Dodaj do ulubionych

Harcur KRAKÓW - Korsyka - oszuści

30.07.05, 20:35
Witam.

Wlasnie wrocilem z Korsyki, organizowanej przez krakowskie Biuro Harctur.
TERAZ BEDZIE SIE DZIALO, bowiem to co Harctur odstawił przeszlo ludzkie
pojecie !!!

Moze na wstepie : przemyt DZIECI pomiedzy Korsyka a Wlochami. Kolejno zmiana
KAMPINGU oraz brak jakiejkolwiek INFORMACJI o tym ! Jutro postaram sie napisac
o wszystkim, a zapewniam ze nie ma ani jednej pozytywnej rzeczy zwiazanej z
tym Biurem !!!

Ogolnie, postaram sie napisac doslownie o wszystkim, lacznie z zastraszaniem
przez pracownikow Harcturu na miejscu, lacznie z totalnym OLEWANIEM (inaczej
nie umiem tego nazwac) klienta.

Tak wiec do jutra,
Konrad | www.podroze.kondi.pl
Obserwuj wątek
    • www.podroze.kondi.pl Re: Harctur KRAKÓW - Korsyka - oszuści 01.08.05, 20:20
      Wstęp – informacje o krakowskim Biurze Turystycznym „Harctur” z którym udałem
      się na Korsykę (20.07.2005-30.07.2005)

      Poznanie francuskiej wyspy – Korsyki było moim marzeniem od kilku lat.
      Postanowiłem tego roku ów marzenie zrealizować. Nie wiele Polskich Biur
      Turystycznych oferuje wypoczynek na Korsyce. Postanowiłem skorzystać z oferty
      krakowskiego Biura Turystycznego „Harctur”, mieszczącego się na ulicy
      Karmelickiej. Pojechałem podpisać umowę i zostałem zaskoczony obsługą klienta.
      Brak konkretnych informacji, rzetelnej obsługi, ogólnie odniosłem wrażenie,
      które wyrażę w kilku słowach…”podpisz pan umowę i wypad, bo mamy dużo roboty a
      Pan o pierdoły pyta”. Pytałem o rzeczy podstawowe, czyli foldery dotyczące
      wyspy, o śpiwór, namioty, toalety. Podpisałem umowę i z pewnych niesmakiem
      opuściłem biuro „Harctur”. Przypomniało mi się powiedzenie „co żle się zaczyna,
      dobrze się kończy”.

      Nadszedł dzień wyjazdu. Podjechał autobus, który okazał się w drodze bardzo
      niewygodny. Mały i zbyt ciasny jak na 32-godzinną podróż. Na szczęście
      klimatyzacja działała. Autobus nadawał się na odcinki typu Kraków – Katowice, a
      nie na trasę, która liczyła ok. 1600 kilometrów.

      Nocleg : Po 32 godzinach „w drodze” dotarliśmy na miejsce ? Nie, ponieważ Biuro
      Turystyczne „Harctur” zmieniło nam camping. Docelowy camping, zgodnie z ofertą
      katalogową - „Les Marines de Porticcio” został zmieniony na camping o nazwie
      „Mari Machia”. Zamiast 100 metrów od plaży, bliskości morza, znalazłem się
      prawie pod niebem. Camping oddalony był ok.1500 metrów, na dodatek droga do
      niego prowadziła pod górę, dość stromo, niczym wyjście na krakowski Kopiec
      Kościuszki. Udręka i żenada oraz brak jakiejkolwiek informacji ze strony biura
      turystycznego „Harctur” o zmianie campingu przyczyniły się do pierwszej wymiany
      zdań pomiędzy mną a rezydentką, panią „I”, która przez kolejne dni mojego
      pobytu, omijała mnie szerokim łukiem. Ogólnie biuro „Harctur” niezgodnie z Umową
      zakwaterowało mnie na innym campingu, aniżeli docelowy.

