Gość: hjl
IP: *.acn.waw.pl
22.06.11, 16:15
Wczoraj wieczorem (po zmroku) zauważyłem w gęstwinie płonący ogień. To był teren najściślejszej ochrony, tak zwany taras nadzalewowy - między najniższą ścieżką pieszo-rowerową, a tą która prowadzi częściowo wzdłuż skarpy. Przeszedłem przez barierkę - i co zobaczyłem? Jakiś geniusz zostawił na ściółce trzy płonące świece. Pewnie psa tam pochowali albo kota. Brak mi słów - zresztą grzebanie zwierząt w rezerwacie też nie dowodzi rozgarnięcia umysłowego, ale te świece to już jakiś inny wymiar głupoty.