak dziala :)

                            pozdrawiam wszystkich ktorzy lubia swieze buleczki :)
                            • jaleo Re: bulka :) 08.10.06, 15:14
                              Tak mi w glowie zamotalyscie, ze zadzwonilam do mojej bratowej w Harrogate (tez
                              Yorkshirewoman born & bread, i ona mowi: "don't insult our great Yorkshire
                              teacake by making a sandwich with it ;-))))

                              I lost a will to live :-)))
                              • mysz2006 Re; Harrogate 08.10.06, 18:23
                                Harrogate is too posh zeby robic kanapki z tea cake, tam tylko thin cut brown
                                bread cucumber sandwiches, without crust ;-DD Pogadaj z kims z Barnsley
                                • mysz2006 Re: Apel do komisji sledczej... 08.10.06, 18:33
                                  przyznaje sie bez bicia, to ja zamacilam i teraz bardzo pieknie prosze o laske,
                                  na moj postepek zlozyly sie pmt, deszcz za oknem, jutrzejszy poniedzialek,
                                  dluzace sie oczekiwanie na nastepny urlop......
                                  • jaleo Re: Apel do komisji sledczej... 08.10.06, 18:45
                                    mysz2006 napisał:

                                    > przyznaje sie bez bicia, to ja zamacilam i teraz bardzo pieknie prosze o
                                    laske,
                                    >
                                    > na moj postepek zlozyly sie pmt, deszcz za oknem, jutrzejszy poniedzialek,
                                    > dluzace sie oczekiwanie na nastepny urlop......

                                    Wniosek z tego taki, ze wlasnie powinno sie w szkole zatrudniac zagranicznych
                                    nauczycieli, bo jakby dziecko mialo wytlumaczyc takiej nauczycielce zawilosci
                                    chleba, bulek i roznych ciast w przekroju regionalnym UK, to by sie wyrobilo
                                    intelektualnie wmig.

                                    Cale szczescie, ze mam obiad do podania, bo jeszcze chcialam wsadzic kij w
                                    mrowisko a propos cob i bap :-)
                                    • deadeasy Re: Apel do komisji sledczej... 14.10.06, 20:25
                                      a "oven bottoms" (uproszczenie pewnie "oven bottom muffins"), "barms" ("barm
                                      cakes") juz byly wspominane?
                                      ;o)
                              • vierablu Re: bulka :) 11.10.06, 01:26
                                Cala ta dyskusja o bulkach troche przypomina mi probe ustalenia, czy borowki to
                                czarne jagody czy tez brusznice oraz jak powinno sie mowic na ziemniaka -
                                kartofel, czy tez pyra :).
                                • messier31 Re: bulka :) 11.10.06, 20:26
                                  vierablu napisała:
                                  > Cala ta dyskusja o bulkach troche przypomina mi probe ustalenia, czy borowki
                                  > to czarne jagody czy tez brusznice oraz jak powinno sie mowic na ziemniaka -
                                  > kartofel, czy tez pyra :)

                                  Brusznice to ja pierwsze slysze a borowki to definitywnie nie czarne jagody bo
                                  borowki sa czerwone a czarne jagody niebieskie ;-)

                                  Przypomnialo mi sie tez jeszcze, ze w niektorych czesciach Polski mowi sie 'isc
                                  na pole' i jak bylismy dziecmi to nas to strasznie bawilo jak kuzyni z daleka
                                  przyjechali i chcieli isc na pole bo u nas zawsze sie mowilo 'na dwor'!
                          • jaleo Re: bulka :) 08.10.06, 15:45
                            anya.po.prostu napisała:

                            > spierania się do upadłego czy Angl
                            > icy to są tacy czy siacy.

                            Ja sie niestety nie moge spierac (i nigdy tego nie robie) na temat polskich
                            realiow, wiec pozostaja mi jedynie realia tutejsze (no moze jeszcze
                            irlandzkie), w ktorych wyroslam, bo tu spedzilam czesc dziecinstwa
                            i "nastolectwa", przed czasowym powrotem do Polski a potem osiedleniem sie w UK
                            na stale. Dlatego np. rewelacje, ze na polnoc od Watford Gap nosza flat caps a
                            na poludnie mieszkaja sztywniacy, to troche, jakby to powiedziec, nie ta liga
                            dyskusji o tym kraju, ale z drugiej strony dialekty i regionalizmy to jest
                            temat bardzo ciekawy. Ale niestety ktos sie musi wczesniej czy pozniej
                            przypierniczyc personalnie, (ja sie jak dotad staralam ad meritum), ale tak juz
                            bywa.
                            • anya.po.prostu wycieczek personalnych ciąg dalszy 08.10.06, 16:14
                              może i się przypierniczam osobiści, chociaż nie tylko do Ciebie, ale przynajmniej nie robię tego jakimiś ogródkami, jak to jest w zwyczaju w tutejszych realiach :PPP

                              Ale tak się składa jaleo, że brałam udział w kilku dyskusjach z Twoim udziałem, wiele razy w wielu kwestiach się nie zgadzałyśmy.
                              I zawsze niezmiennie powalała mnie Twoja argumentacja w stylu: "ja tu jestem 20 lat", "ja tak mówię, więc tak jest", "bo tutaj to to czy tamto", "ja o tym nie słyszałam, mój mąż o tym nie słyszał więc tego nie ma". Bo w ogóle jak tu z czymś takim dyskutować?

                              Jak ktoś trafnie zauważył, można i dwadzieścia lat mieszkać w jednym kraju i nie mieć o nim większego pojęcia, więc staż emigracyjny to jakby dla mnie żaden argument. A to, że Ty czy Twój mąż, czy jego rodzina o czymś nie słyszeliście to jeszcze wcale nie oznacza, że i nikt inny spośród milionów ludzi zamieszkujących ten kraj tego nie słyszał.

                              Ja też nie mieszkam w tym kraju od wczoraj i po prostu zastanawia mnie skąd na tym forum taka potrzeba aby tym nowszym koniecznie zaprezentować swój JEDYNY SŁUSZNY pogląd na ten kraj.
                              Nie mam problemu z zaakceptowaniem faktu, że ludzie, którzy się tu wypowiadają mają różne doświadczenia, pochodzą z różnych środowisk, wreszcie są różnymi osobowościami więc ich ocena tego samego może być zupełnie inna.
                              I dlatego może tak irytują mnie te wszechwiedzące, patronackie i aroganckie stwierdzenia typu "co ty wiesz! tutaj to jest tak jak JA mówię"
                              • jaleo Re: wycieczek personalnych ciąg dalszy 08.10.06, 16:34
                                anya.po.prostu napisała:

                                >
                                > I zawsze niezmiennie powalała mnie Twoja argumentacja w stylu: "ja tu jestem
                                20
                                > lat",

                                :-) Ale zauwaz, ze tej "argumentacji" uzywam tylko w odniesieniu do
                                kategorycznych stwierdzen, typu Brytyjczycy KOMPLETNIE nie moga sie ze soba
                                dogadac. Nie lubie upraszczania rzeczywistosci. A jeszcze bardziej nie lubie
                                personalnych wycieczek przy braku argumentow. Over&out.
                              • aniaheasley Re: wycieczek personalnych ciąg dalszy 08.10.06, 21:45
                                Anya, mnie tez czesto wypowiedzi jaleo irytuja, ale to po czesci dlatego, ze
                                ona zawsze ma racje w sprawach kulturowo-jezykowych....
                                20 lat tutaj, w tym czesc juz w latach szkolnych, co daje wyczucie jezyka,
                                jakiego potem juz sie nie da nadrobic, plus maz Anglik daje jaleo przewage
                                kilkuset lat swietlnych w tym temacie. I nic nie pomoze, ze Ciebie czy mnie to
                                denerwuje czasmi.
                                • jaleo Re: wycieczek personalnych ciąg dalszy 08.10.06, 23:09
                                  aniaheasley napisała:

                                  > Anya, mnie tez czesto wypowiedzi jaleo irytuja, ale to po czesci dlatego, ze
                                  > ona zawsze ma racje w sprawach kulturowo-jezykowych....

                                  E, no, jezykowo to ja sie chyba pierwszy raz tu wypowiadam ;-) oprocz malych
                                  podpowiedzi jak sie ktos pyta co jak powiedziec po angielsku. Ale obiecuje, ze
                                  od tad tylko na neutralne tematy bede wydawac opinie, typu benefity-srity :-)))
                    • anya.po.prostu zgłaszam wniosek 08.10.06, 15:58
                      o utworzenie Specjalnej Komisji Śledczej w Sprawie Bułki.
                      :PPPP
                      • jaleo Re: zgłaszam wniosek 08.10.06, 16:49
                        anya.po.prostu napisała:

                        > o utworzenie Specjalnej Komisji Śledczej w Sprawie Bułki.
                        > :PPPP

                        Zwykle sie wola: Czy jest na sali lekarz, my powinnismy: czy jest na sali
                        piekarz?
    • mi74 Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 18:08
      Mnie tez sie wydaje, ze atak na ta pania jest nie do konca uzasadniony.
      Przeciez wiadomo, ze bedac po anglistyce, musi umiec odroznic gumke od linijki.
      Czasem jest tak, ze pewne slowa myla sie i nic sie na to nie poradzi. Ja takze
      uczylam angielskiego - co prawda w Polsce, tu bym sie nie odwazyla - i od
      zawsze mylila mi sie sroda z sobota i styczen z czerwcem. I jakos nie
      przeszkodzilo mi to miec zawsze najlepszych wynikow w nauczaniu. Kiedys nawet
      uczniowie to skomentowali, ze dobrze jest wiedziec, ze ja tez sie czasem myle,
      bo to nadaje mi czlowieczenstwa i akurat te sytuacje powodowaly ogolny smiech,
      atmosfera robila sie od razu lepsza i wybuchala dyskusja na temat tych pomylek.
      I paradoksalnie przez cos takiego, oni lepiej zapamietywali poprawne formy i
      slowka. Bo jak przyszlo co do czego, to przypominali sobie takie sytuacje i juz
      wiedzieli, ktora forma jest poprawna.
      Ale do czego zmierzam - chodzi mi o to, ze zamiast czepiac sie slowek, warto by
      spojrzec, czy ta pani potrafi uczniow zmotywowac do nauki i czy przychodza na
      lekcje z przyjemnoscia i jakie wyniki osiagaja po zakonczeniu semestru. Moi
      uczniowie zawsze przybiegali na lekcje z checia i dostawali bardzo wysokie
      oceny na egzaminach koncowych.... pomimo moich bledow z sobota i sroda...itd.
      • aniaheasley Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 18:37
        No prosze, uderz w stol i okazuje sie, ze na forum (prawie) sami anglisci
        siedza...

        A co do tych nieszczesnych ruler i rubber, w wydaniu ciezkiego Yorkshire moga
        dla niewprawnego ucha brzmiec bardzo podobnie, w kazdym razie obie poczatkowe
        samogloski sa wymawiane jak polskie 'u'.
        • anya.po.prostu Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 19:41
          Ja też nie rozumiem czemu ten wątek zjechał na czepianie się zdolności językowych bohaterki artykułu. Moim zdaniem sedno leży zupełnie gdzie indziej i dlatego czepiam się nie tej nieszczęsnej dziewczyny tylko autorów artykułu, którzy dosyć kiepsko zbadali temat. Zresztą nie po raz pierwszy. Od ostatnich dwóch lat GW zawalona jest tekstami o tematyce emigracyjnej, czy życia w UK i czasem aż ręce opadają jak płytkie i beznadziejne są te artykuły. No ale wiadomo, moda jest, trzeba pisać. A co pisać to już nie ważne.

          Moim zdaniem najważniejszym przesłaniem tego artykułu nie jest to jakie błędy językowe robią Polki tylko fakt, że w UK jest taki niedostatek nauczycieli, że nie wystarczy już ściąganie ich z Australii i Nowej Zelandii. Trzeba sięgać po kraje, gdzie angielski nie jest pierwszym językiem. I czy nam się to podoba czy nie, czy mamy kaprys, żeby nasze dzieci uczył rodowity Brytyjczyk czy nie, to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Bo rodowici Brytyjczycy po prostu wcale nie chcą być nauczycielami! Tak samo jak nie chcą być hydraulikami, pielęgniarkami i kierowcami autobusów. A ktoś te dzieci w końcu uczyć musi i chorymi w szpitalu też ktoś musi się zajmować.

