Dodaj do ulubionych

Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.05, 22:17
„Informacja dla rodziców kl. I a
W związku z ustaleniami dotyczącymi zakupu wykładziny do naszej klasy kwota 5
zł od osoby okazała się niewystarczająca. Całościowy koszt, łącznie z
obrębieniem, wyniósł 278,50. Wobec powyższego chciałam zaproponować dwa
rozwiązania:
1) do kwoty zebranej w dniu 1.10.2005, tj. 90,00, dołożyć z funduszu
klasowego brakującą część;
2) zamiast 5,00 zł, wyłożyć na wykładzinę dodatkowo po 15,00 zł od osoby, nie
ruszając funduszu klasowego.
Proszę państwa o sugestie, bo wykładzina została już kupiona przez jedną z
mam za własne pieniądze, dlatego trzeba się rozliczyć.”

To tylko jedna z wielu akcji organizowanych przez jedną z wychowawczyń klasy
pierwszej w jednej z ochockich szkół. Coraz częściej publiczne szkoły każą
nam płacić za coś, za co już zapłaciliśmy w postaci podatków. Albo w
publicznych szkołach nauka jest za darmo albo przestańmy się oszukiwać i
powiedzmy sobie szczerze, że publicznych szkół nie ma. Prezentowany przykład
zbierania pieniędzy na wykładzinę w klasie to tylko jeden z wielu. Oczekujemy
od czytelników dalszych sygnałów o takich i innych praktykach zbierania
pieniędzy w szkołach. Zamierzamy takie sprawy nagłaśniać i pytać władze
oświatowe, na co idą nasze podatki. Zamierzamy zadać pytania, na co rodzice
dzieci w szkołach mogą tak naprawdę liczyć oprócz opłacenia pensji
nauczycieli. Wszelkie informacje prosimy przesyłać członkom naszej redakcji
lub mailem: info@infochoty.waw.pl. Gwarantujemy pełną dyskrecje.
Grzegorz Wysocki
Informator Ochoty i Włoch
Obserwuj wątek
    • Gość: mama Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.05, 11:16
      O bezpłatności publicznych szkól od dawna nie ma mowy, zupełnie się z tym
      zgadzam. Prawie każde szkolne zebranie, to ubytek z kieszeni. Wielu rodziców na
      nie z tego względu nie uczęszcza. Czasami winni są tu sami rodzice –
      kilka „aktywnych” osób, które „uszczęśliwia” całą klasę mniej lub bardziej
      kosztownymi pomysłami.
      Ale nie to mnie drażni, lecz ciągła „żebranina”, do jakiej zmuszani są
      nauczyciele, by móc rzetelnie realizować program nauczania. Typowym przykładem,
      zjawiskiem powtarzającym się odkąd moje dziecko uczęszcza do szkoły jest
      ciągły, permanentny niedobór, a właściwie chyba brak papieru do kserokopiarki.
      Dzieci albo mają przynieść do szkoły „w naturze” albo złożyć się na zakup,
      czasami obie formy są „mile widziane”. Bo co ma zrobić nauczyciel, który chce
      powielić jakieś ćwiczenia, dodatkowe zadania, mapki, o testach egzaminacyjnych
      już nie wspominając. Czy ma dyktować pytania testowe kosztem godziny
      lekcyjnej?
      Rozumiem, że czasami może czegoś zabraknąć w szkole, ale papieru ksero brakuje
      w niej zawsze! Czy budżet nie przewiduje powielania materiałów – pomocy
      naukowych. To po co są w szkołach kserokopiarki? Jestem matką szóstoklasisty,
      widzę ile pomocnych do testu egzaminacyjnego zadań testowych z różnych
      przedmiotów przerabiają w szkole i domu. To po prostu trzeba kserować i powinny
      być na to pieniądze. I nie chodzi tu nawet o kwoty, które dałam na papier, jak
      wszyscy, ale o to by ryza papieru była dla nauczyciela chlebem powszednim, a
      nie czymś o co musi specjalnie zabiegać. Zawsze denerwują mnie „złotówkowe”
      braki na coś niezbędnego w zestawieniu z „milionowymi” wydatkami na coś
      zbytecznego.
      Mama szóstoklasisty
    • Gość: wychowawca Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.aster.pl 19.11.05, 17:43
      Mam pytanie do Pana redaktora Informatora Ochoty i Włoch. Jaka była wg Pana
      wcześniejsza akcja wychowawcy kl. I, skoro ta jest jadną z wielu a mamy
      listopad? Podejrzewam, że nie wie, bo ich nie było. Jednym słowem wielość akcji
      tego wychowawcy jest "wyssana z palca". Czy Pan redaktor nie wiedział o tym, że
      kartka na drzwiach szatni była napisana przez skarbnika klasowego a nie
      wychowawcę? Decyzja o zakupie wykładziny była podjęta przez rodziców klasy w
      dniu ślubowania podczas spotkania w sali lekcyjnej.Mam nadzieję,że sprostuje
      Pan tę informację na forum i w najbliższym wydaniu Informatora.
      Intencje, problem płatności w szkołach,brak pieniędzy na remonty
      klas,wyposażenie, były dobre, ale forma nagłośnienia tego w prasie
      nieodpowiednia, bo stawia wychowawcę w niekorzystnym świetle, tak jakby on coś
      chciał dla siebie a nie dla dobra uczniów.
      Wychowawca tej klasy.
      • beaujolais.nouveau Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? 20.11.05, 10:34
        Chyba nie jest do końca tak jak pisze Pani Wychowawczyni. Też jestem rodzicem
        pierwszoklasisty i co i rusz płącę za różne rzeczy: radę rodziców, fundusz
        klasowy (?), świetlicę, stołówkę, bilet na autobus do teatru (na szczeście
        jeszcze nie za wykładzinę).

        Rodzice postanowili na zebraniu, że trzeba wymienić wykładzinę w klasie.
        Dlaczego? Otóż zapewne dlatego, że BYŁA ZNISZCZONA.

        Rodzice postanowili zrobić zbiórkę na zakup rzeczonej wykładziny. Dlaczego?
        Raczej nie na ochotnika. Otóż prawdopodopodobnie KTOŚ im powiedział, że NIE MA
        ŻADNYCH SZANS, iż wykładzinę wymieni szkoła. Czy powiedziała to Pani
        Wychowaczyni, czy może nawet Dyrektor szkoły? Nie ma to większego znaczenia.

        Efekt jest taki, że szkole udało się naciągnąć rodziców na kolejne pieniądze i
        to tak, żeby wyszło, że sami tego chcieli. Szkole taki układ jest bardzo na rękę
        - nie musi sama upominać się o środki ani gospodarować oszczędnie tym co ma.
        Jakby co zawsze wyciągnie się pieniądze od Rodziców.

        Popieram nagłośnienie tego tematu. My bowiem w ogóle daliśmy się ostatnio
        zwariować. Remontujemy szkoły, wyposażamy szpitale (Cała Polska emocjonuje się
        raz w roku akcją WOŚP. Ale czy ktoś się zastanowił nad tym, że to nie obywatele
        poprzez jałmużnę powinni zapewniać najpotrzebiejszy sprzęt w szpitalach a
        państwo, które na tą okoliczność zbiera podatki, a służba zdrowia podobno jest
        bezpłatna?) etc. Robimy to już bezwiednie, z przyzwyczajenia.

        Może więc warto czasem zaryzykować jakiś konflikt by o sprawie mówić.

        Kuba
        • Gość: Anna Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.aster.pl 20.11.05, 13:23
          Rozumiem,że ciągłe płacenie może, a nawet powinno denerwować rodziców,ale
          należałoby zadać sobie jedno,podstawowe pytanie. Czy to jest wina
          nauczyciela,że szkoła nie ma pieniędzy na wykładzinę,pomoce naukowe,bezpłatne
          obiady czy bilety do kina i teatru? Otóż nie. Żaden nauczyciel tych pieniędzy
          nie zabiera dla siebie,to państwo nie ma pieniędzy na szkołę. A to czy
          pieniędzy będzie na nią więcej czy mniej zależy od ekipy rządzącej,którą
          wybrało społeczeństwo.

          Poza tym jakim prawem rodzic,który nie uczęszcza na wszystkie zebrania
          rodziców, ocenia wychowawce? Skąd ta pewność,że to wychowawca wszystkie te
          akcje organizuje i naciąga rodziców na nowe wydatki? Może należałoby
          pofatygować się na takie zebranie i zauważyć,że najczęście kilku rodziców (np.
          trójka klasowa) decydują o takich sprawach i to oni wyznaczają po ile rodzice
          powinni się zebrać. Nie należy obwiniać za to wychowawcę. Szukanie kozła
          ofiarnego nie jest tu najlepszym wyjściem,a powiedziałabym nawet,że jest to
          dziecinne postępowanie.

          Natomiast pan redaktor nie zbadał sprawy dogłębnie. Nie sprawdził kto napisał i
          wywiesił takowe ogłoszenie,może wcale nie wychowawca, jak jest wyraźnie
          zasugerowanie w jego artkule umieszczonym na pierwszej stronie Informatora.
          Proponuję aby bardziej weryfikował swoje teksty i nie oceniał nikogo
          bezpodstawnie.
          • beaujolais.nouveau Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? 20.11.05, 18:11
            Otóż to nie zawsze jest tak, że szkoła nie ma pieniędzy. Nie wiem, o którą
            szkołę chodzi, choć dziwi mnie, że o ochocką gdyż z tego co słyszałem na Ochocie
            nie jest chyba jeszcze tak źle.

            Jak wszędzie są szkoły, które więcej sobie wywalczą a są takie, które mniej. Są
            szkoły, które lepiej gospodarują środkami i są takie, które gorzej. Oczywiście
            to źle, że szkoła musi w ogóle tym się martwić ale to już inna sprawa. Natomiast
            nie wierzę, że szkoła nie może wygospodarować 300 zł. na wykładzinę.

            I słowo do Pani Nauczycielki: nie wiem co ma do tego rodzic, który nie
            przychodzi na zebrania - jeśli miała Pani na myśli mnie - jako uczestnika tego
            forum - to przykro mi ale kulą w płot... Nawet bowiem nie wiem, o którą chodzi
            szkołę - interesuje mnie problem a nie personalia. Chyba, że to szkoła, do
            której swoją pociechę posyła p. red. Informatora.

            Z pozdrowieniami - Kuba

            P.S. Uwaga ogólna: jeśli się chce występować w jednej dyskusji pod dwoma nickami
            (co generalnie nie uchodzi, ale nie każdy o tym wie) trzeba zadbać o to, żeby:
            a) nie logowac się z tego samego IP
            b) nie popełniac w tekście tych samych błędów (typu brak spacji po przecinku)
            :)
    • Gość: XXL Pytanie do władz Warszawy, a nie do szkoły! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 19:50
      Ostanio szkołom zabarano nawet to, co same zarobiły(srodki specjalne czy, nowa
      nazwa, rachunek dochodów własnych)na wynajmie sal organizowaniu imprez itd..Nie
      mają więc żadnej swobody dysponowania środkami, poza tymi od rodziców.W tym
      roku był budżet wyborczy - starczył tylko do wyborów, a miasto na szkołach
      oszczędzało zeby było na inne cele;-)!Więc te wszystkie pretensje trzeba
      kierować do władz naszego niezmiernie scentralizowanego miasta, zwłaszcza
      prezydenta i radnych;-)!!!
    • Gość: e.s. Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.aster.pl 21.11.05, 16:56
      Też piszę z astera, więc nie wiem, czy przypadkiem i moja wypowiedź nie zostanie
      zakwalifikowana jako jedno z wcieleń wychowawcy.
      Jako rodzic mogę powiedzieć jedno - nigdy szkoła nie dostała ode mnie pieniędzy,
      których nie chciałam na nią wpłacić. Zresztą nie mogła mnie do tego zmusić.
      Czyli jeśli ktoś nie chce, niech nie płaci. Albo naprawdę przychodzi na zebrania
      i głosuje przeciw, ma do tego prawo.
      Nie wiem o jaką szkołę chodzi w danym poście, ale zawsze denerwowali mnie
      rodzice, którzy "z g... chcieli bat ukręcić". Po prostu szkoły nie dostają
      wystarczająco pieniędzy na niekótre rzeczy i tyle. I albo my, rodzice, dokupimy
      dzieciom tę wykładzinę, albo dzieci jej mieć nie będą. Z pustego nikt nie naleje.
      Najłatwiej doczepić się do nauczyciela, który nie zarabia dużo, a na pewno nie
      wyciąga pieniędzy dla siebie i ani tej wykładziny do domu nie zabierze, ani
      siedzieć na niej nie będzie. Więc zastanówcie się państwo o czym tu mowa.
      e.s.
    • Gość: IOW Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 20:10
      Drodzy Państwo
      W najblizsych numerach mamy zamiar zabrać się za temat "Zielonych Szkół" za 400
      zł. Co ma zrobić dziecko, którego nie stać na taki wyjazd ? Czy takie wyjazdy
      sa niezbendne do prawidłowego przerobienia programu? Czy nie lepiej nazywac te
      wyjazdy wycieczkami? A moze gmina powinna płacić za dzieciaki skoro jest to
      niezbedna forma nauczania?
      Bardzo jestem ciekaw co na ten temat sadzicie.
      Odnosząc sie do postu w sprawie sprostowania dotyczacego opublikowanego
      artykułu zachecam nadawce do lektóry piatkowego "IOW"
      Grzegorz Wysocki red. nacz. "IOW"
      • Gość: XXL Sa granice absurdu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 23:09
        Oczywiście szkoła może się obejść bez zielonych szkół.Może się również obejść
        bez wyjść do kina czy teatru, wycieczek do muzeum itd.Też nie wszystkich na nie
        stać.Co więcej - są w Polsce okolice, gdzie połowa uczniów nie ma zeszytów i
        podręczników.Też można zrezygnować i pisać na starej gazecie, a podręcznik
        zastapić dyktowaniem;-)Tylko w imię czego?Dla kazdego poziomu wydatków na
        szkołę jest grupa osób, których nie stać(niektórych dlatego,ze nie mają gotówki
        bo budują willę i spłacają kredyt;-))!Czy z tego powodu trzeba wogóle
        zrezygnować z normalnej edukacji?W bogatszych państwach pewne rzeczy
        (podręczniki, zeszyty itp.) funduje państwo czy gmina, a u nas jakoś nie chce;-)
        Pozostają rodzice i robienie pewnych rzeczy nawet jeśli nie wszystkich na nie
        stac!Nie wszystkich też stać na zakupy w szkolnym sklepiku albo w sklepie koło
        szkoły, dobry sprzęt audio, markowe ciuchy, dobrą(albo wogóle) komórkę.Czy z
        tego powodu wszyscy mają chodzić w waciakach i gumofilcach i obywac się bez
        tych wszystkich gadzetów?
        Wydaje mi się, że po prostu reprezentuje pan(a może jest sponsorowany!) jakąs
        prywatną szkółkę z czesnym 1000 miesięcznie i walczy o to, zeby w szkołach
        publicznych nic wartościowego nie mogło się zdarzyć.Pod demagogicznym
        hasłem "równości";-)
      • Gość: IOW Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.05, 20:07
        Zastanawiam się, czy nie chodzi tu o jedną z klas pierwszych w SP w
        ......... Moje dziecko chodzi do Id i oczywiście też mamy akcję
        malowania i kupna wykładziny (składka 50zł - 2 klasy malują jedną salę).
        Oczywiście „dobrowolnie”, ale muszą się złożyć wszyscy. Szkoła ma
        zapewnić rolety i nowe szafki (ponoć już zamówione). Miała też
        zapewnić farbę, ale po remoncie klasy Ia my kupimy farbę za
        składkowe.
        Pyta Pan o koszty nauki w szkole państwowej - znacznie przekraczają
        one moje oczekiwania...
        Składka na szkołę, na klasę, dzień nauczyciela, teatr, który przyjedzie,
        koncerty w szkole, wyjścia do teatru, wycieczka szkolna,
        ubezpieczenie, malowanie klasy, imieniny nauczycielki, ręczniki do
        klasy, ksero, i to tylko początek. Co zebranie - to składka.
        Co szkoła daje w zamian? Świetlicę - płatną, obiady - płatne (6zł w
        podstawówce! obiad tylko dla tych, którzy mają zapłacone, choć w
        wielu szkołach zupa jest dla wszystkich, którzy mają ochotę zjeść),
        zajęcia dodatkowe - płatne.... brak języka angielskiego (rodzice walczą
        co roku o angielski dla dzieci, ale jest niemiecki). W maju czeka nas
        zielona szkoła (ok. 400zł/3 dni).
        Moje dziecko chodziło do przedszkola i co miesiąc był jakiś teatrzyk lub
        koncert - z pieniędzy komitetu rodzicielskiego. Szkoła, jak widać, to inny
        świat.
        Pozdrawiam W K
        Z listów do "IOW"
        • Gość: aa Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.rakowiec.waw.pl / *.compi.net.pl 24.11.05, 22:03
          Tylko, ze w szkołach tzw komitet rodzicielski praktycznie nie istnieje. Rodzice
          nie płacą. Zdumiewa mnie oburzenie, że trzeba płacić za obiad czy wyjście do
          teatru albo koncert w szkole. A niby kto ma zapłacić. Artysci za darmo nie
          wystąpią a obiad za darmo mają tylko nieliczne dzici z rodzin biednych za które
          płaci opieka społeczna. Ludzie obudźcie się, czasy darmochy minęły. Samorząd
          rzuca szkołom ochłapy, za które trudno spełnić podstawowe zadania dydaktyczne a
          wam się marzą darmowe obiadki.
    • Gość: aa Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.rakowiec.waw.pl / *.compi.net.pl 23.11.05, 19:07
      Wracam do sprawy płacenia za wszystko w szkole. Warto zainteresować się jakie
      fundusze otrzymują szkoły. Od 2 lat jest fatalnie. Nie ma na środki czystości,
      wyposażenie, książki do biblioteki. Wiele szkół jest w tej chwili sprzatanych
      za pomocą ścierki i wody bo na nic więcej nie starcza. Mówi się nauczycielom -
      więcej testów, kserujcie ćwiczenia żeby dzieci nie dźwigały ich do szkoły tylko
      nikt nie przewiduje pieniedzy na papier czy toner. Szkoły są obdrapane, brudne
      ale nie ma pieniędzy na remonty. Na komitet rodzicielski płaci kilkunastu
      rodziców. I co ma z tym zrobić nauczyciel, który chce uczyć dzieci w
      estetycznym pomieszczeniu, chce kserować pomoce, chce by dzieci dostawały
      nagrody na koniec roku. Wstydząc się żebrze albo kupuje papier do ksero za
      własne pieniądze i stara się przywyknąć do widoku brudnych ścian.
      A co do wyjazdow jest ich i tak dużo mniej niż dawniej bo wiąże się to z
      koniecznością zapłacenia nauczycielowi więcej niż za codzienną pracę więc
      samorząd wyjazdy ogranicza. A rodzice sie ich domagają. Trudno tu znaleźć złoty
      środek. Dawniej było z czego dopłacić biedniejszym dzieciom teraz już nie.Z
      drugiej strony wspólny wyjazd wspomaga prace wychowawczą i jest potrzebny.
    • Gość: aa Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.rakowiec.waw.pl / *.compi.net.pl 25.11.05, 13:06
      Włśnie przeczytałam artykuł w nowy nr IOW. Nie wierzę, że p. Wysocki nie
      rozumie systemu finansowania oświaty. Dyrektor może sobie prosić o nową
      wykładzinę, farbę, książki do biblioteki. Najwyżej otrzyma odpowiedź jak was
      stać to kupujcie. Każda szkoła otrzymuje na początku roku (w praktyce dużo
      później)określony budżet który ma starczyć na wszystko ale nie starcza. Zwykle
      w październiku kasa jest pusta i wcale nie z powodu niegospodarności. Tu
      naprawdę nie jest winny dyrektor, nauczyciel czy ci z rodziców, którzy chcą aby
      ich dzieci uczyły się w godnych warunkach. Nasi władcy zawsze obiecują rozwój
      oświaty, układają wspaniałe strategie tylko sądzą, że odbedzie się to bez
      finansowych nakładów.
        • Gość: wk Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 148.81.190.* 28.11.05, 12:15
          Rodzice placa na komitet rodzicielski. W klasoe mojego dziecka zaplacili wszyscy od 100 do 200zl za rok. Co za to mamy? Będą jakieś książeczki dla dzieci na koniec roku od dyrekcji. Co jeszcze? W każdej klasie jest ok 2 dzieci ktorym należy sfinansować obiad (zgadam się z tym - żadne dziecko nie moze byc glodne!!!). Co jeszcze? Ano pensja dla ksiegowej, ktora odnosi rachunki do biura rachunkowego, któremu trzeba placić (kto zatrudnik ksiegowa?). Na tym pieniadze z komitetu rodzicielskiego sie konczą. I wiecie co? Skoro na moich skladkach korzystaja inni a nie dzieci ze szkoly, to w przyszłym roku zaplace 20 zl. Bo nie widzę powodu dla którego placę 150 zł a do dzieci wraca tylko ułamek tej kwoty.
          Z remontem klas powinno być tak, że to szkoła w wakacje powinna to zrobić a nie w ciącu roku szkolnego rodzice. Czy zgadzają się państwo na remont sali lekcyjnej bo jak wszyscy widzą jest bardzo brudno? Ciekawa jestem, czy gdy dzieci przejdą do klasy IV i będą miały lekcje w różnych salach też dostaniemy propozycję remontu.
          Nie jest wytłumaczeniem sprawy brak funduszy z gminy. O to należy się starać!!! Jedne gminy mają fundusze na obiady i coroczne odnawianie sal, bo maja dobrych dyrektorów, którzy dbają o szkołę, inni tego nie potrafią. A skoro tak, to nie powinno sie zrzucać efektórw swojej nieporadności na barki rodziców.
          Takie jest moje zdanie.
          • Gość: aa Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.rakowiec.waw.pl / *.compi.net.pl 28.11.05, 17:16
            No i tu się mylisz.Samorząd przydziela pieniądze szkołom wg swoich norm i nic
            prośby, groźby i błagania nie zmienią. Szkoły nie remontuje dyrektor, budynek
            nie jest własnością określonej placówki tylko miasta, które znowu wg sobie
            wiadomych kryteriów kwalifikuje ją bądź nie do remontu.I przysyła swoją ekipę w
            dogodnym dla siebie a nie uczniów terminie. Do tej pory jeśli szkoła
            popołudniami wynajmowała sale mogła za te pieniądze przeprowadzić drobny
            remont. Teraz na tych pieniądzach położyło rękę miasto. W znanej mi szkole za
            komitet rodzicielski zapłaciło do tej pory 15 osób. Od kilku lat sytuacja
            wygląda coraz gorzej. Jeszcze tylko oglaszając zbieranie na konkretny cel np.
            odnowienie klasy coś można uzyskać. Jeśli masz wątpliwości co do przeznaczenia
            pieniędzy z komitetu rodzicielskiego pytaj, szkoła ma obowiazek udzielić
            informacji. Wyjaśnią jak to jest z zapłatą księgowej (zapewniam nie jest to
            bzdurny wydatek). Nie jest tak że pieniądze z wpłat od danej klasy idą tylko na
            tę klasę. Np. opłaca się z tych pieniędzy osobę zarządzającą szkolną siecią
            komputerową, opiekującą sie komputerami (budżet przekazany przez władze takich
            wydatków nie przewiduje).Powiedzmy, że uczeń klasy pierwszej na razie z tych
            komputerów nie korzysta bezpośrednio (pośrednio jak najbardziej bo np korzysta
            ze skomputeryzowanej biblioteki).Inna możliwość - z części wpłat
            czwartoklasisty kupiono materiały dekorujące korytarz maluchów. Wiele jest
            takich przykładów i nie można mówić "więcej nie zapłacę bo pieniądze nie
            wróciły do mojego dziecka". Płacimy na funkcjonowanie całej społeczności a
            oczywiscie domagajmy się rozliczeń.
    • Gość: IOW Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.05, 19:54
      Nie no drodzy Państwo to lekka przesada. Moi synowie nie chodzą do szkoły na
      Ochocie a tym bardziej do tej z której pochodzi sławna kartka. Nie działam na
      rzecz sponsora ani nikogo. Wkurza mnie dojenie rodziców z pieniedzy ponieważ
      tak jest najprosciej. Wkurza mnie również to że sa ludzie, którzy uważają że
      jesli ktoś coś robi, pisze czy działa to robi to tylko dlatego ponieważ ma w
      tym interes. Tak nie warto dyskutować.
      Grzegorz Wysocki
      info@infochoty.waw.pl
    • Gość: wk Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 148.81.190.* 01.12.05, 13:27
      ok. Płaćmy za malowanie,nowe posadzki i budowę nowych sal gimnastycznych. Ale każdą kwotę wydaną n ten cel odpisujmy od podatku!!! Płacimy za wszystko za co można. Tak, fajnie, gdy dzieci mają czystą salę lekcyjną i mowiutkie podłogi na korytarzu. Dobrze, gdy wychodzą do teatrów, kin i jeżdżą na wycieczki szkolne. Ale nie mówmy, że szkoły publiczne są bezpłatne!!! Za 3 lata, gdy moje dziecko przejdzie do czwartej klasy znów będzie akcja malowania, kupowania wykładziny, rolet i kto wie czego jeszcze. Być może w przyszłym roku będzie ogólna zbiórka pieniędzy na zakup komputerów, bo dzieci muszą je mieć w pracowni nformatycznej. Nazywajmy sprawy po imieniu. Jeśli płacę na rzecz skoły a szkoła ma z tego korzyść (np. odnowioną salę) to powinnam i ja coś z tego mieć (np. ulgę podatkową) i nie wmawiajcie nam, że nauka jest bezpłatna, bo szkoła to studnia bez dna: tablice do pisania, meble do klas, pomoce dydaktyczne, okna, drzwi... To taki duży dom. A wiadomo, że w domu wciąż jest coś do poprawienia. Jeżeli gmina za wszystko ma płacić, to niech dyrektor szkoły składa zapotrzebowanie do burmistrza co miesiąc, do semestr, co rok, aż coś osiągnie. Niech szuka sponsorów jak szpitale, niech COŚ robi a nie mówi nie mam - rodzice płaćcie!!!
      Zapłaćcie, bo jak tego nie zrobicie, to będzie to ze szkodą nie dla mnie, a dla dzieci. Więc płacimy. Czy musimy? Po takim argumencie TAK.
    • Gość: IOW Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 22:56
      Kiedy opublikowaliśmy kartkę informującą rodziców o konieczności dopłacenia
      pieniędzy na zakup wykładziny do klasy nie przypuszczałem, że temat który
      poruszamy jest tak wielowątkowy i ważny. Po odebraniu dziesiątek telefonów,
      opinii i maili pora na kilka słów od siebie.

      Sam jestem rodzicem dwóch chłopaków, którzy chodzą do I i II klasy szkoły
      podstawowej. Dla rozwiania wątpliwości zaznaczam że nie chodzą do szkoły na
      Ochocie. Ale muszę przyznać, ze problemy w szkołach na Żoliborzu są podobne i
      proceder zbierania pieniędzy w szkołach dotyka rodziców w całej Warszawie.
      Śmiem nawet przypuszczać że ten problem przekracza znacznie granicę stolicy.
      Rozpocznę od razu kładąc kawę na ławę. Jestem przeciwny aby rodzice
      płacili za cokolwiek w szkole oprócz obiadów. Zrobiłem listę wpłat jakich ode
      mnie oczekiwano w szkole analizując pozycja po pozycji. I skreślałem z tej
      list rzeczy, które są albo nie potrzebne albo za które powinna płacić za mnie
      gmina. A więc tak:.

      UBEZPIECZENIE DZIECKA
      12 złotych na roku. Wpłacając nie wiemy za co i na jakich warunkach. Nikt nam
      tego nie objaśnia. Wiemy tylko że jak nasze dziecko złamie rękę w szkole to
      dostaniemy odszkodowanie. Bardzo często dopiero po wypadku dowiadujemy się o
      warunkach takiego ubezpieczenia, które często nie gwarantuje nam niczego. No bo
      czego można spodziewać się po 12 zł przy dość dużym prawdopodobieństwie
      zdarzenia. Nie warto płacić tych 12 zł drodzy czytelnicy. Lepiej zadzwonić do
      jakiegoś agenta i ubezpieczyć dziecko kupując prawdziwą polisę NW za nie wiele
      większe pieniądze. Oczywiście jeśli odmówicie wpłaty na ubezpieczenie dziecka w
      szkole to zostaniecie posadzeni o działanie na szkodę dziecka bo przecież
      wszyscy płacą. Otóż nie wszyscy. jest wielu ludzi którzy traktują tą sprawę
      poważnie i chwile nad tym się zastanawiają.
      SKŁADKA KLASOWA
      Chyba najmniej kontrowersyjna składka. Wiadomo czasami trzeba kupić kwiaty,
      soczki na spotkanie klasowe, czy wystrój sali na klasową zabawę. Jednak ja
      pamiętam czasy kiedy chodziłem do szkoły i moja nauczycielka otrzymywała
      kwiatek ode mnie a nie od trójki klasowej, rady rodziców czy kogoś tam. Trzeba
      pamiętać, że są rodziny w naszej klasie, dla których 5 zł może być problemem.
      Oczywiście nikt o tym nie powie ale naprawdę tak jest. Większość naszych
      problemów klasowych da się rozwiązać bezgotówkowo i nie widzę powodu aby
      ustalać jakieś stałe składki.
      SKŁADKA NA RADĘ RODZICÓW
      Jako były członek Rady Rodziców mówię wam nie płaćcie na ta instytucję ani
      grosza. Wszystkie powtarzam wszystkie pozycje budżetowe tej „Instytucji”
      powinna finansować szkoła i samorząd. Kupuje się za to nagrody w konkursach,
      wyróżnienia dla najlepszych uczniów, dofinansowuje się imprezy klasowe, imprezy
      ogólnoszkolne. Bywa że za te pieniądze kupowane jest wyposażenie. Zamiast
      płacić pora zacząć wymagać aby bogaty samorząd zadbał o to aby szkoła miała na
      opłacenie teatrzyku, mikołaja czy na organizację konkursów i imprez. W żadnym
      razie nie pozwalać aby kupowano za to ksera, wykładziny czy szafki do szkoły. W
      przyszłości warto pomyśleć aby Rada Rodziców opiniowała wydatki finansowane
      przez szkołę z pieniędzy samorządu a nie dzieliła pieniądze które zbiera wśród
      rodziców.
      ZA ZIELONĄ SZKOŁĘ
      Rozmawiałem z wieloma urzędnikami i nauczycielami. Zielone Szkoły z małymi
      wyjątkami nie wnoszą żadnych elementów dydaktycznych. Są zwykłymi wycieczkami
      do których o dziwo dopłaca nasz samorząd ( trudno aby nauczyciele jeździli na
      nie za własne pieniądze). Cała impreza jest droga ( jakieś 300 zł), nie wnosi
      niczego wartościowego w proces dydaktyczny. I co chyba najważniejsze prowadzi
      do segregacji dzieciaków. Bardzo często są dzieci które zostają w Warszawie
      bynajmniej nie dlatego , ze nie chcą jechać. Do tego dochodzą znani nam wyrywni
      rodzice, którzy uważają że ich dzieci zasługują na najlepsze warunki co winduje
      cenę, na którą wielu nie stać. No ale wiadomo nas Polaków na wszystko
      stać.
      NA KINO I TEATR
      Wyjście klasy do kina, teatru czy muzeum wiążę się z opłatami za przejazd i
      bilet. Jest to wydatek nie przekraczający 20 zł. Zakładając, że dzieciaków w
      klasie jest 25. Kwota łączna to 500 zł. Dwa razy w roku to 1000 zł. Klas w
      szkołach podstawowych na Ochocie jest pewnie nie więcej niż sto. 100 tys
      złotych to jest 2,5 nagrody rocznej dyrektora biura ochrony zdrowia w
      stołecznym ratuszu. Nikt mi nie powie ze miasto nie może znaleźć pieniędzy na
      dwa wyjścia do kina dzieciaków w szkołach podstawowych. Albo wymyślić sposób
      aby zaprowadzić je do teatru, który jest finansowany również przez te samo
      miasto. Oczywiście lepiej powiedzieć że się nie ma i kazać nauczycielom
      kwestować po rodzicach.
      NA FIRANKI, SZAFĘ, WYKŁADZINĘ
      Prawie każdy kto wypowiedział się w sprawie płacenia w szkole informował nas o
      zakupie czegoś z wyposażenia do klasy. Nasz cykl publikacji rozpoczęliśmy od
      kupna wykładziny do jednej z klas pierwszych. Sam kiedyś składałem się na
      firanki. Na łamach publikowaliśmy również list mamy która finansowała malowanie
      klasy. Drodzy rodzice to jest naprawdę paranoja. W naszym mieście, z naszych
      podatków, wypłaca się urzędnikom roczne nagrody w wysokości 40 000 zł. a nam
      wmawia się że nie wystarcza z tych samych podatków na malowanie klasy, kupno
      wykładziny czy szafki. Na to ma dać nasze bogate miasto kosztem rzeczy bez
      których możemy się obejść.
      NA MLEKO,
      10 zł miesięcznie. Oczywiście można wybrać sobie smak: waniliowy, truskawkowy i
      czekoladowy. Zupełnie jak w Mc’Donalds. Wartość tego napoju dla naszych dzieci
      jest prawie żadna a zalety takiego mleka to wapń który mam nadzieje ze jeszcze
      w tym mleku występuje no i fakt że jest to napój nie gazowany. W naszej szkole
      coraz mniej rodziców decyduje się na ten wydatek i nie pomaga tu reklamy w
      stylu „Pij mleko” ponieważ coraz więcej osób nauczyło się rozróżniać mleko
      prawdziwe od mleka.
      NA PAPIER DO PISANIA I TEN DRUGI
      Kwestia papieru do ksero to chyba najbardziej boląca sprawa. Ona boli bo jest
      po prostu absurdalna. W zależności od szkoły dzieciaki maja przynieść ryzę
      papieru lub 5 zł. Jestem przekonany ze zarówno szkołę a na pewno samorząd
      ochocki stać bez pomocy rodziców na rozwiązanie problemu zakupu papieru ksero
      do szkół. W mojej szkole obok zrzutki na papier miałem „szczęście” sfinansować
      kserograf ze składek na Radę Rodziców. Mam nadzieje, że to incydent, który w
      ochocko – włochowskich szkołach jeszcze się nie wydarzył.
      Ktoś sygnalizował podczas dyskusji że w jakiejś szkole organizowano również
      zrzutkę na papier toaletowy jednak po awanturze dyrekcja szkoły uznała że może
      jednak rozwiąże ten problem samodzielnie. Dla ułatwienia informuję dyrekcję
      szkoły ze zwykłą rolka papieru toaletowego kosztuje 50 gr.

      Pewnie jest wiele spraw i absurdów, które nie znalazły się na mojej liscie
      wydatków. Wszak pozostawiamy odłogiem temat sklepików szkolnych, automatów z
      Coca – colą i innych niezbędnych rzeczy w szkole. Ciekawym tematem są płatne
      lekcje angielskiego, płatne wożenie dzieci na basen i wiele innych. Oczywiście
      w dyskusji pojawiły się jak zwykle wątki majace wyjaśnić kto jest winien.
      Uważam że wina leży przede wszystkim po stronie samorządu, który przyzwyczaił
      się ze pewne rzeczy w szkole nic nie kosztują ponieważ płaca za nich rodzice. A
      tu proszę państwa potrzeba 2 mln zł rocznie na to aby nie „skubać” rodziców za
      wszystko. Kwota duża ale nie astronomiczna. Zacznijmy z władzami na ten temat
      rozmawiać. Winni są po trosze dyrektorzy, którzy nie artykułują potrzeb wobec
      samorządu. Ktoś powie że się boją. Pewnie trochę ich to usprawiedliwia wszak
      jak donosi „Gazeta Wyborcza” kto się skarży zwłaszcza prasie idzie na dywan do
      ratusza. Może warto na konkursach wyłaniających dyrektorów szkół wprowadzić
      kryterium odwagi bicia się o swoje. Nauczyciele
      • Gość: XXL Kto wybiera dyrektorów?;-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 23:06
        >Pewnie trochę ich to usprawiedliwia wszak jak donosi „Gazeta Wyborcza” kto się
        skarży zwłaszcza prasie idzie na dywan do ratusza. Może warto na konkursach
        wyłaniających dyrektorów szkół wprowadzić kryterium odwagi bicia się o swoje.<
        1.Dyrektorów wyłaniają w praktyce ci sami urzednicy tego samego ratusza oraz
        kuratorium.Czy sądzisz, że wybiorą poraz 2 takich, którzy im będą robic
        kłopoty?;-)
        2.Taka walka musi się skończyć "ustawieniem" dyrektora i jego szkoły.Więc jej
        raczej zabiorą niz dodadzą.A jeszcze będą nekać karnymi kontrolami.I zawsze coś
        w papierach znajdą - takie mamy przepisy, że każdy jest wielokrotnym przestepcą
        tylko jeszcze o tym nie wie!;-)
        • Gość: wk Re: Kto wybiera dyrektorów?;-))) IP: 148.81.190.* 12.12.05, 10:19
          Zatem powiedzcie, co robić, żeby szkoły nas "nie skubały". Jestem tym bardzo
          zainteresowana, bo moje dziecko dopiero zaczyna edukację. Za dwa lata drugie i
          sytuacja się powtórzy.
          Z radą rodziców popełniłam błąd (frycowe) i zapłaciłam dość wysoką składkę, bo
          miałam nadzieję, że to nie są pieniądze wyrzucone w błoto. Pomyliłam się. W
          przeszłym roku będę rozsądniejsza. Jak żaden rodzic pierwszoklasisty nie
          sprzeciwi się "sugestii" pomalowania sali i zakupu duwanu (na którym dzieci
          siadają). Inną kwestią jest papier di Xero - jestem pewna, że moje dziecko nie
          wykorzysta "swojego" limitu za 10zł, bo do tej pory była to jedna (1) kartka.
          Co będzie dalej? Czy czekają nas opłaty np. za szatnię? Na zakup środków
          czystości i mopów? Jak z tym walczyć???!!!
          • Gość: aa Re: Kto wybiera dyrektorów?;-))) IP: *.rakowiec.waw.pl / *.compi.net.pl 12.12.05, 18:06
            Tak jak już pisałam radzę przyzwyczaić się do myśli, że będziemy płacić jeśli
            chcemy aby dzieci uczyły się w szkole publicznej w cywilizowanych warunkach. Na
            samorządy nie liczmy. Szkoła bedzie teraz dostawała określoną kwotę na ucznia
            (bon oswiatowy) i nie jest to zabójcza kwota, zwłaszcza gdy szkoła jest mała,
            mało w niej uczniów. Szkoły molochy bedą miały lepiej.
            Czy możesz wyjasnić na czym polegało wyrzucenie pieniedzy w błoto jeśli chodzi
            o tzw. komitet rodzicielski?
    • Gość: gat Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 217.11.129.* 14.12.05, 07:42
      Przepraszam, ale ja nie rozumiem tych protestów. Przecież wszystkie inicjatywy
      zbiórek finansowych pochodzą od rodziców. Żaden nauczyciel nie bierze tych
      pieniędzy do ręki. Pomijam takie oczywistości jak obiad czy teatr (zawsze można
      zrezygnować). To skąd pretensje do szkoły? Proszę wziąć przepisy do ręki i
      poczytać, co gwarantuje państwo w ramach bezpłatnego nauczania. Można się z tym
      zgadzać lub nie, ale na ustawy i rozporządzenia szkoła nie ma wpływu. Zawsze
      mnie , nawiasem mówiąc , zastanawia, dlaczego nikt nie ma pretensji, że mu
      bezpłatnie wyleczą tylko 4 zęby i to lichymi materiałami a od szkoły oczekuje
      się niemalże cudów.
      Co do wycieczek i wyjść przeróżnych, to wychowawca p r o p o n u j e , a
      rodzice mogą , a nawet powinni nie zgodzić się, jeśli propozycja im nie
      odpowiada.
      Trzeba rozmawiać a nie tylko krytykować. I to nie w szkole a na forum.
      Pozdrawiam
      • beaujolais.nouveau Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? 14.12.05, 09:31
        > Przepraszam, ale ja nie rozumiem tych protestów. Przecież wszystkie inicjatywy
        > zbiórek finansowych pochodzą od rodziców.

        Oczywiście - rodzice o niczym więcej nie marzą jak kupować do szkoły wykładzinę
        czy malowac korytarze. Jak już wcześniej pisałem rodzice nie zrzucają się na
        takie rzeczy dlatego, że mają takie widzimisię ale dlatego, że widać stan jest
        już taki, że nie mają innego wyjścia.

        > To skąd pretensje do szkoły?
        A to stąd, że szkoła doskonale wie, że Rodzice kiedyś się w końcu złamią i
        sfinansują co potrzeba. Tym samym szkole problem spada z listy wydatków i jest
        fajnie.

        > Proszę wziąć przepisy do ręki i
        > poczytać, co gwarantuje państwo w ramach bezpłatnego nauczania.

        Wziąłem i przeczytałem. Nie znalazłem tam nic o remontowaniu przez Rodziców
        budynków szkół. Wręcz przeciwnie - z przepisów wynika, że należy to do
        obowiązków państwa (samorządu).

        > Trzeba rozmawiać a nie tylko krytykować. I to nie w szkole a na forum.

        Właśnie rozmawiamy na forum...
        • Gość: gat Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 217.11.129.* 14.12.05, 11:34
          No nie, drogi bn. pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, (przepraszam za
          fraternizację, ale to forumowy obyczaj). Faktycznie wyraziłam sie dosyć
          nieprecyzyjnie. Wyjaśniam więc, chodziło mi o to, żeby rodzice dyskutowali w
          szkole między sobą, z wychowawcą, z dyrekcją. Wymiana opinii na forum jest
          jedynie otwarciem wentyla, niczym więcej.
          Różne są szkoły, różne obyczaje. Jest biednie, fakt. Każda, powtarzam, każda
          jest niedoinwestowana, ale przynajmniej w Wwie nie ma placówki, której stan
          techniczny byłby zagrożeniem dla dzieci. Można w budżecie zaplanować d r o b n
          e remonty, (większe finansuje miasto) i nie wyobrażam sobie, żeby szkoły
          wymuszały pieniądze. Jestem wychowawczynią ( a nie urzędniczką w "mieście") i
          to j a musiałam walczyć z rodzicami, żeby nie malowali klasy, choć koniecznie
          chcieli. To j a musiałam przekonywać rodziców, że pieniądze przydadzą się na
          coś innego. Na szczęście wsparła mnie dyrekcja. A więc jest bardzo różnie, a
          to j a k różnie zalezy naprawdę (przynajmniej w mojej szkole) w dużym
          stopniu od rodziców.
          Pozdrawiam
          • Gość: wk Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 148.81.190.* 14.12.05, 12:05
            gat napisała: Wymiana opinii na forum jest jedynie otwarciem wentyla, niczym
            więcej.Jestem wychowawczynią ( a nie urzędniczką w "mieście") i
            to j a musiałam walczyć z rodzicami, żeby nie malowali klasy, choć koniecznie
            chcieli.

            Otóż na forum można dowiedzieć się, jak wyglądają sprawy w innych szkołach. I
            między innymi po to powstało forum - żeby pytać, dyskutować... A swoją drogą
            jakoś nie widzę u nas tych wyrywnych rodziców, co to krzyczą, że trzeba
            pomalować klasę i kupić wykładzinę. Prawda jest taka, że nauczyciele za pełną
            aprobatą (śmiem twierdzić, że namową) dyrekcji szkoły "proponują" aby rodzice
            pomalowali klasę, bo tynk się sypie ze ścian, a kiedyś biały kolor zmienił się w
            stalowy. Coś takiego na pewno wyszło "z góry", ponieważ na zebraniu od razu było
            powiedziane, że dostaniemy na to farbę (któtej nikt nie widział do dziś). Z
            podobną "sugestią" zwróciły się do rodziców pozostałych klas pierwszych inne
            wychowawczynie. Jedna sala lekcyjna przypada na dwie klasy, więc koszt malowania
            to w sumie 55zł/dziecko.

            gat napisała:Można w budżecie zaplanować d r o b n e remonty, (większe finansuje
            miasto) i nie wyobrażam sobie, żeby szkoły wymuszały pieniądze.

            Chodzi właśnie o to, że dyrektorzy tego nie robią i nie upominają się o grubsze
            remonty. Jak można remontować klasę w ciągu roku szkolnego? Jak można w
            niedzielę rano pomalować lamperie farbą olejną a w poniedziałek rano kazać
            dzieciom siedzieć w tej sali? Jak można powiedzieć rodzicom, że skoro program
            nauczania wymaga siadania na podłodze trzeba kupić wykładzinę do klasy. Moim
            zdaniem jeśli taki jest wymóg programy to SZKOŁA powinna zapewnić dywan. Po
            pomalowaniu sali rodzice powiedzieli, że nie ma możliwości, aby cokolwiek
            jeszcze dla szkoły zrobili lub kupili, bo wcale nie jest powiedziane, że tą samą
            salę lekcyjną nasze dzieci będą miały w przyszłym roku. Zazwyczaj tak jest, ale
            to nie jest regułą w naszej szkole.
            Jako wychowawczyni masz prawo stawać murem za szkołą, ale jako rodzic powinnaś
            zastanowić się właśnie Ty, dlaczego to rodzice malują sale i korytarze, kupują
            dywany i inne pomoce dydaktyczne. Dlaczego dzieci siedzą w starych ławkach. To
            nie jest nasza wina ani powinność, aby sponsorować szkołę. Gdyby mnie było na to
            stać, to pewnie posłałabym dziecko do szkoły prywatnej, gdzie za wysokie czesne
            ma pełaą opiekę i godne warunki, kilka zajęć dodatkowych (w tym angielski,
            korektywę, plastykę, akrobatykę, basen...)za które w szkole publicznej muszę płacić.
            • Gość: gat Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 217.11.129.* 14.12.05, 14:27
              chyba się jednak nie rozumiemy. Oczywiście, że stoję murem za szkołą. Tylko ,
              co to znaczy? Dla mnie szkoła to przede wszystkim uczniowie! Tego proszę nie
              podważać, w przeciwnym razie cała rozmowa nie ma sensu. Jestem również matką i
              bywam na zebraniach i n i g d y nie byłam zmuszana do jakichkolwiek opłat. To
              są moje doświadczenia z obydwu stron, o nich piszę i przepraszam, będę trwać
              przy wyrażonych wcześniej opiniach.
            • Gość: aa Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.05, 11:11
              Mam wrażenie, że niektórzy dyskutanci nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć jak
              finansowane są szkoły i z jakimi trudnościami się borykają. Najlepiej
              dopatrywac się złej woli w dyrektorze i nauczycielach.Pieniądze nie spadają z
              nieba, prosić i protestować można bez końca. Nie zliczę ile komisji było w
              szkole wyjącej o remont, nie zliczę ile interwencji dyrekcji i rady
              pedagogicznej. I co i nic. Widocznie dopóki sufit nie wali nam się na głowy nie
              zasługujemy na renmont.Czy oczekujesz,że dyrekcja połozy się jak Rejtan w
              drzwiach ratusza? Z taką pewnością piszesz, że dyrektorzy nie wystepują o
              remonty - co o tym wiesz? To kiedy da się wykonać remont też zależy od bardzo
              nierównomiernie spływajacych funduszy często na ostatnią chwilę. Zapewniam, że
              wszyscy nauczyciele wolą remonty w szkole mieć w czasie wakacji ale nie od nich
              to zależy. Mimo fatalnego stanu moja dyrekcja też niechętnie patrzy na
              inicjatywy rodziców w sprawie odnawiania bo to rodzi niepotrzebne pretensje
              tego typu. Inna sprawa to barbarzynskie wręcz działania dzieci. Może jak
              rodzice wyłożą kasę a może nawet sami pomalują, to dadzą też do zrozumienia
              swoim pociechom ile to kosztowało i że nie wolno tego niszczyć.
              Faktycznie w szkole prywatnej warunki będą lepsze za odpowiedniej wysokości
              opłatę. Daję i wymagam. Tu płacisz podatki i wymagaj od władz a nie obrażaj
              bezpodstawnie nauczycieli. Zapewniam, że oni też z wlasnych pieniędzy wiele
              kupują aby móc prawidłowo w szkole funkcjonować.
              • Gość: wk Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 148.81.190.* 19.12.05, 09:47
                Pracuję w firmie państwowej, w której bywa nawep problem z papierem do drukarek,
                nie wspominając o braku pieniędzy na naprawę komputerów czy zakup podstawowych
                materiałów na wyposażenie biura. Sama kupuję sobie potrzebne mi przedmioty. Nikt
                mi za to nie zwraca. Wiem jak to jest.
                Na pierwszym zebraniu to nie rodzice, a nauczycielki obu klas uczących się w
                sali lekcyjnej zaproponowały, aby rodzice odnowili salę. Padło pytania
                "dlaczego?". Odpowiedź była prosta "bo szkoła tego nie zrobi, a sala jest w
                stanie opłakanym; pierwszaki chętniej przyjdą do klasy czystej i kolorewej niż
                szarej, brudnej z dziurami w ścianach; mam nadzieję, że możemy na państwa liczyć..."
                Zatem tak wygląda inicjatywa rodziców?Hmmm nie wydaje mi się.
                  • Gość: wk Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: 148.81.190.* 20.12.05, 09:58
                    Oczekuję, że szkoła godnie przywita swoich nowych uczniów. Oczekuję, że zapewni
                    im dobre wykształcenie w dobrych warunkach. Oczekuję, że wygospodaruje na to
                    pieniądze tak, jak robią to inne szkoły. Oczekuję, że rodzice nie będę
                    "wychodzić z własną inicjatywą" remontu sal czy korytarzy, bo to nie ich
                    inicjatywa. Jak można mówić, że propozycja wyszła od rodziców, skoro na zebranie
                    przyszły nauczycielki OBU klas. Ja nie sądzę, zeby to była też ich własna
                    inicjatywa, bo same mają dzieci i wiedzą jak podchodzą rodzice do "szkolnych
                    wydatków". Natomiast dyrekcja szkoły do tego stopnia boi się o cokolwiek
                    poprosić i szukać środków na funkcjonowanie szkoły, że zabroniła RR złożyć pismo
                    do burmistrza o dofinansowanie obiadów. No, w takiej szkole za wszystko trzeba
                    będzie płacić. I to tyle w temacie. Jak widać są dwa podejścia do sprawy -
                    płacić bo biedna szkoła nie ma i nie można liczyć, że manager szkolny się
                    postara o fundusze(niestety to właśnie zrobiłam) albo czekać aż zapłacą inni
                    rodzice, bo jestem nauczycielem i wiem jak są finansowane szkoły.
                    Cóż zrobić - nasi rodzice chciel kapitalizmu, to mamy coś podobnego.
                    Wszystkim życzę wesołych Świąt i wszelkiej pomyślności w nadchodzącym roku.
                    wk
                    • Gość: XXL Jeśli dyrektorowi obiecano zabrać premię za IP: 213.241.34.* 20.12.05, 11:47
                      "buntowanie rodziców", a tak to warszawscy urzędnicy interpretują, to się nie
                      dziw.Z drugiej strony burmistrz dzielnicy b.niewiwle może bo wszystkie środki
                      zabrało miasto!!!
                      >Natomiast dyrekcja szkoły do tego stopnia boi się o cokolwiek
                      poprosić i szukać środków na funkcjonowanie szkoły, że zabroniła RR złożyć pismo
                      do burmistrza o dofinansowanie obiadów.<
                        • Gość: XXL Czy ty wiesz, gdzie ty zyjesz???;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.05, 19:02
                          To pogadaj z dyrektotami szkół - co im obiecano za takie wtrącanie się.Poza tym
                          w praktyce teraz budżet ustala nie rada dzielnicy(tylko opiniuje!), a Rada
                          Warszawy!A ta głosuje jak skarbnik miasta i władze Partii(PiS!) każą, jak w PRL-
                          u(choć tam był wiekszy margines swobody;-))Szczegóły budżetu i tzw. standardy
                          czy normatywy ustalają urzędasy z Biura Edukacji (wejdź na jego stronę, to je
                          znajdziesz!!!).Myślisz, że skąd się wziął zakaz wypowiedzi dyrektórów szkół w
                          mediach(m.in. o takich sprawach jak budżet!!!)?(Poczytaj warszawskie
                          forum "Szkoła i Studia" tekst "Ratusz knebluje szkoły".Już nawet spolegliwa dla
                          Kaczyńskiego i jego pretorianów stołeczna GW zwróciła na to uwagę;-)Warto
                          wiedzieć, w jakim mieście mieszkasz!!!;-)Zwłaszcza przy ambicjach pouczania
                          innych!!!
                              • beaujolais.nouveau Re: Czy ty wiesz, gdzie ty zyjesz???;-) 31.12.05, 18:06
                                Tezę to ja widzę jedną:

                                Otóż na ciekawą i potrzebną dyskusję nad kolejnym tematem tabu nerwowo
                                zareagowało nauczycielskie lobby, które tak na prawdę broni nie wiadaomo czego.
                                Zrobiłą się podobna sytuacja jak z reklamą telewizyjną Plusa z wrzeszczącą na
                                dzieci nauczycielką, która została zdjęta przez protest ZNP (w p;roteście było o
                                etosie zawodu etc. itp.)...

                                Fakty są twarde: bez przerwy za coś w szkołach płacimy za co płacić nie
                                powinniśmy. Dyrekcje szkól jak i niestety nauczyciele (wychowawcy) albo nas do
                                tego przymuszają (opłaty na Radę Rodziców, fundusz klasowy, zielone szkoły
                                etc.), albo co najmniej sugerują (słynna już wykładzina czy malowanie klasy).
                                Rodzice więc płaczą i płacą a szkoły nie muszą się przejmować zdobywaniem
                                środków (co na Ochocie wcale nie jest takie trudne ale to inna bajka).

                                I tyle. A atakowanie Informatora za to, że prowokuje jakąś dyskusję świadczy
                                tylko nie najlepiej o atakujących...

                                Na koniec pewien "kwiatek". W naszej szkole odbyła się wigilia dla dzieci,
                                nauczycieli i RODZICÓW. Z poczęstunkiem a jakże (pewnie sfinansowanym z funduszu
                                klasowego albo Rady Rodziców). Zgadnijcie o której...

                                O 12-tej...

                                Jak się łatwo domyśłeć były tłumy rodziców...

                                Pozdrawiam noworocznie / Kuba
                                • Gość: aa Re: Czy ty wiesz, gdzie ty zyjesz???;-) IP: *.rakowiec.waw.pl / *.compi.net.pl 31.12.05, 19:25
                                  Należało protestować. W mojej szkole takie spotkania odbywały się po południu.
                                  Ciekawi mnie natomiast z jakiego funduszu powinny byc zorganizowane? Budżet
                                  szkoły nie może mieć takich wydatków jak wigilia klasowa, nagrody dla uczniów,
                                  wycieczka, teatr. Za to płaca rodzice i słusznie. Co do reszty np. malowanie
                                  powinno się miescić w budżecie ale nie mieści. Ciekawi mnie również jakie to
                                  źródła finansowania na Ochocie widzisz. Kiedyś to była bogata dzielnica teraz
                                  szkoda gadać. A teza proszę bardzo - wszystkiemu winni są leniwi dyrektorzy i
                                  nauczyciele. Nie szuka się winnych we władzach miasta bo bezpieczniej z nimi
                                  nie zaczynac. A że nauczyciele reagują? Bo maja dość walenia ich między oczy. Z
                                  jednej strony opisuje się chamstwo uczniów którzy nie szanują nauczycieli
                                  (zapraszam do gimnazjum)a z drugiej dowala (nawet tą głupią, osmieszajacą
                                  reklamą).Dzieciak widzi w telewizji coś takiego, mamunia codziennie mówi
                                  jaka "ona jest głupia" (znam takie mamunie na własne uszy słyszałam takie
                                  teksty o wymagajacym nauczycielu)no i juz wie, że nauczyciel jest głupi a jak
                                  coś to mamunia przyjdzie i naubliża, ewentualnie sprowokuje się jakąś sytuację,
                                  nagra telefonem a gazeta opisze biednych, poniżanych uczniów.No dobra to nie na
                                  temat ale czasami wsciekłość we mnie wzbiera.
                              • Gość: XXL Teza IOW (stara jak świat!)-dobry car -źli mali IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.05, 19:47
                                ludkowie na dole.Chodzi ci o to żeby odwrócic uwagę od prawdziwych winowajców
                                takich sytuacji jakie opisujesze.A to są władze tego niesłychanie
                                scentralizowanego miasta jakiem od 3 lat stała się Warszawa.cała reszta jest
                                jedynie skutkiem - w nienormalnej sytuacji trudno działać normalnie. Na dodatek
                                twoje pomysły dla dyrektorów "lepiej się starać, walczyć o środki budżetowe,
                                szukać sponsorów" są albo naiwne albo cyniczne.Miasto "walczących" się zwalcza
                                jak może, a może naprawdę dużo i nie ma zahamowań.Co do sponsorów, to zwróć
                                uwagę, że wymagasz od ludzi, którzy za 2-3tys. miesięcznie na rękę mają za
                                zadanie zapewnić zgodne z prawem funkcjonowanie swoich placówek, a nie jeszcze
                                znaleźć środki na ich funkcjonowanie.Co więcej - miasto zabrało im nawet
                                mozliwość zarabiania(!) pieniędzy.A jak ktos ma taki talent, że potrafi
                                znajdować dziesiątki tysięcy(to dopiero są licżace się w skali szkoły kwoty!)za
                                piękny uśmiech i "Bóg zapłać!" to znaleźć takich 2000(tyle w Warszawie jest
                                szkół, przedszkoli itp.) się nie da - inne instytucje i prywatny biznes ich
                                wchłonie.
                                Nie odnosisz się do cudzych argumentów tylko uparcie forsujesz swoje tezy -
                                więc raczej jesteś cynicznym propagandystą obecnej warszawskiej biurokracji!!!
                                • Gość: XXXL Nie na temat (?) IP: *.oaza-dd.com 02.01.06, 18:56
                                  Nauczycielka-nieuk zdemaskowana przez rodzica


                                  Przemysław Pawłowski 02-01-2006, ostatnia aktualizacja 02-01-2006 11:40

                                  Przez 20 lat uczyła dzieci bzdur. Dopiero schowany w tornistrze dyktafon ujawnił
                                  prawdę o nauczycielce

                                  Cytaty:

                                  Krzysztof Kolumb to słynny polski uczony, który dokonał opływu naszej kuli
                                  ziemskiej.

                                  Zawody związane z wodą to kajakarz, nurkowiec i strażak.

                                  W wyrazie szalik jest pięć liter i sześć głosek.

                                  Wieloryb to ryba.

                                  Kuratorom opadły ręce

                                  Takich bzdur uczyła dzieci Irena Z., nauczycielka ze szkoły w Sątopach na
                                  Warmii! Co więcej, "dla lepszej koncentracji" kazała im siedzieć w ławkach z
                                  rękoma splecionymi na plecach. Teraz po ponad 20 latach pracy i przekazywaniu
                                  dzieciom absurdów została wyrzucona ze szkoły. To pierwszy taki przypadek na
                                  Warmii i Mazurach.

                                  Nauczycielka prawdopodobnie dalej przekazywałaby dzieciom fałszywe informacje,
                                  gdyby nie Edyta Kowalczyk, matka jednej z pierwszoklasistek. Włożyła córce do
                                  tornistra dyktafon, który nagrywał treść prowadzonych przez panią Z. lekcji.
                                  Zrobiła tak, bo po zachowaniu córki podejrzewała, że na lekcjach dzieje się coś
                                  złego.

                                  - Ola jest bardzo radosnym, pełnym życia dzieckiem - tłumaczy Edyta Kowalczyk. -
                                  Zawsze bardzo chętnie chodziła do przedszkola. Kiedy poszła do pierwszej klasy,
                                  nagle się zmieniła. Stała się zalękniona, smutna, zaczęła nawet symulować
                                  choroby, żeby tylko nie pójść rano do szkoły.

                                  Wreszcie wydusiła z siebie, że pani Z. zabroniła opowiadać o tym, co dzieje się
                                  na lekcjach.

                                  Edyta Kowalczyk poszukała pomocy w poradni pedagogicznej w Bartoszycach. Opinia
                                  specjalistów była jednoznaczna - przyczyny złego stanu psychicznego dziecka leżą
                                  w szkole.

                                  - Z opinią psychologa poszłam do dyrektora - opowiada matka siedmiolatki. -
                                  Żadnych konkretów nie uzyskałam, za to wkrótce potem w naszym domu pojawiła się
                                  pani Z., podobno żeby sprawdzić, czy dziecko ma odpowiednie warunki do nauki.

                                  Zdesperowana matka, nic nie mówiąc córce, przez kilka tygodni wkładała jej do
                                  tornistra dyktafon. Nagrania przekazała dyrektorowi szkoły i kuratorium oświaty
                                  w Olsztynie.

                                  - Ręce nam opadły - mówi olsztyński wicekurator Waldemar Żakowski. - Uznaliśmy,
                                  że potrzebne są zdecydowane kroki.

                                  Wśród nagranych wypowiedzi nauczycielki na wicekuratorze szczególne wrażenie
                                  zrobił zwrot: "Nie pożyczę ci ołówka, miałam dwa, ale ktoś mi zapie...". Za to w
                                  rozmowie z kuratorami zmieniła zdanie w sprawie Kolumba: "Był Amerykaninem albo
                                  Anglikiem".

                                  Jak to możliwe, że Irena Z. z takimi brakami w wiedzy uczyła dzieci przez lata?
                                  Odpowiedzieć powinien dyrektor szkoły Kazimierz Grygalun, ale jest nieuchwytny.
                                  Sprawa stała się głośna, ale nikt z mieszkańców Sątop nie poparł Edyty Kowalczyk.

                                  - Pani Z. to świetna nauczycielka, dzieci dużo jej zawdzięczają - twierdzi inna
                                  kobieta. - Ma swoje metody, przynajmniej jest jakaś dyscyplina.

                                  Kilkoro sątopian w obronie nauczycielki pojawiło się nawet w kuratorium w Olsztynie.

                                  - Uważają, że dzieje się jej krzywda, a nie widzą krzywdy własnych dzieci -
                                  dziwi się Waldemar Żakowski. - Przecież szkoły nie można traktować jedynie jako
                                  miejsca pracy nauczycieli, tu najważniejsze są dzieci.

                                  Edyta Kowalczyk: - W szkole już na początku całej historii ostrzegali mnie, że
                                  zostanę z tym wszystkim sama. I zostałam, ale nie cofnę się przed niczym, kiedy
                                  ktoś krzywdzi moje dziecko.

                                  W klasie Oli uczy już inna nauczycielka. Mała pyta, jaki dziś dzień,
                                  niecierpliwi się, że do szkoły pójdzie dopiero w poniedziałek.
    • Gość: IOW Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.06, 21:36
      Tym razem swój cykl poświęcę składce na Radę Rodziców lub jak kto woli Fundusz
      Wspierania Samorządu Przez Rodziców Posyłających Swoje Dzieci Do Szkoły
      (FWSPRPSDDS). Według mnie deklarowane a następnie wpłacane składki przez
      rodziców tylko w jakimś procencie idą na potrzeby dzieci, które zresztą powinny
      być pokrywane z pieniędzy samorządu.

      Powodem do napisania kilku słów na ten temat stał się pewien dokument, który
      otrzymałem od jednego z nauczycieli w szkole podstawowej. Jest to sprawozdanie
      finansowe z działalności Rady Rodziców za poprzedni rok szkolny. Śpieszę na
      wstępie poinformować wszystkich zaniepokojonych dyrektorów szkół, urzędników i
      rodziców że nie dotyczy on szkoły znajdującej się na terenie Ochoty czy Włoch.
      Jednak będę o nim pisał ponieważ śmiem twierdzić że w naszych szkołach jest
      tylko trochę lepiej bo już gorzej być nie może. Ale do rzeczy:
      WPŁYWY
      30 645,52 zł. Uzyskano je przede wszystkim z wpłaty składek w kwocie 29 391,52
      zł. Reszta to wpływy ze sprzedaży kartek wielkanocnych, zdjęć oraz z
      organizacji kiermaszu w świetlicy. Biorąc pod uwagę że w tej szkole jest ok.500
      dzieciaków a składek w roku jest 10 to wychodzi ok. 6 zł na jednego ucznia.
      Wszyscy wiemy że na Radę Rodziców ( FWSPRPSDDS) płaci ok. 50% to daje to mniej
      więcej 12 zł miesięcznie na jednego ucznia. Wpływy z tego tytułu spadają z roku
      na rok ponieważ coraz większa część rodziców nie płaci ponieważ: inni nie
      płacą, wydatki ponoszone przez Radę Rodziców (FWSPRPSDDS) powinien pokrywać
      samorząd. Ja do tych argumentów chcę dołączyć fakt ze te pieniądze w dużej
      mierze idą na obsługę samego mechanizmu.
      WYDATKI
      Można by je podzielić w opisywanej szkole na kilka rodzai .
      Te które rok w rok przeznaczane są na stałe imprezy w szkole takie jak:
      ślubowanie klas pierwszych (330,13 zł); Dzień Nauczyciela (1649 zł),
      zakończenie klas szóstych (1619,66 zł); nagrody w konkursach ( 593,74 zł);
      nagrody dla najlepszych uczniów (283,6 zł); nagrody dla klas na medal (685,79
      zł). Razem 5161,92 zł.
      Wydatki na wyposażenie, które sprowadzają się do zakupu kserokopiarki( 6710
      zł), jego konserwację (1382,26 zł) oraz zakup toneru (1739,83 zł). Razem
      9832,09 zł.
      Kolejny wydatek to zwrot 20% wpłaconej kwoty poszczególnym klasom. Razem
      4768,74 zł.
      Po drodze mamy wydatki na prenumeratę czasopism na kwotę 335 zł. I przechodzimy
      do kosztów całej zabawy. I tak: księgowa (4900 zł), kasjerka (5800 zł),
      prowadzenie rachunku bankowego ( 538,5 zł). Razem 11 238,5 zł.
      CO Z TEGO WYNIKA?
      Ano tyle, że w opisywanej szkole Rada Rodziców w minionym roku wydała 5116,92
      zł na organizację podstawowych wydarzeń w z życia szkoły po czym dała się
      przekonać niewiadomo komu(?) aby kupić kserograf i go utrzymywać za kwotę
      9832,09 zł. Zarówno nieszczęsny kserograf, który jest szkole nie zbędny jak i
      imprezy szkolne powinien finansować samorząd. Jeśliby przyjąć, że ksero to
      wydatek na 5 lat a jest na przykład 6 podobnych szkół podstawowych na Ochocie
      wszystkie tego typu wydatki Urząd Dzielnicy Ochota kosztowałyby miedzy 60 a 100
      tys. złotych. Przypominam jest to kwota na poziomie rocznej nagrody szefa
      Tramwai Warszawskich. No i na koniec zupełne kuriozum. Zebrano
      30 645,52 zł. Aby wydać z tego blisko połowę czyli 15284,01 zł. Druga połowa
      zebranych pieniędzy poszła w 37% na obsługę tego interesu a 23% sumy oddano.
      Wynik za który burmistrz dzielnicy, czy premier naszego kraju nie mówiąc o
      gospodyni domowej ukarani zostaliby zakazem sprawowania funkcji lub przemocą w
      rodzinie. Zanim zapłacicie za urząd dzielnicy składkę w szkole to spytajcie
      się przy najmniej na co te pieniądze idą.
      Grzegorz Wysocki
      • Gość: XXL Rodzice(!) gospodarują swoimi pieniedzmi!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.06, 22:35
        Tak nimi gospodarują ich przedstawiciele.Kogo tu winić?Może trzeba było wybrać
        lepszych? Co do budżetu szkoły to jako pierwszy postulat bym postawił
        przywrócenie mozliwości zarabiania przez szkoły bez 50% characzu na rzecz
        miasta i grźby zabrania wszystkiego jeśli ono będzie miało taki kaprys!To
        wyzwoli inicjatywę dyrektorów i szkół.Dziś (szkoła opłaca jeszcze ze swojej
        puli VAT!)to się po prostu nie opłaca!Wtedy pieniadze Rady Rodziców będą
        potrzebne tylko na extra wydatki!!!
    • Gość: IOW Re: Czy za wszystkow szkołach trzeba płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.06, 21:04
      W ramach cyklu artykułów dotyczących opłat w szkołach postanowiliśmy poprosić o
      wypowiedź w tej sprawie zastępcę burmistrza dzielnicy Ochota pana Andrzeja
      Szklarskiego odpowiedzialnego w naszej dzielnicy za sprawy oświatowe. Wydaje
      nam się, ze bez głosu najważniejszej osoby w ochockiej oświacie nasza dyskusja
      byłaby niepełna. Jednocześnie zapraszamy do wypowiedzi na łamach "IOW"
      wszystkich tych, którzy mają cos w tej sprawie do powiedzenia. Chętnie
      opublikujemy głosy w tej sprawie nauczycieli, dyrektorów i radnych. Oczywiście
      jeśli chodzi o nauczycieli i dyrektorów gwarantujemy pełną dyskrecję. A dzisiaj
      głos oddajemy burmistrzowi.
      Grzegorz Wysocki

      Nawiązując do przesłanego przez Pana pisma dotyczącego opłat w szkołach
      publicznych, chciałbym przyznać Panu wiele racji. Szkoły publiczne muszą
      funkcjonować na odpowiednim poziomie finansowym. Ministerstwo Edukacji powinno
      w subwencji oświatowej przewidzieć cały cykl nauczania i wychowania w szkołach,
      więc także koszt wyjścia dzieci do kina, czy teatru. Jest to niezbędne
      szczególnie dla rodzin w trudnej sytuacji. Ponadto sprawy finansowe dodatkowo
      obciążają nauczycieli, którzy zamiast na wywiadówkach zajmować się sprawami
      wychowawczymi zbierają pieniądze od rodziców. Chciałbym jednak zaznaczyć, że w
      naszej dzielnicy takie sytuacje już się nie zdarzają.
      Niestety w ramach dzisiejszego budżetu dzielnica nie może finansować wyjść
      uczniów do kina, czy też teatru. Takie wydatki powinny być finansowane z
      subwencji oświaty. Nie jest również możliwe pokrycie z budżetu kosztów
      ubezpieczenia dzieci.
      Wyjazdy na tzw. zielone szkoły, a w zasadzie ich celowość powinna być określana
      przez dyrektora szkoły. Jeżeli uzna on, że taki wyjazd jest niezbędny dla
      procesu dydaktycznego to powinien być zabezpieczony w budżecie szkoły i
      obejmować wszystkich uczniów danej klasy.
      Oddzielnym zagadnieniem jest wynagrodzenie nauczycieli wyjeżdżających na
      zielone szkoły i tych, którzy ich zastępują. W tym przypadku dyrektor
      ograniczony jest własnym budżetem, którym musi umiejętnie gospodarować.
      Reasumując, są wyjazdy na zielone szkoły, które spełniają cele dydaktyczne i
      wtedy należy racjonalnie policzyć ich koszty i są również takie, które nie
      muszą się odbywać. Chciałbym również dodać, że ustawa o systemie oświaty
      określa kompetencje organów szkoły i jasno z niej wynika, że wydatki
      przewidziane w budżecie szkoły opiniuje Rada Szkoły w której zasiadają również
      przedstawiciele rodziców. Wydatków nie opiniuje Rada Rodziców, co nie znaczy,
      że nie może być z nimi zapoznana i na pewno nie jest jej rolą pokrywanie z
      własnych funduszy niedoborów wynikających w tym względzie.
      W tym roku szkolnym zostały wprowadzone przez Biuro Edukacji standardy
      finansowe w zależności od rodzaju szkoły, np. dla szkół podstawowych
      przelicznik na jednego ucznia rocznie wynosi 4900 zł, w gimnazjum 5150 zł, w
      liceum 4800 zł i szkole zawodowej 5250, zaś w szkole integracyjnej 16 000 zł.
      Szkoła powinna zmieścić się w swoim budżecie w ramach tej kwoty. Niestety
      niektóre szkoły ze względu na dodatkowe koszty wynikające z różnych przyczyn
      potrzebują więcej pieniędzy. Dlatego też w tym roku budżetowym została
      zabezpieczona kwota rezerwowa dzięki której placówki te otrzymały więcej
      pieniędzy. Jednym z powodów większych kosztów niektórych placówek jest
      zatrudnianie kadry nauczycielskiej bardzo dobrze przygotowanej do zawodu (tzw.
      nauczyciele dyplomowani).
      Moim zdaniem warto by było również zabezpieczyć w budżecie dzielnicy dodatkowe
      środki tzw. awaryjne, którymi można by zapłacić za naprawę np. zepsutego
      ogrzewania.
      Dyrektorzy placówek wiedząc ile mają pieniędzy powinni nimi racjonalnie
      gospodarować i nie zbierać pieniędzy od rodziców. Dodatkowe środki mogą
      pozyskać pisząc ciekawe programy autorskie na których realizację otrzymają
      pieniądze z budżetu miasta. Są to dodatkowe zajęcia pozalekcyjne dla uczniów,
      które będą wyróżniać daną placówkę od innych i zachęcać rodziców do wysłania
      dzieci do tej właśnie szkoły.
      Andrzej Szklarski
      Zastępca Burmistrza
      Dzielnicy Ochota

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka