Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie.

09.12.07, 16:52

Witam, po raz pierwszy w tak dlugi sposob opisuje sprawe, ale
naprawde potrzebuje pomocy, rady, moze ktos wie co moge zrobic, albo
gdzie sie zwrocic z moim problemem.
Mieszkam w poludniowej Anglii, niedaleko Brighton. I mam spory
problem z angielskimi sasiadami.
Moze opisze od poczatku.

Wynajelam 1 bedroom flat, dla siebie i swego faceta. On w tym czasie
byl w Polsce, ja mialam za zadanie sie tym zajac.
I zrobilam tak, znalazlam mieszkanie w agencji, zaplacilam czynsz,
kaucje, wprowadzilam sie.
On wrocil, zaczelismy sie meblowac, mialo byc pieknie.
Mieszkanie jest w domu, oprocz mojego sa jeszcze 4 inne flaty.
Dwa na dole, moj i kolejny na 1 pietrze i 1 na poddaszu.
Problem jest w sasiadach. Tych pode mna i tych nade mna.
Zaczelo sie od tego ze pare dni po wprowadzce zobaczylam dzieci od
pani z dolu, ok dzieci jak dzieci, bawily sie,
tylko ze potwornie bo - jest wrzask, krzyk, pisk, trzaskanie
drzwiami tak ze mi sie wszystko w domu trzesie.CALY BITY DZIEN . BEZ
PRZERWY. Nie robia tego na dworzu - moze czasem ani u siebie w domu
tylko na klatce schodowej.
Na dodatek dzieci z dolu - sztuk ze 4 - nie wiem bo jest ich sporo
lataja do dzieci z gory- ze 2, a mamy sie tez odwiedzaja.
Mamy i dzieci brudne, do tego mamy bez zebow, papierosek za
papieroskiem, nie pracuja, bo widuje je o kazdej porze dnia.Dzieci
pruja sie, krzycza, skacza, rzucaja pilka w auta, brudza na klatce.
Nie uciszaja dzieci, nie zwracaja im uwagi, w ogole mysle ze
puszczaja je ot tak, a same siedza sobie i plotkuja.
Maja ogrod, plaze niedaleko i plac zabaw. Nie, bawia sie tylko i
wylacznie pod domem i na klatce. A wlasciwie glownie na klatce,
ktora traktuja jakby swoj przedpokoj, nie zwracaja kompletnie uwagi
na to w jakim miejscu klatki sie znajduja krzycza z calej sily,
skacza po schodach, pukaja nam w drzwi, - naprawde jest cyrk,
horror. Trzaskanie drzwiami to ich normalny sposob zamykania drzwi,
klatka jest dosc ciasna, drzwi i sciany malo szczelne wiec wszystko
slychac.To nas po prostu budzi -mimo iz
spimy w zamknietej sypalni, po skosie od ich drzwi. Horror.
I tak sie dzieje w weekendy od godziny 8 do 20, w wakacje codziennie
Nie ma pojecia gdzie te dzieci laduja w takim razie w tygodniu,
wyglada to tak ze matka je gdzies na tydzien odwozi, moze jakis dom
dziecka? moze jej zabrali?
bo prawda jest taka ze to jakas angielska patologia, nie
respektujaca tego ze w domu mieszkaja inni ludzie ktorzy potrzebujea
spokoju i odpoczynku. Sasiedzi naprzeciw tez Polacy, z dzieckiem
ktorego nie slychac, nie chca sie mieszac w to, chociaz widza co sie
dzieje, nie moga normalnie zyc tez, ale boja sie w to mieszac.
Jeszcze jedna sasiadka,starsza angielka. Nie rozmawialismy jeszcze z
nia.

Co zrobilam. Bylismy ze 3 razy u matki, grzecznie proszac, ze jest
glosno, ze slyszymy, ze pracujemy ciezko i chcemy odpoczac a nie
mozemy bo to co slychac to naprawde masakra.
Tlumaczylismy, prosilismy - ona ok, ok sorry i za chwile to samo.
Poszlismuy do agencji - zadzwonili do nich- po tym mielismy
porysowany samochod i slady odbijania pilki na aucie. Policja,
zdjecia zarysowan.
Kilka dni pozniej, dzieci rzucaja nam czym w okna i wyzywyaja od
polaczkow. Policja, zglaszamy.PO tym byla chwila spokoju, bo sie
wystraszyli ze podamy ich o dyskryminacje, miniela chwila i to samo
znowu,

Dwa razy zalane mieszkanie od tych z gory. Agencja ,zglaszamy.

Policjantka byla, pogadala, powiedziala ze pogada z nimi , na tym
sie skonczylo. Sprawa jest otwarta ale nie mam pojecia co dalej.

Co mam do powiedzenia.
Okazalo sie ze mieszkania sa z councilu wiec mieszka tu patologia,
ktora nie pracuje, dostaje benefity, nie szanuje ludzi mieszkajacych
w domu, nie szanuje ich pracy, zmeczenia i tego ze chca odpoczac,
sami nie halasuja, grzecznie prosza. NIC
Ja za to mieszkanie place, oni nie- dlaczego nie mam prawa do
spokoju?
Jestem wiecznie przez to podenerwowana - klocimy sie, jesttesmy
zestresowani, wkurzeni,boimy sie po prostu o swoje wartosciowe
rzeczy - auta, cos w mieszkaniu- a to ciezko sie wlamac.
Nie bede sie wyprowadzala bo dlaczego?????

Jest naprawde cyrk, nie wiem czy mozecie sobie to wyobrazic. Caly
bity dzien wrzaski, krzyki, skakanie, trzaskanie drzwiami. Matka
nic. Nie da rady sie dogadac z nia.,
Polaczki - tez pewnie dzieci od niej slyszaly bo same by sobie tego
nie wymyslily.

powiedzcie mi co mam zrobic?????????place w tym kraju od 2 lat
podatki, uczciwie pracuje, nie kradne, nie biore benefitow, zyje jak
czlowiek, place ciezkie pieniadze na wynajem tego mieszkania -
dlaczego nie moge mieszkac w spokoju????
    • aniek133 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 09.12.07, 17:36
      Rozumiem, że się wkurzasz i wcale się nie dziwię. Ale to, że płacisz za
      mieszkanie wcale nie oznacza, że opłacasz sobie spokój i ciszę. Nie Ty jedna
      masz na świecie problem z sąsiadami. Najprościej: przeprowadzić się. Sama
      widzisz, że nic nie wskórasz. Jak my możemy Ci pomóc?
      Skoro mieszkasz w takiej okolicy, gdzie patologie to pewnie i locum niedrogie.
      No, ale czasem warto wydać trochę więcej i mieć święty spokój. Ja bym się długo
      nie zastanawiała.

      • effata Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 09.12.07, 19:45
        Ja też rozumiem, że się wkurzasz, że nie możesz nic z tym zrobić i nosi cię na
        myśl, że to ty sie musisz wyprowadzić. Ale niestety innego wyjścia nie ma. Oni
        się na pewno nie wyprowadzą :) Szczególnie jak to są mieszkania councilowskie. A
        zresztą im tam dobrze.
        Nie masz wyjścia. Albo się wyprowadzisz, albo się będziesz szarpać.
        Niestety, ja po ponad 3 latach mieszkania w tym kraju nie wierzę już w żadną
        możliwość interwencji w tak 'błahych' przypadkach.

        Mnie moi 'wspaniali' sąsiedzi
        ztego wątku
        zalewali przez tydzień. Przez okrągły tydzień kapało nam z sufitu, odpadła nam
        lampa w kuchni (bo namókł sufit), a nasi sąsiedzi nie otwierali drzwi, nie
        reagowali na jakiekolwiek prośby. Ich landlord nie odbierał telefonów (po
        pierwszym zgłoszeniu - czyli problem znał), council miał to w nosie (mimo, że
        mają tam dział dla 'tenants from a private sector', Private Tenants Association
        pomaga tylko osobom na zasiłkach, więc ja jako pracująca nie miałam szans na
        pomoc. A policja stwierdziła, że to nie jest 'anti-social behaviour'. Nieeee,
        oczywiście, to było bardzo 'social'...
        W końcu po tygodniu ... zawalił się nam cały sufit w kuchni. Spadła cała warstwa
        gipsu i izolacji i ukazał nam się spód drewnianej podłogi sąsiadów. I wtedy
        nagle (jak o mały włos nie doszło do tragedii - mogło to np. spaść na moje
        dzieci) zjawili się wszyscy: policja, straż pożarna, landlord z góry,
        przedstawiciel agencji odpowiedzialnej za mieszkanie na górze oraz pan z councilu.
        I co? I nic. Straż wyłączyła prąd, policja stwierdziła, że to nie było
        anti-social behaviour, a pan z councilu, że skoro już nie cieknie (w
        międzyczasie agencja nasłała hydraulika), to on nie ma tu nic do roboty.

        Mogłam się wkurzać ile wlezie, a i tak sama musiałam sobie posprzątać, sama
        musiałam się użerać z rzeszą robotników, którzy w swej łaskawości znosili wyceny
        dla ubezpieczalni przez 3 tygodnie.
        Wkurzałam się jak cholera. I co? I nic. Państwo z góry nie ponieśli żadnych
        konsekwencji. Ani finansowych, ani czasowych ani organizacyjnych.
        A ja już sobie żyję z zawalonym sufitem ponad miesiąc i pewnie do świąt nikt
        tego nie naprawi, bo przecież ubezpieczalnia nie taka prędka do wypłacania
        pieniędzy.

        A najlepszy komentarz usłyszałam od sekretarki w mojej szkole, która zupełnie
        nie rozumiała mojego wkurzenia, że przecież tego wszystkiego można było uniknąć,
        gdyby tylko ci sąsiedzi zareagowali od razu i naprawili kran: "These are
        advantages of democracy. No one can force anybody else to fix their own taps".

        I wszystko na ten temat.

        Krótka rada: Ewakuuj się jak najszybciej, aby ratować swoje zdrowie psychiczne,
        dobytek, a kto wie, może i związek :)

        Pozdrawiam.

        ***********************************************************
        Jeśli życie da ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę.

        ***********************************************************
        Jeśli życie da ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę.
      • 18_lipcowa1 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 09.12.07, 20:34
        aniek133 napisała:

        > Rozumiem, że się wkurzasz i wcale się nie dziwię. Ale to, że
        płacisz za
        > mieszkanie wcale nie oznacza, że opłacasz sobie spokój i ciszę.

        Ale to nie tak, ja nie chce zeby oni - hm nie wiem - znikneli albo
        latali ponad ziemia, chca biegac, krzyczec - spoko ale czemu nie w
        swoim domu? Ja na klatce tez imprez nie robie, nie krzycze, nie
        kloce sie ze swoim partnerem, bo klatka jest wspolna i pownna byc na
        niej cisza. Jak bawia sie na dworzu, w swoim ogrodzie, w swoim
        mieszkaniu - no problem.

        Nie Ty jedna
        > masz na świecie problem z sąsiadami. Najprościej: przeprowadzić
        się. Sama
        > widzisz, że nic nie wskórasz. Jak my możemy Ci pomóc?
        > Skoro mieszkasz w takiej okolicy, gdzie patologie to pewnie i
        locum niedrogie.

        Nie jest to okolica patologii, wlasciciele mieszkan wynajmuja je
        ludziom, nam i innym przez agnecje, a te jedno wlasciciel dal do
        councilu do niestety to juz nie on wybieral mieszkancow. Reszta
        sasiadow,w domu i w okolicznych to normalni,porzadni ludzie, a lokum
        dosc drogie bo mieszkanie po remoncie, naprawde fajne.


        > No, ale czasem warto wydać trochę więcej i mieć święty spokój. Ja
        bym się długo
        > nie zastanawiała.
        >

        Ok, nawet jesli - ja nadal mam tu kontrakt i nie moge go sobie
        zerwac bo cos mi sie nie podoba tylko musze czekac az mi ew.
        wygasnie a to jeszcze jakby nie bylo pare miesiecy.
        • elajna7 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 09.12.07, 23:45
          Obawiam sie, ze przeprowadzka to jedyne wyjscie, bo nie sadze zeby grzeczne
          prosby o cisze poskutkowaly (mozesz sprobowac).
          Sprawdz co mowi Twoja umowa. Powinna byc wzmianka o okresie wypowiedzenia itp.
          Powod do zerwania jej masz.
        • just_11 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 09.12.07, 23:48
          Na pewno jest jakas ewentualnosc, ze mozesz zerwac umowe ( a w zwiazku z takimi
          sytuacjami jestem pewna). Na Twoim miejscu juz dawno bym sie wyprowadzila. Nie
          ma sie co szarpac.. - tych angielskich mam, nie nauczysz, ze powinny sie lepiej
          zajmowac dziecmi i pokazac im ze trzeba szanowac innych ludzi (zauwazylam ze to
          tutaj nagminne, ze malo ktory Anglik szanuje gruga osobe)... probuj zmieniac
          rzeczy ktore mozesz zmienic... ciesz sie, ze nie kupilas tego mieszkania...
          Ja tez mialam podobna sytuacje i po prostu sioe wyprowadzilam... nie ma sensu
          walczyc z wiatrakami... :(
          • e-vil Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 10.12.07, 05:06
            Swoich sąsiadów kultury nie nauczysz - a dzieci (jeśli mają przyzwolenie
            rodziców) ciszej zachowywać się nie będą..

            W tej sytuacji masz trzy wyjścia:
            - przeprowadzka - co sugerują dziewczyny
            - zakup zatyczek do uszu
            - hałasowanie - głównie w godzinach porannych
            (www.joemonster.org/art/4637/Sposob-na-glosnego-sasiada ).. może jak się
            dzieciaki nie wyśpią nie będą tak energicznie się bawić >:)
            • 18_lipcowa1 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 10.12.07, 11:03
              problem w tym ze one tu nie spia,sa przyprowadzane skads, nie wiem
              skad, od piatku wieczorem do niedzieli wieczorem. tak wiec wyspane,
              swieze, pelne sil...;-))
    • elioli Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 11.12.07, 13:05
      A dlaczego nie chcesz sie wyprowadzic? Ludzi na sile nie zmienisz, a
      jak sama piszesz juz mialy miejsce sytuacje typu porysowany
      samochod, obrzucanie okien, wyzwiska. Interwencja policji wiele nie
      dala zatem warto siedziec tam na sile? Cazsem trzeba powiedziec
      sobie trudno - niestety jestes w mniejszosci w tym domu.
      Mysle, ze nie ma na co czekac bo moga Wam jeszcze jakis gorszy numer
      wyciac :(

      I taka uwaga na marginesie.
      Zastrzegasz sie ze nie biorzesz benefitow - a jesli ktos bierze to w
      tym cos zlego? Tak wynika z Twojej wypowiedzi. Sory ale nie rozumiem
      pseudoambitnej postawy nie korzystania z dodatkow. Skoro ktos
      uczciwie pracuje to dlaczego jesli cos sie nalezy to wstyd z tego
      korzystac. A bo to anglicy tacy laskawi i cos za darmo polakom do
      kieszeni pakuja? Uczciwie pracujac i placac podatki pracujesz na
      starych anglikow w tym momencie. Wstyd to krasc.
      Nie segreguj ludzi na lepszych i gorszych pod katem benefitow. To
      niesmaczne. Nie obraz sie ale takie mam odczucia w tej kwestii.
      Pozdrawiam.
      • elajna7 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 11.12.07, 15:22
        elioli napisała:
        Tak wynika z Twojej wypowiedzi. Sory ale nie rozumiem
        > pseudoambitnej postawy nie korzystania z dodatkow. Skoro ktos
        > uczciwie pracuje to dlaczego jesli cos sie nalezy to wstyd z tego
        > korzystac. A bo to anglicy tacy laskawi i cos za darmo polakom do
        > kieszeni pakuja? Uczciwie pracujac i placac podatki pracujesz na
        > starych anglikow w tym momencie. Wstyd to krasc.
        > Nie segreguj ludzi na lepszych i gorszych pod katem benefitow. To
        > niesmaczne. Nie obraz sie ale takie mam odczucia w tej kwestii.

        Według mnie zasiłki są dla ludzi w trudnej sytuacji życiowej (samotne matki bez
        środków do życia, ludzie poważnie chorzy itp). Mam nadzieję, że nigdy nie będę
        zmuszona z jakiejkolwiek pomocy państwa korzystać.
        Nigdy nie prosiłabym o żadne benefity tylko dlatego, że mi się należą.
        I co do rzeczy mają "starzy anglicy"? Zwłaszcza, że to ich kraj. To oni nas,
        Polaków, do siebie zaprosili.
        Ty również się nie obraź, ale takie mam odczucia w tej kwestii.
        Pozdrawiam.

        • elioli Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 11.12.07, 16:04
          > Według mnie zasiłki są dla ludzi w trudnej sytuacji życiowej
          (samotne matki bez
          > środków do życia, ludzie poważnie chorzy itp). Mam nadzieję, że
          nigdy nie będę
          > zmuszona z jakiejkolwiek pomocy państwa korzystać.
          > Nigdy nie prosiłabym o żadne benefity tylko dlatego, że mi się
          należą.
          > I co do rzeczy mają "starzy anglicy"? Zwłaszcza, że to ich kraj.
          To oni nas,
          > Polaków, do siebie zaprosili.
          > Ty również się nie obraź, ale takie mam odczucia w tej kwestii.
          > Pozdrawiam.

          Ameryki nie odkrylas. Chyba nie sadzisz, ze piszac o benefitach
          mialam na mysli ludzi, ktorzy bezczelnie je wyludzaja. Panstwo
          ustala progi przyznawania i jesli ktos sie w takim progu miesci to
          nie ma nic zlego ani wstydliwego ze je pobiera.
          Co maja starzy anglicy? Otoz to, iz w pewnym stopniu polacy "na
          nich" pracuja, a zatem skoro pobieraja zasilki to wcale nikogo nie
          okradaja. Ja roniez nie pobieram benefitow ale nie widze nic zlego w
          tym ze inni, ktorym sie naleza je pobieraja. I nie przyszlo by mi do
          glowy ze Ci ktorzy z nich korzystaja to nie zyja jak ludzie.
          Nie bede wiecej pisac na ten temat bo watek dotyczy czegos innego.
          Pozdrawiam.
      • 18_lipcowa1 Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 13.12.07, 12:31
        nie chodzi o to ze kogos segreguje - nie mam nic przeciw temu by
        benefity brali ludzie ktorzy np nie sa w stanie zapracowac na swoje
        wlasne pieniadze - chorzy, niepelnosprawni, samotne matki, ojcowie,
        jakas pomoc - owszem, ale z kolei dla mnie niesmaczne jest jak
        zdrowy jak kon i normalny ( no w miare ale do fizycznej pracy jak
        znalazl )chlop i zdrowa normalna kobita, siedza w domu na tylkach i
        biora benefity gdzie mogliby pracowac i nie szanuja spokoju kogos
        kto ciezko pracuje.
        • elioli Re: Problem z angielskimi sasiadami.Powaznie. 13.12.07, 14:11
          No tu sie z Toba zgadzam :)

          A jak tam? Udalo sie jakos problem z sasiadami rozwiazac?
Pełna wersja