Gość: lukka
IP: *.acn.waw.pl
13.11.10, 22:17
Na Placu Wilsona przed chwilą był kolejny wypadek spowodowany przez te cholerne wyłączniki.
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi: jest to sprytne urządzenie, które sprawia, że światło na przejściu dla pieszych NIE zmieni się na zielone, jeśli nie zostanie uaktywnione podczas fazy światła zielonego dla samochodów.
Jest to świetna rozrywka dla osób z wózkami, dużymi zakupami, generalnie – mających zajęte obie ręce, jak również dla starszych i mniej sprawnych, bo do słupka z przyciskiem niełatwo podejść np. w zimie, gdy zgarniany jest pod niego śnieg.
Nie każdy odznacza się też dość błyskotliwym refleksem, żeby pojawić się na przejściu z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie każdy emeryt czy inwalida ma też siłę stać i czekać na kolejną zmianę świateł, która może będzie, a może nie.
Skutek jest taki, że bardzo dużo osób uważa, że w sytuacji, gdy światło czerwone mają i samochody, i piesi, sygnalizacja jest zepsuta i próbują przechodzić. Klaksony i pisk opon hamujących samochodów słychać w tym miejscu całą dobę.
Wyłączniki NIE przyspieszają zmiany świateł na zielone dla pieszych, NIE wydłużają ich fazy (weźcie i zmierzcie sami, jak nie wierzycie). Ich jedyna funkcja to wyłączanie zielonego światła dla pieszych, jeśli nie zostaną w porę uaktywnione.
Idą wybory, szanowna władza, obecna i aspirująca, ujawniła się nam na forum. Może z tej okazji uda się coś z tym idiotycznym wynalazkiem jakiegoś skretyniałego, ograniczonego umysłowo i pozbawionego wyobraźni urzędasa zrobić. Najlepiej zlikwidować w diabły. Plac Wilsona nie korkuje się już od dawna, niepotrzebne są wysublimowane regulacje, zwłaszcza niedziałające, tylko prosta, sprawdzona zasada: czekam na swoje światło i ono się zmienia.
Mam nadzieję, że osoba, którą właśnie zbierają z asfaltu, przeżyje i wyzdrowieje.