isabelpriv
03.07.07, 21:17
angielska grzecznosc czy robota w bialych rekawiczkach ?
Dziewczyny ! Jesli nie wy to macie przeciez swoich mezczyn wiec moze cos mi
doradzicie, prosze ...
czegos tu nie rozumiem ale nie zamierzam tak przejsc do porzaku dziennego.
Jestem tu zaledwie kilka m-cy i razem z mezem postanowilismy poszukac dla
niego pracy. W Pl skonczyl AWF, poniewaz w licznych ogloszeniach szukali
ratownikow na basen w okresie letnim pojechalismy. Testy poszly super, potem
interview, ok. Wygladalo ze dobrze, po kilku dniach list ze Interview sie nie
powiodlo (czemu, nie wiadomo). Przypuszczalismy ze moze jezyk nie do konca
dobry, ale znajomy tam pracuje i mowil ze nie trzeba duzo wysilku, no ale.
Nastepny termin, postanowilismy sprobowac. Final ten sam. Zadzwonilam do Pani
z HR (firma GLL www.gll.org) ale nie udzielila mi odp. poniewaz sprawa
dotyczyla meza a nie mnie, ok, niech babie bedzie. Do trzech razy sztuka wiec
pojechalismy na kolejny nabor i oto test super ale przed interview owa Pani
HR podeszla do osoby, z ktora maz mial interwiev i cos mu na ucho szepnela.
Pan zawrocil, przeprosil meza zeby nie dostarczal kopii paszportu bo ma
poczekac na list (co w podtekscie oznacza bye). Innemu chlopakowi owa Pani
sam zrobila ksero paszportu na miejscu - bylam swiadkiem. Maz podszedl do
niej i zapytal w czym problem ale ona sie wymigala tym cholernym angielskim
stylem, ze nie ma tu dokumentow i oddzwoni z informacja.
Nie wiem, moze maz jej przypomina kogos i zle sie jej kojarzy, moze nie znosi
Polakow, co sadzicie ? Co mge zrobic ? Poszukac innej pracy, to napewno ale
nie odpuszcze babie ...
Zycze milego wieczoru :) w polskim stylu :)
pa
ps. wiem, nie wszystkich mierzymy ta sama miara, ale ...