jennifer_e
13.01.08, 19:33
eh, mówię Wam, nie lubię bardzo takich sytuacji...
dopiero co wprowadziliśmy się do nowego domu, miało być tak pięknie, dom ostatni w tarasie, tylko jeden sąsiad, który jak się okazało jest bardzo sympatycznym rozwodnikiem.
Okolica tak cicha, że słychać każdy podjeżdżający samochód.
Wczoraj po południu zza ściany wyraźnie zaczęły dochodzić odgłosy kłótni. Sąsiada zazwyczaj zupełnie nie słychać, mieszka sam, czasem tylko odwiedzają go nastoletnie dzieci.
Koło wieczora kłótnia zaczęła się wyraźnie nasilać i wreszcie przeniosła się przed frontowe drzwi, na ulicę. Wrzeszczał głównie on, jej prawie w ogóle nie było słychać.
Raczej w kwestii przemocy domowej nie mam dylematu czy ingerować czy nie, bo uważam, że jak dochodzi do bicia to nie można przymykać oczu/uszu, nawet gdy to mąż bije żonę i według niektórych lepiej się nie wtrącać. Ja jestem za wzywaniem policji.
Ale tu było inaczej, to on kazał jej się wynosić a ona uparcie dobijała się do jego drzwi i pytała dlaczego ją wyrzuca. Głównie na siebie wrzeszczeli i co raz albo na ulicy przed ich domem, albo wracali do domu.
Najpierw nie wiedzieliśmy dokładnie kim jest ta kobieta, myślałam że może byłą żoną, ale z tego co wykrzykiwali to wyglądało bardziej na to, że to jego dziewczyna, o której nam kiedyś wspominał.
W końcu sąsiad powiedział, że jak ona natychmiast nie wyjdzie z jego domu to wezwie policje. Stali na zewnątrz, wszystko było słychać na całą ulicę. Wtedy z domu na przeciwko wybiegła sąsiadka i pobiegła do sąsiada krzycząc, Paul, Paul, uspokój się.
Po jakiś 15-20 minutach rzeczywiście przyjechał radiowóz. A w patrolu były dwie kobiety policjantki. Z rozmowy na zewnątrz domu wynikało, że to pani była agresywna i nieźle sąsiada podrapała. Ale on nie chciał by to było ujęte w protokole zatrzymania. Mediacje trwały gdzieś do północy, wreszcie panią zabrano radiowozem do jej domu.
Piszę o tym, bo jeszcze do tej pory jestem tym zdarzeniem poruszona.
Gdy byłam mała pamiętam takie sytuacje u sąsiadów, gdzie sąsiad regularnie lał sąsiadkę a jak policja (milicja) przyjeżdżała to tylko pytali czy trzeźwy. A jak trzeźwy to nic mu nie zrobią. Pouczą najwyżej, albo pochichoczą, że jak chłop baby nie bije to jej wątroba gnije.
Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że w sobotni wieczór policja była na miejscu w 15 minut.
Choć w zasadzie, z tego co słyszeliśmy awantura mogłaby się skończyć o wiele wcześniej, gdyby sąsiad po prostu zatrzasnął drzwi przed tą kobietą, skoro nie chciał jej u siebie w domu. Kobiety nie zatrzymano tylko odwieziono ją do domu.
Zaintrygowało mnie też, że do takiego wezwania, na domestic, wysłali w patrolu dwie kobiety. Nie wiem czy to przypadek, czy może takie są procedury.
anyway.... temat może niezbyt przyjemny, ale tak chciałam się wygadać....