Czemu Forum Zoliborz stalo sie nudne, plaskie, bez

14.07.09, 09:44
ikry? Zaginal humor abstrakcyjny,zabawy jezykiem polskim, stlamszono
kazdy slad indywidualizmu.Gdzie podzialy sie fontanny dowcipu,
inteligentne wypowiedzi? Osiagnieto 100% poprawnosci politycznej i w
ten sposob doszlismy do tego, ze Forum stalo sie w zasadzie
informatorem o uslugach.Nudne, plaskie, bez polotu.
    • jota-40 Re: Czemu Forum Zoliborz stalo sie nudne, plaskie 14.07.09, 10:46
      Forum jest miejscem spotkań. I tak, jak każde takie miejsce ewoluuje, reaguje na
      zmiany, ma taki charakter, jaki nadają mu użytkownicy.
      Mnie też jest przykro, ale obawiam się, że nie zmienimy tego pobożnymi
      życzeniami i pretensjami. Kiedyś były żywe dyskusje światopoglądowe, cytaty,
      wątki "a pamiętacie?...", że już nie wspomnę mojego ulubionego - jak wymawiamy
      nazwę placu Wilsona i dlaczego...
      Pewne osoby odeszły na dobre. Inne pojawiają się bardzo sporadycznie - Ty sam,
      Grisza, zniknąłeś na ładne parę miesięcy! Zauważ, że najczęściej pisują tu teraz
      osoby niezalogowane. To też symptomatyczne.
      To moje pierwsze forum internetowe, weszłam tu w 2003 roku. Nie odejdę stąd tak
      łatwo, ale sama ze sobą nie będę przecież gadać ;)).
      Wymyśl jakiś ostry temat polityczny i pokłócimy się dla przykładu, jak za
      dawnych lat ;)).
      • sibeliuss Re: Czemu Forum Zoliborz stalo sie nudne, plaskie 14.07.09, 11:13
        jota-40 napisała:

        > ale sama ze sobą nie będę przecież gadać ;)).

        To Ci nie grozi :)
      • wilson05 Re: Czemu Forum Zoliborz stalo sie nudne, plaskie 14.07.09, 11:31
        > Wymyśl jakiś ostry temat polityczny i pokłócimy się dla przykładu, jak za
        > dawnych lat ;))

        byle bez obelg i resentymentów, czyli innymi słowy kulturalnie :)
        • Gość: Grisza Czy ktos uderzyl w stol? IP: 91.186.72.* 14.07.09, 12:15
          Moze czesc problemu polega wlasnie na roznym pojmowaniu tego, co
          kulturalne i dozwolone?
          • jota-40 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 12:28
            Chyba niekoniecznie. Problem polega raczej na tym, kto akurat tu bywa i ma chęć
            na rozmowę. Ale przecież i teraz dałoby się zebrać zacne grono ;).
            Zauważ zresztą, że kiedy tylko pojawia się jakiś ciekawy wątek - starzy
            wyjadacze rzucają się, jak stado sępów ;).
            No, dynamika forum trochę przygasła i tyle...
            • grisza14 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 12:35

              • kajak75 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 13:02
                To jest powszechna przypadlosc forow internetowych. obserwuje to tez w przypadku
                kilku, gdzie udzielalam sie zdecydowanie bardziej niz tu.

                Po kilku latach wlasciwie wyczerpuja sie tematy do dyskusji. Co bylo wazne -
                zostalo omowione:-) Ludzie znaja swoje poglady, wiec dyskusja jest
                przewidywalna. Nie mozna tez w kolko snuc "kombatanckich" wspominków i
                dyskutowac o planach, ktore maja mala szanse na realizacje.

                • grisza14 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 13:12
                  Nie chodzi mi o to, zeby bezustannie miedlic stare, przezyte watki i
                  snuc wspomnienia z cyklu ...ja jako byly partyzant...
                  Dowcip np. sytuacyjny, ktory fajnie zainstalowal dewulot:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,296,97227429,97273534,To_chyba_dobre_forum_.html
                • Gość: bolo Re: Czy ktos uderzyl w stol? IP: *.centertel.pl 14.07.09, 15:50
                  Poza tym pewne tematy są tu zakazane.
                  • wilson05 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 16:14
                    > Poza tym pewne tematy są tu zakazane.
                    ano, poprzedni administrator przekazał mi, że temat tras przez Chomiczówkę i las
                    bemowski jest tu zakazany - to jakaś bardzo stara tradycja tego forum musi być...
                    • Gość: bolo Re: Czy ktos uderzyl w stol? IP: *.centertel.pl 15.07.09, 09:47
                      Po czym wilson twórczo to rozwinął.

