pozwy 3/4 etap, o co chodzi???

16.09.10, 13:36
Dostałam pewnie jak wszyscy, pismo i zapoznałam się z listem na ochronie o wniesieniu pozwu przeciwko Agmetowi, ale bliżej zupełnie nie wiem o co chodzi.Nie wiem o jakie przybliżone koszty adwokata, rzeczoznawców itp spraw z tym związanych chodzi i o jakie zaniedbania ze strony Agmetu występujemy.Grożba, że jak nie to sama koszty jako właściciel poniosę napraw, jakoś do mnie nie przemawia.Zeby było jasne, nie jestem przeciw, tylko może zorganizujmy zebranie żeby nie generować dodatkowych kosztów, gdzieś na terenie osiedla w garażu lub na placu zabaw, żeby ktoś po krótce zapoznał o co chodzi, za nim zbierzemy pełnomocnictwa.
    • romste Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 16.09.10, 15:33
      Chodzi o niewykonane naprawy gwrancyjne, wystarczy przejść po garażu by się przekonać ile i jakich mamy przecieków.
      • lowkey Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 16.09.10, 15:58
        A jezeli przegramy proces, to kto poniesie koszta? Dlaczego nikt o tym nie wspomina
        nawet slowem?
        • miecz_nick Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 16.09.10, 16:45
          Masz rację, ryzyko istnieje i trzeba o nim wspomnieć.
          1. Konieczność wykonania napraw jest oczywista.
          2. Koszty zastępstwa procesowego zwróci strona która przegra proces.
          3. Proces będzie dotyczyć uszkodzeń które widać gołym okiem i raczej nie da się dowieść, że wynikają z przyczyn leżących po stronie Wspólnoty.
          4. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko przegranej w sądzie.

          Z treści dokumentów które dostałem wynika, że przystąpienie jest dobrowolne.
          Jeśli ktoś uznaje, że to poroniony pomysł, bo oczywiście każdy z nas ma do tego prawo, może zaczekać do ostatecznych rozstrzygnięć i dopiero na końcu wystąpić do dewelopera o zwrot kosztów napraw jakimi zostanie obciążony. W tym czasie inni będą mogli korzystać z zasądzonego odszkodowania.

          Reasumując.
          Albo, w przypadku wygranej, unikam ponoszenia kosztów napraw i obsługi prawnej bo za wszystko zapłaci druga strona, albo, w przypadku przegranej, do kosztów napraw dojdą koszty obsługi prawne w wysokości 0,1%-0,5% całej kwoty.

          Wybór jest trudny więc się jeszcze się zastanowię.
          • lowkey Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 16.09.10, 19:59
            Moim skromnym zdaniem nowy zarzad strzelil sobie samoboja w mistrzowskim stylu.

            1. Pseudo-marketingowa zajawka koloru zielonego, z wieelka kwota miliona zlotych
            2. Straszenie, ze jak sie nie podpisze pelnomocnictwa to trzeba bedzie pokryc naprawy z wlasnej kieszeni - nawet 5000 zl
            3. Powolanie do zycia funduszu remontowego w wysokosci "..." ??? No wlasnie jakiej???

            Jezeli byly prowadzone rozmowy z Agmetem nt. usuwania usterek w czesciach wspolnych,
            to zarzad powinien poinformowac nas stanowisku Agmetu, a nie od razu dawac do podpisania pelnomocnictwa.

            Jak dla mnie, zenada.
            • ko110 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 17.09.10, 09:50
              Na zielonej karteczce, a także w skrzynkach, były tez podane godziny w których można dowiedzieć się więcej ... Pani Lowkey - zapraszam do rozmowy z osobami które te informacje wysyłają - czyli Naszym Zarządem.
              Troszkę mnie też zasmuca, poniewaz Pani stwierdzenia ' strzelił sobie samobuja', 'zarząd powinien' - wskazują że ocenia Pani i oczekuje. Proszę aby Pani spróbowała nie oceniać i oczekiwać - ale podjąć inicjatywę i zaoferować swój czas na rozwiązywanie problemów osiedla. Wspólnota w której mieszkamy wymaga od nas wszystkich wspólnej odpowiedzialności za sytuację na osiedlu - od Pani także. Jakie działanie więc Pani podejmie w tej sytuacji .... czy przeprowadzi Pani akcję informacyjną na osiedlu, czy napisze Pani propozycje uchwał, czy skonsultuje Pani z prawnikami sytuację prawną dla tego problemu, czy poświęci Pani swój czas na spotkania z mieszkańcami, czy zaktualizuje Pani strony internetowe o dziennik swoich działań i osiągniętych rezultatów- tak żeby wszyscy mieszkańcy byli poinformowani ? ...
              Na koniec - dla mnie to nie żenada.
            • korana2 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 18.09.10, 14:49
              Tak się składa, ze to nie Zarząd strzelił sobie samobója, tylko z tego co wiem większość mieszkańców nie interesując się tym co się dzieje z naszym osiedlam do tej pory.
              Otóż mamy sporo poważnych usterek, które wymagają natychmiastowej interwencji. Zarząd będzie wiec musiał podjąć decyzję o ich naprawieniu ze względów bezpieczeństwa. Oczywiscie najpierw musi pojawić się uchwała, w której wszyscy zgodzimy się na poniesienie kosztów naprawy osiedla. Jak wiemy na naszym osiedlu zebranie większości głosów graniczy z cudem, dlatego Zarząd najprawdopodobniej będzie musiał wystapić do sądu o podjęcie takiej uchwały w imieniu mieszkańców i zapewne sad przychyli się do uchwały, ponieważ te poważne usterki musza być usunięte.
              Wtedy każdy z nas proporcjopnalnie do swojego udziału będzie musiał zaplacić za naprawy.
              Taki scenariusz wynika z obowiązków Zarządu.
              Jednak Zarząd postanowił pomóc nam wszystkim, ponieważ jak wiemy z ogłoszenia (tego zielonego) szacunkowe koszty sa bardzo wysokie, a osiedle nadal jest objete gwarancja i rekojmią. Ale roszczenia do dewelopera z tego tyułu przysługują każdemu z nas, nie zarządowi, bo to my w aktach notarialanych mamy odpowiednie zapisy.
              Zdaje się jednak, ze kazdy z nas spokojnie sobie mieszkał i nad niczym sie nie zastanawial, a czas płynął. Teraz do konca gwarancji zostalo nam niewiele czasu.
              Oczywiście poprzedni Zarząd i obecny zgłaszał do dewelopera różnie usterki wzywając do ich usunięcia, jednak jak pamietamy wszyscy naprawy np. grzyba na poziomie -1 ograniczały się do zamalowania go świeżą farbą. Poza tym grzyb jest tylko jednym ze skutków poważnych błędów budowlanych popelnionych podczas budowy osiedla.
              To sprawa każdego z nas co będziemy robili. Zarząd będzie msusiał dopilnowac aby usterki zostały naprawione, a to czy my wszyscy wystapimy do sadu, zeby usterki zostały usunięte przez dewelopera, czy tez nie zrobimy nic i poniesiemy sami koszty napraw to już nasza spraw.

              Co do pytań odnosnie dewelopera czy był odzew, to wystarczy się skontaktować z Administratorem. Jestem przekonana, ze drodzy Sąsiedzi będziecie pod wrażeniem liczby pism jakie zostały wysłane. Jak sami widzicie nic nie zostało jednak naprawione (poza zamalowaniem grzyba, który po 2tyg znów się pokazał).

              Chyba w interesie każdego z nas jest interesować się tym co się dzieje z nieruchomośca wspólną, bo rola Zarządu to zarządzanie osiedlem (czyli pilnowanie płatnosci, koordynowanie obsługi osiedla: firmy od zieleni, firmy sprzatajacej, ochrony).

              Dlatego zainteresowanym polecam kontakt z Administratorem, lekture pism, wyciagnięcie wniosków i przede wszystkim docenienie inicjatywy Zarządu bo pewnie gdyby nie to, to przespalibysmy wszyscy mozliwość domagania się od dewelopera naprawienia tego co żle wykonał.

              Zapewne pojawią się zraz posty osób działających na rzecz dewelopera z tysiącem wątpliwości i oskarżeń, ale radze nie czytać wszystkiego co pojawia się na forum, tylko przeczytać swój akt notarialny (ze szczególnym zwróceniem uwagi na datę jego podpisania), Ustawę o własności lokali (łatwo znaleźć, wystarczy wpisać w google, nie jest długa) oraz udać sie na spotkanie z administracja osiedla, która dysponuje wszelkimi dokumentami (są pisma z potwierdzeniami odbioru i datami) i samodzielnie wyciągnąć wnioski ze zdobytych informacji.
              • tomek_ur Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 18.09.10, 23:54
                Przeczytałem wszystkie apele do mieszkańców w sprawie usterek, projekty uchwał, wszystkie posty, rozmawiałem też z kilkoma osobami i przyznam, że nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe.
                Rzecz jasna zaangażowanie nowego Zarządu w tę sprawę budzi we mnie szacunek i nie mam najmniejszych wątpliwości, że chce działać na rzecz naszego, bardzo fajnego zresztą, osiedla.
                Sprawy dotyczące tego, dlaczego nie ma w uchwałach wpisanej konkretnej kwoty na fundusz remontowy, na pewno administrator będzie mógł wyjaśnić. Wątpliwości dotyczące tego w jaki sposób i kto będzie pokrywał koszty sądowe, też na pewno niektóre osoby będą miały rozwiane. To, że w czasie trwania całej procedury prawnej raczej nie ma co liczyć na naprawy, to być może dla niektórych ludzi też nie jest przekonywujące. I te rzeczy dla mnie są kwestią innego sposobu rozwiązywania spraw i nie specjalnie chcę je roztrząsać, bo ktoś podjął takie decyzje i miał do tego prawo, a nawet z racji podjęcia się niełatwej funkcji członka Zarządu, miał taki obowiązek.
                Moje wątpliwości tyczą się kwestii pójścia na drogę sądową i przepływu bieżących informacji do wszystkich mieszkańców.
                Byłem na wszystkich zebraniach Wspólnoty i wielokrotnie padały sugestie, że brak jest informacji dotyczących tego co dzieje się na naszym osiedlu. Sam wielokrotnie pisałem do poprzedniego Zarządu w kilku sprawach i NIGDY nie otrzymałem odpowiedzi. Pod koniec działalności tego Zarządu zaczęły pojawiać się jakieś informacje w mojej skrzynce mailowej i dla mnie było to bardzo pozytywne doświadczenie. Nie wiem dlaczego to się skończyło, bo znacznie ułatwiłoby to pracę i podejmowanie wszystkich inicjatyw przez Zarząd. Poza tym, że jestem zniechęcony do pisania bezpośrednio, więc teraz nawet, gdybym się zmobilizował, nie wiem gdzie mam kierować pisma, wnioski i sugestie.
                Jeśli chodzi o obecną sprawę, to z mojej perspektywy wygląda to tak, że jest cisza, spokój, czas płynie i nagle spada informacja o tym, że trzeba robić sporą zrzutkę i zakładać sprawę sądową! Do tego jeszcze takie niesmaczne straszenie, że jak nie, to każdy i tak będzie musiał wyskakiwać z kasy później. Nie podoba mi się taki sposób mobilizowania ludzi i uważam, że nie tylko to nie działa, ale też nie pasuje, ponieważ mieszka tutaj sporo świadomych i inteligentnych ludzi.
                Kolejna rzecz i chyba najważniejsza w tej sprawie, to pójście na drogę sądową. Jakiś czas na tym świecie żyję i mam kilka spostrzeżeń na ten temat. Po pierwsze, po jakichkolwiek wyrokach sądowych, do rzadkości należą sprawy, kiedy którakolwiek ze stron wychodzi z korzyściami. Nawet jeśli wyrok jest korzystny dla jakiejś strony, to są jeszcze inne aspekty, które mogą mocno obciążać. Jedynymi instytucjami, które prawie zawsze wygrywają, to są kancelarie prawne i sądownictwo. Nie chcę powiedzieć, że nie powinno się korzystać z tego typu rozwiązań, chodzi mi tylko o to, że jest to ostateczność. Nie wiem jaka jest historia związana z usterkami? Od kiedy były pisane pisma, czy były jakieś spotkania z przedstawicielami dewelopera, czy było spotkanie z prezesem, jakie jest ich oficjalne stanowisko, jakie jest nieoficjalne stanowisko? Być może to wszystko było, ale mnie nic na ten temat nie wiadomo, dlatego nie jestem zwolennikiem oddawania sprawy do sądu.
                Osobiście mam o firmie Agmet dobre zdanie i gdybym takiego nie miał też wcześniej, to nie kupowałbym mieszkania tutaj. Od razu napiszę tym wszystkim bystrzakom, którzy będą chcieli mnie kojarzyć z tym, że mam jakieś powiązania z tą firmą, że mam takie same powiązania jak wszyscy z nas, którzy kupowali mieszkanie. Miałem nawet pewne nieporozumienie, które wynikło z błędu, niedopatrzenia młodego pracownika, ale sumując wszystko wychodzi mi na plus. Jeśli ktoś nie rozumie na czym polega różnica pomiędzy jednym deweloperem, a drugim, to w skrócie to wyjaśnię. Deweloper z zagranicy ma głęboko, to jak w przyszłości będzie wyglądało to osiedle, nasz jest polskim przedsiębiorcą zdaje się, że nawet pochodzi z tego rejonu. Trudno mi sobie wyobrazić, że będzie robił we własne gniazdo. Nie wiem czy wszyscy pamiętają, że w czasie kupowania mieszkań, po podpisaniu umów, ceny skoczyły o ponad 50%. Wielu deweloperów w Polsce z przyjemnością wykorzystywało taką sytuację, do tego, żeby pozrywać umowy i posprzedawać mieszkania z lepszym wynikiem. Nie wierzę, żeby nasi mieszkańcy nie mieli obaw, że im też coś takiego może się przydarzyć. Jak wiemy wszystko było w porządku. Widziałem wiele osiedli, szczególnie w tych rejonach i śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedno z najładniejszych po praskiej stronie. Jest zaprojektowane przez uznaną pracownie architektoniczną i to widać. Poza tym z tego co mi wiadomo, na tym osiedlu mieszka ktoś z rodziny prezesa, więc nie wyobrażam sobie, żeby teraz miało być traktowane niewłaściwie. Być może kiedyś będę miał okazje poznać prezesa, żeby podziękować i pogratulować mu fajnej inwestycji.
                Jest jeszcze kwestia relacji poprzedniego Zarządu z deweloperem. Nie chcę pisać o szczegółach, których też do końca nie znam, ale być może stało się coś, co dziś w istotny sposób stoi na przeszkodzie w sprawnym i normalnym porozumieniu się z Agmetem.
                Mimo, że mam dobre zdanie o deweloperze, to oczywiście nie znaczy, że mam bezgraniczne do niego zaufanie. Jestem zdecydowanie za tym, żeby domagać się usunięcia usterek. Kwestię tego jak to zrobić pozostawiam nowemu Zarządowi i tych decyzji, które podejmie. Ewentualnie służę swoją skromną pomocą, jeśli ktoś się do mnie po nią zgłosi.

                Tomek Urbański


    • minimal01 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 19.09.10, 13:47
      Dwukrotnie składałem reklamacje do Agmetu. W obu przypadkach, usterki w moim mieszkaniu
      zostaly usuniete. Gwoli scislosci, musialem troche poczekac po zlozeniu reklamacji. W pierwszym przypadku kilka miesiecy, w drugim bodajże 2 miesiace. Pracownicy Agmetu byli sympatyczni,
      i zrobili co nalezalo.
      Ja tez, podobnie jak Pan Tomasz, nie jestem pracownikiem Agmetu.
      Trudno mi uwierzyc w negatywne nastawienie dewelopera.
      Nie wiem czy podpisze pelnomocnictwo, ale wiem ze nikt nie bedzie mnie
      straszyl kwota 5000 zl.
      • porcelanova22 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 19.09.10, 20:35
        Witam,
        Zamiast zastanawiać się co takiego kryje się pod kwotą 1000000 zł wystarczy przyjśc na zebranie i wysłuchać jakie mamy poważne problemy. Poza tym nie chodzio usterki w mieszkaniach tylko w częsciach wspólnych. Sprawa wygląda naprawdę poważnie, więc zachęcam do większego zainteresowania, a nie tylko na forum. Pozdrawiam.
      • korana2 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 19.09.10, 21:15
        Sytuacja nasza jest podobna do takiej gdy np. kupimy sobie telewizor i okaże się, że jest uszkodzony. Jesteśmy spokojni przez 2 lata gwarancji. Ale mimo naszych pism do producenta i kolejnych mijających miesięcy nasz telewizor nie nie został naprawiony, aż w końcu do końca gwarancji zostało nam już tylko 2 tygodnie.

        Wiele naszych pism do producenta pozostało bez odwiedzi, ale myślimy sobie, napiszemy jeszcze raz. Piszemy do producenta kolejne pismo z prośbą o naprawienie telewizora. Dostajemy odpowiedź: producent pisze, że musie sie upewnić że telewizor jest uszkodzony (troche nas to irytuje, bo przecież od 2 lat piszemy o usterce, miał dużo czasu żeby sobie to sprawdzić). Zgadzamy się jednak na to żeby producent ogladnął nasz telewizor (w końcu zależy nam na tym, żeby go naprawił). Umawiamy się na konkretny dzień, producent potwierdza swoje przybycie, ale okazuje się, że na ogledziny naszego telewizora producent przystłał do nas panią sekretarke, która zupełnie nie zna się na elektronice i nie jest w stanie niczego sprawdzić.
        Nasza irytacja wzrasta, do końca gwarancji został nam juz tylko tydzien, a nasz telewizor ciagle jest zepsuty. W dodatku okazuje się, ze jesli producent go nie naprawi "po dobroci" to trzeba będzie wystapić do sądu (albo samemu sobie zapłacić za jego naprawę), ale jednocześnie dowiadujemy się, data wpłynięcia pozwu do sądu musi miescić sie w okresie obowiązywania gwarancji. Więc mamy tylko tydzień na wystapienie do sądu albo na czekanie aż producent naprawi nasz telewizor.
        Jesli wystapimy do sadu, to zawsze możemy od tego odstapić, gdyby producent jednak telewizor naprawił, lub choc pisemnie podał termin do kiedy nam go naprawi, jednak jesli nie wystąpimy do sądu, to może się okazać, że producent z pismami będzie sie ociagał (w końcu 2 lata prosiliśmy i nic nie zrobił, to teraz sie pospieszy? przeciez to mu nie na ręke..) i miną te magiczne 2 lata i zostaniemy z przysłowiowa ręka w nocniku.

        Ale jesteśmy wytrwali, mamy dobra wolę, ponieważ producent przysłał na oględziny sekretarkę, to my zlecamy stwierdzenie usterki elektronikowi i wysyłamy producentowi diagnozę - usterka jest i to jest poważna.
        Producent najpierw milczy ale potem stwierdza, że wyśle swojego elektronika na oględziny. Jesteśmy poirytowani, już raz się umawiał, a przysłał sekretarkę, ale jesteśmy uprzejmi więc przystajemy na propozycję producenta. (do końca gwarancji zostało nam tylko 3 dni). W umówionym dniu wzięliśmy urlop żeby być w domu gdy elektronik producenta przyjdzie, ale niestety elektronik się nie pojawił. Dzwonimy więc do producenta i pytamy co się stało. Otrzymujemy odpowiedź: jednak wystarczy nam diagnoza sporządzona przez Pańskiego elektronika i nie będziemy oglądać Pańskiego telewizora, a niebawem przyślemy pismo z informacją kiedy telewizor będzie naprawiony.
        Jesteśmy wkurzeni, bo uciekł nam urlop, bo producent nie poinformował, że jednak nie przyjdzie, ale cieszymy się bo choć do końca gwarancji zostały już tylko 2 dni to przecież producent obiecał, że telewizor naprawi, w prawdzie obiecał przez telefon, ale pismo ma wysłać lada dzień.
        Czekamy, ale dzień mija, a pisma nie ma. Dzwonimy więc do producenta i pytamy co się dziej, bo czas płynie, a pisma nie otrzymaliśmy, a producent stwierdza, że jednak nie zgadza się z diagnozą naszego elektronika i chce sam obejrzeć nasz telewizor. Tylko kiedy? - pytamy. I słyszymy, że w ostatnim dniu obowiązywania gwarancji.

        Teraz mamy trzy wyjścia:

        1. Zaufać producentowi, że w ostatnim dniu naszej gwarancji przyśle elektronika (nie sekretarkę), że przyśle go na 100%, a nie tak jak ostatnio, gdy przepadł nam urlop i liczyć na to, że elektronik przyjdzie, stwierdzi usterkę i w tym samym dniu otrzymamy od producenta pismo z informacją o uznaniu usterki naszego telewizora i z terminem do jakiego ta usterka zostanie przez niego usunięta (tylko jeśli będziemy czekać do końca dnia na pismo od producenta, a ten jednak go nie przyśle, to z końcem dnia skończy się nam gwarancja na ten telewizor i nie będziemy już mogli występować do sądu, tylko sami będziemy musieli zapłacić za jego naprawę)

        2. Nie ufać już producentowi, ale oczywiście zgodzić się na to aby jego elektronik oglądną nasz telewizor. W końcu zawsze producent mógł się na koniec naszej gwarancji poprawić i wszystko tym razem będzie tak jak obiecał. Ale przezornie wysłać do sadu nasz pozew, który oczywiście będzie można w każdej chwili wycofać, ale będziemy zabezpieczeni na wypadek gdyby producent nas wystawił (co nie było by już chyba dla nas zaskoczeniem).

        3. Nie wdawać sie już w dyskusje z producentem, bo przecież zdążyliśmy juz zauważyc, że gra na zwłoke i wcale nie chce nam tego telewizora naprawić. Ewidentnie stara się, zeby skonczyła się nam gwarancja bo wtedy już nic mu nie zrobimy. Z kolei do sadu się nam nie chce wybierać, nie chce sięnam nawet podpisac pełnomocnictwa, żeby to ktos inny za nas całą sprawę załatwił, bo słowo "sąd" brzmi jakoś tak grożnie i trochę si e go boimy.
        Dlatego uznajemy, że najlepiej dla nas będzie naprawić telewizor za własne pieniądze.

        To które rozwiązanie wybierzemy to nasza sprawa.
        Podobnie jak ten telewizor, nasz udział w części wspólnej jest nasz i tylko my możemy żądać od dewelopera jego naprawienia. Możemy zrobić to samodzielnie, lub wszyscy razem. Możemy pisać pisma do dewelopera ale te od 3 lat nie przyniosły skutku (chyba że zadowalają nas naprawy w stylu dewelopera - nie naprawiamy nieszczelności w garażu w wyniku których zawilgocone są mury i postępuje grzyb (to by było za kosztowne), tylko pomalujemy grzyb farbą, będzie wyglądało, że jest naprawione, a za chwilę skończy się im gwarancja, to jak grzyb znów wyjdzie, to nie będzie to już nasz problem).
        To, że Zarząd przeprowadza akcję informacyjną, że chce pomóc nam w podpisaniu pozwu zbiorowego to jest jakby ponadprogramowa inicjatywa tych ludzi. Tak jak już pisałam wcześniej, jeśli sami nie zawalczymy o nasze osiedle to będziemy musieli zapłacić za jego naprawę sami. Ci którzy będą walczyli mają szanse na wygranie odszkodowania, które pokryje to, co musieliby zapłacić z własnej kieszeni za naprawę osiedla.

        Ci którym akcja Zarządu nie podoba się czy tez się jej boją z jakichś względów, mogą oczywiście samodzielnie występować do sądu, albo mogą zrezygnować z takich działań i liczyć na to, że deweloper jednak uzna usterki dobrowolnie (choć historia telewizora, to przeniesienie doświadczeń z deweloperem na grunt czegoś co jest nam bliższe, czyli sprzętu rtv; osiedle i część wspólną chyba dla wielu z nas brzmi obco). Wtedy oczywiście nie trzeba będzie płacić za ich usunięcie. Może się jednak okazać, że deweloper uzna tylko część usterek, wtedy ci którzy walczą w sądzie będą mogli otrzymać odszkodowanie od dewelopera, które pozwoli im na pokrycie kosztów naprawy usterek nie uznanych przez dewelopera, a które będą musiały być usunięte.
        Ci z nas którzy nie będą chcieli skorzystać z zabezpieczenia w postaci drogi sadowej będą musieli ewentualne koszty naprawy (usterek nie uznanych przez dewelopera) pokryć samodzielnie.
        W przypadku gdy deweloper jednak nie uzna żadnej usterki, ci z nas, którzy zdecydują się na drogę sądową będą mogli koszty naprawy osiedla pokryć z uzyskanego w sądzie odszkodowania, zaś Ci którzy zaniechają drogi sądowej, i nie uzyskają odszkodowania od dewelopera będą musieli za naprawę osiedla zapłacić z własnej kieszeni.

        Przy podejmowaniu decyzji warto tylko sprawdzić datę popisania aktu notarialnego, ponieważ od tej daty (czyli każdemu inaczej) liczy się okres gwarancji/rękojmi. Wśród mieszkańców osiedla (na tyle na ile udało się ustalić) są osoby, które akty notarialne podpisały 24 września 2007. One nie maja już wiele czasu na czekanie aż deweloper uzna usterki. Z każdym dniem zwłoki takich osób będzie przybywało, stad taki pospiech, stad przekazanie uchwały bez dokładnej kwoty (kwota znana jest dopiero od piątku, a dla niektórych z nas każdy dzień miał znaczenie). A deweloper się umawia, odwołuje itd. a
        • kanarkowo Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 20.09.10, 07:13
          Nie bijcie piany. Wykonawcą nie był Agmet sam w sobie, tylko jego podwykonawca, który zgodził się polubownie na usunięcie wszystkich usterek. Tym samym żadnego procesu najprawdopodobniej nie będzie, bo sądy rozpatrują jak wiadomo sprawy sporne a nie załatwione polubownie. Tego stanowiska Agmetu nikt wam z zarządu nie powiedział?
          • korana2 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 20.09.10, 08:03
            Bardzo proszę nie wprowadzać ludzi w błąd. Zapewne działasz w imieniu Agmetu. Rozumiem ta panikę z Twojej strony. Jednak mieszkania kupowaliśmy od Agmetu a nie od jego podwykonawców. To, kto pracuje dla Agmetu nie jest naszym problemem. Podwykonawcy Agmetu (z punktu widzenia prawa) nawet nie mogliby złozyć takich zapewnień. Nie wspomne juz o tym, ze to szczyt wszystkiego pisać takie bzdury na forum, chyba tylko po to, zeby prawdziwi mieszkańcy osiedla pomysleli, ze pewnie wszystko jest przesadą i nie ma co walczyć.
            Jeszcze raz zachęcam do przyjścia na spotkania z administratorem i zapoznania się z dokumentami, pismami wysłanymi do dewelopera i tymi nielicznymi otrzymanymi od dewelopera i nie mówiącymi o niczym innym, jak tylko o tym, ze jednak deweloper żada oglądnięcia osiedla. Oczywistym jest, że osoby działająca na rzecz dewelopera, i sam deweloper będzie na forum robił różnie sztuczki (to tez nie nowość).

            Informuje też wszystkich, że nie było żadnych zapewnień ze strony dewelopera, a tym bardziej ze strony jego podwykonawców.

            Jak na razie deweloper po kolejnym odwołaniu oględzin osiedla znów zażądał jego oglądania. Ciekawe kogo tym razem przyśle. Czy w końcu osobę kompetentną, czy znów pana, który z budownictwem nie ma niczego wspólnego i stwierdzi, że oglądać niczego nie będzie. A może znów nie stawia się na umówione spotkanie, nie będzie to przecież pierwszy raz, prawda? Zdaje się, ze cos Ci jest wiadomo na ten temat. Może sie nam tu przedstawisz?
            • miecz_nick Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 20.09.10, 13:22
              Przemawia do mnie argumentacja korany.
              O ile dobrze pamiętam jakoś nie było tłumu chętnych do podjęcia się pracy w zarządzie. Wszyscy mówiliśmy, że nie mamy czasu, że dzieci, że obowiązki zawodowe, itp. Zarząd który teraz nas reprezentuje został wybrany przez ponad połowę wszystkich mieszkańców naszego osiedla. Oddając na nich głos zdecydowaliśmy się na obdarzenie ich zaufaniem a teraz kiedy oni poświęcają swój prywatny czas i działają w naszym interesie pojawia się grupka takich co to zawsze wiedzą lepiej i bezceremonialnie krytykują. „No nie wiem? Ja to bym zrobił inaczej. Nie krytykuję ale ..... A czy w ogóle to ma sens. A mój znajomy prawnik mówił, że ...” Teraz są aktywni ale jak trzeba było zgłosić się do systematycznej pracy to jakoś ich nie było. Łatwiej jest strzelić efekciarski liścik do wszystkich mieszkańców, w którym to niby popiera się i docenia zarząd ale już ich działania poddaje się ostrej krytyce, niż każdego dnia rozwiązywać problemy osiedla. Skończy się to tym, że zarząd rzuci papierami o podłogę, powie, że ma dosyć i w nosie będzie mieć jakiekolwiek działanie. Nie zdziwię się jak tak będzie bo jak tu dogodzić „wielepom” skoro ktoś jednocześnie narzeka, że nie dostaje informacji a jak już dostał to znowu jest ona podana w niesmaczny sposób. Wydaje mi się, że powinniśmy być im wdzięczni, że za nas przeprowadzili oględziny części wspólnych, wykryli wady i skutecznie egzekwują ich usunięcie. Wszyscy pamiętamy z jaką precyzją sprawdzaliśmy każdy drobiazg w naszych mieszkaniach przy odbiorze, z jakim pietyzmem szukaliśmy rysek na szybach i krzywizn ścian. Pamiętacie ile zajęło odebranie kilkudziesięciu metrów kwadratowych? A oni zrobili to z kilkoma tysiącami metrów. Można założyć, że w zarządzie są sami szaleńcy którzy szukają jedynie zadymy ze skłonnym do wszelkiej ugody deweloperem. Że nie próbowali załatwić sprawy polubownie i że nie mają nic innego do roboty jak włóczyć się w naszym imieniu po sądach. Można założyć, że mają tyle czasu że wymyślają sobie dodatkowe zajęcia ale właśnie te przywoływane świadomość i inteligencja ludzka jakoś na to nie pozwalają.
              Też byłem na tych spotkaniach i ze zdziwieniem przysłuchiwałem się osobom, które namawiały do innych rozwiązań. Oczywiście po upływie trzech lat również można dochodzić swego ale wtedy to już będzie trudniejsze. To tak jak z przejściem przez autostradę. Kto powiedział, że nie da się przejść na drugą stronę autostrady po jezdni? Jednak łatwiej jest przechodzić po kładce która jest nad nią i która właśnie jest do tego przeznaczona. Skoro jest coś takiego jak rękojmia czy gwarancja to po co wybierać trudniejszą ścieżkę skoro teraz można wszystko załatwić. A różnica jest w tym, że jeśli załatwimy to w terminie rękojmi to wystarczy, że wskażemy wystąpienie usterki i sprawa jest załatwiona. Oczywiście nie dotyczy to takich usterek jak wybita szyba czy obity tynk. Teraz to Agmet musi udowodnić, że usterka nie wynika z jego winy a my możemy czekać z założonymi rękoma. Co się zmienia potem? Potem to wspólnota będzie musiała udowodnić, że usterka wynika z winy Agmetu. Ciekawe czy wszyscy podpowiadacze tak samo czekają np. z naprawą swoich samochodów. Termin gwarancji mija i co? Czekają jeszcze rok, może dwa? Czy zadowalają ich podszepty tych co wiedzą lepiej i zaczną intensywnie działać dopiero kiedyś tam? Czy zadowoli ich proletariacka szczerość rozmówcy w salonie, poklepanie po plecach i wiecznie żywy tekst „będzie pan zadowolony”?
              Dlaczego tak bardzo zależało firmie Agmet na administrowaniu osiedlem właśnie przez trzy lata? Może to przypadkowa zbieżność terminów? Dlaczego jest to aż tak istotne, że stosowny zapis został umieszczony w aktach notarialnych mimo, że jest to niedozwolone? To prawda, uczciwie postąpili nie kombinując z cenami mieszkań choć osoby które podpisały umowę przedwstępną w formie aktu notarialnego mogły spać spokojnie. Tyle że nie można teraz za to ich gloryfikować. To tak jakby rodzina pobitego przez dresiarzy dziękowała im serdecznie bo przecież mogli zabić a tylko pobili.
              Moja świadomość podpowiada mi, że zarząd postępuje słusznie a dziwi mnie tekst o tym, że nie należy iść do sądu bo „Jedynymi instytucjami, które prawie zawsze wygrywają, to są kancelarie prawne i sądownictwo”. To jest negowanie fundamentów państwa prawa. To co ma zrobić klient? Wisieć na klamce prezesa z kwiatami i flaszka w ręku i czekać na zlitowanie? Te słowa są naprawdę zadziwiające. Po człowieku, który jest laureatem godła firmy przyjaznej klientowi można oczekiwać czegoś więcej niż namawianie do rezygnacji z przysługujących praw klienta i zachęcanie do przyjacielskich rozmów stron w atmosferze wzajemnego zrozumienia.
              Każdy ma własny rozum i sam potrafi ocenić ryzyko jakie ponosi. Każdy samodzielnie podejmie decyzję w tej sprawie i nie ma co się napinać, że „moja prawda jest mojsza”.
        • korana2 Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 22.09.10, 15:33
          opowieści ciąg dalszy:

          W poniedziałek żądanie dewelopera zebrała się kolejna komisja, która miała oglądać osiedla. Znów pojawili się przedstawiciele Wspólnoty i Administratora. Tym razem deweloper przysłał pracowników znających się na temacie, którzy nawet podpisali, że 4 października przekazana będzie lista usterek, które ewentualnie zostaną uznane wraz z harmonogramem ich usuwania. Niestety pracownicy ci nie mieli pełnomocnictwa upoważniającego ich do składania takich deklaracji.

          Przekładając wszystko na nasz telewizor, tym razem producent wysłał elektronika, który u niego jest zatrudniony, jednak elektronik ten nie występował jako przedstawiciel producenta, tylko jako prywatna osoba. Owszem podpisał, że producent przekaże nam informację czy usterka zostanie usunięta wraz z terminem jej usunięcia. Jako datę przekazania decyzji producenta podał w dodatku termin 1 tydzien po upływie naszej gwarancji na telewizor.

          Co zrobic w tej sytuacji?
          Ile to wszystko jest warte?

          1. Pracownik producenta jeśli nie występuje jako jego przedstawiciel tylko osoba prywatna, to może nam podpisać dowolne pismo, łącznie z takim, że od jutra producent sprawi, że na niebie będą świeciły 2 słońca, a nie jedno.
          Żaden sąd nie uzna nam pisma podpisanego przez kogoś nie występującego jako przedstawiciel producenta, choćby ta osoba była zatrudniona u producenta, była jego mężem czy kimkolwiek.

          Tak więc jeśli jesteśmy rozsądni, to nie damy się nabrać na te sztuczkę.

          2. Moglibyśmy czekać ewentualnie na decyzje producenta telewizora pomimo tego, ze pismo podpisane przez elektronika nie ma żadnej wartości, a decyzja producenta by taka wartość miała i byłaby pismem wiążącym.
          Ale decyzja ma być rzekomo (bo przecież tak twierdzi nie producent, tylko pan elektronik jako osoba prywatna) 1 tydzień po zakończeniu okresu obowiązywania naszej gwarancji!

          Wygląda na to, ze producent znów dał nam nadzieję, że telewizor nam naprawi ale znów mamy tylko nic nieznaczące obietnice i to jeszcze takie, że niby odpowie nam czy naprawi ale dopiero jak się nam gwarancja skończy. Czy ten producent myśli, że jesteśmy aż tak naiwni?
          Przecież jak skończy się nam gwarancja, to już nasz problem co zrobimy sobie z telewizorem.

          Poza tym jeśli do tej pory producent robił wszystko żeby nam telewizora nie naprawiać, to mamy liczyć na to, że mimo że nasza gwarancja się już skończyła tydzień temu to on, choć już niczego nie musi nam naprawiać, sam dobrowolnie telewizor naprawi???

          Drodzy sąsiedzi, wyobrażacie sobie, że idziecie do serwisu z telewizorem tydzień po tym jak skończyła się Wam gwarancja. Jak myślicie naprawią Wam ten telewizor na koszt producenta? no ja w takie cuda nie wierzę.

          Dla nas 4 października właśnie taką sytuacje oznacza.
          Po pierwsze, nie mamy gwarancji, ze deweloper uzna jakąkolwiek usterkę, bo wtedy ma wydać decyzję czy coś uznaje czy tez nie.
          Po drugie, nie musi się do nas odzywać ani 4 października ani w innym terminie, bo to nie on podpisał pismo, tylko jacyś ludzie bez upoważnienia.
          Po trzecie, tak jak wspominałam najwcześniejszą data podpisania aktu notarialnego jaka udało się ustalić (jeszcze raz apeluje o sprawdzenie swojej daty!) jest 24 września 2007, wiec tym osobom gwarancja/rękojmia kończy się 24 września 2010r. czyli za 2 dni!
          Ale oczywiście każdy może robić co chce, może czekać w nieskończoność z tym, że konsekwencje każdego działania są nam znane (pisałam we wcześniejszym postcie).
      • adamkira Re: pozwy 3/4 etap, o co chodzi??? 20.09.10, 15:43
        Nie rozumiem o co chodzi w ogóle z tym za czy przeciw nastawieniem do developera.
        Problem przecież dotyczy zwyczajnej różnicy zdań względem naprawy kilku usterek a nie złej czy dobrej woli developera. Jest różnica zdań, zwracamy się do sądu o rozstrzygnięcie, ten orzeka i tyle. Jeśli Sąd nie przyzna racji developerowi - nie znaczy wcale, że ten jest be. Koszty procesowe są nikłe w porównaniu z kosztami naprawy, więc warto się zwrócić o rozstrzygnięcie. Sąd nie gryzie, przegrany nie idzie do wiezienia. Jeśli przegramy - trudno, trochę z budżetu za rozprawy pójdzie w próżne, ale jeśli ktoś ma z tym problem, niech przypomni sobie niepotrzebny wydatek na wymianę bramy garażowej - po prostu takie wydatki zawsze są.
Pełna wersja