          Zresztą, przy takim napływie Polaków do UK, zatrudnianie polskich nauczycieli wcale nie wydaje się taką bezsensowną strategią :P
          • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 20:01
            "Zresztą, przy takim napływie Polaków do UK, zatrudnianie polskich nauczycieli w
            > cale nie wydaje się taką bezsensowną strategią :P"

            ??? A jaki moze byc sens takiej strategii? Przepraszam, ze odbiegam od tematu
            watku, ale bardzo mnie twoj poglad zaintrygowal. Moze ma to jakis sens dla
            rodzin gdzie oboje rodzicow sa Polakami, lub dla rodzin, ktore planuja sie
            osiedlic w PL, ale inne przypadki?
            • anya.po.prostu Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 20:17
              Pyza, to był żart, taka ironia, sakrazm! ;)

              A ten znaczek: :P to wystawiony język, żeby ten żart podkreślić. ;)
              Czasem ciężko słowem pisanym przekazać ton głosu itp.
              • pyza_uk Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 20:20
                Ooops... Chyba pora wylaczyc kompa i isc spac :0) Pozdrawiam
            • jaleo Re: obys cudze dziei uczyl... 04.10.06, 20:23
              pyza_uk napisała:

              > ??? A jaki moze byc sens takiej strategii? Przepraszam, ze odbiegam od tematu
              > watku, ale bardzo mnie twoj poglad zaintrygowal. Moze ma to jakis sens dla
              > rodzin gdzie oboje rodzicow sa Polakami, lub dla rodzin, ktore planuja sie
              > osiedlic w PL, ale inne przypadki?

              Zaraz mnie wyzwa od najgorszych (albo conajmniej od emigrantow, jak niedawno
              ktos mnie zwyzywal, chyba emigrant to jest obelga w niektorych rejestrach
              swiadomosci ;-), ale powiem szczerze:

              Czytajac poglady wyglaszane na tym forum przez niektore osoby aspirujace do
              pracy nauczyciela w UK, zaczelam dziekowac opatrznosci, ze takie osoby moich
              dzieci nie ucza. I zaczelam rowniez miec taka wredna nadzieje, ze te osoby
              nigdy takowej pracy nie dostana, moze co najwyzej teaching assistant albo TEFL,
              bo przeprowadzajacy interview sie na nich "poznaja". Tak wiec ja
              polskim "nauczycielom in spe" dziekuje i postoje, ale to tylko moje zdanie ;-)
              • jaleo PS: 04.10.06, 20:25
                To powyzsze nie ma akurat nic wspolnego z jakakolwiek wypowiedzia z tego watku,
                tylko z "caloksztaltem" czytania forum od jego poczatkow.
                • minisufka o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 21:33
                  tak sie tu pastwimy nad biedna ola i mowimy ze nie chcemy polakow do uczenia
                  naszych dzieci, choc ola nawet nie uczy na stale tego angielskiego - jako
                  supply robi przeciez wszystkie przedmioty, a do PE nie jest jej (czy
                  komukolwiek) potrzebny idealny angielski. a przeciez jesli to 'nasze dziecko'
                  przez 1, 2 lub 5 razy w miesiacu zetknie sie z taka 'ola' czy inna nieangielka,
                  to chyba krzywda mu sie zadna nie stanie.

                  a tak nawiazujac do tytulu mojego postu - w szkole pracuje z pewna
                  nauczycielka. rodowita angielka, od wielu lat uczy angielskiego. uczyla
                  ostatnio dzieci (klasa 10) kiedy uzywac apostrofow. jednym z przykladow jaki
                  podala bylo:
                  'TIL jako skrot od UNTIL.
                  jedno z dzieci spytalo, a co ze slowkiem TILL? czy to tez jakis skrot, czy moze
                  to jest to samo co 'TIL i UNTIL? nauczycielka na to, ze TILL to wylacznie kasa
                  w sklepie. myslalam, ze postradalam zmysly, ale (goraczkowo) przegladnawszy
                  slownik odetchnelam z ulga.... jak widac nawet native speaker, wyksztalcona w
                  kierunku literatury i jezyka angielskiego popelnia takie bledy! ona nie
                  wiedziala tez jak napisac BULLETIN, czy SHERIFF. nie wiem, czy wiele osob po
                  filologii mialoby z tym problem (i z wieloma innymi slowkami, z ktorymi ona
                  ma).

                  wniosek? nie twierdze, ze polacy powinni uczyc anglikow angielskiego, ale
                  po 1) jako supply nie narobia NIKOMU szkody,
                  a po 2) nawet anglikowi w 100%nie mozna ufac ;)
                  • mysz2006 Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 22:10
                    whenthehevancomes napisala:

                    >My mieszkamy w Surrey i czesto jestem swiadkiem sytuacji, gdzie
                    nasi 'tubylcy' nie moga dogadac sie z ludzmi z 'up North' ;-) Mnie nikt nie
                    musi pocieszac, bo ja akurat na moja znajomasc jezyka nie narzekam.

                    Dogadywanie sie lub nie tubylcow z poludnia i polnocy siega o wiele glebiej
                    drogie panie. Ci z 'up North' uwazaja poludniowcow albo za zarozumialych dupkow
                    albo podciagaja ich pod 'Essex girl' stereoptypy a poludniowcy uwazaja tych
                    mieszkajacych powyzej pewnego miejsca /stawiam drinka dla pierwszej
                    forumowiczki ktora powie gdzie lezy ta granica :-)/ z 'up North' jako
                    wiesniakow 'who wear flat caps, keep whippets and ferrets and survive on staple
                    diet of mushy peas'.


                    Co do kwiatuszkow pan nauczycielek anglistek rodowitych Angielek

                    bedac w 4 klasie moj synek mial napisac kilka zdan o zyciu ludzi podczas 2-giej
                    wojny swiatowej.

                    Dziecko napisalo: People used to live in appalling conditions.
                    Pani nauczycielka poprawila mu appalling na apauling.

                    Na lodowce przywiesilismy sobie wiec takie karteczke o tresci:

                    It is appalling that the English teacher doesn't know how to spell appalling!

                    • jaleo Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 22:23
                      mysz2006 napisał:

                      > poludniowcy uwazaja tych
                      > mieszkajacych powyzej pewnego miejsca /stawiam drinka dla pierwszej
                      > forumowiczki ktora powie gdzie lezy ta granica :-)/

                      Watford Gap :-)
                      • mysz2006 Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 22:29
                        wisnioweczka moze byc?
                    • mysz2006 Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 22:31
                      >takie karteczke

                      mialo byc oczywiscie - karteczke o takiej tresci
                    • jaleo Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 22:42
                      mysz2006 napisał:

                      > > Dziecko napisalo: People used to live in appalling conditions.
                      > Pani nauczycielka poprawila mu appalling na apauling.
                      >
                      > Na lodowce przywiesilismy sobie wiec takie karteczke o tresci:
                      >
                      > It is appalling that the English teacher doesn't know how to spell appalling!
                      >
                      >

                      Nie na darmo sie mowi: Those who can, do, those who can't, teach.
                    • mamumilu Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 23:35
                      no moje drogie Panie - a przypomnijcie sobie swoje nauczycielki ze szkoły
                      podstawowej czy nawet średniej. Ja znam nawet taka jedna polonistkę, która robi
                      takie błedy jezykowe, że głowa mała - i ona nie tylko uczyła dzieci przez 30 lat
                      polskiego ale nawet dyrektorka była. A ile jest takich co robi błędy
                      ortograficzne? No i jakoś takimi matołami nie jesteśmy - tylko ni odbierajcie
                      tego jako mojej pochwaly dla takich nauczycieli, bo mnie krew zalewa jak mam
                      kontakt a kimś takim - chciałam tylko zwrócic uwagę, że polskim native też się
                      zdarza
                      • jaleo Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 04.10.06, 23:42
                        Mnie tam wszystko jedno, czy nauczyciel jest Brytyjczyk czy Eskimos. Ale
                        wolalabym sie nie natknac na nauczycieli rasistow/homofobow/judgemental (jak to
                        po polskiemu?) i innych twardoglowych. Juz wolalabym takich, co robia bledy
                        ortograficzne.
                  • princessjobaggy Re: o pewnej angielskiej nauczycielce... 09.10.06, 14:27
                    Minisufka, masz racje. Jak juz na tym forum 1000 razy pisalam, moj narzeczony,
                    Polak, uczy angielskiego w szkole sredniej i niestety niejednokrotnie byl
                    swiadkiem popelniania podstawowych bledow i braku poprawnej znajomosci
                    ojczystego jezyka w wykonaniu brytyjskich nauczycieli (w tym rowniez
                    anglistow).

                    Prawda jest jednak rowniez to, ze tak jak nie kazdy np. student medycyny bedzie
                    swietnym lekrzem, tak nie kazdy student filologii angielskiej bedzie znal jezyk
                    na przyzwoitym poziomie. W pracy nauczyciela oprocz znajomosci jezyka dochodzi
                    szereg innych czynnikow, jak pewnosc siebie, otwartosc na zmiany, umiejetnosc
                    sluchania i nieustanne przyswajanie (i weryfikowanie nabytej wczesniej)wiedzy.

                    Nie skreslalabym z gory nauczyciela tylko dlatego, ze angielski nie jest jego I
                    jezykiem, ale pewnie bedzac rodzicem, na wszelki wypadek przyjrzalabym sie
                    mu/jej, tak jak pewnie rodzice uczniow na samym poczatku 'przygladali sie'
                    mojemu narzeczonemu.
              • effata Zapewne zachęcający wątek dla ... 04.10.06, 23:01
                ... wszystkich uczestników forum Polscy Nauczyciele w Anglii.
                A ja właśnie dostałam pracę jako nauczyciel. Co prawda nie uczę w klasie, ale
                na zajęciach dodatkowych. Generalnie uczę dzieci czytać i ... czytać ze
                zrozumieniem.
                I normalnie cieszę się, że większości osób biorących udział w tej dyskusji nie
                było na moim interview o pracę (zresztą pewnie nawet bym nie była przez was
                zaproszona :)))
                Co prawda ja uczę głównie dzieci, których rodzice raczej się za bardzo nie
                przejmują kto ich dzieci będzie uczył angielskiego, ale jakby ktoś miał obawy,
                że trafię się mu jako nauczycielka jego dzieci to zapraszam na priva - z chęcią
                podam adres szkoły, którą trzeba będzie omijać szerokim łukiem. Tak ogólnie to
                szkoła znajduje się w zachodnim Londynie, także znacząca większość uczestników
                tego forum może spać spokojnie - ich dziecię się na mnie nie natknie.
                Póki co nie ma w niej żadnych polskich dzieci.

                Eh, normalnie przez chwilę się nawet zastanawiałam czy jutro w worze pokutnym
                nie uderzę do 'derekcji' i nie złożę wymówienia.
                No bo czego ja w końcu te dzieci mogę nauczyć!

                --
                Don't guess.
                • czokibiki Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 04.10.06, 23:25
                  > Eh, normalnie przez chwilę się nawet zastanawiałam czy jutro w worze pokutnym
                  > nie uderzę do 'derekcji' i nie złożę wymówienia.
                  > No bo czego ja w końcu te dzieci mogę nauczyć!

