Gość: mania
IP: *.chello.pl
09.03.10, 20:10
WSM ŻC od kilku tygodni prowadzi akcję weryfikacji liczby osób w
lokalu zgłoszonych do opłat. Podobno nawet w 1/6 lokali mieszka na
stałe więcej osób, niż jest zgłoszonych do opłat (tak powiedziano mi
w spółdzielni).
Nie oceniam samej akcji. Zastanawia mnie natomiast sposób jej
przeprowadzenia. Najpierw były informacje na klatkach schodowych -
prosimy zaktualizować, zgłosić itd. Potem, także na klatkach,
wywieszono listy wszystkich lokali wraz ze zgłoszoną liczbą osób i
prośbą o weryfikację. Wszyscy sąsiedzi mogli sobie zobaczyć, co kto
zgłosił i czy to prawda, bo przecież wszyscy wiedzą, że po nr XY
mieszkaja 3 osoby a są zgłoszone 2. Metoda dosyć drastyczna, ale
cóż, myślę, może ci którzy "zataili" się zawstydzą i teraz zgłoszą,
nie moja sprawa, ja akurat mam wszystkich zgłoszonych, a widać
spółdzielnia chwyta się takich metod, bo musi. Powisiało, zniknęło.
Ale teraz zaczęły się rzeczy co najmniej dziwne. Mieszkańcy zaczęli
otrzymywać imienne pisma z informacją, że w ewidencji osób
zgłoszonych do naliczeń opłat widnieją np 3 osoby, natomiast (tu
cytat) "z informacji posiadanych przez spółdzielnię wynika, że w tym
lokalu na stałe przebywają 4 osoby". Co ciekawe, pisma dostają
osoby, które mają zgłoszone tyle osób, ile faktycznie tam mieszka,
czyli uczciwe. A to pani, która zgłosiła śmierć i wymeldowanie męża
już rok temu. A to państwo, którzy pół roku temu kupili mieszkanie,
zameldowali się i zgłosili spółdzielni. A to komuś urodziło się
dziecko, zameldowane, zgłoszone. A to starsza para od 20 lat
mieszkająca we dwójkę.
I teraz tak:
1. Ludzie zaczęli dzwonić do spółdzielni - skąd te informacje?
Spółdzielnia odpowiada, że z urzędu dzielnicy. Hm, to urząd
wprowadza spółdzielnię w błąd! No tak, mają tam bałagan, trzeba iść
sprostować w urzędzie dzielnicy. Wszystkie przypadki, które znam,
okazały się jednak prawidłowo odnotowane w urzędzie - dziwne...
2. Ludzie zaczynają się zastanawiać - co to są te "informacje
posiadane przez spółdzielnię", może sąsiedzi donieśli, no ale czemu
by donieśli błędnie? Skąd tyle nieprawdziwych zgłoszeń? Nawet biorąc
pod uwagę złośliwości międzyludzkie, to aż tyle osób by się naraziło
tylu innym? Trochę zaczyna się robić ferment wśród sąsiadów.
3. Spółdzielnia mówi, że to chyba nic strasznego, jeśli są uczciwi,
to nie problem to wyjaśnić, nikt nie powinien czuć się urażony,
proszę przynieść zaświadczenie z urzędu. Ludzie idą po
zaświadczenia, 17 zł opłata skarbowa.
4. Na zebraniu mieszkańców, gdzie poruszona jest m.in. ta sprawa
(niektórzy pytają wprost - kto z sąsiadów mnie zgłosił, i czemu
kłamał?) prezesowi przypadkowo się wymknęło, że nie wystąpili do
urzędu o dane osób zameldowanych w poszczególnych lokalach, bo
musieliby zapłacić po 17 złotych za zaświadczenie...
Czyli co, wysyłamy do wszystkich takie pisemka, i mamy za darmo
aktualizację danych wszystkich członków spółdzielni? Przecież
uczciwego to nie urazi, że jest sprawdzany, korona mu z głowy nie
spadnie że się przejdzie do urzędu, 17 zł nie majątek, a że sąsiedzi
na siebie dziwnie patrzą to nie problem spółdzielni...
Dodam, że w piśmie jest groźba, że jeśli wyjaśnienie na piśmie
(czyli de facto zaświadczenie z urzędu) nie zostanie dostarczone w
ciągu 14 dni, to od 1 kwietnia będzie naliczony wyższy (zgodny "z
podejrzeniami" spółdzielni) czynsz oraz spółdzielnia "będzie
dochodzić dopłaty różnicy wynikającej z wyżej wskazanej różnicy osób
za okres ostatnich dwóch lat" (cytat) i wystąpi z wnioskiem o
pozbawienie członkowstwa.
Co o tym myślicie? Mam mocno mieszane uczucia. I czy te ostatnie
groźby są zgodne z prawem?