margala
23.05.05, 11:54
"Dorota Masłowska: Warszawa jest dla mnie dziwna, męcząca. To miasto
przemysłowe, wszystko biegnie, wszystko dyszy, wszystko się spieszy, dzień
trwa połowę tego co gdzie indziej, wszyscy mają garb. No, ale ja mieszkam od
roku na Pradze, tam są trochę inne klimaty, to wieś w wielkim mieście. Ludzie
stoją, gadają, nigdzie się nie spieszą, bo nie mają gdzie. Miejscami naprawdę
duże patolo. Kiedyś jechałam wieczorem zimą rowerem i leżał w błocie jakiś
facet. No to zsiadłam, daję mu łapę i mówię, żeby wstał, bo chcę być taka
dobra i miła. A on mnie jeszcze przegonił, bo wcale nie chciał wstawać,
chciał sobie odpocząć. W zimie w sklepie stoją pijacy i grzeją sobie tyłki
przy kaloryferze i nikt ich nie wygania, dostają ścinki sera. W centrum to
nie do pomyślenia, bo psują widok, renomę i w ogóle śmierdzą.
Wojciech Staszewski: Rozwarstwienie społeczne widać też w "Pawiu...".
D.M.: Bo na Pradze ludzie bardzo zasobni mieszkają w bliskim sąsiedztwie z
pornograficznie biednymi. Jest pełno wypasionych strzeżonych osiedli ze
strażnikami, domofonami, żywopłotami i drutami kolczastymi. Ci ludzie w
garniakach przyjeżdżają tam, otwierają pilotem bramę i szczelnie ją za sobą
zamykają. Takie getta. Ja piszę w "Pawiu...": nie chcę mieszkać z kutasami na
strzeżonym osiedlu. Bo nie mam potrzeby izolować się od prawdziwego życia.
Nie mam potrzeby audiofonu i bramy na pilota. Patrzę zawsze na prospekty w
gazetach: nowe osiedle Radość i Szczęście, wspaniałe mieszkania strzeżone
przed złem. I komputerowi ludzie chodzą po komputerowej ulicy. A tutaj patrzę
przez okno: ktoś się przewrócił, tam ktoś grzebie w śmietniku, dzieci
pozorują stosunek seksualny na huśtawce, idzie chłopiec z łukiem i niesie
martwego gołębia. Za oknem parodia placu zabaw: pręty zardzewiałe, opony,
trochę asfaltu, czysta ekstatyczna szpetota świata. Mi się to podoba."
[ kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,2715357.html ]