                  Effata, przestan, nic sie nie przejmuj tymi wypowiedziami :-)
                  • effata Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 04.10.06, 23:39
                    Ej, tak bardzo się nie przejmuję. Stać mnie jeszcze na autoironię, więc nie
                    jest tak żle.
                    Ale swoich błędów językowych nie zdradzę :-PPPPP
                    (bo wiesz, ja tylko po koledżu, to już w ogóle dno z dziurą i wodorosty, he, he)
                    --
                    Don't guess.
                    • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 08.10.06, 22:35
                      Nie znam zadnej z Was ani Waszych umiejetnosci jezykowych czy pedagogicznych,
                      wiec nie bierzcie tego osobiscie. Tymniemniej, gdymym uslyszala, ze moje
                      dzieci, w angielskiej szkole, uczone sa przez panie/panow z Polski, Fracji,
                      Wloch czy Afganistanu (dla przykladu) to zrobilabym wielkie pieklo w szkole.
                      Mialam kiedys taki epizod w jednej ze szkol corek i Polka nauczjaca matematyki
                      zostala zwolniona po jednym semestrze w wyniku protestow uczniow i rodzicow.
                      Takie zapychanie dziur w kadrze szkoly nie powinno miec miejsca.
                      • aniaheasley Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 09.10.06, 14:37
                        Steph, nie rozumiem co masz przeciwko uczeniu matematyki przez obcokrajowcow?
                        Zatrudnianie jako nauczycieli tylko Anglikow jest nierealne, po prostu polowa
                        dzieci nie mialaby sie gdzie podziac od 9 do 16.
                        Napisalam Anglikow, ale teraz sie tak zastanawiam, jakie masz kryteria
                        akceptowalnosci kadry nauczycielskiej? Szkoci moga byc? Walijczycy? Jezeli
                        brytyjczycy to jacy, tu urodzeni, naturalizowani w niemowlectwie....? Nie dajmy
                        sie zwariowac.
                      • 101krotka Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 09.10.06, 15:31
                        steph13,jakos trudno nie wziac tego osobiscie do siebie poniewaz napisalas ze
                        sadzac tylko na podstawie pochodzenia kogos (mniejsza z jego kwalifikacjami)
                        zwolnilabys taka osobe z miejsca...

                        z ciekawosci,czy ta Polka zostala zwolniona za swoja
                        niekompetencje,nieznajomosc jezyka,nieumiejetnosc przystosowania sie do
                        realiow,wszystko do kupy wziete,czy tez dlatego ze byla Polka i jako taka sie
                        nie podobala?
                        • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 09.10.06, 20:41
                          Nie dlatego, ze byla Polka, ale dlatego ze jej angielski byl of the Polish
                          variety. Uczniowie maja prawo miec lekcje w takim wydaniu jezyka, ktore
                          rozumieja bez zgadywania o co pani chodzi.
                          Masz racje Aniu, nie dajmy sie zwariowac, i zadajmy native speakers na
                          posadach nauczycielskich dla naszych dzieci.
                          Sama mialam kiedys propozycje prowadzenia kursow jezykowych dla grup
                          mlodziezowych przyjezdzajacych na pare miesiecy do Londynu z Polski. Oferty nie
                          przyjelam, poniewaz czulam, ze popelnialabym pewnego rodzaju fraud: polscy
                          rodzice nie placa ciezkich pieniedzy za to, aby w Anglii uczyla ich dzieci
                          jezyka angielskiego Polka.
                          Wedlug tej samej zasady uwazam, ze nawet w tutejszej panstwowej szkole, za
                          ktora w koncu rowniez placimy poprzez podatki, mam prawo wymagac rozsadnych
                          decyzji dotyczacych edukacji moich dzieci. Czy to naprawde takie dziwne?
                          • aniaheasley Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 09:15
                            Moze ja wolno mysle, ale nie moge zrozumiec co Ci przeszkadza, ze nauczycielka
                            matematyki mowi z polskim akcentem?
                            • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 20:16
                              aniaheasley napisała:

                              > Moze ja wolno mysle, ale nie moge zrozumiec co Ci przeszkadza, ze
                              nauczycielka
                              > matematyki mowi z polskim akcentem?

                              Po pierwsze, jej wyjasnienia zagadnien matematycznych byly kiepsko klarowne
                              poniewaz brakowalo jej slownictwa i platala sie w dlugich opisach tam gdzie
                              wystarczaloby jedno slowo. W zwiazku z tym, jej opowiesci trudno bylo pokryc z
                              tekstem w podreczniku. Po drugie, silny akcent polski rozpraszal uwage
                              dziewczyn, ktore robily sobie zapiski z jej bledow i setnie bawily sie
                              nasladujac jej nieudolny angielski. W sumie nie miala respektu uczniow i lekcje
                              byly strata czasu. Na pierwszym parents' evening duzo rodzicow zlozylo
                              reklamacje do dyrekcji i to doprowadzilo do slusznej, moim zdaniem, dysmisji.
                              • eballieu Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 23:03
                                Piszac "szkola" nie mialam na mysli szkolnictwa wyzszego.
                                To chyba rzadzi sie innymi prawami? Ale pewnie tez nie takimi, ze ktos ma
                                problemy jezykowe? Bo owszem nalecialosci moze miec. Na polskich uniwerystetach
                                jak studenci dajmy na to takiej socjologii maja konwersatoria i sobie dyskutuja
                                o czyms tam po niemiecku, to normalne jest, ze wiekszosc z nich bedzie miec
                                polski akcent.
                                A jak student z Francji jedzie studiowac przez rok informatyke do Lodzi, to
                                chyba tez nie moze miec zalu, ze angielski polskiego wykladowcy moze miec
                                wschodnioeuropejski akcent;-)
                                Pierwsze slysze, zeby snobizmem bylo wymaganie od "uczycieli" dzieci
                                poslugiwanie sie poprawnym angielskim.

                          • 101krotka Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 11:39
                            steph13 napisała:
                            Nie dlatego, ze byla Polka, ale dlatego ze jej angielski byl of the Polish
                            variety.

                            No wlasnie,wyjasnij co mialas na mysli pod pojeciem "Polish variety"? czy miala
                            mocny polski akcent,taki ze nie dalo sie jej zrozumiec czy po prostu jej
                            angielski byl w ogole bardzo slaby?
                            • vygotsky Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 12:11
                              Steph, a co powiesz o Amerykaninie z ktorym pracowalam i dzieci skarzyly sie ze
                              nie rozumieja jego akcentu ? Wywalic ze szkoly czy zasymilowac przekonujac go
                              zeby mowil arystokratyczna angielszczyzna ?
                              I jeszcze taka uwaga - kiedys na zebraniu rodzicow w przedszkolu rozmawialam z
                              pewna angielska mama klasy sredniej ktora powiedziala mi ze momentami zupelnie
                              nie rozumie innej obecnej tam angielki bo ta zasuwa koknejem. I co? Jesli ta
                              druga mama zdola uzyskac kwalifikacje, ma znakomite podejscie do dzieci to moze
                              uczyc matematyki czy nie? Albo angielskiego? Wydaje mi sie ze te granice
                              jezykowe tutaj sa bardzo zatarte i troche nie na miejscu sa tak ostre podzialy.
                              A nauczycielka mojego syna ktora jest Angielka robi bledy notorycznie - pisze
                              text zamiast test, jej zdania sa czesto niedoszlifowane i koncza sie w
                              nieodpowiednim miejscu... to powinnam skarzyc sie czy nie?
                              • u25 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 12:22
                                Z tego co pamietam to corka 'wymagajacej' Steph skonczyla Oxford...
                                Jednym do zycia starcza M3 i piecioletnia corsa, drudzy chca miec rezydencje i
                                dzaguara hehe. To sie z reguly przklada na pozostale aspekty zycia...
                                • eballieu Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 12:41
                                  Ja tez nie chcialabym, aby moje dziecko uczone bylo matematyki przez kogos kto
                                  po polsku mowi z akcentem angielskim.
                                  I odwrotnie;-)
                                  Nie wiedzialam, ze mam bardzo wygorowane oczekiwania.

                                  Chociaz ja sama spotkalam sie z nauczycielami angielskiego - doskonalymi
                                  nauczycielami, pochodzenia innego niz brytyjskie. Ale gdyby ci nauczyciele
                                  mowili z nalecialosciami, no to czort ich wzial, 25 funtow za 45 minut ode mnie
                                  by nie dostali.



                                  • aniaheasley Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 14:47
                                    No coz kazdy ma prawo byc snobem, ale chyba zabijasz sie tutaj wlasna bronia.
                                    Zakladajac, ze Twoje dziecko studiuje matematyke na polskim uniwersytecie, i
                                    goscinnie wyklada tam profesor matematyki z Cambridge czy z Harvardu, i wtedy
                                    Ty co, protestujesz w imie dobra edukacji swojego dzieciecia, bo profesor
                                    (podkreslam - matematyki) mowi po polsku (ja juz dla uproszczenia dyskusji
                                    zakladam, ze w ogole mowi po polsku) z angielskim akcentem???
                                    • u25 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 15:57
                                      > Zakladajac, ze Twoje dziecko studiuje matematyke na polskim uniwersytecie

                                      Jak studiuje to juz nie dziecko...
                                      Osobiscie Specjalistom (duze 'S'), geniuszom jestem w stanie wiele wybaczyc...
                                      Tylko, ze oni to raczej w szkolach nie ucza..
                                      • vygotsky Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 16:25
                                        A jak dziadek to juz nie rodzic :)
                                        • u25 Wersja dla 'sprawnych inaczej' 10.10.06, 16:34
                                          > Zakladajac, ze Twoje dziecko studiuje matematyke na polskim uniwersytecie

                                          Wykladowcy uniwersyteccy to troche inna liga... Srodowisko rzadzace sie
                                          wlasnymi prawami... A to watek o zwyklym nauczycielu..
                                          Osobiscie Specjalistom (duze 'S'), geniuszom jestem w stanie wiele wybaczyc...
                                          Tylko, ze oni to raczej w szkolach nie ucza...
                                          • izabelski Re: Wersja dla 'sprawnych inaczej' 10.10.06, 17:07
                                            jesli nauczycielka nie byla kompetentna - np. nie znala slownictwa
                                            specjalistycznego do swojego przedmiotu - to stracial prace z tego powodu
                                            jesli natomiast zwolniono ja z powodu zlego akcentu - to na pewno maczali w tym
                                            palce rodzice, ktorzy boja sie, zeby dzieci nie nabraly "zlego" akcentu

                                            na kolana powalila mnei kiedys pewna mama, jej corka chodzial do the Study przy
                                            Wimblwedon Common i mama owa wracala przerazona do domu bo jej corka chodzial
                                            do klasy z dziewczynka, ktorej rodzice mowili z silnym akcentem cockney
                                            no i jej komentarz byl - jak to jest mozliwe, skad oni maja tyle pieniedzy zeby
                                            tutaj mieszkac?
                                            no i jej dziecko moze miec zle nalecialosci ....
                                            w tym lezy pies pogrzebany - jak osoba z polskim akcentem moze uczyc moje
                                            dziecko?
                                            a jakby to byl francuski akcent - to co?
                                            albo z Nowej Zelandii?
                                            • anya.po.prostu Re: Wersja dla 'sprawnych inaczej' 10.10.06, 18:13
                                              izabelski napisała:

                                              > w tym lezy pies pogrzebany - jak osoba z polskim akcentem moze uczyc moje
                                              > dziecko?
                                              > a jakby to byl francuski akcent - to co?
                                              > albo z Nowej Zelandii?

                                              Izabelski swiete slowa!
                                              Znamienne to, ze nawet najsilniejszy amerykanski czy australijski czy
                                              hiszpanski akcent, ani nawet najgorsze bledy nauczycieli Anglikow z urodzenia,
                                              nie draznia tak Polaka na emigracji jak ich rodzime, chocby najlzejsze
                                              nalecialosci.
                                              Ech, te polskie kompleksy...
                                              • effata Re: Wersja dla 'sprawnych inaczej' 10.10.06, 19:25
                                                Przyznam szczerze, że gdyby moje dziecko w Polsce uczył Francuz mówiący z
                                                akcentem (nie jakimś zabójczym), to może i moja pierwsza reakcja na to była by
                                                negatywna. Ale jeśli Francuz byłby pasjonatem polskiej literatuty, polskiej
                                                kultury i pasjonatem nauczania to dlaczego nie. Wolałabym takiego niż
                                                skrzywioną 'panią profesor', zwolenniczkę jedynej słusznej wizji Romantyzmu i
                                                wyzywającej wszystkich od miernot.

                                                A tak na okrasę, to 'świeża bułeczka' z dzisiejszej lekcji historii, w której
                                                miałam okazję uczestniczyć. Dzieci miały wczuć się w rolę dziecka, które
                                                zostało wywiezione do Cornwalii, po tym jak ich szkoła została zbombardowana i
                                                napisać list do rodziców. Było to po spotkaniu z weteranem wojennym (no i
                                                dzieci wcześniej 'liznęły temat'). Pani zaczęła od przypomnienia, jak piszemy
                                                list. A więc najpierw adres, potem data. A że data ma być wojenna, więc pani
                                                pisze ... 10th October 1950. Ale pani wymówiła 1950 czystą angielszczyzną.
                                                Wiem, że to nie jest żaden argument w dyskusji. Ot, taka anegdotka :(
                                                --
                                                Don't guess.
                                                • mysz2006 Re: Skarzyc sie na nauczyciela czy nie 10.10.06, 20:09
                                                  vygotski napisala

                                                  A nauczycielka mojego syna ktora jest Angielka robi bledy notorycznie - pisze
                                                  text zamiast test, jej zdania sa czesto niedoszlifowane i koncza sie w
                                                  nieodpowiednim miejscu... to powinnam skarzyc sie czy nie?

                                                  A jak Ci serce podpowiada? A jakby nauczycielka geografii 'uczyla' dzieci ze
                                                  stolica Polski jest Gdansk, a historyczka ze w Polsce dopiero w XX wieku kolo
                                                  odkryli, a biologiczka ze dzieci to bocian przynosi to bys to dlugo tolerowala
                                                  (sentymenty pomijajac)?
                                • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 10.10.06, 20:09
                                  u25 napisała:

                                  > Z tego co pamietam to corka 'wymagajacej' Steph skonczyla Oxford...

                                  Owszem, jestem wymagajaca. Ale co w tym zlego, ze chce jaknajlepiej dla moich
                                  dzieci? Ze nie chce, zeby mowily z moimi nalecialosciami jezykowymi ani z
                                  amerykanskim akcentem ojca? Ze chce, aby operowaly poprawnym British English,
                                  poniewaz tu sie urodzily i tu zyja? I dlaczego mialam nie oczekiwac, ze wlasnie
                                  szkola nauczy je takiego jezyka i ze przyjma je najlepsze uczelnie? Dlaczego
                                  dokladnie?

                                  > Jednym do zycia starcza M3 i piecioletnia corsa, drudzy chca miec rezydencje
                                  i > dzaguara hehe. To sie z reguly przklada na pozostale aspekty zycia...

                                  No wlasnie. Mnie wystarcza przecietny dom i Toyota ale zadowolona bede jesli
                                  dzieci beda posiadaly 'rezydencje' i samochody, na ktore nas nie bylo stac. Czy
                                  to tez nie dobrze?
                                  Ogolnie masz racje, taka postawa przeklada sie na wiele aspektow zycia.
                                  • izabelski Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 00:40
                                    kazdy chce jak najlepiej dla swoich dzieci
                                    przede wszystkim samoakceptacjii i zdrowego podejscia do siebie samych i swoich
                                    korzeni

                                    w mojej pracy obecny zespol liczy 12 osob
                                    a w tym - 3 Nowozelandczykow, 1 Hindus, 1 Dunczyk, 4 Anglikow, , 1 tu urodzony
                                    pol-Francuz, 1 tu urodzony pol-Hiszpan i ja
                                    moj manager jest z Giblartaru (jak sam o sobie mowi - jest Hiszpanem nie
                                    Brytyjczykiem, chociaz jego glownym jezykiem jest j.angielski), a obecny szef
                                    to Szkot, poprzedni szef - pol-Polak

                                    akcentow oraz use of English co nie miara
                                    co nas laczy, to to, ze chyba wiekszosc ma IQ>140
                                    i to sprawia, ze nasze projekty sa 100% powodzeniem
                                    umiemy myslec logicznie i rozwiazywac problemy

                                    oczywiscie mowic poprawnie po angielsku nalezy - tak jak i my staramy sie mowic
                                    po polsku i pielegnowac go
                                    ale szkola przede wszystkim ma uczyc pracy w zespole (przedmiotow akademickich
                                    mozna nauczyc dziecko w domu), nauczyc uczyc sie samemu i z pomoca roznych
                                    materialow, artykulacjii pogladow, prezentacjii owych i dyskusjii

                                    oraz - wyrozymialosci
                                    i tolerancjii

                                    w ubieglym roku nauczycielka j.angielskiego oraz geografii byla Nowozelandka,
                                    ktora pracuje w naszej szkole juz od 4 chyba lat i kazdy ja oczywiscie ocenia
                                    pod katem jej umiejetnosci pedagogicznych - a nie akcentu :-)
                                  • aniaheasley Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 08:22
                                    Kazdy chce jak najlepiej dla swoich dzieci, ale chyba sa jakies zasady.
                                    Ty jako przybysz z Polski, jezeli chcesz sama byc akceptowana w srodowisku
                                    brytyjskim, nie masz (moralnego ha ha ha) prawa oburzac sie na 'zly' akcent
                                    nauczycielki geografii.
                                    Chcialabym zobaczyc Twoja mine, kiedy rodzice kolezanek Twoich dzieci
                                    zabronilyby sie z nimi przyjaznic, bo 'ich matka ma okropny akcent'.
                                    • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 09:38
                                      aniaheasley napisała:


                                      > Ty jako przybysz z Polski, jezeli chcesz sama byc akceptowana w srodowisku
                                      > brytyjskim, nie masz (moralnego ha ha ha) prawa oburzac sie na 'zly' akcent
                                      > nauczycielki geografii.
                                      A ja uwazam, ze mam takie prawo, moralne czy nie. Jest akcent, ktory zabarwia
                                      lekko wypowiedz i akcent, ktory uniemozliwia pelne zrozumienie tej wypowiedzi.
                                      W szkolnictwie, ze wszystkich miejsc, to nie powinno miec miejsca. Kazdy
                                      nauczyciel w jakims stopniu uczy jezyka podczas gdy sam sie nim posluguje
                                      dlatego mowic powinien perfekt.

                                      > Chcialabym zobaczyc Twoja mine, kiedy rodzice kolezanek Twoich dzieci
                                      > zabronilyby sie z nimi przyjaznic, bo 'ich matka ma okropny akcent'.

                                      Jak na razie jeszcze mi sie nie zdarzylo ale kto wie? Jestem przygotowana, ze
                                      np rodzice jakiegos narzeczonego corek moga nie byc zadowoleni, ze ona nie jest
                                      z pure English stock i matka ma jakis tam akcent. Czy byloby mi przykro?
                                      Napewno. Ale przynjamniej moim dzieciom nikt nie zarzuci, ze one nie mowia
                                      wlasciwym, educated English, a to wyniosly w duzej mierze wlasnie ze szkol.Dla
                                      mnie jest to progres do jakiego ma prawo kazde dziecko.
                                      • izabelski Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 10:21
                                        jesli ktos nie lubi twojego akcentu - na pewno nie powie ci tego w twarz
                                        zwlaszcza z gatunku mam - full-time - spod bramy szkoly
                                        one potrafia tak sobie pogadywac i komentowac, ze jesli to sie stalo - to nie
                                        dotarlo na pewno do twoich uszu
                                        masz to juz za soba, ale nie mozesz na 100% powiedziec, ze to nie mialo miejsca
                                        • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 10:49
                                          izabelski, jestem pewna, ze masz racje. Przez 15 lat bylam jedna z tych full-
                                          time mothers i wiem jakie ploty odchodzily pod brama szkol. Z cala pewnoscia
                                          moja osoba rowniez byla przedmiotem komentarzy, lacznie z moim akcentem,
                                          samochodem-nie-Mercedesem , adresem bez widoku na park itp, oczywiscie poza
                                          moimi plecami. Wiem jednak, ze cokolwiek o mnie mogly gadac inne matki, nie
                                          odbilo sie to na moich corkach, a o to glownie chodzilo.
                                          Zdaje sobie sprawe, ze jest to dziwaczne, ale w wyniku chyba jakiej paranoi,
                                          mialam pewien podswiadomy 'gauge' ktory monitorowal wszelkie towarzyskie
                                          wydarzenia i nasz w nich udzial. Dobrym miernikiem akceptacji lub nie bylo np
                                          kto zapraszal kogo na afternoon tea, birthday parties, days out, kto przyjmowal
                                          nasze zaproszenia, lub z ktorymi rodzicami nawiazywalam przyjaznie pozaszkolne.
                                          W ogolnym rozrachunku pozostaly dobre wspomnienia.
                                          • u25 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 10:55
                                            Pracowalam kiedys z takim d..kiem, ktory na dzien dobry mnie poinformowal, ze
                                            jego sprzataczka jest Polka. Czest z nim chodizlam na przerozne spotkania. Po
                                            ktoryms z tych spotkan ktos zadzwonil z jakims milym komentarzem pod moim
                                            adresem. I co na to d...k? A no, ze jego babcia rowniez jest Polka :-)
                                          • izabelski Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 11:41
                                            dlatego latwiej jest byc mama full-time ;-)
                                            dzieci bawia sie z kolegami w swietlicy po szkole, a ja nie musze pilnowac sie
                                            z kim mam lub powinnam gadac :-)
                                            zreszta w mojej szkole niewiele mam pracuje, wiec jestem jednym z wyjatkow, a
                                            przyjaznie sie tylko z 4 mamami, ktore tez pracuja full-time
                                      • anya.po.prostu Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 10:57
                                        steph13 napisała:

                                        > np rodzice jakiegos narzeczonego corek moga nie byc zadowoleni, ze ona nie
                                        jest z pure English stock i matka ma jakis tam akcent. Czy byloby mi przykro?
                                        > Napewno.


                                        Hmm.... gdyby moj narzeczony lub jego rodzice mieli jakis problem, ze nie
                                        jestem pure English stock to i ja i moim rodzice zgodnie bysmy takiego pogonili!

                                        I napewno nie pozwolilabym aby moj facet czy jego rodzina sprawiali mojej mamie
                                        jakakolwiek przykrosc z powodu jej akcentu!
                                      • princessjobaggy Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 12:38
                                        > Kazdy nauczyciel w jakims stopniu uczy jezyka podczas gdy sam sie nim
                                        posluguje
                                        > dlatego mowic powinien perfekt.


                                        Steph, gdybys mogla zdefiniowac co dla Ciebie znaczy mowic perfekt. Mozna mowic
                                        gramatycznie perfekt, ale miec nieco inny akcent. Mozna miec perfekt akcent,
                                        ale sadzic bledy. A moze perfekt to dla Ciebie perfekt akcent plus perfekt pod
                                        wzgledem gramatycznym? Jesli tak, to co najmniej polowa brytyjskich nauczycieli
                                        szkol nieodplatnych musialaby zmienic zawod.

                                        Druga sprawa, czy perfekt oznacza BBC perfekt czy juz dla mieszkanca polnocy
                                        akcent BBC nie jest perfekt, bo rozni sie od ichniejszego?

                                        Rozmumiem punkt widzenia oby dwoch stron w tej dyskusji, ale takie ekstremalne
                                        podejscie jest delikatnie mowiac na oslep, chocby dlatgo, ze nie da sie
                                        okreslic co oznacza ‘perfekt’, a tym bardziej niemozliwym jest sprawdzenie
                                        wszystkich nauczycieli pod tym katem. Mozna sie buntowac przeciwko obcemu
                                        akcentowi zagranicznego nauczyciela, a w tym samym czasie nie zwrocic uwagi na
                                        zenujacy poziom jezykowy rodowitego Brytyjczyka.
                                        • mysz2006 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 13:11
                                          mnie sie wydaje ze nauczyciel powinien byc na tyle perfekt pod wzgledem jezyka
                                          i wiadomosci aby umial kompetentnie porozumiec sie z kalsa, umiejetnie
                                          przekazal bezbledna wiedze akademiczna, nauczyl pracy w zespole i wielu innych
                                          rzeczy czego od instytucji szkoly sie nalezy spodziewac, i nie robil z siebie
                                          posmiewiska przed dziecmi i rodzicami.

                                          Zreszta takich samych standartow spodziewamy sie w jazdej instytucji z ktora
                                          mamy do czynienia na porzadku dziennym czy to w banku, czy w przychodni czy
                                          gdziekolwiek. Zbyt wygorowane wymagania to chyba nie sa.
                                          • princessjobaggy Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 13:53
                                            mysz2006 napisał:

                                            > mnie sie wydaje ze nauczyciel powinien byc na tyle perfekt pod wzgledem
                                            jezyka
                                            > i wiadomosci aby umial kompetentnie porozumiec sie z kalsa, umiejetnie
                                            > przekazal bezbledna wiedze akademiczna, nauczyl pracy w zespole i wielu
                                            innych
                                            > rzeczy czego od instytucji szkoly sie nalezy spodziewac, i nie robil z siebie
                                            > posmiewiska przed dziecmi i rodzicami.
                                            >
                                            > Zreszta takich samych standartow spodziewamy sie w jazdej instytucji z ktora
                                            > mamy do czynienia na porzadku dziennym czy to w banku, czy w przychodni czy
                                            > gdziekolwiek. Zbyt wygorowane wymagania to chyba nie sa.
                                            >


                                            Nie, nie sa. Mnie sie wydaje, ze to, o czym dorosli z calej tej poprawnosci nie
                                            wspomna, dzieci od razu wychwyca i beda sobie robic zarty, i rzeczywiscie
                                            szkoda lekcji plus energii takiego nauczyciela, poniewaz i tak uczniowie beda
                                            skupiac swoja uwage nie na tym co trzeba.

                                            Oczywiscie sa rowniez takie przypadki, ze nauczyciel zwyczajnie nie jest
                                            lubiany, a uczniowie odmiennosc akcentu wyolbrzymiaja i traktuja jako wymowke,
                                            ale to juz inna kwesta.

                                        • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 13:40
                                          princessjobaggy napisała:

                                          >
                                          > Steph, gdybys mogla zdefiniowac co dla Ciebie znaczy mowic perfekt. Mozna
                                          mowic gramatycznie perfekt, ale miec nieco inny akcent. Mozna miec perfekt
                                          akcent, ale sadzic bledy. A moze perfekt to dla Ciebie perfekt akcent plus
                                          perfekt pod wzgledem gramatycznym? Jesli tak, to co najmniej polowa
                                          brytyjskich nauczycieli szkol nieodplatnych musialaby zmienic zawod.

                                          In the ideal world, BBC wymowa i perfekt gramatycznie. Zgadzam sie, ze wedle
                                          takiego kryterium sporo obecnych nauczycieli powinno rozejrzec sie za inna
                                          praca. Jenakze, akcenty regionalne mi nie przeszkadzaja jesli stosowane sa
                                          konsekwentnie, tzn jesli pani od historii w Londynskiej szkole jest z Yorkshire
                                          i wymawia wszystkie slowa z Yorkshire akcentem - to rozszerza dzieciom wiedze o
                                          jezyku. Natomiast nie ma potrzeby zeby uczyly sie jak nieudolnie mowia po
                                          angielsku w np Estonii.
                                          >
                                          > Druga sprawa, czy perfekt oznacza BBC perfekt czy juz dla mieszkanca polnocy
                                          > akcent BBC nie jest perfekt, bo rozni sie od ichniejszego?

                                          BBC English to 'benchmark' rozumiany na calym swiecie, w tym rowniez w
                                          polnocnej Anglii, a wiec stanowi dobry wzor do powielania.

                                          > Rozmumiem punkt widzenia oby dwoch stron w tej dyskusji, ale takie
                                          ekstremalne podejscie jest delikatnie mowiac na oslep, chocby dlatgo, ze nie
                                          da sie okreslic co oznacza ‘perfekt’, a tym bardziej niemozliwym jest
                                          sprawdzenie wszystkich nauczycieli pod tym katem.

                                          Ja mysle, ze sprawdzenie umiejetnosci jezykowych pedagogow jest mozliwe ale
                                          trzeba chciec i miec fundusze na to, zeby placic przyzwoicie ludziom
                                          autentycznie spelniajacym warunki do zawodu a nie przyjmowac masowo ludzi,
                                          ktorzy ida do szkolnictwa bo nic innego nie mogli dostac po ukonczeniu
                                          studiow. Naturalnie to nie odnosi sie do wszystkich nauczycieli.

                                          >Mozna sie buntowac przeciwko obcemu akcentowi zagranicznego nauczyciela, a w
                                          tym samym czasie nie zwrocic uwagi na zenujacy poziom jezykowy rodowitego
                                          Brytyjczyka.

                                          Mozna, ale ja np poszlam na rozmowe do nauczyciela literatury, ktory dal corce
                                          glowing comments i A za wypracowanie, w ktorym czterokrotnie poworzyl sie blad
                                          w zastosowaniu apostrofu oraz niepoprawna konstrukcja zdania. Obsmial sie
                                          pewnie ze mnie w duchu, ale apostrofow pilnowal w przyszlosci.
                                  • viaappia Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 15:47
                                    Moje dzieci do niedawna chodzily do polskiej szkoly sobotniej. Dzieci w szkole
                                    to glownie 3. pokolenie Polakow w UK a nauczycielki w wiekszosci pierwsze
                                    pokolenie tam urodzone w rodzinach imigrantow wojennych. Nauczycielki mowily
                                    dobrze po polsku (ich rodzice czesto nie znali angielskiego) ale byl to polski
                                    przedwojenny czasem z nalecialosciami gwarowymi, bledami gramatycznymi,
                                    angielskim akcentem. Slyszalam gdy nauczycielka wyjasniajac dzieciom
                                    przyslowie "Bez pracy nie ma kolaczy" opisywala kolacz jako .... kolowrotek.
                                    Jednak nauczycielki byly glebokimi polskimi patriotkami zamilowanymi w kulturze
                                    i tradycji polskiej i to mialo dla mnie wieksze znaczenie niz akcent. Nota bene
                                    uczniowie osiagali bardzo dobre rezultaty GCSE i A levels na tle innych szkol
                                    Macierzy Szkolnej.

                                    A co do akcentu angielskiego to chyba wzorem jest angielski jakim posluguje
                                    sie middle class. Ale swiat sie zmienia a spoleczenstwo brytyjskie razem z nim.
                                    Staje sie coraz bardziej wielokulturowe co niechybnie bedzie mialo wplyw na
                                    rozwoj jezyka.
                                    Kazda z nas chce dla swoich dzieci jak najlepszej przyszlosci a te zapewni
                                    dobra edukacja. Ale edukacja to nie tylko szkola wiec nie wyolbrzymialabym
                                    znaczenia akcentu/ pochodzenia nauczyciela. Badania wykazaly,ze
                                    najistotniejszym elementem w odniesieniu przez dziecko sukcesow w nauce jest
                                    wyksztalcenie matki - to uproszczenie, wyksztalcona matka lepiej kieruje
                                    edukacja dziecka. I tu widze gzie lezy sukces corki Steph13.

                                    Ale nie zapominajmy,ze wazne jest szczescie naszych dzieci, ktore niekoniecznie
                                    oznacza zrealizowanie n a s z y c h wobec nich planow. Wiec mam nadzieje, ze
                                    jesli hipotetycznie corka Steph13 zakocha sie w kims kto mowi po angielsku z
                                    obcym akcentem nie poswieci tej milosci aby nie rozczarowac mamy.

                                    I nie przekladajmy ambicji tylko na chec posiadania dobr materialnych. Czy
                                    naprawde chcecie aby motorem dzialania waszych dzieci byla pazernosc?

                                    • steph13 Re: Zapewne zachęcający wątek dla ... 11.10.06, 16:40
                                      viaappia napisała:
                                      > Ale nie zapominajmy,ze wazne jest szczescie naszych dzieci, ktore
                                      niekoniecznie oznacza zrealizowanie n a s z y c h wobec nich planow. Wiec mam
                                      nadzieje, ze jesli hipotetycznie corka Steph13 zakocha sie w kims kto mowi po
                                      angielsku z obcym akcentem nie poswieci tej milosci aby nie rozczarowac mamy.

                                      hahaha, nie zapominaj, ze moje dzieci byly brainwashed przeze mnie przez cale
                                      lata wiec sa raczej w pewnych aspektach niemalze genetycznie wybiorcze.
                                      A na powaznie, nawet ja nie oczekiwalabym zeby zrezygnowaly z potencjalnego
                                      szczescia tylko dlatego, ze mamie akcent wybranego nie odpowiada chociaz
                                      chwalilabym sobie mozliwosc porozumienia werbalnego z tesciami. A to, ze ich
                                      znajomi wszyscy nabijaja sie z Essex males to juz inna sprawa, dla mnie samej
                                      nie bariera.
                                      >
                                      > I nie przekladajmy ambicji tylko na chec posiadania dobr materialnych. Czy
                                      > naprawde chcecie aby motorem dzialania waszych dzieci byla pazernosc?

                                      Dobra materialne to tylko drobna czesc tzw powodzenia w zyciu.
    • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 20:41
      steph, dla mnie to co piszesz jest przykladem upierdliwego zachowania rodzicow,
      ktorzy tylko przeszkadzaja wtracajac swoje trzy grosze.

      moi rodzice byli nauczycielami (w polsce) i wiekszosc ich znajomych to byly
      osoby zwiazane z oswiata. jedznakze ZAWSZE powstrzymywali sie od komentowania
      innych nauczycieli (ktorz uczyli mnie i moja siostre) a chodzili tylko na
      wywiadowki i siedzieli tam cicho.

      To samo zachowanie (niewtracania sie - nawet gdy widzi sie pevne bledy - no
      chyba ze zaistniala sytuacja jest katastroficzna) jest wydaje mi sie
      prezentewane przez wiekszosc nauczycieli. Nie przypieprzaja sie tak jak ty bo
      zdaja sobie sprawe z kilku rzeczy, z ktorych ty nie zdajesz sobie sprawy.

      -to jerst decyzja kierovnictva szkoly jakich nauczycieli dobiera a takze
      wypadkovej sytuacji lokalnej 0 kto jest dostepny, kto w ciazy, kto choruje0 -
      nie podoba cie sie , zmien szkole

      -druga sprava - dzieci nie ucza sie w szkole i od nauczycieli - dzieci ucza sie
      POMIMO faktu ze chodza do szkoly. dzieci ucza sie OD roviesnikow, dzieci ucza
      sie same, dzieci ucza sie w swoim otoczeniu (takze od rodzicow) a nauczyciel
      pzrebyva w nim tylko przez chwile. jesli twoje dzieci chca byc politykami w
      anglii brak RP i Red Brick Uni na CV moze byc przeszkoda. ale wierze, ze nie
      bedzie.

      -nie viesz co dzieje sie w prywatnym zyciu nauczyciela poniewaz twoj egoizm
      wyrazony przez twoja upierdlivosc nie pozvala w nim dostrzec zwyklego
      czlowieka, twoja chorobliwa troska o wyksztalcenie dzieci zeby mialy lepiej niz
      ty. zreszta uzylas okreslenie brainwashed w stosunku do twoich dzieci.

      - a wiec jakie sa wzorce angielskiej wymowy w zyciu twoich dzieci? matka Polka,
      ojcie Amerykanin. to jest angielski wzorzec. well, prawda jest taka, ze wzorce
      wszystkich samoglosek w glowie twoich dzieci sa inne od typowo angielski - no
      chyba ze ty mialas dobry kurs z ang fonetyki 9anglistyka w w-wie, krak,
      poznaniu) a twoj maz jest z okolic Bostony lub new england.

      - nauczyciel ma wiecej do zaprezentowania iz akcent czy nawet wiedza
      merytoryczna. tak povinien byc fachowcem, ale jest milion innych waznych rzeczy
      np jak przekazuje wiedzie, jaki ma stosunek do uczniow, czy jest fair.

      jetsem nauczycielem TESOL i chcialbym pracowac w post 16. mowie z obcym
      akcentem. zamierzam na tym pracowac, robie magisterke planuje elocution course
      na College University.

      jestem dobrym fachovcem i moglabys byc dumna gdybym uczyl twoje dzieci, bo
      wykonalbym doskonala prace. a ja bym chetnie z nimi pracowal. tylko mam
      nadziej, ze nigdy bym nie spotkal ciebie.

      podejrzewam, ze jesztes bardzo wymagajacy rodzicem i pewnie lubisz za bledy
      pepelniane przez twoje dzieci obwinia innych (ojca, nauczycieli?) - powinnas
      troche wyluzowac

      a twoim dzieciom serdecznie zycze, zeby miale szczesliwe zycie i szczesliwe
      malzentwa i relacje z innymi ludzmi i potrafili sie wyzwolic z chorobliwego
      egoizmu i zasciankowosci rodzicow.

      Donat
      • aniaheasley Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 21:38
        Amen.
        • eballieu Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 21:46
          Tylko niech pozniej przy innych dyskusjach nikt z tych co sie w tej dyskusji
          wypowiadali jako nastawieni pozytywnie do nauczycieli z brakami i obcymi
          akcentami w szkole ( nie wyzszej) nie pisze gdzie siadac w kosciele, aby dostac
          sie do takiej szkoly, a nie innej i jaki miec kod pocztowy. Acha, i niech nie
          wypowiadaja sie o tym, ze emigracja powinna byc kontrolowana.
          Ja nikomu miejsca w lawce koscielnej nie zajme, do chrzcielnicy w celach takich
          jak zdobycie miejsca w szkole dla dziecka pchac lba nie bede, nie uszczkne
          sobie tez z podatkow jakie tu placimy, ale pozwolcie mi miec wymagania, jesli
          zaplace za szkole.
          • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 21:51
            jawohl i tez amen
          • aniaheasley Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 21:54
            Ale o co Ci chodzi bo naprawde nie rozumiem?

            Obcy akcent to nie 'brak' (gdyby tak bylo to wszyscy na tym forum wybrakowani
            jestesmy), tylko po prostu, cecha charakterystyczna.

            Dunczyk, Hiszpan, Hinduska z akcentem ale i z charyzma, podejsciem, powolaniem
            na pewno maja szanse dostac prace w szkolach, ktore wlasnie trzeba sobie w
            pierwszej lawce w kosciele latami wysiadywac. Widzisz ja nic zlego nie widze
            w 'po trupach do celu', zeby dziecko do dobrej szkoly sie dostalo. Ale szkoly
            sa dobre bo maja dobrych nauczycieli, dobra mlodziez, dobre podejscie. I na
            pewno chociaz kilku nauczycieli z akcentem.
            • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 22:00
              to jest tak jak z moim znajomym; spotykamy sie gdzies, on jest w garniturze
              z taka za...bista metka na rekawie, ja mowie,

              - O, widze, ze nie zdarzyles odpruc;

              A on calkiem na serio;
              - Przeciez to ma tak byc!
              • viaappia Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 22:28
                Donat, boj sie Boga. I ty siebie podejrzewasz o profesjonalizm?
      • izabelski Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 22:01
        niestety w malych prywatnych szkolach rodzice maja bardzo duzo do powiedzenia
        znam przypadek, gdy poczta pantoflowa zablokowali szanse pracy dla jednej z
        mam, bp ta wlasnie, ktora sie starala o miejsce miala dziecko z opoznionym
        rozwojem i stwiedzily, ze w klsie (mowimy tu o nursery - czyli 3 latkach)
        zajmowalaby sie swoim dzieckiem bardziej niz reszta klasy
        poszly do dyrektorki i kategorycznie oswiadczyly, ze mianowana nauczycielka nie
        powinna dostac pracy
        no i jej nie dostala .......
        • 101krotka Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 22:35
          izabelski napisała:

          > niestety w malych prywatnych szkolach rodzice maja bardzo duzo do powiedzenia
          no i dobrze,ze napisalas "niestety".niedawno rozmawialam ze znajoma
          nauczycielka (Jamaican ale UK trained wiec wybrakowana jesli chodzi o akcent
          nie jest,tak nota bene:)),ktora dostala posade w reception w preparatory school
          dla chlopcow.myslala,ze bedzie pieknie i idyllicznie bo dzieci z
          dobrych,zamoznych rodzin wiec problemow z dyscyplina nie bedzie.dzieci nie sa
          zle ale...rodzice.pokrotce:traktuja cie jak wlasnosc (no bo przeciez czesc ich
          fees idzie na twoje wynagrodzenie),wiedza wszystko lepiej,przychodza przed
          zajeciami zabierajac twoj cenny czas,czas,ktory nauczyciel powinnien spedzic
          przygotowywujac zajecia dla dzieci.no i rodzice ci (oczywista nie wszyscy)
          uwazaja ze tyko dlatego ze sa zamozni ich dzieci sa utalentowane.ba,zatrudniaja
          w czasie wakacji tutors dla swoich dzieci-przypomnijmy,mowie o 4-latkach!
          zgroza.ponoc szkola ma ogromny problem zeby zatrzymac jakiegos nauczyciela na
          dluzej.
          ale to bylo tak a propos prywatnego szkolnictwa
          • basia313 Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 22:50
            PAmietam z NIemiec, gdzie kiedys mieszkalam jako au-pair
            Corka ludzi, u ktorych mieszkalam i pracowalam chodzila do szkoly prywatnej.
            PEwnego razu odwiedzila sasiadki corka. Gadaja tak sobie i ta odwiedzajaca
            mowi, ze nie za bardzo lubi swoja pania, a corka ludzi, u ktorych mieszkalam
            zapytala ja na to: I jeszcze Ciebie uczy?!

            N coz dla mnie wtedy to byla na prawde szokujace pytanie. Mysle, ze jesli placi
            sie spore pieniadze za szkole, to ma sie prawo wymagac, ale gdzie jest ta
            granica miedzy co jest w porzadku a co juz nie.
          • izabelski Re: obys cudze dziei uczyl... 11.10.06, 23:30
            mysle, ze jak zwykle wiele zalezy od dyrektora szkly
            w szkole moich dzieci (tez prywatnej) nie slyszalam o incydentach manipulacjii
            nauczycielami
            fakt, zdazylo mi sie wpasc na zajecia o 8:30 gdy pani juz miala kilkoro dzieci
            w klasie - i zadalam kilka pytan, ale pani mnie poprosila, zebym umowila sie na
            termin poza zajeciami - tak tez zrobilam
            zatrudnianie tutors dla 4 latkow to juz wyzsza szkola jazdy
            finansowo to dla takich rodzin nie gra wielkiej roli

            ale jesli ktos z was widzial kiedys na wlasne oczy przykladowe testy - 11+
            to musi mi przyznac, ze bez nauki techniki rozwiazywania owych zadne dziecko w
            tym wieku chyba nie ma szansy na rozwiazanie tychze
      • steph13 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 00:16

        Dear God, ale tyrada!
        donat351 napisał:

        > steph, dla mnie to co piszesz jest przykladem upierdliwego zachowania
        rodzicow, ktorzy tylko przeszkadzaja wtracajac swoje trzy grosze.

        Rodzice maja pelne prawo wtracac trzy grosze i wiecej kiedy chodzi o dobro ich
        dzieci. Szkoly to nie instytucje charytatywne gdzie bierzesz co laska.

        > moi rodzice byli nauczycielami (w polsce) i wiekszosc ich znajomych to byly
        > osoby zwiazane z oswiata. jedznakze ZAWSZE powstrzymywali sie od komentowania
        > innych nauczycieli (ktorz uczyli mnie i moja siostre) a chodzili tylko na
        > wywiadowki i siedzieli tam cicho.

        Dlaczego? Chyba nie z braku zainteresowania. Sama bylam kiedys nauczycielka w
        Polsce i chetnie przyjmowalam komentarze rodzicow.
        >
        > To samo zachowanie (niewtracania sie - nawet gdy widzi sie pevne bledy - no
        > chyba ze zaistniala sytuacja jest katastroficzna) jest wydaje mi sie
        > prezentewane przez wiekszosc nauczycieli. Nie przypieprzaja sie tak jak ty bo
        > zdaja sobie sprawe z kilku rzeczy, z ktorych ty nie zdajesz sobie sprawy.

        To znaczy wedlug twojej recepty, najpierw potrzeba katastrofy a potem mozne sie
        przyczepiac?A ja wole zapobiec niepowodzeniom.
        >
        > -to jerst decyzja kierovnictva szkoly jakich nauczycieli dobiera a takze
        > wypadkovej sytuacji lokalnej 0 kto jest dostepny, kto w ciazy, kto choruje0 -
        > nie podoba cie sie , zmien szkole

        Szkoly, nawet te prywatne jakich rowniez doswiadczylam, to nie jednostki
        autonomiczne do ktorych nikt nie ma prawa wgladu. Nie wiem skad masz takie
        pojecie. Gdyby cala szkola nie wywiazywala sie z obowiazkow to niewatpliwie bym
        ja zmienila. Jezeli zastrzezenia dotycza jednego czy paru nauczycieli to
        rodzice maja prawo oczekiwac zmian od nich. I dyrekcja tez musi sie z tym
        liczyc.
        >
        > -druga sprava - dzieci nie ucza sie w szkole i od nauczycieli - dzieci ucza
        sie POMIMO faktu ze chodza do szkoly. dzieci ucza sie OD roviesnikow, dzieci
        ucza > sie same, dzieci ucza sie w swoim otoczeniu (takze od rodzicow) a
        nauczyciel pzrebyva w nim tylko przez chwile.

        Dzieci w wieku szkolnym spedzaja po 7 godzin dziennie w szkole w jakims chyba
        konkretnym celu, innym niz przechowanie w godzinach pracy rodzicow. Przez ta
        mizerna 'chwile' wazna czescia ich otoczenia sa rowniez nauczyciele, ktorzy
        nauka steruja i wytyczaja wymagania.

        jesli twoje dzieci chca byc politykami w anglii brak RP i Red Brick Uni na CV
        moze byc przeszkoda. ale wierze, ze nie bedzie.

        Kto wie, ale istotne jest, ze z RP i Red Brick beda mialy taka szanse.

        > -nie viesz co dzieje sie w prywatnym zyciu nauczyciela poniewaz twoj egoizm
        > wyrazony przez twoja upierdlivosc nie pozvala w nim dostrzec zwyklego
        > czlowieka, twoja chorobliwa troska o wyksztalcenie dzieci zeby mialy lepiej
        niz ty.

        Masz racje, zycie prywatne nauczyciela pozostaje poza moja sfera
        zainteresowania. Licza sie tylko jego umiejetnosci i postawa zawodowa.

        zreszta uzylas okreslenie brainwashed w stosunku do twoich dzieci.

        I jak ma sie to do meritum?
        >
        > - a wiec jakie sa wzorce angielskiej wymowy w zyciu twoich dzieci? matka
        Polka, ojcie Amerykanin. to jest angielski wzorzec. well, prawda jest taka, ze
        wzorce wszystkich samoglosek w glowie twoich dzieci sa inne od typowo
        angielski - no chyba ze ty mialas dobry kurs z ang fonetyki 9anglistyka w w-
        wie, krak, poznaniu) a twoj maz jest z okolic Bostony lub new england.

        Tu zmagam sie nieco z twoja polszczyzna ale domyslam sie, ze nerwy poniosly. A
        wiec nie z Bostonu ani New England ale rowniez nie z Texas. A mnie fonetyki
        uczono na UW ale to malo istotne po tylu latach.

        > - nauczyciel ma wiecej do zaprezentowania iz akcent czy nawet wiedza
        > merytoryczna. tak povinien byc fachowcem, ale jest milion innych waznych
        rzeczy np jak przekazuje wiedzie, jaki ma stosunek do uczniow, czy jest fair.

        Oczywiscie ale nie ma sie co rozczulac nad poziomem 'dobroci' pani od
        geografii. Potrzeby emocjonalne dziecka to sfera obowiazkow glownie rodzicow.

        > jetsem nauczycielem TESOL i chcialbym pracowac w post 16. mowie z obcym
        > akcentem. zamierzam na tym pracowac, robie magisterke planuje elocution
        course na College University.
        >
        > jestem dobrym fachovcem i moglabys byc dumna gdybym uczyl twoje dzieci, bo
        > wykonalbym doskonala prace. a ja bym chetnie z nimi pracowal. tylko mam
        > nadziej, ze nigdy bym nie spotkal ciebie.

        Gdybys tak sie swietnie sprawowal jak sugerujesz to rzeczywiscie nie
        zaistnialaby potrzeba spotkan. Poza tym ja mam ten etap za soba wiec spij
        spokojnie.
        >
        > podejrzewam, ze jesztes bardzo wymagajacy rodzicem i pewnie lubisz za bledy
        > pepelniane przez twoje dzieci obwinia innych (ojca, nauczycieli?) - powinnas
        > troche wyluzowac

        Owszem, jestem wymagajacym rodzicem ale za bledy dzieci zawsze obwinialam ...
        dzieci.
        >
        > a twoim dzieciom serdecznie zycze, zeby miale szczesliwe zycie i szczesliwe
        > malzentwa i relacje z innymi ludzmi i potrafili sie wyzwolic z chorobliwego
        > egoizmu i zasciankowosci rodzicow.

        Serdeczne dzieki za mile zyczenia. Jak na razie ta moja zasciankowosc (?) nie
        wyszla im na zle.
        Pozdrawiam nawet.
        >
        > Donat
        >
        • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 00:34
          tez cie pozdraviam (nie nawet)
        • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 00:43
          oby takich rodzicow jak ty spotykac jak najrzadziej.
          • steph13 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 02:02
            oh donat, to dziecinne tchorzostwo.
            Nie bedziesz mial problemow z rodzicami mojego pokroju jesli nie beda Ci mieli
            nic do zarzucenia. Szczerze, naprawde szczerze, zycze powodzenia.
            • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 03:54
              mi nie chodzi o spytakanie sie z rodzicami ktorzy sa czyms zaniepokojeni czy
              tez maja uwagi merytoryczne dotyczace mojej pracy. Nie mam zadnych problemow z
              przyjmowaniem krytyki, ale uwierz mi tylko nieliczni umieja przekazywac uwagi w
              sposob konstruktywny a ty zapewne jestes odbierana jako nastepna upierdliwa
              mamusia.

              chodzi mi o takie osobki jak ty o waskim rozumku (rezydencje, nauczyciel ma
              znac angielski perfekt i inne typowo middle class bzdury w najgorszym wypadku,
              wytknelas nauczycielowi niepoprawienie apostrofow zamiast sama to poprawic i
              zapomniec o tym, doszllas do wnioskow ze w tej kwestii warto jest pojsc do
              szkoly - totalna bzdura- bardziej to mi wyglada na twoja chec zwrocenia na
              siebie uwagi - jestem ciekawy jak dlugo te apostrofy torturowalas z mezem,
              potem wstalas na drugi dzien i od rana te mysli, ze jedziesz do szkoly i mu
              nawrzucasz.

              chodzi mi o rodzicow, ktorzy maja wlasnie nastawienie takie jak ty
              zaprezentowalas w swoich postach. chodzi o twoj sposob widzenia swiata.

              i co sie stanie jak matematyczka nie bedzie znala ang 'perfekt'/ wedlug ciebie
              to katastrofa. perfekt ang nie znasz ty ani twoj maz ani ja. nikomu z nas to
              nie przeszkadza byc szczesliwym i na swoj sposob zadowolonym z zycia.
              • steph13 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 09:53
                donat351 napisał:

                > mi nie chodzi o spytakanie sie z rodzicami ktorzy sa czyms zaniepokojeni czy
                > tez maja uwagi merytoryczne dotyczace mojej pracy. Nie mam zadnych problemow
                z przyjmowaniem krytyki, ale uwierz mi tylko nieliczni umieja przekazywac
                uwagi w sposob konstruktywny a ty zapewne jestes odbierana jako nastepna
                upierdliwa mamusia.

                Rozumiem, ze twoje powyzsze uwagi wyrazasz na podstawie duzego doswiadczenia w
                zawodzie, or NOT?
                >
                > chodzi mi o takie osobki jak ty o waskim rozumku (rezydencje, nauczyciel ma
                > znac angielski perfekt i inne typowo middle class bzdury w najgorszym
                wypadku, wytknelas nauczycielowi niepoprawienie apostrofow zamiast sama to
                poprawic i zapomniec o tym, doszllas do wnioskow ze w tej kwestii warto jest
                pojsc do szkoly - totalna bzdura- bardziej to mi wyglada na twoja chec
                zwrocenia na siebie uwagi - jestem ciekawy jak dlugo te apostrofy torturowalas
                z mezem, potem wstalas na drugi dzien i od rana te mysli, ze jedziesz do
                szkoly i mu nawrzucasz.

                Masz niestety raczej prymitywny sposob rozumowania i latwo przewidziec tok
                twojej przyszlej kariery. Tzn nauczyciel w Anglii ma prawo robic bledy
                jezykowe, takie za ktore nawet student anglistyki w Polsce mial odliczane
                punkty w pracy pisemnej? I nie wolno mu o tym wspomniec przy okazji rozmowy o
                przedmiocie, ktorego rzekomo naucza. A jak dzieciaki namietnie pisza 'I should
                of gone' calymi latami i upieraja sie przy tym bo pan nie wytyka tego jako
                bledu to tez niewazne bo panu nie wolno glowy zawracac? Oczywiscie sama moglam
                poprawiac i tak robilam, ale irytujace to bylo tymniemniej. Bylam w tej
                szczesliwej sytuacji, ze jako niepracujaca matka mialam na to czas, ze
                dzieciaki pytaly gdy mialy watpliwosci i ze wyniesione z anglistyki jakies
                kwalifikacje umozliwily mi ta pomoc. Wielu rodzicow nie ma ani czasu ani
                wiedzy w zakresie chocby glupich apostrofow, do ktorych sie przypiales i maja
                prawo oczekiwac, ze nauczyciel wie co robi.
                A co ma do tego middle class i rezydencje? Czyzbys mial na dodatek jakies
                klasowe problemy?

                >
                > chodzi mi o rodzicow, ktorzy maja wlasnie nastawienie takie jak ty
                > zaprezentowalas w swoich postach. chodzi o twoj sposob widzenia swiata.
                > i co sie stanie jak matematyczka nie bedzie znala ang 'perfekt'/ wedlug
                ciebie to katastrofa.

                No pewnie, matematyki mozna uczyc na migi. I get your drift.

                >perfekt ang nie znasz ty ani twoj maz ani ja.
                Na dodatek jasnowidz-chalupnik. Czy aby kariere wlasciwa obrales?

                >nikomu z nas to nie przeszkadza byc szczesliwym i na swoj sposob zadowolonym
                z zycia.
                Zadawalaj sie dopoki mozesz bo wczesniej czy pozniej oczy ci ludzie otworza.>
                • donat351 Re: obys cudze dziei uczyl... 12.10.06, 20:31
                  wiesz co steph, no musialbym przeczytac jeszcze raz twoje wypowiedzi i cie
                  wypunktowac. ale nie bede tego robil, bo o to tu nie chodzi.

                  zgadzam sie z toba, ze jesli nauczyciel popelnia bledy merytoryczne to trzeba
                  cos z tym zrobic.

                  nie lubie twojego stosunku do zycia jaki zaprezentowalas w swoich postach, no
                  ale wiadomo. twoje zycie. Rozni ludzi maja rozne oczekiwania i to trzeba
                  zaakceptowac.

                  jest w szkole w UK miejsce dla nauczycieli z obcym akcentem. bo obcy akcent
                  istniejacy w UK jest fact of life a nie dygresja akademicka. W Manchester
                  akcent z Liverpoolu jest odbierany jako obcy, a w Birmingham smieja sie z tego
                  jak mowia w Black Country, z Leeds smieja sie wszyscy. Anglik w sposob
                  naturalny odroznia tych co mowia z akcentem charakterystycznym na poludniu od
                  akcentu z polnocy. najbardziej 'prawidlowym' akcentem (jesli tak w ogole mozna
                  powiedziec) jest vernacular London speech albo Estuary English. RP umiera a na
                  BBC umarl juz dawno.

                  w brytyjskiej szkole jest tez miejsce dla nauczycieli ktorzy mowia z foreign
                  accent. Dla tych, oczywiscie, ktorzy sa profesjonalistami, wiedza o czy mowia i
                  posiadaja umiejetnosc przekazywania wiedzy. nauczyciele ci, okreslani jako NNS
                  non-native speakers beda tez w coraz wiekszym stopniu zatrudnani przez szkoly
                  prywatne i panstwowe w UK. jednym z powodow jest to, ze ta grupa zawodowa
                  chetniej podwyzsza swoje kwalifikacje z TESOL/EAL i posiada cechy, ktorych nie
                  posiadaja NS n.p. opanowali ang jako obcy i ucza sie caly czas. To samo dotyczy
                  przygotowywania do GCSE czy A levels.

                  Mit native speakera jako jedynego ktory moze uczyc ang za granica upadl juz
                  dawno a w UK tez jest ledwo zywy. Oczywiscie, jest masa szkol w ktorych
                  kierownictwo bedzie chcialo celowo zatrudnic native speakerow, zeby uniknac
                  oburzenia rodzicow, ktorzy placa czesne. Normalne prawo rynku. jednym z
                  mozliwych scenariuszy jest tez to, ze gdy szkola zatrudni anglika o nizszych
                  kwalifikacjach niz NNS, to sprawa wyladuje w sadzie, a ten nauczyciel dostanie
                  taka kase, ze do konca zycia nie bedzie musial nigdzie pracowac, ale - bo
                  wiadomo, ze wszysktie Ryski to fajne chlopaki - bedzie za darmo pracowal z
                  emigrantami.

                  Nie bede juz kontynuowal tego watku, bo sie robi troche nudnawo.

                  pozdraviam ciebie serdecznie.
                  • jaleo Estuary English ?! 12.10.06, 21:41
                    donat351 napisał:

                    > najbardziej 'prawidlowym' akcentem (jesli tak w ogole mozna
                    > powiedziec) jest vernacular London speech albo Estuary English.

                    :-O Gdzie cos takiego wyczytales? Przerazenie mnie ogarnelo. Estuary to jest
                    chyba najokropniejszy i najbardziej znienawidzony akcent, jesli to
                    jest "prawidlowy" akcent to przyjdzie sie zalamac.

                    BTW - co to jest "vernacular London speech"? Bo chyba nie o Cockney Ci chodzi?


                    > RP umiera a na
                    > BBC umarl juz dawno.

                    Zgadzam sie. Nie ma juz czegos takiego, jak "BBC English", zreszta duzo ma z
                    tym wspolnego swiadoma polityka BBC. A RP powoli tez staje sie pustym
                    pojeciem, nawet krolowej sie bardzo znaczaco zmienil akcent/wymowa przez
                    ostatnie kilkadziesiat lat.

                    Moim osobistym zdaniem "najczystszym" angielskim, z najmniejsza nalecialoscia
                    regionalizmow mowia rdzenni mieszkancy Home Counties. Ale "najczystszy" to tez
                    jest pojecie wzgledne.
                    • mysz2006 Re: Estuary English ?! 12.10.06, 21:57
                      donat351 napisal:

                      >w Birmingham smieja sie z tego
                      jak mowia w Black Country, z Leeds smieja sie wszyscy.

                      Donat, to Ty nie wiesz ze kpiny z akcentu innego shire to jest narodowe
                      angielskie hobby, pomijajac ze z tego najlatwiej gag komiediowy zrobic? A tak a
                      propos to Black Country zaczyna sie tuz na zachod od Birmingham, blizej niz
                      rzut beretem. Az takie wielkie te roznice w akcencie? wiem ze Wolverhampton to
                      ma bardzo specyficzny akcent, ale nie az tak znow rozniacy sie od Birmingham,
                      oswiec mnie wiec troche, jak to wlasciwie jest?.
                      • donat351 Re: Estuary English ?! 13.10.06, 09:42
                        rozmawialem z czlowiekiem z Black Country i z Birmigham. Oni tam sie strasznie
                        nie kochaja i mowi sie inaczej, ale to opinie 2 osob. Nic nie czytalem na ten
                        temat.

                        prztlumaczylem kiedys wierszyk napisany w dialekcie z Black Country na ang,
                        fascynujace
                    • vierablu Re: Estuary English ?! RP? 13.10.06, 15:39
                      Co to jest to RP o ktorm piszecie?
                      • pyza_uk Re: Estuary English ?! RP? 13.10.06, 16:10
                        Received Pronunciation
                        www.bbc.co.uk/dna/h2g2/classic/A657560
                        • jaleo Re: Estuary English ?! RP? 13.10.06, 16:50
                          Z podanego przez Ciebie linku dowiedzialam sie, ze lingwisci definiuja Estuary
                          English jako cos co ja bym nazwala Home Counties English, co mnie troche
                          uspokoilo ;-) Bo juz sie balam, ze za "poprawny angielski" zostaje uznane to,
                          co potocznie sie nazywa Estuary, eksponowane np. przez Beckhama, albo ze
                          poprawnie mamy mowic "am I bovvered?" albo "ya 'avin a larv ain't ya" :-)))
                  • monia72 Re: obys cudze dziei uczyl... 13.10.06, 11:39
                    Tez bylam przez lata nauczycielem. A dzieci dziela sie (wg rodzicow) na cudze i
                    cudowne...
              • princessjobaggy A propos porawiania bledow 13.10.06, 14:21
                Steph, to tak a propos tych apostrofow mi sie przypomnialo. Moj nie-maz bardzo
                czesto nie poprawia wszystkich bledow podczas sprawdzania zeszytow uczniow.
                Dlaczego? Poniewaz jest ich zbyt duzo na jednej stronie. Jezeli istnieje
                mozliwosc, ze poprawiana strona moglaby byc zbyt czerwona, nauczyciel musi
                swiadomie ominac niektore bledy, zeby uczen nie poczul sie zle. Tak! Wtedy taki
                nauczyciel musi wybrac, ktore bledy sa bardziej, a ktore mniej wazne! Kto wie
                czy wlasnie nie z tego powodu Twojej corki wypracowanie nie zostalo dokladnie
                poprawione.

                Widzisz Steph, Ty mozesz miec swoje wizje ksztalcenia dzieci, a szkoly i tak
                maja pewne wyznaczniki, ktorych nauczyciele musza przestrzegac. W szkole mojego
                narzeczonego dodatkowo zaleca sie na przyklad uzywanie zielonego dlugopisu
                zamiast czerwonego, bo czerwony zle sie uczniom kojarzy i jest zbyt widoczny
                przy duzej ilosci bledow. Dla mnie to bzdura, ale tak jest i koniec. W
                momencie, kiedy do mojego nie-meza przyszedlby rodzic wsciely na to, ze nie
                wszystkie bledy zostaly poprawione, bedzie on mial zwiazane rece. Gdybys to
                byla Ty, pewnie bys powiedziala, ze powinni go wyrzucic, poniewaz jest Polakiem
                i nie poprawil bledow, bo ich nie zauwazyl, poniewaz za slabo zna jezyk, czyz
                nie?
                • vierablu Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 15:38
                  > Steph, to tak a propos tych apostrofow mi sie przypomnialo. Moj nie-maz
                  bardzo
                  > czesto nie poprawia wszystkich bledow podczas sprawdzania zeszytow uczniow.
                  > Dlaczego? Poniewaz jest ich zbyt duzo na jednej stronie. Jezeli istnieje
                  > mozliwosc, ze poprawiana strona moglaby byc zbyt czerwona, nauczyciel musi
                  > swiadomie ominac niektore bledy, zeby uczen nie poczul sie zle.

                  Powiedz prosze, ze to zart.
                  • aniaheasley Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 16:28
                    Moge potwierdzic na podstawie kilkuletniego przegladania zeszytow syna, ze to
                    nie zart. Gdyby nauczyciel poprawial wszystkie bledy ortograficzne i
                    interpunkcje w przypadku creative writing, wtedy taki 8-9 latek zalamalby sie
                    ze jest do niczego. A dzieci trzeba zachecac i chwalic. Na szlifowanie
                    ortografii typu zero tolerance przyjdzie czas za pare lat.
                    • vierablu Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 16:47
                      Za pare lat w stosunku do 8-9 latka?
                      To moim zdaniem zdecydowanie za pozno.
                      Raz nabyte zle nawyki zdecydowanie trudniej wykorzenic.

                      To juz raczej moglabym zrozumiec poprawianie wszystkich beldow przy creative
                      writing, ale nie branie tych bledow pod uwage przy ocenie.

                      No ale teraz juz wiem, dlaczego ja, cudzoziemka robie mniej bledow niz moi
                      koledzy i kolezanki w pracy! :)
                      No ale dla rownowagi strasznie wytrzeszczaja oczy, jak mowie - widocznie pomaga
                      im to zrozumiec moja zdecdowanie niedoskonala wymowe :)
                      • jaleo Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 16:55
                        vierablu napisała:

                        > > No ale teraz juz wiem, dlaczego ja, cudzoziemka robie mniej bledow niz moi
                        > koledzy i kolezanki w pracy! :)

                        U Brytyjczykow w ogole ortografia, slusznie czy nie, ma duzo mniejsze znaczenie
                        niz u Polakow, i robienie bledow ortograficznych, jesli w ogole jest
                        jakimkolwiek obciachem, to na pewno nie az takim, jak w Polsce. I masz racje,
                        ze obcokrajowcy bardzo czesto maja lepszy spelling, wynika to po czesci ze
                        sposobu przyswajania jezyka (wymowa i spelling jednoczesnie) a po czesci z
                        kultrowej dbalosci o ortografie.

                        Chociaz gdyby brac np. fora internetowe jako wskaznik, to tez mi sie wydaje, ze
                        we wspolczesnej Polsce ortografia nie jest juz tak wazna jak kiedys, a robienie
                        bledow nie jest juz traktowane jak powazna gafa.
                      • aniaheasley Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 17:08
                        Ale przeciez nie wystawia sie za to ocen, tylko sie pisze pod wypocinami jakis
                        komentarz typu 'well done, really interesting story!'

                        A to niepoprawianie wszystkich bledow to tzw. metoda nauczania pisania na
                        zasadzie stopniowych przyblizen do idealu.
                    • mysz2006 Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 17:03
                      oczywiscie ze dzieci trzeba zachecac i chwalic, ale aspekty ortografii,
                      interpunkcji itd ktore byly na formalnych lekcjach jezyka trzeba chyba w jakis
                      sposob egzekwowac. Jesli dziecku zbyt dlugo pozwala sie zeby niepoprawnie
                      pisalo jakis wyraz, bardzo trudno bedzie mu sie przestawic na poprawna pisownie.
                      Jesli notorycznie np. nazwy panstw pisze z malej litery - tez trudniej mu
                      bedzie sie potem od tego odzwyczaic. Podobnie z intepunkcja.

                      U moich dzieci w szkole nauczycielka pod wypracowaniem wypisuje wyrazy ze zlym
                      spellingiem i dziecko jako prace domowa te wyrazy 5 razy przepisuje. Jesli robi
                      bledy interpunkcji (przerabianej), zadaje dodatkowe cwiczenie. Jesli tego sie
                      za duzo nazbiera rozklada cwiczenia na 2-3 dni, albo daje na week-end.
                      Dzieci ktore mialyby cale wypracowania pokreslone na czerwono ze wzgledu na
                      ortografie itp maja dodatkowe zajecia z danej 'dziedziny'. Moim zdaniem taka
                      metoda sie sprawdza i nie wprowadza dziecka w stresy.
                      Pod wypracowaniem nauczycielka pisze komentarz, ktory jest *zawsze* pozytywny,
                      zreszta wiecie jak ostro sa na to nauczyciele uczuleni, w kazdej pracy pisemnej
                      sa jakies plusy i te wlasnie aspekty nauczyciel uwypukla utrzymujac rownowage.
                      • izabelski Re: A propos porawiania bledow 14.10.06, 22:16
                        u mojej 9 letniej corki w szkole odkadpisza creative stories zawsze wszystkie
                        bledy interpunkcyjne i gramatyczne sa poprawiane
                        podoba mi sie metoda, o ktorej piszesz myszo - moze zaproponuje w mojej szkole -
                        chociaz mam wyjatkowe szczescie poki co mala prawie nie robi bledow
                • steph13 Re: A propos porawiania bledow 13.10.06, 16:21
                  princessjobaggy napisała:

                  > Steph, to tak a propos tych apostrofow mi sie przypomnialo. Moj nie-maz
                  bardzo czesto nie poprawia wszystkich bledow podczas sprawdzania zeszytow
                  uczniow. Dlaczego? Poniewaz jest ich zbyt duzo na jednej stronie. Jezeli
                  istnieje mozliwosc, ze poprawiana strona moglaby byc zbyt czerwona, nauczyciel
                  musi swiadomie ominac niektore bledy, zeby uczen nie poczul sie zle. Tak!
                  Wtedy taki nauczyciel musi wybrac, ktore bledy sa bardziej, a ktore mniej
                  wazne! Kto wie czy wlasnie nie z tego powodu Twojej corki wypracowanie nie
                  zostalo dokladnie poprawione.

                  OK princess, wiem, ze istnieja rozne, moim zdaniem kretynskie przepisy w/g
                  ktorych wszyscy sa orlami i nikomu krzywdy nie mozna sprawic zwroceniem uwagi
                  na bledy lub nie daj Boze niska ocena. To paranoja ostatnich kilku lat. Poza
                  tym, zalezy o jakim etapie szkolnictwa mowimy. Bo jesli ktos przygotowuje
                  mlodziez do GCSE to chyba juz nie powinien sie zbyt martwic jak uczen zareaguje
                  na poprawke, jakimkolwiek kolorem piora, bo na tym etapie mozna juz chyba
                  wymagac jakiejs poprawnosci jezykowej.
                  >
                  > Widzisz Steph, Ty mozesz miec swoje wizje ksztalcenia dzieci, a szkoly i tak
                  > maja pewne wyznaczniki, ktorych nauczyciele musza przestrzegac. W szkole
                  mojego narzeczonego dodatkowo zaleca sie na przyklad uzywanie zielonego
                  dlugopisu zamiast czerwonego, bo czerwony zle sie uczniom kojarzy i jest zbyt
                  widoczny > przy duzej ilosci bledow. Dla mnie to bzdura, ale tak jest i koniec.
                  W momencie, kiedy do mojego nie-meza przyszedlby rodzic wsciely na to, ze nie
                  wszystkie bledy zostaly poprawione, bedzie on mial zwiazane rece.

                  Na szczesie uchowaly sie jeszcze gdzieniegdzie szkoly gdzie az tak literalnie
                  nie biora sobie do serca dyrektyw z gory i nadal klada nacisk na prawdziwy
                  postep uczniow. Rodzice w takich szkolach sami domagaja sie prawdziwego obrazu
                  sytuacji zamiast przelykac urzedowy fudge i poklepywac sie wzajemnie po
                  plecach.

                  byla Ty, pewnie bys powiedziala, ze powinni go wyrzucic, poniewaz jest Polakiem
                  > i nie poprawil bledow, bo ich nie zauwazyl, poniewaz za slabo zna jezyk, czyz
                  > nie?

                  Nie, nie tak szybko princess. Mysle, ze poprosilabym go, zeby w wypadku moich
                  dzieci kreslil na czerwono wedlug potrzeby, chociazby dlatego, zeby w
                  przyszlosci nie wytykano im takich podstawowych bledow na przyklad na uczelni.
Pełna wersja