Czy w Anglii leczy sie nadzerke?

26.01.07, 14:19

Z rozmow z Angielkami wnioskuje ze to tylko polska przypadlosc. One
(Angielki) nadzerki nigdy nie mialy, nigdy o niej nie slyszaly i nie slyszaly
tez zeby ktos z ich znajomych mial. W przeciwienstwie do moich polskich
znajomych wsrod ktorych chyba kazda nadzerke w jakims etapie swojego zycia
miala albo chociaz slyszala ze ktos inny mial...

Jak to jest?
    • yadrall Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 26.01.07, 14:47
      Nie wiem czy angielki maja nadzerke,ale ja w UK wyleczylam moja "polska"
      nadzerke. W Pl chodzilam do ginka regularnie i on nie "widzial" klopotu. Nawet
      gdy zglaszalam,ze mam krwawienia po stosunku (dodam,ze chodzilam prywatnie).
      Gdy przyjechalam do UK,a objawy nadal sie utrzymywaly poszlam do GP. Pobral
      cytologie i skierowal do specjalisty. Tam zmiane potraktowano laserem i po
      jakis dwuch tygodniach zapomnialam o klopocie. Dodatkowo po 6 tyg dostalam
      zaproszenie na kontrole. Dodam,ze jak w czasie urlopu bylam w PL i odwiedzilam
      ginka (innego) to stwierdzil,ze nadzerka jest super zrobiona.
      • lol21ndm Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 26.01.07, 22:31
        U mnie polska ginekolog stwierdzila (prywatne badanie podczas wakacji w PL)
        nadzerke II stopnia. To bylo trzy lata temu. Nic nie zdazylam zrobic w PL, bo
        wlasnie wyjezdzalam. Specjalistka nakazala mi, ze koniecznie musze to wyleczyc
        ASAP, wiec po powrocie do UK poszlam do mojego GP. Powiedzial, ze tego sie nie
        leczy. Wkurzylam sie, ale potem zapomnialam. Podczas mojej nastepnej obecnosci
        w PL poszlam skonsultowac ponownie - nadzerki nie bylo. :)
        • kott2 Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? do lol21 28.01.07, 23:52
          I mialas wielkie szczescie ze nie zaczeli ci tego "leczyc " .

          Niestety , te "nadzerki" to najczesciej fatamorgana polska , "leczona"
          boli + kosztuje i zdrowie rujnuje ( to odnosi sie do 85% polskich
          "przypadkow")
      • country_grill Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 26.01.07, 22:36
        W Polsce tez stosuje sie laser, tyle ze niechetnie ze wzgledu na mozliwe
        powiklania oraz to, ze w wielu przypadkach nadzerka zwyczajnie sie wchlania, czy
        zagaja, czy jak to sie zwie, w kazdym razie samoistnie sie wylecza. Za to dosc
        powszechnie stosuje sie specyfik, ktorego nazwy nie pamietam, ale doskonale
        pamietam, ze 2 ampulki kosztowaly 140zl.
        A czy Angielki nie maja nadzerki? Skoro maja laser i wiedza jak go uzywac, to
        pewnie nie raz juz to robili :) No chyba nie sprowadzili go specjalnie dla
        polskich emigrantek :)))
    • anya.po.prostu Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 27.01.07, 01:38
      ja stawiam na to, że Angielki nie wiedzą, że mają ;)

      ostatnio czytałam jakieś statystyki, że prawie połowa kobiet w UK, które powinny się poddawać cytologii nie robi tego gdyż uważa, że to badanie jest zbyt... pogwałcające ich intymność.

      moja ginekolog w Polsce też mi wypatrzyła małą nadżerkę, ale była na tyle mała, że kazała mi tylko ją obserwować. Potem wyjechałam i od kilku lat nikt mi "tam" nie zaglądał.
      Oczywiście mówiłam swojemu lekarzowi, ale stwierdził, że skoro nie mam żadnych poważnych dolegliwości to nie ma potrzeby badania ginekologicznego. (plamienie poza okresem to nie jest poważna dolegliwość)

      Widocznie w UK wszystkie choroby objawiają się miganiem czerwonej diody na czole, żeby nasz GP dokładnie wiedział kiedy wysłać nas do specjalisty. ;)
      A profilaktyka zdrowotna to chyba tylko wymysł polskich hipochondryczek :PPP
      • basiak6 dane o cytologi... 27.01.07, 09:17
        anya.po.prostu napisała:

        >
        > ostatnio czytałam jakieś statystyki, że prawie połowa kobiet w UK, które
        powinny się poddawać cytologii nie robi tego gdyż uważa, że to badanie jest
        zbyt... pogwałcające ich intymność.
        >

        Ale to chyba nie sa statystyki dotyczace cytologii?
        69-78% to nie jest prawie polowa, tylko nadal spora wiekszosc:)

        "The NHS Cancer Screening Programme says the number of women aged 25 to 29 who
        attended last year was down to 69%, compared to 79% 10 years ago. Experts say
        women may have problems getting appointments, and be less aware that cervical
        cancer can be fatal.
        Julietta Patnick, director of the NHS Cancer Screening Programmes, said: "We are
        currently exploring the reasons why women don't attend for cervical screening
        and our preliminary results indicate that they think it may hurt or that the
        experience will be embarrassing."
        Women aged between 25 and 64 are invited for smear tests every three to five years.
        Attendance is also falling in women aged 30 to 34, down from 84.3% in 1995 to
        78% in 2005/6."

        Wniosek taki ze nadal spora wiekszosc kobiet na te testy chodzi:)

        news.bbc.co.uk/1/hi/health/6286095.stm
      • jaleo Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 27.01.07, 12:21
        anya.po.prostu napisała:

        > ja stawiam na to, że Angielki nie wiedzą, że mają ;)
        >
        > ostatnio czytałam jakieś statystyki, że prawie połowa kobiet w UK, które
        powinn
        > y się poddawać cytologii nie robi tego gdyż uważa, że to badanie jest zbyt...
        p
        > ogwałcające ich intymność.

        Nawet gdyby to byla "prawie polowa", to i tak sprawa cytologii nie wyjasnia to
        polskiej czestej diagnozy nadzerek, bo w Polsce jeszcze mniej kobiet chodzi na
        regularne kontrole do ginekologa, a o ile sie nie myle, w Polsce tylko u gina
        mozna zrobic cytologie. Gdzies mi sie "obilo o oczy", ze 40%. Ale
        rzeczywiscie jesli wierzyc "anectodal evidence" z rozmow albo z lektury for
        kobiecych, to prawie kazda albo miala nadzerke, albo wlasnie ma, albo ktoras ze
        znajomych miala.

        Generalnie z tutejszych brytyjskich poradnikow wynika, ze wedlug evidence based
        medicine, nadzerki bezobjawowej i z dobra cytologia sie nie leczy, gdyz nie ma
        wymiernych korzysci. Rowniez niektore przypadki, gdzie sa objawy, ale
        cytologia jest OK, tez sie "daje na przetrzymanie", gdy np. kobieta jeszcze nie
        rodzila a planuje ciaze. Na sasiednim forum "Matki Polki" pisuje polska GP
        pracujaca w UK, i cos tam niedawno na temat nadzerek pisala, wiec radze tam
        zajrzec jak ktos ma pytania, po wyjasnienia z "pierwszej reki".

        Zastanawiam sie tez, ile tych zabiegow wypalania nadzerki w Polsce jest
        robionych panstwowo, a ile prywatnie - wcale bym sie nie zdziwila, gdyby
        wiekszosc tych zabiegow byla prywatnych. W UK rowniez mozna sobie prywatnie
        wypalic nadzerke, ale dobry lekarz powinien wyjasnic wszystkie za i przeciw, bo
        chyba nie jest to takie proste jak tylko "jest nadzerka - nalezy usunac".
        • anya.po.prostu Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 27.01.07, 19:57
          basia, ja co prawda nie z bbc to wzięłam tylko z jakiejś gazety, no i tam napisali, że prawie połowa... może sugerowali się tym, że 68% to bliżej do 50%, nie wiem. W każdym razie istotne jest to, że ta liczba ma tendencję spadkową i coraz mniej kobiet badania robi.

          a co do związku z nadżerką to chodziło mi raczej o to, że skoro tutaj kobiety mają jakieś opory przed pobraniem próbki cytologicznej to nic dziwnego, że mogą nawet nie wiedzieć że mają nadżerkę.

          nie upieram się czy nadżerkę należy leczyć czy nie, bo się na tym po prostu nie znam.
          Nadżerka wykrywana jest tylko przy badaniu ginekologicznym, a tutaj do ginekologa można dostać się tylko po przebiciu się przez szczelną zasłonę GP. Stąd wnioskuję, że przeciętna Angielka, która żyje sobie kilka-kilkanaście lat bez badań ginekologicznych może po prostu nie mieć pojęcia co się w niej w środku dzieje.

          Wiem, że wiele z Was uważa iż Polacy przeginają z lekarzami w drugą stronę. I po części się z tym zgadzam. Ale na przykład uważam, że rutynowe badanie piersi u ginekologa jest bardzo dobrym pomysłem.
          I bardzo niepokojące moim zdaniem jest to, że tutaj można dostać pigułki antykoncepcyjne na podstawie 10 minutowej rozmowy z pielęgniarką. Bez żadnych badań. A jak jedne źle znosisz to równie łatwo zmieniasz na inne. Oczywiście znów bez żadnych badań. I tak sobie możesz eksperymentować latami za poradą lekarza dopóki albo nie trafisz na te, które dobrze tolerujesz albo nie rozstroisz totalnie swoich hormonów.

          Sorry, tak zbaczam z tematu, ale moim zdaniem to trochę obrazuje tutejsze podejście do spraw zdrowia.
          • jaleo co do badan do tabletek... 28.01.07, 12:03
            Znowu, wg. evindence based medicine, jedyne badania, jakie maja znaczenie przed
            doborem tabletek to cisnienie, BMI, cytologia (wszystko to i tak powinno byc w
            miare up to date karcie pacjenta) i wywiad czyli historia medyczna, inne
            badania nie maja udowodnionej przydatnosci do przewidywania czegokolwiek jesli
            chodzi o "dopasowanie" tabletek, sa w zwiazku z tym tylko niepotrzebnym
            wyciaganiem pieniedzy.

            Pamietam tez, jak pisala o tym wczesniej wspomniana przeze mnie lekarka na
            sasiednim forum - wygladalo na to, ze w Polsce panstwowo to tez tych badan nie
            robia na prawo i lewo przed tabletkami, wiec tutaj pod tym wzgledem jest
            podobnie.
            • anya.po.prostu Re: co do badan do tabletek... 28.01.07, 17:25
              jaleo napisała:
              > Znowu, wg. evindence based medicine, jedyne badania, jakie maja znaczenie
              > przed doborem tabletek to cisnienie, BMI, cytologia (wszystko to i tak
              > powinno byc w
              > miare up to date karcie pacjenta) i wywiad czyli historia medyczna, inne
              > badania nie maja udowodnionej przydatnosci do przewidywania czegokolwiek jesli
              > chodzi o "dopasowanie" tabletek, sa w zwiazku z tym tylko niepotrzebnym
              > wyciaganiem pieniedzy.

              No cóż, absolutnie się z tym nie zgadzam. Wokół pigułek jest akurat tyle kontrowersji, że zawsze można znaleźć sobie takie badania, które najbardziej podpasują do potrzeb.
              Skoro uważasz, że w PL zaleca się robienie badań hormonalnych po to by wyłudzić pieniądze od pacjentów (co nie znaczy oczywiście, że każdy i wszędzie je robi)
              To równie dobrze można stwierdzić, że tutaj zaleca się podawanie pigułek od ręki, po to, żeby zaoszczędzić państwowych pieniędzy na te badania.

              Z tego co się orientuję to nie jesteś lekarzem, ja zresztą też nie. Więc raczej nie rozstrzygniemy czy badania hormonalne są rzeczywiście konieczne czy nie. Możemy tylko sobie się powoływać na takie czy inne źródła.
              I tu nasuwa mi się porównanie jak lobby tytoniowe przez długi czas skutecznie podważało badania stwierdzające, że papierosy uzależniają i powodują raka.
              Albo jak producenci środków czyszczących zawierających DDT manipulowali badaniami i udowadniali, że środek jest całkowicie bezpieczny. Dopiero po latach okazało się, że powoduje on trwałą niepłodność u córek kobiet, które go stosowały.

              Ja od kilku lat biorę różne pigułki i widzę jak reaguje na nie moje ciało. Raz lepiej raz gorzej. A przecież ja jestem w stanie dostrzec tylko jakieś zewnętrzne objawy czy dolegliwości. Ale nawet te objawy nie są dla lekarza wystarczającą podstawą do skierowania na badania, a tylko do zmiany leku na inny i dalszego eksperymentowania na mojej wątrobie.
              Wydaje mi się, że branie leków hormonalnych przez długie lata (tu przecież nikt nie zaleca nawet przerw w pigułkach!) jest na tyle poważną ingerencją w organizm, że po prostu nie wierzę, iż zważenie i zmierzenie ciśnienia wystarcza. Gospodarka hormonalna jest przecież tak delikatnym mechanizmem i ma wpływ na wszystko, począwszy od naszego nastroju po raka piersi.

              Oczywiście nie twierdzę, że każdy lekarz w PL gruntownie Cię przebada zanim przepisze pigułki. W PL najpierw trzeba znaleźć lekarza, który bez kazania pigułki da ;) Albo iść prywatnie.
              • jaleo Re: co do badan do tabletek... 29.01.07, 18:21
                Ile kobiet ma bezobjawowe problemy hormonalne? Chyba bardzo niewiele. Za to
                wiele kobiet ma problemy z tolerancja tabletek, w zaleznosci od rodzaju, a
                nawet marki. Czy rutynowe badanie hormonalne pozwala na lepsze dobranie
                tabletki?


                anya.po.prostu napisała:


                >
                > Z tego co się orientuję to nie jesteś lekarzem, ja zresztą też nie. Więc
                raczej
                > nie rozstrzygniemy czy badania hormonalne są rzeczywiście konieczne czy nie.

                Ale przeciez lekarze to juz rozstrzygneli, poczytaj sobie oficjalne poradniki
                dla pacjentow, sygnowane przez NICE. Jesli nie masz ku temu wskazan typu
                historia chorob lub objawy nierownowagi hormonalnej, to nie jest to konieczne.
                Nawet jak zapytasz lekarza, czy warto to robic prywatnie, to tez Ci powie, ze
                nie warto. Wiec to nie jest wymysl panstwowej sluzby zdrowia, to jest ebm.

                Oczywiscie, jesli komus jest to potrzebne dla wewnetrznego spokoju, to
                prywatnie badania poziomu hormonow jest akurat bardzo latwo zrobic, ale
                przynajmniej nikt Ci nie wmawia, ze "trzeba", i ze to w czyms "pomaga".

                Zreszta, jak dziewczyny pisza, w Polsce jest bardzo podobnie, i przypuszczam,
                ze w wiekszosci innych krajow rowniez. Dlatego mnie zdziwilo
                Twoje "zdziwienie" ze nie zrobiono Ci badan hormonalnych, jesli nie bylo ku
                temu wskazan.
                • anya.po.prostu Re: co do badan do tabletek... 29.01.07, 22:28
                  jaleo napisała:

                  > Ile kobiet ma bezobjawowe problemy hormonalne? Chyba bardzo niewiele. Za to
                  > wiele kobiet ma problemy z tolerancja tabletek, w zaleznosci od rodzaju, a
                  > nawet marki. Czy rutynowe badanie hormonalne pozwala na lepsze dobranie
                  > tabletki?
                  >

                  To zależy co zdefiniujemy jako bezobjawowe problemy hormonalne. Czy rak jajników lub piersi, który rozwija się bezobjawowo przez kilka lat i może być powiązany z zażywaniem tabletek to problem hormonalny?
                  Wystarczy zajrzeć na jakiekolwiek forum kobiece czy pogadać z koleżankami. Chyba jest właśnie odwrotnie. Bardzo niewiele jest kobiet które nie miało lub nie ma jakiś problemów z dobraniem i tolerancją tabletek.
                  Czy w tej sytuacji rutynowe dawanie w czambuł każdej pacjentce Microgynonu jest lepszym rozwiązaniem?
                  Na moją logikę, skoro jest taka różnorodność tabletek i tak indywidualna tolerancja to chyba po to, żeby dla każdej kobiety dopasować jak najlepszy środek. Tylko na miłość boską nie metodą króliczka doświadczalnego!

                  > Ale przeciez lekarze to juz rozstrzygneli, poczytaj sobie oficjalne poradniki
                  > dla pacjentow, sygnowane przez NICE. Jesli nie masz ku temu wskazan typu
                  > historia chorob lub objawy nierownowagi hormonalnej, to nie jest to konieczne.

                  I tu nasuwa mi się porównanie jak lobby tytoniowe przez długi czas skutecznie podważało badania stwierdzające, że papierosy uzależniają i powodują raka.
                  Albo jak producenci środków czyszczących zawierających DDT manipulowali badaniami i udowadniali, że środek jest całkowicie bezpieczny. Dopiero po latach okazało się, że powoduje on trwałą niepłodność u córek kobiet, które go stosowały.


                  To co przytoczyłam powyżej to są fakty. Kłamstwa wielkich korporacji, za które wielu ludzi zapłaciło zdrowiem i życiem. O tych przynajmniej wiemy już teraz napewno.
                  Tak jak pisałam wyżej, wokół pigułek ciągle jest mnóstwo kontrowersji.
                  Nazwij mnie paranoiczką, ale ja niestety nie posiadam ślepej i bezgranicznej wiary w to co akurat TERAZ jest wydawane w oficjalnych poradnikach.
                  Medycyna cały czas posuwa się na przód i nigdzie nie jest zagwarantowane, że za kilka lat lub w pokoleniu naszych dzieci nie okaże się, że jakieś nieprawidłowości są spowodowane beztroskim wydawaniem jednakowych pigułek dla każdej kobiety.

                  Wydaje mi się, że branie leków hormonalnych przez długie lata (tu przecież nikt nie zaleca nawet przerw w pigułkach!) jest na tyle
                  poważną ingerencją w organizm, że po prostu nie wierzę, iż zważenie i zmierzenie ciśnienia wystarcza.

                  Oprócz tego co mówi lekarz trzeba chyba mieć jeszcze zdrowy rozsądek i umieć słuchać sygnałów swojego ciała.
                  I jeśli moje ciało wyraźnie się buntuje przy kolejnym eksperymentowaniu z nowymi tabletkami to raczej głupio to ignorować. Nawet jeśli lekarz wmówi, że tak "trzeba", żeby się nie przejmować, bo takie ma wytyczne i chce się mnie szybciej pozbyć z gabinetu.

                  > Zreszta, jak dziewczyny pisza, w Polsce jest bardzo podobnie, i przypuszczam,
                  > ze w wiekszosci innych krajow rowniez. Dlatego mnie zdziwilo
                  > Twoje "zdziwienie" ze nie zrobiono Ci badan hormonalnych, jesli nie bylo ku
                  > temu wskazan.

                  A skąd wiesz, że nie było ku temu wskazań?
                  Nie przypominam sobie, żeby zwierzała się tutaj ze swojej medycznej historii.
                  Więc nie rozumiem na jakiej podstawie twierdzisz, że u mnie wskazań nie było.
                  Chyba że a priori zakładasz, iż każda Polka w Anglii tylko czyha na okazję, żeby sobie zrobić jakieś badania.

                  Zdziwiło mnie, to raczej była przenośnia, bo nie oczekiwałam nie wiadomo czego i nie wychwalam NHS pod niebiosa. Chodziło mi raczej o to, że wszyscy tak strasznie narzekają na polską służbę zdrowia, więc możnaby sobie pomyśleć, że tutaj jest jakaś niesamowita opieka nad człowiekiem, pełna porada, super profilaktyka itp. A tu nic tylko wielka figaaaa. Co więcej, okazuje się, że w wielu kwestiach tutejszy system opieki zdrowotnej również szwankuje.

                  Więc raczej chodziło mi o to, że tutaj też wcale nie jest idealnie i że jak ktoś nie jest do końca zadowolony z tutejszego systemu opieki zdrowotnej to wcale nie oznacza, że jest polskim lekomanem, który tylko by przesiadywał w gabinetach prywatnych lekarzy i wymuszał skierowania.

                  Zastanawiam się czy jeśli chodzi o zdrowie Twoje własne i Twoich bliskich to czy też masz takie bezkrytyczne podejście i bezgraniczne zaufanie do nieomylności lekarza. W końcu to też tylko człowiek.
                  Życzę Ci abyś nie musiała się rozczarować.
          • basiak6 Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 28.01.07, 21:24
            Ale wlasnie cervical smear test wykryje komorki rakowe i inne zmiany a co za tym
            idzie jesli nadzerka jest, tez wykaze ze cos jest nie tak (obecnosc nietypowych
            komorek). Dzieki temu ogromna wiekszosc Angielek ma lepsze pojecie co dzieje sie
            u nich w srodku niz Polki , mimo ze nie maja robionych badan ginekologicznych
            rutnynowo, co zreszta widac patrzac na wykrywalnosc i wyleczalnosc raka szyjki.

            Co do zrodla, BBC to tylko posrednie, tutaj jest zrodlo oryginalne:
            www.ic.nhs.uk/pubs/csp0506
            Tez nie ma mowy nigdzie o prawie polowie, musialoby byc mniej niz 50%.
            www.cancerscreening.nhs.uk/cervical/statistics.html
            Nadal robi je bardzo duzo kobiet, z danych widac ze ogromna wiekszosc.
    • basiak6 Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 27.01.07, 09:13
      Byc moze po czesci problem dotyczy tego co mnie spotkalo swego czasu w Polsce (i
      z tego co wiem nie bylam jedyna). Mianowicie ginekolog wynalazl mi nadzerke
      ktora podobno musiala byc od razu wypalana, oczywiscie musialam placic. Mialam
      17 lat.
      Potem okazalo sie u innego lekarza u ktorego bylam pare dni wczesniej, ze
      nadzerki nie bylo...
    • londonka_uk Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 27.01.07, 22:11
      a jak jest nadzerka po angielsku?
      • hanula Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 29.01.07, 12:06
        > a jak jest nadzerka po angielsku?

        Cervical erosion, czyli nadżerka szyjki macicy.

        Konsultowałam ten problem z trzema polskimi ginekologami. Jeden chciał
        koniecznie wypalać, drugi chciał leczyć tabletkami, trzeci powiedział, że
        trzeba obserwować, ale żebym absolutnie nie dała sobie wypalić laserowo, bo
        niektórzy ginekolodzy kupują sobie drogie maszyny do wypalania i żeby im się
        zwróciły, to wszystkim chcą wypalać bez względu na to, czy jest to potrzebne.

        W Anglii nie leczą nadżerki, jeśli nie ma ku temu powodu. Raz na trzy lata robi
        się cytologię.

        Żaden z trzech polskich ginekologów nie robił mi badań hormonalnych przed
        wypisaniem tabletek antykoncepcyjnych, tylko wywiad. Najdziwniejsze z zadanych
        mi pytań brzmiało: czy nie jest pani przypadkiem śpiewaczką. Bo podobno
        niektóre tabletki nieznacznie obniżają głos, dla większości osób to bez
        znaczenia, ale dla śpiewaczki mógłby to być problem.
        • dorotus76 Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 29.01.07, 19:38
          Własnie mi dzis przysłano, że mam sie zgłosic na cervical smear test. Czy to
          jest własnie cytologia?
          • gosica37 Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 29.01.07, 20:09
            dorotus76 napisała:

            > Własnie mi dzis przysłano, że mam sie zgłosic na cervical smear test. Czy to
            > jest własnie cytologia?

            Tak,to wlasnie jest cytologia:)
    • mama5plus Re: Czy w Anglii leczy sie nadzerke? 30.01.07, 21:25
      Tez w temacie, z innego punktu siedzenia :)
      www.maluchy.pl/forum/viewtopic.php?t=40964
      • jaleo Normalnie epidemia jakas :-)) n/txt 30.01.07, 21:36

    • fatemeh Troche off topic - pytanie 31.01.07, 21:11
      Jakis czas temu poddalam sie cytologii w Anglii. Wraz z wynikami przyszlo pismo
      w ktorym poinformowano mnie, ze powinnam sie zglosic na badanie kontrolne za
      (bodajze) pol roku. Niedawno otrzymalam list z przypomnieniem o badaniu.
      Warunki w jakich wykonano te cytologie sprawily, ze obiecalam sobie 'nigdy
      wiecej' chyba ze bede miala lufe przystawiona do skroni. Dlatego tez kontrolna
      cytologie wykonalam podczas ostatniej wizyty w Polsce.
      Waszym zadniem: czy powinnam udac sie do GP z tlumaczeniem moich wynikow z
      Polski czy tez dac sobie spokoj? Dodam, ze sytuacja nie byla (ani nie jest)
      powazna...
      • fanny Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 31.01.07, 23:33
        A jakie to byly warunki?
        Bo ja ide jutro..

        f.
        • fatemeh Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 01.02.07, 00:00
          Moze przesadzilam troche ale przyzwyczailam sie do wizyt w czystych, prywatnych
          polskich gabinetach :) Nie mieszkam w wielkim miescie, a do GP zapisalam sie tam
          gdzie byly miejsca tzn. w dzielnicy zdominowanej przez 'Asian minority'.
          Polozylam sie na zwyklym lozku i rozgladajac sie po siermieznym gabinecie
          zastanawialam sie gdzie sterylizuja wzierniki :O
          Estetyka miejsca ma niestety wplyw na samopoczucie w tego typu sytuacjach.
          Glowa do gory: wyjatek nie czyni reguly!
          • edavenpo Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 01.02.07, 09:44

            Cos mi sie wydaje ze wziernikow tu nie sterylizuja bo sa one jednorazowe ;-)

            Smear kit jest po prostu wyjmowany ze sterylnej torebki z plastikowym
            wziernikiem, biora wymaz i co potrzeba i reszta idzie do kosza.

            Tyle przynajmniej zaobserwowalam podczas smear tests tutaj - ale moze u ciebie
            bylo inaczej...
            • jaleo Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 01.02.07, 11:34
              edavenpo napisała:

              >
              > Cos mi sie wydaje ze wziernikow tu nie sterylizuja bo sa one jednorazowe ;-)

              Potwierdzam.

              Co do "zwyklego lozka" - ja specjalny fotel ginekologiczny widzialam tutaj
              tylko raz w zyciu - w specjalistycznej klinice nowotworow kobiecych, i uzywany
              jest tylko do niektorych operacji ginekologicznych. A wszystkie inne badania
              robi sie na zwyklym lozku, bo przypuszczam, ze widok tego ginekologicznego
              fotela by ciezko wystraszyl kobiety :-))
            • fatemeh Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 01.02.07, 14:34
              > Cos mi sie wydaje ze wziernikow tu nie sterylizuja bo sa one jednorazowe ;-)

              Ja sie na tym zupelnie nie znam i (przyznaje sie) zupelnie sie tym nie
              interesowalam :-(
              Gabinet i poczekalnia mialy po prostu odpowiednio negatywny wplyw na to jak sie
              wtedy czulam i jak to wszystko postrzegalam...
              • edavenpo Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 01.02.07, 17:43

                Pewnie... Nie jest to przyjemne badanie wiec jesli gabinet byl obskurny to
                faktycznie ciezko sie zrelaksowac. O wziernikach jednorazowych napisalam ci
                zebys sie nie martwila ze moze i narzedzia byly brudne ;-)
                • fanny Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 01.02.07, 21:47
                  No coz..
                  Moj wziernik nie byl jednorazowy (skonczyly sie) i 2 pielegniarkom (uczaca sie
                  i bardziej doswiadczona) zajelo z 5 minut znalezienie mojej szyjki macicy, co
                  nie bylo zbyt komfortowe. Ale przepraszaly mnie tak uprzejmie, ze nie odnioslam
                  traumy na cale zycie ;) I wziernik byl ocieplony ;)
                  f.
                  • yadrall Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 02.02.07, 18:39
                    Ja siedzialam w UK na fotelu ginekologicznym! W czasie usowania tej nadzerki.
                    Dodam,ze pielegniarka pomagala mi wejsc i zejsc z tego fotelika!
                    Dodam,ze jak mialm robione USG to zel do badania byl zawsze CIEPLY!!!
                    A krew pobieraja BEZ rekawiczek! Bylam w szoku.
                    • jaleo Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 02.02.07, 21:14
                      yadrall napisała:

                      >
                      > A krew pobieraja BEZ rekawiczek! Bylam w szoku.

                      Ja bym zwrocila uwage, bo to na pewno nie jest standard! Co dziwniejsze, ja
                      juz pare razy cos takiego przeczytalam na polskich forach (tzn. od Polakow
                      mieszkajacych w UK). Natomiast mnie zawsze pobierano krew w rekawiczkach, a
                      mialam pobierana chyba z kilkadziesiat razy w sumie, w roznych kilinikach, bo
                      przez 18 miesiecy mialam follow-up po nowotworze trofoblastu. Fakt, ze
                      rekawiczki maja bardzo cienkie i przeswitujace, ale byly na pewno.
                      • yadrall Re: Troche off topic - pytanie do fatemeh 03.02.07, 09:51
                        Sama nie wiem co sadzic o tych rekawiczkach,ale jak jeszcze jestem w stanie
                        zrozumiec,ze wiekowa pielegniarka w przychodni nie zaklada rekawiczek to nie
                        rozumiem jak mlode dziewczyny pobierajace krew w szpitalu moga to robic bez
                        rekawiczek!!! Za pierwszym razem bylam zaskoczona,a za drugim dokladnie
                        rozejrzalam sie po pomieszczeniu i nigdzie nie znalazklam kartonika z
                        rekawiczkami-tak jakby wogole nie mialay dostepnych rekawiczek!!! Z racji,ze w
                        Polsce konczylam studium medyczne (analityka medyczna) to wiem jedno-rekawiczki
                        chronia laborantke nie pacjenta,wiec skoro one tu chca ryzykowac zlapanie
                        jakiegos paskudztwa-to prosze bardzo.
Pełna wersja