      Sanitariaty : To co zastałem na miejscu, prosiło o pomstę do nieba. Sanitariaty
      brudne, brak środków czystości, brak ciepłej wody (bynajmniej nie natknąłem się
      na nią podczas pobytu). Rezydentka skwitowała „to jest Korsyka, a nie Ameryka”.
      Biuro „Harctur” powinno już w Polsce poinformować, o zabraniu gumiaków, które
      umożliwiłyby spokojną kąpiel pod prysznicem na campingu. Toalety – jak już
      wspomniałem, brak środków czystości. W celu otrzymania papieru toaletowego,
      należało się nisko pokłonić w pas. Zapędy komunistyczne ? O tym nieco później.

      Wyżywienie : Biuro Turystyczne „Harctur” bazuje na polskich produktach
      firmowanych przez sieć „Makro”, czyli produkty - Aro. Wyżywienie było prosto z
      puszek, które leżały sobie całymi dniami na słońcu. Obiady były zjadliwe, choć
      pozostawiały wiele do życzenia, natomiast śniadania oraz kolacje – monotonne,
      wciąż to samo. Ten sam ser żółty, ta sama szynka, ten sam dżem. Świeże
      francuskie pieczywo ? Marzenia ! Chleb nadawał się bardziej dla kur, aniżeli dla
      ludzi. Kolejną kwestią jest ilość…4 osoby (pracownicy Biura, w tym rezydent,
      przewodnik, kucharka, instruktor) liczyły i nakładały zarówno obozowiczom jak i
      wczasowiczom wyżywienie na talerz. Patrzyły sobie w taki sposób na ręce, inaczej
      mowiąc – kontrolowały, aby czasem komuś nie nałożyć o jeden plasterek marnej
      jakości szynki bądź sera, więcej. Osobiście prosiłem o 3 plasterki sera, 3
      plasterki pomidora, przez co później pracownicy biura „Harctur” dosadnie
      powiedzieli mi, że jem „za dwóch”. Przeżyłem szok. W końcu jakim prawem takie
      uwagi w stronę klientów biura ? Nie mniej jednak nie spodziewałem się, że porcja
      składająca się z : dwóch plasterków sera, dwóch plasterków szynki i 3 plasterków
      pomidora, cienko pokrojonego to śniadanie dla dwóch osób…Nieprzyzwoite było
      wytykanie ilości poprzez załogę biura „Harctur”. Kolejno została zgłoszona
      skarga do szefostwa biura „Harctur” w Polsce. Szef zatelefonował na camping (o
      dziwo?) w celu zapytania pani kucharki o co chodzi, z wyżywieniem. Skutek ?
      Szanowna pani „S” poprosiła mnie, któregoś wieczora, i dosadnie, wręcz wulgarnie
      powiedziała, że skoro ja robię jej, cytuje „koło dupy” to i ona zrobi mnie „koło
      dupy”. To się nazywa obsługa wczasowiczów w dzisiejszych czasach? Mam pełne
      prawo zgłoszenia zażaleń do szefostwa biura, które jest organizatorem wycieczki,
      wczasów etc. i z którym podpisałem umowę. Ogólnie wyżywienie powinno zostać
      poddane weryfikacji (świeżość).

      Namioty : namioty typu Bielsko pozostawiają wiele do życzenia. Miały być
      materace, były jakieś kilkucentymetrowe szmaty położone na ziemi, niestety
      nierówności terenu, dosięgły moich pleców, przez co budziłem się z bólem. Uważam
      również, iż biuro „Harctur” chociażby dla wczasowiczów (impreza była podzielona
      na obozowiczów wieku 12-19, a wczasowiczów +19) powinno udostępnić jedną
      lodówkę, jak to ma miejsce na campingach cywilizowanych.

      Obsługa (pracownicy biura turystycznego „Harctur” na miejscu) – ogólne wrażenie
      – „trzeba się nisko kłaniać w pas. Odniosłem wrażenie (zresztą nie tylko ja), że
      to wczasowicze są dla obsługi, a nie obsługa dla wczasowiczów. Komuno wróć ?

      - rezydentka : pani „I”, wydawać się mogło, że przyjechała sobie chyba na
      wczasy, zamiast zająć się profesjonalną obsługą obozowiczów i wczasowiczów.
      Widziałem ją raptem 3x podczas całego pobytu. Niesympatyczna, nieżyczliwa, na
      dodatek nic nie potrafiła „załatwić”. Jest jak jest i dobre jest. Ech. Może
      faktycznie nie wiele mogła ? Na pewno dojazd jej nie przeszkadzał, z racji tego
      iż na plaże woziła się prywatnym samochodem.

      - instruktor windsurfingu, pan „M” hallo, drogi panie…mamy 2005 rok, a Pan
      zatrzymał się w latach 80tych.

      - „kapitan” czyli przewodnik, pan „P” – tutaj brawa za sporą wiedzę dotyczącą
      Korsyki. Nie ukrywam, miło było posłuchać, może z racji tego iż bardzo chciałem
      uzyskać jakiekolwiek informacje dotyczące wyspy Korsyki. Pomijając
      wiedzę…kolejny pan przedstawiciel biura „Harctur”, który nie przebierał w
      słowach i chyba pomylił ludzi, do których te słowa kierował. Tutaj nasuwa mi się
      stwierdzenie…”wyżej *** niż *** ma”. Puk puk ? Od wszelkiego typu załatwień
      drogi panie P, jest rezydentka, być może i pan, a nie wczasowicze, jakich
      załatwień ? Błahych, chociażby, aby autobus podjechał pod sam camping, bowiem
      były możliwości, a nie żeby ludzie, młodzież - dźwigała bagaże pod stromą górę,
      a pan skwitował „zamiast spiskować, mogła pani to załatwić”. Pani, my ?
      Organizacja leży w Waszych rękach a nie naszych. Zapomniałem, iż być może
      wystarczyło się tylko ukłonić w pas. Aha, a słowa wypowiedziane w Ajjacio przez
      pana o młodzieży – obozowiczach typu „banda debili” chyba nie przystaje jak na
      przewodnika.

      - pani „S” – kucharka. Tutaj przytoczę przykład – „pewnego wieczoru dziewczynom
      zachciało się pośpiewać przez parę minut…Skutek ? Opłakany. Wczasowicze, w tym
      ja przedostatniego dnia pobytu poprosili o przesunięcie obiadu w miejsce kolacji
      ? Pani szefowa, dalej zwaną „kucharka” dosadnie stwierdziła : „Śpiewałyście ?”
      Nie mogłam spać przez Was !! Za to musi być kara ! Szok. Tutaj brawa dla
      rezydentki, pani „I”, która pomogła rozwiązać problem. Nie ukrywam, brawa się
      należą.

      - pani „M” – opiekunka obozowiczów. Nie chciałbym wnikać w jej opiekuńczość,
      natomiast dość zastanawiające jest to, ze młodzie
        • guido_contini Re: Harctur KRAKÓW - Korsyka - oszuści 04.08.05, 11:48
          Wydaje mi sie, ze nie zrozumiales celu tego obozu.
          To chyba byla impreza pod nazwa sztuka przetrwania.
          Skoro zdecydowalas sie na jazde autobuse i namiotowe spanie to ta odleglosc
          1500 m od morza i pod gore nie powinna miec znaczenia.
          Wrociles na pewno zahartowany i dobrze wytrenowany. Teraz czas na odpoczynek.
          Tak na marginesie, Korsyka nalezy do bardziej ekskluzywnych wysp wiec drogich.
          Jezeli nie miales srodkow na podroz samolotem, na mieszkanie w przyzwoitym
          hotelu oraz delektowanie sie przepyszna kuchnia w okolicznych knajpkach
          topoznales Korsyke w inny sposob. Ciekawy jestem ile kosztowala Ciebie ta
          przyjemnosc.
          www.langleytravel.com/
          Tutaj masz link do biura podrozy ktore sie specjalizuje podrozami na Korsyke
          i nie tylko.
          W ich last minute znalezc mozna za 3700 SEK to jest cá 1650 PLN calkiem ciekawa
          oferte. Cena opiewa przelot, tygodniowy pobyt w hotelu i transfer do hotelu.
          Podroz jest ze Sztokholmu lub Kopenhagi. Na pewno sie nie rozczarujesz.
          Powodzenia.
          • www.podroze.kondi.pl Re: Harctur KRAKÓW - Korsyka - oszuści 22.03.06, 09:46
            Sprostowanie.

