Dodaj do ulubionych

Społeczna wizytacja Żywiciela?

13.04.07, 16:56
Żywiciel otwarty!!!

To jest nius od Mefracka, który prosił o umieszczenie go na forum. Serdecznie
pozdrawia Żoliborz (i wyjeżdża na Mazury).

Niedługo mają zawisnąć na ścianach restauracji zdjęcia z jego kolekcji, a
potem może jakiś pokaz starych zdjęć Żoliborza Oficerskiego?

W każdym razie składam propozycję taką jak w tytule, co Wy na to?
Obserwuj wątek
          • sierzant.podsiadlik Re: relacja on-line cz. 2,5 18.04.07, 21:24
            Jest bezprzewodówka, więc temu hitowi techniki forum zawdzięcza relację na źywca
            (źeby nie powiedzieć "na Źywiciela";))
            Wnętrze zostało skomplementowane jako bardzo przyjemne. Wizytacja toalet również
            pozytywna. Przechodzimy do konsumpcji...
            • laminja Re: relacja on-line cz. 3 18.04.07, 21:33
              pierwsze zamówienie zostało podane :) Czas oczekiwania - ponoć znośny ;)
              Wątróbka - "dobra". Delikwent jeszcze żyje ;))))

              ale czekolada na gorąco już się skończyła, co okazało się dopiero po dłuższym
              oczekiwaniu.

              P.S. a D nie potrafi obsłużyć dzbanka z herbatą! ;)
            • santakasia Re: relacja on-line cz. 2,5 18.04.07, 21:53
              dotarły cztery zupy, dwie ciepłe, dwie letnie (w tym rosół, kazali dopisać). ale
              dobre. ale grzanki rozmoczone w czosnkowej. i flaki dotarły właśnie. ze śladową
              ilością parmezanu, choć menu reklamuje je jako zapiekane pod parmezanem. J czeka
              półtorej godziny na soczek, dobrze, że zupę już dostał, bo by wysechł. Sierżant
              donosi, że w śledziu jest duża zawartość śledzia!!! ale jeszcze nie chce
              powiedzieć, czy dobre. nie, uwaga, mówi, że niezłe!
              • sierzant.podsiadlik Re: relacja on-line cz. 4 18.04.07, 22:09
                Odkryliśmy parmezan we flakach! Był pod nimi, zatem to raczej flaki zapiekane
                nad parmezanem ;) Ponadto J. dostał swój soczek, a q22 wcina bardzo dobry tort.
                Donoszę ponadto, że śledż w śmietanie był fantazyjnie podany i całkiem dobry, a
                następne dostawy są sprawne i szybkie. Cola była błyskawiczna;)

                Laminja mówi, źe naleśniki ze szpinakiem są fajne, bo są ze świeżego szpinaku i
                z całego, a nie papki. Narzeka nieco na zawartość sera, ale reszta twierdzi, że
                się czeeepia ;) Wilson dziabie winogrona i relacjonuje, że są winogronowe. I że
                się już najadł.

                Organoleptyczna analiza naleśników przez inne jednostki wykazuje, że są bardzo
                dobre, podobnie jak placuszki parmezanowe z trzema sosami, określone przez
                jotę.40 jako wielce udane.

                ps. po naszej wizycie chyba ani Makłowicz, ani Nowak będą temu miejscu
                niestraszni...
                ps II. serdeczne pozdrowienia dla pani kelnerki!!!
      • laminja dnia następnego... 19.04.07, 08:41
        powiem tak: było bardzo fajnie, podoba mi się przestrzeń jaka jest w Żywicielu.
        Kiedy wystrój wnętrza uzupełnią zdjęcia, na pustych półeczkach coś stanie,
        będzie super. Ogromnym atutem restauracji są wielkie okna - już wiem gdzie będę
        wpadać na kawę. Mam nadzieję, że następnym razem będziemy czekać na jedzenie
        krócej, a niedociągnięcia znikną. Trzymam kciuki!!!
        • q22 Re: dnia następnego... 19.04.07, 09:30
          Przyłączam się do pozytywnej oceny Żywiciela.
          Miłe mijsce, smaczne jedzenie.
          Jedyny zgrzyt, to herbata na kranówce. Fuj.
          Jeśli chodzi o szybkość obsługi to nie przesadzajcie. Po prostu poczekajcie
          cierplwie aż otworzą na Żoliborzu McDonalda - tam zdaje się szybkość jest
          priorytetem. Zresztą, że zacytuję słowa klasyka :"Nie przyszliśmy tam żreć, ale
          obyczajnie spędzać czas na rozmowach". Tak mi się przynajmniej wydawało.
          I do tego to miejsce się świetnie nadaje.
          Można się zastanawiać jak na klimat miejsca wpłynie wyszynk alkoholu, jeśli
          właściciele takowy planują.
          Na pewno korzystnie wpłyną na wystrój zdjęcia, które na razie leżą na półkach.
          • sierzant.podsiadlik Re: dnia następnego... 19.04.07, 10:31
            Ja mam wrażenia również pozytywne - brawa za przestrzeń, pomysł i to, co na
            talerzu ;) Plus za rzeczy małe, ale znaczące - jak podkładki firmowe oraz owa
            bezprzewodówka (już wiem, gdzie się będę umawiać na spotkania służbowe!).
            Sugeruję powtórzenie wizytacji, kiedy miejsce już trochę okrzepnie i w karcie
            znajdzie się np. wino.


          • z-o-s-i-a Re: dnia następnego... 19.04.07, 10:56
            laminja napisała:
            > Pierogi ruskie dobre, ale wnętrze wypełnia ser biały doprawiony chrzanem!?

            Faktycznie, ich smak mnie trochę zdziwił, ale i tak według mnie były dobre,
            chociaż do wielbicieli chrzanu raczej nie należę :-) ale ciasto bardzo
            delikatne, cebulka odpowiednio przysmażona i nie pływały w tłuszczu, jak to
            zwykle z pierogami bywa w innych miejscach, tylko porcja trochę mała (4
            sztuki)... w sumie taka tylko na spróbowanie.
            Zupa czosnkowa też była dobra, ale w sumie to nie mam za bardzo porównania z
            innymi, bo nie przypominam sobie, żebym gdzieś taką jadła.

            Ogólnie miejsce bardzo sympatyczne, duża przestrzeń, brak dymu!, uśmiechnięta
            obsługa, więc nawet o tej gorącej czekoladzie zapomniałam ;-)
            • jota.40 Re: dnia następnego... 19.04.07, 15:25
              Dołączę do chóru zadowolonych. Zwłaszcza, że dotarłam mocno spóźniona i ominęło
              mnie ewentualne długie oczekiwanie na dania. Moje placuszki z parmezanem (12
              PLN)dotarły szybko i sprawnie; sztuk dwie (ale spore), gorące, chrupiące,
              pyszne!! W towarzystwie interesujących sosów, sztuk trzy - jeden ostrawy,
              oliwno-czoskowy, dugi - bardzo ciekawy, mizeryjny (tak!) lub mizeriowy ;)),
              trzeci - warzywno-papryczno-pomidorowy. Mniam. Jedyny minus,wynikający z braku
              koncesji - to brak piwa lub wina do w/w danka. Osobiście nie przepdam za colą.
              Jednak wybór soków jest spory ;). Ponadto - niezliczone rodzaje herbat, czarne,
              smakowe etc.
              Inne dania wyglądały i pachniały równie smakowicie, a zatem brawa dla kucharza
              (uznajemy grupowo, że porażka z niedzielnymi kotlecikami z suma była wpadką przy
              pracy!).
              Powtórzę za przedmówcami, że przestrzeń rokuje wyśmienicie, pomimo lekkich
              braków, kóre zapewne za chwilę znikną. Ascetyczny wystrój wnętrza współgra z
              modernistycznym pomysłem na knajpkę - wliczam w to liternictwo, wygląd strony
              internetowej etc. Toalety nie odwiedziłam. Powstał ad hoc projekt, żeby jeden z
              odważnych kolegów udał się tamże, a my - już na placu - będziemy obserwować
              efekt teatru chińskich cieni. Ale upadł (projekt znaczy) :((.
              Pani kelnerka przesympatyczna i pełna dobrej woli :)).
                • empi64 Re: dnia następnego... 19.04.07, 15:44
                  Jest już i kanapa. Właściciele już zakupili jednego ładnego pana oraz jedną
                  ładną panią - zależy co kto lubi, do których będzie się można na tej kanapie,
                  za niewielką opłatą, przytulić. Ma być również zakupiony vacat - będzie on
                  udostępniany tym, którzy (podobno są tacy?!) nie za bardzo lubią się przytulać,
                  a do tego na kanapie to już w ogóle.
    • Gość: do Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.07, 16:50
      Właśnie wróciłam z Żywiciela. Prawie wszystkie stoliki były zajęte co świadczy
      o ogólnożoliborskiej potrzebie weekendowej wizytacji. Towarzystwo fajne - bo
      mieszane - trochę młodzieży, kilka rodzin z dziećmi i trochę osób starszych.
      Miejsce sympatyczne choć może odrobinę za zimne. Wystrój mógłby być nieco
      cieplejszy. Najbardziej razi nie pasująca do reszty boazeria. Łazienka czysta i
      przyjemna. Jedzenie OK. Menu praktycznie dla każdego - dla dzieci, emerytów o
      tradycyjnym guście i poszukiwaczy kulinarnych nowinek. Ceny odrobinę za wysokie
      ale i tak jest taniej niż np. w Spotkaniu. Jedyna uwaga krytyczna - fatalna
      obsługa kelnerska choć mam nadzieję, że z czasem się wyrobią. Dziś wyglądało to
      tak jakby do stołów podawali młodzi krewni i znajomi właścicieli albo młodzież
      z okolicznych liceów, debiutująca w zawodzie kelnera. Kucharz też się odrobinę
      pomylił - może również debiutuje? W każdym razie - trzymam kciuki i mimo
      drobnych wpadek personelu - polecam!
          • Gość: weterynarz prawa Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? IP: *.chello.pl 24.04.07, 10:38
            Informuję, iż wczoraj "zoliborz.biz" dokonał kolejnej perlustracji lokalu
            "Żywiciel". Stwierdzono, iż w lokalu jest coraz przyjemniej. Zdjęcia Mefracko
            (pana Tomasza P.), powieszone wczoraj, jak zwykle doskonale dobrane. Przejrzano
            bibliotekę w szafkach.
            "Zoliborz.biz" wewnętrznie spierał się, kto ma więcej książek. Dokonano oceny
            cenników. Ceny są do zaakceptowania. Wybór potraw, też wydał się interesujący.
            Niestety, z powodu przekonań "zoliborz.biz" nie zamawia nic, jeżeli nie może
            zamówić setuchny. Życzymy, żeby lokal jaj najszybciej otrzymał pozwolenie na
            sprzedaż alkoholu, bo z tego, co wiadomo, ani rusz.
            "Zoliborz. biz" życzył Właścicielom wszystkiego najlepszego. Pozwolił sobie też
            zostawić pozdrowienia dla innych Komisji Społecznych.

            Pozdrawiam

            Post scriptum
            W sprawie herbaty "Dilmah".
            Uważamy, iż herbata na "kranówie" jest zupełnie dobra.
            Czy pamiętacie:
            "KaBeBiWa Bekonik Kranówa dużo kranówy!"
            Swoją drogą zastanawiam się, czy lepsza jest herbata na wodzie oligoceńskiej,
            czy wodzie mineralnej? Jeżeli na wodzie mineralnej, to której?
            Którą herbatę najbardziej lubicie? Gruzińską, Popularną, Madras, Lipton, Earl
            Grey? My w domu parzymy herbatę "Tylos".



            • kylallo Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? 25.04.07, 17:57
              eeee... no cóż... Zachęcony pochlebnymi opiniami wybrałem się ostatnio do
              Żywicielka na obiad. I co? Wchodzę, 1\4 sali zajęta, ok, sporo miejsca. Na
              kartę czekałem tyle, że pomyslałem, że zamawia się przy barze, ale okazało się,
              że nie. Przyszła młoda panienka, nie wiem, zdenerwowana i przejęta rolą, czy
              jechała na białym, dość, że ręce jej się trzęsły i wzrok miała obłędny.
              Poczułem się dziwnie, ale cóż, brnąłem dalej. Pani trochę nie ogarniała
              sytuacji, ale przyniosła zamówienie. Zamówiłem sobie królika za 36 złych, żona
              kaczkę w wiśniach za 38 czy coś takiego. Porcja ok, ale smak taki sobie,
              jadałem lepsze... W sumie zapłaciliśmy po 50 zł od osoby, ale piwa nie ma, więc
              nie ma czym popchnąć zupełnie, a po drugie, jak będę chciał dobrze zjeść bez
              piwa, to pójdę do jadalni w UD Żoliborz i u pana Czesia zjem za 12 złych lepszy
              obiad niż tam za 50. Dziękuję wysiadam, Żywiciel może ma klimat, ale to nie
              wszystko...
    • Gość: 1234 Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? IP: *.acn.waw.pl 25.04.07, 18:40
      krotka recenzja mojego posilku:

      1. zupa czosnkowa: 2/5 - wodnista, podana zimna (!), w dodatku ze scieta
      smietana i znowu na 99% byl to czosnek z proszku, a nie naturalny. w kazdym
      razie na talerzu zostal mi taki czosnkowy pyl... choc to danie wegetarianskie,
      mialem wrazenie, ze to jakas wiezienna polewka. grzanki w znikomej ilosci i
      niestety kupne - na 99% to jakis knorr. moim zdaniem niedopuszczalna rzecz w
      restauracji na poziomie.

      2. zupa cytrynowa - 3/5 nieco lepiej, ale zjadla ja glownie moja zona :)

      3. ozorki - 1/5 niestety z trudem je pokroilem!!! to najtwardsze ozory jakie
      kiedykolwiek mi podano. w dodatku mialy byc z sosem chrzanowym, ale ze wzgledow
      oszczednosciowych chyba podano go pare kropel. musialem prosic o dodatkowa
      ilosc. kasza do ozorkow normalna, trudno sie przyczepic. kapusta zasmazana,
      ktora wzialem w ramach dodatku byla niczym innym jak kapusta z koncentratem
      pomidorowym i odrobina pieprzu/ostrej papryki w proszku. dosc banalne....

      4. cynaderki - 4/5. podane w bulce i zdecydowanie najlepsze danie, o ciekawym,
      slodkim smaku, no ale to tylko przystawka.

      srednia wychodzi miedzy 2 a 3 na 5.

      co do wnetrza - nie mam zadnych zastrzezen. jest eleganckie, nowoczesne,
      zauwazylem sporo ciekawych pomyslow na rozwiazanie oswietlenia. to akurat
      najwiekszy plus. sadze, ze jesli wlasciciele wylozyli tyle na zrobienie tak
      ladnego wnetrza, powinni zainwestowac wiecej w nowego kucharza.
        • fmp2 wcale nie az tak - kiepsko karmią 27.04.07, 00:12
          No i ja dotarlem.
          1/ z radością witam każdą knajpę na Żoliborzu
          2/ wystrój ok zwłaszcza podłoga i półki
          3/ jedzenie wg karty - ciekawe, warszawskie, troche dziwnie cenowo - raz cenny
          wybujałe bez sensu czasem rozsądne
          4/ jedzenie po spożyciu - generalna uwaga to wszystko jest lekko do doprawienia
          samemu - ale może to zestawy zrób to sam. Świetne placuszki parmezanowe (trochę
          za dużo tłuszczu, a za mało przypraw), tort truskawkowy mrożony rewelacja,
          barszcz esencjonalny, ale nie powala - czegos mu brak, schabowy - duży, ael
          chyba odsmażany - panierka jakby przyklejona już dawno do kotleta, a szkoda bo
          grubosc super, biała kiełbasa ok, pierogi ruskie tez, kawa - nie chrzczona
          Lavazza - to miłe w Warszawie zaskoczenie, obsługa ku mojemu zaskoczeniu (po
          wpisach poprzednich) ok,
          5/ szkoda tylko, że otwarte od 9 - śniadanie czasem trzeba zjesc o 8
          6/ wnętrze jakby jeszcze potrzebowało z kilku godzin pracy - to jakies kable
          sterczaitd
          Generalnie super,że jest, karta fajna, klimat też, desery też - dania główne
          jeszcze do popracowania
          fmp2
    • Gość: Valdii Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? IP: *.aster.pl 27.04.07, 11:40
      Ło matko !!!
      A to jest przepisane z Gazety Wyborczej
      Zabieram się za ten felieton z przykrością. Najchętniej za¬padłbym się pod
      ziemię, poprosił koleżanki redaktorki o urlop i uciekł przynajmniej tam, gdzie
      pieprz rośnie. Albo nawet jeszcze dalej. Ale co robić, kości zostały
      nadgryzione, obiadek skonsumowany, konto Matki Agory obciążone niemałą sumką i
      teraz trzeba się zmierzyć z tym, co nawarzyli kucharze Żywiciela. Mój Boże,
      każde słowo boli, każde zdanie uwiera, bo sam koncept nowo otwartej restauracji
      na placu Inwalidów 10 to był strzał w dziesiątkę.
      Już tylko umieszczenie w szyldzie słowa Żywiciel właśnie tu, na starym
      Żoliborzu, z miejsca wywołało mnóstwo komentarzy i przysporzyło restauracji
      rozgłosu W potoczonym sensie lepszej nazwy na knajpę nie da się wymyślić, ale
      jednocześnie Żywiciel ma też swój wymiar patetyczny: to bojowy herb
      żoliborskiego zgrupowania Armii Krajowej, bohatera powstania Warszawskiego, Dla
      wielu żoliborzan to składnik domowej, rodzinnej tradycji, o czym świadczyły
      emocjonalne opinie publikowane przed kilkoma tygodniami na łamach „Gazety
      Wyborczej". Pomysłodawcy z tym bagażem heroicznych wspomnień dali sobie radę
      wspaniale. W dawnym hotelu oficerskim, w którym przed wojną mieściło się Liceum
      i Gimnazjum im. Aleksandry Piłsudskiej, urządzili ze smakiem ogromny,
      przestrzenny lokal pełen odniesień do żoliborskiej tradycji. Ściany wyłożone są
      w przedwojennym guście drewnianą lamperią, z sufitu zwisają efektowne żyrandole
      w popularnym w latach 30. Stylu art deco, na półeczce leżą książki poświęcone
      Powstaniu Warszawskie¬mu, a z jednej ze ścian spogląda spod krzaczastych brwi
      Marszałek Piłsudski. Do tego funkcjonalne, stabilne, w żadnym wypadku nie
      klubowe, drewniane mebelki. Ale hola, hola, nie rozpędzajcie się zjedzeniem.
      Przed tym, jak oni żywią, chcę Państwa bronić.
      Teoretycznie menu wymyślono perfekcyjnie. W karcie znajdują się same perły
      warszawskiego stołu: barszcz z rurą (12 zł), flaki z pulpetami (15 zł), ozorki
      cielęce w galarecie (12 zł), śledzie a la minogi w zalewie cytrynowej (13 zł),
      grzanki z móżdżkiem (14 zł), nereczki cielęce w bułce (12 zł), raki w śmietanie
      po polsku (39 zł), sandacz po polsku (36 zł). Gdy czytasz takie zestawienie, to
      full-respect! Takiego zestawu mogliby pozazdrościć państwo Aniołkowie,
      właściciele "Cafe pod Minogą". Ale nie do czytania jadłospisu sprowadza się
      wizyta w restauracji. Trzeba też coś zjeść. I tu się zaczyna problem. Najpierw,
      dlatego że lokalu z kilkudziesięcioma stolikami nie sposób obsłużyć dwójką
      kelnerów. Furda jednak z serwisem, prawdziwa tragedia rozgrywa się w kuchni.
      Nasze zamówienie, duże - nie przeczę - ale jednak mieszczące się w granicach
      obfitego obiadu, sparaliżowało ją całkowicie. Goście siedzący przy innych
      stolikach patrzyli na nas z nienawiścią, bo kucharze odmówili wydawania innych
      potraw. Ale może to dobrze? Blokując obrót handlowy w Żywicielu w ostatni
      wtorkowy wieczór, obroniłem wiele osób od ciężkich powikłań gastrycznych. I
      piszę to bez najmniejszej satysfakcji. Na początku pełen entuzjazmu gasiłem
      krytyczne uwagi mych kompanów krzywiących się na rozgotowane pierogi, bury
      barszcz czy raki w sosie o konsystencji zaprawy gipsowej. W chwili jednak, gdy
      zmuszony zostałem udać się do łazienki, by dyskretnie wyjąć z ust kawałek
      niejadalnej pieczeni baraniej, poddałem się. Kulinarne wpadki mogę wyliczyć
      szczegółowo, ale będzie ich tak dużo, że lepiej po męsku powiedzieć sobie:
      ciszej nad tą kuchnią! Zarządzam odwrót i natychmiastowy przegląd sił i środków.
      Może karta zbyt obszerna? Może kucharze za mało doświadczeni? Może za mało
      personelu? I proszę raportować ponownej gotowości do działań. Bo Żywiciel
      Żoliborzowi jest naprawdę potrzebny.
      ^Żywiciel, pl. Inwalidów 10, nie można płacić kartą, łatwy dostęp dla osób na
      wózkach

      Wejść czy nie wejść - oto jest pytanie ?
        • Gość: fmp2 klapa-czekam na oświad. właśc. w sprawie kucharza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.07, 11:44
          Byłem drugi raz. KLAPA. Chyba kucharz załamał sie po recenzji. O ile po
          poprzedniej wizycie uwierzylem, ze czesc komentarzy byla nadkrytyczna to teraz
          juz wiem, ze wtedy mialem chyab szczescie. Teraz wszystko co zamowilismy
          (wyjatek pozytywny desery) bylo kiepskie. Salatka mala i droga, sztuka miesa
          bez smaku, rosol chyba z kostki, a klops dla dziecka lepiej nie pisac.
          SZKODA - ATMOSFERA FAJNA, POTRZEBA GIGANTYCZNA, ALE NIE MOŻNA TEGO
          WYKORZYSTYWAĆ I WCISKAĆ KITU ZAMIAST JEDZENIA. wYDAJE MI SIE, ZE JEDYNYM
          RATYUNKIEM JEST ZMINA KUCHARZA, LEPSZY NADZOR NAD JEGO PRACA I CHYAB JEDNAK
          KILKA SLOW DO NAS OD WLASCICIELI - ZAWIEDLI
        • Gość: lukka Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? IP: *.acn.waw.pl 06.05.07, 14:46
          Raczej nie, bo już wcześniej parę razy widziałem obieranie ziemniaków odbywające się na ulicy (dwie
          panie siedziały sobie w otwartych drzwiach, a gary stały na chodniku), więc to chyba taki lajfstajl ;-)

          Tzw. kuchnia polska jest trudną sztuką. Ja bym tego do ust nie wziął (już prędzej haggis), raz ze
          względów zdrowotnych, dwa - smakowych, trzy - estetycznych. Jeśli w Żywicielu porwano się na nią nie
          mając odpowiedniego zaplecza (umiejętności, składniki), to klapa musiała być... Może warto pomyśleć
          o czymś bardziej konwencjonalnym i prostszym do przyrządzenia?

          Jeszcze nawiązując do jednego z wcześniejszych postów - w recenzji Nowaka nie dopatrywałbym się
          osobistych rozgrywek. Zjechał najłagodniej, jak się dało. A jak ktoś lubi zjeść, to i wypić musi lubić,
          poza tym nie widzę związku między zejściem kolegi do parteru rok temu a słabym poziomem
          opisywanej kuchni :-)
    • panikazia Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? 08.05.07, 18:27
      ja juz napisalam swoje pod recenzja
      wiele razy probowalam
      za kazdym razem bolalo
      a potrzeba moja jest OGROMNA
      sama musze jesc i swoje dzieci odwiedzajace mnie w porze lunchowej nakarmic tez
      ludzie mili, obsluga choc niewprawna ale mila i atmosfera urocza i wnetrze fajne
      ale jedzenie porazka

      o z pozytywow do dzbanek z woda za 4 zl, ale nie do konca wiem jaka to woda
        • dzemila.sulkiewicz Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? 11.05.07, 08:14
          Rzeczywiście ostatnio nie miałam czasu na czytanie forum, ale wezwana do tablicy
          jestem. Nie lekceważymy recenzji pana Nowaka ani tym bardziej krytyki drogich
          żoliborzan.
          Moje pisanie o staraniu się i podjętych działaniach nie ma sensu, bo jedynym
          istotnym dowodem na to, że coś z tym robimy, będzie zadowolenie naszych gości.
          Mam tylko nadzieję, że jak już ktoś z krytyków zauważy zmiany na lepsze to tez o
          nich napisze :-)
      • panikazia ciagle tam jem 19.06.07, 10:20
        i nie poprawia sie
        jadlam zupe czosnkowa zupelnie pozbawiona smaku
        trzeba sie postarac zeby cos takiego jak zupa czosnkowa (sam plyn w wydaniu
        zywiciela) byla niesmaczna

        kolega jadl pyszne pierogi ze szpinakiem

        to jest dla mnie przedziwne,
        wsadzic w cos tyle kasy - bo pewnie bardzo duzo potrzeba i zle karmic
    • Gość: bralczyk Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 00:52
      Byłam dzisiaj-jadłam znakomity lancz z zupełnie zapomnianą zupą szczawiową.
      Byłam też potem-wszystko bez zarzutu poza brakiem alkoholu ale zapewniono mnie
      że to kwestia dni. Może ja miałam więcej szczęścia a może niektórzy z was
      mniej. Brakuje mi trochę bibelotów z epoki-wnętrze jest ładne ale musi zyskać
      charakter. Chętnie sama dodam coś ze zbiorów żoliborskich mojego Taty ale pomna
      waszej krytyki tego przybytku-przyjrzę się czy warto.
    • wiedzmin11 Re: Społeczna wizytacja Żywiciela? 11.05.07, 08:02
      W końcu i mnie zdarzyło się gościć w Żywicielu, bardziej w celu zaspokojenia
      głodu, niż potrzeb towarzyskich. Cóż, knajpa jak knajpa, nie mogę ani mocno
      krytykować, ani piać z zachwytu. To co dostaliśmy dalo się zjeść i nie
      pozostawiło przykry