                      Duża liczba skasowanych postów jest jak zły duch nad forum: nie widać ich, ale
                      goście wyczuwają zły klimat.
                      • donkej Re: Czy ktos uderzyl w stol? 15.07.09, 10:16
                        Chiba prawda - zly klimat sie wyczuwa, ale przyczynę w innym miejscu bym
                        wskazala. Prezydent Wilson był z nami w najlepszych momentach tego forum.
                        (Czego niektore rzepopodobne lub podejrzliwe osobniki pamietac nie moga.)
                        A wystarczyłoby pogrzebac w starych wątkach.
                        • Gość: bolo Re: Czy ktos uderzyl w stol? IP: *.centertel.pl 15.07.09, 10:20
                          > Prezydent Wilson był z nami w najlepszych momentach tego forum.
                          Uhm, ja zawsze miałem niezłą polewkę, czytając jego natchnione eko-ideą
                          wypowiedzi. Wraz z niejakim oleckym robili tu niezły kabaret w niektórych
                          tematach :)
              • wilson05 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 13:26
                > Wiesz, to chyba nie jest specjalnie zachecajace, bo jak tu mowic o
                kaskadach dowcipu ze smiertelna powaga?

                Dowcip to nie obelga - jeśli się wysilisz i zamiast prostego (a czasem
                prostackiego) złorzeczenia uruchomisz "kaskady dowcipu" (jak np. tu
                forum.gazeta.pl/forum/w,296,96936315,96956079,To_wiecej_niz_znakomity_pomysl.html?wv.x=2),
                to nikt Cię nie będzie kasował ani w inny sposób odgórnie ograniczał (najwyżej
                spotka Cię krytyka innych użytkowników).

                A w temacie wątku - na forum byłoby znacznie ciekawiej, gdybyś Griszo ostatnimi
                czasy nie ograniczał swojej aktywności do uwag na temat jednej osoby (nawet
                jeśli jest to osoba najbardziej dla Żoliborza zasłużona i godna pamięci).
                • grisza14 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 13:49
                  A w temacie wątku - na forum byłoby znacznie ciekawiej, gdybyś
                  Griszo ostatnimi
                  czasy nie ograniczał swojej aktywności do uwag na temat jednej osoby
                  (nawet
                  jeśli jest to osoba najbardziej dla Żoliborza zasłużona i godna
                  pamięci).

                  Trudno Wilsonie, abym przy zajmowaniu sie tak wielkimi postaciami
                  mial czas rozdrabniac sie na innych zoliborskich bohaterow walki
                  klasowej.
                  Poza tym roznimy sie w ocenie procesow historycznych, chociazby ze
                  wzgledow tak prozaicznych jak odmiennosc doswiadczen.
                  Generalnie wydaje mi sie, ze nie trzeba przesadzac rowniez z
                  nozyczkami,bo potem jaki kon jest, kazdy widzi i jak sie slusznie
                  domyslasz zalozylem ten watek po to, aby temu koniowi wlasnie blizej
                  sie przyjrzec.W towarzystwie.
                • jota-40 Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 13:51
                  Eee, ale ja bym jednak spuściła zasłonę miłosierdzia na ten rys charakteru Griszy - ma oczywiście prawo nie cenić tych, których ja cenię, trudno. Niemniej w temacie J.K. jestem drażliwa i dyskusja może się nie obejść bez obelg ;).
                  To już może o czym innym podyskutujemy...
                  Na pewnym forum, na którym bywam - bardzo żywym i aktywnym - trwa właśnie dyskusja, czy zalęgło się tamże Towarzystwo Wzajemnej Adoracji. Szlachetne jednostki zatroskały się, czy aby owo TWA nie odstrasza innych - nowych i niewinnych potencjalnych forumowiczów. I czy aby nie należałoby przywrócić czystości tematycznej, bo za dużo off topów.
                  Każde forum ma swoje wzloty (pod warunkiem, że nie jest od początku martwe). Specyfika naszego polega na tym, że parę lat temu mnożyły się niezwykle ciekawe rozmowy i fanfiki, a w tej chwili to praktycznie tablica ogłoszeń dentystyczno-kosmetycznych.
                  • santakasia Re: Czy ktos uderzyl w stol? 14.07.09, 16:29
                    jota-40 napisała:

                    > w tej chwili to praktycznie tablica ogłoszeń dentystyczno-
                    kosmetycznych.

