vinci_78
02.08.11, 13:46
Niestety zamieszkaliśmy w bloku, gdzie większość mieszkań jest służbowych, więc mieszkają tzw. mundurowi. Tak fatalnie nie czułam sie jeszcze nigdzie. Wszyscy "obserwują" wszystkich, na parkingach wiszą ogromne kłódki na pustych miejscach, dziadek wczoraj przed nosem zamknął mi drzwi od śmietnika i spokojnie obserwował, jak musiałam postawić worki na ziemię i otworzyć drzwi własnym kluczem. Kiedy podziękowałam mu za pomoc i postawę prawdziwego mężczyzny, wytłumaczył się tym, że nie ma czasu czekać aż "załatwię swoje sprawy", a stać i sie gapić czas miał. Tyle ludzkiej nieuprzejmości, złośliwości, wywyższania się. Jestem przekonana, że gdyby coś złego się działo, nikt ręki nie wyciągnie, tylko właśnie przed nosem drzwi zamkną. Po pi9erwszym dniu pobytu, dostałam już karteczkę od sąsiadki z dołu, że dzieci zbyt głośno chodzą, więc będzie wzywać straż miejską, a na następny dzień, za wycieraczka leżała kartka, że to miejsce jest prywatne, więc jak nie zabierzemy auta, to napiszą do policji - paranoja. Nie mozna normalnie przyjść i porozmawiać, poprosić, żeby było tak i tak. Czuje się jak w Rosji za Stalina - dookoła donosy i obserwacja :)))
Czy tak jest ogólnie na Pradze, czy po prostu spotkał mnie zaszczyt zamieszkać wśród społeczeństwa obywatelskiego :))?