Gość: sabina 44
IP: *.chello.pl
17.03.08, 19:59
Te kilkadziesiąt hektarów lasu w miescie może być dużą atrakcją
dzielnicy. Może , ale nie musi. Mądra władza wykorzysta ten walor.
Władza mało mądra będzie traktować go jako uciązliwość, kupę
kłopotów,rzecz zbędną. Kilka razy zwracałam się telefonicznie do
wydziału ochrony środowiska urzędu dzielnicowego na Targówku o
przeciwdziałanie wjazdom aut do lasku. Wjazdy te, głównie w soboty i
niedziele odbywaja się wbrew prawu o ruchu drogowym, przez chodnik i
ściezkę rowerową w okolicy ulic Wincentegi i Malborskiej. Co słyszę
za każdym razem jak dzwonię. Droga to nie nasza sprawa. I kierują
mnie do jakichś zarządów dróg jakbym swoja prywatna sprawę załatwiała
Więc napisałam: może znak zakazu dodatkowo tam umiescić? Odpowiedż
otrzymałam stosunkowo szybkko: znak był ale uległ dewastacji/?/.
Kiedy? Dowiaduję się że dwa lub trzy lata temu. I koło się zamyka.
Kto jezdzi tą droga leśną? Otóż leniwi działkowicze. Zbudowano im
dojazd i parking z drugiej strony ale oni musieliby przejść z 100 m.
Cżęsto widzę jak kursujące leśną drogą auta mija straż miejska. Nic
ich to nie obchodzi. Może macie jakiś pomysł jak ruszyć dupska tych
urzędników dzielnicy? Jak wymóc na nich większą staranność i troskę
o ten kawałek zieleni? Pytam bo urząd jest dla mnie największym
zagrożeniem lasku. Raz nie reaguja na sygnały, dwa zezwalają albo
nie sprzeciwiaja się budowie której parkan znajduje się w odległości
1 metra od linii drzew, trzy wydaja pieniądze na jakieś bzdurne
bramy wjazdowe do lasku podczas gdy niszczone jest jego ogrodzenie
od Kondratowicza gdzie powoli robi się dziki parking.