            Nie był to obóz przetrwania, tego typu obozy to inna "bajka". Chodzi o to, w
            jaki sposób biuro traktuje klientów, przeważnie młodzież, oraz w jaki sposób
            wywiązuje się z umowy. Wybrałem ów biuro, ponieważ nie miałem zbytnio wyboru.
            Jest jednym z nielicznych, oferujących ten kierunek (Korsyka). Mowa o Polsce,
            ściślej - małopolsce. Dziękuje za linka, na Korsykę wrócę, samolotem do Ajaccio
            + rentAcar, ale zaczym to się stanie, objadę Sardynię (w planach na 2007).

            Tymczasem rozpisuje plan majowy, lece z Scan Holiday na Majorkę (14dni),
            zarezerwowałem samochód na wyspie na 10dni i spróbuje objechąc ją całą. Po
            Korsyce zostały obecnie dobre (piękna wyspa) jak i złe (organizacja) wspomnienia.

            Ogólnie nie polecam biura Harctur krakowskiego, zresztą opinie (czytałem) na
            tymże forum mają kiepskie, więc nie jestem odosobniony.


            Pozdrawiam
            Kondi | Moje podróże - www.podroze.kondi.pl (PL) |
            www.travelphoto-gallery.com (EN) | www.tanie-noclegi.info.pl
            (TANIE NOCLEGI)



    • martunia666 Re: Harcur KRAKÓW - Korsyka - oszuści 10.04.06, 20:21
      Bardzo proszę o jakiekolwiek informacje na temat biura Harctur, bo chcę wybrac
      się z nim w tym roku do Francji- Varlas Plage i nie wiem co sądzic po tym jak
      prezczytałam opinie na tej stornie! Może ma ktos jakies alternatywne odczucia?
      Czy po prostu niemiła obsługa oraz niewygodny materac w namiocie mogą popsuc
      cały wyjazd? Pozdrawiam!
        • altagracia Re: Harcur KRAKÓW - Korsyka - oszuści 01.08.06, 20:22
          Witam!
          Ponad tydzień temu wróciłam z obozu w Valras Plage:) Było zajebiście i chętnie
          bym pojechała tam jeszcze raz:) Nie wiem może miałeś pecha z tą Korsyką, ale ja
          jestem zadowolona. Opiekunów mieliśmy świetnych:) Pozdrawiam panią Kasię i pana
          Pawła jeśli kiedykolwiek trafią na ten post( w co wątpię), którzy byli z nami
          na obozie w dniach 9.07-21.07. Jedźcie z tym biurem bo naprawdę watro, to był
          mój najlpeszy obóz:) Zobaczyłam Wenecję, Barcelonę, Monaco i byłam w
          Gardalandzie. Niestety podróż była trudna, ale wiadomo, ze autokarem nie jest
          łatwo. Na terenie campingu jest co robić, są baseny, a wieczorem dyskoteki(
          najlepsza z pianą), ale nie mówię dokładnie jak to było, żeby nie psuć zabawy
          tym co jadą:)Ponadto były codzienne wypady na miasto( czas wolny do 23, a może
          i dłużej). Jedzenie mi się zbytnio nie podobało, ale to najmniejszy problem.
          Namioty też takie sobie, alenaprawdę polecam, jedźcie i nie będziecie
          żałować!!! Chociaż i tak już nie będziecie mieli tak super bo nie będzie z Wami
          pani Kasi!!! Ona jest the best!!!

          Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka