Dodaj do ulubionych

Zamykają księgarnię z tradycjami

08.02.06, 00:21
Szkoda. Wielka szkoda. Kolejny "punkt z tradycjami" znika z krajobrazu
Pl.Wilsona. Na dodatek znika obrazek, który od zawsze kojarzył mi się z tym
miejscem - czyli ludzie oglądający witryny w trakcie czekania na autobus. I
szkoda tym bardziej, że nie podjęto energiczniejszej próby zaproszenia tych
ludzi do środka.
Obserwuj wątek
    • piniek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 10:08
      "Inna sprawa, że Wena była księgarnią, w której książki podają sprzedawcy, a
      dziś czytelnicy są już przyzwyczajeni, że mogą podejść do każdej półki, wziąć do
      ręki każdą książkę i przekartkować ją, siedząc wygodnie przy kawie."

      i dalej:

      "Księgarze są przekonani, że odniosą sukces. - To będzie wyjątkowy sklep,
      klientka będzie mogła się tu napić kawy, odpocząć na kanapie, poplotkować z
      przyjaciółką - zapewniają."


      Czyli co, najpierw okazuje się, że księgarnia się nie opłaca, bo klienci nie
      mają gdzie usiąść i napić się kawy i nie robi się nic, żeby to zmienić, a potem
      nagle wpada się na świetny pomysł na szmateks, w którym będzie gdzie usiąść i
      napić się kawy. Gratulacje.
      • Gość: Katarzyna Z. Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 10:25
        piniek napisał:

        > "Inna sprawa, że Wena była księgarnią, w której książki podają sprzedawcy, a
        > dziś czytelnicy są już przyzwyczajeni, że mogą podejść do każdej półki, wziąć d
        > o
        > ręki każdą książkę i przekartkować ją, siedząc wygodnie przy kawie."
        >
        > i dalej:
        >
        > "Księgarze są przekonani, że odniosą sukces. - To będzie wyjątkowy sklep,
        > klientka będzie mogła się tu napić kawy, odpocząć na kanapie, poplotkować z
        > przyjaciółką - zapewniają."
        >
        >
        > Czyli co, najpierw okazuje się, że księgarnia się nie opłaca, bo klienci nie
        > mają gdzie usiąść i napić się kawy i nie robi się nic, żeby to zmienić, a potem
        > nagle wpada się na świetny pomysł na szmateks, w którym będzie gdzie usiąść i
        > napić się kawy. Gratulacje.

        Widać, że nie prowadził Pan własnego sklepu. Co innego sprzedać książkę za 30
        złotych i raczyć klienta kawą, a co innego sprzedać dziesięciokrotnie droższą
        sukienkę. Przy wyższych obrotach łatwiej pozwolić sobie na luksus postawienia
        klientowi kawy czy herbaty. Takie czasy. Ja się nie dziwię...
        • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 10:50
          A Czuły Barbarzyńca świetnie sobie radzi... Jak widać i księgarnia moźe być
          interesem, jeśli ma się na nią pomysł. W lokalu Weny dałoby się stworzyć takie
          klimatyczne miejsce a lokalizacja przy metrze szybko uczyniłaby z niego
          popularną rzecz. Szkoda :(
          • tomeeeek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 11:17
            Na wszystko trzeba mieć pomysł. Inaczej żadna działalność nie przyniesie zysku.
            Myslę, że niestety, ale w wypadku księgarń to będzie tendencja. Klasyczne
            księgarnie nie utrzymają się na rynku bo taka formuła sprzedaży książek się po
            prostu wyczerpała. Na rynku pozostaną hipermarkety, księgarnie internetowe,
            fabryki typu empik (gdzie można kupić wszystko) i właśnie takie księgarnio-kluby.

            Choć szczerze powiedziawszy nie wierzę, że te ostatnie przynoszą zyski. Moim
            zdaniem muszą być wspierane przez inne działalności i prowadzone jako swego
            rodzaju miejsca reprezentacyjne nadające wizerunek. Bo marże na książki są tak
            wyśrubowane, że chcąc prowadzić normalny biznes - książki tam będą zawsze
            drogie, lub przynajmniej droższe niż w sieci czy hipermarkecie.
            • tomeeeek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 11:23
              Wszedłem na stronę Czułego Barbarzyńcy i co? Okazuje sie, że miałem rację. Jest
              dokładnie tak jak mówiłem. Główna działalność biznesowa jest prowadzona w
              wydawnictwie. A księgarnia to tylko kwiatek w klapie. Miejsce, gdzie można sobie
              zrobić wieczór literacki, zbudować pewien nastrój, zaprosić znaną osobę, która
              potem w "kręgach" sprawi, że miejsce stanie się modne. Samej księgarni nie da
              się prowadzić w ten sposób jeśli nie ma się pieniędzy do wyrzucenia.
              • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 11:29
                Może więc jakimś pomysłem byłoby połączenie sił z jakimś wydawnictwem? Niejedno
                pewnie byłoby zainteresowane prestiżową księgarnią firmową z przedwojenną
                tradycją i fajnym klimatem, nawet gdyby miało do tego dokładać. Moim zdaniem
                sklep odzieżowy to stracona szansa a poza tym padnie pewnie za jakiś czas i w
                końcu faktycznie pojawi się tam kolejny bank.
                • sierzant.podsiadlik Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 12:45
                  To ja wtrącę swoje trzy grosze:

                  Po pierwsze; trzeba zwrócić uwagę, jakie książki wydaje Świat Literacki. Nie są
                  to bestsellery. Czuły utrzymuje się sam i świetnie prosperuje. Zresztą, Chłodna
                  25 i Tarabuk też raczej dobrze prosperują, a nie są związane z jakimś
                  wydawnictwem. Liczy się pomysł, realizacja i promocja; jeżeli zabraknie
                  ostatniego czynnika, mamy przypadek Kotłowni.
                  Po drugie: faktycznie, w Czułym rzadko się zdarza poplamienie książek przez
                  kawę. Zresztą, przy kupnie zawsze można poprosić o egzemplarz, który nie stał na
                  półce.
                  Po trzecie: żal mi Weny. Żal mi straconej szansy na przebranżowienie lokalu.
                  Niekoniecznie to musi być knajpka; może Centrum Taniej Książki, takie jak na
                  Koszykach? A tak, mimo życzeń wszystkiego najlepszego dla nowej inicjatywy
                  odzieżowej, zgadzam się z Roodym - za jakiś czas pojawi się tu kolejny bank...
          • tygrys01 Wydawcy nas omijają, a my, wychodząc na zero, ... 08.02.06, 17:24
            To prawda, że niektore nawet bardzo duże hurtownie książek padają. .... ale
            prawdą jest też, że niektoere księgarnie a zwłaszcza niektórzy młodzi
            księgarze trakltują ksiazki jak przysłowiową pietruszkę. Jest totalnym
            kłamstwem, że wydawcy omijają księgarnie. Dotyczy to niestety i księgarni przy
            Wilsoniaku ktorej właściciele również patrzyli na książki jak na zwykły towar
            (pietruszkę). Z całą pewnością ciucholand jest bardziej stosownym towarem dla
            nich niż wartościowa książka. Rzeczywiście zarobią więcej kasy na szmatach.
            Niestety, mówię to nie bez pewnego żalu, że właścickiele tej księgarni nie
            widząc gwarantowanego zysku bez ryzyka nie byli skłonni przyjmować
            wartościowych pozycji nawet w warunkach zapłaty po sprzedaży książki. Szkoda
            mi wprawdzie księgarni w tym miejscu ale z pewnością zamiana książek na ciuchy
            jest absolutnie odpowiednia dla tych właścicieli.
        • laminja Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 12:31
          nie chciałabym kupować ubrań przy przystanku z masą gapiów za szybą. A tym
          bardziej pić kawy z przyjaciółką miedzy tymi ubraniami - również na oczach
          zmarznietych ludzi, którzy z nudów i tak zawsze zaglądają do sklepów.

          A o kupowaniu ciuchów coś tam wiem ;)

          proponuję otworzyć miejsce z dobra kawą (w papierowych kubkach) i kanapkami
          oraz łatwymi daniami na lunch czy obiad - dla tych, którzy pracują w
          okolicznych bankach i tych, którzy wsiadają lub wysiadają z autobusów na tym
          przystanku.
          • Gość: czajka laminja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 12:49
            laminja napisała:

            > proponuję otworzyć miejsce z dobra kawą (w papierowych kubkach) i kanapkami
            > oraz łatwymi daniami na lunch czy obiad - dla tych, którzy pracują w
            > okolicznych bankach i tych, którzy wsiadają lub wysiadają z autobusów na tym
            > przystanku.

            Skopiuję własna wypowiedź z innego forum, bo mam wrażenie, że niektórzy zyją w
            chmurach...

            Ludzie, nie myślcie życzeniowo lecz realnie. Ktoś też chce utrzymać rodzinę, a
            niekoniecznie będzie w stanie zrobić to sprzedając kanapki.
            Książki nie dawały właścicielom zysku, chcą zrobić sklep z odzieżą - niech robią
            na zdrowie, może niektóre kobiety będą zadowolone...
            Zastanawiam się dlaczego w wielu wypowiedziach jest tyle jadu i złośliwości?
            Czy my, Polacy zawsze tak musimy?

            Wszystkim nagle zabraknie jednej księgarni z wielu, bo przeciez każdy kupował
            własnie tam (!!!) co najmniej raz w tygodniu książkę... (gdyby tak było, może
            właściciele nie musieliby zmieniać branży, co?)
            I czego tu się czepiać skoro padają takie głosy (skopiowane z innego forum):

            > Ja osobiście wolę kupować książki w księgarni ale Wena zawsze mi się kojarzyła
            > z PRLem, wolałam chodzić do innych księgarni.

            Rzeczywiście wspaniały argument!

            Może niech ktos pójdzie do właścicieli i po prostu zaproponuje im swój pomysł na
            zagospodarowanie lokalu. Łatwo jest robić wszystko teoretycznie, planowac za
            kogoś, kiedy nie musimy martwić się o jego portfel.
            • laminja Re: laminja 08.02.06, 14:28
              "> Ja osobiście wolę kupować książki w księgarni ale Wena zawsze mi się
              kojarzyła z PRLem, wolałam chodzić do innych księgarni" - to nie ze mnie
              cytat :)

              mam wrażenie, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. A jeśli myślisz, że
              na sklepie z ubraniami w takiej lokalizacji można dużo zarobić to masz chyba
              dość słabe rozeznanie. Na kanapkach i dobrej kawie w takim punkcie możnaby
              sporo zarobić - zwłaszcza wobec braku tego typu gastronimii w okolicy. Gdyby
              kanapki były w dobrej cenie to wiele osób czekających na autobus zaglądałaby
              tam codziennie.

              "Zastanawiam się dlaczego w wielu wypowiedziach jest tyle jadu i złośliwości?
              Czy my, Polacy zawsze tak musimy?"

              to chyba mocna nadinterpretacja...
        • piniek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 14:16
          Bywałem w okolicy tej księgarni wiele lat tak po kilka razy w roku - raz nawet
          specjalnie tam pojechałem, bo tylko tam mieli interesującą mnie książkę (na
          wystawie, jedyny jak się okazało egzemplarz). Przyciągnął więc mnie przypadek.

          > Przy wyższych obrotach łatwiej pozwolić sobie na luksus postawienia
          > klientowi kawy czy herbaty.

          Żeby mieć wyższe obroty, to najpierw trzeba zachęcić klientów, żeby tam właśnie
          zrobili zakupy, pokazać dlaczego jest lepiej niż w empiku czy trafficu. Sam
          szyld "księgarnia" na pewno nie wystarczy - bo z przypadkowych klientów to
          faktycznie trudno się utrzymać. Niestety, przez te lata jedyną zmianą w samej
          księgarni, jaką zauważyłem, było zmniejszenie powierzchni. A skoro przez tyle
          lat właściciele nie mieli żadnego pomysłu na przyciągnięcie klientów, to dziwi
          mnie, że nagle mają pomysły na sklep odzieżowy, który, jak twierdzą, odniesie
          sukces.
          • Gość: klient Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 14:30
            > Żeby mieć wyższe obroty, to najpierw trzeba zachęcić klientów, żeby tam właśnie
            > zrobili zakupy, pokazać dlaczego jest lepiej niż w empiku czy trafficu.

            Jasne. A żeby mieć kasę na zainwestowanie, żeby przyciągnąć klientów,
            trzeba najpierw na czymś zarobić, nie? I kółeczko się pięknie zamyka. A sieć
            Empików chyba na brak funduszy nie narzeka (wystarczy porównać jakie mają
            marże!!!) i co tu porównywać - takiego molocha z prywatna inicjatywą? Ja będę
            bronić tej księgarni, bo często tam bywałem i nie przeszkadzało mi zupełnie
            zmniejszenie powierzchni. I nie byłem przypadkowym, tylko wiernym klientem.
            Ludzie, co się dla Was liczy? Szyld? Neon? Napisy "promocja"? Dla mnie: jakość
            obsługi. A ta była wyśmienita. Kompetentne, oczytane i znające swój asortyment.
            A zapytaj o coś panią w Empiku...
            Zresztą tu też sie toczy dyskusja na ten temat i już wyraziłem swoje zdanie:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=296&w=36411849&v=2&s=0

            Strasznie, strasznie mi szkoda tego miejsca...
      • Gość: Elis Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 14:29
        "Księgarze są przekonani, że odniosą sukces. - To będzie wyjątkowy sklep,
        > klientka będzie mogła się tu napić kawy, odpocząć na kanapie, poplotkować z
        > przyjaciółką - zapewniają."
        >
        >
        > "Czyli co, najpierw okazuje się, że księgarnia się nie opłaca, bo klienci nie
        > mają gdzie usiąść i napić się kawy i nie robi się nic, żeby to zmienić, a
        potem
        > nagle wpada się na świetny pomysł na szmateks, w którym będzie gdzie usiąść i
        > napić się kawy. Gratulacje."


        Mam takie same odczucia... :/ Powód zawsze się znajdzie.
    • Gość: Katarzyna Z. Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 10:21
      bardzo, bardzo żałuję, bo często zaglądałam do tej miłej księgarni. Zawsze byłam
      profesjonalnie obsługiwana, panie, które stały za ladą znały się na swoim fachu,
      a do tego odnosiły sie do klientów niezwykle serdecznie i z klasą, jakiej ze
      świecą szukać w Emikach czy supermarketach.

      sierzant.podsiadlik napisała:
      I
      > szkoda tym bardziej, że nie podjęto energiczniejszej próby zaproszenia tych
      > ludzi do środka.

      Ale co można było by zrobić? Kto chce ten wchodzi, kto nie jest zainteresowany -
      nie wejdzie nawet po osobistym zaproszeniu...
      Uważam, że książki w witrynach zachęcały do wejścia do środka (sporo nowości).
      Poza tym klienci mieli możliwość zamówić sobie książkę, którą specjalnie dla
      nich kupowano w hurtowni. Sama korzystałam kilka razy z takiej opcji, dzieki
      czemu nie musiałam jeździć po całej Warszawie i szukać tego, co mnie
      interesowało, a księgarnia zawsze powiadamiała mnie telefonicznie o tym, że
      książka juz czeka.

      Ubolewam bardzo nad zniknięciem księgarni z Placu Wilsona, ale nie oskarżam
      włascicieli, bo sama prowadziłam mały sklepik ogólnospożywczy na jednym z
      warszawskich osiedli i wiem z iloma problemami trzeba sie dziś borykać, żeby się
      utrzymać na rynku. A nikt nie chce dokładać do interesu, w końcu interes jest po
      to, żeby na nim zarabiać.

      A informacja o sklepie odzieżowym brzmi dla mnie zachęcająco. Na pewno będę
      jedną z pierwszych, która ten salon odwiedzi, bo w okolicy nie mamy zbyt wiele
      sklepów z ładną damską konfekcją. Sukienka to co prawda nie książka, ale
      poczekamy zobaczymy...
      • za_zen Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 11:10
        Ja rzadko kupuję książki w księgarniach.
        Do Empików wchodzę od czasu do czasu kupic albo przejrzec prasę.
        A ksiażki tylko tam oglądam, kartkuje, a kupuje wyłącznie w sklepach internetowych.
        Tak jest duzo taniej, bo rzeczywiście często wydawnictwa mają swoje sklepy w
        sieci. Ale dla mnie przede wszystkim wygodniej (klikam, płace i ksiażki dostaje
        do domu pocztą).
        Przeczytałam o tym zamknięciu księgarni i zrobiło mi się troche smutno, bo
        kiedys tam chodziłam z rodzicami (teraz nie mieszkam na Ursynowie).
        Weim, że poniekąd przez ludzi takich jak ja księgarze mają trudne życie:-(
        Ale takie są realia - ja po prostu od rana do nocy pracuje, kończe studia i nie
        mam czasu na chodzenie po ksiegarniach.
        Dlatego nawet żadna kawa by mnie nie zachęciła.
        Prawda jest taka, że kawę pije w biegu i lecę do pracy.
        A weekendy spedzam na uczelni. Kiedy wiec mam odwiedzać sklepy?
        Dla mnie kupowanie przez internet to jedyne rozsądne wyjście.
        Ksieganie typu "Czuły Barbarzynca" są dla tych, ktorzy maja czas, zeby
        plotkowac, a nie dla tych, ktorzy sa aktywni zawodowo i marzą tylko o tym, żeby
        mieć chwile spokoju po cieżkim dniu.
        Osobiście wole czytac przed snem w łozku.
        Kocham ksiązki, ale z przykrością stwierdzam, że nie dla mnie księgarnie.
        Wiec jesli żal mi tego miejsca, to tylko z sentymentu, bo przypomina mi
        dzieciństwo spędzone na Żoliborzu.
        • Gość: sewerynka Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 11:31
          Nie wiem dlaczego wszyscy się tak zachwycają "Czułym Barbarzyńcą" i tego typu
          miejscami... Moda na snobistyczny, światowy styl, gdzie można być wyluzowanym
          intelektualistą... Czytać Eliadego i przegryzać tłustego pączka...;-)
          Osobiście nie specjalnie dobrze czuję się w takiej
          księgarnio-czytalnio-kawiarni. Kawę strach wypić spokojnie, bo można zalać
          książkę, nie mówiąc już o konsumpcji.
          Niezwykle łatwo wszystkie kartki wytłuścić palcami - i cóż...? Mam kupować
          książkę, którą już przeczytało przy kawie kilkanaście osób i znajdować okruszki
          między stronami?
          Skupić się na czytaniu też raczej nie można (chyba, że się czyta literaturę
          łatwą i przyjemną...), bo ludzie przy stolikach rozmawiają, a w tle szumi
          ekspres do kawy...
          Zdecydowanie wolę nabyć książkę w zwykłej księgarni czy drogą internetową i
          czytać ją w zaciszu domowym. Niekoniecznie podjadając sernik.
          W kinach też jedzenie stało się modne, ba! niezbędne! - więc zamiast skupić sie
          na filmie, koncentrujemy się, chcą nie chcąc, na odgłosach siorbania, mlaskania
          i szeleszczenia papierkami. Boże, czy my wszedzie musimy żreć? Nawet przy
          czytaniu książek???

          • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 11:35
            Na szczęście są tacy, którzy nie żrą, tylko jedzą - nie kruszą, nie zalewają nic
            kawą, za to w przerwie między wykładami wolą przekartkować ciekawą książkę przy
            dobrej kawie a nie pić lurę z plastikowego kubka przy automacie na wydziałowym
            korytarzu. Nie muszisz rozumieć, ale nie potępiaj; widocznie jest sporo ludzi.
            którym taki klimat pasuje. A i w takim lekkim snobizmie też nie ma nic strasznego.
              • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 11:49
                No ale to jest ryzyko właściciela takiego lokalu. Ja w CB nigdy nie trafiłem na
                jakąś ordynarnie zniszczoną książkę a jak bym kupował, to przecież z magazynu
                dostał bym nową. Jeśli gdzieś widziałem poniszczone książki, to w Empikach.

                A poza tym nie wiem jak ta kwestia wpływać ma na moje zachowanie? Ja umiem się
                tam tak zorganizować by i kawę wypić, i ciastko zjeść, i odpocząć (raz nawet w
                trakcie ciężkiej sesji przysnąłem tam na górze) i jeszcze coś poczytać. Co w tym
                do nierozumienia?
                • Gość: sewerynka Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 12:26
                  roody102 napisał:

                  > No ale to jest ryzyko właściciela takiego lokalu.

                  Może nie każdego właściciela stać na takie ryzyko? Nie krytykujmy więc, że ktoś
                  zamyka księgarnię, zamiast zrobic z niej kolejną klubokawiarnię z książkami...

                  > Ja umiem się
                  > tam tak zorganizować by i kawę wypić, i ciastko zjeść, i odpocząć (raz nawet w
                  > trakcie ciężkiej sesji przysnąłem tam na górze) i jeszcze coś poczytać. C

                  ...ewentualnie klubokawiarnię z możliwością noclegu...;-)
                • Gość: glaca Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 15:51
                  Panie Kobos, ale zapomnial pan dodac, ze wlasciciele Weny, by odniesc sukces
                  jak CB musieliby spelnic co najmniej dwa dodatkowe warunki. Musieliby
                  radykalnie zmienic swoje podejscie do cudzej wlasnosci, zblizajac sie do modelu
                  Kalego - a nawet przescigajac mistrza. No i musieliby dostac od pana gazety
                  bonus w postaci klaki zupelnie niewspolmiernej do tresci wydarzen (lub ich
                  braku) w CB. Troche ta klaka zmalala bo na jednej kolumnie trudno jest zmiescic
                  i peany na czesc CB i peany na czesc kilku gejowskich przybytkow, ale CB
                  przyklei sobie teczowa nalepke na drzwiach i znowu bedziecie mogli nawijac
                  swoja mantre o wyzszosci swiat BN nad swietami W.
                  Amicus Czulybarbarzynca, sed magis amica veritas...
                  • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 18:00
                    Spuszczam zasłonę milczenia na wycieczkę personalną, skąd inąd też chybioną, ale
                    o tym gość nasz może nie wiedzieć - pewny jestem, że gdyby Wena zmieniła się w
                    klimatyczne miejsce z miłą atmosferą, to na łamach Stołka, który karmi się
                    takimi historiami miejsca dla niej by nie zabrakło a i nominacja do kolejnej
                    Wdechy murowana. Zasada jest wszak taka, że to nie do Stołka należy inicjatywa.

                    O co chodzi z cudzą własnością nie rozumiem - wietrzę jakieś niepoparte
                    argumentami oskarżenia.
    • Gość: lukka Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: 217.153.177.* 08.02.06, 11:13
      Też mi szkoda tej księgarni, strasznie ją lubiłem, ale od jakiegoś czasu było
      widać, że nie ma szans na przetrwanie. Zmienił się styl kupowania książek i
      takie tradycyjne księgarnie straciły rację bytu. Co z tego, że kupiłem tam od
      ręki kilka książek, na które w Empiku obok były zapisy (w dodatku w Wenie było
      taniej)... Największe "grzechy" to niedopasowanie (moim zdaniem) godzin otwarcia
      do ludzi pracujących (czyli wydających więcej) i brak możliwości przeglądania
      półek - zza lady można kupić chlebek albo pętko krakowskiej...

      Mam nadzieję, że "punkty z tradycjami" będą powstawać w miejscach, które lepiej
      radzą sobie z rzeczywistością.
      • jota.40 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 13:45
        Wielka, wielka szkoda. To już druga księgarnia mojego dzieciństwa,która znika z
        najbliższej okolicy (pierwsza - na Broniewskiego, gdzie jak wiadomo zakotwiczył
        sklep rowerowy).
        Posłużę się przykładem przywoływanej tu Kotłowni - i PracoVni. Ta pierwsza
        padła, ta druga ma się świetnie. Fakt, w PracoVni mają piwo, ale chyba nie
        tylko piwo jest przyczyną ich sukcesu i notorycznego tłoku... Kwestia
        wspominanego już wyżej POMYSŁU. I właściwych ludzi.
        Z ręką na sercu muszę przyznać, że i ja kupuję często w księgarniach
        internetowych, a jeśli byłam na pl. Wilsona - szłam raczej do Empiku. Po prostu
        dlatego, że tam można książkę obejrzeć. Jeśli nie tam - to do małej księgarenki
        na Słowackiego, gdzie są mili ludzie i zawsze coś ciekawego...
        Zastanawia mnie, dlaczego właściciele nie włożyli odrobiny wysiłku w jakąś
        metamorfozę księgarni - można było inaczej ustawić półki, zainstalować barek z
        płatną kawą - niejeden chętnie by przysiadł...
        • nascendi Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 08.02.06, 17:22
          jota.40 napisała:

          > Wielka, wielka szkoda. To już druga księgarnia mojego dzieciństwa,która znika

          Muszę dorzucić 3 gramy nostalgii bo tam dokonałem pierwszego w życiu w pełni
          samodzielnego zakupu książkowego. Mało ambitnego bo o piłce nożnej, ale niech 1-
          cyfrowy wiek to usprawiedliwi.

    • Gość: mvb Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.06, 13:27
      a ja Wam powiem, że trzeba się naprawdę postarać, zeby w takim świetnym punkcie
      komunikacyjnym interes nie wypalił. No naprawdę trzeba. Moim zdaniem Wena padła,
      bo była prowadzona bez pomysłu. Przy przystanku autobusowym lepiej chyba
      eksponować czytadła za 10 zł (a wychodzą teraz tasmowo) niż albumy za 200. Gdyby
      wycelowali w konkretnego klienta, to pewnie by sobie dali radę, ale że chcieli
      trafić do wszystkich, to nie trafili do nikogo. Mnie drażnią księgarnie, w
      których obok siebie leżą album o Powstaniu Warszawskim, książka o reiki i
      jeszcze na dokładkę kolorowa książeczka dla dzieci. I strasznym felerem było to,
      że o wszystko trzeba było prosić panią zza lady. Mieszkam na Żoliborzu od 10
      lat, a w Wenie byłam tylko kilka razy. Nie potrafili zachęcić mnie do wejścia -
      może między innymi wystrojem z rodem z prl-u
        • q22 Re: Markety? Internet? A może sąsiedztwo? ;) 08.02.06, 14:19
          Właśnie zdałem sobie sprawę, że przez 3,5 roku mieszkania na Żoliborzu nie
          zdarzyło mi się kupić tam książki. A zdarzało mi się kupować i w trochę
          oswojonej Sowie na Słowackiego i w anonimowych empikach (na placu Wilsona i w
          Arkadii) i w sympatycznej księgarni przy stacji benzynowej pomiędzy Potocką a
          Gdańską i w zagłębiu antykwarycznym, w pawilonach obok urzędu gminy.
          Ale przez szybę zawsze było miło będąc na przystanku popatrzeć.
          q22
          • tygrys01 Judo nie jest dla gó..arzy. 08.02.06, 17:36
            q22 napisała:
            w sympatycznej księgarni przy stacji benzynowej pomiędzy Potocką a
            > Gdańską
            =============
            No widzisz w czym rzecz. Księgarnię przy st.benzynowej prowadzi księgarz i
            wydawca z prawdziwego zdarzenia, miłośnik książki wartościowej. Walewski w
            prostej linii potomek znakomitej rodziny Walewskich. Jednak tradycje
            rodzinne i umiłowanie książek daje szanse na przetrwanie trudnych czasów dla
            księgarzy. Czasami lepszy mniejszy zysk a robić to co się kocha. I tak na
            marginesie, On ci to zrobił reprint Konstytucyi 3 Maya w kilku zaledwie
            egzemplarzach bo Państwo jako takie nie nalazło środków do wspomożenia tego
            dzieła.
            Tygrys01
            • pan_x1 Re: Judo nie jest dla gó..arzy. 08.02.06, 19:03
              Tak się składa, że znam Państwa Fideckich i uważam tytuł pańskiego postu za
              wielce nietaktowny, a z całą pewnością chybiony. Właściciele Weny sa osobami
              kochającymi książki. Można im zarzucić nie nadążanie za modą (wystrój
              księgarni), ale na pewno nie brak znajomości i ukochania swojego fachu. Nie mogą
              pewnie podeprzeć się znakomitym nazwiskiem typu Walewski (choć głowy za to nie
              dam, gdyż ich przodków nie znam), wiem jednak, że wykonywali swoja pracę z wilka
              pasja i zaangazowaniem, za co im bardzo osobiście dziękuję. Stałem się bowiem,
              dzięki ich znajomości branży, nabywcą wielu niezwykłych, wartościowych pozycji
              książkowych, których w w/w księgarni na ulicy Potockiej nie mogłem dostać.

              Przyznam, że jestem zszokowany decyzją o zamknięciu tego lokum, gdyż szczerze
              liczyłem na to, iż do końca swych dni zaopatrywać się będę w Wenie. Muszę jednak
              uszanować, i radzę to wszystkim Państwu, wolę właścieli księgarni. Wiem, że
              zawsze wykazywali ogromną energię i chęć pracy, mimo że od dłuższego czasu nie
              przynosiła im ona wielkich profitów, więc chyba Pana komentarza (cytuję: "Jednak
              tradycje
              > rodzinne i umiłowanie książek daje szanse na przetrwanie trudnych czasów dla
              > księgarzy. Czasami lepszy mniejszy zysk a robić to co się kocha.") nie mozna
              odnieść do tegoż przypadku. Proszę mi wierzyć, niewymownie mi przykro z powodu
              zniknięcia Weny z mapy Żoliborza. Żadna księgarnia mi jej nie zastapi.
              Jak znam Państwa Fideckich z pewnością nie zrezygnowaliby z pracy z książkami,
              gdyby spokojnie zarabialiby na chleb powszedni. Salon mody juz nie dla mnie, ale
              zyczę Państwu wytrwałości i wszystkiego najlepszego

              Z poważaniem

              stały klient z Żoliborza
              • Gość: pokrybala Re: Judo nie jest dla gó..arzy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 01:03
                Popieram. Wypowiedzi tygrysa sa nietaktowne i nijak sie maja do prawdy. obawiam
                się, że odgrywaja tu rolę jakieś prywatne urazy. Tygrys - o czym sam informowal
                na forum - jest wydawcą. Gdzieś wyżej zalil sie na trudną wspólpracę ambitnych
                wydawców z właścicielami ksiegarni Vena. Obawiam się, że wlaściciele Veny nie
                uznali tygrysiej produkcji wydawniczej za rokująca nadzieję na sprzedaż, więc
                splawili go.
                • tygrys01 Czytadła, oglądadła, poradniki i ksiazki 11.02.06, 00:33
                  Gość portalu: pokrybala napisał(a):

                  Obawiam się, że wlaściciele Veny nie
                  > uznali tygrysiej produkcji wydawniczej za rokująca nadzieję na sprzedaż, więc
                  > splawili go.
                  =========================
                  Dokładnie tak jest jak napisałaś. Książka nie jest pietruszką aby patrzeć na
                  nią jak na zwykły towar który ma przynieść szybki zysk i nic więcej.
                  Obowiązuje to wszystkich zarówno wydawców jak i księgarzy. Oczywiście , że
                  zraziłem się do tej księgarni przed kilku laty i już więcej moja noga tam nie
                  postała. A co było wystawiane w czołowych ekspozycjach? Drogie albumy i
                  ksiażki tzw "na prezenty" i trochę chwytliwych tematów. Absolutnie nie szkoda
                  mi tych właścicieli księgarni chociaż szkoda mi znikającej samej placowki
                  księgarskiej chociaż wolałbym w tym miejscu bardziej ambitną księgarnię.
                  Tygrysia produkcja wydawnicza w przeważającej części rzeczywiście nie rokuje
                  szybkiego obrotu ale nie szybki obrót stanowi o prawdziwej wartości książki.
                    • Gość: redchili Re: Czytadła, oglądadła, poradniki i ksiazki IP: *.chello.pl 19.02.06, 11:36
                      > księgarz powinien Ci je dotować (bo przecież do tego się sprowadza Twoja
                      > sugestia, by brał je na długie terminy platności, wyłożył na wystawie itp).

                      zdaje się, że jeśli księgarz bierze na długie terminy płatności bądź w komis, to
                      raczej wydawca dotuje księgarza :/ Zaś argument o ogromnej inwestycji w postaci
                      wyłożenia na wystawie - jest po prostu śmieszny.

                      btw. Fideckich poznałem blisko 15 lat temu i już wtedy moje odczucia były takie
                      same jak tygrysa. Są to ludzie niereformowalni i tylko dziwne, że Wena znikła
                      dopiero teraz... Bankructwo na własne życzenie. Rzeczywiście ciuchy jakoś im
                      lepiej pasują :/
                      Żeby uprzedzić wątpliwości - nie jestem wydawcą, wprost przeciwnie...
    • santakasia List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 13:21
      dziś papierowy Giees zamieścił list z Kanady od p. Jarosława Abramowa dotyczący
      zamknięcia Weny. nie znalazłam go w necie, więc jak ta mróweczka przepisuję:
      "Wiadomość o likwidacji na Żoliborzu księgarni Wena mocno mnie poruszyła. Jest
      znamienna dla obecnej tendencji traktowania księgarń jak masarni. W wypadu
      jednak Weny zamknięto nasze żoliborskie okno oświatowe. Ta księgarnia wiąże się
      z przedwojenną tradycją kulturalno-oświatową twórców Szklanych Domów -
      spółdzielców pragnących zrealizować wizje Stefana Żeromskiego. Warto
      przypomnieć, że wśród tych społęczników WSM działał dziadek obecnego prezydenta
      RP - pan Aleksander Kaczyński. Wtedy księgarnia na pl. Wilsona nazywała się
      Wueseska - skrót od Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej. Podczas okupacji
      księgarnia mieściła się na I Kolonii WSM i pracowała w niej pani Janina
      Cyganska. Po zburzeniu I Kolonii podczas Powstania Warszawskiego księgarnię
      przeniesiono do Domu ZUS-u, gdzie mieści się dzisiejsza WENA i ona przejęła te
      spółdzielcze tradycje. Już upaństwowioną w PRL kierowała przez lata moja
      wspaniała sąsiadka z III Kolonii WSM - pani Danuta Wróblewska, bohaterska
      łączniczka w Powstaniu Warszawskim, którą opisałaem w "Lwach mojego podwórka".
      W najcięższych czasach cenzury politycznej zatrzymywała dla mnie książki
      sprzedawane wówczas spod lady. Prowadziła z czytelnikami rozmowy, doradzała
      lektury. Wykształciła rzesze wspaniałych księgarzy. Nie wyobrażam sobie w tym
      miejscu drugiego sklepu z butami. Apeluję do nowych władz Żóliborza, aby
      zareagowały na tę symboliczną prywatyzację stuletniej tradycji żoliborskich
      społeczników. W czasie, gdy plac Wilsona nazywał się placem Komuny, ta
      księgarnia była dla nas "przedwojennym oddechem" - a w wolnej Polsce na wolnym
      rynku ją zaduszono. Są granice doraźnych zysków" podpisał się Jarosław Abramow-
      Newerly
      • tomeeeek Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 13:40
        Dużo wspomnień, ładnie napisane, tyle tylko, że.... czasy nam się trochę
        zmieniły. Gdybyśmy chcieli stawiać muzemu wszędzie tam, gdzie ktoś ma jakieś
        miłe wspomnienia z lat młodości, to by nam przestrzeni do życia nie wystarczyło.
        Ja też bym chciał pozostawić nienaruszone miejsce w którym się urodziłem, czy
        wychowałem. Ale tak sie nie da. Świat idzie do przodu. Trzeba dobrze wyważyć
        relację między zdrowym rozsądkiem a przeszłością. To już nie jest ta księgarnia,
        to już nie są czasy społeczników. Teraz najpierw trzeba wsadzić coś do garnka, a
        potem można myśleć o celach wyższych. Łatwo jest pisać takie rzeczy siedząc
        sobie wygodnie w fotelu i popijając herbatę z rumem.

        Naprawdę nie rozumiem tego szumu. Może (uwaga, teraz odrobina sakrazmu) skoro
        wśród tych społeczników był dziadek prezydenta, to tenże wyasygnuje jakąś kwotę
        z budżetu kancelarii żeby doprowadzić to miejsce do dawnej świetności?
        • roody102 Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 14:05
          Już nie są? Jak to już? Na zachodzie szeroko pojęte społecznikowstwo
          (wolontariat, organizacje pozarzadowe, stowarzyszenia lokalne) przeżywają
          renesans (mówi się o odrodzeniu wspólnot lokalnych, może na wyrost ale nie bez
          podstaw) a u nas społecznikostwo zabiła komuna. Więc jeśli to tylko JESZCZE nie
          są to czasy społecznikowskie a nie JUŻ.

          Z tym, że to się do sprawy księgarni oczywiście ma średnio, bo przecież nie
          społecznym i nie urzędniczym wysiłkiem mogła ona być uratowana - tylko wysiłkiem
          właścicieli. A to, co pisze Pan Jarosław, to tylko takie nasze żoliborskie
          smutki i żale...
          • tomeeeek Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 14:15
            roody102 napisał:

            > Już nie są? Jak to już? Na zachodzie szeroko pojęte społecznikowstwo
            > (wolontariat, organizacje pozarzadowe, stowarzyszenia lokalne) przeżywają
            > renesans (mówi się o odrodzeniu wspólnot lokalnych, może na wyrost ale nie bez
            > podstaw) a u nas społecznikostwo zabiła komuna. Więc jeśli to tylko JESZCZE nie
            > są to czasy społecznikowskie a nie JUŻ.
            >

            Ok, zgadzam się. Ale jako, że jesteśmy jakieś 20 lat do tyłu, to nasza dyskusja
            sprowadza się do jedynie do słów. Już, jeszcze... w tym kontekście niewielka
            różnica.

            Dopóki nie ustabilizujemy swoich podstawowych potrzeb życiowych, to nie ma mowy
            o wolontariacie. Bardzo chętnie zaangażowałbym się w tego rodzaju działalność
            (a mam duże doświadczenia z czasów licealnych i studenckich) ale dopóki nie będę
            mógł wyjść spokojnie, w rozsądnej godzinie z mojego stałego miejsca pracy, gdzie
            nikt jutro nie wpadnie na pomysł, że z dnia na dzień mogę przestać być
            potrzebny, dopóty nie będę miał na to sił. Po prostu. Dlatego musi minąć parę
            lat byśmy okrzepli i ustalili na stałym, bezpiecznym poziomie swoje dochody. A
            nasze firmy działały na ustabilizowanym prawnie i podatkowo rynku. Wtedy
            będziemy mogli wskrzesić nasze inne zdolności. Jeśli mam być szczery, patrząc
            wkoło, nie stanie się to za szybko.
            • roody102 Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 15:31
              Z drugiej strony jest coraz wiecej ludzi, szczegolnie mlodych, ktorym sie
              generalnie chce po godzinach nauki czy pracy cos jeszcze robic, organizowac,
              dzialac. Ale w ogole temat spolecznikowski jest troche obok glownego :)

              Co do ogolnej zasady - ze to sie pojawi jako funkcja dobrobytu - sie mniej
              wiecej zgadzam, choc zastrzegam ze to nie jest jedyny warunek.
          • Gość: pokrybala Re: List Pana Jarosława Abramowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 01:09
            roody102 napisał:

            Z tym, że to się do sprawy księgarni oczywiście ma średnio, bo przecież nie
            > społecznym i nie urzędniczym wysiłkiem mogła ona być uratowana - tylko
            wysiłkiem właścicieli

            owszem, ale pod warunkiem, ze właściele wygraliby w totka i sami od siebie
            książki kupowali. Ksiegarnia funkcjonuje, gdy ludzie kupuja książki. Tymczasem
            jak zwykle wszyscy tutaj żalą się, że kolejna zoliborska firma upadła, wszyscy
            oczywiscie maja fantastyczne pomysly, jak mozna ja było uratować, co
            własciciele powinni zrobic itp. A wystarczyloby czasem kupować ksiązki. Tak jak
            wystarczyloby chodzić do kotłowni i czasem coś tam kupić.
            • roody102 Re: List Pana Jarosława Abramowa 10.02.06, 12:27
              Twoje uwagi sa zupelnie nie trafione. Po pierwsze, kto jak kto, ale aktywisci z
              tego forum bywali w Kotlowni bardzo czesto i mimo szczerych checi nie dali rady
              jej pomoc, bo najemca nie mial na to wszystko pomyslu. I podkreslam, ze nasza
              pomoc nie sprowadzala sie do przychodzenia na herbate - mysmy tam zrobili kilka
              imprez, nie waham sie powiedziec, najwiekszych jakie sie tam odbyly. Niestety,
              zaloga Kotlowni nie miala pomyslu na to, by wykorzystac potencjal swojego miejsca.

              I podobnie jest, moim zdaniem, z ksiegarnia - sama wieloletnia tradycja tego
              miejsca niesie w sobie potencjal a oni tak latwo z niego rezygnuja. Dziwne. A na
              to nie mamy wplywu - mimo, ze pewnie nie zabraklo by wsrod nas osob, ktore
              chetnie przyszly bo do ksiegarni nieco drozszej, niz inne, gdyby czuly sie tam u
              siebie. I tu podam przyklad dwoch sklepow na tym samym placu Wilsona, do ktorych
              dojezdzalem ze Sluzewia, gdy tam mieszkalem, choc nie sa tansze i nie byly po
              drodze - to piwnica win Grand Cru i muzyczny sklep Music Media. Po prostu czuje
              sie tam "u siebie", jestem rozpoznawany, milo tarktowany, moge chwile pogadac,
              czasem dostane nawet jakis rabat po starej znajomosci. Wszystko to w czasach
              brutalnego kapitalizmu ;) To nie sa dla mnie tylko sklepy - to sa miejsca.

              Czuly Barbarzynca stara sie ten sposob handlowania posunac dalej - tam miejsce
              nie jest tylko dla starych znajomych - nawet osoba z ulicy moze sie tam poczuc
              jak w miejscu, nie jak w sklepie, dzieki calemu temu pomyslowi z kanapami, kawa
              i ciastkami. To jest jakas proba przywiazania ludzi do swojego sklepu - w Wenie
              nigy czegos takiego nie poczulem.

              Gdyby to zrobili, blyskawicznie mieliby nowych stalych klientow i Twoje
              personalne wycieczki z pytaniem, czy cos tam kupilismy obnazylyby cala swoja
              nietrafnosc.
        • Gość: pinokioo Re: List Pana Jarosława Abramowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 14:29
          tomeeeek napisał:

          >
          > Naprawdę nie rozumiem tego szumu. Może (uwaga, teraz odrobina sakrazmu) skoro
          > wśród tych społeczników był dziadek prezydenta, to tenże wyasygnuje jakąś kwotę
          > z budżetu kancelarii żeby doprowadzić to miejsce do dawnej świetności?
          >



          Ha,HA.
          Swieta prawda.

          Moze wszyscy sie zrzucimy skoro wlascicieli nie stac na sprzedawanie ksiazek?

          (wcale sie nie dziwie, mieszkam niedaleko Wilsoniaka, a wpadalem tam tylko
          przejrzec to i owo, ksiazki kupuje w necie, albo zamawiam sobie u swietego
          Mikolaja na gwiazdke, a on -jak wiadomo - z lponii przywozi prezenty, a nie z
          ksiegarni na Wilsona;-)

          Moze pan Abramow tez sie dorzuci z Kanady w imie podtrzymania tradycji?

          Mnie sie najbardziej podoba to :

          "Apeluję do nowych władz Żóliborza, aby
          zareagowały na tę symboliczną prywatyzację stuletniej tradycji żoliborskich
          społeczników."

          Prywatyzacja tradycji spolecznikow. Dobre:-))))

          ten pan nie zna chyba dzisiejszego rynku, zatrzymal sie na Spolem i wytworni
          czekoladek im.22lipca.

          Przeciez to jest interes (lub juz brak interesu;-) jakichs konkretnych ludzi i
          wladzom nic do tego, a tym bardziej spolecznikom.

          To przywrocmy tez stare domy centrum. Ja chce Sawe, Warsa i Juniora zamiast
          Galerii Centrum:-)))

          A na Wilsoniaku chce sklep spozywczy Malgoska zamiast banku, bo on tam byl od
          zawsze i mnie sie dobrze kojarzy ze swiezymi bulkami z dziecinstwa. ha ha



          • roody102 Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 15:45
            > Przeciez to jest interes (lub juz brak interesu;-) jakichs konkretnych ludzi i
            > wladzom nic do tego, a tym bardziej spolecznikom.

            To nie jest do konca prawda, ze wladzom nic do tego a juz na pewno spolecznikom
            cos do tego - kto jak kto, ale wlasnie wladze i spolecznicy sie tym pierwsi
            powinni przejmowac - jedni z racji funkcji a drudzy z samej swojej natury :)

            Takze do wyrazenia swojej opinii a w szczegolnosci do pewnej smutnej refleksji
            nad tym, ze cos sie na pl. Wilsona konczy mamy pelne prawo. I nie musi to wcale
            oznaczac braku zgody na mechanizmy rynkowe czy tez tesknoty do poprzedniego
            ustroju - prosze nam tego nie imputowac. Nam jest po prostu zal sklepu z
            przedwojenna tradycja.

            A poza tym sprowadzenie calego problemu wylacznie do kwestii rynkowego sukcesu
            wlascicieli (najemcow?) lokalu w partzerze domu przy Mickiewicza 27 nie jest
            wcale jedyna perspektywa, z jakiej mozna o tym rozmawiac. To bardzo waskie
            spojrzenie. A mozna na to spojrzec szerzej, w kategoriach dobr publicznych -
            wtedy moze sie okazac, ze winy za to, ze na pl. Wilsona sa same banki nie ponosi
            tylko obiektywny wolny rynek - wspolodpowiedzialni sa wlodarze miasta, ktorzy
            nie maja zadnej wizji tego, czym ten plac ma byc, zdanej polityki kreujacej
            przyjazna przestrzen itd.

            Ale o tym juz pisalem nie raz.

            > To przywrocmy tez stare domy centrum. Ja chce Sawe, Warsa i Juniora zamiast
            > Galerii Centrum:-)))

            Wlasciciel DT Centrum wrocil niedawno do starych nazw - domy znow nazywaja sie
            Wars i Sawa. Wisza nawet symbole nawiazujace do dawnych znakow.
            • Gość: pinokioo Re: List Pana Jarosława Abramowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 17:05


              roody102 napisał:

              > Wlasciciel DT Centrum wrocil niedawno do starych nazw - domy znow nazywaja sie
              > Wars i Sawa. Wisza nawet symbole nawiazujace do dawnych znakow.


              A to zwracam honor:-))


              >
              > A poza tym sprowadzenie calego problemu wylacznie do kwestii rynkowego sukcesu
              > wlascicieli (najemcow?) lokalu w partzerze domu przy Mickiewicza 27 nie jest
              > wcale jedyna perspektywa, z jakiej mozna o tym rozmawiac. To bardzo waskie
              > spojrzenie. A mozna na to spojrzec szerzej, w kategoriach dobr publicznych -
              > wtedy moze sie okazac, ze winy za to, ze na pl. Wilsona sa same banki nie ponos
              > i
              > tylko obiektywny wolny rynek - wspolodpowiedzialni sa wlodarze miasta, ktorzy
              > nie maja zadnej wizji tego, czym ten plac ma byc, zdanej polityki kreujacej
              > przyjazna przestrzen itd.


              Tak,tak. Prawda to.
              Ale sami oni sprzedaja czy najmuja lokale zarabiajac na tym grube pieniadze.
              Nie nalezy sie potem dziwic, ze jak juz towar nalezy do "macanta", tylko
              "macant" ma do niego prawo.

              Sentymenta mozna sobie w takim wypadku w kieszen wsadzic albo miedzy bajki.

              A w ogole to nie wiem po co ta cala walka.
              Przyznaj sie z reka na serduchu - kupowales tam czesto ksiazki?
              Bedzie ci osobiscie bardzo brak tego miejsca, ma to wplyw na twoje zycie?
              Czy chodzi tylko o idee? zeby bylo pieknie i inteligentnie wokol...

              Bo na moje zycie wplywu miec nie bedzie. Szczery jestem do bolu.

              Moge sie przesiadac pod sklepem z czymkolwiek.
              • roody102 Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 18:04
                Tak, bywalem tam. Nie bardzo czesto, ale czasem mi sie zdazalo. Gdyby powstala
                tam klimatyczna ksiegarnia, kto wie, moze bywal bym w niej czesciej. Inna rzecz,
                czy mialbym czas - w Barbarzyncy tez nie bylem bodaj od konca studiow, co nie
                przeszkadza mi lubic to miejsce. Lubie wiedziec, ze takie jest i z radoscia
                powitalbym podobne na Zoliborzu, nawet gdybym nie mial czasu tam wpadac. W
                pewnym sensie faktycznie chodzi mi o to, zeby w mojej okolicy bylo fajnie - co w
                tym zlego? W calej Warszawie chce zeby bylo fajnie :)

                Nie mam osobistego zalu do wlascicieli o ich decyzje i nie obrazam sie tez na
                logike rynku; po prostu jest mi smutno, ze nikt nie wpadl na FAJNIEJSZY pomysl
                na to miejsce, niz sklep z ciuchami. Ale nie mam prawa nikomu kazac starac sie
                spelnic moje pojecie fajnosci i nie probuje tego robic.

                Natomiast mam zal i probuje zasugerowac, ze miasto - czy dzielnica - powinna w
                jakis sposob wplynac na spoldzielnie wynajmujace te lokale bankom - do tego maja
                prawo - lub stworzyc jakas polityke, plan - cos, co w efekcie przynioslo by
                ozywienie centrum dzielnicy.

                Oczywiscie, o ile sie zgodzimy, ze ozywienie centrum dzielnicy jest wartoscia
                sama w sobie - to jest jeszcze bardziej ogolny problem, tez do dyskusji. Na
                pewno nie zabraklo by malkontentow. Pewne jest natomiast, ze gdyby to ozywienie
                nastapilo, mozna by bylo zrobic na ksiegarni pl. Wilsona duzo wiekszy interes,
                niz na ciuchac przy nieozywionym. I takiego myslenia mi zabraklo: co zrobic, by
                WSZYSCY najemcy i wlasciciele lokali zarobili wiecej? Jakos mam wraznie, ze nie
                zadali sobie tego pytania.
      • q22 Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 18:10
        moim zdaniem sprawa ma kilka wymiarów, które oceniałbym osobno
        - jeśli chodzi o wymiar osobisty - żal Pana Abramowa z powodu zniknięcia miejsca
        z którym był emocjonalnie związany, to można to w pełni zrozumieć, ale taka jest
        prosta prawda - przemija postać tego świata - przemijają instytucje, przemijają
        ludzie. Nie ma kolejności która nie pozwoliłaby uniknąć żalu
        - jeśli chodzi o kwestię księgarsko-czytelniczą to temu samemu wolnemu rynkowi,
        który wyeliminował Wenę, zawdzięczamy funkcjonowanie co najmniej czterech innych
        księgarni w promieniu 200 metrów. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, i tak
        było w nim pełno wody.
        - a jeśli chodzi o warstwę społecznikowsko-symboliczną, to moim zdaniem fakt
        znikania kolejnych instytucji, które tworzyły kiedyś klimat dzielnicy (Tęcza,
        Małgosia) dobitnie dowodzi, że kultywowanie tradycji polegające wyłącznie na
        wspominaniu świetnej przeszłości nieuchronnie prowadzi do żalu i frustracji.

        q
        • donkej Re: List Pana Jarosława Abramowa 09.02.06, 23:17
          Drogi Pinokio! Piszesz:
          > ten pan nie zna chyba dzisiejszego rynku, zatrzymal sie na Spolem i wytworni
          > czekoladek im. 22lipca.

          Widzisz, w tym zdaniu jest sprzeczność sama w sobie. Uświadom to sobie: tradycje
          spółdzielcze i PRL to dwie różne rzeczy.
          Owszem PRL je przejął i zawłaszczył, ale nie unicestwił.
          Dobre prawo społeczników odbudowywać je.

          Abramow jest jeszcze w starej Polsce?
          Nie sądzę - skoro od tylu tylu lat mieszka w Kanadzie;-). Poza tym znów mylisz
          starą Polskę z PRL-em.

          Szklane Domy były z założenia niemal utopijne, idealistyczne - a jednak
          funkcjonowały.
          Szklane Domy to przeciwieństwo PRL-u!!!

          Aha - na marginesie - sprawdź jak naprawdę nazywa się ta książka...
          • Gość: pinokioo Re: List Pana Jarosława Abramowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 11:00


            > Widzisz, w tym zdaniu jest sprzeczność sama w sobie. Uświadom to sobie: tradycj
            > e
            > spółdzielcze i PRL to dwie różne rzeczy.
            > Owszem PRL je przejął i zawłaszczył, ale nie unicestwił.
            > Dobre prawo społeczników odbudowywać je.



            Nikomu tego prawa nie zabieram.
            Ale w w/w kontekscie zamykanej ksiegarni ma sie nijak do rzeczywistosci.
            Konkrety, konkrety.

            Teoretyczne mrzonki mozemy mnozyc do woli. Nic z tego nie wynika.



            > Abramow jest jeszcze w starej Polsce?
            > Nie sądzę - skoro od tylu tylu lat mieszka w Kanadzie;-).



            Tym bardziej zakrawa na kpine jego list. Wspomnien czar -owszem. W koncu jest
            pisarzem.
            Ale odezwa?

            A ze siedzi sobie posrod klonow (ze szklaneczka herbatki - jak tu jeden z
            kolegow slusznie wtracil).

            Ma prawo mieszkac tam, gdzie mu wygodnie, zeby nie bylo, ze sie czepiam emigrantow.
            Ale po co od razu ingerowac w swiat, ktory sie swiadomie opuscilo?

            Lubie takich walczacych z oddali. Oj lubie...



            > Szklane Domy były z założenia niemal utopijne, idealistyczne - a jednak
            > funkcjonowały.


            Jak długo, zanim rozsypywaly sie w pyl..? Jestem realista.


            > Aha - na marginesie - sprawdź jak naprawdę nazywa się ta książka...


            Starego czy naszego - dla mnie drobiazg. Ale przepraszam autora i wszystkich
            jego wielbicieli za przeinaczenie tytulu.

            Nie zmieni to faktu, ze w moim odczuciu szanowny autor napisal do GW glownie po
            to, zeby o sobie przypomniec.

            Zawsze troche rozglosu przy okazji malej sensacyjki nie zawadzi...











            > Abramow jest jeszcze w starej Polsce?
            > Nie sądzę - skoro od tylu tylu lat mieszka w Kanadzie;-)


            A mieszka, mieszka. Tym bardziej jego slowa nasycone miloscia do Zoliborza i
            apelacje w imie tradycji wydaja sie byc nieco smieszne.
            Patriotyzm lokalny podsycany z drugiego konca swiata.
            Wygodne. A jakze.
            • roody102 Re: List Pana Jarosława Abramowa 10.02.06, 13:01
              > Ma prawo mieszkac tam, gdzie mu wygodnie, zeby nie bylo, ze sie czepiam emigran
              > tow. Ale po co od razu ingerowac w swiat, ktory sie swiadomie opuscilo?
              > Lubie takich walczacych z oddali. Oj lubie...

              Rzeczywiscie, odezwowy ton listu Pana Jaroslawa moze sprawiac wrazenie, ze jest
              on typem, wlaczacego z oddali, ale tylko dla kogos, kto w ogole nie ma pojecia o
              tej osobie. Szkoda, ze formulujesz ostre oceny a nie zadajesz sobie trudu, by
              dowiedziec sie kim jest autor i jakie ma zwiazki z Zoliborzem - tak dawnym jak i
              wspolczesnym. Kto jak kto, ale on na pewno nie opuscil tego swiata. Nie tylko,
              ze wciaz jest z nim zwiazany, ale czesto tu bywa i jest, by tak rzecz, na
              biezaco. Twoje zarzuty sa chybione.

              > > Szklane Domy były z założenia niemal utopijne, idealistyczne - a jednak
              > > funkcjonowały.
              >
              > Jak długo, zanim rozsypywaly sie w pyl..? Jestem realista.

              Moze i realista, ale niedoinformowanym. WSM nie rozsypal sie w pyl - owszem
              wojna, Powstanie, potem komuna - to wszystko podkopalo cala idee, ale jesli
              gdzies w Warszawie cos z niej wciaz trwa, to wlasnie tu. Znow dowodzisz, ze nie
              bardzo wiesz o czym piszesz.

              Poza tym to jest taki prymitywny realizm - jesli czegos nie mozna dotknac
              paluchem, to od razu to negujesz. A my odwolujemy sie do zjawisk spolecznych,
              rozloznych w czasie, ulotnych. Co nie znaczy, ze nieprawdziwych i nie majacych
              wplywu.

              > Nie zmieni to faktu, ze w moim odczuciu szanowny autor napisal do GW glownie po
              > to, zeby o sobie przypomniec.
              >
              > Zawsze troche rozglosu przy okazji malej sensacyjki nie zawadzi...

              Mylisz sie - autorka tekstu o ksiegarni szukala u mnie kontaktu do pana
              Jaroslawa, wiec mysle ze kolejnosc byla inna. To, ze przypisujesz mu tak zla
              intencje swiadczy znow wylacznie o tym, ze nie masz pojecia o kim i o czym w
              ogole jest tu mowa.

              Nie dziwi mnie, ze nie wierzysz w jakiekolwiek idee, do ktorych sie odwolujemy i
              przypisujesz ludziom zle intencje - po prostu nie zetknales sie w ogole z
              faktami, do ktorych my sie odwolujemy. Jestes z innej bajki :)

              Mowie to bez zlosliwosci, po prostu rozdzwiek jest wyrazny.
    • dewulot1 Na wystawe patrzylem tysiac razy. 09.02.06, 17:42
      W srodku bylem tylko kilka razy. Ale mysle i nie moge sobie przypomniec czy
      chociaz raz kupilem tam ksiazke. A w sklepie obok kilka razy kupilem buty.
      Szkoda ksiegarni, ale doskonale rozumiem jej wlascicieli. Podziekujmy im ze nie
      zamkneli tej ksiegarni rok temu.
    • Gość: żoli boż Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: 213.172.172.* 10.02.06, 14:55
      niestety nie dziwi mnie to. ksiegarnie upadaja, sklepy muzyczne rowniez. handel
      tymi dobrami od dawna przenosi sie do internetu. kto tego nie dostrzega, nie
      przetrwa. ksiegarnia moze byla i z tradycjami, ale nie czulem sie tam swojsko
      ani milo, raczej jak w spolemowskim sklepie w merkurym, gdzie aby zaplacic
      karta, trzeba z pania przejsc na drugi koniec w blasku swietlowek i ruch przy
      kasie staje na pare minut. sorry, nie robmy z miasta skansenu rodem z filmow barei!

      nie przyjmuje argumentow, ze czuly barbazynca to miejsce dla snobow - autor ma
      chyba kompleksy wobec dobrze ubranych ludzi. okruchow miedzy kartkami nie ma,
      jest natomiast oryginalny pomysl na mile miejsce, ktory znajduje nasladowcow pod
      kazda szerokoscia geograficzna - wszystkie stolice, w ktorych bylem w ostatnich
      latach, lacza coraz czesciej kawiarnie z miejscem spotkan.

      co do przyszlosci pl. wilsona - jest dramatyczne, ze nie ma tam takiego miejsca,
      jak na przyklad cafe karma na pl. zbawiciela. jedyne czego zazdroszcze
      meiszkancom srodmiescia, to wlasnie tej kawiarni. watpliwe, by sklep z odzieza
      zaspokoil moje "snobistyczne" oczekiwania. jesli bedzie taki jak sklepy z
      konfekcja i z butami obok (a na 90% taki wlasnie bedzie), jedynym miejscem
      wartym odwiedzin na wilsonie bedzie orbis, gdzie mozna kupic bilety na pociag
      nie stojac w smrodzie pomiedzy dżankami i bezdomnymi na centralnym. oby to nam
      nie znikło!
      • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 10.02.06, 15:14
        No niestety, jest sporo prawy w takim postawieniu sprawy i dokladnie o to mi
        chodzi, gdy mowie, ze wlasciciele Weny nie mieli na nia pomyslu - mi tez nie
        chodzi przeciez o utrzymywanie na sile nierentownej ksiegarni w imie tradycji,
        tylko o to by ta tradycje jakos sensownie uwspolczesnic. Dziwni mnie to, ze cos
        co dla ksiegarni mogloby byc atutem i promocja (dluga tradycja) jest
        bezwartosciowe dla wlascicieli, do tego stopnia ze z dnia na dzien decyduja sie
        na zerwanie ciaglosci, ktora w tym miescie jest rzadkoscia i wartoscia sama w
        sobie. Ich prawo, ale szkoda i tak.

        Natomiast Karma... na placu Wilsona... ech... marzenia! Swietne miejsce, szkoda
        ze tak odlegle od nas, ale faktycznie, gdy mam ochote isc na kawe z dluzszym
        posiedzeniem to z pl. Wilsona do Karmy jest 15 minut metrem. Sie nie ma nad czym
        zastanawiac, bo sie nawet nie ma gdzie zatrzymac :(
                • donkej Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 10.02.06, 18:39
                  Robaczeńku najmilszy! Ty nie jest Historyczny Sklep z Butami, który był tu od
                  zawsze. Potencjał to m in. tradycja.

                  Zadaj sobie, rybeńko, trud przeczytania, trud zrozumienia tych słów:

                  "Ta księgarnia wiąże się
                  z przedwojenną tradycją kulturalno-oświatową twórców Szklanych Domów -
                  spółdzielców pragnących zrealizować wizje Stefana Żeromskiego.(...)Wtedy
                  księgarnia na pl. Wilsona nazywała się
                  Wueska - skrót od Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej. Podczas okupacji
                  księgarnia mieściła się na I Kolonii WSM i pracowała w niej pani Janina
                  Cyganska. Po zburzeniu I Kolonii podczas Powstania Warszawskiego księgarnię
                  przeniesiono do Domu ZUS-u, gdzie mieści się dzisiejsza WENA i ona przejęła te
                  spółdzielcze tradycje. Już upaństwowioną w PRL kierowała przez lata moja
                  wspaniała sąsiadka z III Kolonii WSM - pani Danuta Wróblewska(...)
                  W najcięższych czasach cenzury politycznej zatrzymywała dla mnie książki
                  sprzedawane wówczas spod lady. Prowadziła z czytelnikami rozmowy, doradzała
                  lektury. Wykształciła rzesze wspaniałych księgarzy. Nie wyobrażam sobie w tym
                  miejscu drugiego sklepu z butami."
                  • Gość: pokrybala Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 19:00
                    donkej napisała:

                    > Robaczeńku najmilszy! Ty nie jest Historyczny Sklep z Butami, który był tu od
                    > zawsze. Potencjał to m in. tradycja.

                    Kotku, powalilaś mnie tym cytatem, nie moge sie ruszyć spod ciężaru tej
                    tradycji. Tradycji, ktora juz wiele razy zmieniała miejsce swojego
                    materializowania się, ale obecnie zastygła w lokalu przy przystanku i juz sie
                    nie ruszy.
                        • donkej Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 11.02.06, 19:19
                          Ależ wydaje mi się, że zachowanie w tym miejscu księgarni, a tylko zrobienie z
                          niej przyjaźniejszego miejsca - z możliwością posiedzenia na kanapce, gazetami i
                          (choćby płatną) kawą wymagałoby mniej pieniędzy, niż tworzenie od podstaw
                          ekskluzywnego sklepu z ciuchami.

                          Myślę, że oni już podjęli decyzję - jeśli nie - proszę mi dać do nich kontakt -
                          chętnie im wyłuszczę swoją wizję ;-))))))))))
                          • tomeeeek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 12.02.06, 18:08
                            donkej napisała:

                            > Ależ wydaje mi się, że zachowanie w tym miejscu księgarni, a tylko zrobienie z
                            > niej przyjaźniejszego miejsca - z możliwością posiedzenia na kanapce, gazetami
                            > i
                            > (choćby płatną) kawą wymagałoby mniej pieniędzy, niż tworzenie od podstaw
                            > ekskluzywnego sklepu z ciuchami.
                            >
                            > Myślę, że oni już podjęli decyzję - jeśli nie - proszę mi dać do nich kontakt -
                            > chętnie im wyłuszczę swoją wizję ;-))))))))))

                            Telefon jest w książce telefonicznej 0-22 839-40-02. Nie trzeba jakoś
                            szczególnie szukać ;-)
                          • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 13.02.06, 08:11
                            A z drugiej strony obowiązuje zwyczaj, by oczekiwać, że to forumowicze
                            zrealizują wszystkie fajne możliwości, jakie daje ta dzielnica... My mamy
                            ryzykować? My się za darmo dzielimy pomysłami i propozycjami, to wcale nie mało
                            - są ludzie, którzy braliby za to pieniądze. Pewnie, że muszą to zrobić
                            właściciele. Nie wiem co w tym dziwnego, że my - jako klienci i sąsiedzi - mamy
                            wymagania.
                            • Gość: pokrybala Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 11:32
                              Ok, tylko ze wasze pomysły są po pierwsze pomysłami nie waszymi (więc nie
                              bardzo widzę powod do upominania sie o kasę), a po drugie są kompletnie z
                              sufitu. Po prostu niektórym się wydaje, że rzucają fantastyczny pomysł i dziwią
                              się, że nikt go nie łapie. A przecież to takie proste i oczywiste, marnuje sie
                              potencjał itp. Ale to co się komuś (kto byc może nigdy nie zarobił nawet
                              złotówki "na swoim") wydaje, to na razie tylko się wydaje. Nie widzę w yych
                              pomyslach nawet zalążka biznesplanu, jakiejś iskierki nadziei na powodzenie
                              takiego biznesu. Na jakiej podstawie sądzicie, że wiecie lepiej od ludzi,
                              ktorzy przez wiele lat ten ksiązkowy biznes prowadzili? A mnie się wydaje, że
                              nie ma najmniejszych szans na zrobienie na pl. Wilsona klonu CzB (a sciślej na
                              zrobienie i zarobienie na tym), bo zwyczajnie nie ma tutaj ludzi, któorzy by
                              utrzymali tego typu przybytek. CzB na Powiślu, blisko uniwerku i BUW też robi
                              bokami i gdyby nie róznego dodatkowe pieniadze (np. TV), to nic by z tego nie
                              wyszlo. Dlatego proponuję, żeby ktoraś z osób mających genialny pomysł włozyła
                              swoje pieniądze i sprobowala z tego zyć.
                                • Gość: pokrybala Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 13:10
                                  A co ma do powodzenia książkowego biznesu lizanie marketingu czy socjologii, a
                                  jeszcze w dodatku "świadomość miejsca zamieszkania" (cóż to za dziwactwo, chyba
                                  nie efekt lizania socjologii i marketingu). Obawiam się, że żadną świadomością
                                  (nawet miejsca zamieszkania) księgarni się nie utrzyma. W dodatku nawet nikt
                                  nie podjemie takiej próby. Ale spoko, nie denerwuj się, bo Ci się świadomość
                                  miejsca zamieszkania rozreguluje :)
                                • tomeeeek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 13.02.06, 13:58
                                  donkej napisała:

                                  > Zaczynasz mnie denerwować: Na takiej podstawie mój drogi, że niektórzy tu -
                                  > chyba w przeciwieństwie do Ciebie - liznęli nieco marketingu, socjologii itp. a
                                  > ponadto mają swiadomość swojego miejsca zamieszkania.

                                  Z całym szacunkiem donkey, ale siejesz popelinę :-) Świadomością miejsca
                                  zamieszkania to prawie mnie zrzuciłeś z krzesła. Powiedz czym się zajmujesz
                                  zawodowo, bardzo chętnie usłyszymy o Twoim sukcesie zawodowym. Szczerze mówiąc,
                                  to już od dłuższego czasu szukam dobrego pomysłu na biznes (który to, jak
                                  rozumiem, jest banalnie prosto wymyśleć i wdrożyć). A nuż znalazłem wreszcie
                                  dobrego doradcę...
                              • roody102 Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 13.02.06, 13:18
                                Za kazdym razem, gdy odpowiadasz na mojego posta, piszesz tak, jakbys nie czytal
                                poprzednich. Ja juz nie bardzo wiem, o co Ci chodzi - mam wrazenie, ze na
                                wszystkie argumenty juz odpowiadalem.

                                Generalnie jest mi smutno, ze Wena znika. I uwazam, ze dalo sie ja uratowac
                                robiac przy okazji cos dobrego dla Zoliborza. A wlascicielom zycze powodzenia w
                                ich nowym biznesie. Dla mnie chyba EOT.
                            • Gość: lulu Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.06, 11:47
                              Ależ ja również mam wymagania...czy ktoś weźmie je pod uwagę? Władze miasta,
                              gimy, prywatni przedsiębiorcy, inwestorzy i właściciele okolicznych lokali,...?
                              Chciałam zdecydowanie zaapelować!

                              Życzyłabym sobie, żeby obok mnie, zamiast drogi szybkiego ruchu powstał park,
                              przyjazny i dorosłym, i dzieciom (podrzucam pomysł za darmo, ale oczywiście
                              chętnie zgarnęłabym za niego mnóstwo kasy:-).
                              Chciałabym również żeby nie budowano mi kolejnego wielkiego bloku pod samymi
                              oknami (jakież to okropne i nietaktowne zaglądać komuś w okna, naruszając ich
                              prywatność - czy łaskawy inwestor wysłucha mojego zdania na ten temat..?).
                              Stanowczo sprzeciwiam się również budowie kolejnego supermarketu z obcym
                              kapitałem, w którym moi rodacy będą pracować ciężko za marne grosze...
                              Zdecydowanie wolałabym w tym miejscu galerie, pachnące przyprawami korzennymi
                              sklepiki kolonialne...

                              Nie pogardziłabym też dobrym basenem w okolicy (choć nie gwaratuję, że znajdę
                              czas, by go często odwiedzać) i państwowym przedszkolem na wysokim poziomie, do
                              którego przyjęliby moje dzieci.

                              Ach ,zapomniałam... przydałaby się też sympatyczna kawiarnia z dużym wyborem
                              wyśmienitych cistek i może jakaś mała restauracja wegetariańska (niewykluczone,
                              że zajrzałabym tam raz w roku).

                              Nie wiem co w tym dziwnego, że jako klientka, użytkowniczka, sąsiadka,
                              mieszkanka mam takie wymagania...

                              Pragnę, żeby okolica, w której mieszkam była pięknie zagospodarowana i oferowała
                              mi dziesiątki możliwości kupna rozmaitych towarów i korzystania z różnorodnych
                              usług.

                              Proszę Państwa, nie bądźmy naiwni:-)
                                  • donkej Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 20.02.06, 20:10

                                    > estetyką
                                    > zaskakująco pasuje do pasmanterii i sklepu z butami.

                                    Kochana!
                                    Niestety miałam dziś to samo odczucie. A już nowy szyld to jakaś straszna
                                    beznadzieja.
                                    Poza tym zero stylowego podświetlenia towarów. Niebieskie ramy okien po
                                    księgarni zostały. No już naprawdę, można było poprosić o radę jakiegoś
                                    dekoratora...
                                    Niestety - to wszystko potwierdza nasze przemyślenia na temat tego, że i
                                    księgarnia była prowadzona nieciekawie.

                                    Uczciwie za to przyznać muszę, że same ciuchy (choć nie widać cen - tego nie
                                    lubię, nawet jeśli by miały być wysokie, to powinny być!)są ładne, stylowe, ze
                                    smakiem... Dużo dzianin o ciekawych splotach, fikuśne żakieciki, piękna tafta.
                                    • Gość: tella Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.06, 13:54
                                      > Uczciwie za to przyznać muszę, że same ciuchy (choć nie widać cen - tego nie
                                      > lubię, nawet jeśli by miały być wysokie, to powinny być!)są ładne, stylowe, ze
                                      > smakiem... Dużo dzianin o ciekawych splotach, fikuśne żakieciki, piękna tafta.

                                      Mnie też sie podobają:-)
                                      A z cenami, rzeczywiście, powinny być widoczne na wystawie. Też wolę wiedzieć:-)

                                      A co do wystroju... Szyld jak szyld. Nic specjalnego, ale nie jest to jakieś
                                      strasznie brzydkie. Bez przesady. A ramy przeciez pasują -napis jest chyba
                                      niebieski...
                                      Ale w środku za to bardzo szykownie. Wchodziłyście? Duże przymierzalnie, sporo
                                      przestrzeni.

                                      Ej, kobiety, dajmy im czas na rozkręcenie się...
                                      Skoro kulawo im szło z finansami to pewnie odnowienie każdego szczegółu muszą
                                      planować stopniowo.
                                      Najważniejsze żeby było co kupić, nie?
                                      • tomeeeek Re: Zamykają księgarnię z tradycjami 22.02.06, 10:43
                                        Gość portalu: tella napisał(a):

                                        > > Uczciwie za to przyznać muszę, że same ciuchy (choć nie widać cen - tego
                                        > nie
                                        > > lubię, nawet jeśli by miały być wysokie, to powinny być!)są ładne, stylow
                                        > e, ze
                                        > > smakiem... Dużo dzianin o ciekawych splotach, fikuśne żakieciki, piękna t
                                        > afta.
                                        >
                                        > Mnie też sie podobają:-)
                                        > A z cenami, rzeczywiście, powinny być widoczne na wystawie. Też wolę wiedzieć:-
                                        > )
                                        >
                                        > A co do wystroju... Szyld jak szyld. Nic specjalnego, ale nie jest to jakieś
                                        > strasznie brzydkie. Bez przesady. A ramy przeciez pasują -napis jest chyba
                                        > niebieski...
                                        > Ale w środku za to bardzo szykownie. Wchodziłyście? Duże przymierzalnie, sporo
                                        > przestrzeni.
                                        >

                                        Czary? Zdaje się, że widziałem wczoraj ceny na wystawie...
                                      • Gość: akuku Re: Zamykają księgarnię z tradycjami IP: 213.172.172.* 06.03.06, 16:25
                                        niestety nie jest to szyld zbyt ciekawy - nie trzeba sie znac na designie ani na
                                        typografii, by stwierdzic, ze jest wrecz brzydki. ladniejszy ma bank millenium
                                        obok, ale dlatego, ze wlozono w niego troche wiecej pieniedzy niz w ten ze
                                        sklepu wena. moim zdaniem jest zaledwie o poziom ladniejszy niz wyklejane z
                                        kupnych foliowych liter szyldy zdobiacych kazda ulice tego smutnego miasta. o
                                        szyldzie ktory kluje w oczy przechodniow powinen decydowac ktos, kto ma
                                        jakiekolwiek pojecie o estetycznych walorach tej okolicy czy o estetyce w ogole.
                                        niestety nie ogranicza sie to do wiedzy, ze czarny pasuje do czerwonego a
                                        zielony do zoltego. problem polega na tym, ze za tego typu upiekszanie okolicy i
                                        rozmaite estetyczne biznesy biora sie ludzie, ktorzy nie maja o tym zadnego
                                        pojecia. moja kazdorazowa wizyta w amsterdamie, londynie, berlinie czy innych
                                        zachodnich miastach uswiadamia mi, jak straszliwe zacofanie panuje u nas w kraju
                                        w tej materii. brak jakiegoklwiek pomyslunku w kwestii zagospodarowania
                                        urbanistycznego okolicy (popieram roodego, ktory slusznie zauwaza, ze za balagan
                                        na wilsonie odpowiedzialni sa w rowniez mierze glupi i nieznajacy sie na materii
                                        urzednicy), brak spojnosci estetycznej fasad i szyldow, tu ktos sprzedaja pączki
                                        z polówki, tu skarpetki, tu mamy sklep wena, tam mamy 4 banki. swietnie, tylko
                                        ze miejsce zyje - powiedzmy to sobie szczerze - jedynie dzieki stacji
                                        przesiadkowej a wieczorami tylko i wylacznie dzieki mini-europie, gdzie mozna
                                        sobie kupic piwo, by je potem wypic w domu (w parku juz gonia). nie mowmy
                                        prosze, ze to jest ladne i zgrabne i cacy, bo poza piekna architektura sprzed 70
                                        lat nowoczesne na pewno nie jest, jest prowincjonalne i brzydkie, jak cale to
                                        miasto niestety. dzisiejsi architekci przestrzeni i urbanisci odpowiadajacy za
                                        degradacje miasta to banda cwaniakow i oportunistow, ktorzy nie umywaja sie do
                                        szanajcy, żórawskiego, lacherta i innych. niestety i musze sie zgodzic z moja
                                        sasiadka, ktora pamieta czasy marszalka pilsudskiego, ze przydalby sie wlasnie
                                        taki pilsudski albo dzierzynski i paru poudstawial pod sciane, bo inaczej sie
                                        nie da.

                                        jaka mam recepte, zeby ni ebylo ze tylko marudze? a mozna bylo rzucic pomysl do
                                        sieci, powiesic na portalu rzeczy.net czy gdzies w innym miejscu ogladanym przez
                                        designerow, zrobic maly konkurs na zaprojektowanie loga sklepu wena w stylu
                                        nawiazujacym do architektury (nie mowie o tragicznym wyjsciu ze stacji metra),
                                        skonsultowac sie z ludzmi, ktorzy posiadaja o tym wiedze, a nie jedynie
                                        kwalifikacje w postaci dyplomu. student wzornictwa moglby zrobic to w ramach
                                        zaliczenia, wraz z wyposazeniem sklepu. ale, rozumiem, co z tego, skoro to sklep
                                        z pseudomodą, wiec nie warto sie wysilac. i tak cale miasto projektuja
                                        szwagrowie radnych, albo ci, co najwiecej zaplacili. ale po co? nowoczesne
                                        projekty na zagospodarowanie przestrzeni urbanistycznej proponowane przez takie
                                        grupy jak np. centrala - www.centrala.net.pl/ przepadaja w odmetach
                                        kafkowskiej, urzedniczej bezmyslnosci. ja sie modle o na razie tylko o to, by
                                        ktos zaczal w tym kraju projektowac estetyczne naklejki informacyjne w metrze i
                                        w autobusach (polecam porownac sobie to co oferuje w tej materii ztm z
                                        londynskim albo berlinskim metrem, gdzie zaden font i zaden kolor nie sa
                                        przypadkowe, wszystko jest unormowane i zebrane w wielkich ksiegach
                                        identyfikacji wizualnej, za ktore - niestety - tamte firmy placily
                                        profesjonalistom grube pieniadze). na wiele wiecej nie licze na razie.

                                        co do ubran - w zasadzie de gustibus... ale moim zdaniem niewiele odbiegaja od
                                        tego, co mozna kupic od wietnamczykow w przejsciu podziemnym, albo pod palacem,
                                        tyle ze sa znacznie drozsze. generalnie cala polska w tym chodzi, wiec rozumiem,
                                        ze sie podoba.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka