sekwana2005
09.01.08, 05:14
Nie było powodów, bym pacjentem Kotańskiego został.
Nie miałem możliwości, by finansowo jego działania wspierać.
Co najwyżej jakims życzliwum komentarzem...
Pamiętam go zasapanego i spoconego, gdy jakis bieg na osiedle
Przyjaźń organizował - by dla swoich podopiecznych jakies pieniądze
załatwić - i pokazać, że też sa to ludzie. Nawet, jeśli chorzy na
AIDS, albo narkomani, albo bezdomni....
Jak się przez te lata zmienił stosunek do różnych takich ofiar -
własnych wyborów, przypadku lub społeczeństwa. Pamietacie te wojny,
byleby w jakiejś miejscowości nie dopuścić do powstania domu opieki?
Dzis tych ludzi łatwiej akceptuje się.
Jest różnica między "Kotanem", Owśiakiem, zmarłym księdzem
profesorem Tischnerem - a prałatem Jankowskim, przy winie
marki "Jankowski" targujący się z premierem Leszkiem Millerem na
bezpłatną koncesję na kopanie bursztynu, ojcem Rydzykiem, w
przeciwieństwie do innych dostającym dziesiatki milionów nie na
pomoc dla biednych (to raczej od nich kasę wyciąga), lecz na
wypasione bryki, gmaszyska.
Nawet jesli tylko co dziesiąty gość Kotańskiego trafił na dobrą
drogę - albo w życzliwości i pod opieką mógł umrzeć, nie zaś na
śmietniku - CHWAŁA KOTANOWI !