mediator (Her Majesty's Courts Service)

29.10.08, 23:13
No niestety ...
Jeden z pracowników mojego męża go wyrolował na dość pokaźną dla nas sumę.
Sprawę próbowaliśmy od czerwca załatwić polubownie (na własną rękę), dawaliśmy
mu szansę, oferowaliśmy rozłożenie na raty itp. ale gościu ma to delikatnie w
nosie.
I w końcu sprawa wylądowała w sądzie. Niestety ... bo chcieliśmy tego uniknąć,
ale osobnik jest tak bezczelny (jeszcze nas straszył, no kurcze!), że
stwierdziliśmy, że nie puścimy tego płazem.

Oczywiście sprawy papierowe trwają trochę, odsyłanie formularzy, próby
nakłonienia gościa do przyznania się do winy, bla, bla. Nic z tego nie wyszło.
Teraz kolejny etap - sprawa przechodzi do County Court, ale ... dają nam
jeszcze jedną możliwość - skorzystania z mediatora.

I stąd moje pytania:
- Czy miałyście doświadczenia z kimś takim i na ile jest to skuteczne?
- Czy to przypadkiem nie przedłuża sprawy?
- Czy gra jest warta świeczki? Bo gościu się miga na całego i mam wrażenie, że
mediator to jednak strata czasu.

Please, zależy mi na jakichś wskazówkach.
    • effata Re: mediator (Her Majesty's Courts Service) 29.10.08, 23:19
      I jeszcze jedno pytanie:
      A co, jak się nie zgodzimy? Czy są jakieś konsekwencje?

      W sumie to ja bym chciała, bo co mi szkodzi, ale jakoś nie wierzę w skuteczność
      tego, znając postawę gościa (kłamstwa, bezczelne usprawiedliwienia, unikanie
      nas, nieodbieranie telefonów, itp.)
      • effata No one? :-( 03.11.08, 00:00

        • mysz2006 Re: No one? :-( 03.11.08, 03:53
          w wiekszosci spraw sadowych przed rozprawa jest propozycja mediacji, zeby stronom dac ostateczna szanse na dojscie do porozumienia i osczedzic czasu i kosztow sadowi - np w sprawach rozwodowych i employment tribunal gdzie jest wrecz nacisk na mediacje przez ACAS.

          Z moich doswiadczen, to o tylek cos takiego potluc (zwlaszcza ACAS) gdzie strony i tak sie upieraja przy swoim a i informacje/strategie o ktorych dyskutujesz pomimo ze sa confidential moga jednak przeciec do drugiej strony!! A wiec uwazaj.

          W niektorych sprawach sadowych mediacja jest koniecznoscia, a w sytuacjach gdy mediacja jest tylko jedna z opcji (a nie part of procedure) sad nie powinien przykladac wagi przy werdykcie do tego czy sie odbyla czy nie - ale zycie zyciem, sedzia sedziowi nie rowny i zupelnie inaczej wyglada to w praktyce!!

          Z tego co piszesz to wy pozywacie wiec jednak lepiej na mediacje sie zglosic, zeby udowodnic ze throughout byliscie __reasonable__, flexible and ready and willing to explore all of the possiblities and avenues in order to achieve reslolution w celu osiagniecia sprawiedliwosci wedle waszych roszczen.

          Termin mediacji zwykle jest dosc szybki w porownaniu z datami rozpraw sadowych - nie powinno to opoznic i miec wplywu na ustalenie daty ostatecznego stadium spawy.

          Mediacja, ktorej zalozeniem jest doprowadzenie do porozumienia stron (czytaj: pojscie na ustepstwa) ma takie pozytywy, ze uwypukla plusy i minusy dalszego ciagniecia sprawy. Czesto focus jest taki, zeby pozywajacy poszli na ustepstwa poniewaz, jak to sie z zargonie mowi, podjeli commercial decision - strata czasu (a czas to pieniadz!) i zywej gotowki na prawnikow - contra - potencjalny odzysk od pozwanego. Nie ma to nic wspolnego ze sprawiedliwoscia.

          Moja rada - idz na mediacje ale przemysl to co chcesz im powiedzic i na ile jestes zdecydowana zeby byc elastyczna w ustepstwach. Czasem mozna wynegocjowac lepsze warunki splaty dluznika niz przez sad. Na dwoje babka wrozyla. Wez tez pod uwage mozliwosc ze dluznik sie zadeklaruje bankrutem (zwlaszcza przy credit crunch), ale jest tez opcja ze wy go mozecie pozwac o bankructwo - zalezy o jakie kwoty chodzi.

          Z ciezkim sercem przyznaje ze trudniej tutaj dochodzic swojego i prawdy niz byc pozwanym jesli - chodzi o dlugi.

          Ps. zawsze mozesz dlug 'sprzedac' do debt collectors ale wtedy wchodzisz w murky waters.

          (PS przepraszam za zargon - nie chce mi sie tlumaczyc)
          • effata Dzięki 06.11.08, 22:41
            Mysz2000 dzięki stokrotne, że ci się chciało pisać! Szczególnie, że widzę że ostatnio zajęta jesteś (dyskusje z kuzynami, czy cuś :))))

            Dzięki. Super odpowiedziałaś na wszystkie moje pytania.

            Też myślę, że o kant potłuc.

            Pozwać gościa o bankructwo nie zamierzamy, bo kwota nie jest aż tak wielka (choć dla nas, niestety tak).

            Chodzi nam też o to, żeby kolesiowi nie popuścić, żeby następnych nie kołował.

            Przykre jest to że w karierze mojego męża oszukało go (w Anglii :)) 'tylko' dwóch ludzi. Obaj byli Polakami ... eh, statystycznie to nie wygląda wesoło.
            • mysz2006 Re: bankructwo 07.11.08, 05:02
              o bankructwo mozesz kogos pozwac jesli Ci wisi wiecej niz raptem 750 funtow (i nie jest to wcale nic skomplikowanego) - a o konsekwencjach bankructwa poczytaj tutaj: www.relief4debt.co.uk/cms/section/news4.html - moze podeslij kolesiowi ten link, bo Receivers maja dluuuuugie rece i moga zajac nawet posiadlosci za granica - wiec jak koles bedzie doinformowany to moze to byc bardzo skuteczny straszak :-)
              • effata Re: bankructwo 07.11.08, 10:07
                Dzieki jeszcze raz. Zawsze dobrze wiedziec, ze ma sie taki straszak
                w pogotowiu.

                A tobie sie nie chce spac o piatej rano? :))

                ***********************************************************
                Rozumu nie można zastąpić wiedzą o tym, jak należy myśleć.
              • krecik Re: bankructwo 07.11.08, 17:37
                Tak, ale z ta dlugoscia to bym nie przesadzala. Gra warta jest
                swieczki, jesli wiecie, ze gosciu ma np. lepszy samochod,
                dom/mieszkanie na wlasnosc, generalnie rzeczy, ktore mozna
                spieniezyc (a nie wszystkim sie OR interesuje). Z posiadlosciami za
                granica jest jak najbardziej prawda - wiec jesli wiecie, ze w
                Polsce ow czlowiek ma mieszkanie wlasnosciowe - moze je rowniez
                stracic na rzecz odzyskania dlugu.
                Dodatkowo doprowadzenie kogos do bankructwa daje calkiem przyjemna
                swiadomosc, ze dany czlowiek bedzie mial spore problemy z braniem
                jakichkolwiek pozyczek i kredytow w przyszlosci.

                Ag
Pełna wersja