                    o przepraszam - jest też wątek o "godnym basenie" ;-)
                    • Gość: weterynarz prawa Re: Czy ktos uderzyl w stol? IP: *.chello.pl 14.07.09, 23:43
                      To jest marazam. Co tutaj pisać na tym forum, gdy ani w Simple, ani
                      Merkurym nie mogę kupić swego ulubionego kefiru Campiny i muszę po
                      niego jechać aż do Arkadii. Ten kefir,to symbol początku kryzysu.
                      Zaczyna brakować także dla przykładu i Bryzy kolor. W Simple
                      zaczynają świecić pustkami niektóre półki. Znowu trzeba robić
                      wyprawy, jak za Komuny by kupić niezły towar - ekonomiczny. Dobrze,
                      że jeszcze elektrownie nie stanęły!
                      Pozdrawiam
                      Post scriptum
                      Pracownia zamknięta
                      • Gość: Grisza14 Ktos probuje oczy mydlic Bryza Color IP: 91.186.72.* 15.07.09, 08:20
                        a chodzenie na zakupy spozywcze do Arkadii to jawna zdrada Zoliborza
                        i sklepu Merkury, ktory dla Twojego dobra odmawia Ci ulubionego
                        kefiru.A elektrownie w swietle ostatnich orzeczen juris prudentiae
                        raczej maja sie calkiem dobrze.I pociesz sie, ze juz wkrotce zamiast
                        kupowania jakis badziewi spozywczych w Lukullusie, bedziesz w tym
                        samym miejscu, w City Banku mogl uregulowac rachunek za swiatlo.
                        • jota-40 Re: Ktos probuje oczy mydlic Bryza Color 15.07.09, 10:12
                          Jawna zdrada, poszukaj lepiej kefiru w nabiałowym sklepiku koło Hali Marymonckiej!
                          Pracovnia zamknięta - miejmy nadzieję - chwilowo.
                        • Gość: weterynarz prawa Re: Ktos probuje oczy mydlic Bryza Color IP: *.chello.pl 15.07.09, 10:19
                          Nareszcie jest ciepło! Sezon ogórkowy w rozkwicie. Czyż to nie jest
                          najlepszy czas do zastanowienia się nad wielkomocarstwową pozycją
                          Żoliborza w oparciu o Cytadelę. Czyż nie jest to doskanały czas, by
                          pokontestować hasło "Żolborz od morza do morza", które wielu z nas
                          wypiło z mlekiem matki, i zaanektować Dworzec Gdański i Arkadię a
                          może nawet gargamelowca Czarnego Kota. Nie wiem, czy się nie mylę,
                          ale grunty na których teraz stoją należały do tej samej jednostki
                          administracyjnej, co Żolborz. Dlaczego misimy ciągle wysłuchiwać od
                          Burmistrza, że Żoliborz jest taki malutki. Żoliborz jest wielki!
                          Pozdrawiam!
                          • sibeliuss Re: Ktos probuje oczy mydlic Bryza Color 15.07.09, 10:48
                            Gość portalu: weterynarz prawa napisał(a):

                            > "Żolborz od morza do morza", które wielu z nas
                            > wypiło z mlekiem matki,

                            Nie ma takiego biustu, ani dziecka, które wypije morze mleka.
                            Prędzej 205 będzie przegubowe i zapchane po dach.
                          • grisza14 Re: Ktos probuje oczy mydlic Bryza Color 15.07.09, 10:54
                            Weterynarzu, wizyta po kefirek w Arkadii to 3 godziny fizycznego
                            nurzania sie w blo... i zdradzania Zoliborza.To tak, jakbys
                            zanocowal w hotelu Maria, jesli ten jeszcze istnieje.
                            • Gość: weterynarz prawa Re: Ktos probuje oczy mydlic Bryza Color IP: *.chello.pl 15.07.09, 20:42
                              Tak Griszo! To bardzo traumatyczne uczucie. Dlatego czemprędzej, by
                              dezaktywować klimat tego kombajnu handlowego Arkadii u siebie, po
                              wyjściu, siadłem kilkadzisiąt metrów dalej na ławeczce i rozpocząłem
                              wypijanie kefirkowego litra. Nie przeszkadzało mi, że obok dwóch
                              ludzi popijało sobie piwko z puszki. Policji jednak piwko w tym
                              miejscu pite przeszkadzało. Dwóch moich sąsiadów zostało poddanych
                              interwencji. Mnie tylko funkcjonariusze spytali, widać dla porządku -
                              a co kefirek? Odpowiedziałem - kefirek! W duchu zacząłem obawiać
                              się, czy nie zechcą sprawdzać, jaka jest zawartość kartonika. Mogła
                              by się nie spodobać im w nim zawartość tłuszczu. Dopiłem campinkę i
                              z niepełną zgrzewką wróciłem na Żoliborz. A tam znalazłem przy
                              jeziorku (WSM Żoliborz III) książkę Alfreda Liebfelda pod
                              tytułem "Rockefellorowie łupieżcy czy filantropi" ( w środku była
                              dedykacja dla E.G. z 16). Teraz biorę się do jej czytania, by oddać
                              się refleksji przy okazji nad zjawiskiem Rockefelleryzmu Inaczej na
                              Żoliborzu. Przykładem dla mnie takiego Rockkefellera inaczej był
                              Jacek Kuroń. W moim pojęciu termin Rockefeller inaczej nie ma
                              konotacji negatywnej. Czytałem też książkę Liebfelda o koncernie
                              Kruppa. Była świetna. Spodziewam się, że ta książka będzie równie
                              dobra. Tak, na Żoliborzu można coś znależć przy odrobinie szczęścia!
                              Rockefellera w domu popiłem kefirem.
                              Pozdrawiam!


                      • elfkabezhaltera Ulubiony kefir 15.07.09, 10:32
                        Ja robię większoś swoich zakupów w małych sklepikach. Ja znam
                        właścicieli/obsługę, a oni mnie. I w takich sklepikach często-gęsto specjalnie
                        dla mnie ściągają określony towar. Płacę oczywiście kilkanaście-dziesiąt groszy
                        więcej niż w dużym, za to nie muszę dymać kilka kilometrówq do Arkadii lub
                        Ałchana ...
    • elfkabezhaltera Różne fora od róznych rzeczy ... 15.07.09, 10:27
      grisza14 napisał:

      > ten sposob doszlismy do tego, ze Forum stalo sie w zasadzie
      > informatorem o uslugach.Nudne, plaskie, bez polotu.

      Jeśli chcę podyskutowac o "małżeństwach" zboczeńców, obcinania dłoni złodziejom,
      żydokomunie i innych takich, to idę na fora poświęcone zagadnieniom
      światopoglądowo-politycznym.

      Tu przychodzę po to, aby dowiedzieć się jak będzie wyglądać skrzyżowanie
      Podleśnej i Gwiaździstej, co będzie zamiast Lukullusa, gdzie wyprać poduszki lub
      naprawić odkurzacz, czy w basenie na Potockiej pływa się wśród kupek czy też nie :).


      • grisza14 Re: Różne fora od róznych rzeczy ... 15.07.09, 10:50
        Problem w tym, ze niekoniecznie wszyscy mysla w ten sposob.Nie samym
        chlebem czlowiek zyje, a na przykladzie Weterynarza Prawa widac
        wyraznie, ze przy okazji strawy duchowej( z lekka nagana za zdrade
        Zoliborza ) mozna rowniez otrzymac porade, gdzie alternatywnie do
        Arkadii mozna nabyc ulubiony kefirek.
      • sibeliuss Re: Różne fora od róznych rzeczy ... 15.07.09, 10:50
        Dokładnie tak, ale mnie nurtuje czy Twój nick to skrót myślowy
        od "Elfkibezbiusthalterka"?
        • elfkabezhaltera Elfkabezbiusthalterka 15.07.09, 11:08
          Zaiste :)

          Z wygladu przypominam bardziej orka - stąd też kilka lat temu stworzyłem ten
          "zalotny" nick internetowy :)
          • sibeliuss Re: Elfkabezbiusthalterka 15.07.09, 17:39
            Czy to taki żoliborski zwyczaj, kobieta bez tej "uzdy"?
            • jota-40 Re: Elfkabezbiusthalterka 15.07.09, 18:22
              Tak, tak, na Żoliborzu spaliłyśmy wszystkie biusthaltery w '68, panie tego ;))...
              • elfkabezhaltera Re: Elfkabezbiusthalterka 22.07.09, 00:28
                jota-40 napisała:

                > Tak, tak, na Żoliborzu spaliłyśmy wszystkie biusthaltery w '68, panie tego ;)).
                > ..


                Stąd też ta fama o żoliborzankach, że "wyuzdane" albo cuś ...
      • griszowa Re: Różne fora od róznych rzeczy ... 15.07.09, 11:33
        elfkabezhalterka najwyrazniej nie zna forum z czasow najwiekszego rozkwitu i
        aktywnosci. To tutaj wspolnie pisano powiesc, wspominano stare dzieje z
        Zoliborza, albo snuto plany na przyszlosc, na biezaco dzielono sie zdarzeniami z
        zycia, no moze z pominienciem niektorych szczegolow..., ale to co
        najistotniejsze bylo dzielone na forum, a jesli potrzebowano rady czy
        informacji, pytanie tez nie zostawalo bez odpowiedzi. Forum zylo. To byly piekne
        czasy! Jak milo znowu zobaczyc stare nicki, choc kilku nadal barkuje -
        sierzatpodsiadlik, roody102, fizia. Juz dawno sugerowalam Griszy zeby przestal
        na innych forach zbierac obelgi (bedac prowokowanym odpowiadac podobnymi) za
        poglady polityczne, a milo pogawedzic w forumowej rodzinie:), nawet poklocic
        sie, ale tu inaczej, bo "rodzina" rozumie i duzo wybacza:). Serdecznie pozdrawiam.
        • jota-40 Re: Różne fora od róznych rzeczy ... 15.07.09, 16:42
          Ach, Griszowo droga, jak miło Cię widzieć i czytać!... Witam, witam po długiej rozłące! I zachęcam do pisywania od czasu do czasu, bo - o ile mnie pamięć nie myli - Twoje posty najczęściej odznaczały się ładem i harmonią... Nie chcę przez to powiedzieć, iż Grisza rozrabia - no, ale zdarzyło nam się kruszyć kopie, nie ma dwóch zdań.
          Z drugiej strony już wolę kruszyć kopie, niż rozprawiać o krawcowych i przystankach. To forum było kiedyś rzeczywiście zupełnie inne; z drugiej strony - pojawiają się nowi, ciekawi użytkownicy - może trzeba ich, ekhm, zainspirować?...;))
          • griszowa Re: Różne fora od róznych rzeczy ... 26.07.09, 13:20
            Droga Joto, dziekuje za mile slowa. Zgadzam sie z Toba, ze forum nie
            musi byc tylko zrodlem informacji na temat krawcowej czy fryzjera,
            choc zalezy..., czasem post o poszukiwaniu ulubionego kefiru moze
            miec charakter bardzo osobisty:). Na razie jest okres urlopowy-sezon
            ogorkowy, miejmy nadzieje, ze forum ozywi sie spontanicznie kiedy
            wrocimy z wyjazdow, czego zycze wszystkim uzytkownikom zarowno
            starym jak i nowym, no i sobie samej. Pozdrawiam.
            • Gość: weterynarz prawa Re: Różne fora od róznych rzeczy ... IP: *.chello.pl 27.07.09, 00:33
              Ogórki ogórkami, a ja wczoraj starałem się przygotować orientalną
              potrawę na sposób polski. Doszedłem do wniosku, że elementem
              polskim, będą flaki wołowe (w tym wypadku firmy Morliny), zaś
              elementem orientalnym będą 2 cukinie, 1 bakłażn i 2 papryki.
              Włożyłem baton flaków do garnka. Rozdrobniłem go. Następnie na
              wierzch wrzuciłem pokrajane w plasterki wspomniane warzywa. Pod
              garnkiem zapaliłem najsłabszy płomień z możliwych. Bardzo bałem się,
              żeby nic się nie przypaliło. Liczyłem, że żel którym otoczone były
              flaki zamieni się w zol i nie dopuści do przypalenia. Zacząłem
              obracać garnek, by siła odśrodowa pokryła zolem jego ścianki
              zewnętrzne. Niestety nie mogłem do dna garnka przedrzeć się przez
              plastry bakłażana i cukinii oraz pofragmentowane papryki, by zbadać,
              co z zolem. Czy rzeczywiście nic się nie przypala. Modliłem się przy
              tym, by nikt nie zadzwonił do mnie w tym czasie i nie wdał się w
              dyskusję na temat Metafizyki M. A. Krąpca i nie zczął wychwalać
              światopoglądu profesora Opary. Na szczęście nikt nie zadzwonił. Ale
              pojawił się dymek nad garnkiem. Było to nie po mojej myśli, gdyż
              liczyłem, że warzywa puszczą soki i nie trzeba będzie dodawać wody
              kranówy. Dymek, który się pojawił, był to znak, że w garnku zaczyna
              się energiczne stawanie się niewiadomego bytu, nowej potrawy. Pragnę
              zaznaczyć, że nie mogłem przykryć garnka pokrywką, gdyż to co do
              niego włożyłem sporo wystawało. Zaryzykowałem, włożyłem glęboko
              łyżkę. Żelu rzeczywiście już nie było, ale zolu było za mało. Na
              wierzchu zaś wszystko było prawie zimne. Dolałem wobec tego pół
              szklanki wody i zacząłem dalej omywać ścianki naczynia przy
              wykorzystaniu wspomnianej siły odśrodkowej. Cóż, żałowałem, że nie
              miałem laboratoryjnej wytrząsarki, która by za mnie to wszystko
              równomiernie utrzęsła. Coś się zaczęło jednak dziać. Jakby górka
              stercząca ponad garnkiem, zaczęła się zapadać. Przyjrzałem się
              plasterkowi bakłażana. Miąższ jego pociemniał, a skórka przedtem
              błyszcząca, o kolorze weneckiej nocy, stała się nieładnie ugrowata
              (przy okazji przywołałem wcześniejszą refleksję na temat jakości
              wody na Żoliborzu a kolorem epidermy). Cukinie i papryki trzymały
              się i nie zmieniały swej tonacji, choć, jakby ich faktura też stała
              się mniej ujędrniona. Wziąłem, znieciepiwiony troszeczkę, pokrywkę.
              Podjąłem próbę spłaszczenia nią czubaszka górki. Udało się! No,
              pomyślałem, jestem w domu, teraz niech się pyrczy. Nasąpiło to około
              dwudziestej minuty od włączenia gazu. Po posmakowaniu dodałem dwie
              łyżeczki soli i poszedłem czytać wspomnianego na forum Liebfelda w
              przeczuciu jednak, że nie powstaje eklektyczna potrawa sarmacka,
              lecz bezkształtna paciulaja. Kiedy po około dwudziestu pięciu
              minutach ponownie zajrzałem do wnętrza garnka, uznałem, że to co w
              nim się znaduje, może nie najefektowniej wygląda, ale chyba da się
              zjeść. Chyba!
              Przy pomocy chochelki, zawartość przeniosłem z garnka na talerz,
              który wypełniłem po wręby. Nawet to co przenosiłem, było dość gęste.
              To co było zaskakujące, to to,że prawie nie było pasemek flaków.
              Jakby zniknęły. Posmakowałem. Zawartośc miała smak przyjemny, z
              lekką goryczką od, jak przypuszczam, pochodzącą od bakłażana.
              Papryki w ogóle nie czułem. Stało się zaś, że to co miało we mnie
              wyzwolić Stepy Akermańskie, było nurzaniem się mej łyżki w
              zieloności papryki i cukiniii i omijaniem ugrów bakłarzana. Z
              chlebem dało się to jednak zjeść. Czegoś niestety brakowało.
              Dziś odgrzałem ponownie tę moja radosną twórczość kulinarną. Coś się
              w niej przegryzło. Była smaczniejsza. Jak dodałem pokrojonej w
              plasterki kiełbasy podwawelskiej (firmy onstahr, pokazywali kiedyś w
              telewizji, że to dobra firma, bo w trosce o klienta, nawet swoje
              kiełbasy podobno myje) i razem wszystko odgrzałem, efekt okazał się
              znakomity. Tak, "Lekko mi! rzeźwo! lubo!" stało mi się wreszcie po
              skosztowaniu (kiełbasa zawsze nas poratuje - jako element rodzimy).
              Sąsiad poradził mi na to, był dodał jeszcze kminku i majeranku, a co
              Wy myślicie?
              Pozdrawiam!
              Post scriptum
              Lepsze jest wrogiem dobrego!
              Może niech to forum będzie, jakie jest, a ja pozwólcie nie dodam do
              powyższej potrawy kminku i majeranku.






              • dewulot1 Weterynarzu nie lecz siebie 27.07.09, 01:32
                Po pierwsze u nas (u nasz) mowi sie weteryniarz.
                A po drugie i najwazniejsze, zaprzestan tej diety czy glodowki bo
                tylko ktos wracajacy z Etiopii moglby na skutek niedozywienia
                padajacego na skadinad madra glowke, odpierdzielic tekst na cztery
                strony o wyjmowaniu flakow z garnka warzachiewka:)
              • Gość: Grisza Ein topf Weterynarza IP: 91.186.72.* 27.07.09, 09:48
                Ciarki przechodza na sama mysl o tej potrawie.Jako doswiadczony
                praktyk zastanawiam sie jednak,ile Ci tego wyszlo objetosciowo? To
                przeciez jakas straszliwa dawka nietypowego leczo, gdzie zamiast
                pomidorow uzyles flakow?
                Swoja droga rzadko spotykana perfekcja w swiadomym wykorzystywaniu
                zmian fazowych roztworu koloidowego przy kuchence.Pozdrowienia
                • jota-40 Re: Ein topf Weterynarza 28.07.09, 19:00
                  Eeee, no ja bym to zrobiła zupełnie inaczej. Albowiem najpierw należało warzywka
                  one poddusić na oleju lub oliwie, dodając - czemu nie? - czosnek i może cebulkę.
                  Do wszystkiego warzywnego można tez sypnąć ziołem świeżym, choćby posiekaną
                  dymką. Osobno podgotowałabym te flaki nieszczęsne, a następnie połączyłabym
                  obydwie ingrediencje, dodając może koncentrat pomidorowy albo pomodori
                  pelati?... I dalej chwilkę już tylko bym poddusiła, schłodziła i obowiązkowo
                  odstawiła na parę godzin.
                  Z ziół proponuję świeżą miętę, ewentualnie zioła prowansalskie...
                  • Gość: weterynarz prawa Re: Ein topf Weterynarza IP: *.chello.pl 28.07.09, 21:56
                    Droga Joto 40, dzięki za wskazówki, ale to był spontaniczny
                    eksperyment, który zresztą trwa. Jedzonko jest - mniam, mniam.
                    W tej chwili zastanawiam się nad następną fazą doświadczenia, w
                    którym to swoiste leczo zostanie przekształcone w potrawę, którą na
                    Litwie nazywają "czenakaj" i uważają za jedną ze swych tradycyjnych
                    potraw, obok cepelinów, karbonadów, kołdunów i kindziuków
                    (skiełandis). W tym celu do tego, co zostało w garnku, mam zamiar
                    dodać tomato(pomidory) i 3 potato(kartofle). Na Litwie czenakaj
                    podają w glinianych garnkach (oczywiście nie ma w nich flaków
                    wołowych, lecz mięso wołowe). Ma podobny smak do węgierskiej zupy
                    gulaszowej, tylko bardziej ubogi bukiet. Wtedy, gdy w garnku
                    zostanie niewiele już z tego, co nagotowałem, zacznę rozważać, czy
                    to co jest na dnie, użyć jako substratu do zwykłej zapiekanki, czy
                    też mousaki, lazanii albo angielskiego puddingu. Zawsze, to co
                    zostało, można też położyć na kluchy.
                    Dodatki, które Proponujesz są znakomite. Wykorzystam je zapewne przy
                    przygotowaniu w przyszłości schabu.
                    Z tym, że moje zastrzeżenia budzi czosnek. Jeżeli chodzi o niego, to
                    wiadomo, co nieco o fitomcydach. Jest też tak, że gdy ktoś mnie
                    spyta, czy lubię czosnek, zawsze powiem, że nie, ale gdy postawi
                    ktoś przede mną coś słabo poczsnkowanego i mocno, będę wcinał, aż mi
                    się będą uszy trzęsły, to mocno. Ten typ , tak ma!
                    Szanowny Griszo! Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości, a w
                    odpowiednim momencie poinformuję Cię o wydajności eksperymentu od
                    strony ilościowej. Od strony jakościowej rezultat okazał się dobry.
                    Na razie nic się nie skwasiło. Oczywiście, ma jak mi się wydaję dość
                    wysoką wartośc kaloryczną. Mnie tam by pasowało, nawet gdybyśmy jego
                    wartość przeliczyli na jednostki owsiane.
                    A jak Pamiętacie, mam jeszcze wiśnie z nalewki i może powstanie Ein
                    topf ekstra! Nie wiem jednak, czy wtedy będę w stanie po zjedzeniu
                    tego, uruchomić kompa...
                    Post scriptum
                    Chyba Etiopczycy odżywiają się nie najgorzej, wbrew wyrażonej na tym
                    forum opinii, bo ile razy oglądam Tatusiów Aidy w różnych operach na
                    całym świecie, to całkiem nieźle by wyglądali, gdyby nie ten zapewne
                    węgiel drzewny w którym są umorusani.
                    • jota-40 Re: Ein topf Weterynarza 29.07.09, 13:30
                      Ale czy wiśnie do flaków?? Mam nadzieję, że miałeś na myśli całkiem inny Eintopf!... Który sam w sobie jest doskonałym pomysłem (idąc w Twoje ślady kombinuję już tak od tygodnia; pierwszym daniem były bitki wołowe z koźlakami, skończyło się na dodatkach w postaci innego mięsiwa, warzywek i kurek ;))...)

                      Przy okazji offtopikowej zwracam uwagę szacownego gremium, że zaczęli już burzyć historyczny budynek SAM-u koło Górek... Ostatnia to chwila, żeby uwiecznić miejsce na fotkach ;(.
                      • donkej Re: Ein topf Weterynarza 29.07.09, 13:52
                        Hmm - wiśnie to są wyborne do pikantnych klopsików.
                        A tak nawiasem: gdzie w okolicach hali zaopatrujecie się w mniensko?
                        Bo ja do żadnego miejsca nie jestem jakoś stuprocentowo przekonana...
                        • Gość: weterynarz prawa Re: Ein topf Weterynarza IP: *.chello.pl 29.07.09, 21:59
                          Pragnę ogłosić, że mój eksperyment kulinarny uważam za udany. Po
                          pierwsze, dlatego, że go przeżyłem, po drugie, że się nie
                          rozchorowałem, po trzecie, że potrawa była smaczna, po czwarte, że
                          było jej dużo, po piąte, że ją skończyłem wreszcie, po szóste, że na
                          razie mi starczy, po siódme, że nie nazywam się Gargantua. Być może
                          w przyszłości spróbuję zająć się kuchnią malajską. Podobno wiążą się
                          z nią niezapomniane wrażenia. Czy Ktoś coś wie na ten temat?
                          Dziękuję za kibicowanie!
                          Jeżeli chodzi o mięso, to ul. Broniewskiego przeważnie zaopatruje
                          się na bazarku za wiaduktem na Bielanach, choć niektórzy kupują w
                          byłej Elei.
                          Pozdrawiam
                          Post scriptum
                          Wiśnie nadal sobie pływają w spirytusie i czekają na swój moment.
                          • grisza14 Re: Ein topf Weterynarza 30.07.09, 14:55
                            Weterynarzu, Gargantua to moze nie, ale wyglada na to, ze w dwa dni
                            wtrzachnales potezny gar wysokokalorycznego produktu.Nie wiem, jak
                            robia to na Malajach, ale cos mi sie widzi, ze za takie numery to
                            oni daliby Ci tytul honorowego zombie.
                            Nie zamierzam Ci wyliczac kalorii, ale podejrzewam, ze przez te dwa
                            dni jechales na co najmniej 3000 kcal na dobe, co w naszym wieku
                            zaczyna juz byc niezdrowe, zwlaszcza jesli chcielibysmy dodatkowo
                            posmakowac wisni w spircie.
                            I na koniec osmiele sie zadac pytanie osobiste; czy Twoje
                            eksperymenty kulinarne maja swoje podloze w niecheci do zmywania
                            naczyn?
                            • Gość: weterynarz prawa Re: Ein topf Weterynarza IP: *.chello.pl 30.07.09, 16:17
                              Drogi Griszo zadałeś bardzo ciekawe pytanie! Pragnę poinformować
                              Cię, że chyba mało jest osób, których zmywanie rajcuje. Ja na
                              przykład nie znam żadnej. Jeżeli chodzi o mnie to mam zwywarkę Bosha
                              i jej używam. Oczywiście nigdy nie osiągnę, jeżeli chodzi o jej
                              wykorzystanie, podobnej maestrii, jaką opisał Stanisław Lem opisując
                              aparaty pralnicze,
                              Jeżeli chodzi o dawkę pokarmową, to mógłbyś , co nieco jeszcze
                              dołożyć. Na przykład pół kilo bitej śmietany, które zamówiłem na
                              miejscu w Zielonej Budce, czym wzbudziłem pewne zainteresowanie pani
                              sprzedawczyni, które jeszcze wzrosło, kiedy zażyczyłem sobie by
                              dodała jeszcze cztery kulki lodów. To była dobra porcja na upał.
                              Pozdrawiam!
                              • jota-40 Re: Ein topf Weterynarza 31.07.09, 10:41
                                Musisz mieć bardzo dobrą przemianę materii, swoją drogą ;)).

                                Jeśli chodzi o mięsko - to w Elei nigdy, never!! Kilka razy już wspominałam na
                                forum: moje dwa miejsca, to pod samą Halą budka z drobiem (zaraz za sznurami
                                pawilonów betonowych) - bardzo dobre indyki, kaczki etc. I świetny sklepik na
                                Poli Gojawiczyńskiej, przy Górkach. Tam, to już wszystko, łącznie z cielęciną.
                                • grisza14 Re: Ein topf Weterynarza 31.07.09, 11:52
                                  Nie samym chlebem czlowiek zyje, wiec zgadzam sie, ze potrzebny byl
                                  rowniez maly deserek.Tylko czy smietana byla 18% czy 36%?
                                  Dobre miesko jest na Filareckiej przy poczcie; wolowinka, watrobka
                                  cieleca- mozna sie na cos szczegolnego rowniez umowic.Wbrew
                                  obiegowym opiniom dobre mieska ma takze Mini-Europa, ale np.
                                  poledwicy wolowej warto sie przyjrzec.Ceny tez nie dramatyczne,
                                  chociaz taniej jest na Filareckiej.
      • Gość: znudzonyinaczej Żolibor IP: *.centertel.pl 02.08.09, 00:50
        Może trochę ożywczego pędu wniesie nowe pismo Żolibor, znalazłem je
        dzisiaj w Żywicielu. Mnie się podoba, na szczęście jest kompletnier
        inne od Informatora Żoliborskiego czy jak to się nazywa. Pomysł
        wydaje się fajny. Może artykuły (artykuliki) i wywiady trochę
        zostawiają niedosytu, ale całość robi świetne wrażenie.
        Przeczytałem z przyjemnością. Oby tak dalej.
        • wilson05 Re: Żolibor 05.08.09, 21:54
          Żolibora można też dostać w Księgarni Sarmackiej albo ściągnąć ze strony Żywiciela:
          www.zywiciel.pl/?d=18
    • Gość: gość To wina administratora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.10, 13:20
      Ryba psuje się od głowy czyli nadgorliwe czyszczenie watków
      likidowanie dyskusji.
    • Gość: gość Pokaż mi swoją pracę a powiem jakim cenzorem jeste IP: *.chello.pl 25.06.10, 22:40
      I jeszcze jedno. Starzy sami zauważają, że coś się stało i
      wykończyło taki dobry produkt, ale co to nie mają odwagi wprost
      napisać bo jescze sie nasz kolega obrazi i nas wytnie.
      Zgazam sie z opisem poniżej. Kompletna kastracja.

      > ikry? Zaginal humor abstrakcyjny,zabawy jezykiem polskim,
      stlamszono
      > kazdy slad indywidualizmu.Gdzie podzialy sie fontanny dowcipu,
      > inteligentne wypowiedzi? Osiagnieto 100% poprawnosci politycznej i
      w
      > ten sposob doszlismy do tego, ze Forum stalo sie w zasadzie
      > informatorem o uslugach.Nudne, plaskie, bez polotu.
      • Gość: weterynarz prawa Re: Pokaż mi swoją pracę a powiem jakim cenzorem IP: *.chello.pl 26.06.10, 21:43
        Muszę przyznać, że coraz mniej razy wchodzę teraz na forum ze
        względu na to, iż studiuję świeżo wydany czwarty tom Antologii
        Poezji Francuskiej Lisowskiego.
        Pozdrawiam!
    • supertajny_agent Bo jest forum cenzurowanym 03.02.11, 09:53
      Na glebie, która jest regularnie i zp remedytacją wyjaławiana, nic ciekawego nie wyrośnie. Starzy ukisili się we własnym, już lekko zatęchłym sosie, a nowi są wycinani.
      • Gość: zoliborzanin Re: Bo jest forum cenzurowanym IP: *.dynamic.chello.pl 03.02.11, 10:02
        Jaki lud takie fora
        • supertajny_agent Re: Bo jest forum cenzurowanym 03.02.11, 10:05
          > Jaki lud takie fora

          Eee, może z tym ludem nie jest aż tak źle? Tak jak lud białoruski nie jest jako całość taki tragiczny jak Łukaszenko, tak samo i lud żoliborski może też nie jest sam w sobie taki zły. Bo o lud bielański to się nie martwię, chociaż oczywiście swoje wady też ma :)
          • Gość: weterynarz prawa Re: Bo jest forum cenzurowanym IP: *.dynamic.chello.pl 03.02.11, 15:29
            Przy okazji przypominam, że jutro na Mereczowszczyźnie będzie obchodzona 265 rocznica urodzin Tadeusza Kościuszki, zwycięzcy w Bitwie pod Powązkami. I kto między innymi będzie brał udział w uroczystościach, wspomniany Łukaszenka.
            A na Żoliborzu od lat blokowane jest upamiętnienie naszego bohatera.
            Pozdrawiam!
            • supertajny_agent Włączyć Powązki do Bielan 03.02.11, 15:40
              > Przy okazji przypominam, że jutro na Mereczowszczyźnie będzie obchodzona 265 ro
              > cznica urodzin Tadeusza Kościuszki, zwycięzcy w Bitwie pod Powązkami. I kto mię
              > dzy innymi będzie brał udział w uroczystościach, wspomniany Łukaszenka.
              > A na Żoliborzu od lat blokowane jest upamiętnienie naszego bohatera.
              > Pozdrawiam!

              Pozostaje apelować o przyłączenie Powązek do Bielan, nasze prężne bielańskie władze na pewno upamiętnią Tadeusza Kościuszkę w sposób godny :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja