Dodaj do ulubionych

Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola

29.07.07, 10:56
Podobno im dluzej sie tu mieszka, tym bardziej czlowiek sie przyzwyczaja do
wyjazdow z Polski. U mnie to chyba dziala wprost odwrotnie. Wczoraj wrocilam z
tygodniowego urlopu w Pl (z Rodzicami, Babcia i psiakiem na Mazurach) i juz
tesknie jak cholera. Splakalam sie na lotnisku, najchetniej bym zostala...
Chyba nie zostalam stworzona do zycia poza Pl. Problem w tym, ze moj R chce w
UK jeszcze troche pomieszkac, moze zrobic studia podyplomowe , odlozyc kase na
mieszkanie, a ja juz chce wracac... Pewnie za jakis czas mi sie polepszy, nie
bede juz chlipac w poduszke, a pozniej znow pojade do domu i znow bedzie to
samo... I tak w kolko, zwariowac mozna!

----------------
Serdecznie pozdrawiam, Kasia
<a
href="http://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/4;10501;0/st/20051112/e/Przyjazd+do+UK/dt/5/k/9cfb/event.png">Jestem
w UK od...</a>
Obserwuj wątek
    • derka1 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 29.07.07, 16:29
      kast napisała:

      > Podobno im dluzej sie tu mieszka, tym bardziej czlowiek sie przyzwyczaja do
      > wyjazdow z Polski.


      Niestety w moim przypadku (14 lat pobytu) to nie dziala. I nie wydaje mi sie
      zeby kiedykolwiek moglo sie to zmienic. Na pocieszenie pomysl sobie, ze w kazdej
      chwili, jesli tylko zechcesz mozesz do Polski pojechac. Ja tak raz zrobilam,
      pojechalam na jeden dzien bo juz nie moglam wytrzymac :-)

      Pozdrawiam serdecznie.
          • kast Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 29.07.07, 20:30
            Dobre pytanie... Za Rodzina i bliskimi przede wszystkim - i wlasnie z tym
            glownie nie moge sobie poradzic... A za Polska? Tez. Bedac na Mazurach duzo
            chodzilismy po okolicznych wioskach, polach, lasach i bylo cudownie. Spotkalam
            sie ze znajomymi mojego Taty (z racji swojego zawodu znajomi sa tylko kilka lat
            ode mnie starsi), i poczulam ze tesknie za tym wszystkim jak cholera.
            Za "normalnoscia"... Znajomi w Pl kupuja mieszkania, zakladaja rodziny, jakos
            sobie zyja, a ja tu w L. w sumie nic nie mam i chyba glownie to mi doskwiera.
            Ale marudna jestem dzis ;)

            ----------------
            Serdecznie pozdrawiam, Kasia
            Jestem w UK od...
              • aniaheasley Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 29.07.07, 23:42
                widze konstantyn ze zwalczasz mnie w kazdym watku, i jak zwykle z wielka
                klasa....
                A do innych, zwlaszcza tej osoby co po 14 latach nadal teskni tak samo -
                dziewczyny, to nie jest tak ze mnie tu od razu bylo dobrze, ale teraz moge
                powiedziec, ze naprawde szkoda sobie marnowac zycie na rozdarcie emigracyjne,
                na bycie nieszczesliwa z zalozenia (no bo tylko w Polsce moge byc szczesliwa),
                sprobujcie, naprawde sprobujcie odejsc od wizji wiecznie cierpiacego Polaka
                emigranta. Da sie.
                • effata Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 00:03
                  Aniu, to nie chodzi o "wizję wiecznie cierpiącego Polaka-emigranta".
                  Ja na codzień nie mam czasu na rozdwojenie emigracyjne i właściwie aż tak
                  bardzo nie tęsknię, bo mam rozdwojenia typu czy posprzątać czy się czegoś
                  pouczyć, czy pobawić się z dziećmi czy im włączyć film i mieć chwilę spokoju :)

                  Ale czasami dopada mnie coś takiego, że bym się spakowała w godzinę i już nigdy
                  nie wróciła. I to jest irracjonalne, bo jak zrobię bilans, to jest więcej
                  plusów dla WB (i dlatego tu jestem). Ale chodzi też o różnice jakościowe a nie
                  tylko ilościowe. Nawet gdyby na liście plusów na rzecz Polski był tylko jeden
                  punkt: trudna do opisania tęsknota za krajem dzieciństwa, niuanse językowo-
                  kulturowe zupełnie nieprzetłumaczalne, więź z rodziną, przyjaciółmi, to ten
                  jeden punkt nie równa się pięciu na korzyść WB.
                  Moje życie tutaj - to wynik racjonalnego myślenia.
                  Moja tęsknota za Polską to irracjonalna część mnie, której nie umiem i nie chcę
                  zostawić.

                  A jeszcze trudniej pewnie będą miały moje dzieci (jeśli tu zostaniemy) - ni to
                  Polacy, ni to Anglicy (wiem, wiem, Brytyjczycy polskiego pochodzenia, ale chyba
                  takim ludziom dopiero się jest trudno określić; albo tylko mi się tak wydaje)

                  ***********************************************************
                  "Fakt": Jest pan gotowy objąć stanowisko Ministra Rolnictwa?
                  Syn Leppera: No pewnie. Skończyłem Akademię Rolniczą, prowadzę gospodarstwo. W
                  każdej chwili jestem gotowy przejąć resort.
                  • aniaheasley Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 00:22
                    Ciekawe, naprawde ciekawe jest to co Ty i inni w tym watku piszecie. Zaczelam
                    sie zastanawiac czy naprawde ja odeszlam juz tak daleko od tych rozterek. Z
                    trudem je rozpoznaje.... A kiedys bylo podobnie.
                    Co do tego ze >chodzi też o różnice jakościowe a nie
                    > tylko ilościowe - no wlasnie, u mnie ten bilans wychodzi na plus dla WB.

                    A co do dzieci, to daje prawie glowe ze - jezeli tutaj zostaniecie = zadnego
                    rozdarcia nie bedzie. One sie wtopia w tutejszy swiat i beda sie czuly po
                    prostu u siebie. Zadnych kompleksow, zadnych watpliwosci. I beda sie cieszyly
                    ze sa bogatsze od jednokulturowcow o te polska egzotycznosc wyniesiona z domu
                    rodzicow.
                    Pisze to na podstawie dlugoletnich obserwacji wsrod znajomych, bo tak sie
                    sklada ze od kilkunastu lat mam bliskie kontakty z pokoleniem dzieci polskich
                    emigrantow wojennych, to sa ludzie obecnie w wieku 40+ do 50+ lat.
                    • formaprzetrwalnikowa Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 31.07.07, 10:17
                      ania: a miewalas takie rozterki?
                      ja czytajac o podobnych kwestiach czuje sie dziwnie: nie mam pojecia, o czym
                      mowicie. nigdy czegos takeigo nie doswiadczalam: ani tutaj przez ostatnie 2
                      lata, ani jak pracowalam we francji, ani na zadnym innym 'wygnaniu', chocby to
                      bylo w zupelnie mi obcym miejscu w poslce, 300 km od przyjaciol.
                      wszedzie gdzie jestem czuje sie 'w domu'. Tam dom twoj, gdzie serce twoje. a ze
                      moje serce zawsze ze mna jezdzi... ;-)
                      • aniaheasley Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 31.07.07, 18:33
                        Ja przyjechalam tutaj w na tyle mlodym wieku, ze moje serce bylo jeszcze w
                        jednym kawalku wylacznie moje. Ale rozterek nie przezywalam nigdy az tak
                        drastycznie jak niektore tutaj osoby. Moze dlatego, ze zakochalam sie w Anglii
                        od pierwszego wejrzenia :-)
                        Wiem, ze dla wielu osob tutaj jest to niewyobrazalne, ale tak bylo.
                        A potem kiedy zalozylam tu rodzine, urodzilam dzieci, to tutaj i tylko tutaj
                        jest moj dom. W Polsce jest dom moich rodzicow. Moja szkola, znajomi,
                        przyjaciele, dziecinstwo. Ale dom mam tutaj. I tutaj, do domu, wracam z Polski.
                        W moim przypadku odwrotne myslenie byloby absurdalne.
                        • effata Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 31.07.07, 19:40
                          >Moze dlatego, ze zakochalam sie w Anglii
                          > od pierwszego wejrzenia :-)
                          > Wiem, ze dla wielu osob tutaj jest to niewyobrazalne, ale tak bylo.

                          Dla mnie jest to jak najbardziej wyobrażalne, bo też sie zakochałam w Anglii od
                          pierwszego wejrzenia (w czasie paru wizyt turystycznych). Potem ją zdradziłam
                          dla Szwecji :)
                          A potem się tu przeprowadziłam i niestety, jak to często po ślubie bywa :) czar
                          prysnął. Ale ... zobowiązania zostały. Trochę żartuję. Nie czuję nienawiści, ani
                          chęci 'rozwodu', ale pierwszą miłością nie pałam. A może też trochę sam Londyn
                          popsuł moje pierwsze wrażenie.

                          >Ale dom mam tutaj. I tutaj, do domu, wracam z Polski.

                          Ja też, jak najbardziej dom mam tutaj (chociaż wynajmowany :)).

                          Ale ja tęsknię za czymś trudnym do zdefiniowania, za polskością, za tym (jak
                          ktoś chyba nawet pod artykułem Formy napisał) że nie trzeba komuś tłumaczyć
                          pewnych rzeczy, bo ma się wspólny mianownik.
                          A ja tego wspólnego mianownika tu nie za bardzo mogę znaleźć.

                          No i Anglicy nie widzą nic zabawnego w piosenkach z Kabaretu Starszych Panów :))
                          (a ja im nie umiem wytłumaczyć - bo są NIEPRZETŁUMACZALNE - i oczywiście nie o
                          sam kabaret tu chodzi, bo przecież nie każdy Polak go lubi. Chodzi o grę słów, o
                          rzeczy, które po prostu się wie, się zna na wylot, wychowując się w danym kraju).

                          ***********************************************************
                          "Fakt": Jest pan gotowy objąć stanowisko Ministra Rolnictwa?
                          Syn Leppera: No pewnie. Skończyłem Akademię Rolniczą, prowadzę gospodarstwo. W
                          każdej chwili jestem gotowy przejąć resort.
                            • formaprzetrwalnikowa przetłumaczyc mozna wszystko 31.07.07, 20:10
                              ale spróbuj obejrzec z cudzoziemcem najlepiej spoza dawnych 'demoludów' takiego
                              np Misia albo Alternatywy 4.
                              Ja próbowałam z moją przyjaciółką z francji, ale dosc szybko się poddałam. nie
                              dosc, ze dowcip słowny trudny do przetłumaczenia, to jak przetłumaczyc tę
                              rzeczywistość?
                              ;-)

                              ps. a swoją droga dopeiro tutaj zrozumiałam idiotyzm wielkogłowego ludka ze
                              Shreka, ktróy uciekając przed Shrekiem i Osłem biegnie grzecznie
                              w 'kolejkowniku'
                              • aniaheasley Re: przetłumaczyc mozna wszystko 31.07.07, 20:15
                                przy pierwszym ogladaniu tak na zywca, bez przygotowania to pewnie ze jest to
                                absurdalne, ale jak juz taki cudzoziemiec troche lepiej pozna Polakow to jest
                                to dla niego do zrozumienia.

                                A tak a propos to przez pierwsze kilka lat znajomosci z moim mezem co chwila
                                odkrywalismy z wielkim obustronnym zdziwieniem, ze polska rzeczywistosc za
                                poznej komuny bardzo byla zblizona do warunkow zycia w RPA za czasow
                                apartheidu, kiedy ostro dawaly im sie we znaki sankcje gospodarcze.
                      • vierablu Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 21.08.07, 16:35
                        formaprzetrwalnikowa napisała:

                        > ania: a miewalas takie rozterki?
                        > ja czytajac o podobnych kwestiach czuje sie dziwnie: nie mam pojecia, o czym
                        > mowicie. nigdy czegos takeigo nie doswiadczalam: ani tutaj przez ostatnie 2
                        > lata, ani jak pracowalam we francji, ani na zadnym innym 'wygnaniu', chocby to
                        > bylo w zupelnie mi obcym miejscu w poslce, 300 km od przyjaciol.
                        > wszedzie gdzie jestem czuje sie 'w domu'. Tam dom twoj, gdzie serce twoje. a ze
                        >
                        > moje serce zawsze ze mna jezdzi... ;-)

                        A, to ja nie jestem jedyna dziwaczka... Ulzylo mi :)
                        • witch.abroad Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 08.09.07, 22:07
                          Mnie tez ulzylo... W ciagu tych wakacji dwukrotnie bylam w Polsce i dwukrotnie z
                          ulga wrocilam do domu. Moze dlatego, ze oba pobyty mialam tak zawalone
                          zalatwianiem roznych rzeczy, ze nie mialam kiedy posiedziec spokojnie i
                          "porozkoszowac" sie byciem z rodzina?
                          Dylematow Polki - emigrantki nie mam, nie tesknie szalenczo do krajobrazu
                          Krakowa zeszpeconego w ciagu ostatnich lat wysilkami developerow do granic
                          niemozliwosci, z rodzina widze sie wystarczajaco czesto (przylatuja do mnie co
                          czas jakis), a z przyjaciolmi kontaktuje sie przez net - jak w Polsce nieststy...
                          A na duzy plus GB zaliczam fakt, ze z 1.5 pensji stac nas na wynajecie i
                          utrzymanie domu (o kupnie chyba mozemy zapomniec, ale w Polsce bylismy skazani
                          na gniezdzenie sie u moich rodzicow), ze w pracy (praktycznie to samo co w
                          kraju) nareszcie ktos docenia to, co robie, a nie krzywi sie bez komentarzy, ze
                          wreszcie odcinam sie od pepowiny i po trzydziestce moge byc samodzielna...
                          A na pewno nie tesknie za polska zima!!!
                    • basia313 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 21.08.07, 16:35
                      aniaheasley napisała:

                      > Ciekawe, naprawde ciekawe jest to co Ty i inni w tym watku
                      piszecie. Zaczelam
                      > sie zastanawiac czy naprawde ja odeszlam juz tak daleko od tych
                      rozterek. Z
                      > trudem je rozpoznaje.... A kiedys bylo podobnie.
                      > Co do tego ze >chodzi też o różnice jakościowe a nie
                      > > tylko ilościowe - no wlasnie, u mnie ten bilans wychodzi na plus
                      dla WB.
                      >
                      > A co do dzieci, to daje prawie glowe ze - jezeli tutaj zostaniecie
                      = zadnego
                      > rozdarcia nie bedzie. One sie wtopia w tutejszy swiat i beda sie
                      czuly po
                      > prostu u siebie. Zadnych kompleksow, zadnych watpliwosci. I beda
                      sie cieszyly
                      > ze sa bogatsze od jednokulturowcow o te polska egzotycznosc
                      wyniesiona z domu
                      > rodzicow.
                      > Pisze to na podstawie dlugoletnich obserwacji wsrod znajomych, bo
                      tak sie
                      > sklada ze od kilkunastu lat mam bliskie kontakty z pokoleniem
                      dzieci polskich
                      > emigrantow wojennych, to sa ludzie obecnie w wieku 40+ do 50+ lat.
                      >

                      Z tym nie dokonca sie zgadzam. Pamietam jeszcze jakis 10 lat temu w
                      Klubie Pod Bialym Orlem ( bo tez tam chadzalam) rozmawialam z
                      mlodzieza. Byli w wieku moze 12 - 14 lat. Wszyscy mowili dobrze po
                      polsku. JEdni z calkowicie polskich rodzin, inni jedno z rodzicow
                      Polak, drufie nie i pamietam ich rozterki na temat wlasnie
                      znajomych. Oni sami przychodzili spotykac sie ze znajomymi, ale z
                      tymi Polakami badz pol-Polakami, ale zalowali, ze zaden inny znajomy
                      juz do Klubu POd Bialym Orlem nie przyszedlby, bo czulby sie tam
                      zle. I pamietam, ze wlasnie zostalo we mnie przekonanie, ze te
                      dzieci wcale nie sa jak Brytyjczycy, to byl wg mnie pewien rodzaj
                      dzieci ni to Polacy, ni to Brytyjczycy.
                  • steph13 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 03.08.07, 15:54
                    effata napisała:


                    > A jeszcze trudniej pewnie będą miały moje dzieci (jeśli tu zostaniemy) - ni
                    to
                    > Polacy, ni to Anglicy (wiem, wiem, Brytyjczycy polskiego pochodzenia, ale
                    chyba
                    >
                    > takim ludziom dopiero się jest trudno określić; albo tylko mi się tak wydaje)

                    Ach effata, z dziecmi to bardzo roznie bywa. Moje urodzone w Anglii corki,
                    zapytane o ich narodowosc, odpowiadaja automatycznie i zwyczajnie 'British'.
                    To, ze ja urodzilam sie w Polsce to historia, ktora nie ma dla nich wiekszego
                    znaczenia, ja jestem poprostu od poczatku angielsko-jezyczna 'mama' a Anglia
                    to jedyny kraj, z ktorym czuja wiez emocjonalna. Fakt, ze po polsku nie mowia,
                    w Polsce byly raz we wczesnym dziecinstwie i wiecej nie chcialy, zapewne ma
                    duzy wplyw na tak klarowna orientacje. Jest im z tym dobrze i mnie tez.

                    • ewelina-s-82 Re:steph13 03.08.07, 16:57
                      Fakt, ze po polsku nie mowia,
                      > w Polsce byly raz we wczesnym dziecinstwie i wiecej nie chcialy, zapewne ma
                      > duzy wplyw na tak klarowna orientacje. Jest im z tym dobrze i mnie tez.


                      własnie tego bałabym sie najbardziej zostajac tu na stałe ..nie tesknoty,tylko
                      tego ze moje dzieci zapomna albo co gorsza nic ich to nie bedzie obchodzic skad
                      pochodza mama i tata,i co to wogole za kraj Polska???
                      • aniaheasley Re:steph13 03.08.07, 20:27
                        A to akurat zalezy juz wylacznie od Ciebie - ile wiedzy o Polsce wtloczysz
                        dzieciom do glowy, jaki stosunek do swojego kraju pochodzenia w nich wyrobisz,
                        czy bedziesz sie upierac na szkole sobotnia, polskie tance, polskie harcerstwo,
                        polski kosciol, polskie tradycje swiateczne czy nie.
                        Na tej samej zasadzie od Ciebie glownie bedzie zalezalo ile im zaszczepisz
                        wiedzy na temat swojej religii (jezeli jakas wyznajesz) czy innych waznych dla
                        Ciebie spraw.

                        Ale rodziny przyjezdzajace tutaj na stale z malymi dziecmi, albo dopiero tutaj
                        zakladajace rodziny musza sobie uswiadomic ze ich dzieci nie beda mialy takiego
                        samego zwiazku emocjonalnego z Polska jak Wy. To nie bedzie ich kraj. Jezeli
                        wyjada z niego w wieku lat 5, to tez nie bedzie ich kraj.
                    • catriona Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 20.08.07, 21:56
                      steph13 napisała:

                      > Ach effata, z dziecmi to bardzo roznie bywa. Moje urodzone w Anglii corki,
                      > zapytane o ich narodowosc, odpowiadaja automatycznie i zwyczajnie 'British'.
                      > To, ze ja urodzilam sie w Polsce to historia, ktora nie ma dla nich wiekszego
                      > znaczenia, ja jestem poprostu od poczatku angielsko-jezyczna 'mama' a Anglia
                      > to jedyny kraj, z ktorym czuja wiez emocjonalna. Fakt, ze po polsku nie mowia,
                      > w Polsce byly raz we wczesnym dziecinstwie i wiecej nie chcialy, zapewne ma
                      > duzy wplyw na tak klarowna orientacje. Jest im z tym dobrze i mnie tez.
                • derka1 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 01:19
                  Droga Aniuheasley,

                  Przyznam szczerze, ze poczulam sie troche "przedmiotowo" - jako ta co po 14
                  latach ma czelnosc nadal tesknic tak samo. Bardzo przepraszam, ze nie podzielam
                  Twojego entuzjazmu i radosci z przebywania w albionskim raju. Wbrew pozorom nie
                  jestem cierpiacym Polakiem emigrantem, nie marnuje zycia na rozdarcia
                  emigracyjne i uwierz mi, nie jestem nieszczesliwa z zalozenia, chociaz - czy
                  uwierzysz - w Polsce z roznych powodow czesto bywalo mi lepiej.

                  Oczywiscie, ze kazdy ma prawo do wlasnych opinii i wlasnych odczuc dlatego o
                  Twoich czytam z wielkim zainteresowaniem i zyczliwoscia. Poniewaz kazdy z nas
                  jest indywidualnoscia, i dzieki Najwyzszemu za to, ma prawo do wlasnych
                  refleksji i tesknot, nawet jesli te ostatnie bez reszty wypelniaja mu zycie. To
                  w koncu kwestia wyboru. Sa tacy, ktorzy wciaz suna do przodu i tacy, ktorzy - by
                  normalnie funkcjonowac - potrzebuja co czas jakis ogladac sie za siebie. Ja
                  naleze do tych ostatnich i wybacz ale nie zamierzam sie zmieniac.

                  Pozdrawiam.
                  • aniaheasley Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 13:13
                    A ja w dalszym ciagu nie rozumiem dlaczego nie wracasz do Polski jezeli po 14
                    latach tesknisz ciagle tak strasznie mocno. Przeciez nie jestes wygnancem
                    politycznym, mozesz (teoretycznie) wrocic, nie sadze tez ze czekalby na Ciebie
                    wyrok jakiegos ukrainskiego gangu po powrocie do Polski. Jak dla mnie, moja
                    opinia, to szkoda zycia na mieszkanie tak dlugo w kraju co do ktorego 'nie
                    podzielasz entuzjazmu'. Po co sie meczyc?

                    Fajnie jest *czasami* obejrzec sie za siebie, i wszyscy to robia, nie tylko
                    emigranci, ludzie w swoim wlasnym kraju tez z nostalgia wspominaja miejsca i
                    czasy mlodosci, ale jezeli robi sie to ciagle, to, tak jak pisalam wczesniej -
                    szkoda zycia, energii, i czasu. Wracaj tam gdzie Ci bylo dobrze, jezeli tutaj
                    nie jest, pomimu uplywu tak wielu lat. To nie jest jakas osobista wycieczka w
                    Twoja strone - napisalam 'wracaj' w znaczeniu ogolnym - 'wracaj steskniony
                    emigrancie', nie 'wracaj derka1'.
    • e-vil Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 04:17
      a ja ostatnio popłakałam się będąc na urlopie w Polsce.. (nie, nie z tęsknoty za
      Anglią ;) Odczułam wówczas jak wiele rzeczy wokół mnie się zmieniło.. znajomi
      się rozsypali po Polsce i po świecie, pozakładali rodziny, pracują.. ale
      mniejsza o znajomych.. to o czas chodzi..

      Rodzina się powoli starzeje.. brat powoli staje się dla mnie człowiekiem, o
      którym prawie nic nie wiem (bo nie wiem co lubi, czego nie.. jaka jest jego
      dziewczyna, czym się interesuje, jakie są jego plany na przyszłość itp).. babcia
      moja niedołężnieje (problemy ze zdrowiem, słuchem i wzrokiem), mama ma coraz
      więcej zmarszczek, a ojciec już nie jest tak sprawny jak kiedyś.. i w zasadzie
      nic nie jest jak było..

      Poza tym każdy urlop w domu rodzinnym to sielanka, pyszne jedzenie, wesoła
      atmosfera - i za tym się najbardziej tęskni..

      Ja jednak już bez zbędnych emocji pakuje się i wyjeżdżam, bo tak musi być.
      Trzeba iść na przód, trzeba żyć własnym życiem.. a rodzina jest właśnie po to,
      by mieć gdzie wrócić..
      (i nawet gdybym została w Polsce to najprawdopodobniej mieszkałabym w innym
      mieście.. a wówczas tak samo się tęskni..)
      • kast Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 13:33
        Ja tez nie jestem jakas niedorajda zyciowa, co sie jedynie umartyia. To nie o
        to chodzi! Na codzien jak jestem zajeta praca, jakimis zajeciami, to jest OK,
        nie mysle o tym, ze tesknie. Ale czasem przyjdzie taka chwila, kiedy nie
        wytrzymuje i wtedy jak ktos juz to napisal, najchetniej bym sie spakowala i
        wieczorem bylabym juz w domku. Niestety mamy tu oboje zobowiazania i to nie
        jest juz takie proste. To nigdy nie bedzie decyzja na "tak" albo "nie", zawsze
        bedzie jakies "ale".
        I tak jak napisala e-vil czas szybko ucieka, moja Babcia jest b ciezko chora i
        kazda spedzona z nia chwila to niemalze swietosc, staram sie wykorzystac w
        100%, i boje sie ze cos przegapie, czego pozniej bede zalowac.
        Nie jest mi tu zle, w sensie takim, ze dzieje mi sie krzywda, ludzie sa
        niemili, itp. Poprostu tesknie i tyle...
        Nie wiem czy cokolwiek ktokolwiek zrozumial z mojego wywodu, ale to naprawde
        ciezko wytlumaczyc...

        ----------------
        Serdecznie pozdrawiam, Kasia
        Jestem w UK od...
        • tuti Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 31.07.07, 09:11
          Ale czasem przyjdzie taka chwila, kiedy nie
          wytrzymuje i wtedy jak ktos juz to napisal, najchetniej bym sie spakowala i
          wieczorem bylabym juz w domku. Niestety mamy tu oboje zobowiazania i to nie
          jest juz takie proste. To nigdy nie bedzie decyzja na "tak" albo "nie", zawsze
          bedzie jakies "ale".\\



          no wlasnie, ale to nie jest tak ze caly czas bedzie sie mala dziewczynka, na
          utrzymaniu rodzicow, gdzie kazdy dzien jest jak wakacje (wyolbrzymiajac). Kiedys
          trzeba sie usamodzielnic, i otoz to, zobowiazania, kredyty, odpowiedzialnosci..
          to nie jest problem anglii, tylko problem dorastania:)
          • kast Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 31.07.07, 11:20
            Mala dziewczynka to juz dluzszy czas nie jestem, dorastanie tez mam za soba ;)
            A z domu sie wyprowadzilam jak mialam 19 lat, wiec juz kilka lat przed
            przyjazdem do UK nie mieszkalam z Rodzicami, i nie utrzymywali mnie :) Nie
            mowie ze to wszystko jest "przez Anglie", na to napewno sklada sie kilka
            roznych czynnikow, jak zawsze :)

            ----------------
            Serdecznie pozdrawiam, Kasia
            Jestem w UK od...
    • derka1 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 30.07.07, 16:10
      A moze to chodzi o to, ze w momencie wyjazdu czlowiek staje sie balkonem.
      Jeszcze przyczepiony do domu ale juz poza nim, a z drugiej strony nie do konca
      czesc integralna "innego budynku" (czytaj innego kraju). I moze dlatego jest
      wlasnie ciezko bo sie nie jest w pelni ani tam ani tu. I zawsze sie za czyms teskni.

      A ja Aniu szykuje sie do powrotu, za kilka lat, bo teraz nie moge - z roznych
      przyczyn. Tylko niestety wiem, ze jak juz tam bede to pewnie tez nie raz obejrze
      sie za siebie. Taki los.
      • dru.ga Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 03.08.07, 15:15
        Szczerze to ja nie potrafię zrozumieć tego rozdarcia. Być może to chodzi o
        bardzo silne więzy rodzinne których akurat ja nie posiadam a inni tak - i
        dlatego tak cierpią. Czasami naprawdę się zastanawiam po co się ludzie tak
        męczą? Skoro ważniejsze dla kogoś jest żeby być z bliskimi, poruszać się wśród
        znajomych kątów, swobodnie i z wyczuleniem na niuanse w języku polskim to co to
        za pomysł żeby emigrować? Rozumiem na rok żeby podreperować budżet ale na kilka,
        kilkanaście lat?
        Przeraziła mnie ostatnio młoda dziewczyna - 22 lata - która stwierdziła że "musi
        przeczekać 5 lat i wraca do Polski" Jak można "przeczekiwać" swoje najlepsze lata??
        Ja właśnie wróciłam z Polski, spotkałam się z rodziną, znajomymi, było wspaniale
        ale to tutaj czuję sie w domu, mimo ze jestem tu krótko, nie władam biegle
        angielskim ale widzę tu większe szanse rozwoju dla siebie i dziecka. Jestem
        szczęśliwa że mogłam wyjechać i spróbować swoich sił. Czasami wydaje mi się że
        ludzie mylą zwykłe przemęczenie /pracą, obowiązkami,kontaktami z ludźmi i
        wysiłkiem związanym z posługiwaniem się "obcym" językiem/ z tęsknotą za czymś co
        i tak w dużej mierze, moim zdaniem, jest wyidealizowanym obrazem Polski - a nie
        rzeczywistością z której przecież kiedyś świadomie zdecydowaliśmy się wyjechać.
        • steph13 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 03.08.07, 15:34
          dru.ga, bardzo rozsadne podejscie do zycia w nowym kraju i dokladnie moje w tym
          zakresie doswiadczenie. Rozumiem pewna tesknote za rodzicami ale taka jest
          naturalna kolej rzeczy, ze rodzicow, rodzenstwo czy bliskich przyjaciol
          pozostawia sie na jakims etapie i zyje sie wlasne zycie, z nowa rodzina, z
          nowymi przyjaciolmi, gdziekolwiek by to nie bylo. A tesknota za 'krajem', w
          sensie fizyczno-geograficznm zawsze byla dla mmie osobiscie obcym zjawiskiem.
          Ale moze nie kazdy ma w tym kierunku predyspozycje psychiczne. Dla mnie, jak
          mowia Anglicy, home is where the heart is, czyli tutaj.
          • minisufka Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 04.08.07, 11:33
            mnie sie wydaje, ze to wszystko zalezy od wielu czynnikow - od tego kiedy sie
            wyjechalo (dziecko/dorosly); jakie relacje z rodzina zostawilo sie za soba
            (zwiazani bardziej lub mniej); dlaczego sie wyjechalo (dla milosci/dla
            pracy/dla przygody); od tego jaka jest sie osoba (rozpatrujaca
            przeszlosc/gotowa na wyzwania/spokojna/zestresowana/niesmiala/pewna
            siebie/gotowa na poswiecenia/nie zastanawiajaca sie nad zyciem i przyczynami
            zdarzen)...

            ja wrocilam wlasnie po tygodniowym pobycie. nie tesknie, bo jade znow za 2
            tygodnie. wiem, ze po tych drugich wakacjach bedziemy jak zawsze obie z mama
            plakac przy odlocie.

            i za kazdym razem widze tez ten uplyw czasu i czuje sie bezsilna. nie moge byc
            z rodzina wtedy gdy mnie potrzebuja - gdy tato mial wypadek, gdy mama sie
            gorzej czuje, gdy brat w szpitalu, gdy dziadkowie sie starzeja, gdy trzeba
            wymalowac dom, gdy sa imieniny cioci, egzaminy siostry, slub przyjaciolki ze
            szkolnej lawy, spotkanie klasowe, chrzciny dziecka kolezanki i miliony innych
            malych zdarzen, w ktorych bralabym udzial, a na ktore nie moge tak po prostu
            sobie pozwolic...

            a dom?
            ja czuje, ze nie mam domu w sensie 'home'. rodzice wyprowadzili sie z domu
            mojego dziecinstwa,wiec gdy teraz jezdze mieszakm juz w innym (slicznym, ale
            nie calkiem moim domku), w polsce mamy mieszkanie w ktorym zatrzymujemy sie gdy
            jedziemy razem z mezem, tutaj w anglii tez domek urlopowy, mieszkanie na stale.
            ale 'home'? nie ma - to wszystko tylko 'properties'

            i moze tak jest zdrowiej? przyzwyczaic sie do tymczasowosci i chwilowego
            trwania wszystkiego - pracy, mieszkania w danym miescie czy kraju, przyjazni...

            dla mnie najwazniejsze by byc z osoba, ktora sie kocha najbardziej, dla ktorej
            poswiecimy najwiecej. jesli jest to maz, jak moj - to (tymczasowo?) musimy
            jeszcze mieszkac tutaj. jesli sa to rodzice, to dla niektorych tym
            najwazniejszym miejscem zawsze pozostanie polska. jesli jest to 'ja', lub
            nowozalozona rodzina w danym kraju to najwazniejsza bedzie radosc zycia tu
            gdzie jest lepiej - bez rozterek i watpliwosci.

            pozdrawiam wszystkich rozdartych emigrantow i zycze pogody ducha. cieszmy sie
            kazdym dniem i wyciskajmy radosc z zycia na emigracji tak jak potrafia to robic
            emigranci nierozdarci. tak jest na pewno zdrowiej :)
    • aniek133 Takie moje spostrzeżenia.... 20.08.07, 23:18
      Chyba wszystko zależy od psychiki danego człowieka. Wiele z Was jest
      przykładem na to, że można się całkowicie (lub prawie)
      zaaklimatyzować (czego ja nigdy chyba nie pojmę), a można się nie
      przyzwyczaić nawet po wielu, wielu latach.

      Pamiętam mojego znajomego, który jest w Niemczech od jakiś
      dwudziestu lat i jego dylemat polega na tym, że - jak sam mówi - w
      Polsce nie czuje się już u siebie, a w Niemczech jeszcze nie...

      Zauważcie, jak wiele w powyższych wypowiedziach przewija się
      wzmianek o tym, ze wszystko się zmienia z każdym przyjazdem do
      Polski. A może to po prostu tragizm przemijania? Sama wiem, że jak
      się po jakimś czasie powraca to zmiany wydają się być znaczne. Tego
      się nie widzi na co dzień... Chciałoby się, żeby z każdym powrotem
      wszystko było takie samo, jak wtedy, gdy opuszczaliśmy nasz dom.

      Ale wciąż się zastanawiam, jak bardzo życie w kraju musiało dać się
      komuś we znaki, że wyjeżdżając w dorosłym już życiu, nie czuje
      tęsknoty i cieszy się ze zmiany... Współczuję takim ludziom, bo
      chyba musieli być bardzo nieszczęsliwi, skoro nic ich nie wiąże z
      miejscem, w którym przeżyli spory kawałek życia. A może oni po
      prostu są kosmopolitami i nie widzą problemu tak jak ja to widzę?

      Bardzo frapuje mnie kwestia możliwości adaptacyjnych człowieka...
      Ja chyba jestem "zakorzeniona" i niech mnie nikt nie wyrywa :)
      • basia313 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 21.08.07, 16:22
        aniek133 napisała:


        >
        > Ale wciąż się zastanawiam, jak bardzo życie w kraju musiało dać
        się
        > komuś we znaki, że wyjeżdżając w dorosłym już życiu, nie czuje
        > tęsknoty i cieszy się ze zmiany... Współczuję takim ludziom, bo
        > chyba musieli być bardzo nieszczęsliwi, skoro nic ich nie wiąże z
        > miejscem, w którym przeżyli spory kawałek życia. A może oni po
        > prostu są kosmopolitami i nie widzą problemu tak jak ja to widzę?

        No wlasnie tu to juz nie wiem. Sklanialabym sie do odpowiedzi, ze
        jesli ktos nie teskni ( moze sie to wyrazic w formie tesknoty, z
        ktora da sie spokojnie zyc) to raczej musial miec jakies
        nieszczesliwe zycie. Nie potrafie wyobrazic sobie tego, ze ktos nie
        teskni. Ja im dluzej mieszkam w UK ( i do Polski wiem, ze nigdy nie
        wroce) tym bardziej o Polsce pamietam, zachowuje sie tak, zeby
        przyniesc Polsce dobre imie ( przynajmniej staram sie), moje dzieci
        z roznym powodzeniem mowia po polsku, ale wiedza, ze jestem Polka,
        same po czesci czuja sie Polakami. CHyba nigdy nie kibicowalabym
        Anglii w meczu pilki noznej z Polska. Prawde mowiac jesli ktos nie
        teskni, to ja mu wspolczuje. To tak, jakby drzewo nie mialo
        korzenia.
        >
        > Bardzo frapuje mnie kwestia możliwości adaptacyjnych człowieka...
        > Ja chyba jestem "zakorzeniona" i niech mnie nikt nie wyrywa :)
        • vierablu Re: Takie moje spostrzeżenia.... 21.08.07, 16:45
          > No wlasnie tu to juz nie wiem. Sklanialabym sie do odpowiedzi, ze
          > jesli ktos nie teskni ( moze sie to wyrazic w formie tesknoty, z
          > ktora da sie spokojnie zyc) to raczej musial miec jakies
          > nieszczesliwe zycie.

          ????
          Moje zycie w Polsce mialo z grubsza ten sam poziom szczesliwosci, co moje zycie
          w UK. Finansowo jestem na takim samym poziomie (nie zarabialam w Polsce malo),
          troche mi tu lepiej w sprawach sercowych i urzedowych oraz politycznych, ale w
          Polsce z kolei mialam blisko rodzine, z ktora jestem mocno zwiazana, i
          przyjaciol. W sumie mniej wiecej to samo.

          Mieszkanie w Polsce mialo ten plus, ze wydawalam wszystkie wolne srodki na
          podroze poza Polske, teraz na podroze do Poslki, co mnie dosc denerwuje. Rodzina
          ma zapowiedziane, ze ja odwiedzam max dwa razy w roku, jak chca mnie widziec
          czesciej to znaja rozklad lotow. Ja musze miec jeszcze jakies zycie poza
          spotykaniem sie z najblizszymi.
            • jaleo Re: Takie moje spostrzeżenia.... 21.08.07, 16:58
              basia313 napisała:

              > No ale TY wlasnie utrzymujesz kontakty i to aktywnie z Polska, to
              > wlasnie wg mnie jest ta zdrowa tesknota, ktora pozwala CI zyc poza
              > Polska, ale o tym kraju, o rodzinie pamietasz.

              Mysle, ze w tym watku niewiele osob twierdzi, ze w ogole nie
              utrzymuje kontaktow z Polska, tylko, ze nie teskni do tego stopnia,
              ze to ich unieszczesliwia/zasmuca. A to jest spora roznica.
              • basia313 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 21.08.07, 17:08
                Ja tesknie, ale ze tak powiem jest to tesknota kontrolowana, ale i
                mam takie dni ze placze. Ostatnio sluchalam Krzysztofa Krawczyka
                piosenki partyzanckie i tez plakalam. Takie chwile sa jednak i
                zadkie i nawet wtedy mam swiadomosc, ze w WB jest moj dom, a nie w
                Polsce. Mysle, ze jesli ktos teskni i to mu uniemozliwia zycie, to
                zazwyczaj tylko kwestia czasu by mozna zyc normalnie.
        • aniaheasley Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 22:46
          >Prawde mowiac jesli ktos nie
          > teskni, to ja mu wspolczuje.

          Nie wspolczuj. Nie doszukuj sie w tych 'nieteskniacych' jakis
          brakow, pustki, czy czego tam jeszcze wieszcze polscy by sie
          doszukiwali, daj nam cieszyc sie zyciem w naszej nowej ojczyznie a
          dla Polski zachowac wspomnienia domu rodzinnego, dziecinstwa i
          wczesnej mlodosci.
            • effata Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 23:20
              > Ja uwazam, ze mozna i tesknic i sie cieszyc mieszkaniem poza Polska.

              Dokładnie!
              Przecież nikt tu nie mówi o darciu szat, umartwianiu się, depresji i niemożności
              przeżycia poza Polską.
              Ja tak przynajmniej odebrałam post kast i innych osób, które tęsknią.

              Ja tu żyję normalnie, tu jest mój dom (nie wiem ile razy można to do znudzenia
              powtarzać), świadomie zdecydowałam się tu mieszkać (przynajmniej przez jakiś
              czas). I co więcej, nawet już trochę ten kraj znowu polubiłam, po wielu
              wcześniejszych rozczarowaniach. Także dzięki (jakkolwiek wazeliniarsko by to nie
              zabrzmiało :)) naszemu forum - bo wiele dyskusji zmusza do refleksji i homo
              sapiens weryfikuje swoje poglądy, z pewnymi rzeczami się godzi, dokonuje wyborów.
              Ale ... tęsknię za tym, co jest mi wciąż znane lepiej niż Anglia i jej kultura,
              tradycje, zwyczaje, mentalność.
              "To się wysil i poznaj tę kulturę i tę mentalność" mógłby ktoś powiedzieć. I to
              jest wyjście, ale po pierwsze wymaga to sporego wysiłku (który się nakłada na
              wiele innych czynników związanych z emigracją), po drugie poznanie i zrozumienie
              czegoś jeszcze nie od razu oznacza zapałania wielką miłością.

              Wiele osób przyjechało tu nawet jeśli nie ze względów ekonomicznych (swoją
              drogą, to zastanawiam się dlaczego tak wiele osób się tego wstydzi), to ze
              względu na możliwości rozwoju, inny układ polityczny, wolność wyboru, z miłości
              itp. To nie znaczy, że przekreśla i emocjonalnie odcina się od tego, co przeżyło
              w Polsce.

              Jeszcze raz powtarzam: ja nie tęsknię rozpaczliwie za Polską, jak za jakimś
              rajem utraconym, ale za polskością, czyli tym, co rozumiem, co jest mi bliskie,
              co przyswajałam przez większą (jak na razie :)) część mojego życia. I mimo, że
              jak najbardziej cieszę się, że mogę tu mieszkać, rozwijać się, że to państwo
              dało mi szansę żyć normalniej niż PL, to nie sądzę, żebym się kiedykolwiek czuła
              100% Brytyjczykiem (polskiego pochodzenia).
              I też, tak jak jeszcze parę osób w tym wątku (uff, czyli ktoś jednak odczuwa
              podobnie), raczej się z tych tęsknot nie wyleczę...
              ***********************************************************
              Jeśli życie da ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę.
              POLKI W ANGLII
              • effata Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 23:24
                > Przecież nikt tu nie mówi o darciu szat, umartwianiu się, depresji >i
                niemożność i przeżycia poza Polską.
                > Ja tak przynajmniej odebrałam post kast i innych osób, które >tęsknią.

                Jak zwykle spójność i logika wypowiedzi!
                Chodziło mi o to, że autorka wątku, jak i parę innych osób, mimo chwilowego
                'doła' po powrocie generalnie funkcjonuje tu normalnie. Choć nie ma nadziei, że
                się wyleczy z tęsknot :)
                ***********************************************************
                Jeśli życie da ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę.
              • basia313 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 23:32
                No wlasnie, podam tez przyklad pewnego Hiszpana. Przyjechal do
                WIelkiej Brytanii jako nastolatek. Tu sie ozenil. Mial zone i dzieci
                ( chyba trojke) i nigdy nie pojechal do Hiszpanii, swoich dzieci nie
                nauczyl mowic po hiszpansku, nawet do nich w tym jezyku nie mowil.
                Pod koniec zycia pojechal odwiedzic Hiszpanie i stwierdzil, ze tylko
                tam czuje sie jak u siebie w domu, i ze zycie tam jest normalne, po
                czym wrocil do UK.
            • steph13 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 23:29
              basia313 napisala:
              >Ja uwazam, ze mozna i tesknic i cieszyc sie mieszkaniem poza Polska.

              Pewnie ze mozna ale nie ma chyba przymusu, a zaakceptowanie innego
              kraju za nowa ojczyzne to nie zwyrodnienie lecz latwosc adaptacji.

              A mnie zawsze smieszyla ta romantyczna forma polskiego patriotyzmu:
              zzera mnie tesknota za ojczyzna, tworze rozpaczy pelna poezje,
              przelewam na papier tomiska o wierzbach placzacych i starej chacie
              za miezda, ale ... zyc wole na obczyznie, ie have my cake and eat it.
              • effata Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 23:44
                Eeee tam, romantyzmu to ja nigdy nie lubiłam. A i za poezją też nie szaleję :)
                Steph, ty zjadłaś swoje ciastko i się pogodziłaś z tym faktem. Ale wszystkie
                fora emigranckie wskazują na to, że jednak większość się - bodajże całe życie -
                boryka z tym problemem; z problemem jak by nie było tożsamości. I zgadzam się z
                Aniek, że to są też pewne predyspozycje psychiczne, a nie tylko wybór.

                ***********************************************************
                Jeśli życie da ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę.
                • basia313 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 23:57
                  Moze wybor, moze predyspozycje psychiczne, moze pustka. PEwnie
                  patrze na to z mojego osobistego punktu widzenia ( ale to smiesznie
                  zabrzmialo), ale przeciez kazdy ma jakies korzenie. I nie chodzi tu
                  smutek, ktory uniemozliwia normalne zycie, ale wlasnie nasze
                  korzenie sprawiaja kim jestesmy. Jesli np poczatek naszego zyca, a
                  wiec dziecinstwo nie bylo dobre, czy czas mlodzienczy, to rozumiem:
                  wyjezdzam i nie pamietam, ze jestem Polka czy np Chinczykiem. Jesli
                  natomiast dziecinstwo bylo szczesliwe, a zapewne kazdy kraj oferuje
                  troche inne zycie, a wiec i dziecinstwo, to nie ma sposobu zeby nie
                  tesknic, choc troche. Dlatego wlasnie jest mi szkoda tych, ktorzy
                  nie tesknia. Prosze moja wypowiedz odebrac bez zlosci, bo tez i
                  kazdego dnia nie mysle o tym, jak to musi byc smutno tym, ktorzy nie
                  tesknia. Ot takie moje przemyslenia w tym watku.
                • steph13 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 23.08.07, 00:05
                  effata napisała:

                  > Steph, ty zjadłaś swoje ciastko i się pogodziłaś z tym faktem.

                  effata, jak wiele ciastek, polknelam je dosyc lapczywie i na
                  szczescie nie cierpie z tego powodu ale zgadzam sie calkowicie z
                  teza o predyspozycjach psychicznych. Nie wszyscy odczuwaja potrzebe
                  ogladania sie do tylu i wspierania sie przeszloscia; niektorzy wola
                  i potrafia zaczac calkowicie od nowa i znalesc sie wygodnie w
                  pelnej harmonii z nowa rzeczywistoscia. Czasami staje sie tak
                  niemalze bezwiednie, poprostu okolicznosci, warunki czy srodowisko
                  ksztaltuja nowa tozsamosc.

                • aniaheasley Re: Takie moje spostrzeżenia.... 23.08.07, 10:35
                  Effata, chyba tylko wiekszosc w kategorii 10 lat na emigracji i
                  mniej. Potem juz naprawde tacy rozdarci staja sie mniejszoscia. I sa
                  to najczesciej osoby , ktore przez te 10 lat nie zapuscily zadnych
                  korzeni, nie zalozyly rodziny, nie maja tutaj przyjaciol. Ogromna
                  wiekszosc dlugotrwalych emigrantow nie ma klopotow z definiowaniem
                  swojej tozsamosci w nowym kraju.

                  A prawie wszyscy emigranci z dlugim stazem zgadzamy sie co do
                  jednego - Polska to fajny kraj na krotki urlop co pare lat.
                  • anya.po.prostu Re: Takie moje spostrzeżenia.... 23.08.07, 12:01
                    aniaheasley napisała:

                    > Effata, chyba tylko wiekszosc w kategorii 10 lat na emigracji i
                    > mniej. Potem juz naprawde tacy rozdarci staja sie mniejszoscia. I sa
                    > to najczesciej osoby , ktore przez te 10 lat nie zapuscily zadnych
                    > korzeni, nie zalozyly rodziny, nie maja tutaj przyjaciol. Ogromna
                    > wiekszosc dlugotrwalych emigrantow nie ma klopotow z definiowaniem
                    > swojej tozsamosci w nowym kraju.
                    >
                    > A prawie wszyscy emigranci z dlugim stazem zgadzamy sie co do
                    > jednego - Polska to fajny kraj na krotki urlop co pare lat.


                    haha! uwielbiam takie teorie wyssane z palca!

                    ciekawa jestem aniu skąd wiesz, ze PRAWIE WSZYSCY emigranci? Masz odpowiedni rejestr PRAWIE WSZYSTKICH polskich emigrantów w UK? To gratuluję, bo ani polska ambasada ani Home Office takiego rejestru nie ma.

                    A juz twierdzenie, ze rozdarci zostają najczęściej ci, którzy nie maja przyjaciół czy rodziny jest super!
      • jaleo Re: Takie moje spostrzeżenia.... 21.08.07, 16:40
        aniek133 napisała:

        > > Ale wciąż się zastanawiam, jak bardzo życie w kraju musiało dać
        się
        > komuś we znaki, że wyjeżdżając w dorosłym już życiu, nie czuje
        > tęsknoty i cieszy się ze zmiany... Współczuję takim ludziom, bo
        > chyba musieli być bardzo nieszczęsliwi, skoro nic ich nie wiąże z
        > miejscem, w którym przeżyli spory kawałek życia.

        Chyba odwrotnie: ja sie zastanawiam, jak bardzo trzeba byc
        zdesperowanym i jak ciezkie, pozbawione perspektyw zycie miec w
        Polsce, zeby sie zdecydowac na wyjazd do kraju, w ktorym nie czujemy
        sie szczesliwi i marnowac swoje najlepsze lata na cierpienia, ciagla
        tesknote i rozlake?

        A z kolei ci "czujacy sie na emigracji jak ryba w wodzie" to raczej
        gatunek czlowieka, ktory wszedzie potrafi sobie zbudowac wlasny w
        miare szczesliwy swiat w ramach powiedzonka whenever I lay my hat is
        my home - a nie ludzie, ktorzy w Polsce jakos wyjatkowo cierpieli.
        • aniek133 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 21.08.07, 18:19
          W moim przypadku istotna jest przynależność narodowa. Nic na to nie
          poradzę, że przynależę do Polski, bo tu spędziłam prawie całe życie,
          z tą kultura jestem związana. Ten kraj to mój dom, jaki by nie był
          to jednak dom i tu czuję się najlepiej. Wszędzie indziej czuję się
          obco. Może po prostu różni ludzie mają różną potrzebę przynależności
          narodowej? Może ta potrzeba, jej brak lub jej giętkość decydują
          później o tym jak szybko się asymilujemy, jak łatwo się
          przyzwyczajamy i jak tęsknimy...?
        • princessjobaggy Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 12:17
          jaleo napisała:

          > A z kolei ci "czujacy sie na emigracji jak ryba w wodzie" to
          >raczej gatunek czlowieka, ktory wszedzie potrafi sobie zbudowac
          >wlasny w miare szczesliwy swiat w ramach powiedzonka whenever I lay
          >my hat is my home - a nie ludzie, ktorzy w Polsce jakos wyjatkowo
          >cierpieli.

          Zgadzam sie z Jaleo.
          Moj dom zawsze byl i bedzie tam, gdzie moj partner, chocby to miala
          byc Grenlandia ;)
          • steph13 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 17:17
            > jaleo napisała:
            >
            > > A z kolei ci "czujacy sie na emigracji jak ryba w wodzie" to
            > >raczej gatunek czlowieka, ktory wszedzie potrafi sobie zbudowac
            > >wlasny w miare szczesliwy swiat w ramach powiedzonka whenever I
            lay >my hat is my home - a nie ludzie, ktorzy w Polsce jakos
            wyjatkowo cierpieli


            >princessjobaggy napisała:

            > Moj dom zawsze byl i bedzie tam, gdzie moj partner, chocby to
            miala byc Grenlandia ;)#

            Calkowicie sie z Wami zgadzam. Nie trzeba byc cierpiacym obywatelem
            kraju aby szukac i znalesc szczesliwsze/inne/lepsze zycie poza jego
            granicami i umiec sie nim cieszyc. Podejmuje sie swiadoma i
            dobrowolna w koncu decyzje wiec uporczywa tesknota jest nieco
            smieszna bo jesli tak bardzo dokucza, doprowadza do lez i bezsennych
            nocy to mozna przeciez wrocic do kraju. Nie wyobrazam sobie
            zamieszkania np w Anglii gybym myslami i uczuciami tkwila w Polsce,
            bo jaki bylby tego sens?


            • hillroad dokładnie wczoraj wróciłam do UK i ... 22.08.07, 17:44
              ... muszę szczerze powiedzieć że bardzo chciałam wracać do UK, bo
              teraz tu jest mój dom i moje sprawy, mój mąż i córka, a poza tym
              kocham tu mieszkać. kiedyś strasznie mi się tęskniło, teraz prawie
              wcale.
              przejdzie Ci pewnie szybciej czy później i poczujesz się lepiej,
              tego Ci życzę...
            • chihiro2 Re: Takie moje spostrzeżenia.... 22.08.07, 17:57
              Tez sie zgadzam. Dla mnie decyzja o przeprowadzce do Anglii byla
              bardzo szybko i latwo podjeta decyzja. Dobrze mi sie tu mieszka, w
              chwili obecnej nie wyobrazam sobie mieszkania na zawsze gdzie
              indziej.
              Jestem jedyna znana mi osoba, ktora nie czuje sie zakorzeniona w
              Polsce. Moi rodzice przeprowadzili sie w zeszlym roku do Niemiec,
              moja rodzina w Polsce jest juz bardzo nieliczna, domu tam nie mam i
              nie cierpie z tego powodu. Dom zreszta jest dla mnie pojeciem czysto
              abstrakcyjnym, nie zwiazanym z konkretnym miejscem. Jesli tesknie w
              jakis sposob za przeszloscia, to nie za Polska, a za dziecinstwem,
              ktore rownie dobrze mogloby byc spedzone np. w RPA czy Francji.
              Uwazam, ze to, ze urodzilam sie w Polsce jest kwestia przypadku i
              scisle zwiazane jest z moja wiara w sens zycia (nie bardzo mam
              ochote teraz to tutaj tlumaczyc). Nie czuje, ze polska kultura
              jest "moja", czuje sie bardzo scisle zwiazana z Europa, mniej z
              jakims konkretnym krajem. Bardzo lubie wspominac sobie pewne
              wydarzenia z przeszlosci, smiac sie z polskiej rzeczywistosci, ale
              nie chcialabym do niej wrocic i jakos nie sciska mnie w sercu gdy
              slysze polski hymn czy gdy wiem, ze Polacy graja jakis wazny mecz
              (ale w zyciu zadnego meczu nie obejrzalam i nigdy nikomu nie
              kibicowalam) - ale to juz chyba porusza kwestie patriotyzmu, ktory
              ma, moim zdaniem, spore znaczenie w temacie tutaj analizowanym.
    • gosiash Jakość/bezpieczeństwo życia 23.08.07, 00:06
      Może nie powinnam pisać w tym wątku, ale tu tak i o życiu w Polsce i
      w Anglii. Ja mam szczerze powiedziawszy inny dylemat niż tęsknota.
      Bo nie tęsknię za Polską, może z braku czasu, może ze względu na
      łatwość podróżowania, może taki typ już ze mnie.
      Mnie jednak martwi co innego. Mając dwójkę dzieci, ciągle mnie
      zastanawia czy dla dobra dzieci zostać tu, czy może wracać do Polski
      bo tam bezpieczniej (jak na razie). Tzn. za każdym razem jak słyszę
      o strzelających do siebie lub wbijających sobie noże nastolatkach to
      mnie przerażenie ogarnia.
      MOże to moja ignorancja, bo nie wczytuję się w wieści z Polski, ale
      wydaje mi się, że w Polsce posiadanie broni palnej wśród młodzieży
      nie jest aż tak powszechne.
      Generalnie pewne zasady życia w UK są w sumie lepsze niż w Polsce
      (nie trzeba szukać reszty w sklepie, przewijaki dla niemowlakow
      wszędzie, itd. itp.), ale do podwójnych kranów to ja się nigdy nie
      przyzwyczaję ;)
      No ale ten brak poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w dużych miastach
      trochę mnie martwi.
    • anya.po.prostu Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 23.08.07, 01:24
      Przyznam, ze nie bardzo rozumiem sens tej dyskusji i spieranie sie i udowadnianie czegokolwiek.
      Nie rozumiem takich sadow, ze ci co tesknia to wiecznie rozdarci, nieszczesliwi, nieumiejacy sie asymilowac, a ci co nie tesknia to trzeba im tylko wspolczuc.
      To przeciez sa tak niesamowicie indywidualne kwestie, uwarunkowane bardzo wieloma czynnikami.
      Ci "co nie tesknia" uparcie ignoruja to, co pisza "ci teskniacy". Ze wcale nie nie siedza przed kominkiem zadumani i rozpaczajacy nad swoim emigracyjnym wygnaniem. Naprawde mozna miec sentyment do Polski i normalnie z tym zyc i funkcjonowac poza Polska.
      Dlaczego automatycznie zakladacie, ze to oznacza brak zdolnosci przystosowania i bycie nieszczesliwym w miesjcu innym niz PL.
      Na szczescie UK jest krajem na tyle otwartym, roznorodnym i tolerancyjnym, ze mozna calkiem szczesliwie tu zyc bedac soba. Bez potrzeby wtapiania sie jak kameleon.
      Z drugiej strony jesli ktos ma potrzebe czy ochote na odciecie sie od Polski, nieuczenie dzieci polskiego, zaczecie wszystkiego od nowa czy tez po prostu nie ogladanie sie za siebie, to przeciez tez jego swiete prawo. Troche wiece tolerancji.

      Troche mi te spory tutaj przypominaja klocenie sie, ktore lody sa lepsze: waniliowe czy czekoladowe. Nie ma sensu. Jedni lubia takie drudzy lubia inne. Wmawianie komus kto lubi waniliowe, ze jest nienormalny, bo najlepsze sa czekoladowe?

      ---
      a z innej beczki to zastanawia mnie czesto to, co kilka z Was tu podkresla: ze dom tam gdzie serce, dom tam gdzie Wasz facet. Ciekawe co na to feministki ;)))
      A co bedzie jak facet zostawi?
      • eballieu Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 23.08.07, 09:21
        Anya.po.prostu, tak bardzo nie chcialo mi sie pisac, a teraz prosze,
        widze, ze ktos napisal za mnie.
        Tez nadziwic sie nie moge, jak niektore dorosle, ba dojrzale, a
        nawet bardzo dojrzale juz osoby dyskutuja nad tym, ktore lody
        lepsze.

        Gdyby problem nie istnial, to by worek w socjologii pt. tozsamosc,
        identyfikacja, emigracja nie istnial. A tak istnieje. I co wiecej sa
        kraje w Europie, w ktorych dzieci emigrantow wcale sie nie
        asymiluja, wcale nie czuja sie jak u siebie, a poczucie innosci i
        brak zwiazku z krajem, w ktorym sie urodzili i wychowali jest tak
        ogromne, ze mi sie to w glowie nie miesci;-)

        Ja zdecydowalam sie przyjechac z powodow meza do Anglii. Mielismy
        plan co tu zrobic poza praca i ten plan nas bardziej tu przyciagnal
        niz praca;-) Zdecydowalismy sie na ten przyjazd bardzo szybko, bo:
        wiedzielismy, ze jest to kontrakt i pobyt tymczasowy. I to decyduje
        o tym, ze jestem tu szczesliwa. Ale nigdy w zyciu nie wybralabym
        tego kraju na miejsce, w ktorym chcialabym zyc.

        Serce moje tam gdzie maz? Moze i tak, ale poza mezem od
        szczesliwosci to jeszcze akurat mi potrzeba wielu innych rzeczy.

        Czy tylko Polska? Nie. Wyjezdzajac z Polski 3 lata temu wiedzialam,
        ze raczej tam nie wrocimy, a juz na pewno nie w takim ukladzie. Nie
        mowimy nie, bo mi nie przeszkadzaloby i mojemu mezowi zycie w
        Polsce. Nas tam nikt i nic nie ograniczalo.

        Na dzien dzisiejszy realizujemy projekt pt. dom. Nie bedzie w
        Anglii. Nie wiemy czy to juz jest to cos co bedzie na stale. Ale
        kiedy ostatnio plynelam kolo tego domu stateczkiem, to lzy mi po
        twarzy ciekly. Juz kocham to miejsce i czuje sie tam dobrze. A wcale
        go nie znam. Serce moje mowi mi jednak, ze bede tam szczesliwa. Wiec
        chyba naleze do tych, ktorych latwo sie przeszczepia.

        Do pelni tego szczescia w moim zyciu potrzebuje jednak rodziny. I to
        nie tej najblizszej w znaczeniu maz i dzieci. Ja chce widziec mojego
        syna, ktory fika koziolki z dziadkiem, babciami, ciociami, ktory wie
        co to i kto to jest kuzyn, kuzynka, siostrzenica, bratanek, ale nie
        tylko od swieta. Chce moc dac mu popoludnie u ciotki, wujka w taki
        dzien jak dzis(o szyby nawala miarowo deszcz).

        Jeszcze kilka dni temu dziecko moje biegalo po ogrodzie i rwalo
        jablka z drzewa z .... ferajna dzieci z rodziny. I ja z tym tesknie
        najbardziej z mezem. Tego nam tu brakuje. Ferajny dzieciakow naszego
        rodzenstwa.




        • steph13 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 23.08.07, 11:08
          eballieu napisała:


          > Tez nadziwic sie nie moge, jak niektore dorosle, ba dojrzale, a
          > nawet bardzo dojrzale juz osoby dyskutuja nad tym, ktore lody
          > lepsze.
          Wcale nie chodzi o to, ktore lody sa lepsze, ale o spokojne
          zaakceptowanie, ze istnieje ich roznorodnosc wiec nie ma potrzeby
          krytykowac osobistych preferencji. Mozna tesknic za Polska lub nie,
          uczyc dzieci polskiego lub nie, czuc sie Polakiem lub nie. Nie ma
          chyba recepty na jak powinno byc w kazdym indywidualnym przypadku.
          To tyle.

          > Gdyby problem nie istnial, to by worek w socjologii pt. tozsamosc,
          > identyfikacja, emigracja nie istnial.

          Oczywiscie, ze problem istnieje. Stad moze wielu starych Polakow z
          powojennej emigracji, po szczesliwym i udanym zyciu spedzonym daleko
          od kraju, wraca dokonczyc zycia w Polsce bo cos ich tam jednak
          ciagnie. I znowu, prawda jest ze wielu, ale nie wszyscy dokonuja
          takiego wyboru.

          > Na dzien dzisiejszy realizujemy projekt pt. dom. Nie bedzie w
          > Anglii. Nie wiemy czy to juz jest to cos co bedzie na stale. Ale
          > kiedy ostatnio plynelam kolo tego domu stateczkiem, to lzy mi po
          > twarzy ciekly. Juz kocham to miejsce i czuje sie tam dobrze. A
          wcale go nie znam. Serce moje mowi mi jednak, ze bede tam
          szczesliwa.

          Nie na temat watku, ale przypomnialas mi o historii bliskiego
          przyjaciela. Jako mlody czlowiek w brytyjskiej navy, wracajac do
          portu w Plymouth przeplywal czesto obok wybrzeza w Devon. Wysoko na
          skalach podziwial za kazdym razem piekny, stary, rozowy dom,
          wiktorianskie szklarnie, sad, kamienne schodki prowadzace do malej
          prywatnej plazy. Po latach sluzby zaczal wlasny business, firma
          kwitla, podrozowal po swiecie ale wizja domu w Devon nigdy go nie
          opuscila. One day it will be mine - powtarzalku znudzeniu kazdego
          kto chcial sluchac. Kiedy przyszla atrakcyjna zona i czworo malych
          dzieci jedno po drugim, zostalo jeszcze jedno marzenie do
          spelnienia - TEN dom. Los zrzadzil, ze dom pojawil sie na rynku w
          miare szybko i finanse pozwolily na olbrzymia inwestycje w obiekt
          dlugoletnich marzen. My bylismy tam czesto goszczeni i pamietam jak
          im zazdroscilam imponujacej posiadlosci, wszelkich luksusow,
          olbrzymiej bawialni dla dzieci, okraglego pokoju-biblioteki, sufitow
          wyscielanych plisowanym jedwabiem, panoramy na morze. Byl
          nawet 'resident ghost', ktory trzaskal drzwiami, gasil swiatla i
          szelescil stronicami ksiazek oraz thatched roof summer house gdzie
          Lord Tennyson tworzyl poezje. Ale milosc w malzenstwie szybko
          umarla, 'house' przestal byc 'home', dziecmi zajal sie sztab
          nianiek, kucharka odeszla i stary ogrodnik stracil serce do
          egzotycznego sadu. Pan domu popadl w depresje, nie cieszyl go juz
          rozowy dom i zaczal powaznie pic. Ktoregos samotnego dnia potknal
          sie na waskich kamiennych schodkach do plazy i zakonczyl w miare
          mlode jeszcze zycie w miejscu mlodzienczych marzen.
          Taki dzisiejszy Great Gatsby.

          Oczywiscie ta cala hisoryjka to tylko na marginesie. I szczerze
          mowiac, zazdroszcze ci troche, ze upatrzylas sobie takie miejsce, w
          ktorym instyktownie czujesz, ze bedziecie szczesliwi. Fajnie jest
          miec marzenia a jeszcze fajniej jest je zrealizowac. Szczerze zycze
          powodzenia.

          • aniek133 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 23.08.07, 13:05
            Piękna historia. Z przyjemnością ją przeczytałam. Aż się wierzyć nie
            chce, że prawdziwa... Twój przyjaciel jest potwierdza, że marzenia
            się spełniają na Wyspach :) Szkoda tylko, że jednak to nie był
            happy end... A co się stało z żoną i dziećmi? Nadal tam mieszkają?
            Zaciekawiłaś mnie tym opowiadaniem...
            • steph13 Re: Wrocilam wczoraj z Pl i... mam dola 23.08.07, 16:16
              aniek133 napisała:

              > Piękna historia. Z przyjemnością ją przeczytałam. Aż się wierzyć
              nie chce, że prawdziwa... Twój przyjaciel jest potwierdza, że
              marzenia h się spełniają na Wyspach :) Szkoda tylko, że jednak to
              nie był happy end... A co się stało z żoną i dziećmi? Nadal tam
              mieszkają?
              > Zaciekawiłaś mnie tym opowiadaniem...
              Well, okazalo sie, ze znajomy mial podejrzenia co do wiernosci zony
              duzo wczesniej i dom zapisal w 'trust' dla dzieci. Rozumiem, ze
              posiadlosc jest wynajmowana przez trust do czasu az dzieci skoncza
              21 lat.

      • aniek133 Do wypowiedzi anya..po.prostu 23.08.07, 13:03
        Cóż.. dyskucja dla dyskusji - dlaczego nie? Sens ma, ale czy musi
        mieć cel? Wyrażanie poglądów, dzielenie się doświadczeniami,
        przeżyciami. Nikt nikogo nie zmusza do wypowiadania się ani tym
        bardziej do czytania tego wątku. Więc o co pretensje?
        Poza tym nie widzę tu wypowiedzi, które lody są lepsze. Mikt nie
        twierdzi, że powinno się tęsknić, być rozdartym czy łatwo się
        przystosować, choćby dlatego, że do tego nie da się nikogo
        przekonać. Wygląda na to, ze chyba nie rozumiesz dyskusji, a skoro
        Cie nie interesuje, uważasz, że jest bez sensu - po co czytujesz ten
        wątek? Oczywiście, masz prawo także prawo się wypowiedzieć, jeśli
        takie jest Twoje zdanie, ale po co? :) Pozdrawiam.
        • anya.po.prostu Re: Do wypowiedzi anya..po.prostu 23.08.07, 14:43
          aniek, przeczytaj w takim razie moj post jeszcze raz ze zrozumieniem. Nie kwestionuje sensu dyskusji ani nie mam do nikogo pretensji. Nie widze sensu i nie podobaja mi sie po prostu wypowiedzi OCENIAJACE i KRYTYKUJACE czyjes zyciowe postawy, zachowania, preferencje, szczegolnie tylko na podstawie postow na forum.
          A juz szczegolnie te poparte ulubionym argumentem starej emigracji w stylu "ja tu jestem dluzej to wiem lepiej!" albo "a moj maz Anglik to powiedzial" To mnie zawsze smieszy na tym formu, te pojedynki na staz emigracyjny, jak w piaskownicy. Mozna spedzic cale zycie w jakims kraju z klapkami na oczach wiec staz o niczym nie swiadczy.

          A skoro kazdy moze wyrazac swoja opinie to i ja wyrazilam swoja:
          Kompletnie nie zgadzam sie ze stwierdzeniami, ze tesknota jest dowodem na brak zdolnosci asymilacji czy przystosowania. Albo sugestiami, że jak ktos po tylu latach ciagle teskni to najlepiej niech wraca do domu. Albo ze rozdarci sa ci co nie maja przyjaciol.
          Takie twierdzenia swiadcza moim zdaniem o braku rozumienia, o braku otwartosci na roznorodnosc ludzkich zachowan.
          Nie wszyscy jestesmy skonstruowani tak prosto jak ameba.
          • jaleo Re: Do wypowiedzi anya..po.prostu 23.08.07, 15:21
            Ja tam widze sens rowniez w dyskusji o lodach - dlaczego jedni lubia
            takie a drudzy inne - wiadomo, ze kazdy ma swoje zdanie, ale
            ciekawie jest czasem sobie poczytac, co ludzie sadza i dlaczego.

            Jak dotad zauwazylam tylko cywilizowana wymiane pogladow, nikt
            nikogo nie atakuje i wydaje mi sie, ze naprawde nie ma zadnych
            powodow, zeby ludzi po katach rozstawiac.
            • kast To i ja sie znow odezwe 23.08.07, 15:53
              Piszac mojego posta nie przypuszczalam, ze taka dyskusje wywola, no
              ale po to przeciez sa fora :) Przeczytalam wszystkie wypowiedzi i
              szczegolnie jedna mi zostala w pamieci - ktoras z Was napisala jak
              wazny jest kontakt dziecka z rodzina, nie tylko bozonarodzeniowy czy
              wakacyjny, ale tez taki codzienny. Ja jeszcze dziecka nie mam, ale
              wiem, ze jak juz dojdzie co do czego, to wiem, ze zrobie wszystko,
              zeby dziecko mialo jak najczestszy kontakt ze swoimi kuzynami, bo ja
              rowniez sobie wyobrazam, zeby nie znalo swoich cioc, wujkow, itp.
              Ale poki co moj TZ postanowil, ze on to by chcial tu postgraduate
              studia zrobic, wiec chyba utkniemy tu na troche dluzej i staram sie
              w tym znalezc pozytywne strony ;) W miedzyczasie planujemy kupno
              mieszkania albo budowe domu w Polsce. Moze i ja porobie jakies
              kursy, zeby czas tu spedzony jak najlepiej wykorzystac :)
              I chyba nie ma wiekszego sensu krytykownie kogokolwiek za to, ze
              teskni albo nie teskni. A jak teskni to za to, ze siedzi tu
              jak "meczennik", bo tak wcale nie jest. Kazdy tu jest z jakiegos
              powodu i powinnismy to uszanowac :)


              ----------------
              Serdecznie pozdrawiam, Kasia
              Jestem w UK od...
              • robak.rawback olala 23.08.07, 16:55
                hmm ja sie zastanawiam czy bede kiedys tesknic na tyle ze mi to
                bedzie przeszkadzac w zyciu. mam nadzieje ze nie.

                zawsze chcialam przyjechac do 'greit britajn' (jak to mowia na
                okeciu) i irytowaly mnie rozne rzeczy w polsce - np brak
                multiculturalismu, i sie czulam nie do konca u siebie.

                polskiej tv nie ogladalam na rzecz anglojezycznych programow, etc,
                dochodzac do wniosku ze po polsku to ja juz umiem mowic i jak
                ogladac/czytac to z pozytkiem. jak w koncu na starosc sie ruszylam i
                przenioslam to jakiegos szoku nie przerzylam bo i tak od lat
                siedzialam w angielskim i angielskich studiach. z drugiej strony
                poczulam roznice oczywiscie, w wygladzie wszystkiego naokolo i peace
                of mind. to tak jak kaminski musi biegac na biegun polnocny bo ma
                tak w mozgu zakodowane, ze mu tam dobrze, to mnie dobrze tu.

                i jest to chyba raczej przywiazanie do konkretnego kraju, bo nie
                widze siebie w szale emigracyjnym np we francji a potem w szwecji, a
                potem w hiszpanii, raczej jezeli juz to w anglojezycznych krajach.
                nie jara mnie siedzenie w kraju gdzie nie umiem mowic lokalnym
                jezykiem.

                nie zmienia to faktu ze strasznie sie denerwuje jak w jakichs
                rozmowach z angolami na przyklad ktos rzuca jakims nazwiskiem
                polityka czy lokalnego aktora, a ja wogole nie wiem o kogo chodzi.

                jakis czas temu kolezanka w pracy mowi - ty zobacz, ten gostek to
                wyglada jak ...(i tu pada nazwisko); a ja - haha oczywiscie, tak, ..
                potem poszlam wygooglac bo nie wiedzialam o czym mowila.

                (tu mi sie przypomina dyskusja na temat ajzatow i innych ze z nimi
                to sobie nie pogada polak o szymborskiej i nie ma wspolnego z nimi
                punktu odniesienia; no, ze mna angol tez sobie nie pogada).

                w sprawie tlumaczen kultorowki - jak na przyklad szyszkownika
                przetlumaczyc z filmu kingsize ( head pineconeman? ;) i jeszcze do
                tego efekty glosowe jerzego sztura - nieprzetlumaczalne i
                niepodrabialne.
              • minisufka Re: To i ja sie znow odezwe 27.08.07, 19:13
                przygotowuje sie do bezlitosnie nadchodzacego piatku... mezulek czeka
                wyteskniony na wyspach, ale tu mame placzaca zostawie i tate i brata i w ogole
                wszystkich!
                jak juz bede na lotnisku to skoncentruje sie na stresie zwiazanym z lotem - moze
                wtedy mniej przykro mi bedzie.

                a na razie........

                boohooooooo :'((((

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka