sierzant.podsiadlik
18.11.07, 14:06
Obiecywałam, obiecywałam, to macie.
Protokoły Mędrców Żoliborza - prolog
Na ławce siedział trup. Ławka była drewniana, osłonięta od niesprzyjających
jesiennych warunków atmosferycznych wiatą przystanku Ks.Popiełuszki 06, a
zwłoki męskie, odziane w płaszcz, garnitur i lekko zabłocone buty, wyglądały
raczej śpiąco niż martwo. W pierwszym odruchu potencjalny obserwator tego
widoku mógł nawet pomyśleć, że delikwent spokojnie czeka na autobus, zmęczony
zapewne trudami dnia weekendowego i ewentualnymi promilami. Czujny obserwator
nawet by westchnął z ubolewaniem, gdyż nocne autobusy tędy nie jeździły, a
podmiot obserwacji ewidentnie był zmęczony – jak można by domniemywać,
politycznie - gdyż na szyi miał zawieszony transparent z jakimś napisem.
Niestety, mężczyzna o wdzięcznym imieniu Zenon, który właśnie wytoczył się z
położonego za przystankiem sklepu nocnego z półlitrówką w dłoni, nie był
biegły w sztuce obserwacji i dedukcji, a jego zdolności percepcyjne
ograniczyły się do zarejestrowania potencjalnej bratniej duszy siedzącej na
ławce. Po walce z niespodziewanym halnym oraz z kończynami dolnymi, które
nagle odczuły chęć do odtańczenia tradycyjnego włoskiego tańca zwanego
tarantellą, Zenon i jego pół litra przebyli wreszcie osiem metrów dzielące ich
od wiaty i spoczęli obok trupa, nawiązując konwersację.
- Masz szluga? – Zenon zagaił życzliwie.
Trup, jako żywo, był dalej nieżywy.
- Aha, nie masz. To może wódeczki?
Nie doczekawszy się reakcji, Zenon pokiwał głową i przystąpił do fachowego
odbijania denka.
- Widzisz stary, to nawet lepiej, że nie chcesz. Życie to walka – nakrętka z
chrzęstem oderwała się od szyjki. – Ja to nawet rozumiem, że się nie chce
człowiekowi. A taka wódka – kolejne mililitry zniknęły w gardle – taka wódka,
bracie, to może zabić. Bo wiesz, bierzesz butelkę…- Zenon łypnął na nieruchome
zwłoki– bierzesz butelkę, pijesz, a potem twój przyjaciel nie jest twoim
przyjacielem, więc go tą butelką… i szlus, trup…
Rozmówca, choć nie wykazywał zewnętrznych oznak, był zdecydowanie martwo
zainteresowany.
- Ty widziałeś kiedyś trupa? – Zenon kontynuował monolog – Trup, bracie, to
coś strasznego. Na początku jeszcze nie wiesz, bo nie śmierdzi. Tak, wódka
zabija. Czkawka zabija. Papierosy też śmierć. Szluga masz? Nie masz. A
najgorsze, stary, to kobity. Kobita to też może zabić, i to na śmierć. Mnie
moja z domu wywaliła…- mężczyzna odrzucił w dal butelkę i zaczął szlochać. –
Krysia kochana, taka ładna, a tu jednego dnia walizki z domu wystawia i
koniec, no żesz rwa, koniec bracie…
Zenon ukrył twarz w dłoniach. W tym właśnie momencie butelka, choć nie była
bumerangiem, wróciła nagle do właściciela w akompaniamencie ryku "Co mi tu,
ryju niemyty, szkłem rzucasz!!!", a że właściciel był ewidentnie
niedysponowany i bez refleksu, dostał prosto w kość czołową. Zenon wrzasnął,
rzucił się na przystankowego kolegę, kolega podskoczył, spadł z ławki na
podłoże układając się twarzą do ziemi, która to czynność ujawniła wbitą w jego
plecy siekierę, Zenon wrzasnął powtórnie, a wódka zadziałała bezbłędnie
powodując zakrzep w odpowiedniej tętnicy.
Pod ławką leżały dwa trupy. I butelka.