Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii...

23.10.06, 20:21
I jestem z tego bardzo zadowolona :-)
news.bbc.co.uk/1/hi/england/6075774.stm
    • azbestowestringi Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 23.10.06, 21:55
      ja tez w spokojnym North East

      pozdrawiam i zapraszam
    • misi24 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 14:15
      ja jestem w anglii od tyg pryzjechala z synkiem do mza tez zadupie i nie wiem
      czy mi sie tu spodoba chcialabym napisac tak jak ty ze jestem z tego zadowolona
      same owce i barany zero ludzi. straszne jak tu zyc???
      • azbestowestringi Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 14:52
        cale zycie mieszkalam w centrum warszawy. wyprowadzilam sie na wies - 30kilka
        chalup, do sklepu 3,5mili, wszedzie wrzosowiska, las na koncu doliny, owce,
        krowy i dzikie kroliki. pieknie!
        a zyc sie da, czemu nie? oczywiscie dobrze jest miec na "zadupiu" jakis
        samochod, ewentualnie miec niedaleko jakis publiczny srodek transportu.
        • ralphos Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 20:09
          Azbestowestringi, mam tak samo! Całe życie w Warszawie, a teraz na obrzeżach
          małego miasteczka. Super!
          Niestety znalazłem lepszą pracę i muszę się przeprowadzić do Milton Keynes :(
          Mam nadzieję że wynajmę coś w okolicy, a nie w samym mieście.
    • al.1 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 17:57
      Szkocja? :)

      Ja moze nie az na zadupiu, ale na przydupiu.

      Zadowolenie srednie.
      +em jest to, ze blisko Folkestone i Dover wiec latwy skok na Francje.
      • jaleo Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 18:44
        Hmm, okolice Dover to raczej wg tych badan "tranquil" nie sa, wrecz odwrotnie...

        Co do mieszkania w "England's most tranquil area", to minusy sa takie, ze
        niestety bez samochodu ani rusz. Nawet powiedzialabym bez dwoch samochodow w
        rodzinie ani rusz, bo komunikacja publiczna jest bardzo szczatkowa (i droga).
        Jak sie lubi "wychodzic" wieczorami, albo jest sie osoba samotna, to w takim
        tranquil area mozna sie poczuc bardzo wyizolowanym, bo w okolicy jest np. jeden
        wioskowy pub i nic poza tym.
        A plusy - brak ruchu na dorgach - ja dojezdzam 15 - 20 do pracy w Newcstle.
        Swietne warunki dla dzieci, swieze powietrze i duzo zieleni. Dobre szkoly
        nieprzepelnione, bo zaludnienie male. Niektore szkoly wrecz sie bija o dzieci,
        bo jak za malo dzieci w wioskowej szkole, to jest grozba zamkniecia. Zycie sie
        toczy powoli i niestresujaco. Oczywiscie ta cala niezniszczona przyroda w
        zasiegu reki.
        I akurat w moim konkretnym przypadku, jak mam ochote wypasc do kina, teatru, na
        koncert, to Newcastle jest oddalone o pol godziny jazdy samochodem (po pustych
        drogach ;-), ale oczywiscie jak sie chce wypic to tylko taksowka spowrotem, za
        prawie £30....
        • al.1 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 19:01
          jaleo napisała:

          > Hmm, okolice Dover to raczej wg tych badan "tranquil" nie sa, wrecz
          odwrotnie..

          Siur. Ale ja mieszkam w Dymchurch. Z grubsza miedzy Hythe a New Romney. Autem
          to sie szybko dojezdza. Trzeba tylko uwazac zeby lusterek nie poobrywac w
          parkujacych na ulicy calym obwodem autach, przez co robi sie cholernie wasko.
          • mama5plus Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 30.10.06, 13:48
            al.1 napisał:

            Ale ja mieszkam w Dymchurch. Z grubsza miedzy Hythe a New Romney.

            Ej no...to zadne zadupie ani nawet przydupie. Bardzo ruchliwa okolica.
            (mieszkalam w Hythe i znam te rejony az gdzies do Rye czy nawet Hastings)
            To nie wiesz chyba jeszcze co to zadupie ;)
            Ktorego zadupiankom zazdroszcze choc mieszkam we wsi ale to jednak Kent a nie
            Lake District, albo szkockie wysepki, ktore nam sie by marzyly. Czy chocby
            Walia gdzie mieszkalismy przez lat pare.
        • konstruktorka1 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 27.10.06, 18:03
          Kocham moje zadupie chociaz Anglicy go nie cierpia
          www.konstruktorka.blox.pl/
    • eni7.08 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 26.10.06, 19:32
      my mieszkamy w Preston ale tak na koncy prawie wiec jedziemy 5 minut i tez owce
      i barany.Ale chcielibysmy mieszkać na zadupiu zeby nam owce i koza rano do okna
      pukały.Kucyk i osiolek mili widziane.Ale te angole tyle chca za kawałek pola ze
      w miescie to 2 domy kupisz...
    • robcio63 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 27.10.06, 19:41
      Ja niby nie mieszkam na takim zadupiu ani tu krów ani owiec 20 min. od centrum
      Bristolu. Do sklepów też niby nie daleko pare minut piechotą. Ale to nie to
      samo. Tez jestem z Warszawy z samego centrum - Żelazna stad czasem wielka
      nostalgia i ogromna tęsknota za tramwajami i naszymi korkami.Poza tym robię od
      przyjazdu tzn. od prawie 5 miesiecy za kurę domową i nawet rzadko sie ruszam
      poza dom.Starsi synowie chodzą do szkół, mąż całe dnie w pracy - maja swój świat
      , kolegów a ja z maluchami wkoło to samo. Ale to nasz wybór póki co musi tak
      być.I tak jest nam tu lżej żyć. Od kiedy mam neta i mogę czytać fora o wiele
      łatwiej. Pozdrawiam wszystkie dziewczyny z Warszawy. A swoją drogą ciekawa
      jestem skąd jesteście tak dokładniej. Ale nas po tym świecie rozrzuciło.
      • eballieu Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 29.10.06, 22:07
        Nie. Na zadupiu wedlug tej mapy nie mieszkam. Ale 8 mil do najblizszego sklepu
        mnie wykancza. Lubie mleko do kawy. Tu zaczelam mrozic. Albo prosic, tych co do
        mnie jada - przywiez mleko.
        Ja nie mam dosc, bo wiem, ze to tymczasowosc. Ale na zawsze lub na wiecej niz
        dwa lata, to ja tak nie chce.
        Tu zaczelam uwazac, ze to normalne jezdzic regularnie 25 km w jedna strone do
        kogos na kawe i ciacho.
        Ba, ja po rybe i do cukierni jade 25 km w jedna strone. Dobrze, ze to w ta sama
        strone.
        Ja nie nadaje sie na zycie na odludziu.

        • dorotus76 Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 29.10.06, 23:14
          A ja mieszkam na zadupiu...w Walii.
          Wokół tylko lasy, koniki i owce...
          Do najbliższej wioski ze sklepem 3,5 mili.
          Też sie ciężko przyzwyczaić, ja - wychowana w PL w 100 tys mieście, studiowałam
          w jeszcze wiekszym, bo w 500 tys.
          Ale po ślubie, coraz dalej od ludzi żyjemy :), a to głównie ze wzg na pracę
          męża.
          Też tęsknię czasami za komunikacją miejską, za wieczornymi spacerami po
          mieście...i za tym wszystkim co przypomina mi dawne czasy.
          Czasem sie boję, że juz tam nie wrócę, ale odganiam ta myśl, bo wiem, że to
          tylko wspomnienia, fakt-dobre wspomnienia, ale na ich bazie nie moge budować
          przyszłości, którą chce dla dzieci zbudować tu.
          Tylko czasem przeraża mnie myśl, że moje córki sie przyzwyczają do życia na
          odludziu.
          Nie no, zbyt nostalgicznie pojechałam :)

          pozdróffka
    • kabushka Re: Mieszkam na najwiekszym zadupiu w Anglii... 30.10.06, 17:35
      Ja moze nie mieszkam na zadupiu (Derby);-), ale mam pytanie jak najbardziej w
      temacie. ;-)
      Czytam kolejny raz Rain Mana, z tym ze pierwszy raz po angielsku. I trafilam na
      takie zdanie: "They were, needless to say, somewhere at the ASS-END of nowhere
      on a really deserted stretch of nothing."
      I wlasnie: czy te ass-end znaczy "zadupie"? Tak mysle... :-) W slowniku nie
      znalazlam, ale kontekst wskazuje wlasnie na to znaczenie... Mam racje?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja