a u sąsiada tam.... domestic violence?

13.01.08, 19:33
eh, mówię Wam, nie lubię bardzo takich sytuacji...

dopiero co wprowadziliśmy się do nowego domu, miało być tak pięknie, dom ostatni w tarasie, tylko jeden sąsiad, który jak się okazało jest bardzo sympatycznym rozwodnikiem.
Okolica tak cicha, że słychać każdy podjeżdżający samochód.

Wczoraj po południu zza ściany wyraźnie zaczęły dochodzić odgłosy kłótni. Sąsiada zazwyczaj zupełnie nie słychać, mieszka sam, czasem tylko odwiedzają go nastoletnie dzieci.
Koło wieczora kłótnia zaczęła się wyraźnie nasilać i wreszcie przeniosła się przed frontowe drzwi, na ulicę. Wrzeszczał głównie on, jej prawie w ogóle nie było słychać.

Raczej w kwestii przemocy domowej nie mam dylematu czy ingerować czy nie, bo uważam, że jak dochodzi do bicia to nie można przymykać oczu/uszu, nawet gdy to mąż bije żonę i według niektórych lepiej się nie wtrącać. Ja jestem za wzywaniem policji.

Ale tu było inaczej, to on kazał jej się wynosić a ona uparcie dobijała się do jego drzwi i pytała dlaczego ją wyrzuca. Głównie na siebie wrzeszczeli i co raz albo na ulicy przed ich domem, albo wracali do domu.
Najpierw nie wiedzieliśmy dokładnie kim jest ta kobieta, myślałam że może byłą żoną, ale z tego co wykrzykiwali to wyglądało bardziej na to, że to jego dziewczyna, o której nam kiedyś wspominał.

W końcu sąsiad powiedział, że jak ona natychmiast nie wyjdzie z jego domu to wezwie policje. Stali na zewnątrz, wszystko było słychać na całą ulicę. Wtedy z domu na przeciwko wybiegła sąsiadka i pobiegła do sąsiada krzycząc, Paul, Paul, uspokój się.

Po jakiś 15-20 minutach rzeczywiście przyjechał radiowóz. A w patrolu były dwie kobiety policjantki. Z rozmowy na zewnątrz domu wynikało, że to pani była agresywna i nieźle sąsiada podrapała. Ale on nie chciał by to było ujęte w protokole zatrzymania. Mediacje trwały gdzieś do północy, wreszcie panią zabrano radiowozem do jej domu.

Piszę o tym, bo jeszcze do tej pory jestem tym zdarzeniem poruszona.
Gdy byłam mała pamiętam takie sytuacje u sąsiadów, gdzie sąsiad regularnie lał sąsiadkę a jak policja (milicja) przyjeżdżała to tylko pytali czy trzeźwy. A jak trzeźwy to nic mu nie zrobią. Pouczą najwyżej, albo pochichoczą, że jak chłop baby nie bije to jej wątroba gnije.

Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że w sobotni wieczór policja była na miejscu w 15 minut.
Choć w zasadzie, z tego co słyszeliśmy awantura mogłaby się skończyć o wiele wcześniej, gdyby sąsiad po prostu zatrzasnął drzwi przed tą kobietą, skoro nie chciał jej u siebie w domu. Kobiety nie zatrzymano tylko odwieziono ją do domu.

Zaintrygowało mnie też, że do takiego wezwania, na domestic, wysłali w patrolu dwie kobiety. Nie wiem czy to przypadek, czy może takie są procedury.

anyway.... temat może niezbyt przyjemny, ale tak chciałam się wygadać....
    • izabelski Re: a u sąsiada tam.... domestic violence? 13.01.08, 20:25
      wiele lat temu podczas domestic facet w bloku nieopodal zamknal sie z byla zona
      i bronia palna
      ulica byla zablokowana radiowozami przez kilka godzin
      mysle ze z powodu podobnych wypadkow gdzie dochodzi do mocnej agresjii nie
      bagatelizuje sie domestica a i kobiet w policji widze zwlaszcza w patrolach
      coraz wiecej

      mysle, ze na kobiete agresorzy reaguja lagodniej i pewnie jest ich latwiej uspokoic
    • mama5plus Re: a u sąsiada tam.... domestic violence? 14.01.08, 13:17
      Raz tylko mielismy taka sytuacje.
      Tzn. z interwencja policji. Sasiad (tez chyba rozwodnik albo po
      rozpadzie zwiazku bo dzieci na week-end przywozil, w tym jedno
      niemowle)....razu pewnego w bialy dzien uslyszelismy wrzaski przed
      jego domem.
      Na wjezdzie jakis osilek sasiada mocno turbowal. Kiedy
      zadzwonilismy na policje juz mieli kilka wezwan i w momencie
      odkladania sluchawki radiowoz podjechal.
      Ztego co pamietam, sasiad nie chcial z policja rozmawiac twierdzac
      ze to osobiste sprawy. ;-p
      Poza tym z drugiej strony jakas para z *jej* dzieckiem ktore ciagle
      za kare bylo w pokoju zamykane i blagalo by je wypuscic.
      Z drugiej strony w/w sasiad uprawiajacy glosno seks z nowa
      towarzyszka zycia przybywajaca okazjonalnie.

      Niby mila, spokojna dzielnica (wioska wlasciwie ).
      Nowe domki, klasa srednia.
      Szczesliwie tylko wynajmowalismy tam dom pzrez krotki okres.
      Zdecydowanie wole obecna opcje - z sasiadami w promieniu 200m ;-P
      • monia72 Re: a u sąsiada tam.... domestic violence? 14.01.08, 14:00
        Mieliśmy zdarzenie niecały rok temu - datę pamiętam dokładnie bo
        właśnie w ten dzień miałam planowaną datę porodu :-)))
        Mieszkaliśmy dopiero kilka miesięcy i w sobote po południu
        zaparkowalismy nieco dalej domu niż zazwyczaj (nie ma miejsc
        parkingowych pod domkami, jest taka ogólna uliczka/wjazd). I wtedy z
        domku wypadł facet. Zelżył nas - był pijany a może i naćpany.
        Próbował męża uderzyć, że blokujemy jego żonie miejsce parkingowe.
        Grzecznie przeprosiliśmy, podjechaliśmy ciut dalej.
        Facet znowu - że blokujemy miejsce jego sąsiadce... i że on nam
        pokaże.
        W końcu zadzwoniliśmy na policję. Po kilku minutach przyjechały dwie
        panie policjantki, zrobiły wywiad, mnie odesłały do domu. Za chwilę
        do domu przyszedł też mąż - facet rzucił sie na policjantkę i
        skończyła się jakakolwiek dyskusja. Skuły go i wrzuciły do radiowozu.
        My kilka tygodni później mieliśmy miłą wizyte policji celem
        sprawdzenia co u nas i na tyle.
        Z "sąsiadem" się omijamy, reszta sąsiadów sympatyczna. Mnie stres
        nie pomógł. Mały się i tak urodził ho ho po terminie.
        Iza
        • kast Re: a u sąsiada tam.... domestic violence? 14.01.08, 21:14

          Niestety sasiadow sie nie wybiera. Ja na szczescie nie mialam doczynienia z kims
          kto zneca sie nad zona/mezem/dzieckiem (i oby tak zostalo), za to swego czasu
          mialam dosc hmmm "ciekawa" sasiadke. Mieszkala dokladnie nad nami. Ja nie wiem
          ile ona byla ze swoim partnerem, ale apetyt na siebie mieli calkowicie
          niezaspokojony i odglosy slyszelismy niemalze 24h na dobe. Jak przychodzili do
          nas znajomi to uprzedzalismy, ze moze sie tak zdarzyc, ze cos nie cos uslysza ;-)
          Raz przeszla sama siebie. To bylo lato. Ona sie darla, tak ze nie dalo sie
          wytrzymac. Wyszlam na balkon wieszac pranie,a tu sasiedzi na balkonach i wszyscy
          sie nabijaja z pary kochankow. Doszlo do tego, ze jak juz skonczyla i wydala z
          siebie ostatni okrzyk, to dostala wielkie oklaski od sasiadow ;-) Jakos niedlugo
          po tym zdarzeniu sie wyprowadzila ;-)

          ----------------
          Serdecznie pozdrawiam, Kasia
          <a
          href="http://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/4;10501;0/st/20051112/e/Przyjazd+do+UK/dt/5/k/9cfb/event.png">Jestem
          w UK od...</a>
Pełna wersja